yahoo

07.09.05, 14:08
Reporterzy bez Granic krytykują Yahoo za pomoc w uwięzieniu
> CHINY-MEDIA-YAHOO-REPORTERZY BEZ GRANIC

chińskiego dziennikarza

7.9.Pekin (PAP/AP) - Organizacja Reporterzy bez Granic oskarżyła
we wtorek wielką firmę internetową Yahoo o udzielenie pomocy
władzom chińskim w skazaniu i uwięzieniu dziennikarza, który
ośmielił się wysłać za granicę e-mail o ograniczaniu swobody
mediów w Chinach.

W przeszłości Yahoo oraz jego najwięksi internetowi rywale Google
i Microsoft byli już krytykowani za cenzurowanie w internecie
treści, które nie podobają się komunistycznym władzom Chin.

Reporterzy bez Granic zarzucają Yahoo, że - chcąc się przypodobać
władzom chińskim - stał się informatorem policji w sprawie, która
zakończyła się więzieniem dla dziennikarza Shi Tao.

"Czy fakt, że ta korporacja (Yahoo) działa tam zgodnie z prawem
chińskim zwalnia ją ze wszelkich względów etycznych? Jak daleko
posunie się, żeby przypodobać się Pekinowi" - pytają retorycznie
Reporterzy bez Granic w opublikowanym we wtorek wieczorem
oświadczeniu.

Według Reporterów bez Granic, z akt sądowych wynika, że Yahoo
Holdings (Hongkong) Ltd. udostępnił chińskim organom ścigania
informacje, umożliwiające dotarcie do Shi jako autora prywatnego e-
maila, zawierającego jakoby tajemnice państwowe.

Yahoo Holding (Hongkong) Ltd. jest częścią globalnej sieci Yahoo.
Przedstawicielka tej firmy odmówiła w środę komentarza do
oświadczenia Reporterów bez Granic.

Shi, były dziennikarz chińskiego pisma gospodarczego, został w
kwietniu skazany na 10 lat więzienia za ujawnianie tajemnic
państwowych cudzoziemcom. Podstawą skazania był e-mail, w którym
Shi zawarł własne uwagi do okólnika rządowego, dotyczącego
restrykcji wobec mediów.

Zdaniem rzeczniczki Reporterów bez Granic, skazanie Shi
prawdopodobnie nie byłoby możliwe bez pomocy Yahoo.

Yahoo usilnie zabiega, podobnie jak i jego rywale, o zwiększenie
obecności na chińskim rynku internetowym. W zeszłym miesiącu Yahoo
zapłacił 1 miliard dolarów za 40-procentowy udział w największym
chińskim przedsiębiorstwie, zajmującym się handlem przez internet -
Alibaba.com. (PAP)

az/ ap/

0945
    • Gość: Kir Re: yahoo IP: *.lubsza.sdi.tpnet.pl 07.09.05, 18:06
      Jestem tylko ciekawy czy udałóby Ci się porównać posępowanie
      Yahoo Holding (Hongkong) Ltd. i Wildsteina abstrachując oczywiście od wyroku.
      Chodzi mi o stan prawny i rodzaj sankpostępowania w państwie totalitarnym i
      demokratycznym.Oczywisćie też rodzaj dowodów na podstawie których wymierzono
      sankcje.
      Kolejna sprawa to sam stosunek do Yahoo Holding (Hongkong) Ltd.
      Pozdrawim
      Kir
      • pressforum Re: yahoo 07.09.05, 20:17
        ???????????????/
        • Gość: Kir Re: yahoo IP: *.lubsza.sdi.tpnet.pl 07.09.05, 21:20
          pressforum napisał:

          > ???????????????/
          pYtasz zdziwiony
          a woisałeś taki tekst:
          Według Reporterów bez Granic, z akt sądowych wynika, że Yahoo
          Holdings (Hongkong) Ltd. udostępnił chińskim organom ścigania
          informacje, umożliwiające dotarcie do Shi jako autora prywatnego e-
          maila, zawierającego jakoby tajemnice państwowe.
          Stąd też moje pytanie o to zwąlistą Wiłdsteina.Wiesz,że aby udowodnić im winę
          należy dotrzeć do akt przy czym nie wszystkim przysługuje prawo wglądu w swoje
          akta.Ma je oskarżony,może nawet robić kopie i wypiski w każdej sprawie.Tutaj
          jest inaczej.
          Na podstawie listy mam możliwość dotarcia tak do winnych jak i
          niewinnych..którzy mają ograniczoną możliwośc obrony ( to właśnie brak dostępu
          do swoich akt tych których nie uznano za pokrzywdzonych.Jest to o tyle
          zabawne,że pisano już wiele o przypadkach falszowania dokumentów.1-sz casus to
          chyba sprawa Kaczyńskiego i sądowa €rbana,który coś tam odwołał.

          Holdings (Hongkong) Ltd. udostępnił chińskim organom ścigania
          informacje, umożliwiające dotarcie do Shi a Wildstein polskiemu społeczeństwu
          budządze ątpliwości wiarygodność.
          Resztę zostawiam rozumowi i tym co stali i stoją za śwadectwem moralności.
          Niech każdy odpowie sobie sam,zwłaszcza,że wspomniałeś o etyce.
          Pozdrawiam
          Kir
          • pressforum Re: yahoo 07.09.05, 22:05
            ??????????????????????????????
      • Gość: mille Re: yahoo IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.09.05, 23:16
        Czy jedząc śniadanie również porównujesz to do postępowania Wildsteina? Bo
        rozumiem, że wydalając je, oczywiście tak.

        Mam propozycję - stwórzcie sobie Wy wszyscy jakiś skansen i nurzajcie się w tym
        materiale do woli. To już nawet nie wiem jak nazwać. Brak słów.
    • kellerman Re: yahoo 07.09.05, 22:10
      yahoo wygrało przetarg, ma wyłaćzność, trzepie kasę i ma w dupie prawa
      człowieka, Tybet i inne takie. niestety normalne.

      niestety tez, jak patrzę na to co pisze Kir to widze, że nie mozna tu pogadać o
      tym co interesuje, frapuje czy dziwi autora postu, tylko zawsze musi zejśc na
      nasz grajduł i liste Wildstaina
      • Gość: Kir Re: yahoo IP: *.lubsza.sdi.tpnet.pl 07.09.05, 22:56
        kellerman napisał:
        > niestety tez, jak patrzę na to co pisze Kir to widze, że nie mozna tu pogadać o
        > tym co interesuje, frapuje czy dziwi autora postu, tylko zawsze musi zejśc na
        > nasz grajduł i liste Wildstaina
        Gdyby coś zadziwiło autora postu to byłby chyba naiwniakiem.
        A za takiego z pewnością nie chce uchodzić nikt z nas.Ale jak to ładnie pisze się
        o prawach człowieka zapominając lub przemilczając to co nazywa się jego godnością.
        Owszem wiemy co to jest nasza ale cudza.Czy dzisiaj interesuje mnie Wildstein?
        Nie,bo niby z jakiego powodu.ZAwsze bardziej interesowała i interesuje mnie
        moralność jego poplecznikow właśnie z punktu praw człwieka i jego
        godnośći.Stosunku do systemu prawnego i samego państwa.Nie bez powodu
        wspomniaLem o pewnych prawach oskarżonego.Tak procedury IPN i zachowanie
        społeczeństwa to stosunek praktyczny do tych praw człowieka,jego godności i
        zasad prawa.Ja nie piszę o grajole ale o kswoim kraju który zwie się Polska.
        CZY jako obywatel mam prawo do innego punktu widzenia i krytyki,jeżeli inni
        swoje poglądy wyrażają w sposób bardziej drastyczny?Jeżeli nie mam takiego prawa
        to w jakim systemie żyję?demokratycznym?Ja tylko zadaję pytania,nikomu nie
        nakazuję aby bezwzględnie Myślał taksamo jak ja i zmuszał innych do takiego
        myślenia bo inaczej to on jest............
        Pozdrawiam
        Kir

        • pressforum Re: yahoo 07.09.05, 23:16
          Interesuje mnie kwestia praw czlowieka i ich lamania w chinach i w tybecie
          okupowanym przez te chiny, oraz udzial w tym procederze swiatowych mediow -
          takze elketronicznych.
          A co do Wildsteina choc to zupelnie offtopic - zeby byla jasnosc raz na zawsze i
          bez koniecznosci wracania do tego - popieram Wildsteina.
          • Gość: Kir Re: yahoo IP: *.lubsza.sdi.tpnet.pl 07.09.05, 23:36
            pressforum napisał:
            > A co do Wildsteina choc to zupelnie offtopic - zeby byla jasnosc raz na zawsze
            > i
            > bez koniecznosci wracania do tego - popieram Wildsteina.
            To znaczy z Narodu wyłaczleś grupę rodako którym odmówiłeś praw człowieka i
            godności bez sprawdzania akt IPN i zasad procesu demokratycznego państwa prawa
            jak uczynili to Niemcy.Jak mogę uwierzyć w takim razie w pierwszą częśćTWojej
            wypowiedzi.Cytowałem tutaj n a forum ten fragment wypowiedzi:

            Prasa i media

            Jak Wildstein sądził się z Chojeckim
            Autor: Gość: misio IP: 193.0.117.*
            Data: 15.03.2005 11:54
            W latach 80. Wildstein najpierw jako jedyny załatwił sobie umowę o pracę
            w „Kontakcie”, a potem zażądał wysokiego odszkodowania
            www.przeglad-tygodnik.pl/index.php?site=historia&name=37
            Przegląd
            Jak Wildstein sądził się z Chojeckim
            W latach 80. Wildstein najpierw jako jedyny załatwił sobie umowę o pracę w
            „Kontakcie”, a potem zażądał wysokiego odszkodowania
            Maria de Hernandez-Paluch
            ARRET Nr 646 R.G.: 6177/88 WILDSTEIN Bronisiaw C/ASSOCIATION KONTAKT
            To numer sprawy apelacyjnej, którą wniósł Bronisław Wildstein w 1988 r. do Cour
            d’Appel de Versailles (sądu apelacyjnego). Sprawa ta zaczęła się wcześniej w
            Boulogne-Billancourt przed conseil de prud’hommes – sądem pracy – z którego
            wyrokiem Wildstein się nie zgodził.
            Teraz, 17 lat później, Wildstein wniósł do sądu pozew o zniesławienie przeciwko
            Danielowi Olbrychskiemu. Chodzi o wypowiedź artysty podczas dyskusji
            telewizyjnej w czwartek, 3 lutego (Polsat). Oto jej fragment, według stenogramu:
            OLBRYCHSKI: – On [Wildstein] tego nie zrobił z pobudek obywatelskich czy
            szalenie patriotycznych, tylko żeby się wylansować w mediach, co jest częstym
            kompleksem wielu ludzi, którzy są mało wylansowani...
            LIS: – Bardzo niskie pobudki przypisuje pan człowiekowi, który akurat w walce o
            wolność i o prawdę w Polsce trochę czasu spędził...
            WILDSTEIN: – To insynuacja, proszę skończyć, co pan zaczął.
            OLBRYCHSKI: – Dlatego publicznie, przy pohukiwaniu tutaj części widowni,
            uniknąłem uściśnięcia ręki panu
            Wildsteinowi, ponieważ emigracja polityczno-zawodowa po stanie wojennym w
            Paryżu, po ‘86 wydaje mi się, wtedy był ten proces przeciwko Mirosławowi
            Chojeckiemu, z powodu pana donosów na Chojeckiego, że zatrudnia na czarno
            niektórych Polaków... Od tego czasu wielu ludzi na emigracji unikało kontaktów z
            panem. Rozumiem, że chciał się pan przypodobać władzom francuskim, bo wszyscy
            nie mieliśmy tam lekkiego życia, ale ten proces, gdyby go Mirek przegrał,
            rzuciłby go, łącznie z deportacją, w ramiona i okowy SB polskiego. Był pan
            świadkiem na tym procesie, wszyscy o tym w Paryżu wiedzieliśmy.
            Kłamstwa?
            Konflikt między Wildsteinem a Chojeckim był w Paryżu tajemnicą poliszynela.
            Chojecki mówi dzisiaj bardzo dyplomatycznie: – Poróżniliśmy się na temat
            sytuacji politycznej w Polsce. Według Wildsteina, „Solidarność” to był już
            wówczas zamknięty rozdział. Ja uważałem inaczej. Nie chodzi tu tylko o
            emigracyjne swary. Miało to kapitalne znaczenie z punktu widzenia pomocy Zachodu
            dla „S”. Gdybyśmy na emigracji uznali, że „S” się skończyła, skończyłaby się
            pomoc dla podziemia, którego byliśmy przedłużeniem na Zachodzie. Tak
            dyplomatycznie to nie wyglądało, przynajmniej od czasu, kiedy znalazłam się na
            emigracji w Paryżu (lipiec 1986 r.) i zaczęłam pracować w piśmie „Kontakt” oraz
            w Wolnej Europie. Bronisław (Bronisiaw, jak pisali Francuzi) Wildstein był
            redaktorem naczelnym „Kontaktu”, a założycielem i prezesem Stowarzyszenia
            Kontakt ukonstytuowanego na początku stanu wojennego był Mirosław Chojecki.
            Stowarzyszenie nie tylko wydawało miesięcznik, lecz także produkowało filmy
            dokumentalne oraz popularną kronikę.
            „Kontakt” w ówczesnej PRL był rozprowadzany za darmo. Docierał jednak i do
            innych krajów, takich jak Niemcy, Stany Zjednoczone czy Australia – wszędzie,
            gdzie były skupiska Polaków marzących o wolnej Ojczyźnie i wiadomościach na
            temat tego, co się dzieje nad Wisłą. Z tamtejszych środowisk polonijnych płynęły
            pieniądze na działalność „Solidarności”, której przedłużeniem był paryski
            „Kontakt”. Odcięcie się pisma od „Solidarności”, jak chciał tego Wildstein,
            byłoby równoznaczne z zakończeniem jego wydawania, bo nie byłoby pieniędzy.
            Wildstein dostawał 5 tys. franków miesięcznie, niepodlegających opodatkowaniu,
            bo pracował na czarno. Jak my wszyscy, którzy wtedy nie zastanawialiśmy się nad
            tym, jaki jest status naszej pracy. Pracowaliśmy dla Polski. Takie to były
            czasy, jak powiedział Chojecki. Widać, jednak nie dla wszystkich, a przynajmniej
            nie dla Wildsteina. Widziałam to i czułam od razu, jak tylko zaczęliśmy razem
            pracować. Sama nie miałam z nim konfliktów, można powiedzieć, że z natury, która
            nakazuje mi ignorować ludzi aroganckich i pyszałkowatych. W moje teksty nie
            ingerował, ale ja przybyłam z kraju w glorii „gwiazdy podziemia”, poza tym
            prawdopodobnie uważał, że mu nie zagrażam.
            Jasne było, że Wildstein każdym sposobem chce się wyzwolić spod prezesury
            Chojeckiego i samemu być panem na włościach „Kontaktu”. Niebagatelną przeszkodą
            był jednak fakt, że to Chojecki zdobywał pieniądze, a nie Wildstein. W 1987 r.
            Wildstein zażądał, by Chojecki zatrudnił go na warunkach zgodnych z francuskim
            prawem pracy i obowiązującymi ubezpieczeniami. Wszyscy pozostali pracownicy
            wiedzieli, że „Kontaktowi” brakuje pieniędzy na zatrudnianie zgodne z
            obowiązującym we Francji prawem pracy. Nie był bowiem „przedsiębiorstwem
            wydawniczym” – jak dowodził Wildstein – ale stowarzyszeniem, finansowanym przez
            ludzi pomagających „Solidarności”. Wildstein doprowadził jednak do tego, że
            Chojecki podpisał z nim umowę o pracę w majestacie francuskich przepisów, ale
            tylko na czas określony, czyli na pół roku. Nie poprawiło to atmosfery, nawet
            mimo że Chojecki starał się nie wtrącać w kompetencje Wildsteina jako
            naczelnego. Zareagował jednak zdecydowanie, kiedy podczas łamania numeru – co
            zwykle robił sam – zauważył przeznaczoną do druku recenzję filmu dokumentalnego
            produkcji Stowarzyszenia Kontakt, w której ostro zarzucano mu antysemityzm. Było
            to uderzenie poniżej pasa. Film był li tylko dokumentem, bez żadnych
            naleciałości antysemickich. Konflikt nabrał ostrości i trudno było mówić o
            możliwości porozumienia się między prezesem stowarzyszenia a redaktorem
            naczelnym miesięcznika. Środowisko związane ze stowarzyszeniem podzieliło się.
            Niektórzy przestali Bronkowi podawać rękę. Inni chcieli, żeby złożyć podpis pod
            listem popierającym Wildsteina, czyli opowiedzieć się za nim przeciw Chojeckiemu.
            Wtedy właśnie upływał termin półrocznego kontraktu Wildsteina i Chojecki nie
            podpisał z nim dalszej umowy o pracę. Wildstein, zgodnie z prawem przysługującym
            każdemu legalnie zatrudnionemu, zaskarżył decyzję o nieprzedłużeniu mu umowy o
            pracę do conseil de prud’hommes. Sąd oddalił sprawę jako bezzasadną. Z decyzją
            tą Wildstein się nie zgodził i złożył odwołanie do Sądu Apelacyjnego w Wersalu.
            Czego zażądał Wildstein?
            Przede wszystkim zażądał uchylenia wcześniejszego wyroku sądu pracy (z
            22.01.1988 r.) oraz przedstawił następujące roszczenia finansowe wobec
            Stowarzyszenia Kontakt:
            – 305 tys. franków za stracone zarobki,
            – 50 tys. za płatne urlopy,
            – 30 tys. z tytułu wypowiedzenia,
            – 50 tys. odszkodowania za zwolnienie z pracy,
            – 10 tys. za nieprzestrzeganie obowiązującej procedury,
            – 240 tys. tytułem poniesionych szkód i odsetek za zwolnienie z pracy bez ważnej
            przyczyny. Dawało to pokaźną sumę 685 tys. franków. Sumę mogącą położyć każdą
            instytucję, nie mówiąc o stowarzyszeniu działającym wyłącznie dzięki ofiarności
            ludzi dobrej woli. Albo też... miało doprowadzić tę
        • dr.kidler Re: yahoo 07.09.05, 23:17
          Gość portalu: Kir napisał(a):
          > CZY jako obywatel mam prawo do innego punktu widzenia i krytyki,jeżeli inni
          > swoje poglądy wyrażają w sposób bardziej drastyczny?Jeżeli nie mam takiego
          > prawa to w jakim systemie żyję?demokratycznym?

          Njaciekawsze, ze tego prawa, Tobie, mnie,
          Michnikowi nie odmawia Panstwo, jakto zwykle bywa
          lecz tacy sami ja my, wolni obywatele tego Panstwa.
          Tymczasem we wlasnym interesie nawet, powinno im zalezec,
          zeby tego prawa nie ograniczac.
          - Jak to jest?
          • Gość: Kir Re: yahoo IP: *.lubsza.sdi.tpnet.pl 08.09.05, 00:33
            W politologii John Mill był kontynuatorem demokratycznej i liberalnej myśli w
            duchu Johna Locka. Jego najważniejszym dokonaniem było dostrzeżenie zagrożeń dla
            demokracji (i ogólnie wolności obywatelskiej) ze strony jej samej. John Mill
            studiując historię Rewolucji francuskiej a także historię funkcjonowania
            demokracji w USA, dostrzegł że systemy demokratyczne mają często tendencję do
            przekształcania się w "dyktaturę większości". "Dyktatura" taka powoduje
            blokowanie zmian oraz krystalizowania się i wyrażania odmiennych od
            większościowych poglądów. Proces ten może następować na dwa sposoby:

            * Na drodze politycznej: W sytuacji, gdy w kraju demokratycznym pewna partia
            zdobywa trwałą i długotrwałą przewagę, ma ona tendencję do monopolizowania
            władzy przez przejmowanie kontroli nad informacją i obsadzanie kluczowych
            stanowisk swoimi zwolennikami.
            * Na drodze ekonomicznej: Przez powstawanie monopolistycznych
            przedsiębiorstw, które poprzez korupcję i lobbing przejmują "po cichu" faktyczną
            władzę i zamieniają instytucje przedstawicielskie oraz rząd w struktury fasadowe.

            Oba te mechanizm mogą mieć miejsce jednocześnie.

            Widząc te zagrożenia Mill postulował, aby do konstytucji pisanej w duchu Locke'a
            wprowadzić dodatkowe zapisy gwarantujące podstawowe wolności obywatelskie oraz
            uniemożliwiające monopolizację władzy. Do tych podstawowych wolności John Stuart
            Mill zaliczał:

            * wolność zgromadzeń, zrzeszania się i tworzenia grup nacisku;
            * wolność wygłaszania publicznie swoich poglądów - czyli zakaz cenzury;
            * gwarantowanie prawa do bycia "mniejszością" - czyli zakaz prześladowania w
            jakikolwiek sposób osób o innych niż większość poglądach.

            Z kolei jako zabezpieczenia prawne przed monopolizacją władzy Mill proponował:

            * proporcjonalne, a nie większościowe wybory do ciał przedstawicielskich;
            * stworzenie "niezależnego korpusu urzędniczego" - czyli apolitycznych
            stanowisk w administracji rządowej, które nie podlegałyby wpływom politycznym;
            członkowie tego korpusu powinni być wybierani przez konkursy i wykonywać tylko
            takie polecenia polityków, które są zgodne z prawem oraz alarmować opinię
            publiczną bądź odmawiać ich wykonywania, jeśli są sprzeczne z prawem;
            * prawo antymonopolowe - czyli udzielenie rządowi prawa do rozbijania
            niebezpiecznych monopoli w gospodarce.
            Niektórzy krytycy Milla zauważali, że środki te są nieskuteczne. Jeśli większość
            będzie chciała wprowadzić monopol na władzę to będzie mogła go zaprowadzić
            metodą drobnych zmian. Zatem demokracja funkcjonuje poprawnie tylko w tych
            krajach, w których większość świadomie rezygnuje z osiągania monopolu w imię
            samej demokracji
            Pozdrawiam
            Kir
    • Gość: mille Podwójne standardy wielonarodowych korporacji IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.09.05, 23:32
      > Yahoo usilnie zabiega, podobnie jak i jego rywale, o zwiększenie
      > obecności na chińskim rynku internetowym. W zeszłym miesiącu Yahoo
      > zapłacił 1 miliard dolarów za 40-procentowy udział w największym
      > chińskim przedsiębiorstwie, zajmującym się handlem przez internet -
      > Alibaba.com. (PAP)

      Tak, to ciekawe spostrzeżenia. Niestety, jak widać nie od dziś, wielonarodowe
      korporacje stosują często podwójne, lub nawet wielokrotne standardy w zależności
      od miejsca, w którym działają.

      (O, właśnie zauważyłem, że to się ukazało na portalu Gazety, pewnie jutro będzie
      w Wyborczej.)

      Do niedawna w świetle amerykańskiego prawa legalne było dawanie łapówek przez
      amerykańskie firmy w krajach trzecich. Szczyt hipokryzji. Wydaje mi się, że
      takie zachowanie Yahoo jest jakąś pochodną tamtej patalogii.

      Myślę, że całkiem skuteczną bronią jest bojkot produktów danej firmy. Oraz jak
      najszersza nagłośnienie sprawy. Trudno tu o jakieś prawne regulacje, bo firma
      zachowała się zgodnie z lokalnym prawem (a do tego jest obowiązana), ale skoro
      Yahoo tak bardzo zainteresowane jest gromadzeniem tych dolarów, to za każdego
      krwawego chińskiego powinna stracić kilka w wolnym świecie. Skoro etyka nie
      przemawia do wyobraźni (bo trudno mówić o sumieniu) korporacyjnych decydentów
      Yahoo, to rachunek zysków przemówi na pewno.

      Zapamiętajmy to niegodziwe zachowanie Yahoo i kiedy będziemy chcieli następnym
      razem skorzystać z portalu, wspomnijmy człowieka, który za parę dolarów został
      wydany reżimowi i skazany na 10 lat więzienia.

      Nie musimy korzystać z Yahoo. Jest wiele innych portali.
      • kellerman Re: Podwójne standardy wielonarodowych korporacji 07.09.05, 23:38
        tak. może to niewiele da, ale wobec siebie będziemy w porządku
        • Gość: mille Re: Podwójne standardy wielonarodowych korporacji IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.09.05, 23:45
          kellerman napisał:

          > tak. może to niewiele da, ale wobec siebie będziemy w porządku

          Myślę, że to może dużo dać. Taka sprawa, stosownie nagłośniona, to ogromny cios
          w wizerunek firmy. Firmy lubią być lubiane, eko-friendly, chronić lasy i takie
          tam. Znaczy, ściślej, firmy mają przeważnie to wszystko głęboko gdzieś, ale
          więdzą, że ich klienci lubią gdy produkty, które kupują są "czyste".

          Wierzę, może naiwnie, że ten mechanizm działa. I zresztą jest parę korporacji na
          tym padole, które starają się mieć jakieś zasady, a nie tylko być super płynnym
          kapitałem.

          Nadpłynny, bezmózgi kapitał zawsze wybierze drogę na skróty, tam gdzie szybciej,
          taniej, efektywniej.

          PS. A tak naprawdę to ja jestem liberałem, nie socjalistą, choć mój liberalizm
          czasem jest wystawiany na próbę. Jak teraz.
          • pressforum Re: Podwójne standardy wielonarodowych korporacji 08.09.05, 07:15
            bojkot yahoo - ok?
            • marianna.rokita Re: Podwójne standardy wielonarodowych korporacji 08.09.05, 07:18
              Jasne,ze bojkot.Ani mysle korzystac.

              Zajrzyj do skrzynki.Dobrego dnia:)




Inne wątki na temat:
Pełna wersja