Dodaj do ulubionych

Google przeszuka MySpace.com

09.08.06, 09:56
A dlaczego nie ma polskiego Google, Yahoo, MS itd?

Odpowiedź: bo podczas gdy amerykańscy studenci tworzą wyszukiwarki, polscy są
zmuszeni do zdawania tak debilnych przedmiotów obowiązkowych jak WF, PO,
służba wojskowa, socjologie, politologie i inne debilizmy.
Obserwuj wątek
    • Gość: chrzczonki Re: Google przeszuka MySpace.com IP: *.dyn.optonline.net 09.08.06, 19:12
      warmonger napisał:

      > A dlaczego nie ma polskiego Google, Yahoo, MS itd?
      >
      > Odpowiedź: bo podczas gdy amerykańscy studenci tworzą wyszukiwarki, polscy są
      > zmuszeni do zdawania tak debilnych przedmiotów obowiązkowych jak WF, PO,
      > służba wojskowa, socjologie, politologie i inne debilizmy.


      swieta racja..
      • Gość: lump Re: Google przeszuka MySpace.com IP: *.itpp.pl 10.08.06, 09:32
        Polscy studenci najpierw są "rekrutowani", a potem - studiują według zasad
        ustalonych jeszcze w czasach błogosławionego Josipa Wisarionowicza Dż. Listę
        przedmiotów OBOWIĄZKOWYCH stworzono chyba w 1953 roku i do dziś nikt nie
        ośmielił się jej zmienić. A studenci też mają rozum i robią wszystko, żeby nie
        "studiować" tych przedmiotów. Zwłaszcza WF potrzebnego im jak rozum żołnierzowi.
        Stąd tylu fikcyjnych członków w klubach sportowych... Profesorowie wiedzą jednak
        lepiej, co się przyda w życiu absolwetowi uczelni i wtłaczają mu do głowy
        miliony nieprzydatnych bzdetów. Powinni reanimować obowiązkowy rok wojska i to w
        czasie studiów, a nie - po nich. Na zajęciach z PO nauczono by wtedy studentów,
        jak to było w latach 60-tych czy może na początku 70-tych na Politechnice
        Warszawskiej, że woda wrze w 90 stopniach, a kąt prosty to 100 stopni. Byłby już
        komplet absurdów.
        • warmonger Re: Google przeszuka MySpace.com 10.08.06, 17:19
          Gość portalu: lump napisał(a):

          > Polscy studenci najpierw są "rekrutowani", a potem - studiują według zasad
          > ustalonych jeszcze w czasach błogosławionego Josipa Wisarionowicza Dż. Listę
          > przedmiotów OBOWIĄZKOWYCH stworzono chyba w 1953 roku i do dziś nikt nie
          > ośmielił się jej zmienić. A studenci też mają rozum i robią wszystko, żeby nie
          > "studiować" tych przedmiotów.

          Musza je studiowac i zdawac. Inaczej nie zaliczysz roku, nie dostaniesz punktow
          ECTS i nie zostaniesz dopuszczony do egzaminu magisterskiego i do obronienia
          pracy magisterskiej. Niestety, w Polsce przeprowadzono tylko kosmetyczna, i w
          rezultacie nieskuteczna, reforme edukacji, polegajaca na wprowadzeniu systemu
          punktow ECTS.

          W USA nawet nie zdaje sie na konkretny kierunek, tylko na uniwersytet. Po
          zakwalifikowaniu sie na uniwersytet studiujesz co chcesz i jak chcesz. Kazdy
          przedmiot jest wart okreslona ilosc punktow, wiecej jezeli trudny, mniej jezeli
          latwy. Jak uzbierasz okreslona ilosc punktow, to dostajesz dyplom. Takie sa
          ogolne zasady.

          Podobnie zaczelo byc w Polsce, ale reforma byla tylko kosmetyczna. Nadal
          studenci sa zmuszeni do zdawania najrozniejszych debilizmow i nadal sa zmuszeni
          do odbywania szkolenia wojskowego w czasie studiow. Dopoki to sie nie zmieni,
          Polska bedzie pozostawac na szarym koncu w rankingu krajow pod wzgledem liczby
          wygranych naukowych nagrod Nobla.
          • warmonger Amerykanie 10.08.06, 17:23
            Te setki dyplomow od komitetu noblowskiego, ktore Amerykanie-noblisci (ci co
            dostali naukowe noble) otrzymali na ceremonii wreczenia tychze dyplomow sa nie
            tylko dowodem technologicznej przewagi Ameryki nad reszta swiata, ale takze
            zeznaniem na temat tego, czego potrafi dokonac obywatel, kiedy jest wolny od
            rzadowego dyktatu.
            • Gość: lump Re: Amerykanie IP: *.itpp.pl 10.08.06, 21:49
              Z tym zdawaniem na amerykańskie uniwersytety to też nie jest do końca tak. Mój
              przyjaciel akurat miał przyjemność skończyć Yale więc wiem z pierwszej ręki. On,
              jako Polak ledwie natyralizowany i szofer trucka musiał zdawać egzamin wstępny.
              Ale byli tacy, o których sam uniwersytet zabiegał i proponował im wielkie
              stypendia, byleby tylko zechcieli studiować. to się nazywa "Headhunting" -
              uniwersytetowi zależy na najzdolniejszych. U nas jest dokładnie odwrotnie. Nawet
              prywatne uczelnie nie prowadzą headhuntingu, bo one nie są po to, żeby uczyć ale
              po to, żeby doić. To samo z państwowymi, tyle że dojenie odbywa się po cichu i z
              ręki do ręki. Ile trzeba dać, żeby się dostać na oblegane kierunki? Kandydaci
              wiedzą! wiedzą komu dać i w jakiej formie.

              Polce nie zależy na ludziach wykształconych - nadal obowiązuje kult matoła z
              sinymi bicepsami i tkanką skojarzeniową zmutowaną na tkankę mięśniową, który
              umie mniej od swojego szefa i NIE BĘDZIE UMIAŁ patrzeć mu na ręce. W firmach nie
              przyjmuje się ludzi o wuyższych kwalifikacjach, niż te akurat nizbędne. Spece od
              doradztwa zawodowego radzą I TO OFICJALNIE, żeby preparowć CV i nie pisać całej
              prawdy o swoim wykształceniu. Potrzebny absolwet bez praktyki - to zgłoś się i
              podaj, że studia co prawda ukończyłeś 20 lat temu i to ze słabiutkimi ocenami,
              ale w zawodzie pracowałeś niecały rok... Masz wtedy 10000 razy większe szabse na
              pracę, niż ten, co jak idiota napisze, że studia skończył z wyróżni8eniem i ma
              20 lat praktyki w najlepszych firmach.

              Mój przyjaciel z ukończomnym Yale wrócił 10 lat temu do Polski i... nie mógł
              nigdzie znaleźć pracy w zawodzie, bo miał... za wysokie kwalifikacje albo - bo
              mu nikt nie wierzył, że dyplom, który pokazywał, jest prawdziwy. W końcu poszedł
              pracować za... stróża nocnego ze stawką 2,50 netto za godzinę. Po dwóch latach
              piekła za pożyczone pieniądze wyjechał - tym razem na zawsze, za ocean i zarabia
              ponad 120 000 dolarów rocznie jako szef sieci LAN w jakiejś dużej firmie w
              Calgary. Skąd wiem o tym? Ponieważ pożyczył ode mnie pieniądze na wyjazd... I
              błyskawicznie, już po 2 miesiącach je oddał.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka