Gość: D IP: 62.23.212.* 18.04.08, 10:39 O Boze, ci ludzie to wariaci...Przeraza mnie ten artykul... Odpowiedz Link Zgłoś Obserwuj wątek Podgląd Opublikuj
maruda.r Być jak Barbie, czyli dzieci w salonie piękności 18.04.08, 11:18 "Gdy szłam do kosmetyczki, zawsze brałam je ze sobą, a one za każdym razem chciały, żeby zrobić im ten sam zabieg, który robiono mnie. W "Spa Di Da" po prostu oferujemy dzieciom to, o czym zawsze marzyły." ********************************** Tak wygląda klasyczna hodowla półdebili. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: poganin Re: Być jak Barbie, czyli dzieci w salonie piękno IP: *.rcb.vectranet.pl 21.04.08, 17:57 dlaczego "pół"? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: asdf Re: własnie IP: *.jgora.dialog.net.pl 21.04.08, 21:18 Półdebili bo gdyby byli kompletnymi debilami nie napędzali by żadnej koniunktury tylko pozabijali się przy pierwszej próbie przejścia przez ulicę. Odpowiedz Link Zgłoś
bezportek Rezerwat lewackiej menelity 19.04.08, 00:11 Co wspolnego ma Beverly Hills z reszta USA? Ze dwa, trzy procenty populacji. Reszta to zlewaczone, prozniacze, kosmopolityczne towarzystwo pasozytujace na przemysle rozrywkowym - glownie agenci, prawnicy i przepisywacze cudzych tekstow. Niemal 100% z nich to zdeklarowani demokraci, zawolani wybrzydzacze na Ameryke, cywilizacje i prawo. BH nawet na tle Los Angeles wyroznia sie natezeniem antyglobactwa i socjal-femino-gejo-narkokracji. Mowa o stalych mieszkancach, bo sa jeszcze tymczasowi - po kilku meksow na kazdego milionera z leniwym tylkiem. Tania sila robocza do sprzatania, podlewania, gotowania, prania i kopulacji - nic dziwnego, ze finansowana przez Beverly Hillbillies ciota hillary broni nielegalnej imigracji ze wszystkich sil. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Kaczo i Boso Re: "bezportek" czy "bezglowy"??? IP: *.natpool1.outside.ucf.edu 21.04.08, 18:21 "Co wspolnego ma Beverly Hills z reszta USA? Ze dwa, trzy procenty populacji" ------------------------------------------------------------------- Mniej z cala pewnoscia, mniej! Powinienes jeszcze "bezportek" dopisac w CZYICH rekach (a raczej kieszeniach...) siedzi BH oraz Hollywood. Tyle, iz wtedy ktos moglby o tobie napisac, zes nie tylko zwyczajnie glupi ale i antysemita! Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Steady Re: Rezerwat lewackiej menelity IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.04.08, 18:54 Opowiada Pan, niestety, głupstwa. Co jest o tyle dziwne, że niewątpliwie dysponuje Pan zdolnością logicznego myślenia i sporym zasobem erudycji. Jednak wtłoczył Pan swoje myślenie w prościutki schemacik - winne jest zawsze jakieś "lewactwo", antyglobaliści, jajogłowi wywrotowcy, ateiści, kosmopolici, feministki, pederaści i inni dewianci, którzy poprzez media deprawują nieszczęsnych prostaczków. Gdyby nie oni, to szlachetni i pobożni zwolennicy tradycji, przyzwoitości i wartości rodzinnych skończyliby z tą deprawacją. Dobre sobie... Pułapkę, w która Pan wpadł - i to w bardzo licznym towarzystwie - w języku angielskim określa się ostatnimi czasy jako "backlash" (odwrócenie). Bardzo, ale to bardzo polecam Panu książkę Thomasa Franka "Co z tym Kansas" (ukazała sie ostatnio w przekładzie polskim), gdzie to zjawisko zostało poddane rzetelnej analizie. Backlash - mówiąc w największym skrócie - polega na tym, że ludzie słusznie zirytowani powszechnym upadkiem obyczajów, nieustannymi skandalami, kultem celebrities, wynaturzeniem mediów i ostentacyjnym lekceważeniem przez nie elementarnych norm przyzwoitości, a także postępującą pauperyzacją klasy średniej przy bajecznych zarobkach różnych "dętych" celebrities - winę za to przypisują właśnie jakiemuś wyimaginowanemu "lewactwu", które jakoby dysponuje władzą by ten nasz świat tak znieprawiać... Drogi Panie. Równie dobrze może Pan przypisywać odpowiedzialność kosmitom. Te nieustannie eksponowane w mediach na żer takim jak Pan żałosne postaci o rzekomo "lewicowych" zapatrywaniach (jak u nas różne Środy i Sierakowscy), te festiwale wypaczeńców, te kabotyńskie popisy żałosnych błaznów w rodzaju Kuby Wojewódzkiego czy Szymona Majewskiego - pozostając na gruncie polskim, bo identycznie wygląda to niemal wszędzie, wystawiane są na widok publiczny właśnie po to, by prowokować i odwracać uwagę od istoty rzeczy. Chciałbym zwrócić Pana uwagę na fakt, że mediami tak naprawdę zawiadują korporacyjni magnaci (R. Murdoch, Springer), którzy maja pełną moc decyzyjną, co do tego o czym się pisze i co się pokazuje. Tak, tak, ja wiem - Murdoch ma swoja Fox TV, która ciska gromy na deprawatorów, których ten sam Murdoch eksponuje w innych kontrolowanych przez siebie stacjach i tabloidach. Wszystko po to, by nie rozmawiać o tym, o co naprawdę chodzi, czyli o pieniądzach. Zapewniam Pana, ze jestem zdeklarowanym konserwatystą jesli chodzi o kwestie obyczajowe (i nie tylko). I mam szczerze dość tych wszystkich "tęczowych" koalicji, feministycznych histeryczek, trockistowskich przebierańców z tytułami naukowymi i całej tej żałosnej hołoty, którą się bezwstydnie non stop pokazuje. Ale naprawdę nie mam zamiaru traktować podmiotowo tych głupków, którzy służą wyłącznie dezorientowaniu opinii publicznej. Dużo bardziej interesują mnie inspicjenci, którzy ich wpychają na scenę, sami pozostając za kulisami. To oni bowiem - w przerwach między liczeniem pieniędzy i zabawami z prostytutkami płci obojga - deklarują swoje niezłomne przywiązanie do tradycyjnych wartości i inicjują krucjaty w ich obronie. Mam wrażenie, że jest Pan myślącym człowiekiem. Naprawdę Pan tego nie dostrzega? Jeszcze raz rekomenduję książkę T. Franka i mam nadzieję, że próbując znaleźć winnych kryzysu ekonomicznego i obyczajowego naszej cywilizacji, zechce Pan wziąć pod uwagę tzw. elity finansowe, a nie jakichś głupawych lewaków pozbawionych tak naprawdę jakiegokolwiek wpływu na rzczywistość. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: onkel Tom Re: Rezerwat lewackiej menelity IP: *.internetdsl.tpnet.pl 21.04.08, 21:37 Hm, a Pan Szanowny to w ogóle zrozumiał był, co przeczytał?? Bo jakoś tak mi wychodzi, że Farnk obanaża właśnie ów "anty-lewacki", konserwatywny (także obyczajowo) blichtr, który ogarnął Amerykę i (jak widać i słychać) nie tylko. Właśnie dokładnie o to chodzi, że ludzie uważają, że istotne sprawy to "obrona wartości' krucjata przeciw zboczeńcom, bo wiadomo dziś pedały, jutro pedofile, etc. Więc ludziska z radością i ochotą debatują, lżą, plują sobie w pyski, a jak trzeba to i po mordach dają - właśnie o te, a nie inne sprawy. A tak na prawdę rzecz idzie o najstarszą dyscypline świata: GOLENIE CIEMNYCH FRAJERÓW. I odcień ciemnoty (czerowny, czy czarny) nie robi w tej dyscyplinie żadnej różnicy. Pozdrawiam serdecznie Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Steady Re: Rezerwat lewackiej menelity IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.04.08, 23:27 Chciałbym Pana zapewnić, że potrafię czytać ze zrozumieniem znacznie trudniejsze teksty niż publicystyczna książka T. Franka. Co więcej, podzielam zapatrywania autora iż zabieg socjotechniczny, jaki zastosowano by zdezorientować "milczącą większość" (czytaj: przystrzygiwanych frajerów, jak Pan to słusznie ujął), jest w gruncie rzeczy niezbyt wyrafinowaną manipulacją. Niestety, skuteczną. Pewnie to Pana zdziwi, ale można mieć konserwatywne zapatrywania w sprawach obyczajowych, i zdecydowanie lewicowe poglądy na kwestie społeczno-ekonomiczne. Jeśli mamy już stosować takie staroświeckie punkty odniesienia: prawica - lewica. Cóż, są one coraz bardziej rozmywane - a szkoda. Innym słowy: uważam się za osobę o poglądach lewicowych, ponieważ uznaję kapitalizm (nazywany dziś eufemistycznie "wolnym rynkiem") za anachroniczny i w najwyższym stopiu destrukcyjny system zorganizowanego wyzysku i zniewalania istot ludzkich, rujnujący wszelkie relacje międzyludzkie i normy etyczne. Nie jestem natomiast utopistą, ani "lewakiem", tj. osobnikiem wzdychającym tęsknie za ponawianiem nieudanych eksperymentów historycznych prowadzącym do jakiegoś nowego globalnego falansteru. Komunizm (czy jak kto woli - realny socjalizm) był w gruncie rzeczy odmianą kapitalizmu państwowego, w którym warstwę uprzywilejowaną stanowiła nomenklatura polityczno - gospodarcza. Dzisiaj podobną rolę pełni technokratyczna warstwa administracyjna wielkich korporacji i grup kapitałowych (bo własność jest coraz bardziej rozproszona). Żyję na tym świecie pół wieku i doprawdy nie wzdycham tęsknie za minionym systemem (byłem w opozycji, trochę czasu spędziłem w miejscach odosobnienia). Natomiast wahadło wychyliło się zanadto w drugą stronę. Nie odpowiada mi ani dziki kolektywizm tłumiący wszelką inwencję, ani neoliberalne szaleństwo prywatyzowania dosłownie wszystkiego. Natomiast w sprawach obyczajowych drażni mnie czynienie ze spraw intymnych dla każdego człowieka przedmiotu nieustannej debaty publicznej, choć oczywiście wiem, czemu te zabiegi służą. To, co dziś uchodzi za "lewicę" (jak u nas np. środowisko "Krytyki Politycznej") nie zasługuje w ogóle na to miano, ponieważ nie zajmuje się w gruncie rzeczy ani polityką, ani ekonomią, a jakimiś drugorzędnymi bzdetami - postmodernistycznym kwestionowaniem możliwości istnienia obiektywnej prawdy, rozstawianiem lacanowsko- żiżkowskich kozetek psychotereapeutycznych czy jałową masturbacją "genderową". Powiem krótko: jest dla mnie aksjomatem, że ludzie, choć różni, powinni mieć równe prawa i możliwie jak najbardziej równe szanse. Rasa, przynależność etniczna, płeć, upodobania seksualne nie powinny mieć żadnego znaczenia. I czynienie z nich przedmiotu "dyskursu", gdy wystarczy egzekwowanie konstytucyjnych norm, odwraca jedynie uwagę od spraw ważnych. Szczerze mówiąc nie obchodzi mnie, kto z kim sypia, dopóki nie koliduje to z kodeksem karnym. Jednakowoż jeśli ktoś uprawia seks z osobą tej samej płci albo np. odkurzaczem czy paprotką, to bardzo przepraszam, ale z punktu widzenia choćby biologii ewolucyjnej jest to niewątpliwie dewiacja i nie musi mi sie to podobać, choć - oczywiście - nic mi do tego. Jeśli jakaś pani czuje się "ciemiężona fallicznie", to jej sprawa, ale kiedy wzywa bałamutnie inne panie do rewolucji przeciwko mężczyznom i rodzeniu dzieci w ogóle, to mam prawo do swego zdania na ten temat. Żyd jest dla mnie takim samym człowiekiem, jak każdy inny, nawet jeśli jest wyznawcą judaizmu i bredzi coś o narodach wybranych. Polak-katolik ma zresztą podobny defekt - uznawania kategorii religijno-etnicznych za nadrzędne wobec kryterium obywatelstwa (co do mnie, jestem ateistą). Tak, uważam się za konserwatystę w sferze wartości etycznych (także tych wywodzonych z religii i powszechnie z nimi łączonych) - jestem zwolennikiem tradycyjnej rodziny, dotrzymywania zobowiązań, staroświeckiego pojęcia honoru, przyzwoitości, etc. I w niczym mi to nie przeszkadza całkowicie zgadzać się z diagnozami Noama Chomsky'ego, Naomi Klein, Johna K. Galbraitha, Immanuela Wallersteina czy Zygmunta Baumana, dotyczącymi katastrofalnego wpływu obecnego turbokapitalizmu na naszą cywilizację. Ja także serdecznie pozdrawiam i mam nadzieję, że nie musze być uznawany za raroga. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: gtomasso dobry tekst, gratuluję!!! IP: *.adsl.inetia.pl 21.04.08, 23:45 Mógłbym się pod tym stwierdzeniem podpisać obiema rękami i jedną nogą (no bo bez przesady;)! Powiem szczerze, że potrzeba by było bardzo dużej gimnastyki umysłowej i jakiejś znieczulicy emocjonalnej żeby nie przyjmować tez przytaczanych przez wspomnianych przez Pana autorów (jakkolwiek takich ludzi jest w tej chwili zdecydowana większość...) i jeszcze paru innych , których Pan pominął, ale piszących w podobnym duchu (Baudrillard, Stiglitz, Barber, Postman etc.). Także potwierdzam - można mieć poglądy konserwatywne w sprawach obyczajowych i jak najbardziej lewicowe w kwestiach społeczno-ekonomicznych, to jest oczywiście do pogodzenia i w mojej opinii nawet wskazane. Niemniej w kilku punktach miałbym trochę inne zapatrywania, ale już nie będę tego roztrząsał na tym forum, sens całości jest najważniejszy. Serdecznie pozdrawiam! Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Steady Re: dobry tekst, gratuluję!!! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.04.08, 00:43 Bardzo dziękuję za tak przychylną opinię, ale przyznam, że najbardziej ucieszyło mnie spotkanie tu kogoś, kto pod pewnyni względami podobnie postrzega rzeczywistość. Czytujemy te same książki - ja także sięgam po autorów, których Pan wymienił, a podejrzewam, że gdybyśmy obszerniej ustalili listę inspiracji - również jeśli chodzi o literaturę piękną, film, etc., to okazałoby się, że reprezentujemy podobne poczucie wrażliwości na sprawy społeczne i - nie bałbym się tego określenia - podobne poczucie odpowiedzialności za kształt świata, na którym przyszło nam chwilowo przebywać. A co do różnic - świetnie, to właśnie czyni rozmowę ciekawszą i pozwala modyfikować własne zapatrywania. Najważniejsze, że można właśnie rozmawiać i porozumiewać się, niezależnie od tej bezładnej plątaniny pojęć, idei, sloganów, jaka raczą nas niestrudzenie korporacyjne "wolne media". Prawdę mówiąc uważam, że wystarczy więcej racjonalizmu, odpowiednia doza empatii i trochę staroświeckiego humanizmu, by uczynić ten świat trochę lepszym. Niestety, to dziś szczególnie deficytowe artykuły w naszym pełnym towarów globalnym hipermarkecie. Swoją drogą, trudno jest - z racji zrozumiałych ograniczeń - wyłożyć własne poglądy w dysputach na forum. Pracuję właśnie nad książką, w której próbuję to zrobić w miarę spójnie i konsekwentnie. Jeśli to Pana choć odrobinę interesuje, to kilka jej fragmentów można znaleźć pod adresem: www.banks.pl/emporializm.pdf a pod adresem www.banks.pl/rw.pdf trochę starszych ulotnych tekstów proweniencji bardziej literackiej. Serdecznie pozdrawiam. Odpowiedz Link Zgłoś
boulihacker Re: Rezerwat lewackiej menelity 22.04.08, 09:41 "Jednakowoż jeśli ktoś uprawia seks z osobą tej samej płci albo np. odkurzaczem czy paprotką, to bardzo przepraszam, ale z punktu widzenia choćby biologii ewolucyjnej jest to niewątpliwie dewiacja i nie musi mi sie to podobać, choć - oczywiście - nic mi do tego." Pisać to umiesz, ale o ewolucji jeszcze poczytaj. W liceum nie o wszystkim było. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Steady Re: Rezerwat lewackiej menelity IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.04.08, 21:21 boulihacker napisał: >> "Jednakowoż jeśli ktoś uprawia seks z osobą tej samej płci albo >> np. odkurzaczem czy paprotką, to bardzo przepraszam, ale z punktu >> widzenia choćby biologii ewolucyjnej jest to niewątpliwie >> dewiacja i nie musi mi sie to podobać, choć - oczywiście - nic >> mi do tego." > > Pisać to umiesz, ale o ewolucji jeszcze poczytaj. W liceum nie o > wszystkim było. No cóż, liceum było w moim przypadku baaardzo dawno i stan wiedzy od tego czasu uległ dość zasadniczym zmianom. Dlatego staram się te luki wypełniać jak umiem przy pomocy odpowiednich lektur. Przeczytałem wydane w Polsce prace R. Dawkinsa, J. Goulda, K. Lorenza, E. Wilsona, J. Mediny i wielu innych autorów. Staram się czytać ze zrozumieniem. Być może jednak (czego nie wykluczam) popełniam w moim rozumowaniu jakiś zasadniczy błąd, który byłeś łaskaw mi wytknąć w inkryminowanym fragmencie mojej wypowiedzi, a którego nadal nie dostrzegam. I naprawdę byłbym zobowiązany, gdybyś mi go wskazał. Wyjaśniam możliwe źródło nieporozumienia: nie uważam, by procesy ewolucyjne miały charakter celowy (piszę zresztą o tym niżej, w innym poście). W tym aspekcie "wartościowanie" behawioru niektórych przedstwicieli naszego podobno szczególnego gatunku nie miałoby sensu. Istotą ewolucji jest bowiem poniekąd "ślepy traf". Jednakowoż - biorąc pod uwagę fakt, że jesteśmy obdarzeni świadomością - należałoby przyjąć, że w jakiś sposób ten czynnik może i powinien determinować niektóre nasze zachowania. Co do dewiacji - nie, nie uważam aby (skądinąd dość często spotykane u róznych gatunków) zachowania homoseksualne były "sprzeczne z naturą". Gdyby tak było, to by w naturze nie występowały. Koniec. Kropka. Natomiast jesli przyjmiemy, że dewiacją, czyli odchyleniem od normy jest zachowanie odbiegające od behawioru zdecydowanej większości pozostałych osobników, a co więcej redukujące do zera mozliwość odniesienia sukcesu reprodukcyjnego i przekazania swoich genów dalej w tej niekończącej się sztafecie, to niewątpliwie mamy do czynienia z dewiacją (co niekoniecznie musi oznaczać nadawanie temu słowu odcienia jednoznacznie pejoratywnego). Oczywiście, zdaję sobie sprawę, że homoseksualizm trudno jest uznać za jakowąś jednostkę chorobową (jak chcieliby wyznawcy różnych "świętych ksiąg"), skoro nie ulega wątpliwości, że te "preferencje" nierzadko bywają po prostu biochemicznie zdeterminowane już na etapie życia płodowego. W innych przypadkach, i owszem stanowią formę nabytego "imprintingu" (inicjacja, etc.). Znam także teorie zakładające, że genetyczne predyspozycje do homoseksualizmu mogą być przejawem niebywale złożonych procesów ewolucyjnych, zarówno w odniesieniu do korzyści całego gatunku, jak i rywalizacji wewnątrzgatunkowej. Nie chodziło mi zatem - naprawdę - o ujmowanie czegokolwiek "odmieńcom" i uszczuplanie ich praw, jakkolwiek przyznaję, że jako zdeklarowany heteroseksualista (ze szczególnym przy tym szczęściem do heter) wolę w ogóle nie rozpatrywać sposobów w jaki realizują swoje upodobania panowie "kochający inaczej", bo nie wiedzieć czemu (zapewne atawizm) reaguję na to instynktowna abominacją. Do owych przejawów ekspresji seksualnej. Nigdy - do ludzi, którzy ją przejawiają. Tak, odmawiam sobie zdecydowanie prawa do tego by kogokolwiek klasyfikować jako "pedała" czy "lesbę", bo jest to po pierwsze chamskie, a po drugie - na szczęście - upodobania płciowe nie powinny być czynnikiem wpływającym na ocenę człowieka. Chyba, że ktoś sam czyni wszystko by się do tego wymiaru zredukować i robić z siebie stale albo minoderyjną ciotę, albo agresywnego geja. Nie lubię zbytecznych ostentacji w życiu publicznym, ani promiskuityzmu i dlatego nie przepadam za wszelakimi "procesjami miłosci" przeciągającymi ulicami miast organizowanymi zarówno przez homo- jak i heteresoksualistów. Co mi - jak mniemam - wolno, nieprawdaż? Moje zapatrywania na kwestię homoseksualizmu noszą też zapewne znamiona dziwnej ambiwalencji - do lesbijek podświadomie zniechęca mnie to, że nie chciałyby się ze mną przespać, a do gejów wręcz przeciwnie - to, że mogliby chcieć. Cóż za niekonsekwencja ;-) Swoją drogą, o odkurzaczu wspomniałem tylko dlatego, że GW doniosła niedawno o poczynaniach jednego z naszych rodaków z tymże sprzętem gospodarstwa domowego, którym to śmiałym eksperymentom nasz krajan oddawał się na Wyspach Brytyjskich w czasie, który na mocy umowy o pracę powinien był poświęcać na inne, bardziej konwencjonalne zajęcia. Niestety, jego inwencja w poszukiwaniu nowych zastosowań odkurzacza nie została należycie doceniona i wylano go z pracy, co nie wydaje mi się ani niezrozumiałe, ani nieusprawiedliwione. A przecież krzywdy nikomu nie czynił, a i dzieci z tego związku z całą pewnością nie będzie. Nie podejmuję się orzekać, czy odkurzacz stanowił jedynie substytut, czy też jego miłośnik go sobie jakoś zantropomorfizował. Czy mam prawo oceniać, wiedząc tak niewiele? A i tak sobie myślę w cichości ducha, ze to jednak dewiacja. Przynajmniej póki co, bo jak się media będą takimi przypadkami intensywnie zajmować, to na zasadzie mimesis takie praktyki mogą wkrótce stać się dość powszechne. Ot, fenomen kulturowy, a może właśnie jakaś skłonność ewolucyjna? Nie mnie to rozstrzygać. Pozdrawiam. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Memento mori Prywatny rozkład menela IP: *.ists.pl 22.04.08, 12:08 "Natomiast w sprawach obyczajowych drażni mnie czynienie ze spraw intymnych dla każdego człowieka przedmiotu nieustannej debaty publicznej, choć oczywiście wiem, czemu te zabiegi służą." Nie mogę się do końca zgodzić z tym, że sprawy intymne są nieistotne i tak proste, jasne, jak dark side of the moon - Pan ma określony pogląd choćby na "kwestię odkurzacza", a znaleźliby się ludzie, którzy dwie godziny by mówili Panu o błędzie podejscia i oceny "odkurzacza" z punktu widzenia biologii ewolucyjnej. Nieustanna debata natomiast może być wynikiem wielu czynników, nie tylko wyciskana jest z ludzi żelazną "łapą korporacyjną". Zgadzam się ze zdaniem zamieszczonym kiedyś przez Chwedeńczuka właśnie w jednym z numerów Krytyki, że prywatne (w tym intymne) jest jedynie odmianą publicznego, bo robimy dokładnie to, co powodowane jest biologią i kulturą gatunku, co jest w istocie publiczne, jakkolwiek rozróżnienie na prywatne i publiczne jest użyteczne. Jednak znów pojawia się pytanie - do jakiego stopnia, w jakim momencie rozróżnienie nie obowiązuje? W zasadzie nie zgodzę się też, przy całym szacunku dla tradycjonalizmu, bo to on wyznacza jakąś pewność obyczajową i po części nadaje rytm emocjom utożsamianym z czymś lepszym "jakościowo", choć może właśnie to, co "krzyczy we mnie" pozwala podniecać się taką "Symfonią zmysłów", na przykład, (mniejsza o definicje drobnomieszczaństwa, dulszczyzny i oksymoron zerwania z tradycją) - nie zgodzę się więc z łączeniem dyskursu "genderowego" z niemoralną naiwnością wobec 'kapitalistycznych siłaczy', choć mogę się zgadzać, co do intrumentalnego traktowania przez nich tegoż. Interesuje mnie np. znaczenie kopulacji analnej zwierząt (czy jest to w istocie wyznaczanie hierarchii), interesują mnie pojawiające się teorie, że wszyscy są 'bi', interesuje mnie nienarysowana na plakacie piętnującym dewiację lesba, też to, że pedała trzeba dopaść, a Szczuka może być co najwyżej po.....a, wreszcie interesuje mnie kwestia wyróżniania rodzajów agresji - złośliwej, asertywnej (to chyba ma jakiś związek z fallicznym piętnowaniem, nieprawdaż?) etc. i wskazywanie na jej źródła, jak i wiele wiele innych takich małoważnych spraw, trudno. Należy też pamiętać, że ewolucja jest procesem ślepym. Stosunek "staroświeckich" kategorii lewica - prawica był opisany z kolei w doskonały, humorystyczny sposób w jednym z tekstów Mrożka (chyba w Tygodniku Powszechnym, chyba z 95 roku), gdzie autor odnosił się również do ewolucji. Niewykluczone, że zgadzamy się co do ekonomii. A niewykluczone również, że liberalizm to pojęcie amerykańskie oznaczające empowerment i dawanie szansy na emancypację;) Pozdrawiam Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Steady Re: Prywatny rozkład menela IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.04.08, 19:46 OK, przyznaję, że moja wypowiedź mogła budzić irytację z racji jej nazbyt arbitralnego tonu w kwestii wytaczania linii demarkacyjnych między tym, co intymne, a tym co publiczne. Proszę jednak przyjąć zapewnienie, że nie jestem Sową Przemądrzałą, przekonaną o bezwzględnej słuszności swoich mniemań. Naprawdę. Tyle, że w wywodach na forum nie sposób uniknąć uproszczeń i polaryzowania stanowisk. Nie, nie jestem zwolennikiem wprowadzania jakiegoś sztywnego podziału na sferę prywatną i społeczną. Mam świadomość, że się one (i bardzo dobrze) przenikają i zawsze pozostają w jakiś sposób nieostre. Nie uważam również, że nie powinny być one przedmiotem dyskusji. Idzie mi raczej o zachwianie proporcji i beztroskie mieszanie porządków. Co więcej, byłoby znakomicie, gdybyśmy zdawali sobie sprawę jak bardzo rządzą nami przeróżne atawizmy i uwarunkowania biologiczne (szczególnie libido), które z wymiaru jednostkowego przenoszą się w wymiar zbiorowy. To uwarunkowania, których niepodobna lekceważyć. Dlatego chętnie czytywałem i czytuję prace Desmonda Morrisa, Richarda Connifa, Edwarda O. Wilsona i wielu innych popularyzatorów osiągnięć genetyki czy socjobiologii. Nie lekceważę także rozpraw Baudrillarda, Foucaulta czy Lacana (choć nie taję, że ich relatywizm i postmodernistycznie rozgadanie okropnie mnie niekiedy drażni). No dobrze, ale inny charakter mają refleksje nad nad wpływem biologii na szeroko pojętą kulturę, czy wnikliwe analizy naszej psyche, a zupełnie inny próby czynienia z nich nie tyle nawet kluczy, co swoistych "wytrychów" do interpretowania wszelkich złożonych relacji międzyludzkich. Nie zarzucam zatem np. feministkom, że stwarzają zupełnie sztuczne problemy, bo to byłaby nieprawda, ale twierdzę, że próbując nieledwie całą rzeczywistość dopasować do swoich schematów pojęciowych stają się śmieszne i kompromitują sprawę, której chcą bronić. Padają one często ofiarą pułapki "pars pro toto", podobnie jak obsesjonaci studiów "genderowych", może i pożytecznych, gdyby nie skłonność do tworzenia przy tej okazji "ogólnej teorii wszystkiego" w oparciu o własne zapatrywania. Innymi słowy - jeśli mamy omawiać przyczyny coraz bardziej irracjonalnego charakteru gospodarki kapitalistycznej i coraz głębszych kryzysów, które ona generuje, to paplanie o "fallokracji" jako głównej bolączce jest po prostu pozbawione sensu. Oczywiście, nigdy dość uczenia się i szukania nowych odpowiedzi na stare pytania. Naprawdę nie mam fetyszystycznego stosunku do tradycji. Jedyna sensowna postawa to zastanawianie się które z "memów" jakie oferuje nam tradycja powinniśmy zachować, a nawet walczyć o ich ocalenie, a z których należałoby zrezygnować ze względu na ich ewidentną szkodliwość. Stosunek do tradycji powinien być selektywny i trochę nieufny, ponieważ tylko wówczas może być naprawdę twórczy. Oczywiście, że ewolucja jest procesem ślepym - jak ów "ślepy zegarmistrz" Dawkinsa - ale przecież jesteśmy jedynym gatunkiem, który o tym wie i który ma (przynajmniej hipotetyczne) szanse zyskać wpływ na jego przebieg i zacząć wprowadzać w ten proces własne zmienne. Wywiedzione z kultury, nie z natury, pozostającej tylko obojętną rajfurką, sterującą na róznych poziomach (np. biochemicznie) wieloma naszymni poczynaniami. Inaczej mówiąc: możemy jako gatunek zacząć podmiotowo uczestniczyć w tej grze. Nasza wiedza i nasza świadomość (a ta ostatnia może być sobie nawet sui generis "wybrykiem") naprawdę mogą pozwolić to osiągnąć. Chyba, że wcześniej sami ochoczo popełnimy zbiorowe samobójstwo na skutek nieokiełznanej rywalizacji wewnątrzgatunkowej, do czego zresztą zdajemy się ochoczo zmierzać... Pozdrawiam. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: sad Re: Rezerwat lewackiej menelity IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.04.08, 22:44 Steady nie p....l Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Seady Re: Rezerwat lewackiej menelity IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.04.08, 23:32 Gość portalu: sad napisał(a): > Steady nie p....l Ani myślę czynić coś takiego publicznie. Natomiast Pan, jak widzę, się nie krępuje. Proszę bardzo. Szczęść Boże i na zdrowie, choć nie powiem by było to choćby ucieszne. Pozwolę sobie nie łączyć stosownych wyrazów. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Steady Re: Rezerwat lewackiej menelity IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.04.08, 23:51 P.S. Używam formy Pan, ponieważ nie przypominam sobie, bym miał wątpliwą przyjemność przechodzić z Panem na "ty". I nie zwykłem się pospolitować z naturami tak prostymi i nieskomplikowanymi, które swoje tendencje polemiczne, aspiracje intelektualne i odczucia emocjonalne zwykły oddawać przy pomocy zasobu leksykalnego składającego się z jednego czasownika i kilku (równie plugawych) rzeczowników. Nick "sad" wydaje mi się odpowiedni. W istocie, to smutne. Bardzo smutne. Odpowiedz Link Zgłoś
plasticzek_y Być jak Barbie, czyli dzieci w salonie piękności 21.04.08, 17:17 biedne dzieci, szkoda mi ich... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: aska Być jak Barbie, czyli dzieci w salonie piękności IP: 212.241.226.* 21.04.08, 17:28 o jesuuu... marzenie dzieci czy rodzicow?? z artykulu wynika za dzieci nawet specjalnie nie zwracaly uagi na to co sie dzieje. masakra... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: śrutowiec Być jak Barbie, czyli dzieci w salonie piękności IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.04.08, 17:30 Spełnienie marzeń dzieci? jeśli dzieci mają takie marzenia, można się z nimi pobawić w domu! co to za rodzice? Druga sprawa, że właściwie im to tylko na kasie zależy, a tak pewnie tylko do wywiadu powiedziała (do wywiadów zawsze się mówi tak, aby wyjść najlepiej, wiem z własnego doświadczenia). Ostatnia sprawa, to depilacja i golenie. Litości! Przecież te dzieci muszą przeżyć 2x tyle, ile mają teraz lat, aby mieć co golić! Podsumowując - Amerykanie to idioci, i za każdym razem tylko potwierdzają tę tezę ~~ Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: ika Być jak Barbie, czyli dzieci w salonie piękności IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.04.08, 17:30 happy endu nie będzie-z tych bachorów wyrosną snobistyczne, bezmózgie potwory oceniające innych po tym, czy ma się włosy na przedramionach, czy nie. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: a Re: Być jak Barbie, czyli dzieci w salonie piękno IP: *.chello.pl 21.04.08, 17:30 przerazajace jak glupi potrafia byc ludzie...... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: M Re: potwornośc IP: *.aster.pl 21.04.08, 17:40 Naprawdę nic mnie nie przeraziło bardziej niż ten artykuł. Dokąd ten świat zmierza? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: hola Przynęty na pedofili IP: *.e-wro.net.pl 21.04.08, 17:44 Rodzice sami produkują przynęty na pedofili a może sami mają jakieś pedofilskie skrzywienie i z dzieci robią ... kukiełki? Odpowiedz Link Zgłoś
stworzenje Re: Przynęty na pedofili 21.04.08, 18:57 Gość portalu: hola napisał(a): > Rodzice sami produkują przynęty na pedofili a może sami mają jakieś > pedofilskie skrzywienie i z dzieci robią ... kukiełki? dobre,dobre spostrzezenie :-D,brawo :-) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: mArjon Być jak Barbie, czyli dzieci w salonie piękności IP: 217.17.47.* 21.04.08, 17:52 Dokąd zmierza ten świat?! Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: m Re: Być jak Barbie, czyli dzieci w salonie piękno IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.04.08, 17:59 Jak kogoś stać, to niech sobie płaci. Jego dziecko, jego piesek, jego łotewer. Jeśli ktoś ma ochotę wsadzić sobie niemowlaka jak pieska do złotej torebeczki i nosić na ramieniu, albo przemalować na różowo - to już jego sprawa. Jeśli ktoś uważa za stosowne wychowywac dziecko na nieznośnego, zmanierowanego pustaka - też jego sprawa. Uczenie ludzi mieszkających pół planety od nas moralności i dystansu do siebie to chyba nie nasza sprawa, eh? W ostatecznym rozrachunku ludzie żyjący w takim środowisku i z takimi wartościami prędzej czy później zdychają marną śmiercią, wariują, albo rzucają to w cholerę - jest to zatem ich sprawa, ich decyzja i oni poniosą konsekwencje. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: łagodny baranek nie jego sprawa, bo dzieci to nie samochody, IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.04.08, 19:04 nie należą do swoich rodziców. postuluję za.. tych popie..nych "rodziców" Odpowiedz Link Zgłoś
jerry21 Re: nie jego sprawa, bo dzieci to nie samochody, 21.04.08, 19:12 to niby do kogo naleza ? Odpowiedz Link Zgłoś
wujaszek_joe Re: nie jego sprawa, bo dzieci to nie samochody, 22.04.08, 00:20 do siebie samych. ludzie rodzą się wolni i nie traktuje się ich jak pieski czy rzeczy Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: tege do czasu... IP: *.icpnet.pl 22.04.08, 10:18 do czasu gdy zauważysz, że wszystkie dzieciaki sąsiadów są przemalowane na różowo... Nie tak do końca "róbta co chceta". Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: maciej ...dno..!!! IP: 217.97.182.* 21.04.08, 17:58 ...to koniec ludzkości, .....świat bez wojen wariuje od konsumpcjonizmu ...NIESTETY!!!!!!!!!!! Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: madziula201 Być jak Barbie, czyli dzieci w salonie piękności IP: *.hive.is 21.04.08, 18:00 A co mozna depilowac u dziecka????? lub co golic u 7 latka?????? Zastanawiajace i przerazajace.Biedne dzieciaki. Odpowiedz Link Zgłoś
stworzenje przyjdzie do Polski? jak Walentynki i inne durnoty 21.04.08, 18:02 tylko patrzec jak taki debilizm do Polski trafi,bo Polacy niestety takie glupoty lubia kopiowac,zamiast swoje wartosci hołdowac. Odpowiedz Link Zgłoś
meg_2 Re: przyjdzie do Polski? jak Walentynki i inne du 21.04.08, 18:24 Pracuję w przedszkolu i niestety mogę stwierdzić, że jest ogromna szansa, żeby takie przypadki znalazły sie już w Polsce. Gwiazda z High School Musical to idolka polowy 6-letnich dziewczynek. Chcą śpiewać, tańczyć i marzą o wszystkich gadżetach związanych z filmem. Rodzice oczywiście kupują. Co raz do przedszkola przynosza kosmetyke kolorowa dla dzieci: cienie, blyszczyki, pachnidla i maluja sie do upadlego. Wina obarczyć można tylko i wyłącznie rodziców. Kiedy ja miałam 6 lat biegałam po podwórku, a nie oglądałam po raz setny ten sam film. Kosmetyki też kupują dzieciom rodzice. Zamiast iść z nimi do parku ciągają na aerobik. Przykładów jest tysiące. Odpowiedz Link Zgłoś
stworzenje do meg_2 21.04.08, 18:56 zalosne... tak wina rodzicow zdecydowanie ale tez i agresywnych reklam w TV etc. Ja pierwzy i chyba ostatni rok ucze w szkole podstawowej, nie moge patrzec na ta amerykanizacje komercje walentynkowa, konkursy na najlepsza dynie.Ludzie zyjemy w Polsce czemu nasze ma upadac. Dzieci zas nie znaja muzyki ludowej polskiej,nocy Świętojanskiej.Ale co tam i profanacja niezla odchodzi tez,bo 5 klasy beda mialy bal,taki oplacony przez rodzicow jak Studniowka i Poloneza tanczyc beda!!! To chore,jak na sile tancza,przeciez to kompletnie niedojrzale dzieciaki,smieja sie nawzajem z siebie etc.Dzis widzialam na korytarzu probe porażka i wstyd. Wiec wole nie uczyc w szkole i tego nie widziec i sie nie denerwowac,bo wiem,ze i tak nikt by mnie nie posluchal jakbym chciala to zmienic. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: latouche do stworzenja IP: *.chello.pl 22.04.08, 09:44 wiesz co, ja chyba tez wole zebys nie uczyla, skoro masz problemy z gramatyka :) nawet jezeli nie uczysz polskiego. poza tym nie wiem co jest zlego w tanczeniu poloneza, w koncu tanczac tradycyjny polski taniec wlasnie "holduja tradycyjne wartosci", zeby uzyc Twego sformulowania. a pomysl z salonem pieknosci dla dzieci kretynski, tu sie zgodze. Odpowiedz Link Zgłoś
stworzenje Re: do stworzenja 28.04.08, 17:12 > polski taniec wlasnie "holduja tradycyjne wartosci", zeby uzyc Twego sformulowa > nia. > a pomysl z salonem pieknosci dla dzieci kretynski, tu sie zgodze. jakbys zobaczyla jak o w szkole,ucze pierwszy i ostatni rok,dzieci sa okropne!!! A co do polskich znakow nie uzywam,co by szybciej pisac. Co tu pokazywac im poloneza,jak one podstaw wychowania nie znaja. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: gtomasso To nie wina rodziców (głównie...) IP: *.adsl.inetia.pl 21.04.08, 23:28 Niestety w tych czasach rodzice mają dużo mniejszy wpływ na dzieci niż nawet kilkanaście lat temu, bo wtedy nie było jeszcze wszechogarniającej "medializacji" i komercjalizacji życia ludzkiego. W socjalizacji pierwotnej najważniejsi są, owszem, rodzice, jednak w późniejszych okresach większy wpływ zdobywa grupa rówieśnicza (więc owe, dla nas szokujące, zachowania rozprzestrzeniają się jak wirus - nikt nie chce być gorszy, na etapie podstawówki nie myśli się o "być" tylko raczej "mieć", tak jak inni, bardzo ważne żeby nie odstawać od grupy, bo inaczej ta daje to mocno odczuć, co się bardzo przeżywa - pamiętajmy, to są dzieci!). Ponadto dzieci uczą się wzorców zachowania naśladując dorosłych, którzy teraz są głównie zajęci pracą, a potem ewentualnie sobą (też są ofiarami konsumpcjonizmu...) i tych dorosłych widzą przede wszystkim w TV;) Rodzice mogą niby wiele, ale jak rzeczywistość dookoła jest jaka jest, to granice ich ingerencji wydają się być bardzo wąskie... oczywiście są wyjątki, ale reguła jest niestety właśnie taka. A jak ktoś mi nie wierzy w moje deprecjonowanie wpływu rodziców na dzieci to polecam do wglądu książkę Naomi Klein "No logo", gdzie w jednym z fragmentów autorka (obecna guru alterglobalistów i wielka przeciwniczka konsumpcjonizmu, marek itp. dla niewtajemniczonych) opisuje, jak to jej rodzice, hipisi, chcieli ją wychować w duchu, powiedzmy, "antymaterialistycznym" czy "antykonsumpcjonistycznym", a ona jednak zawsze zaciekle walczyła o lalki Barbie czy jedzonko w McDonaldzie - dopiero jak podrosła to zmieniła podejście, ale to już niestety nie każdemu będzie dane... Podsumowując - dopóki system kapitalistyczny jest jaki jest (a może być inny) to rodzice mogą co najwyżej sobie pogwizdać, ich dzieci i tak wychowają media, a jak nie one to ich koledzy i koleżanki z klasy na nich wychowane. Oczywiście w niektórych przypadkach dziecko może z pomocą rodziców się temu wszystkiemu oprzeć, ale często ceną tego będą inne negatywne cechy charakteru tego dziecka w życiu dorosłym (aczkolwiek dopuszczam do siebie istnienie wielu wariantów bardziej optymistycznych, niemniej te tezy wydają mi się jednak ponurą regułą) Zatem: bez jakichś zmian systemowych urządzenia naszego społeczeństwa będzie ciężko powstrzymać owe idące z Zachodu trendy, ale nic nie jest niemożliwe i wiele wariantów jest możliwych, więc może (oby)już za parę lat będziemy świadkami zupełnie odwrotnych sytuacji;) Pozdrawiam Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: janko Być jak Barbie, czyli dzieci w salonie piękności IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.04.08, 18:29 nie chcę aby moje dziecko wyglądało jak britney... ona jest koszmarna Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Ella Re: Być jak Barbie, czyli dzieci w salonie piękno IP: *.ghnet.pl 21.04.08, 18:37 Pokopani i to zdrowo. Przerażające. Odpowiedz Link Zgłoś
smok_sielski Być jak Barbie, czyli dzieci w salonie piękności 21.04.08, 18:55 Pora umierac.... smok Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: shelly Być jak Barbie, czyli dzieci w salonie piękności IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.04.08, 19:34 debile i tyle...... a jak chca byc jak britney czy lohan to nie pozazdroscic... o ile mi wiadomo obie te lasie teraz to kompletne dno... twarz lindsay zostawia wiele do zyczenia, nei mowiac o spasionym ciele britney a jak sie dzieci do takich rzeczy przyzwyczaja wmlodym wieku to tylko czekac az mi woda sodowa do glowy uderzy i same debilki wyrosna i modnisie i nikt nie bedzie meic z nich pozytku Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: heh Re: Być jak Barbie, czyli dzieci w salonie piękno IP: *.acn.waw.pl 21.04.08, 20:25 wiesz co Shelly? Czytając Artykuł sie przeraziłam, ale na twój post parsknęłam śmiechem. pouczasz innych jacy to źli, a sama prezentujesz poziom nie godny jakiejkolwiek uwagi. Wykazujesz się nie tylko niezrozumiałością tekstu czytanego ale także, po prostu głupie jest twoje rozumowanie Szesnastka Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: jam Być jak Barbie, czyli dzieci w salonie piękności IP: *.76.classcom.pl 21.04.08, 21:03 im się wszystkim w głowach popie....iło ;/ ...żal.com Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: lukasz Być jak Barbie, czyli dzieci w salonie piękności IP: *.chello.pl 21.04.08, 21:52 Ludzkosc chyba naprawde od czasu do czasu potrzebuje jakiegos globalnego kataklizmu, wojen, glodu lub ludobojstwa, bo inaczej po prostu glupieje :/ Odpowiedz Link Zgłoś
koliberek33 Upadek, zwyrodnienie. 21.04.08, 22:00 To dowód na upadek cywilizacji. Hodowla lolitek, kretynów i zwyrodnialców. To powinno być zakazane. Przypomina się starożytny Rzym. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: ox Re: Być jak Barbie, czyli dzieci w salonie piękno IP: 62.61.62.* 21.04.08, 22:19 mnie tez. A najgorsze, ze nie mamy mozliwosci zeby w tym nie uczestniczyc. Nawet jesli nie mamy tv, nie ogladamy filmow, czy nie sluchamy muzyki to i tak fundujemy te idiotyzmy, bo gwiazdy to ulubiency reklamodawcow, a praktycznie malo co nie jest reklamowane. Czasem mam wrazenie, ze to nowy typ feudalizmu, albo dziesieciny. Co ktoras wydana zlotowka (czy nam sie to podoba czy nie) idzie na jakiegos pasozyta. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: ko-mo-sa Być jak Barbie, czyli dzieci w salonie piękności IP: *.gprs.plus.pl 21.04.08, 22:25 a w Milanowku pod Warszawą jest SPA dla psa, wiecie? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: gosc LA Być jak Barbie, czyli dzieci w salonie piękności IP: 67.130.145.* 21.04.08, 22:50 mieszkam od 20 lat okolo 30 km od Beverly Hills,polowe informacji co sie dzieje w np w Hollywood dostaje wlasnie z GW, tu czytam tylko prase niedzielna, mam wrazenie ze tak jest ale dotyczy to znikomego odsetka ludnosci. Zaloze sie ze 99% ludnosci Los Angels nie wie nic nt tych beauty salons dla dziecii zgadzam sie to glupota i wynaturzenie ale tu ludzie nie wiedza co robic z pieniedzmi. Z drugiej strony ktos kto byl lub mieszka w Ameryce chocby od urodzenia i mowi ze zna ten kraj to tak jakby twierdzil ze zna Kosmos, po prostu jest bardzo naiwny w tym rozumowaniu. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: gosc LA Re: Być jak Barbie, czyli dzieci w salonie piękno IP: 67.130.145.* 21.04.08, 23:04 chce jescze dodac swoje trzy grosze jako mieszkaniec Los Angeles. Otoz filmy amerykanskie pokazuja obraz Ameryki ktorej nie ma, telewizja natomiast, sczegolnie news, pokazuja obraz Ameryki ktora przeraza(srednio trzy osoby zabite w LA, napady etc)jakkolwiek znowu nie dotyczy to okolo 80 procent miasta jako wielkiej alomeracji i okolo 80% ludnosci. W BH nikt nikogo nie zabil chyba od 20 lat, tamgdzi ja mieszkam rowniez ,ale w South Central LA srednio jest jeden zabity dziennie.W sumie jest to fascynujace miasto i zdecydowana wiekszosc ma ugruntowane niezwykle wartosci moralne wg ktorych zyja tzn uczciwosc,pracowitosc i serdecznosc w stosunku do innych przez co sie znakomicie zyje. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: gtomasso Z całym szacunkiem... IP: *.adsl.inetia.pl 22.04.08, 00:03 ... ale obawiam się, że opinia przeciętnego zjadacza chleba (a nie wprawionego obserwatora, także bez obrazy, to nie obelga), choćby byłby nawet w samym środku wydarzeń po prostu nie może być do końca miarodajna (gdyby tak pisało wielu takich jak Pan, z wielu środowisk, to oczywiście prędzej), bo najważniejsze aspekty stosunków społecznych zobaczy tak naprawdę tylko ktoś z zewnątrz, bez uprzedzeń i sympatii (to trudne, ale niektórzy przynajmniej się starają to robić, inni mają naturalny talent, a normalni ludzie po prostu nie są do tego zdolni), którymi nasiąka ktoś, kto jest tzw. insiderem, czyli wsiąkł w daną strukturę społeczną o który z natury rzeczy ma spore szanse żeby być nieobiektywnym;) Także Pana obserwacje i doświadczenia są na pewno w jakiś sposób kojące, lecz mimo wszystko nie przekonujące. Jest w końcu wiele pozytywnych zjawisk i zdarzeń, których nie śmiem negować, ale jednak te negatywne też mają miejsce i skądś się biorą. A których jest więcej? Bez rzetelnych i obiektywnych danych trudno spekulować, jednak na podstawie tego co udało mi się dotychczas dowiedzieć i zaobserwować to WG MNIE LA nie jest tak wspaniałym miastem jak Pan przedstawia, aczkolwiek biorąc pod uwagę hedonistyczny aspekt życia to LA jest na pewno fantastyczne, bez cienia wątpliwości;) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: error oto kolejne dowody, że bóg nie istnieje IP: *.torun.mm.pl 21.04.08, 22:55 a jeśli istnieje to jest głupi, zły i próżny bo przecież niby stworzył człowieka na swoje podobieństwo. żenada Odpowiedz Link Zgłoś