Dodaj do ulubionych

"Stef, mój kopulant", czyli komu przeszkadza ży...

IP: 213.192.80.* 15.05.09, 07:32
Nie mogę z tych wszystkich płaczków, dla których ślub jest be, ale
niemożność skorzystania z preferencji dla małżeństw to dyskryminacja.
Ludzie, bądźcie trochę odpowiedzialni za swoje wybory!
Poza tym - obowiązująca konstytucja akurat posiada zapisy,
nakazujące wspierać konkretnie zdefiniowaną rodzinę. Jeżeli więc
chcesz skorzystać z tego wsparcia (jakkolwiek można by się było o
nim krytycznie wypowiadać) - nic nie stoi temu na przeszkodzie.
Stawiane przez państwo warunki w tym zakresie bynajmniej nie są
zaporowe.

Adam
Obserwuj wątek
    • Gość: mjablonsky "Stef, mój kopulant", czyli komu przeszkadza ży... IP: 195.245.213.* 15.05.09, 09:08
      Mają za nic podstawowe obowiązki wymagane przez społeczność narodową dotyczące
      rodziny. Dlatego rzeczą sprawiedliwą będzie jeżeli w trudnościach życiowych,
      również tragicznych, społeczność będzie ich miała w dupie. To nie znaczy żeby
      ludzi takich zostawić samym sobie, ale,że mają jedynie uprawnienie prośby o
      miłosierdzie, a nie żądanie należnej im ze strony społeczności pomocy....
      • dalla Re: "Stef, mój kopulant", czyli komu przeszkadza 15.05.09, 11:31
        czy prawo do spadku to jest zadanie pomocy ze strony spolecznosci? Nie w kazdym
        kraju jest obowiazkowy zachowek, wiec konkubent moze np. dostac mieszkanie, w
        ktorym mieszkal od ilus tam lat z partnerem/ka. Tymczasem w Polsce np.
        mieszkanie dostaje rodzenstwo lub rodzice [jesli jeszcze zyja], kiedy zmarly nie
        mial dzieci..... I testament nie rozwiazuje tu sprawy, bo zachowek i tak sie
        nalezy.
        A odwiedziny w szpitalu? Odbieranie listow poleconych na poczcie i tysiace
        innych podstawowych spraw, ktore imho nie podchodza pod "zadanie", a juz na
        pewno nie powinny byc przywilejem malzenstw.
        • Gość: Aneta S. Re: "Stef, mój kopulant", czyli komu przeszkadza IP: *.ghnet.pl 15.05.09, 17:15
          Ale to przecież przez wstąpienie z kimś w związek małżeński pośrednio
          stwierdzasz, że chcesz, żeby ktoś po tobie dziedziczył, odwiedzał w szpitalu czy
          odbierał listy polecone. Jak można chcieć jakichś konsekwencji prawnych dla
          siebie, skoro nie daje się prawu nawet znaku o swoim istnieniu( w związku)?
          • kosmiczny_swir Proste rozwiązanie 31.05.09, 19:49
            Proste rozwiązanie - pary mieszkające ze sobą dłużej niż 3 lata nalezy uznać z
            automatu jako małżeństwo. Będzie to lekka redefinicja małżeństwa, ale nie widzę
            sensu, żeby rozróżniać między ludźmi żyjącymi na kocią łapę a pozostającymi w
            związku małżeńskim. Rozwód nie jest jakimś wielkim problemem, to czysta
            formalnosć. Więc jaka jest różnica między małżeńtwem a związkiem na kocią łapę?
            Z techniczego punktu widzenia - ŻADNA. Związek małżeński to tylko informacja dla
            PAŃSTWA do celów rozliczeń podatkowych. Jeśli więc państwo chcą się rozliczać
            razem rejestrują związek cywilny i po problemie.
          • shroeder1970 Re: "Stef, mój kopulant", czyli komu przeszkadza 31.05.09, 20:41
            A po co dawać prawu/państwu znak o swoim współżyciu z kimkolwiek? Mam prawo do osobistego życia z kim chcę (w granicahch prawa oczywiście) iżadnej poczcie, szpitalowi czy innemu miejscu użytku publicznego nic do tego, czymam slub, czy nie. Jeśli miałem wypadek i leżę nieprzytomny w szpitalu, i przychodzi delikwentka i mówi, że jesteśmy razem i chce informacji o stanie zdrowia, to dlaczego szpital zakłąda, że ona nie ma prawa wiedzieć? To jest przyjęcie założenia, że ona jest nieuczciwa, a tymczasem to szpital czyni conajmniej przedwczesne założenia.
            Państwo ma wiedzieć, kto z kim zyje wtedy, kiedy mu to potrzebne - do rozliczenia majątkowego, do dziedziczenia itp, a i to nie musi wiedzieć od początku, tylko wystarczy, że będzie testament, oświadczenie czy inny dowód potwierdzający np. właśnie wspólne zamieszkiwanie.
            • Gość: babcia_ania Re: "Stef, mój kopulant", czyli komu przeszkadza IP: *.61.100-84.rev.gaoland.net 31.05.09, 20:53
              A bo to szpital ma krysztalowa kule i z niej wyczyta, ze z dana
              osoba zyjesz od 4 lat i masz z nia dzieci...

              Skoro jestes nieprzytomny, to rownie dobrze moze byc to sasiadka z
              gory, pani ze spozywczaka, albo niedajbog pani z personalnego,
              ktorej pielegniarka udzieli informacji, ze leczysz sie na depresje,
              alkoholizm albo AIDS i wtedy bedziesz szpital ciagal po sadach za
              udzielenie osobistych informacji osobom nieupowaznionym...

              • shroeder1970 Re: "Stef, mój kopulant", czyli komu przeszkadza 31.05.09, 21:48
                A na jakiej podstawie szpital przyjmuje, że małżonek/małżonka jest osobą upoważnioną? Z niczego, nawet z ustawy takie upoważnienie nie wynika - jeśli bowiem jest pacjent nieprzytomny to nie powie, że nie życzy sobie podawania małżonce informacji o stanie zdrowia. A ma do tego prawo.
                A jeśli to małżonka w trakcie rozwodu, albo małżonka dybiąca na spadek, może małżonka ma jakiś interes w informacji o stanie zdrowia?

                Więc nie popadajmy w paranoję. Wylegitymować, zapisać nazwisko pytającego i udzielić informacji. Bo co, może jeszcze wnioskodawca ma złożyć pisemnie umotywowany wniosek w trzech egzemplarzach ze zdjęciem i z podpisem farorza?

                Nie wspomnę o kwestii podstawowej, jaką jest informacja PODSTAWOWA o stanie zdrowia pacjenta, a nie szczegółowy bilans chorego ze wszystkimi możliwymi schorzeniami.
                • pensioner63 Polska powoli robi się normalnym krajem 01.06.09, 03:17
                  Z artykułu wynika, że Polska robi się normalnym demokratycznym krajem dla
                  wolnych ludzi. Ci ludzie mogą wybierać jak chcą żyć pod warunkiem, że nie
                  szkodzą innym. Ale Ax nawiązując do polskiej konstytucji mimowolnie wskazuje, że
                  Polska jest na początku tej drogi.

                  Już na początku Kostytucji jest napisane, że Bóg jest źródłem prawdy,
                  sprawiedliwości, dobra i piękna. Patrząc kto to napisał wiadomo, że jest Bóg
                  rzymsko-katolicki, którego namiestnikiem na Polskę jest Benedykt XVI. Trudno się
                  dziwić, że ci co nie czują się poddanymi BXVI są dyskryminowani w Polsce.
                  Podobnie w Iranie i w Arabii Saudyjskiej są dyskryminowani wszyscy co nie są
                  muzułmanami. Ponieważ przestałem wierzyć w Papieża gdy miałem 13 lat cieszę się,
                  że mieszkam poza granicami państwa, które nie może się wyzwolić z oków
                  rządzącego kościoła.
                  • Gość: do Gownina Re: Polska powoli robi się normalnym krajem IP: *.anonymouse.org 01.06.09, 04:08
                    Jestem katolikiem i wierzącym Polakiem. Jedyne co powiem
                    to to, ze znam Gowina i wiem jaki to zakłamany człowiek.
                    Ten facet jest tak skorumpowany, ze popierał największa możliwż
                    korupcje jaka może miec miejsce w krakowskim i to latami.
                    Nie bede zmieniał tematu i cutował skad to wiem.
                    Jedno powiem, ze o ile fantasyka Dan'a Brown
                    jest przebojowa to Gowin pasuje jak ulał do najbardziej
                    stuknietych fanatyków epoki.
                    Wstyd mi, że ludzi głosowali na takiego człowieka i jak słysze co on wygaduje to
                    az boli głowa. Gowin zajmij sie lepiej skonczeniem protekcjonistycznych
                    korupcyjnych ruchów wobec swojej rodzinki.
      • Gość: czepialska Re: "Stef, mój kopulant", czyli komu przeszkadza IP: *.knc.pl 31.05.09, 21:31
        Z reguły w tych związkach to facet po prostu nie chce ślubu, a kobieta robi
        dobrą minę do złej gry. I jeszcze jest za to dyskryminowana.
        • Gość: baba jaga Re: "Stef, mój kopulant", czyli komu przeszkadza IP: *.dynamic.gprs.plus.pl 31.05.09, 22:03
          taaak,
          tylko dzieci konkubentów - są w pierwszej kolejności przyjmowane do
          przedszkoli, tzw. samotny rodzic.
          I tutaj wszyscy zapominają o małżeństwach i ich dzieciach, które
          często o miejscu w przedszkolach mogą pomarzyć, bo samotne mamuśki
          mają pierwszeństwo ze swoimi bękartami. O zasiłkach, socjalach i
          innych przywilejach dla "samotnych" nie wspomnę.
          • kosmiczny_swir Czyli chodzi o kasę 31.05.09, 22:43
            Czyli chodzi o kasę. Jak zawsze.
          • wayward.son Re: "Stef, mój kopulant", czyli komu przeszkadza 31.05.09, 23:38
            Jak można pisać o dziecku bękart? Ta trauma przedszkolna wynika z doświadczeń
            osobistych, czy może to projekcja?

            Szczęśliwy przedszkolak z rodzicami w związku partnerskim - czy może być coś
            gorszego?
            • kosmiczny_swir Re: "Stef, mój kopulant", czyli komu przeszkadza 31.05.09, 23:54
              Czym do diabła różni się związek partnerski do małżeństwa? Tym, że ludzie się
              nie żenią po to, żeby figurować w statystykach jako smaotny rodzic i móc
              korzystać z pomocy?

              Śllub cywilny to tylko rejestracja związku przed państwem. Małżeństwo w wyniku
              ślubu cywilnego równie dobrze mogło by się nazywać "zarejstrowany związek
              cywilno-prawny kobiety i mężczyzny". Z punktu widzenia formalno prawego
              wprowadzanie nowej instytucji związku partnerskiego jest dublowaniem funkcji
              małżeństwa. Małżeństwo też może być z rodzielnością majątkową. Może być
              intercyza, rozwód to tylko formalność. Są środki prawne do tego, żeby żyć jak
              się chce. Po co tworzyć buble prawne duplikujące funkcję małżeństwa czyli
              "zarejstrowanego związku cywilno-prawnego kobiety i mężczyzny"?
              • Gość: kosmosiki Re: "Stef, mój kopulant", czyli komu przeszkadza IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.06.09, 00:12
                > Czym do diabła różni się związek partnerski do małżeństwa?

                Małżeństwo istnieje, związek partnerski nie. Aby rozstrzygać czym miałoby się
                różnić to trzebaby się zgodzić co do formy tego czym ma być związek partnerski.
                I masz rację to byłoby wprowadzeniem kolejnej formy umowy cywilno-prawnej tylko
                na nieco innych warunkach.

                Ty twierdzisz, że przecież to bez sensu bo jest ślub cywilny, ktoś inny
                twierdzi, że mu to nie odpowiada. Skoro ktoś twierdzi, że mu coś nie odpowiada
                to z reguły ma rację - tzn. zdarzają się przypadki, że po prostu gada bzdury
                wynikające z niewiedzy, ale ja uważam, że jednak klient ma zawsze rację. W tym
                przypadku klientem jest obywatel, a państwo uslugodawcą.

                Z tego co rozumiem wyznajesz zasadę, że wszystkim to samo - skoro jest jedna
                opcja to musi pasować wszystkim - bo przecież Tobie pasuje, więc jak to możliwe,
                że komuś innemu może to nie pasować? Rozumując tak wszyscy powinni mieszkać w
                takich samych mieszkaniach, jeździć tymi samymi samochodami, tak samo się
                ubierać itd... różni ludzie próbowali takich eksperymentów - nie wyszło.

                Prawda jest taka, że ten problem to tzw. ciężki orzech do zgryzienia aby go
                rozwiązać, ale prędzej czy później trzeba będzie go rozwiązać.

                Pierwsze co się narzuca to np. fakt, że pary homoseksualne nie mają możliwośći
                zawarcia takiego związku co jest bez sensu. Ale nie tylko pary homoseksualne -
                znam np. sytuacje w których 60 letnia córka mieszka z 80 letnią matką - tutaj
                akurat są więzy krwi, ale np. tych przywileji podatkowych nie wykorzystają. Znam
                70-letnią wdowę, która żyje w związku partnerskim od 20 lat z 65-latkiem - żyje
                tak bo jej nie na rękę jest się żenić - po co? żeby mu skarpetki prać? Tak sobie
                żyją, każde ma swoje mieszkanie, jeżdżą po świecie. Od 20 lat. W tej sytuacji
                generalnie podatki to ich myślę mało obchodzą, ale ta kobieta w razie czego nie
                będzie mogła go odwiedzać w szpitalu. A dlaczego niby?

                No więc aby było konstruktywnie to moim zdaniem jednakowe przywileje powinny się
                należeć albo wszystkim. Albo nikomu. I tyle. Tutaj ta zasada jest złamana i to w
                dwie strony - w niektórych przypadkach ci z papierem mają lepiej, w innych mają
                gorzej. Uważam, że podpinanie tego pod politykę prorodzinną to poroniony pomysł.

                Polityka prorodzinna z tego co rozumiem ma służyć temu aby zapobiec niskiemu
                przyrostowi naturalnemu.

                To z czym mamy do czynienia obecnie to jest polityka promałżeńska, nie
                prorodzinna. Polityką prorodzinną byłyby starania aby zapewnić wszystkim
                (rodzinom, nie rodzinom, pedałom i nawet czarnym) sensowne i równe warunki do
                rozwoju i uczciwego zarabiania pieniędzy. A nie wprowadzając przywileje.

                Jedyna forma takiej polityki jaką bym mógł zaakceptować (jako podatnik, wyborca
                itd.) to taka, która jest równa dla wszystkich - czyli np. zgodziłbym się płacić
                z podatków na bezpłatną opiekę dla noworodków pod warunkiem, że ta opieka
                przysługuje każdemu nowo narodzonemu *DZIECKU*, a nie w zależności od tego czy
                ktoś ma zarejestowany związek czy nie ma.
      • gdsta Re: "Stef, mój kopulant", czyli komu przeszkadza 31.05.09, 22:03
        ale pojechane po całości - społeczność narodowa!
        różnie ludzie sobie to na swiecie układają i wcale nie znaczy że wiemy co jest
        dobre a za co trzeba napiętnować; szejk dba o 20 swoich żon i bardzo dobrze! :-)
        u nas chyba ma być pomoc dla tych którzy maja dzieci to skupmy sie na tym - jak
        społecznośc narodowa może świadczyć na rzecz tych którzy dobrze wychowuja dzieci
        - i wszystko!
        A reszta to umowy kto o kogo dba, kto komu zapisze spadek - doswiadczenie uczy,
        ze żadne umowy nie sa zbyt trwałe więc powinno się rozliczac na bieżąco. U nas
        cześć bardzo chce wierzyć, że ślub coś załatwia i potem nawet rozwieść się nie
        mogą bo dalej wierzą
      • paleolobo Re: "Stef, mój kopulant", czyli komu przeszkadza 31.05.09, 23:45
        > Mają za nic podstawowe obowiązki wymagane przez społeczność narodową dotyczące
        > rodziny.

        Przeczytaj jeszcze raz, wiedz poslinionym paluchem pod kazda linijka a moze
        zrozumiesz.
    • Gość: Rob "Stef, mój kopulant", czyli komu przeszkadza ży.. IP: *.zus.pl 15.05.09, 11:38
      Dlaczego pary wychowujące dzieci, a żyjące w nieformalnym związku,
      wykorzystują sytuację przy zapisywaniu dzieci do państwowych
      przedszkoli ? Przedstawiają się wtedy jako osoby samotnie
      wychowujące swoje dzieci i liczą na troskę Państwa wobec
      skrzywdzonych przez los dzieci, którym przedszkole się bezwzględnie
      należy. Potem rodzice będący w formalnym związku nie mają szansy
      zapisać swojego dziecka do pobliskiego przedszkola, bo w kolejce
      jest już tyle dzieci z "niepełnych rodzin".
      • echtom Re: "Stef, mój kopulant", czyli komu przeszkadza 18.05.09, 18:17
        Te same "samotne matki" mogą dostawać zasiłki z opieki, rozliczać się wspólnie z dzieckiem itp.
    • brum75 "Stef, mój kopulant", czyli komu przeszkadza ży... 15.05.09, 11:53
      "Ania (25) i Krzysiu (24) mieszkają razem"
      Krzysiu??? Krzysiu to może mieć 4 lata ale 24 to już chyba jednak ma Krzysztof.
      Bo jeśli Krzysiu to czemu nie Anulka?
      • Gość: lol Re: "Stef, mój kopulant", czyli komu przeszkadza IP: *.152.150.68.dsl.dynamic.eranet.pl 31.05.09, 16:54

        > "Ania (25) i Krzysiu (24) mieszkają razem"
        > Krzysiu??? Krzysiu to może mieć 4 lata ale 24 to już chyba jednak ma Krzysztof.
        >
        > Bo jeśli Krzysiu to czemu nie Anulka?

        pomijając fakt, ze Krzysiu to wołacz, równie dobrze mogłoby być Aniu i Krzysiu
        mieszkają razem, albo Basiu i Stefanie mieszkają razem
      • paleolobo Re: "Stef, mój kopulant", czyli komu przeszkadza 31.05.09, 23:53
        Bo Ania nie Anna debilu.
    • Gość: Leszek "Stef, mój kopulant", czyli komu przeszkadza ży... IP: 195.47.201.* 15.05.09, 12:32
      LKarolina Skowron, Ola Świerzy z Krakowa
      Ola: Uważamy, że przyznawanie preferencyjnego kredytu tylko małżeństwom to
      jawna dystrybucja dóbr tylko uprzywilejowanym, popieranym przez państwo związkom.
      ----------

      Ależ dokładnie i tak ma być! To jest polityka prorodzinna. Państwo ma prawo
      (rękami wybranych demokratycznie przedstawicieli i wyłonionych przez nich organów)
      wspierać WYBRANE dziedziny czy kierunki rozwoju, w tym przypadku pewniej
      gwarantujące prokreację i przyszłych pracujących podatników. Nie twierdzę, że
      dzieci pozamałżeńskie są gorsze (często lepsze, bo świadomiej wychowywane) ale
      liczby mówią, że małżeństwa dają więcej :)
    • Gość: Aneta S. "Stef, mój kopulant", czyli komu przeszkadza ży... IP: *.ghnet.pl 15.05.09, 17:10
      Rozumiem, że można żyć bez ślubu (co nie znaczy, że to pochwalam, ale zdaję
      sobie sprawę, że są różne sytuacje życiowe), ale nie rozumiem, jak można
      dopisywać do tego taką bezsensowną ideologię? Z tego artykułu i wypowiedzi
      osób żyjących w "wolnych" związkach można wyciągnąć wniosek, że ślub jest
      tylko głupim wymysłem państwa/Kościoła, a wręcz nawet przeszkodą i
      utrudnieniem w we wspólnym życiu zakochanych osób. Pomijając fakt, że dla
      mnie, wierzącej osoby jest przede wszystkim wyrazem wielkiej miłości dwojga
      ludzi potwierdzonej przed Bogiem uroczystą przysięgą na całe życie, to
      przecież ślub cywilny jest instytucją, która ma właśnie ułatwiać życie we
      dwoje, a nie przeszkadzać. To prawda, że formalna instytucja małżeństwa
      powstała nie po to, żeby stworzyć miłość między dwojgiem, ale po to, żeby
      potwierdzić fakt jej istnienia. Oponenci, mogą powiedzieć, iż im wystarczy, że
      sami wiedzą o jej istnieniu, ale przecież żyjemy w państwie prawa, a prawo
      wkracza praktycznie we wszystkie sfery naszego życia, więc musimy zostawić
      jakiś ślad w nim, aby być jego podmiotami i z niego korzystać. Muszą być
      jakieś obiektywne kryteria, wedle których będzie się przyznawać odpowiednie
      uprawnienia i bonusy, żeby właśnie parze żyło się łatwiej , bo przecież "nikt
      do łóżka nikomu właził nie będzie" (więc nie rozumiem zdziwienia jednej z
      wypowiadających się kobiet, że w szpitalu nie sprawdzali, kto z kim sypia- w
      dzisiejszych czasach takie kryterium musiałoby skutkować wprowadzeniem
      poligamii(-gynii):p). Człowiek jest istotą społeczną i potrzebuje drugiego
      człowieka. Ludzie skupiają się w różnych grupach, zrzeszeniach, a państwo
      zapewnia im formę prawną dostosowaną do ich potrzeb i żeby stworzyć im
      optymalne warunki istnienia i działania.
      Moim zdaniem autorzy komentowanych wypowiedzi nie mają powodów do
      opierania się "presji" małżeństwa. Jeśli ktoś nie chce korzystać z pełni praw,
      jakie im przysługują(bo przecież faktycznie żyje w parze), to dla mnie jest po
      prostu nielogiczny! A jeśli ktoś mówi, że "nie będziemy brać ślubu tylko dla
      kasy", to dla mnie jest po prostu wygodny. Tak, wygodny, bo jeśli ktoś po
      pierwsze- jest marginalizowany(bądź co bądź większość par żyje w formalnych
      związkach), po drugie- może dostać "kasy",a jej nie chce, to musi chodzić
      jeszcze o coś innego, co powstrzymuje go przed wzięciem ślubu- mianowicie
      konieczność podjęcia decyzji. W "wolnych" związkach zawsze zostaje ta furtka
      (choćby w podświadomości), że - w razie czego - można się rozstać bez ciągania
      po sądach i innych nieprzyjemności, ale czy to nie znaczy o naszych względnych
      uczuciach, skoro zakładamy nawet taką ewentualną możliwość? Nie twierdzę, że
      małżeństwo ma zmuszać do tkwienia w toksycznych, patologicznych związkach, ale
      ma wspierać tych, którzy naprawdę się kochają, a aktualnie przeżywają jakiś
      kryzys. Ta skomplikowana procedura rozwodu ma przede wszystkim być "procedurą
      refleksji", kiedy to zostaje nam dany czas na dokładne przeanalizowanie i
      sprawdzenie, czy rozstanie jest tym, czego naprawdę chcemy. W nieformalnym
      związku rozstanie jest skrócone o ten czas "formalnych spraw" i czasem zbyt
      szybko decydujemy się na odejście, a może gdyby ktoś nas zmusił do
      zastanowienia, to doszlibyśmy do innych wniosków...a tak możemy nie mieć na to
      szansy, wszystko dzieje się tak szybko. Dojrzałość człowieka, dorosłość to
      umiejętność dokonywania wyborów i ponoszenia ich konsekwencji. Jeśli ktoś tego
      nie robi, tkwi w pewnej "niepewni", która z jednej strony chroni przed
      sparzeniem, z drugiej natomiast ogranicza korzyści. Więc wynika to z naszej
      wygody, ale są też osoby, które może i by chciały "być po słowie", ale boją
      się usłyszeć od swojego partnera (swojej partnerki), że ci nie chcą być z nimi
      przez całe życie i oddalając od siebie tę myśl, udają, że taki stan im jak
      najbardziej odpowiada i wymyślają "dziwne" argumenty,żeby go uzasadnić. Więc
      nie szukajmy antyślubnych argumentów, gdy pojawia się nasze wygodnictwo czy
      niepewność własnych uczuć lub partnera.
      Jest też grupa osób, tzw. buntowników, którzy zawsze będą robić inaczej
      niż wszyscy, żeby w ten sposób zamanifestować swój indywidualizm, czy (żeby
      lepiej to ująć) swoją wyjątkowość. Byle by "na opak", żeby nie być jak
      wszyscy. Tylko czy przez to sami nie tracą? Bo muszą wiedzieć, że... ludzie
      nie pobierają się, bo wszyscy tak robią, ale pobierają się, bo tego potrzebują
      i tak jest im obiektywnie lepiej. To nie ludzie są dla ślubu (jak wydają się
      twierdzić autorzy wypowiedzi), ale ślub jest dla ludzi!
      • stella85 Re: "Stef, mój kopulant", czyli komu przeszkadza 15.05.09, 23:24
        W pełni popieram :)
      • Gość: Krik Re: "Stef, mój kopulant", czyli komu przeszkadza IP: *.chello.pl 16.05.09, 15:30
        mądrze prawisz:)
      • shroeder1970 Re: "Stef, mój kopulant", czyli komu przeszkadza 31.05.09, 21:14
        "Rozumiem, że można żyć bez ślubu [...] ale nie rozumiem, jak można
        dopisywać do tego taką bezsensowną ideologię?"
        Właśnie dowiodłaś, że w istocie nie rozumiesz, jak można żyć bez ślubu.
        To nie ludzie bez ślubu dorabiają ideologię do życia bez ślubu,bo to, co opisują - czyli dysktryminowanie ich przez praco - to fakty, a nie ideologia. Poza tym to tylko Ty racjonalizujesz absurdalne prawno - religijne unormowanie p.t. "ślub".

        "Formalna instytucja małżeństwa powstała nie po to, żeby stworzyć miłość między dwojgiem, ale po to, żeby potwierdzić fakt jej istnienia."
        A po jaką cholerę potwierdzać państwu fakt więzów emocjonalnych czy wspólnego kopulowania bądź zamieszkiwania?

        "przecież żyjemy w państwie prawa, a prawo wkracza praktycznie we wszystkie sfery naszego życia, więc musimy zostawić jakiś ślad w nim, aby być jego podmiotami i z niego korzystać."

        Państwo nie musi wkraczać we wszystkie sfery naszego życia, bo to nie jest rola państwa. I nie musimy zostawiać żadnego śladu, poza MINIMALNYMI (podstawowymi) śladami, dla celów prawnych. Rejestrowanie wspólnego spania z kimś jest idiotyczne a wręcz nieobyczajne. To coś na kształt "prawa pierwszej nocy", gdzie władca miał prawo świeżo poślubioną cudzą małżonkę pierwszy przelecieć "w majestacie prawa". Chcesz powrotu takiego prawa?

        "Muszą być jakieś obiektywne kryteria, wedle których będzie się przyznawać odpowiednie uprawnienia i bonusy, żeby właśnie parze żyło się łatwiej , bo przecież "nikt do łóżka nikomu właził nie będzie"

        Po pierwsze nie musi być żadnych kryteriów obiektywnych "dla par", bo jest demokracja i wszyscy jesteśmy równi. A jedynym kryterium dla ulg ma być dziecko. A sformułowaniem, że "nikt nikomu nie będzie właził do łóżka" przeczys całemu swojemu tokowi wcześniejszego... nazwijmy to umownie "rozumowania".
        Informowanie w sposób urzędowy o prawie i obowiązku do kopulacji (czyli slubie) jest właśnie niczym innym jak włażeniem przez państwo obywatelowi do łóżka.

        "w dzisiejszych czasach takie kryterium musiałoby skutkować wprowadzeniem poligynii."
        A co to kogo obchodzi? Skoro ktoś chce i nikomu się przez to krzywda nie dzieje, to wolna wola. Zazdrosna jesteś?

        "Moim zdaniem autorzy komentowanych wypowiedzi nie mają powodów do
        opierania się "presji" małżeństwa."
        Ależ mają. Właśnie decyduje o tym "presja" małżeństwa. Nie chcą tej presji. Wolą wolność. A państwu nic do tego, państwo NIE MA PRAWA z tego powodu dyskryminować kogokolwiek ze względu na brak powiadomienia jakiegoś urzędnika o tym, z kim się będę piep****ł.

        "co powstrzymuje go przed wzięciem ślubu- mianowicie konieczność podjęcia decyzji"
        A co za bzdury opowiadasz? Twoja logika jest taka: Przed podjęciem decyzji o ślubie powstrzymuje mnie konieczność podjęcia decyzji o slubie" To idem per idem. Czyli brak logiki. A co do podjęcia decyzji - ci ludzie już podjęli decyzję o tym, że chcą być razem czy też chcą urodzić i wychować dzieci. Jak przestaną chcieć być razem to nawet żaden ślub im nie pomoże. I nie ma tu znaczenia, czy jest jakaś "furtka".

        O rozwodzie: "Ta skomplikowana procedura rozwodu ma przede wszystkim być "procedurą refleksji"."
        Idź sobie pooglądaj albo posłuchaj starszych, jak wyglądają rozwody. "procedura refleksji" co za idiotyzm. Równie realny jak taki, że we więzieniu następuje resocjalizacja przestępców. Skąd Ty się urwałaś? Z zakonu czy seminarium duchownego? Bo o normalnym życiu to Ty chyba nie słyszałaś, albo nie potrafisz wniosków wyciągać. Gloryfikujesz status quo i jesteś zupełnie odporna na racjonalne argumenty.

        "W nieformalnym związku rozstanie jest skrócone o ten czas "formalnych spraw" i czasem zbyt szybko decydujemy się na odejście"
        To zbyt szybie odejście niejednokrotnie pozwala na to, by nie znienawidzić byłego partnera/partnerki jeszcze bardziej. Szybsze odejście szybciej zwiększa dystans, a ta Twoja "procedura refleksji" tylko pogłębuia traumę każdego z partnerów, dziecka oraz najczęściej otoczenia.

        "Dojrzałość człowieka, dorosłość to umiejętność dokonywania wyborów i ponoszenia ich konsekwencji."
        Właśnie! I dlatego państwu nic do tego, jakie ja ponosze konsekwencje, jakie mam pomysły na życie itd. Moje sprawy, mój problem, a państwo - won ze swoimi brudnymi zurzędniczałymi łapskami od moich osobistych problemów oraz mojego łóżka.

        "Jest też grupa osób, tzw. buntowników, którzy zawsze będą robić inaczej niż wszyscy, żeby w ten sposób zamanifestować swój indywidualizm, czy (żeby lepiej to ująć) swoją wyjątkowość."

        I co z tego, boli Cię to? Przeszkadza Ci to? W Twojej wyobraźni nie jesteś w stanie dopuścić do tego, że ktoś woli inaczej? Jeśli taka ludzi wola, niech sobie tak robią, a Ty chcesz unifikować wszystkich do jednego garnituru - jak komuna zupełnie.
        Tak, ludzie są różni. Jeden biały, inny czarny. Jeden lubi z przodu, inny z tyłu, jeden woli latać po kościołach inny poświęcać czas dziecku, a Tobie nic do tego, by oceniać, co dobre a co złe.
        Tak samo Państwu nic do tego. Bycie razem z punktu widzenia obyczajowego jest dla państwa (powinno być) kwestią indyferentną. Natomiast w sferze prawa wyróżnikiem (pozwoleniem na preferencje) nie powinien być urzędowy papier z decyzją administracyjną o zawarciu małżeństwa, tylko co najwyżej oświadczenie stron o wspólnym zamieszkaniu czy wspólnym wychowywaniu dzieci. Żądanie i uzależnianie przez państwo a priori ulg czy preferencji od urzędowego poświadczenia prawdy (dec. o ślubie) w istocie wskazuje na to, że państwo uważa każdego obywatela za nieuczciwego. Tylko... co daje papier o ślubie, skoro małżonkowie od np. 20 lat razem nie mieszkają, nie mają rozwodu bo ich nie stać, czy też durny sąd uznał, ze im nie da rozwodu bo "widzi szansę" podczas gdy małżonkowie jej nie widzą? każde ma swojego konkubenta i chce, by konkubent dostał prawo do zajmowania lokalu? Co tu ma do rzeczy małżonek? Ale tego już nie widzisz...
        • Gość: Mała_Mi Re: "Stef, mój kopulant", czyli komu przeszkadza IP: *.ghnet.pl 31.05.09, 23:00
          „A po jaką cholerę potwierdzać państwu fakt więzów emocjonalnych czy wspólnego
          kopulowania bądź zamieszkiwania?”
          Właśnie po to by móc korzystać z przywilejów.

          "przecież żyjemy w państwie prawa, a prawo wkracza praktycznie we wszystkie
          sfery naszego życia, więc musimy zostawić jakiś ślad w nim, aby być jego
          podmiotami i z niego korzystać."

          „Państwo nie musi wkraczać we wszystkie sfery naszego życia, bo to nie jest rola
          państwa.”
          Skoro nie chcesz, żeby państwo wkraczało w Twoje życie nie godź się na to! Ale
          nie godź się w dwie strony – żadnych obowiązków ale też żadnych przywilejów.


          „Po pierwsze nie musi być żadnych kryteriów obiektywnych "dla par", bo jest
          demokracja i wszyscy jesteśmy równi.”
          Jeśli stwarzamy miejsca parkingowe dla niepełnosprawnych to nie godzi się, żeby
          zdrowa osoba tam parkowała. Ale z drugiej strony wg Twojej logiki wszyscy
          jesteśmu równi! Ja jednak wolę, żeby pakował tam niepełnosprawny – ale taki
          który ma do tego prawo. Prawo potwierdzone naklejką.

          „Informowanie w sposób urzędowy o prawie i obowiązku do kopulacji (czyli slubie)
          jest właśnie niczym innym jak włażeniem przez państwo obywatelowi do łóżka.”
          Po raz kolejny powtarzam. Nie dawaj sobie wchodzić do łóżka! Ale nie oczekuj
          pomocy – w końcu nie chcesz zainteresowania.

          „Ależ mają. Właśnie decyduje o tym "presja" małżeństwa. Nie chcą tej presji.
          Wolą wolność. A państwu nic do tego, państwo NIE MA PRAWA z tego powodu
          dyskryminować kogokolwiek ze względu na brak powiadomienia jakiegoś urzędnika o
          tym, z kim się będę piep****ł.”
          Ależ oczywiście, że nie ma! Nadanie przywileju to nie zabranie innym prawa.
          Dziwi mnie, że nie ma oburzenia gdy preferencyjnie do przedszkoli przyjmuje się
          dzieci z rodzin żyjących w konkubinacie, że zacytuje „państwo NIE MA PRAWA z
          tego powodu dyskryminować kogokolwiek”

          „A co do podjęcia decyzji - ci ludzie już podjęli decyzję o tym, że chcą być
          razem czy też chcą urodzić i wychować dzieci. Jak przestaną chcieć być razem to
          nawet żaden ślub im nie pomoże. I nie ma tu znaczenia, czy jest jakaś "furtka". „
          Ci ludzie także podjęcli decyzję – nie chcemy nic od państwa.

          „Skąd Ty się urwałaś? Z zakonu czy seminarium duchownego? Bo o normalnym życiu
          to Ty chyba nie słyszałaś, albo nie potrafisz wniosków wyciągać. Gloryfikujesz
          status quo i jesteś zupełnie odporna na racjonalne argumenty.”
          Jeśli racjonalnym argumentem jest: „Z zakonu [się urwałeś] czy seminarium
          duchownego?” albo „Bo o normalnym życiu to Ty chyba nie słyszałaś” albo „nie
          potrafisz wniosków wyciągać” - to ja też jestem odporna.

          "W nieformalnym związku rozstanie jest skrócone o ten czas "formalnych spraw" i
          czasem zbyt szybko decydujemy się na odejście"
          To zbyt szybie odejście niejednokrotnie pozwala na to, by nie znienawidzić
          byłego partnera/partnerki jeszcze bardziej. Szybsze odejście szybciej zwiększa
          dystans, a ta Twoja "procedura refleksji" tylko pogłębuia traumę każdego z
          partnerów, dziecka oraz najczęściej otoczenia.

          „Właśnie! I dlatego państwu nic do tego, jakie ja ponosze konsekwencje, jakie
          mam pomysły na życie itd. Moje sprawy, mój problem, a państwo - won ze swoimi
          brudnymi zurzędniczałymi łapskami od moich osobistych problemów oraz mojego łóżka.”
          100% racji! Państwu nic do takich związków – takim związkom nic do państwa!
          Zarówno jeśli chodzi o preferencyjny kredyt jak i obowiązek zgłoszenia związku w
          urzędzie.

          „Natomiast w sferze prawa wyróżnikiem (pozwoleniem na preferencje) nie powinien
          być urzędowy papier z decyzją administracyjną o zawarciu małżeństwa, tylko co
          najwyżej oświadczenie stron o wspólnym zamieszkaniu czy wspólnym wychowywaniu
          dzieci.”
          A czym innym jest zawarcie małżeństwa niż oświadczeniem stron? Urzędnik
          podejmuje decyzję administracyjną, a w przypadku małżeństwa tylko potwierdza
          wolę małżonków i pilnuje formalnych wymogów. Nie mnóżmy bytów ponad potrzebę!

          „Żądanie i uzależnianie przez państwo a priori ulg czy preferencji od urzędowego
          poświadczenia prawdy (dec. o ślubie) w istocie wskazuje na to, że państwo uważa
          każdego obywatela za nieuczciwego.„
          Akapit wyżej piszesz „Natomiast w sferze prawa wyróżnikiem (pozwoleniem na
          preferencje) nie powinien być urzędowy papier z decyzją administracyjną o
          zawarciu małżeństwa, tylko co najwyżej oświadczenie stron o wspólnym
          zamieszkaniu czy wspólnym wychowywaniu dzieci.”
          Jak to w końcu jest? Ma być poświadczenie? Nie ma być?

          „Tylko... co daje papier o ślubie, skoro małżonkowie od np. 20 lat razem nie
          mieszkają, nie mają rozwodu bo ich nie stać, czy też durny sąd uznał, ze im nie
          da rozwodu bo "widzi szansę" podczas gdy małżonkowie jej nie widzą? każde ma
          swojego konkubenta i chce, by konkubent dostał prawo do zajmowania lokalu? Co tu
          ma do rzeczy małżonek? Ale tego już nie widzisz... „
          A co ma papier o konkubinacie którego się domagasz?
          • Gość: elo Aneto S. vel Mala_mi IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.06.09, 03:28
            Twoj swiatek w ktorym zyjesz jest tak zalosnie zaczadzony oparami pseudoreligii
            iz nie dziwi twoj zupelny rozbrat z logika...

            Szkoda mi bylo czasu na komentowanie wypoconych przez ciebie bzdur w twoim
            pierwszym poscie - znalazl sie jednak ktos kto ci probowal wytlumaczyc ze zycie
            innych wyglada inaczej od twojego - niekoniecznie lepiej czy gorzej, po prostu
            inaczej. A ci inni placa tak samo podatki jak ty (podejrzewam nawet ze placa o
            wiele wiecej niz ty - maja swiatlejsze umysly wiec pewnie lepiej zarabiaja),
            wiec powinni przez panstwo byc traktowani w taki sam sposob jak ty - niezaleznie
            od tego jakiego rodzaju zwiazek sobie wybiora - malzenstwo, zrekowiny, czy tez
            zycie na 'karte rowerowa'.

            • Gość: Mała_Mi Re: Aneto S. vel Mala_mi IP: *.ghnet.pl 01.06.09, 17:22
              Nie interesuje mnie obrażanie Ciebie ani Twojego wyboru związku. Rozmowa na
              poziomie "zyjesz jest tak zalosnie zaczadzony oparami pseudoreligi" gdy o ślubie
              kościelnym nie wspomniałam. Albo "podejrzewam nawet ze placa o wiele wiecej niz
              ty - maja swiatlejsze umysly wiec pewnie lepiej zarabiaja".

              Nie interesuje mnie taka rozmowa. Przykro mi ale to nie mój poziom
              • Gość: elo Zgadzam sie z toba... IP: *.oracle.co.uk 01.06.09, 22:51
                to nie twoj poziom - jeszcze duzo musisz sie o zyciu nauczyc by do tego poziomu
                aspirowac. Rozumowanie przyczynowo-skutkowe, logika - to wszystko musisz dopiero
                zglebic, a masz duzo do zrobienia w tym zakresie - jak troszke popracujesz to
                byc moze kiedys jeszcze dojrzejesz do zmiany pogladow.

                :-P
                • Gość: Mała_Mi Re: Zgadzam sie z toba... IP: *.ghnet.pl 02.06.09, 20:32
                  I tym się różnimy. Ja nie chce zmieniać Twoich poglądów. Chce powiedzieć co
                  myślę i dlatego właśnie tak. Dla mnie dojrzałość nie równa się wyznawanie
                  jedynej słusznej ideologii.
          • Gość: maura4 Re: "Stef, mój kopulant", czyli komu przeszkadza IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.06.09, 08:20
            Zawarcie ślubu i rodzenie dzieci to nie jest obowiązek wobec
            państwa. Natomiast ludzie żyjący bez ślubu mają takie same obowiązki
            wobec państwa jak ślubni, choćby płacenie podatków a prawa mniejsze.
            Ty uwazasz , że tak jest w porządku a oni i nie tylko oni, że nie.
            • Gość: Mała_Mi Re: "Stef, mój kopulant", czyli komu przeszkadza IP: *.ghnet.pl 01.06.09, 17:25
              To nie tak, że pary decydujące się na nie legalizowanie małżeństwa są pokrzywdzone.
              W pewnych sferach życia publicznego i przywilejów mają mniejsze prawa. W innych
              większe (przyjęcie dziecka do przedszkola, rozliczanie jako samotni rodzice).
              Chce tylko powiedzieć, ze każda decyzja niesie ze sobą konsekwencje i nie możemy
              płakać, że chcemy i rybki i akwarium.
          • shroeder1970 Re: "Stef, mój kopulant", czyli komu przeszkadza 04.06.09, 18:22
            Gość portalu: Mała_Mi napisał(a):

            > Właśnie po to by móc korzystać z przywilejów.

            Poczytaj, skąd się wzięła geneza takiego formalizmu, a zrozumiesz absurd takiego "przywileju". To nie przywilej, a dyskryminowanie innych.

            > Skoro nie chcesz, żeby państwo wkraczało w Twoje życie nie godź się na to! Ale
            > nie godź się w dwie strony – żadnych obowiązków ale też żadnych przywilej
            > ów.

            To też właśnie piszę. Nie godzę się na takie dyskryminowanie.

            > Jeśli stwarzamy miejsca parkingowe dla niepełnosprawnych to nie godzi się, żeby
            > zdrowa osoba tam parkowała. Ale z drugiej strony wg Twojej logiki wszyscy
            > jesteśmu równi! Ja jednak wolę, żeby pakował tam niepełnosprawny – ale ta
            > ki
            > który ma do tego prawo. Prawo potwierdzone naklejką.

            Wiesz, w Twoim rozumieniu wierzący czy mający sformalizowany ślub powinien mieć naklejkę "inwalida"? Gratuluję porównać, logicznie zresztą chybionych. Bo co ma inwalidztwo, jako obiektywna okoliczność, do kwestii zmuszania obywateli do rezygnacji z wolności za cenę idiotycznego przywileju?

            > Po raz kolejny powtarzam. Nie dawaj sobie wchodzić do łóżka! Ale nie oczekuj
            > pomocy – w końcu nie chcesz zainteresowania.

            Nie oczekuję pomocy czy preferencji dla pary czy dla małżeństwa. Chcę preferencji dla dziecka. To dobro dziecka, którym państwo tak szermuje, nagle okazuje się nim nie być, jeśli rodzice nie mają formalnego papierka przed urzednikiem podpisanego? Jaeśli tak, to niech państwo się od dziecka odstosunkuje. Od jego obowiązku szkolnego, służby wojskowej, podatków w przyszłości czy składek na ZUS. Skoro państwo nie daje niektórym - w istocie dzieciom - przywilejów/preferencji itp dla jego rodziców, to niech w przyszłości odpieprzy się od dziecka jako dorosłego, skoro nie dawało na jego rozwój.

            > A państwu nic do tego, państwo NIE MA PRAWA z tego powodu
            > dyskryminować kogokolwiek ze względu na brak powiadomienia jakiegoś urzędnika o
            > tym, z kim się będę piep****ł.”
            > Ależ oczywiście, że nie ma! Nadanie przywileju to nie zabranie innym prawa.

            Nie, ale dawanie innym przywileju w oparciu o religię czy o formalny status, którego genezą jest religia to dyskryminacja. A tego zabrania Konstytucja.
            > Ci ludzie także podjęcli decyzję – nie chcemy nic od państwa.

            Nie nie nie, oni tu nic nie podjęli, to państwo podjeło decyzję: A wam to g..o damy. Decyzje to ci ludzie by podjęli, gdyby wybrali" Bierzemy kasę od państwa" albo "nie bierzemy kasy od państwa".

            [...]
            > won ze swoimi
            > brudnymi zurzędniczałymi łapskami od moich osobistych problemów oraz mojego łóż
            > ka.”
            > 100% racji! Państwu nic do takich związków – takim związkom nic do państw
            > a!
            > Zarówno jeśli chodzi o preferencyjny kredyt jak i obowiązek zgłoszenia związku
            > w
            > urzędzie.
            >
            > „Natomiast w sferze prawa wyróżnikiem (pozwoleniem na preferencje) nie po
            > winien
            > być urzędowy papier z decyzją administracyjną o zawarciu małżeństwa, tylko co
            > najwyżej oświadczenie stron o wspólnym zamieszkaniu czy wspólnym wychowywaniu
            > dzieci.”
            > A czym innym jest zawarcie małżeństwa niż oświadczeniem stron? Urzędnik
            > podejmuje decyzję administracyjną, a w przypadku małżeństwa tylko potwierdza
            > wolę małżonków i pilnuje formalnych wymogów. Nie mnóżmy bytów ponad potrzebę!

            Alez to nie mnożenie bytów ponad potrzebę. Potrzebą jest raczej likwidacja zbędnych bytów, takich jak formalny akt zawarcia małżeństwa. Jak ktoś ma potrzebe kościelnego, niech zawrze przed księdzem. Ale nie powinno to mieć żadnego wpływu na prawną sytuację obywatela.

            > „Żądanie i uzależnianie przez państwo a priori ulg czy preferencji od urz
            > ędowego
            > poświadczenia prawdy (dec. o ślubie) w istocie wskazuje na to, że państwo uważa
            > każdego obywatela za nieuczciwego.„
            > Akapit wyżej piszesz „Natomiast w sferze prawa wyróżnikiem (pozwoleniem n
            > a
            > preferencje) nie powinien być urzędowy papier z decyzją administracyjną o
            > zawarciu małżeństwa, tylko co najwyżej oświadczenie stron o wspólnym
            > zamieszkaniu czy wspólnym wychowywaniu dzieci.”
            > Jak to w końcu jest? Ma być poświadczenie? Nie ma być?

            Patrz, jakiemu celowi służyło każde z tych zdań. A Ty je wrzucasz do jednego wora. W pierwszym przypadku państwo uzaleznia preferencje od ślubu. W drugim przypadku zainteresowani sami dokonują wyboru bezpośredniego czy chcą skorzystać i dopiero skłądają oświadczenie.

            > „Tylko... co daje papier o ślubie, skoro małżonkowie od np. 20 lat razem
            > nie
            > mieszkają, nie mają rozwodu bo ich nie stać, czy też durny sąd uznał, ze im nie
            > da rozwodu bo "widzi szansę" podczas gdy małżonkowie jej nie widzą? każde ma
            > swojego konkubenta i chce, by konkubent dostał prawo do zajmowania lokalu? Co t
            > u
            > ma do rzeczy małżonek? Ale tego już nie widzisz... „
            > A co ma papier o konkubinacie którego się domagasz?

            Papier o konkubinacie zawsze można zamienić na papier o braku konkubinatu. W chwili, kiedy którekolwiek z nich podejmie decyzję o odejściu. Przy ślubie tak się nie da. Nie widzisz różnicy?
            Naprawdę nie widzisz, że tak sformalizowana instytucja tylko stanowi przeszkodę a nie pomoc?
      • Gość: blabla Re: "Stef, mój kopulant", czyli komu przeszkadza IP: 194.187.55.* 31.05.09, 22:55
        nie przeszkadzają mi związki partnerskie, konkubinaty czy jakkolwiek
        to nazwać - nie tępię :)
        ale Aneta S. ma dużo racji - to prawda, ludzie nie chcą ślubu bo nie
        są pewni czy chcą z sobą być na zawsze, nie są po prostu pewni czy
        to ta jedyna/jedyny z ktorym chcą przeżyć całe życie, więc
        zostawiają sobie furtkę, boją sie odpowiedzialności którą biorą na
        siebie, w wolnym związku jest ta odpowiedzialność jednak inaczej
        odczuwalna
        "wolny" związek jest sprzecznością samą w sobie, albo wolny, albo
        związek
        małżeństwa nie odbieram jako ograniczania wolności

        jeśli chodzi o kwestie majątkowe - są intercyzy, rozdzielność
        majątkowa co do calości lub częsci majątku (jak kto woli) więc te
        kwestie można sobie ułożyć bez problemu również w małżeństwie
      • Gość: yeti Re: "Stef, mój kopulant", czyli komu przeszkadza IP: *.dyn.versateladsl.be 01.06.09, 01:35
        Rozumiem, że można żyć bez ślubu (co nie znaczy, że to pochwalam, ale zdaję
        sobie sprawę, że są różne sytuacje życiowe), ale nie rozumiem, jak można
        dopisywać do tego taką bezsensowną ideologię? Z tego artykułu i wypowiedzi
        osób żyjących w "wolnych" związkach można wyciągnąć wniosek, że ślub jest
        tylko głupim wymysłem państwa/Kościoła, a wręcz nawet przeszkodą i
        utrudnieniem w we wspólnym życiu zakochanych osób.

        Jaka bezsensowna ideologia? To przeciez Ty dorabiasz idologie do papierka.
        można wyciągnąć wniosek, że ślub jest
        tylko głupim wymysłem państwa/Kościoła, a wręcz nawet przeszkodą i
        utrudnieniem w we wspólnym życiu zakochanych osób.
        No bo jest, nie przyszlo ci nigdy do glowy ze ktos moze niepotrzebowac
        papierkowego potwierdzenia swoich decyzji? Jestesmy w tzw nieformalnym zwiazku
        15 lat, nic nie zapowiada konca, na szczescie w kraju w ktorym mieszkam mozesz
        podpisac - w wolnym tlumaczeniu- wspolmieszkajacy kontrakt co automatycznie
        zalatwia wszystkie podatkowo-spadkowe sprawy. Nie musze chyba dodawac ze jest to
        duzo tansze niz slub i rozwod.
    • Gość: gość "Stef, mój kopulant", czyli komu przeszkadza ży... IP: *.dynamic.gprs.plus.pl 15.05.09, 21:37
      Państwo woli tych z aktem małżeństwa? A w jakich wypadkach? Bo np,.
      przy zapisywaniu do żlobka czy przedszkola, ulgach, zapomogach itd.
      zdecydowanie woli samotne matki....
    • Gość: andrzej he ,sama G.W. pisze "kocia łapa" ,"konkubent" IP: *.chello.pl 15.05.09, 21:59
      najwyższa pora abyśmy zaczeli mówić "para" ,"partnerzy" ,"związek partnerski"
      a nie wrrr "konkubinat" ,"konkubent" ,"kocia łapa" itp.
      tu link do artykułu z "Gazety Wyborczej" w ktorej dziennikarz pisze "kocia łapa"
      i konkubinat" wrrr
      wyborcza.pl/1,76842,6520664,Kocia_lapa_fiskusowi_nie_w_smak.html
      • skalka20 Re: he ,sama G.W. pisze "kocia łapa" ,"konkubent" 15.05.09, 22:14
        "Konkubinat", "kocia łapa" to tylko słowo, które nabrało pejoratywnego znaczenia
        przez swoje znaczenie, przez to, czego dotyczy, a nie samo z siebie. Słowa nic
        nie zmienią, to jedynie political corrections. Dziwne, że konkubinat chce się
        ukrywać za ładniejszymi słowami, skoro podobno się go nie wstydzi,a przynajmniej
        nie przeszkadza.
        • Gość: andrzej Re: he ,sama G.W. pisze "kocia łapa" ,"konkubent" IP: *.chello.pl 16.05.09, 10:46
          ejże , "pedał" to też tylko słowo a jednak odeszliśmy od niego na rzecz "geja"
        • Gość: maura4 Re: he ,sama G.W. pisze "kocia łapa" ,"konkubent" IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 31.05.09, 17:07
          Konkubinat czy kocia łapa sa nacechowane negatywnie, dlaczego więc
          upierasz się, że tak własnie należy pary żyjące bez ślubu nazywać ?
          Za karę ? Nie wstydzi sie ,bo niby czego ma się wstydzić, to nie
          przestępstwo.
    • unknown80 "Stef, mój kopulant", czyli komu przeszkadza ży.. 15.05.09, 22:19
      Aneta S.: masz całkowitą słuszność! Dla mnie rodzina to mama, tata i
      dziecko/dzieci (jeżeli nie ma obiektywnych przeszkód jak np.
      niepłodność) plus. ew pis czy kot ;) Tak jak powiedziała jedna z
      konkubentek czy kopulantek - bycie w nieformalnym związku daje
      możliwość rozstania się bez pzreszkód, nie są w tej sytuacji
      pzreszkodą nawet wspólne dzieci... To nie jest rodzina. Rodzina jest
      ze sobą na dobre i na złe oraz na zawsze, choćby to miała
      przypieczętować to tylko pani z wielkim orłem... Inczaczej
      pozstajecie tylko kopulantami, bo właśnie tego chcecie.

      Leszek - właśnie to miałam napisać. Polityka prorodzinna musi
      sprzyjać rodzinie, a nie ludziom, którzy nie do końca wiedzą czego
      chcą, a przede wszystkim nie wiedzą czy chcą być zawsze razem. Jak
      można fundowac in vitro rodzicom, którzy może będą ze sobą a może
      nie będą? Co wtedy z tym dzieckiem za które jak by nie było
      zapłacili podatnicy? Ktoś powie, że małżeństwa też się rozstają, ale
      jak pisze Aneta S. i jak przyznają sami konkubenci rzadziej, bo mają
      czas na refleksję zanim podpiszą papier itd... A siadomość społeczna
      drodzy konkubenci się tak dalece zmieniła, że jak ktoś chce rozwodu
      to i tak go weźmie, a jak chce tkwić w toksycznym związku to będzie
      tkwił i ludziom obok nic do tego, chyba że w zaściankach, więc nie
      zasłaniajcie się tym!

      Poza tym zawsze mam wrażenie, a znam wiele nieformalnych związków,
      że jednak tym ludziom czegoś brakuje, że są niepełni w jakimś
      sensie, choć sami tego nie wiedzą. Sama zresztą żyłam w takim
      związku, nie chciałam ślubu, aż po kilku latach swietrdziłam, że to
      jest właśnie to, on jest właśnie tym, chcę z nim być na zawsze i
      wzięliśmy ślub. Dopiero wtedy pojęłam, że nie chciałam ślubu póki
      nie byłam pewna. Bajka? Ano właśnie tak :) Tylko szkoda, że nasze
      dzieci mają trudności z dostaniem się do przedszkola...
      • Gość: Jola mądra z ciebie kobieta :) IP: *.chello.pl 16.05.09, 15:44
        Małżństwo jest przypieczętowanie symbolem i właśie uzupełnieniem. bez tewgo związek dwojaga ludzi nawet z dizećmi jest tlyko 'zabawą w rodzinę' Ale niekórzy nie chcą dorosnąć i woląsie 'bawić' cały czas.
      • aarvedui Re: "Stef, mój kopulant", czyli komu przeszkadza 31.05.09, 16:29
        unknown80 napisała:

        > Dla mnie (...)

        tu jest sedno - dla ciebie. a wiesz może, że istnieją też inni ludzie? czy
        wszyscy maja się dostosowywać do twojej wizji?

        szkoda, że nie urodziłaś się w tym rejonie afryki gdzie wycinają łechtaczki -
        dlaczego? bo też se mówią "Dla mnie", i jak mówią tak robią.
        co myślą inni - ich nie obchodzi.
        może jeszcze myślisz, że jesteś lepsza? gratuluję - faszyści i naziści tez tak
        myśleli - czynisz pierwszy krok aby stać się naziolem.

        może nie każdy widzi siebie w roli rozpłodowca - kotnej owcy. hodowca-państwo
        tylko liczy - pracuj, dawaj wełnę-podatki i rób więcej baranów-będzie więcej
        mięsa i wełny dla hodowcy.
        idealny przykład idealnego prola - bezmyślny,pracowity,płodny,karny(sam się
        ukarze za "nieprawomyślność"). gratulacje dla owcy-medalistki.
        • Gość: uff Re: "Stef, mój kopulant", czyli komu przeszkadza IP: *.nplay.net.pl 31.05.09, 23:13
          O kurcze, naziole,, hitlerowcy, wycinanie łechtaczki... ale pojechałeś/aś. I kto
          tu jest faszystą?
          • Gość: uff Re: "Stef, mój kopulant", czyli komu przeszkadza IP: *.nplay.net.pl 31.05.09, 23:15
            a i jeszcze jedno, nie chcesz być rozpłodowcem, twoja sprawa, ale nie licz na
            państwo w takim razie bo ono akurat musi się kierować dobrem społecznym, a z
            tego punktu widzenia jesteś mniej wartościową jednostką niż rozpłodowcy.
      • Gość: maura4 Re: "Stef, mój kopulant", czyli komu przeszkadza IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 31.05.09, 17:11
        Dobrze ,że ci co biorą ślub wiedza czego chcą - na zawsze razem. Nie
        wiadomo tylko skąd tyle rozwodów -zdaje sie ,że juz 40 % i rośnie.
      • Gość: yeti Re: "Stef, mój kopulant", czyli komu przeszkadza IP: *.dyn.versateladsl.be 01.06.09, 01:48
        Nie da sie odpisac wszystkim frustratom
    • Gość: Jola ja też ich nie rozumiem IP: *.chello.pl 16.05.09, 15:45
      przecież ślub cywilny to czysta formalność- państwo musi czegoś wymagać żeby dać jakiś przywilej -tak samo jak trzeba mieć paszport czy wize żeby sie dostać do jakiegoś kraju!
      • Gość: le ming Re: ja też ich nie rozumiem IP: *.aster.pl 31.05.09, 17:18
        Czyli wjazd do innego kraju to dla ciebie "przywilej", tak? Alez komuna mocno
        sie we lbach trzyma...

        • Gość: R.P. Re: ja też ich nie rozumiem IP: *.cern.ch 31.05.09, 22:09
          Tak do USA to przywilej nie dla kazdego
      • kosmiczny_swir Jaka jest różnica 31.05.09, 19:51
        Jaka jest różnica między ślubem cywilnym a zarejstrowany związkiem partnerskim?
        Przecież to jedno i to samo. Ślub cywilny jest po to, żeby państwo wiedziało, że
        dwoje ludzi chce być wobec państwa traktowanych razem.
        • Gość: f. Re: Jaka jest różnica IP: 212.180.165.* 31.05.09, 22:35
          też nie rozumiem

          skoro ktoś nie chce robić z tego szopki, to przeciez nikt go nie
          zmusza! wesela nie musi urzadzać, może załatwić żeby nie było muzyki
          itp w USC.
          zresztą kojarzę jedną 'zbuntowaną' parę, która pobrała się właśnie w
          taki sposób - po pracy w dzień powszedni
    • Gość: KaSia komentarze do wypowiedzi w artykule IP: *.chello.pl 16.05.09, 16:29

      Rafał (36)"Czy ślub w kościele miałby sprawić, że będziemy zdrowi i szczęśliwi?"
      Tak!
      Ludzie żyjący w małżeństwie żyją dłużej i są zdrowsi . To już było niejednokrotne badane.

      " ślub mógłby tylko popsuć nasz związek. "
      badanie przeprowadzone na grupie 1500 amerykańskich małżeńst: Związki kościelne kiedy małżonkowie nie praktykują ale zawarli ślub kościelny rozpadły się tylko w 1/3 ,te w których małżonkowie chodzą do Kościoła regularnie -w 10 % Takie w których małżeństwo ma w zwyczaju wspólnie się modlić włąściwie sie nie rozpadają .
      Związki cywilne rozpadły się w nieco ponad 50%


      Pani Karolina powaliła mnie po prostu swoimi ‘glebokim przmysleniami’
      "Zachowanie obywateli zgodne z patriarchalnymi dążeniami władz jest nagradzane, a indywidualne wybory modelu życia -"
      .”Patriarchalne dążenia„Jakie są niepatryjalchalne i indywidualne ? Poliandria :> ?

      zabiera się ulgi, czyli stosuje się restrykcje za nieposłuszeństwo.”
      małżeństwo aparatem przymusu. To w takim razie każda kultura która uznaje formalizowanie małżeństw jest z gruntu totalitarystyczna….tak?


      Ola: „przyznawanie preferencyjnego kredytu tylko małżeństwom to jawna dystrybucja dóbr tylko uprzywilejowanym,”
      Nie to jest przejaw rozsądnego przyznawania kredytu !
      • Gość: yeti Re: komentarze do wypowiedzi w artykule IP: *.dyn.versateladsl.be 01.06.09, 01:52
        nastepny madry inaczej
      • Gość: stuku puku Nie rozumiesz tych statystyk IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.06.09, 03:38
        one odnosza sie do USA i by je odpowiednio zrozumiec trzeba rozumiec USA oraz to
        kto i gdzie tam sie modli...
    • Gość: Osa małe wyjaśnienie IP: *.chello.pl 16.05.09, 16:48
      do cytatu Kasi z krakowa :" miła byłaby zmiana, abyśmy wreszcie mogli otrzymać rozgrzeszenie."
      Jak ktoś grzeszy i nie wykazuje chęci poprawy to nie może zostać rozgrzeszony, ponieważ pogrąża się jeszcze bardziej .Grzesząc ciagle bardziej niszczy swoje sumienie niż popełniając jeden grzech a potem go żałując.
      Przeciez Kościół nie może dawać rozgrzeszenia żeby komuś było 'miło' !
      • Gość: puk puk Kolezanko... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.06.09, 03:36
        nie ma zadnych grzechow ani piekla ani nieba. To tylko wymysly cwaniaczkow
        sluzace do oglupiania tumanow takich jak ty...
    • Gość: etelka "Stef, mój kopulant", czyli komu przeszkadza ży.. IP: *.icpnet.pl 18.05.09, 10:32
      hmmm - dziwią mnie wasze wypowiedzi. Tak jakby was bolało to, że ktoś może żyć bez ślubu i być szczęśliwy.

      Mam partnera już od 10 lat - od przeszło 4 mieszkamy razem. Dzieci nie mamy. Ślubu też nie. Nie czuję się przez to niespełniona - czy też "niepewna" swojego wyboru.

      Nie boli mnie to, że nie dostaniemy dopłaty na mieszkanie (która nota bene po przeliczeniu nie okazuje się być aż taka pomocna) i absolutnie bawi mnie stwierdzenie życia w grzechu (pewnie dlatego, że jestem osobą nie chodzącą do kościoła i uważającą się za niewierzącą).

      Sprawa poruszanej powyżej poczty i spadku - na poczcie można zostać pełnomocnictwo, na mieszkanie - spadek.

      Nie rozumiem po co ktoś miałby przekonywać, że lepiej się żyje bez ślubu czy też lepiej z nim. Wybór każdego z nas/każdej z par.

      Nie dajmy się zwariować istnieniem wyłącznie jednej poprawnej formy rodziny.

      Znam i toksyczne małżeństwa i toksyczne związki, ale i też szcząśliwe małżeństwa i szczęśliwe związki - kwestia doboru 2 osób, nie zaś formalizacji.

      Nie licytujmy się co jest lepsze - co jest bardziej pełne - bo takie licytacje świadczą wyłącznie, że to u was w związku czegoś brakuje (moja zabawka jest ładnieszja niż twoja).

      Kogoś boli, że 2 ludzi żyje bez ślubu - nie jego życie nie musi się z nimi przyjaźnić.

      Zresztą jak to się mówi - żyj i pozwój żyć innym :)
      • Gość: gośc Re: "Stef, mój kopulant", czyli komu przeszkadza IP: 156.17.79.* 18.05.09, 12:46
        Niczego nie zrozumiałaś. Nikogo nie boli to, że dwoje ludzi chce żyć bez ślubu,
        "boli" to, że użalają się na dyskryminację i domagają się praw takich jak dla
        małżeństw ale bez obowiązków (np.występowanie jako samotni rodzice przy
        wszelkich dopłatach, miejsc w przedszkolach, itp.)
        • echtom Re: "Stef, mój kopulant", czyli komu przeszkadza 18.05.09, 18:20
          Krótko mówiąc - coś za coś. Albo ludzie zawierają formalny związek i korzystają
          z przywilejów dla małżeństw, albo żyją "po swojemu" i z tych przywilejów nie
          korzystają.
        • Gość: maura4 Re: "Stef, mój kopulant", czyli komu przeszkadza IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 31.05.09, 17:15
          No a dlaczego mają sie nie domagac ? Są takimi samymi obywatelami
          jak ty. Jeszcze wcale niedawno praw domagały sie kobiety i pewnie
          niejeden taki jak ty twierdził ,że im sie nie należą.
        • Gość: heteroseks_konkub Re: "Stef, mój kopulant", czyli komu przeszkadza IP: *.adsl.inetia.pl 31.05.09, 18:12
          Ale póki co w naszym kochanym, prorodzinnym państwie nie ma możliwości
          zawierania związków małżeńskich przez osoby tej samej płci, więc żyjące razem
          pary homoseksualne,mające wspólne "gospodarstwo domowe" nie ma możliwości
          korzystania z tych przywilejów które mają małżeństwa, więc są dyskryminowani.A
          przecież kwestia poświadczenia w majestacie prawa tego związku nie zależy od
          chęci głównych zainteresowanych.Więc o jakim wyborze i jego konsekwencjach
          mówimy? Może wyborze orientacji seksualnej ? O to właśnie chodzi,że podział na
          czarne i białe jest niemożliwy, a pewne absurdalne wymogi pozostaną barierami...
      • Gość: Mała_Mi Re: "Stef, mój kopulant", czyli komu przeszkadza IP: *.ghnet.pl 31.05.09, 23:09

        I właśnie o to chodzi! W pełni się zgadzam!

        Każdy wybiera taki model rodziny jaki chce. Z wszystkimi blaskami i cieniami
        swojej decyzji.

        Niechęć do konkubinatów nie wynika z potępienia takiego związku, ale z
        potępienia postawy osób z artykułu. Albo rybki albo akwarium. Decyzja o
        konkubinacie wiąże się z brakiem kredytu - decyzja o związku z brakiem miejsca w
        przedszkolu.
    • Gość: Ciekawy Doplata do kredytu bez slubu? IP: *.jobpartners.com 18.05.09, 16:38
      "byliśmy już zapisani w urzędzie, by formalizować związek z uwagi na kredyt
      mieszkaniowy z dopłatą. Zrezygnowaliśmy jednak, gdy go dostaliśmy."

      Jak to? To tak mozna? Dostac kredyt z doplata mimo ze nie wzielo sie slubu?
    • Gość: guru "Stef, mój kopulant", czyli komu przeszkadza ży.. IP: *.aster.pl 19.05.09, 12:26
      Nie rozumiem w czym problem z tym ślubem?? Ślub w urzędzie można
      załatwić w pół godziny, a rozwieść się potem "bez orzekania o winie"
      można w następne pół godziny. Problem pewnie w tym że obydwoje są
      niedojrzali emocjonalnie do dorosłości. Ale skoro chcą być dorosłymi
      dziećmi bez zobowiązań to przykro mi...
      • echtom Re: "Stef, mój kopulant", czyli komu przeszkadza 19.05.09, 14:21
        a rozwieść się potem "bez orzekania o winie"
        > można w następne pół godziny

        No niestety w godzinę - przed właściwą rozprawą jest jeszcze
        pojednawcza, a między nimi tzw. czas do namysłu - przerażająca
        perspektywa dla ludzi nastawionych na to, że "w razie czego" można
        po prostu spakować walizkę i odejść.
        • ambivalent Re: "Stef, mój kopulant", czyli komu przeszkadza 01.06.09, 00:57
          echtom napisała:

          > a rozwieść się potem "bez orzekania o winie"
          > > można w następne pół godziny
          >
          > No niestety w godzinę - przed właściwą rozprawą jest jeszcze
          > pojednawcza, a między nimi tzw. czas do namysłu - przerażająca
          > perspektywa dla ludzi nastawionych na to, że "w razie czego" można
          > po prostu spakować walizkę i odejść.

          Oj, tutaj sie nie zgodze. Rozwiodlam sie w ciagu 15 minut, bez orzekania o
          winie i rozpraw pojednawczych. Bez meza nawet, bo nie chcialo mu sie
          przyjechac. Zdecydowanie dluzej zajelo mi wziecie slubu cywilnego.
      • Gość: maura4 Re: "Stef, mój kopulant", czyli komu przeszkadza IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 31.05.09, 17:18
        Rozumiem, że bioracy śluby dojrzali do obowiazków, drośli. Tylko
        skąd domy dziecka pełne sierot społecznych, skąd tyle rozwodów ?
        Czyzby to wynik owej dorosłości do małzeństwa ?
    • r1111111 "Stef, mój kopulant", czyli komu przeszkadza ży... 31.05.09, 16:17
      "Mniej więcej rok temu Jarosław Gowin, poseł liberalnej PO, zasłynął
      stwierdzeniem, że większość patologii, w tym pedofilia, zdarza się w
      związkach nieformalnych"

      Zapewne miał podstawy do tego, np. statystyka policyjna. W innym
      przypadku osobiście by przepraszał.

      Każdy decydujący się na związek nieformalny, wie co za tym idzie.
      Jakie przepisy prawa go nie obejmują.

      • shroeder1970 Re: "Stef, mój kopulant", czyli komu przeszkadza 31.05.09, 21:27
        "Statystyka policyjna" nie jest zadnym naukowym dowodem na cokolwiek. Nie jest także oficjalnym publikatorem GUS, ani nawet naukowym publikatorem. Zastosowane analogicznie sformułowanie "statystyka więzienna" powie Ci, że 100% społeczeństwa siedzi w więzieniu, z niego wyszło, albo kiedyś do niego trafi.
        Owszem. Ale społeczeństwa więziennego, a nie normalnego.
      • protoplex Re: "Stef, mój kopulant", czyli komu przeszkadza 31.05.09, 21:33
        Wiesz, ale ta statystyka to trochę tak działa, że jak konkubent zgwałci konkubinę, to jest przestępstwo, a jak mąż zgwałci żonę, to tylko wywoła uśmiech na twarzy policjantów. "No jak to? Mąż panią zgwałcił? A czy to jest możliwe?". Poza tym z tego co wiem, co słyszę oglądając TV, to nie konkubinat jest patologią, tylko z całą pewnością alkohol.
    • wlodzimierz.ilicz Związek na kocią łapę pozwala łatwiej 31.05.09, 16:20
      i szybciej wystawić partnera (i dzieci) do wiatru kiedy się ma na to
      ochotę.
      Dlatego niektórzy tak wolą.
      Sympatyczne charakterki, nie ma co.
      • Gość: xyz Re: Związek na kocią łapę pozwala łatwiej IP: *.aster.pl 31.05.09, 16:48
        Poseł Gowin ktory stwierdziL iz wraz z wyborem Obamy skonczyła sie cywilizacja białego czlowieka nie jest dla mnie zadnym autorytetem, tylko rasista.za taka wypowiedz powinni odebrac mu mandat. A wiadomo jak przeprowadza sie badania sttystyczne. Bierze sie probe ludzi ,ktorzy nie sa reprezentatywni. Znam mase patologii w malzenstwach tyvh pseudo-katolickich. Gdzie rodzice pija ,lub zaniedbuja dzieci. Nie bylo mi dane poznac rodziny zyjacej bez papieru, w ktorej istnialy by podobne sytuacje. Tak sie sklada ze jestem opiekunka srodowiskowa i mam do czynienia z wieloma ludzmi i wielu domach bywam. Papier nie jest wykladnikiem udanego pozycia. Czesto ludzie sa ze soba bo sie kochaja i zwyczajnie nie potrzebuja formalizacji isa duzo bardziej odpowiedzialni za swoja Rodzine niz ci pseudo-katolicy ktorzy narobia stadko pociech i sciagaja z pomocy socjalnej ie sie da, by tata katolik mogl kupic sobie jabcoka, Taka prawda wiem z autopsji. pozdrawiam.
        • winomusujace Re: Związek na kocią łapę pozwala łatwiej 31.05.09, 22:57
          Najpierw dowiedz się kto co powiedział..
          Bo Gowin o Obamie nic takiego nie mówił.
          Choć ja go nie lubię akurat, ale to inna bajka
      • Gość: maura4 Re: Związek na kocią łapę pozwala łatwiej IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 31.05.09, 17:22
        Co znaczy szybciej ? Małżonek dlużej zastanawia się czy wymienić
        zużytą malżonkę na młodocianą ,nieprzechodzoną ?
        • Gość: ??? udajesz, czy naprawdę tak myślisz? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 31.05.09, 19:14
          nie bądź ignorantem - poczytaj dziecko KRiO i dowiedz się co on daje małżonkom,
          a później postaraj się znaleźć w KC coś w tym stylu dla "kopulantów". nie
          znajdziesz...

          i małżeństwo i kocia łapa nie gwarantuje, że partner nie znajdzie kogoś innego i
          nie stwierdzi, że z obecnym związkiem/małżeństwem over. it's not the point.
          różnica polega na tym, że małżeństwo oznacza dla porzuconego, iż przynajmniej
          prawnie coś mu się należy (alimenty, podział majątku, itd.).

          dla ludzi najlepsze są przykłady, dlatego...

          wyobraź sobie np. związek partnerski, w którym on pracuje i zarabia, ona zajmuje
          się ich dziećmi. on zarabia więc on kupuje (na siebie). tak więc samochód jest
          jego, mieszkanie jego, pralka jego. po jakimś czasie, on znajduje sobie inną i
          odchodzi. ona może starać się co najwyżej o alimenty na dzieci. nic więcej nie
          wywalczy, bo jej się nie należy. w takiej samej sytuacji żona ma dużo więcej
          praw (z automatu połowa majątku jest jej).

          albo inna sytuacja: on i ona, bez dzieci. on pracuje i zarabia, ona nie. on
          kupuje wóz i mieszkanie. on nie znajduje sobie nowej babki, tylko umiera. cały
          jego majątek idzie do jego rodziny (matki, ojca, brata, siostry). ona nie ma nic.

          nawet jak zostawi jej w testamencie całość majątku, to rodzina walcząc o
          zachowek, zabierze jej połowę tego, co on chciał jej dać.

          to tylko proste przykłady, ale w szczegółach jest takich sytuacji dużo dużo
          więcej. nawet takie prozaiczne jak np. możliwość odbioru korespondencji,
          zastępstwo w urzędach, świadczenia rodzinne, informacja o stanie zdrowia o
          małżonku, decyzja o sposobie leczenia, owy PIT, itd.

          dlatego apeluję - możecie sobie mieć jakie chcecie poglądy na małżeństwo, pana z
          orłem, księdza, itd. ale na dziś jest tak, że nieformalny związek oznacza sporo
          potencjalnych kłopotów. dlatego już dziś pomyślcie o tym, jak zmusić opornego
          partnera do "zalegalizowania" (ale głupie słowo) związku.

          chyba, że działacie tak, ze każdy gra do swojej bramki - wtedy rozczarowań nie
          będzie. ale w sytuacji gdy dzieci na horyzoncie - ja doradziłbym migiem do USC,
          lub kościoła... bo rozsądny człowiek myśli kilka ruchów do przodu. ew. zawiera
          umowy cywilne na każdym kroku życia - np. telewizor kupujemy na spółkę i od razu
          piszemy umowę, kupujemy wóz - od razu współwłasność, kupujemy aparat foto - i
          umowa, itd.

          pozdr
          • Gość: elo No ale wlasnie przeciez o to chodzi... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.06.09, 03:48
            Skoro ja pracuje i zarabiam na dom, na samochod, na telewizor to niby dlaczego w
            przypadku rozstania mialbym oddac to wszystko babsztylowi z ktorym chce sie rozstac?

            Niech babsztyl robi tak bym sie nie chcial rozstac a jak nie - to droga wolna -
            niech zarabia sama na swoje pudry i mury do trzymania dupy. Ostatecznie zawsze
            ta dupe moze sprzedac innemu ktory ja przygarnie do lozka...
      • davee Re: Związek na kocią łapę pozwala łatwiej 31.05.09, 20:29
        jak się naprawdę kochają to nie wystawią do wiatru,panie mądraliński
      • Gość: sonia Re: Związek na kocią łapę pozwala łatwiej IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.06.09, 07:28
        może komuś kto ma złe zamiary owszem.
        Jeżeli ludzie się kochają i sobie ufają to nie ma mowy o "wystawianiu do wiatru"
        jak ktoś mówił w artykule-jeżeli miłość się skończy to nie czuje się przymusu
        tkwienia w toksycznym bagnie
        a oprócz tego- w takim związku nieformalnym ludzie bardziej dbają o swoje
        uczucia do siebie,bardziej się starają-nie mają na papierku że będą razem aż do
        końca świata i dlatego walczą ciągle o utrzymanie związku
        Myślę że ślub często jest zabójstwem miłości.Często choć nie zawsze
    • Gość: kamkamkamkam czy polska nie ejst panstwem swieckim IP: *.chello.pl 31.05.09, 16:34
      czy polska nie jest panstwem świeckim?
      • kosmiczny_swir Śluby są cywilne przecież 31.05.09, 19:55
        Śluby są cywilne przecież. Ślbu cywilny to przecież to samo co rejestracja
        związku przed państwem. Czym się różni z praktycznego punktu widzenia rejstracja
        związku od ślubu cywilnego?
    • Gość: gk "Stef, mój kopulant", czyli komu przeszkadza ży... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 31.05.09, 16:46
      Moim zdaniem to nasze państwo preferuje tych co nie mają ślubu. To
      dzieci takich ludzi się dostają do przedszkoli bo są wychowywane
      przez "samotnych" rodziców, to ci ludzie rozliczają się ze swoimi
      dziećmi i w efekcie mają większe ulgi niz te wynikające z
      rozliczania się razem małżonków, którzy nie mogą wpisać w
      rozliczenie dzieci.
      A progrma rodzina na swoim samotnych rodziców też dofinansowuje
      czyli np dwoje ludzi mających dwoje dzieci a nie mających ślubu może
      podwójnie skorzystać na programie bo przecież są "samotną" matką i
      ojcem
      Ja z mężem przez to że mamy ślub jesteśmy w naszym prorodzinnym
      kraju dyskryminowani.
    • Gość: gk konkubentom w naszym kraju jest lepiej IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 31.05.09, 16:49
      Moim zdaniem to nasze państwo preferuje tych co nie mają ślubu. To
      dzieci takich ludzi się dostają do przedszkoli bo są wychowywane
      przez "samotnych" rodziców, to ci ludzie rozliczają się ze swoimi
      dziećmi i w efekcie mają większe ulgi niz te wynikające z
      rozliczania się razem małżonków, którzy nie mogą wpisać w
      rozliczenie dzieci.
      A progrma rodzina na swoim samotnych rodziców też dofinansowuje
      czyli np dwoje ludzi mających dwoje dzieci a nie mających ślubu może
      podwójnie skorzystać na programie bo przecież są "samotną" matką i
      ojcem
      Ja z mężem przez to że mamy ślub jesteśmy w naszym prorodzinnym
      kraju dyskryminowani.
    • Gość: Gość "Stef, mój kopulant", czyli komu przeszkadza ży.. IP: 80.50.34.* 31.05.09, 16:51

      No i jeszcze jedna dyskryminowana w Polsce mniejszość. Paranoja. To tak jakby jakby mieć pretensje, że trzeba rejestrować działalność gospodarczą (ze wszystkimi konsekwencjami). Następna w kolejce do "dyskryminowanych w tej podłej, katolickiej Polsce" jest szara strafa
      • Gość: maura4 Re: "Stef, mój kopulant", czyli komu przeszkadza IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 31.05.09, 17:24
        Szara strefa ma sie dobrze i nie czuje sie dyskryminowana. Wręcz
        przeciwnie zyczy sobie długiego trwania.
    • olias "Stef, mój kopulant", czyli komu przeszkadza ży... 31.05.09, 17:15
      info dla autorów wypocin: z programu Rodzina na swoim może
      skorzystać małżeństwo (1 kredyt), oraz para konkubentów (2 kredyty,
      bo Tusku puścił bubel prawny).
      • arleora Re: "Stef, mój kopulant", czyli komu przeszkadza 31.05.09, 22:36
        olias napisał:

        > info dla autorów wypocin: z programu Rodzina na swoim może
        > skorzystać małżeństwo (1 kredyt), oraz para konkubentów (2 kredyty,
        > bo Tusku puścił bubel prawny).
        Kaczyńsku puścił bubel prawny, nie Tusku :-)
        Program "Rodzina na swoim" to pomysł rządu Jarosława Kaczyńskiego.
        Obowiązuje od stycznia 2007 roku.
        • Gość: kosmosiki Re: "Stef, mój kopulant", czyli komu przeszkadza IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.06.09, 00:13
          Gwoli ściśłości to dwóch Kaczyńskich puściło bubel prawny - jeden w rządzie, a
          drugi prezydent podpisał.
    • Gość: k&j Re: "Stef, mój kopulant", czyli komu przeszkadza IP: *.zone4.bethere.co.uk 31.05.09, 17:31
      Naszczescie my jestesmy obywatelami kraju gdzie po 12 latach bycia
      razem bez oficjalnego slubu mozemy sie oficjalnie nazwac mezem i
      zona, w tej chwili jestesmy na kotrakcie w Anglii gdzie rowniez nie
      mamy z tym problemow, mamy te same prawa i obowiazki, a co
      najwazniejsze spoleczenstwo jest na tyle uswiadomione, ze nikomu by
      nawet nie przyszlo do glowy powiedziec, ze nie jestesmy rodzina.

      Moze w Polsce tez juz czas pomyslec o tym, zeby zaczac uswiadamiac
      ludzi, ze nie wyszyscy sa zainteresowani podpisywaniem papierka.
      Wiekszosc naszych znajomych jest juz dawno po rozwodzie i
      niedoczekali nawet 10 lat razem.

      Przy wypelnianiu oficjalnych formularzy np do banku, urzedzie
      podatkowym itd. gdzie nalezy zaznaczyc jaki sie ma status do wyboru
      zawsze jest: zonaty/mezatka, rozwiedziony/a, panna/kawaler oraz de
      facto maz/zona

      Przesylam definicje wedlug, ktorej jestesm nazywani tzw zwiazkiem de
      facto.
      A domestic partner outside marriage is referred to as a de facto
      husband or wife by some authorities.[2] In Australia and New
      Zealand, de facto has become a term for one's domestic partner. In
      Australian law, it is the legally recognized relationship of a
      couple living together. This is equivalent to common-law marriage,
      which is used in most other English-speaking countries.
    • kasica_k Świadomość papieru 31.05.09, 17:39
      "Nie rozumiem, co miałby nam dać papier o zawartym ślubie. Dopóki nie mamy
      wspólnych dzieci, to nie ma znaczenia. W innej sytuacji ślub mógłby tylko
      popsuć nasz związek. Sama świadomość papieru zmienia wszystko."

      CO konkretnie zmienia "świadomość papieru"? Niech mi to ktoś wyjaśni, please.
      Mój mały widocznie rozumek nie potrafi pojąć, w jaki sposób "świadomość" tego
      straszliwego "papieru" miałaby popsuć związek kochających się ludzi.
      • Gość: Dexter Re: Świadomość papieru IP: *.icpnet.pl 31.05.09, 18:07
        Wytłumaczenie może być bardzo proste :
        Gdy chłopak ma dziewczyne to każdy skok w bok jest dużym ryzykiem
        rozpadu 'układu'. Gdy ma jednak żonę to ryzyko jest mniejsze - żony
        częściej wybaczają mężom niż 'tylko partnerom' - w końcu łączy ich
        dodatkowo 'coś więcej' - małżeństwo.
        Wynik zupełnie inny niż oczekiwany, prawda ?
        • Gość: babcia_ania Re: Świadomość papieru IP: *.61.100-84.rev.gaoland.net 31.05.09, 21:08
          A moze wrecz przeciwnie ?
          Gdy chlopak ma zone, to skok w bok grozi rozwodem, utrata polowy
          majatku i alimentami.
          Jak to tylko dziewczyna i nie podoba jej sie ten styl zycia
          partnera, to zawsze bezproblemowo i za darmo mozna sobie znalezc
          inna, mniej wymagajaca...
      • Gość: Babka Re: Świadomość papieru IP: *.dynamic.dsl.as9105.com 31.05.09, 19:26
        Dla mnie slub jest potwierdzeniem, ze dwoje ludzi postanawia razem
        zyc az do smierci i deklaracje te sklada publicznie. Nie chodzi
        tutaj tylko o wzajemne uczucie czy nawet chec posiadania wspolnych
        dzieci. Istota rzeczy lezy w decyzji, prawnie potwierdzonej.
        Oczywiscie zycie uklada sie roznie i pary biora slub z roznych
        powodow. Rowniez malzenstwa trwaja rozmaity okres czasu. Jest to
        jednak zawsze publiczna decyzja. Tymczasem zwiazki tzw. partnrskie
        opieraja sie wylacznie na uczuciu i checi wspolnego zamieszkania.
        Czasem slysze argument o wyprobowaniu sie (przez 10 lat?), niecheci
        do papierka (a w czym on przeszkadza, jezeli para chce byc razem?
        moze w konsekwencji tej decyzji?) czy kosztach ceremoni (to tez
        mozna zalatwic np. organizujac skromna uroczystosc). Powolywanie sie
        na GB jako kraj wolnosci jest bez sensu, trzeba jeszcze sie wczytac
        w problemy spoleczne, z jakimi rzad UK sie teraz boryka. Czyli
        jednak papierek ma swoja wartosc rowniez spoleczna.
        • shroeder1970 Re: Świadomość papieru 31.05.09, 21:29
          "i deklaracje te sklada publicznie."
          A po jaką cholerę???
          • Gość: Swiadoma Re: Świadomość papieru IP: *.chello.pl 01.06.09, 02:42
            A po taką, żeby społeczeństwo w ten sposób dowiedziało się, iż tych państwa
            można traktować jak poważną rodzinę, nie jak zakochaną parkę, która dziś się
            zeszła, a jutro rozejdzie. Że ta pani nie jest kumpelką tego pana z klasy ani
            laską poznaną wczoraj w klubie, ale w razie potrzeby weźmie za niego
            odpowiedzialność i zaopiekuje się nim, a pan to samo zrobi względem pani.
            Uczucia to jedno, zobowiązania i odpowiedzialność za drugiego człowieka także
            wobec innych ludzi to drugie. Dorośli ludzie to rozumieją.
            • Gość: gluptaczko Jestes widac malo dojrzala... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.06.09, 03:55
              ja nie potrzebuje papierka z pieczatka by byc odpowiedzialnym. Ale ja mialem
              rodzicow ktorzy wychowali mnie odpowiedzialnie - nie liczyli na bandyckie
              panstwo PRL - zajeli sie tym sami, rozumiesz?
            • shroeder1970 Re: Świadomość papieru 04.06.09, 18:25
              Naprawdę dorośli ludzie to zrozumieją bez papierka, jeśli są odpowiedzialni. Jeśli są nieodpowiedzialni, to urzędowy papierek nic tu nie pomoże, co widać po ilości rozwodów i gó...arzy, którzy ledwo szkoły pokończyli. Tu widać, że papierek to fikcja.
    • Gość: arcadius "Stef, mój kopulant", czyli komu przeszkadza ży... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 31.05.09, 17:45
      Co by nie powiedzieć o małżeństwie, faktem jest że cementuje związek
      ze względu na koszty procesu rozwodowego

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka