lOdbieralam dzisiaj moja Zo ze zlobka i się strasznie zdenerwowalam …
A wszystko tak niewinnie się zaczęło…
Zaczelam ostatnio się zastnawiac nad organizacja zlobka i wszystko byloby
ok., gdyby nie zupełny brak współpracy z rodzicami.
Głupio mi się przyznac, ale ja nawet nie znam nazwisk Pan, które się zajmuja
Zo, tzn, gdy poprosiłam jedna z nich o przedstawienie się

, ona
odpowiedziala, ze jej nazwisko jest na tablicy (obok trzech innych) no i
nadal nie wiem…
Nie mogę się również dowiedziec od Pan, co moje dziecko robi w ciagu dnia. Na
pytania: jak Zosia, dostaje tylko jedna odpowiedz: dobrze… i to mnie nie
satysfakcjonuje. Czasami probuje się podpytac, z kim się bawi, w co itp.
Wszelkie moje pytania są przyjmowane z pretensjami, a ja tylko chciałabym
wiedziec, co robi moje dziecko przez większość dnia… To chyba nie powinno
nikogo dziwic… Mowie to do Pani, a ona się na mnie patrzy, jakbym spadla z
księżyca…
I dzisiaj na moje powtorne pytanie, jak Zo i co robila, Pani odpowiedziala:
chce Pani wiedziec, co robila, tak? Dobrze, to powiem Pani. Zosia
przeszkadzala dzisiaj z innymi dziecmi w prowadzeniu zajec… No powalajaca
informacja… Z laska zostal mi do tego pokazany ramowy plan pracy pracy na
rok… po moich wcześniejszych, usilnych prosbach…
Inna przykra sytuacja… 31.12 o godz. 7.45 rano dowiedziałam się, ze zlobek
tego dnia czynny jest do 15.00, a właściwie wszystkie dzieci ida do domu już
o 12.00…, a ja pracowałam do 16.00… Oczywiście Pani, ze ewentualnie poprosi
koleżankę, żeby zostala z Zo dłużej, ale wie Pani…
Przez pol dnia w pracy próbowałam kogos zorganizowac do opieki nad dzieckiem.
Niestety nie udalo mi się. Na szczescie zwolniono mnie wczesniej z pracy i
mogłam odebrac Zo.
Generalnie czulam się, jakbym dokonywala jakiegos przestępstwa, a nie
dowiedywala się o to, co moja corka robi w ciagu dnia
Proszę powiedzcie mi, jak to jest u was?
Pozdrawiam
Agnieszka