aniako001
21.08.05, 22:49
Moja 1,5 roczna córka chodzi od sierpnia do żłobka. Po prawie 3 tygodniach s
usłyszałam nagle:"ja na pani miejscu zabrałabym ją ze żłobka, ona się nie
przyzwyczai, ciągle płacze, ciągle chce żeby ją na rękach nosić, nie potrafi
sama się bawić, a wie pani my mamy też inne dzieci"...
Jak ją odbiera siostra nie widać oznak tego ciągłego płaczu.A mała w domu
zachowuje się zupełnie inaczej niż podobno w żłobku: bawi się sama, jest
słodka, zadowolona, żłobek nie spowodował zmian w spaniu, nie jest nerwowa,
wszystkim się podzieli, wcale nie chce chodzić na rękach bo jej nigdy do tego
nie przyzwyczajałam, za to ostatnio non stop by chodziła za rączki. Byłam
zaskoczona słowami pani, bo po pierwsze w domu jest całkowicie inna, po
drugie coś szybko pani stwierdziła że dziecko się nie przyzwyczai zważywszy
na to że jednego tygodnia był dłuższy weekend, wcześniej chorowała dwa dni,
więc za dużo się nie nachodziła. Poza tym tylko trzy razy była tam 6 godzin,
tak to zabierana jest po 4,5 (na życzenie pań).Moje koleżanki śmieją się, że
ewidentnie chodzi o łapówkę albo mają kogoś na to nasze miejsce, a najłatwiej
wmówić coś nowemu. Co Wy o tym sądzicie? Nie mam innego wyjścia, został mi
tylko żłobek. Albo żłobek albo ja bez pracy i jemy...zieloną trawkę.