r.richelieu
18.06.05, 22:26
zjawia sie regularnie w każde popołudnie. Przynosi plażowe krzesełko,
ręcznik, krem z faktorem 70, sombrero, maskę przed wirusami, parasol
ogrodowy, odstraszacz na komary, moskity i aligatory, jakieś dzieło, które
podejrzewam jest albo monumentalnym singlem "I`m bad" w dwudziestu wersjach
albo pracą z cyklu "Życie seksualne Piotrusia Pana i Dzwoneczka". Rozkłada
krzesełko nad brzegiem, pokrywa je ręcznikiem, rozkłada parasol, zakłada
moskitierę, naciera ciało siedemdziesiątką, zakłada maskę przed wirusami,
rozpyla odstraszacz na komary i inne aligatory i zagłębia się w lekturze z
której nic nie rozumie, choć CNN i FoxTv twierdzą, że rozumie aż nadto. Nie
zaprzecza, bo i tak zinterpretują to po swojemu.
Czasem wchodzi do głębokiej wody by otworzyć usta i natychmiast wychodzi.
Jacko bywa w celach wyłącznie relaksacyjnych, co widac po jego nastroju:
zmęczony wyraz twarzy w jakims odcieniu bieli, od bladego popielu po
pistację, zniechęcenie podkreślone czarną kredką, no i kropka nad i -
kapelusz, duży, zasłaniający, coś co wyraźnie nie jest "na plażę", ale co
Jacko wszędzie nosi.
Jacko ma, sądząc po twarzy i figurze, nieokreśloną liczbę lat, waży, też na
oko, nieokreśloną liczbę kg, szczupły można by rzec, nosi intensywny makijaż,
co tylko dodaje mu uroku, włosy ma zawsze uczesane w jakąś trwałą, co bardzo
schludnie wygląda, słowem bardzo glamour i tak jakoś elegancko...
I ogromnie mi szkoda, że takich artystów jest coraz mniej i mniej, aż w końcu
chyba wymrą, bo młodzi artyści wyglądają niestety, że zęby bolą na nich
patrzeć - rozrechotani, sypiący kretyńskimi dowcipami z przereklamowanych
facjat, w oczojebnych majtkach udających spodnie, wrzaskliwi, drą się zamiast
mówić.
Czasem tylko przyjdzie posłuchać "Black or white" i duńsko-książęco
uśmiechnąć się
nie ogłam się powstrzymać;)