on-na
07.06.10, 13:37
Spędzamy właśnie wakacje w tym hotelu i muszę powiedzieć, że jesteśmy bardzo
zawiedzeni.
Po pierwsze – standardy tureckie odbiegają od europejskich i (ponieważ nie
jest to nasz pierwszy pobyt w Turcji) wiedzieliśmy, że 5 * tu, to nie to samo
co 5 * w Polsce czy we Francji. Jednak ten hotel (kompleks bungalowów
wybudowany w latach 70-tych) spełnia co najwyżej standardy hotelu 3*, a jeśli
mam go porównać z innymi tureckimi hotelami 4* i 5*, to powiem, że jest to
zdecydowanie najgorszy z nich.
Plusy: ładne położenie wśród sosen, nad brzegiem morza, do centrum miasta
dolmuszem jakieś 15 min., Internet przez WiFi za darmo (ograniczony zasięg,
część pokoi ma, inni muszą przejść do głównego budynku), sejm za darmo (ale
tylko na klucz, kod nie działa, więc rodzi się pytanie o zaufanie do
personelu...)
Minusy:
- ITAKA wykupiła najtańsze pokoje, zapewniając nas przy zakupie, że będą
przestronne, że nie potrzeba w nich dostawki dla dziecka, bo już jest kanapa w
wyposażeniu na której dziecko spokojnie może spać – tymczasem pokój okazał się
ciasny, z dwoma łóżkami, TV na wysięgniku pod sufitem jak w hali dworcowej, no
i oczywiście trzeba było prosić o dodatkowe łóżko dla dziecka , które do
reszty zajęło skromną przestrzeń pokoiku. Powierzchnia jest niewiele większa
od wagonu sypialnego! Obsługa po wstawieniu łóżka dla dziecka, poprzesuwała
resztę mebli tak, że nie można było np. otworzyć szafy bez przesuwania
stolika, a przejście do łazienki wymagało przeciskania się między łóżkiem a
fotelem więc zebraliśmy sporo siniaków. Dopiero wyrzucenie przez nas kilku
elementów wyposażenia na balkon trochę poprawiło sytuację.
- Na naszą interwencję rezydentka (dobrze mówiąca po turecku) nie pofatygowała
się nawet, żeby zadzwonić do hotelu – byliśmy zdziwieni, że dano nam co
innego, niż to, co nam obiecywano i przekonani, że zaszła jakaś pomyłka. Po
rozmowie na recepcji, hotelarze obiecali wymienić pokój na większy po 3 dniach
pobytu.
- Trzeciego dnia, gdy byliśmy na wycieczce, nasze bagaże przeniesiono do
identycznego rozmiarami pokoiku – tyle, że na drugim krańcu tego letniska.
Rezydentka stwierdziła, że ona się tego spodziewała i że hotel nam obiecał
wymianę na większy pokój, ot tak, żeby nas ułagodzić, ale że tak naprawdę to
nie mogą nas przenieść do większego pokoju, bo ITAKA wykupiła tylko takie. W
takim razie po co było to zawracanie głowy i przenosiny do identycznej nory?
Czy nie można było od razu nas poinformować, że innych pokoi ITAKA nie
wykupiła? Przy okazji znów musieliśmy dwa razy interweniować na recepcji
ponieważ w pokoju zabrakło łóżka dla dziecka. Po pierwszym zgłoszeniu, tak
jakby o sprawie zapomniano, dopiero idąc już wieczorem na kolację, druga
interwencja odniosła skutek.
- Staff w hotelu ma trudności w porozumiewaniu się. Ich znajomość języków jest
bardzo pobieżna i jeśli się nie zna tureckiego, dogadanie się w kwestiach
bardziej złożonych niż „gdzie jest bar?” czy „poproszę klucz do sejfu”
stanowi pewien problem. Jest jeden wyjątek – pani – ale trzeba mieć trochę
szczęścia aby ją spotkać.
- Niestety, widać, że nie ma tu dobrego zarządzającego: ani na sali
restauracyjnej, ani w recepcji. Panuje bałagan i totalna dezorganizacja. Nikt
nie wie, co się ustalało z poprzednikiem – o cokolwiek się spytasz, każdy
przybiera zainteresowany wygląd i nawet notuje, co tam miałeś do powiedzenia,
po czym okazuje się, że jego zmiennik pierwszy raz słyszy, że o coś tam się
prosiło!
- Pokoje są źle sprzątane: podłoga w obu przydzielonych nam norkach była
niemal czarna od brudu.
- W wielu pokojach cuchnie kanalizacją. Wiele osób z tego powodu była
przenoszona – również w większości przypadków po własnych interwencjach, a nie
w wyniku pomocy rezydentki.
- Plaża jest wąziuteńka, mieści się na niej tylko jeden rząd leżaków.
Niestety, nie jest też długa.
- Jest tylko jeden basen, głębokość 180 cm. Głębokość 130 cm jest tylko pod
zjeżdżalniami. Plus niewielki brodzik w którym pomieści się co najwyżej
pięcioro dzieci. Nie ma basenu w którym mogłyby się chlapać dzieci powyżej lat
3 a jeszcze nie na tyle oswojone z głęboką wodą, żeby pływać w basenie o
głębokości 180 cm.
- Zjeżdżalnia jest w fatalnym stanie. Konstruktorzy pożałowali silikonu czy
innego materiału, który pozwala na gładkie połączenie spoin poszczególnych
elementów. Nie dość, że zjazd jest dość bolesny, to jeszcze niszczy się kostium.
- Wiele barów i obiecanych atrakcji nie działa np. vitamin bar albo mini-club
dla dzieci. Tzw. Wine house to po prostu niewielka beczka z tanim winem w lobby.
- Pomiędzy regularnymi posiłkami tzw. przekąski są bardzo skromne i odbiegają
znacznie od tego co spotykaliśmy do tej pory w Turcji
- Jakość i różnorodność wyżywienia również jest gorsza od tej jakiej mogliśmy
oczekiwać w hotelu z 5 gwiazdkami i porównując ją z dotychczasowymi pobytami.
Na śniadanie mały wybór pieczywa, poza tym jeśli z poprzedniego dnia coś
zostało, obsługa nie omieszka umieścić czerstwego już pieczywa na stole
pomiędzy świeżym. Ano cóż, kryzys! Typowe dania kuchni tureckiej jak sałatka z
bakłażanów czy szpinaku, faszerowane bakłażany lub cukinie: są tu nieznane!
Najczęściej na stole króluje ryż, kluchy okraszone warzywami, kiełbasa w
plastrach w jakimś sosiku. Desery arcyskromne, słynna baklava pojawiła się
raptem raz. Rzuca się w oczy np. skromność serwowanych owoców. W pierwszych
dniach były to tylko arbuzy, później zaczęły pojawiać się i inne(śliwki i
pomarańcze). Ale serwowanie przemysłowych pomarańczy, które nadają się tylko
na sok, czy też brzoskwiń do których należałoby dodawać maczetę do ich
przekrojenia, raczej mają na celu maskowanie braków niż realne dbanie o klienta.
- Jeżeli ktoś ma fanaberię i (niesłychane) zechce w tym 5* przybytku napić się
do posiłku coli czy piwa musi stać w długim ogonku do pani, która zza lady
wydaje żądany napój. Obsługa, niestety, idzie bardzo powoli, bo po drodze pani
ucina sobie długie pogawędki z turecką klientelą...
- Proszę nie liczyć na pomoc kelnerów w czymkolwiek (przyniesieniu krzesełka
dla dziecka, podaniu dodatkowych sztućców, starciu pobrudzonego stołu) – są
tylko tureckojęzyczni. Większość z nich to młodzi ludzi, zapewne zatrudnieni
sezonowo; z zasadami obsługi kelnerskiej i (niestety!) higieny – mocno na
bakier. Nic przyjemnego, kiedy kelner zabiera państwu talerz sprzed nosa i w
dodatku ma się okazję poczuć, że od rana się nie mył!
- Aha, jeśli trafi się państwu wypadek w czasie wycieczki, nie liczcie na
opiekę rezydenta. Usłyszycie, że telefon do lekarza (tureckiego) jest w
książce, a rezydent nie jest tłumaczem i niech się turysta sam martwi jak
opisać swoje dolegliwości. A ponieważ większość osób zna słabo języki obce – o
problem nietrudno.
Jednym słowem - pobyt w tym hotelu i pod "opieką " ITAKI zdecydowanie odradzamy!