rolecra
29.10.07, 13:26
no wiec pojechałam sobie w sobote na zakupy
a ponieważ wreszcie mnie "stać" kupilam sobie super odjechane kozaki
i zapłaciłam za nie w moim odczuciu dużo pieniędzy.
no i szłam sobie dziś do pracy w moich nowych kozaczkach, szczęśliwa
z tak udanego zakupu aż tu nagle... no właśnie.
zobaczyłam pana, starszego w roboczym ubraniu o zmeczonej,
zatroskanej twarzy.
i pomyslalam sobie ze buty ktore mam a sobie warte są zapewne
znaczną cześć jego pensji. nie wiem czy moje przypuszczenie było
słuszne.
zrobiło mi się przykro. wiem, że to troche irracjonalne. na buty nie
musiałam specjalnie oszczędzać. mam dobrą pracę, a ponieważ nie mam
jeszcze własnej rodziny, nie mam dylematów pod tytułem na co wydać
kasę: perfumy czy zabawka dla dziecka. jestem pracowitą osobą i moj
pracodawca to docenia także finansowo. jak na potrzeby jednej osoby
zarabiam moim zdaniem wystarczajaco.
no i wlasnie nie rozumiem czemu mi bylo tak przykro, kiedy
zobaczylam tego czlowieka. to nie tak, że mam za zle "sytuacji" że
popsuła mi humor. ale chodzi chyba o to , że życie nie jest dokońca
sprawiedliwe. nie wiem jakie byly jego losy. co sprawiło, że znalazł
sie w takiej a nie innej sytuacji życiowej. czy ja też mogę mieć
zawsze wpływ na moje życie. czy zawsze będzie mi tak dobrze jak jest
teraz.