tristezza
15.10.09, 12:57
specjalnie dla Pani odkurzam dykteryjkę z kultowej książki Pani
ulubionego pisarza, o dramacie redakcyjnym w amerykańskiej gazecie,
kiedy to autor powieści w odcinkach odmawia dalszej współpracy.
Pisarz:- Szefie, od jutra chcę 10 dolarów więcej za odcinek
Szef:- Won!
Pisarz wychodzi gwiżdżąc beztrosko. Szef łączy się z sekretarką i
każe, aby przyszedł Rappaport. Rappaport wchodzi.
Szef:- Rappaport, od tej chwili będziesz pisał dalej tę przeklętą
bzdurę.
Rappaport:- Tak jest, szefie.
Zgarnia nonszalanckim ruchem manuskrypt i wychodzi; szef pogrąża się
w dalszej pracy. Za godzinę wraca Rappaport; jest zupełnie pijany i
trupio blady. Kładzie przed szefem manuskrypt.
Rappaport:(bełkocze)- Wszystko skończone. Otrząsam pył z moich nóg i
przeklinam.
Zataczając się wychodzi. Szef żąda, aby przyszedł
Treppengelander.Treppengelander wchodzi.
Szef:- Patrick, masz od jutra pisać dalej tę hecę.
Treppengelander:- Tak jest.
Wychodzi. Po godzinie wraca. Trupio blady. Pijany. Rzuca manuskrypt
na stół i nie mówiąc ani słowa wychodzi. Sytuacja robi się poważna;
z drukarni dzwonią. Szef woła Najlepszego. Najlepszy wchodzi.
Szef:- Ty...i tak dalej.
Najlepszy:- OK
Po godzinie wraca: pijany i trupio blady.
Szef:- Co jest?
Najlepszy:- Nic się nie da zrobić. Bohater wyskoczył z samolotu na
wysokości dziesięciu tysięcy metrów i jest bez spadochronu. Wokół
niego lata eskadra odrzutowców i strzela do niego pociskami
rakietowymi. Na dole czekają już na niego trzy rekiny z otwartymi
paszczami. A teraz idę. Otrząsam pył z moich nóg i przeklinam...
Najlepszy wychodzi; szef woła pierwszego i obiecuje mu podwyzkę.
Nastepnego dnia ukazuje się dalszy ciąg powieści odcinkowej,
zaczynający się od słów: "Nadludzkim wysiłkiem woli, wydostawszy się
z tych irytujących opresji, Mike Gilderstern powrócił do Nowego
Jorku".
czy Pani to może coś przypomina?