Dodaj do ulubionych

przyszłość należy do neurotyczek...

20.09.10, 17:40
Badania brytyjsko-fińskiego zespołu przeprowadzone w Senegalu dowodzą, że więcej dzieci mają kobiety „humorzaste”: nerwowe, ze skłonnością do depresji, lęków, częstej zmiany nastroju. Im wyższy status społeczny takiej pani, tym więcej ma potomków. Sytuacja ta jest identyczna zarówno dla małżeństw mono-, jak i poligamicznych. A jeśli kobieta jest neurotyczna, wiele wskazuje na to, że i jej córki takie będą – cecha osobowości może więc zostać wypromowana przez ewolucję. Skąd się jednak bierze atrakcyjność neurotyczek? Tego uczeni nie są pewni, choć nie brak ciekawych koncepcji. Peter Kramer w książce „Czym jest depresja” twierdzi, że kobieta o takiej osobowości może być po prostu wierniejsza. Depresyjny rys osobowości sprawi, że będzie raczej siedziała w domu i zajmowała się dziećmi, zamiast rozglądać się za atrakcyjniejszym partnerem i używać życia.
Obserwuj wątek
    • ellena_cyganka Re: przyszłość należy do neurotyczek... 23.09.10, 15:39
      "Depresyjny rys osobowości sprawi, że będzie raczej siedziała w domu i zajmowała się dziećmi, zamiast rozglądać się za atrakcyjniejszym partnerem i używać życia."

      O rety to kompelent jest, znaczy się depresyjne nie sa puszczalskie! No chyba to sobie na piersiach wytatuuję!
          • dolor Re: przyszłość należy do neurotyczek... 23.09.10, 16:01
            Uczciwość jest, przynajmniej dla mnie. Ale bardzo często czytam teksty w stylu: lepiej niech nie wie, bo się parterowi przykro zrobi. Więc pewnie jakiś inny zestaw komplementarny obowiązuje, którego ja za bardzo nie rozumiem, bo ta "niepuszczalskość" wydaje się stać dużo wyżej od uczciwości.
            • bitters Re: przyszłość należy do neurotyczek... 23.09.10, 16:07
              dolor napisał:

              > Ale bardzo często czytam teksty w stylu:
              > lepiej niech nie wie, bo się parterowi przykro zrobi.

              powtórzę. wszystko zależy od układu
              a, że ludzie to kreatywne potwory
              to i taki, że nie widzę, nie słyszę, nie boli, wymyślili

              > Więc pewnie jakiś inny z
              > estaw komplementarny obowiązuje, którego ja za bardzo nie rozumiem, bo ta "niep
              > uszczalskość" wydaje się stać dużo wyżej od uczciwości.

              wyłączność raczej
              dla niektórych to ważne
              najlepiej kiedy nie jest prezentowana jako łaska
              albo coś, za co czym innym należy zapłacić
                      • dolor Re: przyszłość należy do neurotyczek... 23.09.10, 16:36
                        To w zasadzie może być to samo. Żeby nie wyjść z wprawy z wklejaniem z przymrużeniem oka:

                        "Postęp zawdzięczamy wymianie, jesteśmy unikalnym zwierzęciem, które potrafiło przezwyciężyć nieufność i zacząć wymieniać się przedmiotami z obcymi osobnikami tego samego gatunku. Jesteśmy jedynym zwierzęciem, które zdołało pojąć, że wymiana może być korzystniejsza od rabunku i jedynym zwierzęciem stadnym, które stworzyło podział pracy oparty na kulturze, a nie na zapisie w genach.
                        (...)
                        Podobnie jak nie ma ludzkiego społeczeństwa bez religii, nie ma ludzkiego społeczeństwa bez handlu. To jednak wymagało czegoś niezwykłego — pohamowania agresji, wyuczenia się rytuałów pokojowych kontaktów, rozpoznawania oszustów, złożonej kultury opartej na wzajemnym zaufaniu. Handel nie jest zachowaniem naturalnym, przeciwnie, wydaje się być sprzeczny z naturą, ale zmieniliśmy naszą naturę, gdyż dawało nam to ogromne korzyści.

                        Nie ma i nie może być handlu bez kredytu zaufania. W miarę postępów cywilizacji maleje przemoc, tworzymy coraz bardziej złożony podział pracy, rosną obroty handlowe. Przede wszystkim, wbrew powszechnemu odczuciu, znacznie rzadziej się mordujemy."
                        www.racjonalista.pl/kk.php/s,618
            • bitters Re: przyszłość należy do neurotyczek... 23.09.10, 16:14
              dolor napisał:

              > Uczciwość jest, przynajmniej (...)

              poza tym mityczna uczciwość
              zbyt często zmienia się w pospolite skurwysyństwo
              używane jako oręże w kolejnych świętych wojnach
              lub jako budulec prawej i jedynie słusznej życiowej postawy

              rusztowanie raczej.


              strasznie przyjemne musi być walenie po głowie przeciwnika
              swoją dobrze odżywioną uczciwością
                • bitters Re: przyszłość należy do neurotyczek... 23.09.10, 16:33
                  dolor napisał:

                  > No pewnie musi, wiedzieć powinien, kto ją tu pierwszy wyciągnął.

                  tyle, że to pan się od zawsze jako uczciwa dusza poczciwa deklarował
                  a ja tylko mówię, że można się zachować uczciwie
                  stosownie do umowy zawartej między partnerami

                  zwykle składową umowy jest wyłączność.

                  i co to jest "niepuszczalskość"?
                  to retoryczne pytanie. ta anachroniczna terminologia
                  wzbudza we mnie niechęć
                  • dolor Re: przyszłość należy do neurotyczek... 23.09.10, 16:51
                    bitters napisała:

                    > tyle, że to pan się od zawsze jako uczciwa dusza poczciwa deklarował
                    > a ja tylko mówię, że można się zachować uczciwie
                    > stosownie do umowy zawartej między partnerami

                    W sensie: można, ale nie trzeba się uczciwie zachować?

                    > i co to jest "niepuszczalskość"?
                    > to retoryczne pytanie. ta anachroniczna terminologia
                    > wzbudza we mnie niechęć

                    Terminologię można zmienić, pytanie nie było retoryczne, niechęć, a co jej nie wzbudza? (to ostatnie retoryczne)
                    • bitters Re: przyszłość należy do neurotyczek... 23.09.10, 17:02
                      dolor napisał:

                      > W sensie: można, ale nie trzeba się uczciwie zachować?

                      należy
                      ale zawsze można się zachować inaczej
                      dopóki ktoś na odstępstwach nie przyłapie
                      sędzią <w każdej sprawie> bóg, honor
                      a ludzie czasem po ludzku lubią sobie pobłażać
                      bez względu na to co trzeba i dlaczego

                      > Terminologię można zmienić, pytanie nie było retoryczne,

                      pytanie było retoryczne. zapewniam
                      miało wyrazić rezerwę do zaproponowanej przez pana taksonomii
                      i sobie zawisnąć w powietrzu.
                      • dolor Re: przyszłość należy do neurotyczek... 23.09.10, 17:19
                        Ale moje: nie wiem, czemu ma być komplementem, zawiera już w sobie: co to jest? i, dlaczego to ma być takie wartościowe?
                        Taksonomia zapożyczona. Może być: odbywanie stosunków seksualnych najwyżej z jednym partnerem przez odpowiednio długi okres.
                        • bitters Re: przyszłość należy do neurotyczek... 23.09.10, 17:27
                          dolor napisał:

                          > Ale moje: nie wiem, czemu ma być komplementem, zawiera już w sobie: co to jest?
                          > i, dlaczego to ma być takie wartościowe?

                          a ja sobie myślę, że pan chce to widzieć
                          jako przejaw mieszczańskiej moralności
                          podczas, gdy potrzeba bezpieczeństwa
                          obejmuje zwykle oczekiwanie wyłączności

                          wartością nie jest to, że nie partner nie uprawia seksu z innymi
                          ale, że decyduje, że chce go uprawiać z jedyną, kochaną osobą
                            • ellena_cyganka Re: przyszłość należy do neurotyczek... 24.09.10, 13:57
                              To był żart, o czym świadczy dodane, że na piersiach to wytatuuję. Ale na poważnie owszem cenię sobie wierność, bo jesli sypiam z kims kogo kocham i jest mi z tą osoba dobrze to nie odczuwam absolutnie żadnej potrzeby, ochoty ani chęci rozkładania nóg przed kimś innym. I nie męczę się z tym, przeciwnie, odczuwam komfort, bo nie musze oszukiwać, kłamac i cos maskowac, żeby się nie wydało. Poza tym po co robic sobie i komus kogo sie kocha takie świństwa? Moze są ludzie, którzy nie widzą w tym jakiegos problemu, ale za nic nie chciałabym miec w nich kiedyś swojej drugiej połowy. Co do ludzi wolnych ceniących wolny seks, przylmuje do wiadomości, ale tez bym nie mogła, bo za cholere nie wyobrażam sobie satysfakcjonującego seksu z kimś kogo poznałam kwadrans wczesniej. Ale nie generalizuje, u mnie to chyba po prostu osobnicze.
                              • bitters Re: przyszłość należy do neurotyczek... 24.09.10, 14:33
                                ellena_cyganka napisała:

                                > To był żart, o czym świadczy dodane, że na piersiach to wytatuutję.

                                trudno o jakąś poważnie poważną dyskusję na forum
                                sobie można pogdybać, pogadać
                                ale takie prawdziwie ważne i tak się rozegrają gdzie indziej

                                > Ale na poważ
                                > nie owszem cenię sobie wierność, bo jesli sypiam z kims kogo kocham i jest mi z
                                > tą osoba dobrze to nie odczuwam absolutnie żadnej potrzeby, ochoty ani chęci r
                                > ozkładania nóg przed kimś innym.

                                nie wiem, czy tylko dla kobiet to takie oczywiste?

                                > I nie męczę się z tym, przeciwnie, odczuwam k
                                > omfort, bo nie musze oszukiwać, kłamac i cos maskowac, żeby się nie wydało. Poz
                                > a tym po co robic sobie i komus kogo sie kocha takie świństwa?

                                to takie zwyczajne się wydaje - prawda i szczerość wobec kochanych, albo chociaż czasowo bliskich
                                nie wiem, dlaczego ludzie mają skłonność do tego, by oczekiwać dodatkowego poklasku
                                za to, że są uczciwi w relacji jeden na jeden.

                                > Moze są ludzie,
                                > którzy nie widzą w tym jakiegos problemu, ale za nic nie chciałabym miec w nich
                                > kiedyś swojej drugiej połowy.

                                ja też nie

                                > Co do ludzi wolnych ceniących wolny seks, przylm
                                > uje do wiadomości, ale tez bym nie mogła, bo za cholere nie wyobrażam sobie sat
                                > ysfakcjonującego seksu z kimś kogo poznałam kwadrans wczesniej. Ale nie general
                                > izuje, u mnie to chyba po prostu osobnicze.

                                i znowu - czy tylko kobiety tak mają? czy tylko częściej?
                                • dolor Re: przyszłość należy do neurotyczek... 24.09.10, 15:02
                                  bitters napisała:

                                  >to takie zwyczajne się wydaje - prawda i szczerość wobec kochanych, albo chocia
                                  > ż czasowo bliskich
                                  > nie wiem, dlaczego ludzie mają skłonność do tego, by oczekiwać dodatkowego pokl
                                  > asku
                                  > za to, że są uczciwi w relacji jeden na jeden.

                                  A oczekują? Może zaufania, poklasku raczej nie.

                                  > > Co do ludzi wolnych ceniących wolny seks, przylm
                                  > > uje do wiadomości, ale tez bym nie mogła, bo za cholere nie wyobrażam sob
                                  > ie sat
                                  > > ysfakcjonującego seksu z kimś kogo poznałam kwadrans wczesniej. Ale nie g
                                  > eneral
                                  > > izuje, u mnie to chyba po prostu osobnicze.
                                  >
                                  > i znowu - czy tylko kobiety tak mają? czy tylko częściej?

                                  Z tego, co widziałem, może częściej maja tak kobiety, mężczyźni zaś dzielą kobiety na własną, która musi być im wierna, oraz pozostałe, które mają zaspokajać ich potrzeby, których własna, wierna i najlepiej niedoświadczona kobieta nie zaspokaja. W zamian będą ją utrzymywać w przekonaniu, że są jej całkowicie wierni, żeby jej się przykro nie zrobiło.
                                  Oczywiście są też frustraci, którzy się męczą z niezaspokojonym popędem uważając to za grzech i dopust boży.
                                  Dla mnie: wyłącznie kwestia wyboru i doboru. Swingers czy aseksualny, byle był szczęśliwy i nie uznawał, że każdy musi być wyznawcą jego łóżkowych zasad.
                              • dolor Re: przyszłość należy do neurotyczek... 24.09.10, 14:51
                                ellena_cygank napisała:

                                >I nie męczę się z tym, przeciwnie, odczuwam k
                                > omfort, bo nie musze oszukiwać, kłamac i cos maskowac, żeby się nie wydało. Poz
                                > a tym po co robic sobie i komus kogo sie kocha takie świństwa?

                                Ale jakie to świństwa? Na czym polegające?

                                Nikt nikogo do niczego nie zmusza, ale ta generalizacja: świństwo, konieczność oszukiwania, jest absurdalna. Cała rzecz: kwestia wyboru. I owszem, to osobnicze.
                          • dolor Re: przyszłość należy do neurotyczek... 24.09.10, 14:48
                            Oczekiwanie wyłączności czego?

                            Seks? Przyjemna zabawa, odkąd nie wiąże się z koniecznością prokreacji i wychowywania potomstwa. Nic więcej. Jak uczta z dań smacznych, a niepożywnych. Jedyna naprawdę istotna zasada: dobrowolność wszystkich uczestniczących.

                            Jedną z rzeczy najbardziej niszczących poczucie bezpieczeństwa jest za to brak zaufania i konieczność udowadniania, że się nie jest wielbłądem (lub oszustem) tak długo, aż nabiera się ogromnej ochoty, by się nim wreszcie stać (przerobione w zamierzchłych, studenckich czasach).
                            • lucyna_n Re: przyszłość należy do neurotyczek... 24.09.10, 15:10
                              jak można mieć zaufanie skoro jak mówiesz facet ma te swoją w domu do gotowania a na boku dla przyjemności, i tak kombinuje żeby nei wiedziala o paniach dla przyjemności żeby jej przykro nei było
                              to się wyklucza, w takim razie z góry nie powinno się ufać.

                              -
                              little less conversation, little more action
                              • dolor Re: przyszłość należy do neurotyczek... 24.09.10, 15:21
                                Właśnie o to chodzi, przy takich zasadach wszystko jest bez sensu. Inaczej, gdy jest to formą umowy, wymiany wartości cennych. Dla mnie zaufanie jest cenne, to, kto z kim sypia (póki nie gwałt) nie ma wielkiego znaczenia, jest wolnym wyborem. Suchy wyciągający Krystiana na przygodny seks i chwalący się jakimiś tam przelotnymi stosunkami też jest dla mnie tylko upierdliwy, nie niemoralny. W ogóle pojęcie niemoralności jakoś zaczęło się z seksem kojarzyć, choć nie ma ku temu podstaw. Już bardziej kojarzone powinno być z agresją i oszustwem.
                            • bitters Re: przyszłość należy do neurotyczek... 24.09.10, 15:24
                              dolor napisał:

                              > Oczekiwanie wyłączności czego?

                              o boże. tego czegoś, czego panu nie trzeba

                              > Seks? Przyjemna zabawa, odkąd nie wiąże się z koniecznością prokreacji i wychow
                              > ywania potomstwa. Nic więcej. Jak uczta z dań smacznych, a niepożywnych.

                              a dla niektórych coś więcej, gdy angażuje kochaną osobę
                              bardzo niemiłe wtedy usłyszeć, że jest się mięchem, które tylko z wrodzonej uprzejmości
                              nie zostanie zagryzione czymś innym w dwa dni później

                              luzuj pan. każdemu wedle potrzeb
                              • dolor Re: przyszłość należy do neurotyczek... 24.09.10, 15:38
                                Nie wierzę we wrodzoną uprzejmość. W wymianę - tak. Jeśli chcę uprawiać seks z jedna osobą, to dlatego, że mam na to ochotę, a nie dlatego, że to zło, gdybym chociaż pomyślał o "zdradzie" (nie pożądaj osła, niewolnika ani żony bliźniego). Kiedy "przegryzienie", za dwa dni czy 20 lat, też chyba znaczenia nie ma. Życzę sobie po prostu mieć wybór, nie absurdalny, narzucony obowiązek, z którego tak wielu wymiguje się oszustwem. Co z tym wyborem zrobię, moja sprawa. Taki sam wybór pozostawiam drugiej stronie, i wybieram osoby, które to uznają. Nie uważam natomiast, by w najmniejszym stopniu było to złe.
                                • bitters Re: przyszłość należy do neurotyczek... 24.09.10, 15:44
                                  co panu potrzebne, to wyjaśniaj tym, co się z panem kochać planują
                                  i pozwól pan innym mieć inne od pańskich potrzeby

                                  różne rzeczy różnym ludziom do szczęścia przydatne
                                  bez względu na to, czy komuś będą się wydawały niemoralne
                                  naiwne, histeryczne, oschłe, teatralne, przesadzone, niedosadzone

                                  każdy panem i bohaterem swojego łóżka
                                  to miłe.
                                    • bitters Re: przyszłość należy do neurotyczek... 24.09.10, 16:02
                                      dolor napisał:

                                      > Ależ pozwalam. Moralność subiekta mi pozwala, lepsza od moralności nachalnego ż
                                      > ebraka.

                                      wszystko lepsze, gorsze, za grosik, za dwa
                                      zwykle pańskie lepsze
                                      to musi być przypadek

                                      > Mówię, czym ja się wymieniam i że na uważanie tego za niemoralne ("pusz
                                      > czalskość" jako zło) się nie zgadzam. To tyle.

                                      ale kto uważa "puszczalskość" za niemoralną?
                                      albo to o czym pan pisze?

                                      znowu broni pan nieatakowanej twierdzy
                                      • dolor Re: przyszłość należy do neurotyczek... 24.09.10, 16:10
                                        bitters napisała:

                                        > wszystko lepsze, gorsze, za grosik, za dwa
                                        > zwykle pańskie lepsze

                                        Tak bywa, większość rzeczy jest albo cenniejsza, albo mniej wartościowa. Można udawać, że wszystko jedno, ale po co.
                                        Jakbym miał bronić gorszego, chyba by to było głupie? Jak mnie ktoś przekona, że ma lepszy pomysł, wtedy będę bronił nowego lepszego.

                                        > ale kto uważa "puszczalskość" za niemoralną?
                                        > albo to o czym pan pisze?

                                        Znowu zapomina pani, że nie jest pani jedyna uczestniczka rozmowy i nie wszystko wokół pani się kręci. To - do Elleny i jej "świństw" oraz potępienia "puszczania się".
                                        • bitters Re: przyszłość należy do neurotyczek... 24.09.10, 16:20
                                          dolor napisał:

                                          > Znowu zapomina pani, że nie jest pani jedyna uczestniczka rozmowy i nie wszystk
                                          > o wokół pani się kręci. To - do Elleny i jej "świństw" oraz potępienia "puszcza
                                          > nia się".

                                          przecież (pomijając tego oczywistość)
                                          dzisiaj napisała, że to z przymróżeniem oka było

                                          --

                                          dzięki za ponowny wykład na temat jedynego prawidłowego podejścia do seksu
                                          oraz jedną obelgę.

                                          nikt pana do niczego przekonywać nie chce -
                                          podobnie jak z bogiem - tak i z seksem. każdy ma swoją prawdę
                                          tylko nie wszystkim chce się o nią walczyć.
                                            • bitters Re: przyszłość należy do neurotyczek... 24.09.10, 16:47
                                              dolor napisał:

                                              > Zaczepiony - zwykle do usług, nawet to lubię, choć wolałbym akurat nie z panią
                                              > rozmawiać.

                                              więc proszę nie rozmawiać
                                              ja przynajmniej wiem, że się czepiam, bo tak mam. psychopatka, prawda?
                                              a pan? człowiek wolny?

                                              rozmawiałam z panem, bo na to właśnie miałam ochotę
                                              ale jeśli woli pan rozmawiać z innymi - to sobie to klepanie w klawisze odpuszczę
                                              • dolor Re: przyszłość należy do neurotyczek... 24.09.10, 17:04
                                                A ja z panią, bo nikogo ciekawszego akurat nie było, pani zapałowi do czepiania się faktycznie można ufać. A powystawiać własne przekonania na krytykę lubię, świecidełka pieczołowicie przechowywane na dnie nieotwieranego kufra mogą się okazać bezwartościowym szkiełkiem.
                                                • bitters Re: przyszłość należy do neurotyczek... 24.09.10, 17:14
                                                  dolor napisał:

                                                  > A ja z panią, bo nikogo ciekawszego akurat nie było

                                                  pańska skłonność do zadowalania się tym, co akurat pod ręką, jest mi znana

                                                  > świecidełka pieczołowicie przechowywane na dnie nieotwieranego kufra mogą się o
                                                  > kazać bezwartościowym szkiełkiem.

                                                  z pewnością pański kuferek bardzo grzechotliwy
                                                  • dolor Re: przyszłość należy do neurotyczek... 24.09.10, 17:26
                                                    bitters napisała:

                                                    >pańska skłonność do zadowalania się tym, co akurat pod ręką, jest mi znana

                                                    To miło, teraz zaś sobie zawiozę tę rękę tam, gdzie wybór nieco ciekawszy.

                                                    > z pewnością pański kuferek bardzo grzechotliwy

                                                    Grunt, że nie pusty.
                                                  • dolor Re: przyszłość należy do neurotyczek... 25.09.10, 05:54
                                                    O, dziękuję, bawiłem się świetnie. Ale, gwoli ścisłości, nie oznajmiałem, że nie chciałem rozmawiać, bo miałem na to ogromną ochotę. Chodziło jedynie, że to z Panią nie bardzo chciało mi się pisać i cały czas miałem nadzieję, że ktoś ciekawszy przyłączy się do rozmowy (bo to forum, nie komunikator, a, jak pani bystro zauważyła, nie wszystko w postach było kierowane do pani). Faktycznie, musiało być zbyt nudno, moja porażka, bo prócz drobnego wtrętu Lucyny, nikt się nie zainteresował. Pani bowiem jest nieco nazbyt przewidywalna, by zainteresować, wiadomo, kiedy pójdzie personalnie (średnio przy trzecim poście), wiadomo, że będzie o uczciwości jako o czymś, czego podkreślać nie należy, coś o lokalnym świętym też. Nuda, proszę pani.
                                                  • bitters Re: przyszłość należy do neurotyczek... 25.09.10, 09:32
                                                    jednak kilka uwag:

                                                    1. umniejszanie jako sposób na zakończenie dyskusji ze mną
                                                    było przerabiane tyle razy, że przestało działać deprymująco
                                                    jest identyfikowane i przekazywane ad acta

                                                    2. uczciwość: tak - jako zasada
                                                    nie jako argument
                                                    a fakt, że kogoś pańska uczciwość może zranić
                                                    nie stanowi podważania samej uczciwości
                                                    i zwłaszcza w relacjach nastawionych na trwanie
                                                    nie wystarczy się obrazić, okopać i powiedzieć "radź sobie, ja jestem uczciwy"
                                                    chyba, że relacje są przejściowe. wtedy wystarczy

                                                    3. jeśli jestem dla pana tak nudnym rozmówcą
                                                    proszę ze mną nie rozmawiać. podobnie jak próby obrażania mnie nie odstręczą
                                                    (zła emocja lepsza niż żadna, a pan jest niezłomnym takich dostarczycielem)
                                                    podobnie doskonale działa na mnie cisza

                                                    4. ciężko mi się z panem rozmawia
                                                    bo ja nie wątpię, że pan wierzy w to co pisze
                                                    i nie mam interesu, by system pańskich wierzeń tąpnął
                                                    tak jak kiedyś sprzecznościom w pańskich wypowiedziach / czynach nadawałam znaczenie
                                                    tak dziś (oprócz przyjemnego negatywnego kopa - tak, jestem pokręcona)
                                                    obserwowanie pańskiej nieprzemakalności jest dla mnie interesujące

                                                    jestem uczciwa - radź pan sobie z tym jak chcesz
                                                    a jak nie chcesz - zaangażuj rękę w coś bardziej pożytecznego
                                                  • olga_w_ogrodzie Re: przyszłość należy do neurotyczek... 25.09.10, 10:25
                                                    dolor napisał:

                                                    > O, dziękuję, bawiłem się świetnie. Ale, gwoli ścisłości, nie oznajmiałem, że ni
                                                    > e chciałem rozmawiać, bo miałem na to ogromną ochotę. Chodziło jedynie, że to z
                                                    > Panią nie bardzo chciało mi się pisać i cały czas miałem nadzieję, że ktoś cie
                                                    > kawszy przyłączy się do rozmowy

                                                    sporo pogardy dla rozmówcy wyrażasz.
                                                    wychodzi na to, iż nie będąc zainteresowany rozmową z Panią
                                                    Bitters, poświęcałeś się jednak i gadałeś rozglądając na boki,
                                                    czy może uda Ci się na tyle interesująco wypowiadać,
                                                    by przyciągnąć ciekawszych rozmówców.
                                                    i nic.
                                                    sam jesteś mało atrakcyjny
                                                    czy ciekawszych rozmówców tu nie ma ?
                                                  • bazoooka Re: przyszłość należy do neurotyczek... 25.09.10, 12:19
                                                    > Faktycznie, musia
                                                    > ło być zbyt nudno, moja porażka, bo prócz drobnego wtrętu Lucyny, nikt się nie
                                                    > zainteresował. Pani bowiem jest nieco nazbyt przewidywalna, by zainteresować

                                                    spojrzenie z boku: wcale nie było nudno, czytałam z zainteresowaniem. tyle że - przy całej ogromnej sympatii - to Ty byłeś w tym wątku bardziej przewidywalny. podkreślanie wartości wymiany w każdym niemal poście, kilka sztuczek polegających na przedstawieniu fałszywej alternatywy dla wypowiedzi rozmówcy plus atakowanie "kościółkowej moralności" (nazwa - moja), której w tym wątku nikt nie opiewał. jeśli przeczytałam coś dla mnei nowego - to raczej od bitters się zdarzało. (choć te personalne faktycznie zbęde i przewidywalne :)
                                                  • bazoooka Re: przyszłość należy do neurotyczek... 25.09.10, 12:55
                                                    lucyna_n napisała:

                                                    > personalne trochę przerażające, ale może kiedyś wreszcie porządnie wylezie z ni
                                                    > ch ta cała złość.
                                                    > Może już lepiej że sobie przyłożą po razie na oczach publiczności niż mają sie
                                                    > kisić wewnętrznie?

                                                    personalnie to pewnie jeszcze nie raz każdy każdemu tu przyłoży :)
                                                    byle tylko brać odpowiedzialność za swoje słowa, bez dziecinnego "to on/a zaczął/ęła".
                                                    i też uważam, że kiszenie wewnętrzne złe. a skoro mnóstwo postów na forum jednak obraca się wokół tematów "jak czynić należy", to nie dziwi, że wyłażą też sprawy personalne, bo jedną z najlepszych weryfikacji głoszonych haseł jest sprawdzenie, czy funkcjonują w praktyce.
                                                  • dolor Re: przyszłość należy do neurotyczek... 25.09.10, 15:20
                                                    Prawda, na swoje usprawiedliwienie mam tylko, że ciężko tak rozmawiać, to ciągłe personalne przykopywanie, po którym chyba tylko przepraszać, że się kopniętym zostało, boś krzywdziciel i ranisz w stopę, jak rozszczekany ratlerek, po pewnym czasie zaczyna mierzić.

                                                    A "kościółkowa moralność" zaszczepiona bardzo mocno, ona chyba nawet nie z kościółka wynika, komunistyczna jakaś podobna była.

                                                    "Cząstki elementarne" Houellebecqu'a mi się kojarzą, czytał ktoś?
                                                  • bitters Re: przyszłość należy do neurotyczek... 27.09.10, 19:02
                                                    lucyna_n napisała:

                                                    > a bardziej obcesowo się nie dało?
                                                    > aż coś się w środku robi...

                                                    jeśli do moich postów - to przepraszam
                                                    odpowiedzialność za napisane biorę. niczego nie cofam
                                                    postaram kłócić się w przyszłości raczej z tymi
                                                    których nie mam ochoty wykastrować

                                                    to powinno mi ułatwić zachowanie minimum kultury
                                • olga_w_ogrodzie Re: przyszłość należy do neurotyczek... 25.09.10, 10:18
                                  dolor napisał:

                                  Życ
                                  > zę sobie po prostu mieć wybór, nie absurdalny, narzucony obowiązek, z którego t
                                  > ak wielu wymiguje się oszustwem. Co z tym wyborem zrobię, moja sprawa. Taki sam
                                  > wybór pozostawiam drugiej stronie, i wybieram osoby, które to uznają. Nie uważ
                                  > am natomiast, by w najmniejszym stopniu było to złe.

                                  a tak dosłownie : na czym ten wybór ma polegać ?
                                  że gdy Ci się zechce z kimś innym, to jest ok. i podobnie, gdy Twoja partnerka będzie miała
                                  chęć nie z Tobą, to też ok. ?

                                  • lucyna_n Re: przyszłość należy do neurotyczek... 25.09.10, 12:41
                                    taki to wybór, że dziewczyny często się godzą na taki niby wolny związek byleby tego chłopaka z rąk nie puścić bo łudzą się że im to albo nie będzie przeszkadzało bo są nowoczesne i wyzwolone, albo swoim urokiem zatrzymają go przy sobie i nie dojdzie do tej zdrady ktorej każdy obawia się strasznie mocno, zdrada rąbnie po człowieku jak kawał bruku choćby sobei nei wiem jakie założenia przedtem robił. Na to nie ma twardzieli.
                                    Kilka wolnych związkow dookoła siebie mam i widzę jak to w praktyce wygląda, nieciekawie i szybko się to wszystko konczy totalną rozpierduchą psychiczną jednej ze stron.Jeszcze pół biedy jak się szybko rozejdą, ale niektórzy potrafią taki psychisz terror ciągnąć latami , mając utajone pretensje ktorych nawet nie wolno na głos wypowiedzieć bo przecież uklad był jasny, i potem nie pasuje że buty nierowno stoją na korytarzu, no bo w czymś ta frustracja wyładować się musi.

                                    Inna rzecz że czasem ludzie skrajnie się niedobiorą temperamentem, ale wtedy chyba lepiej związek zakończyć nix jakieś takie półśrodki wymyślać, niczym pan co europejski "buddyzm" wymyślił sobie a jego głównym założeniem jest brak zazdrości o partnerow seksualnych.
                                    facet używa a baby cały czas "pracują nad kwestią zazdrości" jedna o drugą a on im wmawia że to one są niedoskonałe że jedna drugiej nie kochają jak siostry a nie układ jest zły. Wiem o czym piszę bo moja koleżanka z lat szkolnych w takim układzie jest i nie za bardzo jej to na dobre wychodzi.
                                    • bazoooka Re: przyszłość należy do neurotyczek... 25.09.10, 12:51
                                      > Kilka wolnych związkow dookoła siebie mam i widzę jak to w praktyce wygląda, ni
                                      > eciekawie i szybko się to wszystko konczy totalną rozpierduchą psychiczną jedne
                                      > j ze stron.

                                      tak z ciekawości zapytam - czy tą stroną zawsze jest kobieta, czy różnie bywa?

                                      tak ogólnie - Twój post, lucy, chyba najciekawszy i najmądrzejszy w całym tym wątku, przynajmniej w części off-topic :)
                                      ale - sama przyznasz, że układ, w którym jedna strona zdradza i oszukuje, jest równie chory (a chyba nawet częstszy niż 'otwarte związki').
                                      a ja się cały czas zastanawiam, czy możliwy jest taki związek - długoletni, gdzie oboje partnerzy dobrowolnie są sobie wierni. (a w tym, co ważne - czy ja sama potrafiłabym być wierna). i powoli dochodzę do wniosku, że jedyne, co może się sprawdzać w praktyce, to monogamia seryjna :(
                                      • lucyna_n Re: przyszłość należy do neurotyczek... 25.09.10, 14:42
                                        związek gdzie partnerzy są sobei wierni i nie znudzeni są dla siebie atrakcyjni jest możliwy, ale i tak nikt mi w to nie wierzy i ludzie myślą że ja po prostu "o czymś nie wiem".

                                        zdradzanie po cichu i na boku jest obrzydliwe, też jakoś tak bardziej przychylam się do serii monogamii bo zdaję sobie sprawę że nei każdemu natura daje możność nieznudzenia się przez długi czas. Jakkolwiek w tzw luźne związki nie wierzę, zawsze ktoś będzie cierpiał, a jak nei cierpi to to jest jakiś amerykancki serial a nie życie. tak mi się widzi. Wyjątki od reguły dopuszczam, ale jednak w ogólności nie wydaje mi się to dobre dla człowieczej psychiki i kompletnie nie ma tu dla mnie do rzecz kościółkowość, czy tradycja, tak obserwuję że nie jest to wcale taka prosta sprawa. Każdy układ ma swoje plusy i minusy i w każdym związku coś się dzieje, rysy się pojawiają, reguły w mniejszym większym stopniu zostają nagięte, czy złamane, ale jednak...
                                        Mnei się wydaje że w związku ważna jest wolność tak ogólnie, żeby nie wisieć na partnerze, mieć swoje zainteresowania o których potem wspólnie można sobie pogadać wieczorkiem, mieć punkty styczne i zupełnie odrębne, mieć odskocznei ale niekoniecznie w sferze łóżkowej bo to jednak jest nei do przeskoczenia. Faceci są zadowoleni z luźnego związku dopóki to oni oglądają sie za innymi ale jak się dziewczyna obejrzy, o! to już nie jest takie fajne. jakkolwiek
                                        jak na razie niestety i zprzykrością obserwuję że to dziewczyny bardziej się w tym nie odnajdują, i wychodzą z tych układów glęboko zranione, z zachwianym poczuciem własnej wartości, zaczynają wyprawiać różne cuda na kiju na zasadzie "utrę mu nosa, a niech widzi co stracił" i pakują się często w sytuacje co najmniej kłopotliwe, część ucieka też trochę w alko, na szczęście jakoś się na razie te moje znajome wykaraskują ale w sumie żadna domu nie ma, dzieci nie ma, z tego co mówią chiałałyby, w końcu 35-40 lat to już czas najwyższy, a tu nawet jak już jest kandydat to zaufania brak, poczucia bezpieczeństwa brak i trudno robić wieloletnie plany.
                                        przypuszczam że są takei które się odnajdują ale ja nie zaobserwowałam na żywo.
                                        szkoda, ale jest jak jest i nie wiem czy to można zmienić, czy tylko sobie ludzie wmawiają że im jest dobrze kiedy nie jest. Tak samo zresztą beznadziejnie straszne jest tkwienie w zupełnie wypalonym związku bo obowiązki, dzieci itd, i ranienie się każdym słowem i spojrzeniem.
                                        Chyba nie ma na to wszystko mądrych, samemu źle, z kimś też różnie bywa, ale ja wierzę że warto szukać, warto zaufać i nawet jakby się człowiek miał sparzyć warto zaryzykować, bo nawet w tych plastikowych cynicznych czasach prawdziwa miłość jest możliwa, a może właśnie na przekór czasom?
                                        • bazoooka Re: przyszłość należy do neurotyczek... 25.09.10, 15:05
                                          > Faceci s
                                          > ą zadowoleni z luźnego związku dopóki to oni oglądają sie za innymi ale jak się
                                          > dziewczyna obejrzy, o! to już nie jest takie fajne

                                          istnieje jednak pewien odsetek tych, którzy dają równe prawa obu stronom.
                                          pytanie tylko - co powoduje tą stroną 'oglądającą się' za innymi i czy to czasem nie jest po prostu chęć przekonania się, że 'może jednak' zobaczy się ten błysk zazdrości w oku, że 'może jednak' usłyszy się sugestię, żeby tego nie robić. i rozczarowanie, kiedy okazuje się, że każdą granicę można przekroczyć i będzie git.

                                          ale jednak cały czas mam dziwne przeczucie, że przy wieloletnich związkach może to wyglądać inaczej i że chęć "puszczenia się" może być zupełnie realną pokusą...

                                          poczucie bezpieczeństwa - to ważne. i tu też się zaczyna problem, bo tego poczucie nie daje ani świadomość skłonności partnera/ki do poligamii ani do monogamii seryjnej.

                                          i tylko wypada naiwnie wierzyć w to, że istnieją rozwiązania pomiędzy zaborczością a obojętnością, satysfakcjonujące dla obu stron.
                                          • dolor Re: przyszłość należy do neurotyczek... 25.09.10, 15:42
                                            > istnieje jednak pewien odsetek tych, którzy dają równe prawa obu stronom.
                                            > pytanie tylko - co powoduje tą stroną 'oglądającą się' za innymi i czy to czase
                                            > m nie jest po prostu chęć przekonania się, że 'może jednak' zobaczy się ten bły
                                            > sk zazdrości w oku, że 'może jednak' usłyszy się sugestię, żeby tego nie robić.
                                            > i rozczarowanie, kiedy okazuje się, że każdą granicę można przekroczyć i będzi
                                            > e git.

                                            A to mi się wydaje zupełnie nietrafione. Nie ma potrzeby dawać jakichkolwiek praw żeby zobaczyć "błyski zazdrości", co jak co, ale w takich "niewolnych" związkach zazdrość błyska i grzmi nader często. A mnie się jednak podoba idea, w której to wszystko nie jest narzucone, zamiast wybuchów, scen i wielkich słów o złamaniu zasad, zdradzie, podłości itp. zwyczajne: naprawdę zależy ci na kimś? Widzisz, że możesz utracić? To się bardziej postaraj, postaraj być atrakcyjniejszym niż inni, zamiast bardziej agresywnym, oburzonym i skrzywdzonym.
                                            Fakt, do tego prawdopodobnie jest potrzebne zaufanie do siebie, coś, co depresja potrafi nieźle zniszczyć. Ale ani narzucona "wierność", ani zazdrość czy święte prawo i nakaz przyzwoitości w niczym na to nie pomoże.

                                            > ale jednak cały czas mam dziwne przeczucie, że przy wieloletnich związkach może
                                            > to wyglądać inaczej i że chęć "puszczenia się" może być zupełnie realną pokusą
                                            > ...
                                            No właśnie, jakby nie rozmawiać, jakich słów nie używać, z założenia to "puszczenie się" i pokusa, pejoratywne. Prawie jak bezbożnik. Demonizowanie seksu, ciągłe robienie z tego tabu, bardzo mocno zakorzenione, ale bez sensu, nic dobrego z tego nigdy nie wynikło.

                                            > poczucie bezpieczeństwa - to ważne. i tu też się zaczyna problem, bo tego poczu
                                            > cie nie daje ani świadomość skłonności partnera/ki do poligamii ani do monogami
                                            > i seryjnej.

                                            Poczucie bezpieczeństwa daje zaufanie do siebie. Wtedy dopiero można ufać partnerowi. Wprowadzanie do związku zdrady i wierności jako czegoś pierwszoplanowego, dobre na scenariusz do telenoweli, ale tylko zasłania prawdziwe wyzwania.
                                            • bazoooka Re: przyszłość należy do neurotyczek... 25.09.10, 16:23
                                              > A to mi się wydaje zupełnie nietrafione

                                              gdybym napisała, że każdy tak ma, to by pewnie było nietrafione. doprecyzowując, bo nie napisałam precyzyjnie: istnieją przypadki, gdzie dokładnie tak jest, a przytoczyłam po to, żeby pokazać, że w takim "wolnym" podejsciu też tkwią pułapki.

                                              > Nie ma potrzeby dawać jakichkolwiek pr
                                              > aw żeby zobaczyć "błyski zazdrości", co jak co, ale w takich "niewolnych" związ
                                              > kach zazdrość błyska i grzmi nader często.

                                              o grzmieniu akurat nie pisałam. nie każda zazdrość musi wyrażać się agresją.

                                              > A mnie się jednak podoba idea, w któ
                                              > rej to wszystko nie jest narzucone, zamiast wybuchów, scen i wielkich słów o zł
                                              > amaniu zasad, zdradzie, podłości itp. zwyczajne: naprawdę zależy ci na kimś? Wi
                                              > dzisz, że możesz utracić? To się bardziej postaraj, postaraj być atrakcyjniejsz
                                              > ym niż inni, zamiast bardziej agresywnym, oburzonym i skrzywdzonym.

                                              tu zgoda. też mi się bardzo podoba ta idea. nie wiem z kim / z czym tu dyskutujesz.

                                              btw tylko czekałam, kiedy napiszesz o wybuchach i scenach zazdrości. ale jak wyżej: zauważ, że nie odnosi się to do mojej wypowiedzi. ja pisałam o bardzo subtelnych przejawach zazdrosci - właśnie tych, które skutują staraniami, by pokazać, że partnerowi zależy, i że nie jest mu obojętne, z kim druga osoba spędzi wieczór. zaborczość i obojętność to dwie skrajności, pomiędzy którymi jest na szczęście (albo tylko naiwnie wierzę, ze jest) masa innych postaw.

                                              > No właśnie, jakby nie rozmawiać, jakich słów nie używać, z założenia to "puszcz
                                              > enie się" i pokusa, pejoratywne. Prawie jak bezbożnik.

                                              akurat to słowo "puszczanie się" bardzo lubię, fajnie brzmi. i jakoś od lat nie słyszałam, żeby ktoś używał inaczej niż z przymrużeniem oka. (albo inaczej - nie zadaję się z tymi, którzy używają inaczej). pokusa - słowo zupełnie neutralne. sugerujące, że trzeba wybierać pomiędzy chwilową łatwą przyjemnością a czymś bardziej długoterminowym w skutkach.

                                              > Demonizowanie seksu, cią
                                              > głe robienie z tego tabu, bardzo mocno zakorzenione, ale bez sensu, nic dobrego
                                              > z tego nigdy nie wynikło.

                                              ani demonizowanie, ani robienie tabu. po prostu: sfera seksu z założenia dotyczy atrakcyjnej osoby płci przeciwnej. i brak wyłączności w tej sferze jednak daje na ogół większe poczucie zagrożenia niż w sferach innych. nie mówiąc już o tym, że wciąż masa ludzi nie wie, jak uchronić się przed rozmaitymi syfami.

                                              > Poczucie bezpieczeństwa daje zaufanie do siebie. Wtedy dopiero można ufać partn
                                              > erowi. Wprowadzanie do związku zdrady i wierności jako czegoś pierwszoplanowego
                                              > , dobre na scenariusz do telenoweli, ale tylko zasłania prawdziwe wyzwania.

                                              tu się zgadzamy. nikt tu zresztą nie pisze o wierności jako zasadzie pierwszoplanowej - po prostu akurat tego tematu dotyczy cały offtopic w tym wątku i dlatego na ten temat rozmawiamy.
                                              • dolor Re: przyszłość należy do neurotyczek... 25.09.10, 16:44
                                                bazoooka napisała:

                                                > > A to mi się wydaje zupełnie nietrafione
                                                >
                                                > gdybym napisała, że każdy tak ma, to by pewnie było nietrafione. doprecyzowując
                                                > , bo nie napisałam precyzyjnie: istnieją przypadki, gdzie dokładnie tak jest, a
                                                > przytoczyłam po to, żeby pokazać, że w takim "wolnym" podejsciu też tkwią puła
                                                > pki.

                                                Ale ja właśnie napisałem: moim zdaniem takie przypadki nie istnieją, nie miały by bowiem sensu. Potrafisz dowieść, że jest jak piszesz i te pułapki prawdziwe, a nie wydumane?

                                                > > Nie ma potrzeby dawać jakichkolwiek pr
                                                > > aw żeby zobaczyć "błyski zazdrości", co jak co, ale w takich "niewolnych"
                                                > związ
                                                > > kach zazdrość błyska i grzmi nader często.
                                                >
                                                > o grzmieniu akurat nie pisałam. nie każda zazdrość musi wyrażać się agresją.

                                                Większość się wyraża w momencie, kiedy do zazdrości masz święte prawo zabraniające "puszczania się".
                                                >
                                                > > A mnie się jednak podoba idea, w któ
                                                > > rej to wszystko nie jest narzucone, zamiast wybuchów, scen i wielkich słó
                                                > w o zł
                                                > > amaniu zasad, zdradzie, podłości itp. zwyczajne: naprawdę zależy ci na ki
                                                > mś? Wi
                                                > > dzisz, że możesz utracić? To się bardziej postaraj, postaraj być atrakcyj
                                                > niejsz
                                                > > ym niż inni, zamiast bardziej agresywnym, oburzonym i skrzywdzonym.
                                                >
                                                > tu zgoda. też mi się bardzo podoba ta idea. nie wiem z kim / z czym tu dyskutuj
                                                > esz.
                                                >
                                                > btw tylko czekałam, kiedy napiszesz o wybuchach i scenach zazdrości. ale jak wy
                                                > żej: zauważ, że nie odnosi się to do mojej wypowiedzi. ja pisałam o bardzo subt
                                                > elnych przejawach zazdrosci - właśnie tych, które skutują staraniami, by pokaza
                                                > ć, że partnerowi zależy, i że nie jest mu obojętne, z kim druga osoba spędzi wi
                                                > eczór. zaborczość i obojętność to dwie skrajności, pomiędzy którymi jest na szc
                                                > zęście (albo tylko naiwnie wierzę, ze jest) masa innych postaw.

                                                Innymi słowy subtelne starania o to, żeby twój wartościowy partner nie zrobił czegoś, co jego wartość jako partnera przekreśla? Co czyni go niemoralnym i podłym? Co na dodatek musiałby trzymać w sekrecie, bo nie wolno się przyznać do sprzeniewierzenia zasadzie wierności? Nie ma tu sprzeczności?
                                                >
                                                > akurat to słowo "puszczanie się" bardzo lubię, fajnie brzmi. i jakoś od lat nie
                                                > słyszałam, żeby ktoś używał inaczej niż z przymrużeniem oka. (albo inaczej - n
                                                > ie zadaję się z tymi, którzy używają inaczej).

                                                Ja też się nie zadaję, ale spotykałem nierzadko. Kiedyś mnie nawet to bawiło, kiedy wydawało mi się dziwactwem wyjątkowym. Potem się okazało, że wcale takie wyjątkowe nie jest a nomen omen puszczanie oka nie obejmuje potępienia samego "puszczania się".

                                                pokusa - słowo zupełnie neutraln
                                                > e. sugerujące, że trzeba wybierać pomiędzy chwilową łatwą przyjemnością a czymś
                                                > bardziej długoterminowym w skutkach.

                                                Pokusa, kuszenie, sugeruje, że pociąga cię coś złego. Bez względu na długotrwałość skutków.
                                                "to, co kusi, nęci; chęć zrobienia czegoś (zwykle czegoś złego, nagannego) " za slownikiem języka polskiego.

                                                > ani demonizowanie, ani robienie tabu. po prostu: sfera seksu z założenia dotycz
                                                > y atrakcyjnej osoby płci przeciwnej. i brak wyłączności w tej sferze jednak daj
                                                > e na ogół większe poczucie zagrożenia niż w sferach innych.

                                                Dlaczego w takim razie daje takie większe poczucie zagrożenia?

                                                > nie mówiąc już o ty
                                                > m, że wciąż masa ludzi nie wie, jak uchronić się przed rozmaitymi syfami.

                                                może też dlatego, że wychodzą z założenia, że im ta wiedza nie będzie potrzebna, aż ich coś podkusi?


                                                >nikt tu zresztą nie pisze o wierności jako zasadzie pierwszopl
                                                > anowej - po prostu akurat tego tematu dotyczy cały offtopic w tym wątku i dlate
                                                > go na ten temat rozmawiamy.
                                                >
                                                Sęk w tym, że w większości związków wcześniej czy później wychodzi na pierwszy plan. Jest "czymś niezbędnym" Dlatego ja o tym rozmawiam.
                                                • bazoooka Re: przyszłość należy do neurotyczek... 25.09.10, 17:19
                                                  > Ale ja właśnie napisałem: moim zdaniem takie przypadki nie istnieją, nie miały
                                                  > by bowiem sensu. Potrafisz dowieść, że jest jak piszesz i te pułapki prawdziwe,
                                                  > a nie wydumane?

                                                  pisałam o własnym doświadczeniu z przeszłości (jako osoby "oglądającej się za innymi"). a ogólna myśl była taka - zgodnie z tym co napisała ogólnie lucyna - że te 'wolne' związki są przeważnie pozorne tylko, bo zazwyczaj co najmniej jedna z osób w pewnym momencie odkrywa, że robi to wbrew sobie. znasz jakiś przykład wolnego wieloletniego związku, gdzie byłaby bliskość, zaufanie i zaangażowanie?

                                                  ogólnie - żeby nie było dalszego przypisywania mi treści, których nie piszę. zgadzam się, że sprawy wierności seksualnej powinny być do uzgodnienia między partnerami. ale zazdrość - jest realnym uczuciem, pojawiajacym się u większości ludzi. grunt, żeby nie robić wokół niej ideologii - zarówno czyniącej z niej miernik dobra i zła, jak też zakazującej jej odczuwania.
                                                  no i niestety nie ma tu uniwersalnego rozwiązania dla wszystkich. bo, zależnie od osoby, źle się sprawdzać może każdy model związku. więcej - ja tu w tym wątku poddaję w wątpliwość, czy jakikolwiek udany długoletni związek jest możliwy. słyszałam o jednym takim, ale to znajomy znajomego, więc prawie jak urban legend.
                                                  idealnie jest, kiedy dobiorą się osoby o bardzo podobnych potrzebach i zapatrywaniach na te kwestie. jeśli są różnice - też pewnie można się dogadać, ale muszą to być osoby bardzo dojrzałe, ufające sobie, umiejace się komunikować (czyli pewnie bez większych problemów emocjonalnych).

                                                  i jeszcze:
                                                  > > po prostu: sfera seksu z założenia
                                                  > dotycz
                                                  > > y atrakcyjnej osoby płci przeciwnej. i brak wyłączności w tej sferze jedn
                                                  > ak daj
                                                  > > e na ogół większe poczucie zagrożenia niż w sferach innych.
                                                  >
                                                  > Dlaczego w takim razie daje takie większe poczucie zagrożenia?

                                                  może dlatego, że atrakcyjna seksualnie dla partnera osoba może być realną konkurencją? ja nie wiem, może atawizm, moze coś jeszcze innego, ale jednak większość osób w ten sposób funkcjonuje. jeśli dobiorą się dwie osoby, to rozsądne się wydaje "skoro chcę wyłączności, to zobowiązuję się dać w zamian to samo". a jak to się sprawdza w praktyce - wiadomo, różnie. zazwyczaj tak samo źle, jak wszystko inne.

                                                  > Sęk w tym, że w większości związków wcześniej czy później wychodzi na pierwszy
                                                  > plan. Jest "czymś niezbędnym" Dlatego ja o tym rozmawiam.

                                                  hmm... może po prostu chodzi o to, że ludzie lubią widzieć, że partnerowi zależy (a jak partner zazdrosny, znaczy że mu zależy). i może jest to ostatnia deska, której się chwytają, kiedy wszystko inne leży (a są razem, bo kredyt, bo dzieci itp). a z drugiej strony - może jakieś poczucie kontroli, zaborczość? diabli wiedzą. ja tam chcę wierzyć, że istnieją ludzie niezaborczy.
                                                  • dolor Re: przyszłość należy do neurotyczek... 25.09.10, 17:52
                                                    W ogóle znam tylko tradycyjne wieloletnie związki, zwykle bez bliskości, zaufania i zaangażowania, Lucy to szczęściara.
                                                    bardzo trudno było wiele lat temu nawet pomyśleć o takim bezeceństwie, jak wolny związek. może dlatego i Ty nie znasz żadnego udanego?
                                                    > i jeszcze:
                                                    > > > po prostu: sfera seksu z założenia
                                                    > > dotycz
                                                    > > > y atrakcyjnej osoby płci przeciwnej.

                                                    A właśnie, dlaczego tylko przeciwnej?

                                                    >ja tam chcę wierzyć, że istnieją ludzie niezaborczy.

                                                    Istnieją, ale im właśnie zasada wierności nie potrzebna. A sposoby zainteresowania jak i udowodnienia sobie, że jest się obiektem zainteresowania, są i łatwiejsze, i dużo lepsze niż prowokowanie zazdrości.
                                                    Zazdrość jako emocja, bez obudowania zakazami i nakazami, może być czymś całkiem twórczym. Znów jednak powtórzę, z posądzania partnera o możliwość złamania fundamentalnych zasad, nic dobrego wyniknąć nie może. Nawet więc z samego istnienia zazdrości można wysnuć wniosek, że wierność - znów jakieś bardzo pozytywne konotacje tego słowa, może bardziej: wstrzemięźliwość seksualna ograniczona do odbywania stosunku wyłącznie z jedna osobą, nie powinna być obowiązującą zasadą.
                                                  • bazoooka Re: przyszłość należy do neurotyczek... 25.09.10, 18:13
                                                    > > > > po prostu: sfera seksu z założenia
                                                    > > > dotycz
                                                    > > > > y atrakcyjnej osoby płci przeciwnej.
                                                    >
                                                    > A właśnie, dlaczego tylko przeciwnej?

                                                    :) no dobra, tu mnie przyłapałeś na heteronormatywności (tak to się pisze?). dla większości, czyli ludzi o orientacji hetero. btw ciekawe jak homoseksualiści rozwiązują kwestie wierności seksualnej, może ktoś zna przykłady? a przy biseksualistach sprawa już się całkiem komplikuje.
                                                    (a i tak byłam przekonana, że podasz raczej przykład rozmowy z atrakcyjną osobą płci przeciwnej, co też może niektórym nieść poczucie zagrożenia i faktycznie nieco zmniejsza siłę argumentu, że tylko seks jako sfera wyłączności. a ja bym wtedy odpisała, że w takim razie pewnie po prostu atawizmy ludźmi kierują i jednak o ten seks głównie będą zazdrośni, taki już nasz gadzie móżdżki)

                                                    > Zazdrość jako emocja, bez obudowania zakazami i nakazami, może być czymś całkie
                                                    > m twórczym.

                                                    a tu mnie zaskoczyłeś. no i muszę się zgodzić.

                                                    > Znów jednak powtórzę, z posądzania partnera o możliwość złamania fu
                                                    > ndamentalnych zasad, nic dobrego wyniknąć nie może

                                                    tu oczywista zgoda.

                                                    > Nawet więc z samego istnien
                                                    > ia zazdrości można wysnuć wniosek, że wierność - znów jakieś bardzo pozytywne k
                                                    > onotacje tego słowa, może bardziej: wstrzemięźliwość seksualna ograniczona do o
                                                    > dbywania stosunku wyłącznie z jedna osobą, nie powinna być obowiązującą zasadą

                                                    ale w tym pewnie też przyjmuje się za ogólne prawo to co robi większość. a w większości związków zazdrość odczuwają obie strony, więc się przyjęło, że wierność seksualna ma być zasadą. i niech sobie będzie, zawsze przecież można stworzyć własne, byle nie dać sobie narzucać ani nie narzucać nic innym.
                                                  • dolor Re: przyszłość należy do neurotyczek... 25.09.10, 18:30
                                                    > (a i tak byłam przekonana, że podasz raczej przykład rozmowy z atrakcyjną osobą
                                                    > płci przeciwnej, co też może niektórym nieść poczucie zagrożenia i faktycznie
                                                    > nieco zmniejsza siłę argumentu, że tylko seks jako sfera wyłączności. a ja bym
                                                    > wtedy odpisała, że w takim razie pewnie po prostu atawizmy ludźmi kierują i je
                                                    > dnak o ten seks głównie będą zazdrośni, taki już nasz gadzie móżdżki)

                                                    Jakoś wydawało mi się to oczywiste. Rozmowa jest dozwolona i pożądana, więc gdy budzi zazdrość, musi być powiązana z czymś zakazanym, a więc niechybnie stanowi wstęp lub substytut zabronionego seksu i już się jest usprawiedliwionym.

                                                    > ale w tym pewnie też przyjmuje się za ogólne prawo to co robi większość. a w wi
                                                    > ększości związków zazdrość odczuwają obie strony, więc się przyjęło, że wiernoś
                                                    > ć seksualna ma być zasadą. i niech sobie będzie, zawsze przecież można stworzyć
                                                    > własne, byle nie dać sobie narzucać ani nie narzucać nic innym.

                                                    Prawdopodobnie faktycznie, w większości związków dla obu stron jest oczywiste, że ich wartościowy partner może łatwo złamać fundamentalną zasadę, na jakiej związek jest oparty. To też może się łączyć z faktem, że większość związków jest na dłuższą metę nieudana. Ale skoro wierność seksualna jest zasadą, to siłą rzeczy jest ona narzucana, oceniana i bardzo trudno przychodzi nawet dialog, w którym chcesz powiedzieć: nie uważam, że to dobre. Często automatycznie zostajesz wtedy posadzony o jak najgorsze intencje. A więc jednak ma znaczenie, by zasada ta nie była narzucana. A nawet by była odrzucona, by wierność lub niewierność była twoim autonomicznym wyborem, bez oceny moralnej za wybór jako taki, a jedynie z oceną konsekwencji wyboru, czyli nie że z założenia to złe, jak jest teraz.
                                                  • bazoooka Re: przyszłość należy do neurotyczek... 25.09.10, 18:43
                                                    > Ale skoro wierność seksualna jest zasadą, to siłą rz
                                                    > eczy jest ona narzucana, oceniana i bardzo trudno przychodzi nawet dialog, w kt
                                                    > órym chcesz powiedzieć: nie uważam, że to dobre.

                                                    ale taki dialog - gdzie jedna strona bardzo tej wierności potrzebuje, a dla drugiej to bez znaczenia - jest cholernie trudny, i łatwo tu nawalić mogą obie strony. (choć 'trudny' pewnie nie znaczy 'niemożliwy').
                                                    a tak w ogóle powoli zaczynam myśleć, że kwestie wierności - niewierności seksualnej to często tylko fasada, coś, o czego łatwo się czepnąć, bo ogólnie obowiązuje. a podejrzenia o niewierność / próby kontrolowania / zawód z powodu braku zazdrości u partnera - i co tam jeszcze można wymyślić, w zależności od układu, to zazwyczaj pewnie nieudolna próba zakomunikowania różnych innych, podstawowych braków. czyli wracam do mojej myśli przewodniej - każdy zwiazek, niezależnie od rozwiązania kwestii wierności, ma taką samą szansę być nieudany.
                                                  • dolor Re: przyszłość należy do neurotyczek... 25.09.10, 18:57
                                                    bazoooka napisała:

                                                    > a tak w ogóle powoli zaczynam myśleć, że kwestie wierności - niewierności seksu
                                                    > alnej to często tylko fasada, coś, o czego łatwo się czepnąć, bo ogólnie obowią
                                                    > zuje. a podejrzenia o niewierność / próby kontrolowania / zawód z powodu braku
                                                    > zazdrości u partnera - i co tam jeszcze można wymyślić, w zależności od układu,
                                                    > to zazwyczaj pewnie nieudolna próba zakomunikowania różnych innych, podstawowy
                                                    > ch braków. czyli wracam do mojej myśli przewodniej - każdy zwiazek, niezależnie
                                                    > od rozwiązania kwestii wierności, ma taką samą szansę być nieudany.

                                                    Jeśli jest to tylko fasada i coś, o co łatwo się "czepnąć", to rezygnacja z tej fasady może ułatwić dostrzeżenie istotnych przyczyn, miast ograniczać się do samego czepiania się. Czyli wracając do myśli przewodniej, przy proponowanym przeze mnie podejściu do kwestii wierności, związek ma większą szansę być udanym, choć 100% gwarancji z pewnością nie daje. Pomijając wszystko inne, nie każdy z każdym być może, choćby i bardzo chciał, pewne różnice bywają nie do pogodzenia. Ale wierzę, że da się coś zbudować właśnie na rozsądku, szacunku (a tu na posądzanie o zdradę jako sprzeniewierzeniu wartości, złamaniu podstawowej zasady, miejsca być nie może) i maksymalnej wolności wyboru, czyli, chcąc nie chcąc, uczciwej wymianie rzeczy najwartościowszych.
                                            • lucyna_n Re: przyszłość należy do neurotyczek... 25.09.10, 16:46
                                              zamiast wybuchów, scen i wielkich słów o zł
                                              > amaniu zasad, zdradzie, podłości itp. zwyczajne: naprawdę zależy ci na kimś? Wi
                                              > dzisz, że możesz utracić? To się bardziej postaraj, postaraj być atrakcyjniejsz
                                              > ym niż inni, zamiast bardziej agresywnym, oburzonym i skrzywdzonym.

                                              a to co opisujesz to akurat zasada dotycząca każdego związku,
                                              myślisz że jak w malżeństwie ktoś robi sceny zazdrości z krzykiem, rykiem i fochem to jest to mniej denerwujące? nie sądzę.
                                              Trzeba się starać i dbać o związek, niezależnei od ustaleń, ale jeżeli ustalenia zgóry są takie luźne, to ja wiem czy mnei się chce inwestować w coś co mogę tak łatwo i bez dania racji stracić? chyba nei traktowałabym tego poważnie i przez to nie wydaje mi się żebym była w stanie z siebie skrzesać entuzjazm, ale to ja, inni może inaczej myślą.
                                              Oglądalam kiedyś program o plemieniu afrykańskim gdzie wolność seksualna jest regułą, wszyscy młodzi mieszkają we wspólnym domu , czymś w rodzaju klubu gdzie się bawią, tańczą śpiewają i kochają z kim sobie chcą, nie ma żadnych ograniczeń, ale jak już wybiorą żonę/męża i zakładają wspolne ognisko domowe i chałupę to już partnera nie zmieniają.
                                              I to ma dla mnie sens. Poznać, przekonać się, sprawdzić z kim się człowiek najlepiej czuje, dogaduje i dopiero wtedy budować z nim wspólne życie. ale zakladać że całe życie hulaj dusza to takie jednak szczeniackie:)
                                          • lucyna_n Re: przyszłość należy do neurotyczek... 25.09.10, 16:38
                                            Największą pokusą i oglądanie się za innymi miałam przez pierwsze lata małżeństwa, początek związku to był tradycyjny amok i totalny stan zauroczenia i świrnięcia, potem trochę sięi rozgladalam na boki, tak jakby człowiek chciał sprawdzić czy aby na pewno dobrze wybrał. Im starsza jestem tym mniej mnie to interesuje, jakoś tak ugruntowana się czuję w wyborze? sama nie wiem
                                            Trochę się razem przeszło przez wądoły, trudno zdradzić przyjaciela, nie chce się nawet, to tak jakby samemu sobie krzywdę zrobić. Podejrzewam że mojemu mężu prędzej czy później coś odbije tak koło czterdziestki jak mu się jakaś gryfna dzoiucha trafi, ale przecież nie będę tym na zapas się dręczyć.
                                            • dolor Re: przyszłość należy do neurotyczek... 25.09.10, 16:58
                                              lucyna_n napisała:

                                              >trudno zdradzić przyjaciela, nie chce s
                                              > ię nawet, to tak jakby samemu sobie krzywdę zrobić.

                                              Dlatego wynalazcy wymyślili zasadę: czego oczy nie widza, tego sercu nie żal, czyli: nie powiem, co naprawdę robię, bo by partnerowi było przykro, a ja partnera przecież szanuję i kocham, więc nie chcę, żeby cierpiał. Pierwszych kilka razy, gdy to słyszałem lub czytałem, byłem zaskoczony tym rozumowaniem. Teraz już się przyzwyczaiłem.
                                        • dolor Re: przyszłość należy do neurotyczek... 25.09.10, 16:27
                                          lucyna_n napisała:

                                          > związek gdzie partnerzy są sobei wierni i nie znudzeni są dla siebie atrakcyjn
                                          > i jest możliwy, ale i tak nikt mi w to nie wierzy i ludzie myślą że ja po prost
                                          > u "o czymś nie wiem".

                                          Pewnie jest możliwe, ale bardzo, bardzo rzadkie. Moja matka po rozwodzie. Moi dziadkowie nie, za to jakich pięknych scen się naoglądałem, jakiej cudownej wrogości, mało kto się tak uroczo nienawidził, sceny czatowania na listonosza i listy od kochanki (kobieta była wtedy blisko siedemdziesiątki, jak była młodsza, ponoć jakąś zrzuciła ze schodów). Mieszkałem w bloku, w którym życie uczuciowe normalnych par aż trzęsło ścianami, te komplementy szeptane sobie z siłą 100 decybeli, o kurwach (kobiety miały tu trudniej, nie ma odpowiednio pejoratywnego określenia na mężczyznę, często zadowalały się zwykłym skurwysynem).
                                          Frustracja z powodu krzywo postawionych butów? Toż byłby pretekst do małego trzęsienia ziemi. + "opinie o prowadzeniu się" szeptane za plecami, + co poniektóre niewiasty cokolwiek posiniaczone za złe spojrzenie. Wersja seryjnej monogamii tez jest nierzadka, tylko bardzo skraca się okres, dochodzi też: z tym sypiam dziś z miłości, z tamtym z poczucia obowiązku.
                                          Zaryzykuję tezę, że ten model, który jest, sprawdza się w jakiś promilach przypadków, czyli coś jest nie tak, bardzo nie tak. Jeśli chce się partnera dożywotnio, skupienie się na seksie, na zazdrości (wiem, zaraz przyjdzie Mask), nie sprawdza się, podobnie jak nie sprawdza się tłumienie pożądania (bo niby skąd te wybuchy u zaniedbanych, wiernych małżonek, wibrator wymyślono do leczenia histerii).
                                          Owszem, piękna jest miłość w kilkumiesięcznych seriach.
                                          Wolność tak w ogóle - owszem, jest ważna właśnie. Prawdziwa wolność, kiedy nie masz cienia podejrzenia, że ktoś jest z tobą z poczucia obowiązku.
                                          Tabu seksu jest zakorzenione bardzo głęboko, być może faktycznie to kolejny skutek cywilizacji chrześcijańskiej (komunizm też zresztą wydaje mi się właśnie rodzajem chrześcijaństwa z odrzuceniem potrzeby Chrystusa). Kochanek to tak naprawdę osoba uprawiająca seks bez ślubu. Czasy, gdy tylko po ślubie było przyjęte, wcale nie tak odległe. Chyba mało kto żałuje, że się skończyły?
                                          Innymi słowy "sytuacje łóżkowe" są do przeskoczenia. I w cale nie oznacza to, że musisz z tej wolności korzystać. Oznacza, że masz i robisz z nią co zechcesz, pozwalając partnerowi na dokładnie takie samo jej wykorzystanie.
                                          Wcale nie fałszywa alternatywa, bo i to w dawnych czasach przechodziłem - każde spojrzenie, rozmowa czy uśmiech w stronę kogoś, kto akurat jest kobietą choć minimalnie atrakcyjną - sceny zazdrości, obrażanie się albo nieudolnie tłumiona frustracja. Za niewinność najniewinniejszą, za, zapożyczając określenie, świętość. Już samo wyeliminowanie tego byłoby wartością. Drugą - naprawdę większa szansa na długotrwały związek, nie z wrogiem, za cenę konieczności starania się jedynie, ciągłego starania bycia wartościowszym dla tej jednej osoby, nie tylko dla innych - przyjaciół, kochanek. Ponoć pierwszym objawem "zdrady" jest bowiem większa o siebie dbałość.
                                          W plastikowych, cynicznych czasach prawdopodobnie miłość jest możliwa, ale na tych zasadach się nie sprawdza. W czasach cynicznych przedplastikowych była możliwa tylko nieszczęśliwa, burzliwa i krótka. Piękna, wieczna miłość trupów Romea i Julii.
                                          • lucyna_n Re: przyszłość należy do neurotyczek... 25.09.10, 16:57
                                            pojechaliśmy ze starym do lasu i calą drogę się zastanawialiśmy czy to my jesteśmy jakimś dziwnym wyjątkiem czy po prostu zdrada bardziej rzuca się w oczy. W naszych rodzinach pozytywnych przykładow jednak trochę się znalazło, tak powiedziałabym pól na pół, wśród znajomych też są takie związki, niekoniecznie małżeństwa, ale wieloletnie gdzie jeden za drugiegi skoczyłby w ogień i patrzą na siebei tak że ja nei wiem gdzie tam miałoby być miejsce dla trzeciego. Są takie związki, jakkolwiek od czego to zależy? jak to zrobić żeby tak było i żeby to nei było z powodu "co ludzie powiedzą" tylko tak naprawdę z czystej , szczerej, niezakłamanej chęci? my uznaliśmy że nie wiemy, niby wiadomo trzeba się starać,a le jak zrobić żeby się chciało starać i czemu nam się chce a innym np nie? no nie wiadomo.
                                            czy seks jest tabu czy nie, jakoś chyba zawsze zmiana partnera partnerki na inną choćby na chwilę burzy poczucie wartości osoby odstawionej na bok, i to w żadnej kulturze nawet jak wolno ustawowo mieć te cztery żony nie przechodzi emocjonalnie bez echa, wystaczy spojrzeć jak te cztery żony na siebei patrzą, nie muszą nic robić ani nic mówić, to człowiekowi obojętne nie będzie nigdy.
                                            • dolor Re: przyszłość należy do neurotyczek... 25.09.10, 17:11
                                              No cóż, zasada wolnego wyboru nikomu nie narzuca wciskania trzeciego na siłę. Możesz oznacza dokładnie to, jeśli nie czujesz potrzeby, nie robisz tego, choć nadal - to tylko twój wybór, nie narzucona zasada. W ogóle drażnią mnie te wszystkie niepotrzebne zasady, w nich giną gdzieś te naprawdę istotne rzeczy.
                                              A seks i poczucie wartości? Nie wiem, ta satysfakcja gdy ktoś próbuje z kimś innym, czegoś się uczy, ale jednak wraca do ciebie - dla mnie bezcenna. Zresztą jak kogoś naprawdę bardzo lubię, jakoś automatycznie chcę, żeby mu było dobrze, wcale niekoniecznie ze mną, nawet jeśli to trochę boli, jest tego warte . (Jedną ulubiona byłą sprzed lat wczoraj spotkałem, z fajnym facetem, i tak jej się dziwię, że w czasach dla mnie dość kiepskich tak długo ze mną wytrzymała. Cieszę się, gdy jest szczęśliwa. I to zupełnie niewymuszone, tak jakoś mam.)
                                              • lucyna_n Re: przyszłość należy do neurotyczek... 25.09.10, 17:18
                                                totaż ja nikomu nie chcę sprzedać mojego modelu jako jedynie słusznego, uznałam jedynie że jestem już dość "stara" i w tm temacie akurat sporo lat doświadczona że mogę już z dość dużą pewnością stwierdzić co tak naprawdę w moim życiu lubię a co mnei męczy, co jest moją oryginalną chęcią a co zostało narzucone, co zrobiłam bo chciałam, a co bo wypadało.
                                                Obserwuję też , słucham co mi ludzie opowiadają i wyciagam z tego jakieś tam wnioski, czy one mają sens czy nei mają, no to ja już nie wiem. Wolność kończy się tam gdzie zaczyna wolność drugiego człowieka, a to wcale nei tak znowu wielka przestrzeń jak się zastanowić.
                                    • bazoooka Re: przyszłość należy do neurotyczek... 25.09.10, 13:29
                                      > Kilka wolnych związkow dookoła siebie mam i widzę jak to w praktyce wygląda, ni
                                      > eciekawie i szybko się to wszystko konczy totalną rozpierduchą psychiczną jedne
                                      > j ze stron.Jeszcze pół biedy jak się szybko rozejdą, ale niektórzy potrafią tak
                                      > i psychisz terror ciągnąć latami , mając utajone pretensje ktorych nawet nie w
                                      > olno na głos wypowiedzieć bo przecież uklad był jasny, i potem nie pasuje że bu
                                      > ty nierowno stoją na korytarzu, no bo w czymś ta frustracja wyładować się musi.

                                      a tu idealny opis układów - wszelkich, nie tylko w parach, ale i w relacjach przyjacielskich albo rodzic-dziecko - gdzie dużo jest głoszonych haseł a mało realnej bliskości. taka sytuacja pod tytułem "jest dobrze, jest dobrze, tylko dlaczego, kurwa, jest źle". tam, gdzie fasadą utkaną z haseł przykrywa się to, co psuje się od środka. pół biedy, jeśli dotyczy to ludzi dorosłych, którzy świadomie mogą taki układ przerwać i szybko przypomnieć sobie, że można funkcjonować inaczej. problem w tym, że często dotyczy to dzieci, które są skazane na wiele lat na swoich rodziców, i kończy się ładniutką nerwicą albo zaburzeniami osobowości, które z dużym prawdopodobieństwem będą przekazywane dalej (niekoniecznie poprzez geny).
                              • dolor Re: przyszłość należy do neurotyczek... 24.09.10, 15:49
                                bitters napisała:

                                > a dla niektórych coś więcej, gdy angażuje kochaną osobę
                                > bardzo niemiłe wtedy usłyszeć, że jest się mięchem, które tylko z wrodzonej upr
                                > zejmości
                                > nie zostanie zagryzione czymś innym w dwa dni później

                                Innymi słowy miłe jest, gdy zagryzienie czymś innym następuje wyłącznie w wyniku przestrzegania zasady mówiącej, że przegryzanie czymś innym jest złem. Tyle to warte, co powstrzymywanie się z seksem przedmałżeńskim, zakończone rozwodem. W ogóle seks jest dla mnie bardzo miłym dodatkiem do związku, nie jakąś kwintesencją, wokół której wszystko ma się kręcić.

                                > luzuj pan. każdemu wedle potrzeb

                                Jestem wyluzowany. Zwracam tylko uwagę, że czyjaś potrzeba nie musi być, a nawet nie powinna być, uniwersalną zasadą.
                                • bitters Re: przyszłość należy do neurotyczek... 24.09.10, 16:09
                                  dolor napisał:

                                  > Innymi słowy miłe jest, gdy zagryzienie czymś innym następuje wyłącznie w wynik
                                  > u przestrzegania zasady mówiącej, że przegryzanie czymś innym jest złem.

                                  ?
                                  hem?

                                  pięknie jest gdy ludzie chcą tego samego
                                  a jak nie chcą, to lepiej, kiedy się szybko rozstają

                                  układy - na co się godzisz
                                  tyle mniej więcej dostaniesz

                                  tylko czasem ciężko dorosnąć do konsekwencji
                                  które wierność sobie niesie. proces.

                                  i może nawet kiedyś owocować to może w przyszłości
                                  czymś dobrym, ciepłym i dopasowanym

                                  czego wszystkim czytającym życzę
                                  i sobie też.
    • bitters Re: przyszłość należy do neurotyczek... 27.09.10, 22:03
      przez Wasze od soboty pisanie przebijałam się przez dwie godziny i na raty
      straszną mam ochotę coś dopisać

      tyle, że właściwie temat dość dla mnie obcy
      nie wiem, czy chcę "związku"
      czy jednak zapatrzenia i zachwytu
      który z czasem przerodzi się w przyjaźń
      a być może zakończy się dopiero z końcem czasu

      ale nie może być nudno
      nie może być nieustannego oczekiwania na atak
      nie może być drastycznych różnic w odbieraniu świata
      nie może być oczekiwania, że relacja rozwiąże inne problemy, uzdrowi

      musi być zorientowanie na rozumienie
      nawet jeśli coś niezrozumiałe
      a jeśli coś niezrozumiałe, niech nie będzie zarzutem
      musi być potrzeba bycia razem
      podobny temperament, nie tylko seksualny

      seks w związku? sposób na dodawanie czegoś
      do rozumowego i uczuciowego. takie pierwotne jednoczenie
      wspólne zaspakajanie podstawowych potrzeb
      podobnie musi działać chyba wspólne jedzenie

      musi się spr