olga_w_ogrodzie
29.09.10, 11:35
w urzędach, przynajmniej niekórych, to jest teraz tak, że o petencie się nie mówi petent tylko klient.
urzędnicy, przynajmniej niektórzy, dużo życzliwszym okiem patrzą na tych, którzy są wykształceni, ładni, jakoś tam w miarę ubrani, niż tych mniej, z tym wszystkim, wyjściowych klientów.
dzwoni czy przychodzi staruszka, staruszek, trzeźwiejący alkoholik, bezdomny czy wychodzący z bezdomności etc. , pyta gdzie to i to załatwić i jak, a niektórzy urzędnicy na to, by ten klient poszedł do domu i kliknął w internecie, a tam znajdzie wszelkie informacje.
a jedna urzędniczka, co prawda po imieniu do mnie i na dodatek bez koniecznego w tym względzie upoważnienia mojego, zdrabniając imię, była i tak fajna, jako, że jeszcze bardziej roztrzepana, niż ja - wypisała skierowanie do prawnika /sic/ wpisując oba imiona i adres odpuszczając nazwisko.