kefirka.de
31.05.09, 20:17
Jednak użalenie się na sobą przyniosło efekt. Na zimowych oponach, z sercem
stęsknionym, zaopatrzona w leki uspakajające pomknęłam hop siup z zawrotną
szybkością 60 km/godz do Najpiękniejszego Miejsca na Ziemi. Nie ważne, że
pogoda kiepska i busz dookoła, że wymarzły zimą krzewy, że nie posadziłam
jednorocznych i zmarnowałam śliczne dalie. Ważne,że bociany są i słowiki
kląskają i na progu jak zawsze siadać można chłonąc oczami świeżą zieleń,
nosem zapach mokrych traw i kwiatów a uszami śpiew ptaków. Tam jestem
szczęśliwa i wszystko się samo dzieje. Uspokajaczy nie trzeba było, wracałam
prując sześćdziesiątką piątką.
A w domu? A w domu znów jak placuszek rozklapciana jestem i nie wiem gdzie
sens i logika takiego życia i co tu z tym bezsensownym życiem dalej robić.