Gość: RyS
IP: *.szczecin.sdi.tpnet.pl
18.02.02, 21:56
Patrycja Niczyj chyba dokładnie nie oglądała koncertu Kayah skoro napisała zeń
tak dobrą recenzję, albo nie ma zbyt dużego doświadczenia w recenzowaniu tego
typu widowisk. Koncert Kayah był nieporozumieniem. Artystka odwaliła sztukę,
zrobiła, co musiała zrobić, choć bardzo jej się nie chiało: zachęcała
publiczność, by za nią zaśpiewała (bo jej się nie chciało). Najwyraźniej była
bardzo "zmęczona". Trudno się dziwić, gdy na scenie pije się piwo i pali
papierosa podczas jednego z utworów, a na dodatek zapomina tekstu lub zamiast
śpiewania śmieje się z sobie tylko znanych powodów. To był przegadany koncert.
Kayah zupełnie nie panowała nad publicznością, nie rozruszała, rozkręciła jej i
nie porwała do zabawy. Niekiedy to właśnie jej zespół zmuszał artystkę do
dalszej pracy i śpiewania. Dziewczyny z chórków w chwilach niedyspozycji
śpiewały zamiast Kayah. Skandaliczna była też organizacja koncertu, który
rozpoczął z 40. minutowym opóźnieniem. Widownię przeganiano z jednego miejsca
na drugie, a można było temu zapobiec zagradzając dostęp do miejsc, które nie
były, choćby ze względów bezpieczeństwa, przeznaczone dla widowni. Pokazywanie
reflektorem i napiętnowanie w ten sposób ludzi, którzy usiedli z tyłu sceny nie
jest dobrą metodą zapraszania do zabawy. Przez pierwsze trzy utwory trwało
dostrajanie techniczne, co sprawiało wrażenie, że zamiast na koncercie,
uczestniczy się w próbie. Artystka nie znała kolejności utworów, które miała
zaśpiewać więc dość niezręcznie posiłkowała się kartką. Mówiła o fiucikach
myśląc o swym przeboju "Fleciki". Nie były to jednak najmocniejsze
niecenzuralne słowa wypowiadane przez Kayah. - Jest zajeb..., cholernie
fajnie. - usłyszeli wszyscy, nawet dzieci, które przyszły na koncert razem z
rodzicami. Nikt z widzów nie gwizdał, ale można było usłyszeć krzyk
pojedyńczych osób: - Chała. Oddawaj szmal. Kayah nie popisała się przed
szczecińską publicznością. Nie zachowywała się, jak artystka i
profesjonalistka. Muzyka broniła się, zespół bardzo się starał, ale zawiodła
szefowa czyli Kayah. Czy to była kara za wybór walentynkowego wieczoru właśnie
z nią? Dobrą zabawę Kayah zamieniła na wieczór pełen niepotrzebnych słów. I aż
dziw bierze, że nikt nie zaczął gwizdać. Może dlatego, że to był w końcu
walentynkowy wieczór i na widowni widać było wiele par? Nie ma szansy na zwrot
pieniędzy za bilety. Pozostało przykre doświadczenie. Nie wszystko złoto, co
się świeci.