Gość: Olej
IP: *.teleton.pl
07.03.04, 16:42
1. Multikino - coooool. Jakżesz normalność potrafi cieszyć w Szczecinie.
2. Pasja. Warto objrzeć, ale nie warto się ślinić. Zarzuty:
- Warsztat: typowo holywoodzki ckliwy etos, czyli zwolnione klatki, muzyka
przerysowana, chóry, fabuła jak po sznurku: odliczamy zapamiętane z lekcji
religii momenty. Gdyby nie drasyczne sceny, to byłby to jeszcze jeden film z
serii oglądanych przy wielkanocnym rosole.
- Jezus Gibsona nie przekonał mnie. Gibson postawił na prosty przekaz:
podstawowe założenia wiary + krew sikająca na lewo i prawo. Słowem jatka +
prosty morał. Oczekiwłem raczej eksplozji filmu w mojej wyobraźni, a nie na
ekranie. Film nie zostawił miejsca dla własnych interpretacji dla widza.
Wyręcza go w myśleniu, odczuwaniu i przeżywaniu. Podaje to na tacy i to w
zastraszającym tempie. Fast food z Holywood. A skoro już fastfood, to
bardziej porwał mnie "Gladiator".
- Może i film nie jest antysemicki, ale ja tam Żydów jakoś mniej lubię po tym
filmie,
- Więcej religijności jest w przydrożnym krzyżu, niż w całej "Pasji".
No cóż: jaki widz, taki obraz.
Jakie społeczeństwo, taka ewangelizacja.
Być może to kierowało Gibsonem.
I być może zadziała to lepiej, niż nie jedna pielgrzymka Papieża.