Dodaj do ulubionych

WPROST - KRÓL JEST NAGI

05.10.04, 18:08
Kariera Marka Króla, redaktora naczelnego tygodnika "Wprost", jest dość
typowa dla tej części PRL-owskich aparatczyków, którzy do dziś funkcjonują w
życiu publicznym. Z wiarą w socjalizm pożegnali się już dawno temu, by z
neoficką żarliwością głosić swoje oddanie dla jedynej i słusznej wiary w
kapitalizm. Nie wiadomo zresztą, czy kiedykolwiek w socjalizm wierzyli,
bowiem obserwując ich kariery polityczne można wątpić w to, czy kiedykolwiek
posiadali jakieś poglądy polityczne prócz oportunizmu.
Nie dziwi więc ich dzisiejsza wysoka pozycja finansowa i polityczna w Polsce.
Niezależnie od istniejącego w danej chwili systemu politycznego oni są zawsze
tam, gdzie znajduje się półka z konfiturami. Marek Król ma dziś 51 lat. Na
publikowanej corocznie w swojej gazecie liście najbogatszych Polaków umieścił
siebie na 66
pozycji z majątkiem wynoszącym 162 mln zł. Wraz z żoną posiada ponad 80 proc.
udziałów w Agencji Wydawniczo-Reklamowej "Wprost" wydającej tygodnik "Wprost"
oraz miesięczniki "BusinessWeek Polska" i "Mój Pies". W 2001 r. AWR "Wprost"
uzyskała około 91 mln zł przychodu.
Król z "Wprostem" związany jest od 20 lat. Do gazety trafił w 1984 roku. Od
razu na stanowisko kierownika działu społeczno-politycznego. Drzwi do kariery
otworzyła mu działalność w Związku Socjalistycznej Młodzieży Polskiej, gdzie
doszedł do stanowiska kierownika wydziału kultury i propagandy, a następnie
sekretarza zarządu wojewódzkiego ds. ideologiczno-wychowawczych. Wkrótce
zostaje także redaktorem naczelnym "Wprost". Wielu twierdzi, iż w tej
błyskawicznej
karierze pomogła mu współpraca ze Służbą Bezpieczeństwa. O tym wątku w
biografii Marka Króla pisało m.in. "Nie". Sam Król przyznaje się jedynie do
tego, że odkąd w 1985 roku został zastępcą redaktora naczelnego w tygodniku,
odbywał comiesięczną rozmowę z oficerem SB. Zapytany przez
dziennikarza "Gazety Wyborczej" o tematy tych rozmów odpowiedział wymijająco,
że SB pytała o "to i owo" a on mówił im "takie tam ogólne rzeczy". Temat
współpracy Króla ze służbami specjalnymi pojawił się ponownie w 1996 roku w
związku z aferą Oleksego. "Kontakty niektórych wysokich funkcjonariuszy UOP z
dziennikarzami "Wprost" były szczególnie intensywne tuż przed sprawą Józefa
Oleksego i dymisją premiera Waldemara Pawlaka" - mówił w Sejmie minister
spraw wewnętrznych Zbigniew Siemiątkowski. "Wprost" publikuje wtedy materiały
na temat związków Józefa Oleksego z wywiadem rosyjskim i związków premiera
Waldemara Pawlaka z kochanką. Według redaktora naczelnego "Nie" Jerzego
Urbana, UOP wykorzystując agenturalną przeszłość Króla,
podporządkowało "Wprost" swoim interesom i wykorzystuje łamy tygodnika do
publikowania inspirowanych przez siebie artykułów. Cofnijmy się jednak do
1989 roku. 4 czerwca odbywają się wybory do Sejmu kontraktowego a Marek Król
zostaje posłem z listy PZPR. W lipcu tego samego roku obejmuje stanowisko
sekretarza Komitetu Centralnego PZPR ds. Propagandy. Niedługo jednak może
cieszyć się tym zaszczytnym stanowiskiem. Partia przestaje bowiem istnieć.
Marek Król istnieje jednak nadal. Założona przez niego i byłego pracownika
wydziału propagandy KW PZPR w Poznaniu Lecha Kruszonę spółka pod nazwą
Agencja Wydawniczo-Reklamowa
"Wprost" wydzierżawiła we wrześniu 1990 roku od Komisji Likwidacyjnej
Robotniczej Spółdzielni Wydawniczej "Prasa-Książka-Ruch" tygodnik "Wprost".
Agencja miała go dzierżawić do czasu znalezienia inwestora przez utworzoną z
pracowników gazety Spółdzielnię Dziennikarską, która miała otrzymać tytuł
nieodpłatnie. Taki model przekształceń państwowej prasy wydawanej przez
RSW "Prasa-Książka-Ruch" był powszechnie stosowany podczas likwidacji tego
przedsiębiorstwa. Wiele tytułów zostało wtedy w dziwnych okolicznościach
przejęte przez różnej maści spryciarzy, którzy wykorzystując sprzyjającą
sytuację, postanowili uwłaszczyć się na państwowym majątku. Nie inaczej stało
się z dość poczytnym w tamtym czasie tygodnikiem "Wprost". Szefem Spółdzielni
Dziennikarskiej "Wprost" został Marek Król, a jego zastępcą Piotr Gabryel.
Mieli reprezentować dziennikarzy gazety w negocjacjach z likwidowaną RSW. W
między czasie Agencja Wydawniczo-Reklamowa "Wprost", której jednym z dwóch
współudziałowców był Marek Król podpisuje umowę o wspólnym wydawaniu gazety
ze Spółdzielnią Dziennikarską, której szefem był ten sam Marek Król.

Jak dowiedzieli się od Króla dziennikarze-spółdzielcy, udziałowcami Agencji
Wydawniczo-Reklamowej "Wprost" było kilka poważnych firm, które miały być
zainteresowane wsparciem finansowym pisma. Król nawiązał także kontakt z
firmą ROK Corporation, która zobowiązała się spłacić długi i sfinansować
rozwój tygodnika. Komisja Likwidacyjna RSW przekazuje w lutym 1991 roku
bezpłatnie tytuł Spółdzielni Dziennikarskiej, która została wraz z firmą ROK
Corporation wydawcą tygodnika. W tym czasie członkowie spółdzielni dowiadują
się przypadkowo, że jedynymi właścicielami AWR "Wprost" są Marek Król i jego
kolega i, że nie ma tam żadnych poważnych inwestorów, o których wcześniej
była mowa. Jak się póśniej okazało Spółdzielnia Dziennikarska faktycznie była
fikcją, a niemałe zyski uzyskiwane z "Wprost" trafiały na konto AWR "Wprost".
Gdy prawda dotarła w końcu do Komisji Likwidacyjnej RSW, ta próbowała
pozbawić Agencję prawa do wykorzystywania tytułu. Tymczasem Król na zwołanym
pospiesznie zebraniu członków Spółdzielni doprowadził do usunięcia 7 z nich.
Pozostałych 9 członków zgodziło się odsprzedać niedrogo tytuł
Agencji. W związku z zaistniałą sytuacją Komisja Likwidacyjna RSW rozwiązała
umowę ze Spółdzielnią, a transakcję przeprowadzoną przez Króla z jej
członkami uznała za nielegalną. Sprawa trafiła do sądu, który unieważnił
zebranie, na którym spółdzielcy sprzedali tytuł spółce Króla. Wkrótce
AWR "Wprost" zerwała też współpracę z ROK Corporation, która zainwestowała
już w gazetę
ponad 6 mld starych złotych. Właściciele tej firmy złożyli do prokuratury
doniesienie o popełnieniu przez Marka Króla i jego wspólników przestępstwa.
Prokuratura po zbadaniu sprawy stwierdza, że ROK Corporation została
oszukana. 15 grudnia 1997 roku Marek Król, Piotr Gabryel i Lech Kruszona
zostają równocześnie zatrzymani przez policję. Zatrzymana wraz z nimi
księgowa AWR "Wprost" przyznała, że wypełniała polecenie transferowania
pieniędzy z ROK Corporation do firmy Króla. Tymczasem niedługo po brawurowej
akcji policji, prokuratura zwalnia zatrzymanych. Oto co mówi na ten temat
Rafał Toliński, prokurator zajmujący się wtedy sprawą "Wprostu" w wywiadzie
udzielonym "Tygodnikowi Poznańskiemu": "W sprawie "Wprost" niczego nie robię
sam, tylko z pełnym błogosławieństwem "góry". Nazajutrz (po zatrzymaniu
udziałowców AWR "Wprost") trafia na moje biurko egzemplarz "Dziennika
Poznańskiego". Biorę do ręki i... nie wierzę. Na zdjęciu widać jak policjanci
doprowadzają Króla. On ma ze sobą telefon komórkowy. Do kogoś telefonuje...
Skandal, rzecz bez precedensu. Kto na to pozwolił? Kto wreszcie jest
adresatem tego połączenia? (...) Nagle zostaję jedynym prokuratorem w Polsce,
który bezpośrednio od ministra sprawiedliwości, wówczas Hanny Suchockiej,
dostaje "karę porządkową upomnienia". Bez prawa do odwołania. Jak się czujęś
Dalej jestem w szoku, ale dodaję jeden do jednego..." Dziennikarz: "Telefon
Króla do ministra sprawiedliwości i interwencja Warszawy w Poznaniu?"
Odpowiedź: "To Pan powiedział, ale wnioski są chyba oczywiste." Sprawę
przekazano prokuraturze w Szczecinie, następnie została ona umorzona. W
chwili obecnej przed Sądem Rejonowym w Poznaniu toczy się sprawa z oskarżenia
prywatnego wniesionego w 2001 roku przez Krzysztofa Grodzkiego z ROK
Corporation przeciwko Markowi Królowi, Piotrowi Gabryelowi i Lechowi
Kruszonie. Grodzki zarzuca im m.in. oszukanie ROK Corporation i doprowadzenie
tej firmy do znacznych strat, oszukanie likwidatora majątku RSW i
Obserwuj wątek
    • mlody.patriota Re: WPROST - KRÓL JEST NAGI 05.10.04, 18:09
      Reszta artykulu tutaj
      www.lewica.pl/?dzial=teksty&id=455
      Milo sie czyta jak towarzysze sie zagryzaja:)))))))

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka