xyz-xyz
17.11.04, 09:42
Władza Kaczyńskich?
W roku 1955, a więc już 49 lat temu, Raymond Aron, francuski filozof,
opublikował głośną książkę „Opium intelektualistów”, która w polskim, wówczas
emigracyjnym przekładzie nazywała się „Koniec wieku ideologii”. Nie sądzę,
aby zbyt wielu ludzi czytało rzeczywiście tę książkę, ale jej tytuł przypadł
do gustu i stał się sloganem. Odtąd więc, aż do dzisiaj, koniec wieku
ideologii uważa się za pewnik.
Tymczasem początek XXI w. zdaje się podważać to przekonanie. Przykładem tego
są m.in. niedawne wybory amerykańskie. Otóż niemal wszyscy poważni
komentatorzy tego zdarzenia zwracają uwagę, że w przeciwieństwie do lat
poprzednich były to wybory najbardziej zideologizowane, w których nie kolor
krawata czy sprawność w opowiadaniu dowcipów, lecz przywiązanie do
określonych wartości decydowało o oddawaniu przez wyborców głosu na
kandydatów do prezydentury. John Kerry, kandydat Demokratów, był w istocie
słabym kandydatem, z rozczarowaniem wysłuchałem jego pożegnalnego
przemówienia do wyborców, o kwalifikacjach zaś umysłowych George'a W. Busha
od lat już krążą setki anegdot i nawet jego matka była szczerze zdumiona,
kiedy wybrano go na gubernatora Teksasu.
Ale w wyborach tych zderzyły się ze sobą dwie Ameryki kierujące się innymi
systemami wartości ideowych. Ameryka liberalna, stawiająca na wolność i prawa
jednostek, a także otwarta i pozbawiona ksenofobii, co widać zarówno w jej
stosunku do wojny w Iraku, jak i do Europy, z Ameryką fundamentalistyczną,
stawiającą na restrykcyjną moralność, świętość rodziny i własności – w której
obronie zwolennicy Busha bronią wolnego dostępu do broni palnej dla każdego –
a także bigoteryjną i imperialistyczną. Badania pokazują, że 90% wyborców
Busha to ludzie regularnie chodzący do różnych kościołów, z których spora
część uważa, że panowanie nad światem jest po prostu misją powierzoną Ameryce
przez Boga.
Zwycięstwo Busha w tych wyborach jest – wbrew głoszonym oficjalnie poglądom –
złą wiadomością dla Polski. Oznacza ono po prostu, że nasz krajowy prawicowy
fundamentalizm znajdzie przychylne echo za oceanem, a wybryki polskich
europosłów domagających się krzyży i kaplic w instytucjach Unii Europejskiej
spotkają się tam ze zrozumieniem.
Bo przecież i u nas, i to w błyskawicznym tempie, nasila się ostra
konfrontacja ideologiczna, której przedmiotem jest ni mniej, ni więcej tylko
kwestia demokracji, a więc koncepcji całkowicie ideologicznej, odwołującej
się nie tylko do konkretnych rozwiązań społecznych czy ustrojowych, lecz
także do ideowych zasad, jak wolność, równość, braterstwo.
Nie pozostawia co do tego żadnych złudzeń obszerny wywiad p. Jarosława
Kaczyńskiego opublikowany w „Polityce”. Jestem wdzięczny p. Kaczyńskiemu, że
w wywiadzie tym mówi, iż ze mną w żadnej sytuacji współpracować nie będzie,
choć nie przypominam sobie, abym kiedykolwiek kierował w jego stronę chęć
współpracy; dobrze jednak, że obaj jesteśmy tego samego zdania. Bowiem gmach,
który po zwycięstwie wyborczym zamierza on wznieść w Polsce, jest ze wszech
miar odrażający.
Jego fundamentem jest „głęboka dekomunizacja”, ponieważ wszystkie afery,
nieprawości, korupcja, a także system gospodarczy Trzeciej Rzeczypospolitej
jest, jego zdaniem, rezultatem tego, iż w odpowiednim czasie nie wypalono
wystarczająco głęboko wszystkich pozostałości po Polsce Ludowej, organizując
zamiast tego Okrągły Stół (przy którym p. Kaczyński zresztą siedział) i
pokojową zmianę ustroju.
Nie wiadomo, jak głęboko chce wypalać p. Kaczyński. Pozbawić byłych członków
partii praw obywatelskich? Skonfiskować mienie, którego już w Trzeciej
Rzeczypospolitej dorobili się dawni dyrektorzy, ekonomiści czy ludzie aparatu
władzy? Zlustrować wszystkich, którzy pracowali w Polsce Ludowej?
„Idę na Polskę robić porządek” mówi w „Skumbriach w tomacie”
Gałczyńskiego „staruszek z pieskiem”, w którego rolę wciela się teraz p.
Kaczyński. Natomiast sam „porządek” wyglądać ma w ten sposób, że – oprócz
podziału obywateli na lepszych i gorszych – likwidacji ulec mają wszystkie
podstawowe instytucje i zasady uważane w tradycji europejskiej za fundamenty
demokracji. Należy tu zwłaszcza, wymyślony przez Monteskiusza i nie bez trudu
wdrożony we wszystkich krajach demokratycznych, podział władz na
ustawodawcze, wykonawcze i niezawisłe władze sądownicze, co p. Kaczyński
uważa jednak za adwokackie krętactwo, które uniemożliwia rządzenie. Z powodu
przywiązania do tych monteskiuszowskich zasad do współpracy z p. Kaczyńskim
nie nadaje się zresztą też, jak czytamy w wywiadzie, prawnik prof. Zoll,
rzecznik praw obywatelskich.
Tego samego zdania były systemy totalitarne, gromadzące pełnię wszystkich
władz w ręku führera lub duce, a także system stalinowski, w którym partia
sama tworzyła ustawy, wykonywała je i sądziła ich rezultaty.
Niezrażony pokłosiem dotychczasowych komisji śledczych p. Kaczyński postuluje
także, aby Polską rządziła w permanencji tajemnicza superkomisja, częściowo
wyłaniana przez Sejm, ale uzupełniana przez „autorytety” (do których ja
właśnie się kompletnie nie nadaję) gotowe nie oglądać się na przepisy prawa i
konstytucję, która oczywiście musi być gruntownie zmieniona. Taką
superkomisją była swego czasu Czeka, organ założony w ZSRR przez
Dzierżyńskiego po to, aby bez oglądania się na przepisy prawa wykańczać
prawicowych Kaczyńskich. Obecnie ma być podobnie, tylko na odwrót.
I tak dalej. Można uznać wywiad Jarosława Kaczyńskiego za majaczenie, chociaż
owemu majaczeniu coraz głośniej wtórują nie tylko Jan Maria Rokita, czego
można się było spodziewać, ale i uchodzący dotąd za umiarkowanego Donald
Tusk, a więc obecni kandydaci do władzy. Niestety jednak historia zna już
kilka takich niepoczytalnych majaczeń, wypisywanych przez niepoczytalnych
demagogów, które ni stąd, ni zowąd stawały się ciałem. Czasami nawet stosami
ciał.
Tak więc za codzienną szamotaniną i powszednim błotkiem, którym obrzucają się
politycy i partie, rysuje się oto w Polsce podstawowy konflikt pomiędzy
demokracją, a fundamentalistyczną prawicą. Konflikt ideologiczny. Jest on
nieporównanie ostrzejszy niż w USA, gdzie przecież nawet Bush nie kwestionuje
praw Kongresu ani władzy Sądu Najwyższego, którym umie zresztą dość zręcznie
manipulować. Jest to konflikt zasad i wartości. Ale jest to również konflikt,
który dotyczy każdego z nas. Naszych upodobań, stylu życia, naszego poczucia
swobody i bezpieczeństwa zarazem.
Kaczyńscy obiecują nam bezpieczeństwo na ulicy. Nigdy dotąd nie mówili jednak
tak głośno o tym niebezpieczeństwie, jakim może się stać dla Polski, która
mimo wszystko wchodzi jednak na drogę europejskiej demokracji, władza
Kaczyńskich.
Krzyszto Teodor Toeplitz