Gość: Bankowiec
IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl
01.06.05, 19:42
Szanowny Panie Popielarz i inni forumowicze,
mylicie się bardzo w kwestii siły nabywczej pracowników PŻM-u.
Mam tu oczywiście na myśli możliwości skredytowania zakupu akcji. Od kilku
lat na rynku usług bankowych mamy do czynienia z rynkiem klienta. Banki
usilnie szukają klientów. Skredytowanie takiej transakcji to niezła gratka
dla niejednego banku.
Na tym forum pisze się o braku zabezpieczeń. Niestety osoby które to piszą
nie mają pojęcia o zasadach finansowania transakcji akcjonariatu
pracowniczego. Dla dobra spółki pracowniczej nie będę tu wchodzić w zawiłości
inżynierii finansowej tego typu transakcji.
Skupię się na tym co mogą uzyskać pracownicy od banku bazując na swojej
własnej zdolności kredytowej. Otóż oceniam ich średnią zdolność kredytową na
ok. 100.000PLN.
Kredyt tej wysokości zaciągnięty na 10 lat oznaczałby miesięczną spłatę w
wysokości ok. 900PLN. Budżet większości rodzin pracowniczych upora się z taką
ratą bez trudu.
Pracownicy PŻM-u nie są ludźmi bardzo młodymi, pracują w tej firmie od wielu
lat. Większość z nich ma już za sobą zakup mieszkania lub domku
jednorodzinnego. Marynarze, który mieli szczęście pracować w latach 70-tych i
80-tych w większości zarobili wtedy na własne domy korzystając z możliwości
handlu i wysokiego kursu dolara. Dzisiaj także mają nadal wyższe zarobki niż
przeciętni pracownicy lądowi.
Zabezpieczeniem dodatkowym takiego kredytu mogłaby więc być hipoteka na
mieszkaniu własnościowym lub domu. Mieszkanie 60-70m2 jest dzisiaj warte ok.
180.000 PLN, więc jeżeli hipoteka jest wolna lub tylko częściowo zajęta można
bez trudu zaoferować takiej osobie 100.000PLN kredytu w dodatku na
korzystnych warunkach.
Nieco trudniej mogą mieć tylko młode osoby „na dorobku” które dopiero kupują
mieszkanie lub spłacają duży kredyt. Z uwagi na średnią wieku osoby takie
stanowią jednak mniejszość w tej firmie. Poza tym są już banki, które udzielą
takiego kredytu pod weksel bez zabezpieczeń – kosztuje to wtedy trochę
drożej. Podstawą jest stała umowa o pracę. Odkupienie akcji przez spókę
pracowniczą jest dla banku gwarancją spłaty w sytuacji gdyby pracownik
zmieniał pracę. Bank poprzez odpowiednią klauzulę w umowie zabezpieczy sobie
spłatę przejmując środki które pracownik otrzyma za akcje . Według prostych
rachunków mamy więc już 300.000.000 PLN (3.000 pracowników x 100.000PLN).
Jeżeli firma trafi kiedyś na giełdę taka inwestycja może okazać się bardzo
dochodowa. Powodzenie emisji akcji PKO BP i innych emisji, które miały
miejsce w tym i minionym roku zachęca do takiej transakcji. Z opinii
prezentowanych na forum wynika, że managerowie będą chcieli dokupić akcje –
dla inwestorów to tylko dobra wiadomość. Oznacza to, że jeżeli z jakiś
względów będą chcieli zrezygnować z inwestycji to akcje pozostaną płynne,
mimo, że nie będą nigdzie notowane. To czy ktoś zatrzyma akcje czy wcześniej
je odsprzeda to już jego osobista sprawa. Myślę, że nie rwał Pan/Pani włosów
z głowy kiedy inwestorzy na pierwszych sesjach sprzedawali akcje banku PKO
BP. Taka była ich strategia i tak samo pracownicy PŻM-u będą mogli sami
zdecydować jak długo zechcą trzymać akcje. Nie nam się tym zajmować.
Powyżej wymienione 300 milionów nie wyczerpuje jeszcze możliwości własnych
pracowników. Maja oni także zasoby gotówkowe, które w określonej części mogą
przeznaczyć na zakup akcji. Ich skłonność do inwestowania zależeć będzie od
tego jaki plan przygotuje firma w skrócie jak długo przyjdzie czekać na
publiczną ofertę.
Poza pracownikami środki można jeszcze pozyskać od inwestorów przejściowych
tzn. instytucji finansowych, które kupują pakiety akcji na czas określony –
po to aby otrzymywać co roku zysk lub też po wejściu firmy na giełdę sprzedać
akcje na wolnym rynku.
W tym układzie nie jest potrzebny żaden inwestor strategiczny. Można to
zrobić własnymi siłami płacąc należne pieniądze do Skarbu Państwa.
Proszę więc nie powtarzać banałów o uwłaszczeniu na 700 milionach. Duża część
wartości firmy mogłaby być spłacona własnymi siłami. Jest w Szczecinie i
regionie kilka firm, które sprywatyzowano w formie spółki pracowniczej,
korzystając z popularnej w latach 90-tych metody leasingu pracowniczego.
Firmy były mniejsze no i wtedy nie było jeszcze politycznej nagonki na tego
typu działania. Większość z nich istnieje do tej pory, niektóre bardzo ładnie
się rozwijają. Pracownicy PŻM- u potencjalnie mogą wygenerować większą
gotówkę niż nieliczne rodzime firmy żeglugowe (wiemy o kogo chodzi…), które
do października chcą jeszcze zrobić interes życia. Zapewniam Pana, że banki
chętniej udzielą 3.000 małych kredytów z ryzykiem na osoby fizyczne niż
skredytują rodzimą firmę żeglugową (nie ma ich zbyt wiele niestety), dla
której mimo hossy kredyt w kwocie zbliżonej do pół miliarda PLN będzie z
pewnością zbyt duży. Ciekawa jestem co powiecie, jeżeli spółka pracownicza
wykaże się pewnego dnia takim potencjałem. Czy też będzie mowa o przekręcie?
Może przekręt to wyłożenie gotówki a obywatelskie działanie to zakup za 10%
wartości i obietnice inwestycji w przyszłości, które nigdy nie zostaną
zrealizowane. Takich przykładów mamy aż nadto.
Trzymam kciuki za spółkę pracowniczą, bo nikt tak jak pracownicy którzy
chronią swoje miejsca pracy nie będzie zainteresowany utrzymaniem tego
majatku.