agus1975
05.06.05, 20:18
Miałam niestety okazję spędzić ze swoją miesięczną Mają dwa dni w szpitalu na
Unii , ale po koleji. W czwartek mała dostała lekkiej wysypki, którą, byłam
pewna, zawdzięczała zjedzonemu przeze mnie bananowi(pomyślałam ze pewnie
czymś sypany)Moje przypuszczenia potwierdził lekarz rodzinny.W piątek rano
mała wygladał już koszmarnie - cała była jedną wielką wysypką.Zadzwoniłam po
pediatrę, który opiekuje się nią prywatnie.Lekarz stwierdził ,że jeszcze
nigdy nie widział tak wysypanego małego dziecka i że to albo reakcja na jakąś
chemię albo stan zapalny czegoś np. układu moczowego wg niego.Zalecił
natychmiast pojechać do szpitala na Unii (bo on tam leczy).Ja spanikowana (to
moje pierwsze dziecko) , on ponaglający wprowadzał dodatkowo koszmarną
atmosferę i suma sumarum zgodziłam sie do tego szpitala pojechać (teraz wiem
ze była to pewnie zbyt pochopna decyzja, ale cóż człowiek wciąż sie
uczy).Przyjęli nas do szpitala na oddział niemowlęcy.Oddział
przepełniony.położona nas, a raczej Maję w 4 osobowej sali.Na unii nie ma
miejsc do spania dla matek,ale mogą one zostawać z dziećmi cała noc ( o tyle
chociaż dobrze , nie musiałam przerywać karmienia piersią no i byłam cały
czas z mała)Biedne mamy śpią więc na lezakach przy łóżkach swoich maleństw.
Sala wygląda jak poczekalnia na dworcu, tłok,porozkładane torby i inne
bambetle, zaduch, przy czym w dzień atmosferę zagęszczają jeszcze dochodzący
tatusiowie i dziadkowie.Ale to wszystko można jeszcze przeżyć, w końcu chodzi
o dobro dziecka a matka to taka istota, która potrafi dużo znieść.Nie
potrafiłam zrozumieć natomiast kompletnego braku lekarzy na oddziale.Rodzice
byli niedionformowani.Nikt nam nie mówił jaka została postawiona diagnoza i
jakie podjęto leczenie a chyba ja jako matka mam prawo wiedzieć co podaje sie
mojemu dziecku.Pielęgniarka która przyszła ze strzykawą do małej na moje
pytanie co to jest i w jakim celu sie to jej podaje odburknęła, ze mam pytać
lekarza, którego nota bebne nie można było złapać.Pielęgniarki( a były tylko
dwie na 19 dzieci) zapominały np. podać kropłowkę dziecku, choć było to
zlecone przez lekarza i maluszek męczył się cała noc.Horror.Wypisaliśmy się
na własne życzenie, bo po dwóch dnich lekarze i tak nie byli w stanie
powiedzieć co się dzieje i od czego ta wysypka. Małej zrobiono badani. które
były poprawne ona czuła się dobrze , uczulenie ustępuje. Jesteśmy w domu bo
obserwować dziecko to ja mogę sama w lepszych dla niego warunkach, tam i tak
nikt nie wiedział czy uczulenie ustępuje. Lekarz na obchodzie pytał się mnie
czy uważam że jest lepiej bo on i tak nie pamiętał jak ona wyglądała dzień
wcześniej.Mam nadzieję ze to nasz ostatni pobyt w jakimkolwiek szpitalu, bo
służba zdrowia u nas jeszcze długo nie będzie na odpowiednim poziomie a
pacjentów traktuje się jak zło konieczne.
Aga