obiuankenobi
28.04.06, 06:55
PiS chce powołać nowe ministerstwa dla swoich koalicjantów. W sumie będzie 18
resortów, to rekord w ostatnich latach.
Dziś w rządzie Kazimierza Marcinkiewicza jest 16 ministerstw. Razem z
kancelarią premiera w tym roku w budżecie przeznaczono na nie prawie 1,7 mld
zł (m.in. płace urzędników, samochody, telefony, biura). Chociaż PiS w
kampanii wyborczej obiecywał program "Tanie państwo", który miał polegać na
cięciach w administracji, to rząd Marcinkiewicza przeznacza na swoje
utrzymanie około 300 mln zł rocznie więcej niż rządy Leszka Millera i Marka Belki.
Żeby zaspokoić apetyty koalicjantów, PiS zamierza wydzielić dwa dodatkowe
ministerstwa z resortu infrastruktury: Ministerstwo Budownictwa i Ministerstwo
Gospodarki Morskiej.
Jeśli nowe ministerstwa powstaną, rząd Marcinkiewicza będzie jednym z trzech
gabinetów z rekordową liczbą ministerstw po 1989 roku - podkreśla gazeta.
PiS nie wyliczył jeszcze, ile będą kosztować nowe resorty. Ale politycy tej
partii przyznają, że pewnie będzie trzeba znaleźć w budżecie dodatkowe pieniądze.
Według wiceszefa PO Jana Rokity, utworzenie dużego resortu może kosztować
nawet do kilkudziesięciu mln zł rocznie. "Wydzielenie budownictwa z resortu
infrastruktury to koszt powyżej 50 mln zł rocznie. Te pieniądze są wydawane
najczęściej na sekretarki, limuzyny itp" - mówi.
Były rektor SGH, do wtorku szef rady służby cywilnej Marek Rocki: "Same
wynagrodzenia dla 100 pracowników ministerialnych to 5 mln rocznie. Dla
przykładu podam, że wynagrodzenia dla 250 pracowników korpusu służby cywilnej
zajmujących się budownictwem, gospodarką przestrzenną i mieszkaniową w
Ministerstwie Infrastruktury to według ustawy budżetowej na 2006 r. przeszło
11 mln zł. Do tego dochodzą koszty obsługi, wynajmu lub utrzymania budynku,
samochody, komputery etc., czyli kolejne 11 mln" - wylicza rozmówca "Gazety
Wyborczej".
wiadomosci.onet.pl/1314005,11,item.html
------------------------------------------------------
i jeszcze metody prawa i sprawiedliwości w rządzeniu:
Kilkunastu wieloletnich dyrektorów departamentów Ministerstwa Skarbu straciło
w czwartek pracę. Według "Rzeczpospolitej" to bezprecedensowa czystka w
dziejach resortu.
Po południu ministerstwo obiegła wieść o nominacji Moniki Nowosielskiej na
stanowisko dyrektora generalnego. Nowa szefowa zaprosiła kadrę ministerstwa na
spotkanie w Sali Kolumnowej.
"Na stołach leżały kartki z nazwiskami. Zrobiło się wesoło, żartowaliśmy, że
będzie wesele" - mówi jeden z zaproszonych.
Jednak dyrektorom wkrótce przestało być do śmiechu - pisze gazeta. Według ich
relacji towarzyszący Nowosielskiej młody człowiek zamknął na klucz drzwi do
sali: "Dyrektor powiedziała, że zostaniemy zwolnieni. Wyczytywała nazwiska.
Ludzie podchodzili i wręczała im wypowiedzenia. Młody człowiek robił zdjęcia"
- opowiada kolejna osoba.
Jeden z dyrektorów zaprotestował przeciw fotografowaniu: "Wy już tu nie
rządzicie" - usłyszał. Kolejny z wypowiedzeniem w ręce chciał wyjść z sali.
"Usłyszał, że ma grzecznie czekać" - relacjonuje pracownik ministerstwa.
Pracę stracili wieloletni wysocy urzędnicy ministerstwa. Niektórzy przetrwali
siedmiu ministrów. Pechowy dla nich okazał się kierujący od dwóch miesięcy
resortem Wojciech Jasiński.
"To skandal bez precedensu" - komentuje sprawę były minister skarbu Janusz
Lewandowski (PO).
Rzecznik MSP Marcin Mazurek nie chciał komentować trybu zwolnień. Tłumaczy, że
były potrzebne, bo w ministerstwie trwa reorganizacja: "Niektórych stanowisk
było za dużo. Pracę straciło 14 dyrektorów na 44" - powiedział "Rzeczpospolitej".
biznes.onet.pl/0,1314004,wiadomosci.html