zona.pijaka
03.08.06, 07:36
W nocy z 29 na 30 kwietnia 1958 r. patrol milicyjny na jednej z ulic
Wrocławia zauważył mężczyznę, który swoim zachowaniem wzbudzał podejrzenie. W
czasie legitymowania go milicjanci spostrzegli, że zatrzymany posiada nożyce
do cięcia żelaza, zawieszone na ramieniu pod płaszczem. W pewnym momencie
nieznajomy gwałtownie sięgnął ręka pod płaszcz w stronę pasa. Wtedy
funkcjonariusze MO obezwładnili go i w wyniku rewizji znaleźli przy nim
gotowy do strzału pistolet typu FN, 67 sztuk amunicji kal. 9 mm, rękawiczki
gumowe, dwie latarki, klucze i inne narzędzia mogące służyć do dokonywania
przestępstw.
Mężczyzna wyjaśnił, że zarówno broń, jak i narzędzia... znalazł przed chwilą
na ulicy i szedł właśnie do komisariatu MO, aby je oddać.
Pierwsze zabójstwo
Dzień 18 lipca 1946 r. powoli dobiegał końca. W parku u zbiegu bytomskich
ulic Tarnogórskiej i Morcinka, pomimo zmroku, bawiły się dzieci. Opodal w
cieniu drzew, kobieta prowadziła ożywioną rozmowę z mężczyzną. Nagle padły
strzały. Gdy na ich odgłos przybiegli pierwsi przechodnie, kobieta już nie
żyła.
W czasie oględzin miejsca przestępstwa znaleziono tylko kilka łusek pocisków
kal. 9 mm oraz drobną sumę pieniędzy, którą denatka miała przy sobie.
Zabezpieczone na miejscu zdarzenia łuski przesłano do badań, jednakże broń z
której zostały odstrzelone, nie była zarejestrowana w centralnej zbiornicy
KGMO.
Sekcja zwłok wykazała, że śmierć nastąpiła wskutek ran postrzałowych
przenikających klatkę piersiową, serce i płuca. W wyniku postrzału nastąpił
wewnętrzny wylew krwi do jamy opłucnej i osierdzia.
Tożsamość ofiary udało się ustalić dopiero po upływie kilku tygodni. Nazywała
się Anna S., miała 45 lat i zamieszkiwała ostatnio w jednej z podwrocławskich
wsi. Tam też, po repatriacji z Lwowa, w maju 1945r. osiadła wraz z dwójką
dzieci.
Kilka dni przed zabójstwem odwiedził ją znajomy ze Lwowa, który wykorzystując
nadmiar zaufania, okradł mieszkanie i uciekł w nieznanym kierunku. Przyjazd
Anny S. Do Bytomia miał na celu odnalezienie nieuczciwego znajomego. On też -
od chwili uzyskania tej informacji - znalazł się w centrum uwagi prowadzących
śledztwo.
W listopadzie 1946 r. znajomy Anny S. został zatrzymany przez władze
wojskowe. Okazało się, że był od dłuższego czasu poszukiwany za dezercję. Nie
przyznał się jednak do zabójstwa Anny S. Upływ czasu w znacznym stopniu
utrudnił sprawdzenie alibi podejrzanego, a także praktycznie uniemożliwił
zebranie innych obciążających dowodów przeciw niemu. W tej sytuacji
prokurator umorzył śledztwo przeciwko podejrzanemu.
Drugie zabójstwo
Prawie 10 lat później, w okresie od listopada 1956 r. do kwietnia 1957 r.
miały miejsce kolejne zabójstwa oraz dwa usiłowania, które pod względem
sposobu, jak i okoliczności ich popełnienia wskazywały na liczne podobieństwa
z zabójstwem Anny S.
Dnia 26 listopada 1956 r. Chaim N. wyszedł z pracy punktualnie o godz. 18.
Podczas drogi do domu, jak zwykł, to czynić - zatrzymał się przy budce z
piwem, aby wypić butelkę portera. W kwadrans potem sąsiedzi znaleźli Chaima
N. martwego w bramie posesji, w której mieszkał. Nie miał on na ciele
widocznych obrażeń. Oględziny ubrania i miejsca wypadku nie przemawiały za
tym, aby uprzednio stoczył z kimś walkę. Prawdopodobnie niczego mu nie
zrabowano, gdyż miał przy sobie pieniądze i dokumenty. Okoliczności zdarzenia
wskazywały na to, że Chaim N. zmarł śmiercią naturalną.
Sekcja zwłok zmarłego wzbudziła jednak zdumienie. Okazało się, że przyczyną
nagłej i gwałtownej śmierci był postrzał klatki piersiowej, który uszkodził
mięsień sercowy, aortę i płuco.
Pocisk znajdował się na końcu kanału postrzałowego w tylnej ścianie klatki
piersiowej. W okolicy rany wlotowej w kanale postrzałowym i na ubraniu nie
stwierdzono cech strzału z przyłożenia lub z bliska. Strzał oddany został
więc z oddali. Pocisk wydobyty z ciała denata miał zniekształconą podstawę i
czubek. Na jego części cylindrycznej znajdowały się ślady sześciu pól i bruzd
przewodu lufy, w tym - dwa ślady pól i bruzd były zatarte. Na postawie tych
śladów ustalono, że pocisk ów przeszedł przez przewód lufy kal. 5,6 mm. Broń,
z której został odstrzelony nie była zarejestrowana w centralnej zbiornicy
KGMO.
Prowadzący śledztwo nie mieli już wątpliwości, że Chaim N. padł ofiarą
starannie zaplanowanego zamachu. Stwierdzono, że krótko przed godziną 18.15 w
bramie zgasło światło. Sprawca chciał sobie w ten sposób zapewnić dyskretne
warunki działania. Strzelił do ofiary z broni wyposażonej w tłumik, żaden
bowiem sąsiad nie słyszał huku. Wizja lokalna, w czasie której oddano strzały
z kilku rodzajów broni, potwierdziła tę hipotezę.
Dwóch świadków zeznało, że wkrótce po wypadku zauważyli wychodzącego z bramy
mężczyznę w średnim wieku. Ubrany był on w ciemną kurtkę, spodnie tzw.
bryczesy i buty z cholewami. Jeden ze świadków zeznał, ze miał on krótko
strzyżony wąsik. Na ulicy było jednak zbyt ciemno, by świadkowie spostrzegli
rysy twarzy. Innych informacji o zabójcy nie udało się uzyskać.
W dniu 4 stycznia 1957 r. jeden z mieszkańców posesji, w bramie której
dokonano zabójstwa, Paweł K. znalazł w skrzynce na listy anonim wraz z
dołączoną do niego łuską od pocisku kal. 5,6 mm. Anonim napisany był
niewprawnym pismem ręcznym, z błędami ortograficznymi. Łuskę niezwłocznie
przesłano do Zakładu Kryminalistyki KGMO w celu przeprowadzania badań
porównawczych. Niestety nie przyniosły one spodziewanych rezultatów.
Milicja podejrzewała kilka osób o zabójstwo Chaima N., m.in. sąsiada
zabitego, a także grupę przestępców kryminalnych. W toku śledztwa nie zdołano
jednak zebrać przeciwko nim odpowiednich dowodów.
Kolejne zabójstwa i dwa usiłowania zabójstw
Inżynier Józef S. mieszkał na peryferiach Wrocławia w dzielnicy willowej. Ok.
godziny 21, 9 stycznia 1957 r., powrócił taksówką wraz z żoną z miasta. Przed
bramą stało dwóch mężczyzn.
Po uregulowaniu należności za przejazd taksówką inż. S. poszedł po syna do
swej matki, jego żona zaś, Janina S., udała się do mieszkania. Będąc w kuchni
usłyszała na podwórzu kroki. Była przekonana, że to mąż wraca z dzieckiem.
Nagle usłyszała huk. Wybiegła przed dom i zobaczyła uciekającego przez ogród
mężczyznę. Rzuciła się za nim biegiem, lecz wkrótce zrezygnowała. Pobiegła w
kierunku garażu i w ciemności potknęła się o ciało męża.
Jedynym świadkiem zabójstwa był pięcioletni syn zamordowanego, który widział
sylwetkę sprawcy i słyszał, jak ojciec w czasie szamotaniny wymienił jego
nazwisko. Niestety, chłopiec nie zapamiętał tego nazwiska. Zabójcę widziała
także Janina S. i zapewniła, że będzie w stanie go rozpoznać.
W pobliżu garażu, gdzie inż. Józef S. stoczył walkę z napastnikiem,
znaleziono dwie łuski kal. 9 mm oraz oprawkę od zegarka z uszkodzonym jednym
uchwytem do paska. W ogrodzie natomiast odkryto kilka nadających się do
gipsowych odlewów, śladów obuwia.
Zabezpieczony materiał dowodowy nie pozwolił na szybkie i bezpośrednie
ustalenie sprawcy zabójstwa inż. S., w znacznym jednak stopniu przyczynił się
do powiązania tego czynu z zabójstwami dokonanymi w poprzednim okresie.
Na podstawie badań łusek stwierdzono, że broń, z której je odstrzelono,
została już użyta w Bytomiu dnia 18 lipca 1946 r. do zabójstwa Anny S.
Ponadto ustalono, że oprawka pochodziła od zegarka należącego do Chaima N.
Ustalenie powyższych faktów pozwoliło na wyciągniecie dwóch bardzo istotnych
wniosków: 1) zabójstw Anny S., Chaima N. oraz Józefa S. dokonał ten sam
sprawca, 2) przestępca dysponował dwoma rodzajami broni, tzn.: bronią kal. 9
mm oraz bronią małokalibrową.
W wyniku dalszych czynności śledczych ustalono nazwiska dwóch mężczyzn,
którzy w momencie powrotu ostatniej z ofiar seryjnego zabójcy z miasta
znajdowali się w pobliżu bramy. Wyjaśnili, że przyjechali do inż. S. po to,
aby kupić od niego samochód, transakcja jednak nie doszła do skutku. W
związku z czym