Gość: Gryf
IP: *.internetdsl.tpnet.pl
23.02.03, 20:00
Po przesiedleniu rodziny z majatku znajdujacego sie na granicy obecnej
Bialorusi oraz Litwy czesc rodziny wraz z ciotka Wanda znalazla sie na tzw
ziemiach odzyskanych w okolicy duzego portowego miasta.Z majatku nie
pozostalo wiele, napewno patriotyzm a z dobr materialnych zlota
broszka.Legenda rodzinna mowila ze broszka ta wykonana zostala jako wotum za
ocalenie najstarszego brata ciotki a zeslanego na sybir na poczatku XX-wieku.
Cecha charakterystyczna byl wykonany z kilkunastu turkusow krzyz
wkomponowany w zlota broszke.
Po zagospodarowaniu sie na "nowym" ciotka pomagala jak mogla niedobitkom z
AK.Przez okres ok pol roku przebywal w ukryciu u ciotki oficer AK ktory
szykowal sie do przekroczenia zielonej granicy. Miejscowe sluzby
bezpieczenstwa weszyly bezustannie.
Nie wiadomo kto zadenuncjowal i zdradzil miejsce pobytu ukrywajacego sie.
W kazdym razie ,ktoregos dnia kilkunastu funkcjonariuszy wtargnelo do domu
ciotki Wandy i aresztowalo ukrywajacego sie oficera. Mlody UB-wiec dowodca
grupy zwrocil uwage na piekna zlota brosze.
Ciotka Wanda wzywana byla kilkakrotnie na przesluchania i straszona
konsekwencjami za swoj czyn.
Nagle o dziwo wszystko ucichlo, ciotka Wanda powrocila do pracy, moze stala
sie troche bardziej zamknieta w sobie i ostrozna.
Po kilkunastu latach bedac z maja mama, siostra niezyjacej juz ciotki Wandy
w kosciele w duzym portowym miesicie mama moja zbladla, oczy zaszklily sie
lzami.Obok nas siedziala starsza juz pani zona UB-owca ktora do plaszcza
przypieta miala zlota broszke z turkusowm krzyzykiem.
Zaru nie gasi sie ogniem, krwi nie zmywa sie krwia.