Dodaj do ulubionych

Dlaczego zawsze dostajemy w dupe?

12.03.03, 21:04
. St.Lorentz, który w 1917 roku wstąpił na uniwersytet, wspomina: "Z
opowiadania Marii Niedżwiedzkiej-Ossowskiej wiem (było to jeszcze przed mym
wstąpieniem na uniwersytet), że na jednym z pierwszych zebrań Koła
Filozoficznego, w toku dyskusji nad Gorgiaszem Platona, długo debatowano nad
tym, czy lepiej jest krzywdzić, czy samemu doznawać krzywdy." Przytlaczajaca
wiekszosc dyskutantow opowiedziala sie za doznawaniem krzywdy. Młodzież ta,
z taką mentalnością, zostanie wkrótce powołana do odbudowy niepodległości
Polski.
Obserwuj wątek
    • Gość: Gryf Re: Dlaczego zawsze dostajemy w dupe? IP: *.internetdsl.tpnet.pl 12.03.03, 22:14
      swarozyc napisała:

      > . St.Lorentz, który w 1917 roku wstąpił na uniwersytet, wspomina: "Z
      > opowiadania Marii Niedżwiedzkiej-Ossowskiej wiem (było to jeszcze przed mym
      > wstąpieniem na uniwersytet), że na jednym z pierwszych zebrań Koła
      > Filozoficznego, w toku dyskusji nad Gorgiaszem Platona, długo debatowano nad
      > tym, czy lepiej jest krzywdzić, czy samemu doznawać krzywdy." Przytlaczajaca
      > wiekszosc dyskutantow opowiedziala sie za doznawaniem krzywdy. Młodzież ta,
      > z taką mentalnością, zostanie wkrótce powołana do odbudowy niepodległości
      > Polski.

      Zalezy jak zostala wychowana w domu rodzinnym a nie gdzie studiowala ta
      mlodziez.Do odbudowy [tak ciezko wywalczonej] III-ciej Najjasniejszej
      Rzczypospolitej powolala siebie sama post-komuna i "pociotkowie" jej.Widac to
      na codzien w urzedach oraz polityce.



      Tam gdzie dziko kwitnie cnota.
      • Gość: Pragmatyk Re: Dlaczego zawsze dostajemy w dupe? IP: *.teleton.pl 10.03.04, 10:31
        Taki Naród, sam sobie zgotował ten los . W ostatnich 300 latach ; sejmiki ,
        liberum veto , rozbiory , brak państwowości - b. dużego Narodu w Europie -
        rzecz niespotykana na tym kontynencie od setek lat .Przegrane powstania z wyj,
        wielkopolskiego. Przed II wojną słaby gospodarczo i zantagonizowany- wyjazdy do
        Niemiec i Francji do pracy przy kartoflach i węglu - patrz efekt-kampania
        wrześniowa i rozbiory / Niemcy ,Rosja / . Powstanie warszawskie - bez sensu
        zginęło 250 tys. mieszkańców W-wy ku uciesze Stalina . Militarnie czwarta armia
        koalicyjna ale to Francja / przegrana , pijąca szampana z Niemcami/ została
        czwartym mocarstwem . Rezygnacja głupich rodaków np. z Planu Marshala itp plus
        komunizm doprowadził nas do ruiny moralnej i gospodarczej . Lata 80 -te nasza
        walka z komunizmem , wykrwawienie się gospodarki po to aby Czesi , Niemcy
        zrobili to z kwiatami w rękach- zamykali przed nami granice i drwili . Ostatnie
        14 -15 lat - mieliśmy szanszę a co mamy ; 50% Polaków w wieku produkcyjnym
        pracuje , znowu emigracja , zbieranie kartofli u Niemców . Sejm pełen cwniaków
        i nieuków - to już było .Złe prawo , brak jego przestrzegania ,
        partyjniactwo ,lenistwo , brud itd. Brak nauki / patrz nagrody Nobla z nauk
        technicznych , ekonomii, medycyny /. Klasa średnia - sami ją zniszczyliśmy -
        spadek z 10% do 5% w ostatnich latach . Co zatem dalej? - populiści i nieroby u
        władzy - Leper , Gertych , Kalinowski , Kaczyńscy . Znowu emigracja i bieda ,
        głupota . To jest zły Naród - w historii wielokrotnie wyśmiewany i
        słusznie.Irak np. robimy znowu ruch , wydajemy kasę ale ani Kwaśniewski ani
        Miler nie zrobili w odpowiednim czasie nic aby kraj miał z tego jakiś porzytek -
        patrz Turcja , Pakistan i inne . Można dłużej i dokładniej tylko po co ?
        Starczy wstydu .
        • swarozyc Re: Dlaczego zawsze dostajemy w dupe? 10.03.04, 12:29
          taniec chocholow trwa nadal...
    • Gość: KORFI Re: Dlaczego zawsze dostajemy w dupe? IP: *.internetdsl.tpnet.pl 13.03.03, 11:11
      Swarożyc, zwróc uwagę na pytanie: co jest lepiej? Jeśli weźmiesz pod uwagę, że
      na pytanie czy lepiej jest jeździć zgodnie z przepisami czy też nie większość
      (myślę że prawie 100%) odpowie "tak", a nie ma się to nijak do sposobu jazdy na
      drogach, to tu również nie wiadomo czy ta młodzież wybrała tą wskazaną jako
      lepszą filozofię postępowania. Ale temat ciekawy. Pozdr.
    • longplay Interesujące, ale inaczej jest w realym życiu 13.03.03, 12:10
      swarozyc napisała:

      > . St.Lorentz, który w 1917 roku wstąpił na uniwersytet, wspomina: "Z
      > opowiadania Marii Niedżwiedzkiej-Ossowskiej wiem (było to jeszcze przed mym
      > wstąpieniem na uniwersytet), że na jednym z pierwszych zebrań Koła
      > Filozoficznego, w toku dyskusji nad Gorgiaszem Platona, długo debatowano nad
      > tym, czy lepiej jest krzywdzić, czy samemu doznawać krzywdy." Przytlaczajaca
      > wiekszosc dyskutantow opowiedziala sie za doznawaniem krzywdy. Młodzież ta,
      > z taką mentalnością, zostanie wkrótce powołana do odbudowy niepodległości
      > Polski.
      >
      Bardzo interesująca jest Twoja wypowiedż oparta na jakimś praktycznym
      wydarzeniu. Jednak bardziej popieram tu praktyczny głos KORFiego. Moge go
      uzupełnic publikowanymi i znanymi badaniami : Na pytanie czy wierzysz w Boga
      na "tak" odpowiada np : 80 %, a na pytanie czy wierzysz w życie pozagrobowe
      na "tak" odpowiada ok. 60 % ankietowanych.
    • enancjo Re: Dlaczego zawsze dostajemy w dupe? 13.03.03, 13:14
      .. bo ciagle dziekujemy za sam fakt.
      Enancjo
      - nie mydlić oczu...
    • swarozyc Re: Dlaczego zawsze dostajemy w dupe? 13.03.03, 22:34
      Największy z wieszczów mąciciel w głowach i jak byśmy dziś powiedzieli
      największy oszołom wytłumaczył: bo Polska z wyroku Boga jest Chrystusem
      narodów, Mesjaszem. Polska - Mesjasz przez swe cierpienia odkupi grzechy
      świata i powiedzie narody do zbawienia drogą wskazaną przez Kościół katolicki.
      Mickiewicz nauczał rodaków: "Jesteście wśród cudzoziemców jako apostołowie
      wśród bałwochwalców." "Nie wszyscy jesteście równie dobrzy, ale gorszy z was
      lepszy jest niż dobry cudzoziemiec." "Nie wy macie uczyć się cywilizacji od
      cudzoziemców, ale macie uczyć ich prawdziwej cywilizacji chrześcijańskiej." I
      tak dalej, i tym podobne brednie.
      To zostało wydrukowane w roku 1832, świeżo po klęsce Powstania Listopadowego,
      kiedy na emigracji znalazła się tłumnie elita tego powstania. Z tej elity nie
      zaprotestował nikt. Nie znalazł się nikt, kto by nazwał autora mianem, na
      jakie zasługiwał: mianem durnia i szkodnika.
      Nie ma nic z ducha polskiego w tym mesjanizmie, ocieka on katolickim
      cierpiętnictwem. "Kościół cierpi, gdy nie cierpi" - ten dowcip oddaje istotę
      rzeczy. Porażonym klęską wrześniową Polakom przypomniał o tym specjalnym
      orędziem z dnia 30 IX 1939 roku Pius XII: "łzy dla chrześcijanina mają swą
      nadnaturalną wartość i słodycz."
      Papieżowi zawtórował biskup polowy Wojsk Polskich Józef Gawlina. W roku 1940
      jako jedno z pierwszych wydawnictw dla spragnionych słowa polskiego żołnierzy
      na obczyźnie ukazał się zeszyt Nauki Chrystusowej, organu szefa duszpasterstwa
      I Korpusu w Wielkiej Brytanii. Zeszyt ma tytuł O cierpieniu i jemu w całości
      jest poświęcony. Czytamy tam: "I dlatego Kościół z powołania swego, z natury
      swej cierpi. Nie jest rzeczą przygodną, że Kościół idzie drogą krzyżową; jest
      powołaniem Kościoła cierpieć, i dlatego Kościół bez cierpienia obyć się nie
      może. Owszem, im bardziej Kościół cierpi, tym doskonalej spełnia swoje
      zadanie. Stąd wniosek jasny, że cierpienie należy do istoty życia
      chrześcijańskiego. Kto przez łzę patrzy na świat, ten patrzy obiektywnie i ma
      sąd prawdziwy. Dlatego cierpienie jest najlepszą i najkrótszą drogą do religii
      i do Boga."
      Cierpienie zatem jest surowcem, z którego wychodzi bezcenny produkt:
      zbawienie. Wytwórnia, założona przed dwoma tysiącami lat, jest wciąż w pełnym
      ruchu i reklamuje się. Hasłem integrystycznej organizacji katolickiej "Opus
      Dei" jest: "Uświęcajmy cierpienie." Więc uświęcają, sami cierpią niewymownie
      rozjeżdżając po Polsce luksusowymi limuzynami. Encyklopedia katolicka, Lublin
      1979, w tomie III wyjaśnia pod hasłem Cierpienie: "C. towarzyszące życiu
      każdego chrześcijanina nie jest pozbawione sensu. C. jest błogosławieństwem,
      ponieważ zapewnia wejście do Królestwa Bożego, lepiej pozwala dostrzec dzieła
      Boże i zapewnia udział w przyszłej chwale.W aspekcie transcendentnym c.
      złączone jest z działaniem Opatrzności Bożej w świecie i dlatego nie można go
      uważać za bezsensowne; trzeba by bowiem wtedy wykluczyć działanie Boga Stwórcy
      i Zbawcy, będącego nieskończoną miłością i mądrością."
      Cierpienie zatem jest konieczne i dla zbawienia katolika, i dla katolickiej
      teodycei, jest bowiem "złączone" z działaniem Opatrzności i jej niezbadanych
      wyroków w takich na przykład zbawieniorodnych miejscach jak Oświęcim
      (Auschwitz) czy Archipelag Gułag. Katolicka teodycea to właściwy pokarm
      duchowy dla każdego skażonego człowieczeństwa. Jej nonsensów polakatolik nie
      dostrzega.

      Rodzajem kokieterii jest zaznaczanie, że się jej wcale nie posiada.
      • Gość: KORFI Re: Dlaczego zawsze dostajemy w dupe? IP: *.internetdsl.tpnet.pl 14.03.03, 07:55
        Swarożyc, u Ciebie jak zwykle kończy się zawsze tym samym. Jak w
        tygodniku "nie". Zacząłeś normalnie, a teraz zaczynasz znowu pieprzyć trzy po
        trzy. W historii można znaleźć tysiące cytatów na poparcie lub nie dowolnej
        tezy. Szczególnie jeśli je wyjąć z kontekstu całej wypowiedzi lub
        historycznego. Nie wiem czy w ogóle potrzebujesz aby ktoś odpisywał czy tylko
        tak piszesz żeby napisać? Przyszło mi na myśl, że pod względem wnoszenia czegoś
        na tym forum można Cię porównać do posłanek Beger i Błochowiak w komisji
        śledczej.
    • Gość: maniana22 Re: Dlaczego zawsze dostajemy w dupe? IP: *.szczecin.cvx.ppp.tpnet.pl 16.03.03, 20:47
      swarozyc-jak sie wlaczy telewizor,albo otworzy gazete czy slucha radia i ludzi
      w tramwajach to mysle ,że to cierpiętnicza dola być Polakiem.Nigdy nic nie
      pasuje,pełno Onych,którzy psują ,a jak przyjdzie co do czego to mizeria.Mam
      takich ludzi i znam ich,ruki pa szwam i zadnej mysli poza
      schemat,Kasa,kasa,wódeczka,kasa,władza.Jak to się dzieje,że inne nacje dobrze
      wiedzą ze ok 5 % populacji to ludzie nadprzecietni i im powinno sie
      powierzac ,oczywiscie stosujac jakies kryteria kluczowe stanowiska.U nas
      podsatowowe kryteria to uklady,stosunki,poglady polityczne i religijne,a nie
      osobiste przymioty.Zal,zal
    • Gość: One Re: Dlaczego zawsze dostajemy w dupe? IP: *.szczecin.cvx.ppp.tpnet.pl 16.03.03, 21:25
      W d...ę dostajemy, bo ją wypinamy. Bo lubimy być krzywdzeni. Z wyjątkami, bo ja
      cholernie nie lubię dostawać w zadek, zwłaszcza kopniaka i go nie wypinam.
      Częściej jest to policzek, ale też i w odwecie potrafię przywalić na odlew.
      Natomiast smakuje mi coś, co można nazwać altruizmem, choć tak do końca nie
      jest nim. Daje mi wielką radość - dawanie. Ale nie dupy, Swarożycu, ale sam
      fakt, ze mogę komuś ofiarowac coś, czego pragnie. I nie wszystkim rzecz jasna,
      bo świata w pojednynkę nie dam rady zbawić. Na Joszuę z Nazaretu nie nadaję się
      ni w zab.
      Dawaniem jest także reakcja na Twoje oczekiwanie - czyli poddanie się
      prowokacji i reakcja na nią.
      Pozdrawiam.
      • Gość: swarozyc Re: One, Maniek IP: *.telia.com 16.03.03, 22:09
        Dzieki za wasze odp. One - rozszyfrowales mnie...;-))
        Moze jeszcze pociagniemy ten temat?

        Zciagnelem z Forum Kraj

        > Bylo nie bylo Slowianszczyzna zaczyna sie (bardzo schematycznie na Wschod od
        > Odry i Adriatyku) i tam zaczyna sie mniej wiecej granica europejskiej biedy,
        > blupoty, zabobonow, historycznych nieszzesc, komunistycznych rzadow,
        > komunistycznego terroru, komunistycznego prania umyslow, zniewolenia przez
        > religie, wzmozonego zlodziejstwa, ponuractwa, niskiej wydajnosci
        > pracy,stosunkowo wysokiej umieralnosci niempowlat, niskiego standardu
        > zycia,pijanstwa .... itd. Wsrod nich jest stopsunkowo niewiele osiagniec
        > naukowych,niewiele w dziedzinie kultury i sztuki. Co maaja w sobie gorszego
        > od innych plemion Slowianie ?
        ====================
        Jak słusznie zauważyłeś są bardziej podatni na zabobon. Nie ma tu kultu pracy,
        szacunku dla indywidualnego sukcesu. Brak organizacji społeczności od
        najniższego szczebla. Jest pochwała cwaniactwa, złodziejstwa i kurestwa -
        oczywiście podskórna. Nadewszystko zaś panuje tu wielkie zakłamanie i strach.
        Strach przed odpowiedzialnością za siebie, za Państwo. Strach egzystencjalny,
        skutecznie zaszczepiany przez KK. Jesteśmy niewolnikami, choć to niewolnicy i
        barbarzyńcy kiedyś obalili cesarstwo Rzymskie.

        • Gość: One Re: One, Maniek IP: *.szczecin.cvx.ppp.tpnet.pl 16.03.03, 23:27
          Myślę Swarożyc, że niewolnikiem jest ten, kto daje się zniewolić. I Ci, co
          obalili Rzym, nigdy nie byli niewolikami do końca. zachowali swoje
          człowieczeństwo i godność.
          To nie sprawa nacji ale psychiki i świadomości. Im więcej szanujesz siebie -
          tym bardziej umiesz szanować innych.
          W pewnym sensie pochodzenie ma wpływ - bo to wzorce czerpane w wychowaniu i
          genetyczne predyspozycje, ale reszta to sprawa intelektu, psychiki (cechy
          charakteru) i świadomości samego siebie.
          Czy otoczenie ma na nas wpływ - oczywiście i to ogromny. Jeśli w grupie
          (społeczeństwie) nagradza się koniunkturalizm - to wilcze prawo stada, by
          przetwać, nakaże Ci też być koniunkuralistą. Mało kto pozwoli sobie na postawę
          kontra.
          Ale jeśli w tym stadzie dojdzie do głosu przewodnik, prowodyr, mistrz, guru czy
          jak go zwał - człowiek o pozytywnych cechach charakteru, zasadach uznawanych w
          tym stadzie za etyczne - to reszta, prędzej czy później, podporządkuje się mu.
          Zawsze w grupie zwycięża silnieszy.
          Psychologia nieformalnej grupy jest arcyciekawa i jak się ją zna, to łatwiej
          zrozumieć mechanizmy działające m.in. w grupach politycznych i tych
          oficjalnych i tych nieformalnych. Więzi grup nieformalnych (klik, gangów,
          koterii, układów itp) potrafią być bardzo silne i często zagrażają oficjalnym
          strukturom państwa.
          Takie objawy widać np. w naszym kraju.
          Trzymaj się, cholernie lubię te Twoje prowokacje.
          • swarozyc Re: One, Maniek 16.03.03, 23:37
            Gość portalu: One napisał(a):

            >
            > To nie sprawa nacji ale psychiki i świadomości. >> W pewnym sensie
            pochodzenie ma wpływ - bo to wzorce czerpane w wychowaniu i
            > genetyczne predyspozycje, ale reszta to sprawa intelektu, psychiki (cechy
            > charakteru) i świadomości samego siebie.
            ''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''
            Pochodzenie ma wplyw drugorzedny. Przede wszystkim zastany paradygmat
            kulturowy, a jaki on jest to widac od kilkuset lat.
            Sam Dmowski raczyl zauwazyc drapieznosc, dyscypline i bezwzglednosc panstwa
            pruskiego a jednoczesnie fakt zbudowania tegoz panstwa przez etnicznych
            slowian i prusow...
            • Gość: One Re: One, Maniek IP: *.szczecin.cvx.ppp.tpnet.pl 16.03.03, 23:51
              No widzisz Swarożycu, jak się zgadzamy, choć mamy różne argumentacje. Ja
              podchodzę do tego od strony osobowościowej,psychologii, Ty - historycznej.
              Chyba Ci tęskno do jakiegoś ładu wokół nas, jakiś granic wyznaczajacych co
              wolno a co zakazane. Problem w tym, ze naszą zreczywistośc każdy mierzy wg
              własnych kanonów etycznych. I dla jednych są strawy zakazane, dla drugich te
              same sprawy - są objawem swoistej moralności.
              Kiedyś analizowałeś syndrom długopisa służbowego? Dla większości służbowy
              długopis, otrzymany w pracy do ...pracy, ląduje w kieszeni, trafia do domu,
              czasami dla dzieciaka. Praktycznie - nikt nie zostawia go normalnie na swoim
              biurku służbowym, by następnego dnia nim pracować. Głupotka za 1 zł.
              Cak zwrócisz uwagę komuś, że w końcu dostał ten cholerny długopis do pracy a
              nie na prezent dla dzieciaka - Twój rozmówca zgłupieje doszczętnie i
              wytłumaczy Ci, właściciel nie zbiednieje z powodu tej złotówy.
              Szwed ma zakodowane w swojej swiadomości od pieluch, że jak dostał narzędzie do
              pracy - to ma służyć mu do pracy. Polak - że moze robić z nim co chce, nawet
              dać w prezencie i kazać sobie dać drugi długopis.
              Całe zło w naszym kraju - kryje się w naszej mentalności, stosunku do norm
              etycznych i prawa.
              • Gość: Gryf Re: One& Swarozyc i inni !!! IP: *.internetdsl.tpnet.pl 17.03.03, 00:05
                Kolo prawie sie zamyka.Dochodzimy do podstawowego pytania : CO ROBIC ?
                Kolejna rewolucje? Czy promowac "Prace od podstaw"? Czekac na meza opatrznosci?
                Spoleczenstwo jest sfrustrowane, przestraszone brakiem pracy , perspektyw na
                przyszlosc i ............................... dalej robi swoje. Robi to czego
                nie chcemy aby robilo tzn. bierze przyklad z gory. Wladza skorumpowana,
                sadownictwo nieuczciwe, prokuratorzy przekupni. Pytam zatem poraz wtory: CO
                ROBIC?
                Ps. Ja jednak ucze moje dzieci uczciwosci.




                Tam gdzie dziko kwitnie cnota.
                • swarozyc Re: Gryf - to robic 17.03.03, 21:03
                  1. przestac chodzic do kosciola
                  2. Zabrac dziecko z religii w szkole
                  3. umyc klatke schodowa, wspolnie z innymi lokatorami
                  4. Uspic psa jezeli mieszka sie w centrum miasta
                  5. Zwiekszyc ilosc toalet miejskich
                  6. Zciac trawe i podciac drzewa zarastajace place i ulice miasta
                  7. Nie krasc
                  8. Karac zlodzieji
                  9. Na meza opatrznosciowego nie czekac - rewolucja sama wybuchnie.
                  10. wziac sprawy we wlasne rece,...i nie mam tu czlonka na mysli...
                  11. Myslec i dzialac nie patrzac na innych.
                  • Gość: One Re: Gryf - to robic IP: *.szczecin.cvx.ppp.tpnet.pl 17.03.03, 22:12
                    Swarożyc!!! Psa - nie uśpię
                  • Gość: Gryf Re: Gryf - to robic IP: *.internetdsl.tpnet.pl 17.03.03, 22:30
                    swarozyc napisała:

                    > 1. przestac chodzic do kosciola
                    > 2. Zabrac dziecko z religii w szkole
                    > 3. umyc klatke schodowa, wspolnie z innymi lokatorami
                    > 4. Uspic psa jezeli mieszka sie w centrum miasta
                    > 5. Zwiekszyc ilosc toalet miejskich
                    > 6. Zciac trawe i podciac drzewa zarastajace place i ulice miasta
                    > 7. Nie krasc
                    > 8. Karac zlodzieji
                    > 9. Na meza opatrznosciowego nie czekac - rewolucja sama wybuchnie.
                    > 10. wziac sprawy we wlasne rece,...i nie mam tu czlonka na mysli...
                    > 11. Myslec i dzialac nie patrzac na innych.

                    .... no i jeszcze podpowiedz z czego zyc?





                    Tam gdzie dziko kwitnie cnota.
                    • Gość: swarozyc Re: Gryf - to robic IP: *.telia.com 17.03.03, 22:41
                      Przykro mi Gryfie ze nie odpowiem na ostatnie pytanie. Bo tu zarty sie
                      skonczyly a zaczela rzeczywistosc. Osmieszylbym sie gdybym zaczal
                      dawac 'dobre' rady w tym miejscu. Kazdy wie co jest dla niego dobre, a Polski
                      tu na forum nie zbawimy.
                      • Gość: Gryf Swarozyc IP: *.internetdsl.tpnet.pl 17.03.03, 22:53
                        No w koncu sie rozlizniles i mowisz do rzeczy, za to Ciebie lubie. Po chwilach
                        trudnych rozweselasz sie i jestes fajowy!
                        Powiedz dlaczego tak wymijajaco odpowiedziales na moje zapytania do "kretyna2".




                        Tam gdzie dziko kwitnie cnota
                        • swarozyc Re: Gryf 17.03.03, 22:56
                          nie pamietam co masz na mysli. Zaczepiles kogos co sobie jaja robi calkiem
                          niepotrzebnie. Szkoda nerwow. Przeciez za pajaca czasami ja robie....
                          • Gość: Gryf Dlaczego zawsze dostajemy w dupe ? IP: *.internetdsl.tpnet.pl 17.03.03, 23:07
                            ..... a to na zakonczenie [ albo i nie ] Twojego watku "Dlaczego zawsze...."

                            "Narod ktory pragnie wsztstkim sie przypodobac, zasluguje na pogarde
                            wszystkich"

                            Dobranoc.




                            Tam gdzie dziko kwitnie cnota.
                            • swarozyc Re: Dlaczego zawsze dostajemy w dupe ? 17.03.03, 23:12
                              Widze ze wpadles w minorowy nastroj Gryffinku! Niestety masz racje.
                              • swarozyc Re: Dlaczego zawsze dostajemy w dupe ? 17.03.03, 23:38

                                W roku 1772 uderzył grom pierwszego rozbioru. Co niektóry polakatolik -
                                chodzący okaz charakteru narodowego - zaniepokoił się. W sejmie wystąpił poseł
                                Feliks Oraczewski: "...trzeba nam ludzi zrobić Polakami, a Polaków
                                obywatelami, stąd nastąpią wszystkie pomyślne dla kraju powodzenia. (...)
                                Edukacyja narodowa czyni Anglika Anglikiem, Francuza Francuzem i ta powinna
                                czynić Polaka dobrym Polakiem."
                                Była to nieśmiała sugestia, że obowiązująca "edukacyja" kościelna, katolicka,
                                nie wychowywała ani Polaków, ani obywateli. Zilustrował to, podając
                                niewiarygodne wprost fakty, Hugo Kołłątaj: "Któżby temu wierzył, że państwa
                                tak obszerne jak np. Galicya, Lodomerya z Księstwem Zatorza i Oświęcima, jak
                                cała Biała Ruś, jak Prusy Zachodnie, bez wystrzelenia broni, bez dobycia
                                pałasza, pójdą pod panowanie obce (...). Cóż to jest za naród, w którym
                                dorachować się nie można sto tysięcy familii, mającej prawdziwy interes o
                                Konstytucyą rządową."
                                Nie tylko bez dobycia pałasza, ale przy pieniach Te Deum, jak to było we
                                Lwowie, tym mieście "semper fidelis" podobno, szedł polakatolik do niewoli. W
                                dwadzieścia lat później na sejmie rozbiorowym w Grodnie król Polski podpisze
                                dobrowolnie ostateczny jej rozbiór.
                                Fakt upadku Polski skomentował w swych pamiętnikach wytrawny mąż stanu
                                Francji: "Podbito ją, kiedy tylko jej sąsiedzi tego zechcieli, a postępy,
                                jakie poczyniły te jej części, które przypadły ludom bardziej od niej
                                zaawansowanym w cywilizacji, dowodzą, że szczęśliwie dla niej stało się, że ją
                                podbito." Ten paradoks w ustach cudzoziemca okazał się dalekowzroczną
                                przepowiednią, dla Polski życzliwą. Jan Stachniuk w wydanych w roku 1939
                                Dziejach bez dziejów miał odwagę wskazać na dobroczynne dla przyszłości narodu
                                skutki zaborów: "Postawa gospodarcza przeciętnego Polaka, zdeterminowana przez
                                charakter narodowy, (...) znamionuje się chętką wycofania z tłoku
                                współzawodnictwa i zamknięcia się w martwocie otoki ekonomicznej. (...) Dworek
                                szlachecki stał się idealnym wzorem otoki ekonomicznej. W ślad za tym pójść
                                musiało wyobrażenie Rzeczypospolitej jako sumy dworków szlacheckich, upadek
                                wymiany między miastem a wsią, zwrot ku gospodarce naturalnej (likwidacja
                                wczesnego kapitalizmu), cofnięcie się poziomu technicznego (...). Były to
                                proste, bezpośrednie następstwa sklerozy otocznej. (...) Tak spreparowane
                                gospodarstwo narodowe znalazło się po wojnach napoleońskich w orbicie żywych
                                przemian. (...) Przede wszystkim ulega rozbiciu odwieczna skleroza otoczna. W
                                szczególności rozwój kapitalizmu w latach od 1864 do 1914 r. dokonuje
                                głębokiej rewolucji w strukturze gospodarczej narodu polskiego. (...) Z tą
                                chwilą dopiero mamy uchylenie upiora bezdennej pauperyzacji wyniszczającej w
                                zarodku możliwości biologiczne narodu, wysysającego krew setek milionów
                                istnień ludzkich. Z chwilą gdy gilotyna pauperyzacji zostaje pohamowana (...)
                                rozpoczyna się nowa era w demografii Polski. (...) W ciągu stulecia 1815-1913
                                ludność Król. Kongresowego wzrasta z 2,7 milionów do 13,1 milionów, czyli o
                                380%."
                                Taki jest obraz czasów niewoli, kiedy charakter polakatolików, uważany przez
                                nich za charakter narodowy polski, przestał być czynnikiem decydującym o sile
                                gospodarczej i o liczebności polskiego etnosu. Nie dotyczy to zaboru
                                austriackiego, gdzie polski charakter narodowy i jego wyraziciel - polakatolik
                                trwał w najlepsze. Galicja w wieku XIX była krajem nędzy, przeciętny
                                Galicjanin pracował za ćwierć - a jadł za pół człowieka. Po wsiach
                                galicyjskich na przednówku ludzie marli z głodu, zdarzały się - w środku
                                Europy! - wypadki ludożerstwa. Sztuką było tych rzeczy nie widzieć. W tych
                                czasach wychodził w Krakowie miesięcznik Krytyka, redagował go Wilhelm
                                Feldman. W zeszycie III z marca 1911 roku przeczytać można taki
                                nonsens: "Nieszczęściem naszym głównym jest niewola. Gdyby Polska była
                                niezawisła, wytworzyłaby rychło wielki swój przemysł, zorganizowaną klasę
                                robotniczą i rozwijalibyśmy się normalnie, jak każdy naród zachodni" (str.
                                136).
                                Z dopustu Pana Boga i z poduszczeń szatana tenże wyżej wymieniony Jan
                                Stachniuk wymyślił, a Jego Zadruga rozgłasza, że istnieje ścisły związek
                                pomiędzy charakterem narodowym polskim i upadkiem Polski - a katolicyzmem.
                                Katolikowi czytać to hadko. Katolicka gwiazda literatury polskiej, Zofia
                                Kossak, ustaliła, że to nieprawda. Wykryła mianowicie, że swoje Dzieje bez
                                dziejów Stachniuk napisał pod dyktando Berlina. Zofia Kossak, czołowa
                                działaczka Frontu Odrodzenia Polski (w Chrystusie oczywiście), odgrywała wraz
                                z tą swoją organizacją znaczącą rolę w życiu Polski Podziemnej w latach
                                okupacji hitlerowskiej 1939-1944. Jako prawidłowa emanacja charakteru
                                narodowego polakatolików ten FOP szkolił kadry dla Katolickiego Imperium
                                Narodu Polskiego, ono zaś miało, według planów polakatolików, rozciągać się po
                                wojnie aż za Dniepr.10)
                                I jeszcze jeden rys egzotyki polakatolickiej: w roku 1943 pani Kossak z
                                ramienia FOP zwróciła się listownie do Komendanta AK, by w żywotnym interesie
                                Polski nasza Samodzielna Brygada Spadochronowa, utworzona w Wielkiej Brytanii,
                                zaćmiła wyczyn hitlerowca Skorzenego i uwolniła papieża z rąk Niemców.
                                Właśnie tego papieża, Piusa XII, który po napaści Hitlera na Polskę
                                trzykrotnie złamał konkordat z roku 1925, samowolnie obsadzając diecezje
                                polskie swoimi mianowańcami. Na protesty rządu polskiego w Londynie nie
                                odpowiadał.
                                Nauka polska uparcie nie dostrzega najbliższych skojarzeń katolicyzmu z
                                nieszczęsnymi losami narodu. Istnieje dzieło współczesnego historyka, właśnie
                                o rozbiorach. Jest w tej książce Aneks nr 3 pod tytułem: Przyczynek do dziejów
                                charakterologii narodowej w polskiej historiografii.12) Autor cytuje i
                                komentuje mniej lub bardziej dorzeczne banały o polskim charakterze narodowym
                                od Lelewela począwszy, a na Konopczyńskim skończywszy. W cytowanej
                                charakterologii nawet nie pada słówko: katolicyzm. Z sześciu bitych stron
                                zbioru uderza płycizna i nieporadność wobec problemu upadku narodu. Od siebie
                                autor nie ma nic do dodania. Czytelnik naszych historyków wciąż jest skazany
                                na brednie o pożądliwości sąsiadów, o rozleniwiającym wpływie bezkresów
                                Ukrainy na charakter zagubionej tam szlachty polskiej. Czytelnik winien
                                domyślić się, że co innego psujące charakter stepy Ukrainy, a zgoła co innego
                                hartujące tężyznę człowieka prerie Ameryki czy bezludzia Kanady.
                                • swarozyc Re: Dlaczego zawsze dostajemy w dupe ? 18.03.03, 21:32
                                  Trzecia Rzeczpospolita narodziła się w roku 1989 pod znakiem kropidła.
                                  Rozpętało się poświęcanie wszystkiego prócz wychodków publicznych i burdeli,
                                  czyli agencji towarzyskich, tych ostatnich jeszcze nie było. W myśl
                                  obowiązującej po PRL Konstytucji był rozdział Kościoła od państwa. Ale od
                                  wieków wiadomo, że w Polsce jak kto chce, zwłaszcza gdy chcącym jest Kościół
                                  katolicki. Chyłkiem, instrukcją ministerialną, do której dał się użyć minister
                                  z tytułem profesora (doktorat otrzymuje się składając przyrzeczenie: "non ad
                                  vanam gloriam, sed quo magis veritas propagetur") została wprowadzona do szkół
                                  religia katolicka. Cichcem, bez żadnej debaty publicznej, rząd przesłał
                                  sejmowi gotowy już konkordat, już tylko do uchwalenia. Rozwiązany nagle sejm
                                  nie zdążył przysłużyć się Watykanowi. Z wyborów w roku 1993 wyszedł sejm
                                  lewicowy, prawica z jej WC (wartościami chrześcijańskimi) zapadła w polityczny
                                  niebyt.
                                  Nie miało to żadnego praktycznego znaczenia, bo polakatolik, czy to prawy, czy
                                  to lewy, to jednak zawsze katolik. Kapelani katoliccy pojawili się w policji,
                                  straży ogniowej, na statkach rybackich, w marynarce wojennej, w lotnictwie i
                                  przede wszystkim w armii lądowej. Nie wiadomo przeciętnemu obywatelowi,
                                  płatnikowi podatków - w jakim stosunku liczbowym np. do lekarzy wojskowych. W
                                  tym względzie Kościół katolicki ma w swej tradycji piękne wzory. Na przykład w
                                  bardzo katolickiej armii hiszpańskiej w 1534 r. jednostka wojskowa zwana
                                  tercio o sile 3000 ludzi miała etat trzech lekarzy i trzynastu kapelanów.
                                  Piszący o polakatolikach co i raz spotyka się z ich nieobowiązkowością. Przed
                                  pierwszą wojną światową obywatelstwo Wileńszczyzny podjęło zbiórkę pieniędzy
                                  na pomnik-popiersie Mickiewicza. Datki posypały się obficie. Rzecz skomentował
                                  naoczny świadek: "Gdybym był Francuzem lub Anglikiem, to ponieważ popiersie,
                                  nawet ze srebra wykute, nie mogło pochłonąć całej zebranej sumy, sprawdziłbym,
                                  do czyjej kieszeni wlazła i spoczywa różnica między zebranym kapitalikiem a
                                  kosztem popiersia. Lecz nie chciałem i nie chcę oburzać moich współobywateli
                                  takim nieskromnym pytaniem. Jestem Polakiem, znającym swój naród i swój kraj.
                                  Jedną z chlubniejszych jego cech jest, że różne zniszczenia, straty lub
                                  zmarnowania, które w tamtych krajach mają indywidualnych sprawców, u nas nie
                                  mają żadnych."
                                • Gość: swarozyc Re: Dlaczego zawsze dostajemy w dupe ? IP: *.telia.com 21.03.03, 13:12
                                  O ujemnych cechach istniejącej dziś w Polsce kultury wypowiada się
                                  socjolog: "Wiadomo, że Polacy, zarówno chłopi, jak inteligenci, w Ameryce
                                  wykazują znacznie więcej pracowitości i systematyczności w pracy niż w kraju.
                                  Dlaczego? Dlatego, że człowiek pracy w Ameryce, jak w ogóle w krajach
                                  nowoczesnej cywilizacji, jest dominującym wzorem osobowo-społecznym, do
                                  którego dostosować się musi każdy, któremu zależy na szacunku społeczeństwa i
                                  na szacunku samego siebie dla siebie. W kulturze i życiu Polski natomiast
                                  człowiek pracy nie zajmuje zaszczytnego miejsca. Kultura zawodowa jest u nas
                                  bardzo powierzchowna, dominujący jest wzór osobowo-społeczny amatora. W Polsce
                                  amator wzbudza podziw i uznanie, a człowiek pracy - współczucie. Brak ludzi
                                  warsztatu pracy i amatorski stosunek do zajęcia to jest plaga polskiego życia.
                                  Źródła tego zjawiska sięgają daleko w przeszłość, do tych okresów historii
                                  Polski, kiedy nowożytna Europa cywilizowała się, a szlachta polska wyprawiała
                                  harce na dzikich polach Ukrainy."
                                  Szlachta polska wyprawiała harce: a czemuż to szlachta angielska nie
                                  wyprawiała harców, kiedy w tym mniej więcej czasie co polska na Ukrainie,
                                  znalazła się na bezmiarze przestrzeni od Atlantyku po Pacyfik. Analiza pana
                                  socjologa stanowczo nas nie zadowala. Sięgnijmy do historyka, co on sądzi o
                                  tych harcach naszej szlachty: "Na podkładzie sielskiego, ziemiańskiego żywota
                                  w przestworzach wschodnich, przy ekstensywnej gospodarce, wśród bezmiaru pól,
                                  gajów, łąk i wód rozwinęła się iście polska beztroskliwość i obojętność na
                                  wszystko, co nie zagraża wprost naszemu domowemu szczęściu (...) rozwinęło się
                                  lenistwo i niedbalstwo (...) z lenistwem rąk roboczych szło w parze lenistwo
                                  myśli i woli."
                                  Obaj nasi uczeni zgodni są w tym, że starannie omijają fakt dla oceny
                                  zachowania się polskiej szlachty podstawowy: jej uprzednie skatoliczenie. Dla
                                  obydwu nie było wszak tajemnicą to, co miał odwagę stwierdzić Aleksander
                                  Brckner, a mianowicie, że ze szkół jezuickich, dzierżących - pamiętajmy -
                                  monopol na wychowanie, wychodził nie Polak, lecz łacinnik, nie obywatel, lecz
                                  katolik. Ten, owszem, czasem tam poharcował, metodą panakmicicową: hała!
                                  drała! Kupą, mości panowie! Nic konstruktywnego z tego nie wychodziło. Na
                                  przestworzach Ameryki stanął Anglik-purytanin. Zbudował cywilizację i
                                  supermocarstwo. Na przestworzach Dzikich Pól ukrainnych stanął polakatolik. I
                                  popychany przez Watykan, przygotował sobie rzezie, klęski i utratę państwa.
                                  Doharcował się tego, że w czasie rzezi humańskiej w roku 1768 w miejscowości
                                  Lisianka Kozacy wystawili mu pomnik: na jednej szubienicy powiesili psa, Żyda
                                  i Polaka, a na szubienicy napisali: "Lach, Żyd i sobaka, wse wira jidnaka."
                                  Jest jeszcze inna niż dwie poprzednie ocena naszej szlachty, w świadomości
                                  której - nie wiadomo skąd! - panowało przekonanie, że mniejszym grzechem jest
                                  zabicie człowieka niż złamanie kościelnego postu. Tej ocenie damy chyba
                                  pierwszeństwo: "Szlachetczyzna butna i tchórzliwa, wygadana i leniwa, względna
                                  zawsze wobec słabości; zaciekła wobec wszystkiego co wielkie, łatwo
                                  idealistyczna, a sarkająca na każdą realizację - pulsuje głęboko w naszej
                                  krwi. Nic się przez to nie zmieniło, że klejnot i karabelę zastąpił kołnierzyk
                                  i mankiety. Nic nie zmieniła łatwość dostania się do owego środowiska,
                                  niekoniecznie nawet przez cenzus naukowy - szlachetczyzna także nie była
                                  zamknięta kastą. Na dnie wczoraj i dziś leży w różnym napięciu jedno i to samo
                                  podświadome poczucie: szacunku dla stanowiska, POGARDY dla pracy."
                                  Ostoją Ciemnogrodu jest nasza wieś. Rzecz, zdawałoby się, dziwna: wieś, od
                                  wieków krzywdzona przez spółkę pana z plebanem, wzięła rewolucyjny odwet na
                                  pierwszym, pozostawiła drugiego. W Galicji w 1846 roku rżnęła szlachtę,
                                  plebanom, poza kilku wyjątkami, uszło na sucho. W Płomieniach Stanisława
                                  Brzozowskiego stary powstaniec z roku 1863, na wygnaniu, mówi: "Nie, nie
                                  pojadę ja już do Polski. Kościoły tam i księża - panowie i księża. Nie. Siedli
                                  chłopu na szyję i krzyczą: ojczyzna."
                                  Lista krzywd, jakie Kościół wyrządził chłopu, jest co najmniej tak samo długa
                                  jak ta, za którą pan już zapłacił. Kościół pierwszy zaprowadził u siebie
                                  rzymską instytucję "glebae adscripti" i objął nią ludność wiejską w swoich
                                  włościach. Dziesięcina kościelna była znacznie uciążliwsza od pańskiej, którą
                                  chłop oddawał panu na miejscu, snopową zaś kościelną musiał własnym sprzężajem
                                  i na własny koszt zawozić biskupowi do jego dworu, odległego czasem w linii
                                  prostej o 45 km.
                                  Pod koniec Rzeczypospolitej szlacheckiej zdarzało się, że ten i ów ze
                                  światlejszych panów znosił w swych dobrach pańszczyznę i w zamian wprowadzał
                                  oczynszowanie włościan. Historycy milczą, by uczynił tak którykolwiek z
                                  biskupów w majątkach kościelnych. Dla pana chłop był jedynie siłą roboczą i
                                  przymusowym spożywcą pańskiej gorzałki w dzierżawionej przez Żyda pańskiej
                                  karczmie. Kościół też rozpijał chłopa w swoich własnych karczmach, ale nadto
                                  Kościołowi potrzebna była jeszcze dusza chłopska; wpajał chłopu, że to z woli
                                  Boga jest na tej ziemi chłopem, ma zatem słuchać, pracować i dziękować Bogu za
                                  swój los. Kościół pilnie baczył, by do ciemnej głowy chłopa nie dotarł żaden
                                  promyk wiedzy.
                                  Zabór austriacki cieszył się pełną autonomią. Dla galicyjskich władz szkolnych
                                  oznaczało to pełną autonomię utrzymywania wsi w pobożnej ciemnocie. Był taki
                                  kniaź kardynał Jan Puzyna, sługus austriacki; Kazimierz Chłędowski pisze o nim
                                  w swych pamiętnikach, że poszedł na księdza, bo okazał się za głupi dla urzędu
                                  skarbowego, gdzie najpierw próbował się dostać. Ten metropolita krakowski
                                  tępił wszelkie próby budzenia się w Galicji ruchu ludowego. Był w tym w pełnej
                                  zgodzie z polityką tamtejszego ziemiaństwa, które dzierżyło władzę w tym
                                  zacofanym i zabiedzonym kraju. Sprawozdania z debat sejmu we Lwowie u schyłku
                                  XIX wieku w kwestii szkolnictwa wiejskiego to smutne świadectwo obskurantyzmu,
                                  ślepoty politycznej i złej woli panów hrabiów, luminarzy historii i
                                  literatury, profesorów uniwersyteckich. Napiętnował tę obskurancję Aleksander
                                  Świętochowski (Historia chłopów polskich Lwów-Poznań 1928, tom II). Solidarna
                                  z sejmową była polityka kleru. Puzyna pozbawił probostwa i zasuspendował
                                  księdza Stanisława Stojałowskiego (notabene szlachcica z rodu), niepokornego
                                  działacza ludowego. "W 1903 r. biskup tarnowski, ks. Leon Wałęga, chłopski syn
                                  i książę Kościoła, ogłosił List pasterski (...) w sprawie ludowej, w którym
                                  nakazuje proboszczom, przeważnie także chłopskim synom, odmawiać rozgrzeszenia
                                  za czytanie Przyjaciela Ludu. Pismo to założył we Lwowie działacz ruchu
                                  ludowego Bolesław Wysłouch, późniejszy senator w parlamencie 1922 roku w
                                  drugiej Rzeczypospolitej.
                                  O tej duszy niewolniczej, jaką Kościół zdołał wyhodować na wsi polskiej, pisze
                                  działacz ludowy Jakub Bojko, oburzony listem pasterskim Wałęgi: "Chcę pisać o
                                  was, moi bracia-chłopi, coście po naszych spracowanych plecach, przy pomocy
                                  chłopskich krup i jagieł i tego czarnego chlebusia wydrapali się na święty
                                  stopień kapłański, a nawet biskupi... Hola, dzieci!... Wy za nasz chleb
                                  kamieniem nas bić chcecie? W was tchnięto duszę niewolniczą!... Wy przysięgali
                                  słuchać biskupów, ale my w rzeczach świeckich nie. My o swe prawa bez was
                                  walczyć musimy i będziemy."
                                  Bojko stwierdza fakt socjologiczny, że chłop, z chwilą gdy wdzieje na się
                                  sutannę, traci poczucie solidarności z klasą społeczną, z której wyszedł, i
                                  całą swą "duszą niewolniczą" oddaje się w służbę Organizacji o celach z reguły
                                  najzupełniej obcych i Polsce, i polskiej wsi. Co zatem sprawiało i sprawia, że
                                  chłopskie syny masowo idą "na księdza"? Te wszystkie Wałęgi, Gawliny, Baryły,
                                  Cebule, Zieje, Dudki itd.? Powód całkiem zwyczajny: "Kto ma księdza w rodzie,
                                  temu bieda nie dobodzie." I dlatego: "Np. w Haczowie, w diecezji przemyskiej,
                                  w okresie do r. 1888 z 30 chłopskich synów kończący
                                • Gość: swarozyc Re: Dlaczego zawsze dostajemy w dupe ? IP: *.telia.com 24.03.03, 21:41
                                  Walka z katolicyzmem jest walką o pojmowanie istoty człowieczeństwa. W Polsce
                                  ponadto jest walką ze schorzeniem ducha, czego skutkiem jest nasza degradacja
                                  dziejowa. Są, którzy twierdzą, że jest to przedsięwzięcie beznadziejne.
                                  Cytowany wyżej filozof polakatolicki argumentuje, że wiara w realność
                                  metafizyczną, dodajmy od siebie: wiara w boga - jest potrzebą duszy ludzkiej,
                                  która inaczej musiałaby się pogodzić z absurdem świata. Nie miejsce tu na
                                  krytyczną analizę argumentów filozofa o istnieniu takiej ludzkiej potrzeby.
                                  Niemniej przyznać trzeba, że we wszystkich znanych odmianach kultury,
                                  przeszłych i współczesnych, mitologia religijna, przeważnie w postaci religii
                                  teistycznych, istniała i istnieje. To fakt. Ale weźmy pod uwagę i drugi fakt,
                                  równie banalny, że glebą szczególnie urodzajną dla posiewu wszelkich mitów
                                  religijnych były masy prostego ludu. Vox populi vox Dei - ta formuła oddaje
                                  istotę zjawiska. Musiała się z nim liczyć każda elita rządząca. Cezar przed
                                  bitwą badał wolę bogów celebrując wróżby z układu wnętrzności zwierząt
                                  ofiarnych. Wola bogów zawsze wypadała tak, jak Cezarowi było potrzeba. Tłumy
                                  zebrane na Drugą Krucjatę wołały: "Bóg tak chce!" - ale tę wolę boską wpierw
                                  wmówił im święty organizator wyprawy Bernard z Clairvaux. Z pragnieniami mas
                                  muszą się liczyć dzisiejsze demokracje. Tylko w ustrojach totalitarnych wola
                                  boga zwykła się absentować na rzecz woli wodza. Nie dotyczy to rzecz prosta
                                  totalitarnego Kościoła katolickiego, który od góry do dołu wyraża w swych
                                  poczynaniach wolę Pana Boga.
                                  Z kolei wskazać trzeba na fakt trzeci, który zdaje się przeczyć tezie o
                                  niemożliwości usunięcia z dusz ludzkich potrzeby metafizycznej. W górnych
                                  warstwach społecznych nie odczuwają tej potrzeby wyznawcy filozofii
                                  egzystencjalnej. Do żadnego boga nie tęsknią marksiści, takoż ateiści. Także
                                  Najświętsza Panna jako kasztelanka Łęczycka nie wadziłaby nikomu na jakimś
                                  wiejskim ołtarzu. A jak jest nawet w dolnych warstwach społecznych na
                                  Zachodzie - świadczą pustki w tamtejszych kościołach katolickich. Nie ma
                                  znaczenia, że szczególną potrzebę kontaktów metafizycznych okazują staruszki
                                  dewotki, ta stała obsada "stołu Pańskiego".

                                  Bezmyślnym banałem naszego życia jest do niczego nie prowadzące
                                  wytykanie "wad" charakteru Polaków. Czyż to tylko o wady chodzi? Wada produktu
                                  powstaje wtedy, gdy w jakimś szczególe odchyla się od normy. Jeśli ten czy
                                  inny element całości normie odpowiada, to o wadach nie ma mowy. Nieudanym jest
                                  cały produkt. Jeśli personalizm, czyli osobniactwo polakatolika jest normą
                                  konsekwentnie wynikającą z doktryny katolickiej, to postawa jednostki, która
                                  przenosi interes własnej persony nad interes narodu czy państwa, co na jedno
                                  wychodzi - to postawa taka żadną wadą charakteru jednostki nie jest. Jest
                                  prawidłowością wpisaną w kodeks i klimat wychowawczy polakatolika.
                                  Tam, gdzie chodzi o wartości duchowe kształtujące charakter członków narodu,
                                  tam nie może być żadnych niedomówień, przemilczeń, a co gorzej - zakłamań.
                                  Ogólnej niewydolności charakteru polakatolika nie wolno bezmyślnie zwalać na
                                  zabory, okupację, komunę itd. Trzeba, jak uczył Stachniuk, zerwać czapkę
                                  niewidkę z właściwego sprawcy: z katolicyzmu. Trzeba nie ustawać w wysiłkach,
                                  by ta "Octopus Dei", ta ośmiornica potworna ukazana została bez osłonek coraz
                                  szerszej świadomości społecznej jako przedmiot odrazy i nienawiści. Tak!
                                  Nienawiści! Za haniebną rolę katolicyzmu w naszych dziejach; za to, że jest
                                  obrzydzenie budzącym skażeniem człowieczeństwa. Trzeba nie ustawać w
                                  wysiłkach, by błogosławiona, uzdrowicielska nienawiść rodziła się z miłości.
                                  Musimy upowszechniać przeświadczenie, że dla Polaka jedynym kryterium w ocenie
                                  wszech rzeczy jest kierowany rozumem patriotyzm. Nasz naród - oto jest dla nas
                                  wartość najwyższa, absolutna. Patriotyzm jest źródłem naszych gorących
                                  pragnień, myśli i celów życiowych. Wszelkie moralizowanie, "poprawianie"
                                  skażonej mentalności polakatolika jest zajęciem jałowym. Przyjdzie nowy
                                  człowiek, ukształtuje go ideomatryca polska, powoła do czynu mit polski, co go
                                  wieści Zadruga. Będzie to typ ludzki zdolny sprostać wymogom, jakie na tym
                                  świecie stawia nam współzawodnictwo narodów. Wieścimy mit polski wezwaniem:

                                  Odkatoliczyć, unarodowić, dowartościować Polaka!

                                  • Gość: One Re: Dlaczego zawsze dostajemy w dupe ? IP: *.szczecin.cvx.ppp.tpnet.pl 25.03.03, 01:00
                                    Gość portalu: swarozyc napisał(a):

                                    > Walka z katolicyzmem jest walką o pojmowanie istoty człowieczeństwa. W Polsce
                                    > ponadto jest walką ze schorzeniem ducha, czego skutkiem jest nasza degradacja
                                    > dziejowa. Są, którzy twierdzą, że jest to przedsięwzięcie beznadziejne.
                                    > Cytowany wyżej filozof polakatolicki argumentuje, że wiara w realność
                                    > metafizyczną, dodajmy od siebie: wiara w boga - jest potrzebą duszy ludzkiej,
                                    > która inaczej musiałaby się pogodzić z absurdem świata. Nie miejsce tu na
                                    > krytyczną analizę argumentów filozofa o istnieniu takiej ludzkiej potrzeby.
                                    > Niemniej przyznać trzeba, że we wszystkich znanych odmianach kultury,
                                    > przeszłych i współczesnych, mitologia religijna, przeważnie w postaci religii
                                    > teistycznych, istniała i istnieje. To fakt. Ale weźmy pod uwagę i drugi fakt,
                                    > równie banalny, że glebą szczególnie urodzajną dla posiewu wszelkich mitów
                                    > religijnych były masy prostego ludu. Vox populi vox Dei - ta formuła oddaje
                                    > istotę zjawiska. Musiała się z nim liczyć każda elita rządząca. Cezar przed
                                    > bitwą badał wolę bogów celebrując wróżby z układu wnętrzności zwierząt
                                    > ofiarnych. Wola bogów zawsze wypadała tak, jak Cezarowi było potrzeba. Tłumy
                                    > zebrane na Drugą Krucjatę wołały: "Bóg tak chce!" - ale tę wolę boską wpierw
                                    > wmówił im święty organizator wyprawy Bernard z Clairvaux. Z pragnieniami mas
                                    > muszą się liczyć dzisiejsze demokracje. Tylko w ustrojach totalitarnych wola
                                    > boga zwykła się absentować na rzecz woli wodza. Nie dotyczy to rzecz prosta
                                    > totalitarnego Kościoła katolickiego, który od góry do dołu wyraża w swych
                                    > poczynaniach wolę Pana Boga.
                                    > Z kolei wskazać trzeba na fakt trzeci, który zdaje się przeczyć tezie o
                                    > niemożliwości usunięcia z dusz ludzkich potrzeby metafizycznej. W górnych
                                    > warstwach społecznych nie odczuwają tej potrzeby wyznawcy filozofii
                                    > egzystencjalnej. Do żadnego boga nie tęsknią marksiści, takoż ateiści. Także
                                    > Najświętsza Panna jako kasztelanka Łęczycka nie wadziłaby nikomu na jakimś
                                    > wiejskim ołtarzu. A jak jest nawet w dolnych warstwach społecznych na
                                    > Zachodzie - świadczą pustki w tamtejszych kościołach katolickich. Nie ma
                                    > znaczenia, że szczególną potrzebę kontaktów metafizycznych okazują staruszki
                                    > dewotki, ta stała obsada "stołu Pańskiego".
                                    >
                                    > Bezmyślnym banałem naszego życia jest do niczego nie prowadzące
                                    > wytykanie "wad" charakteru Polaków. Czyż to tylko o wady chodzi? Wada
                                    produktu
                                    > powstaje wtedy, gdy w jakimś szczególe odchyla się od normy. Jeśli ten czy
                                    > inny element całości normie odpowiada, to o wadach nie ma mowy. Nieudanym
                                    jest
                                    > cały produkt. Jeśli personalizm, czyli osobniactwo polakatolika jest normą
                                    > konsekwentnie wynikającą z doktryny katolickiej, to postawa jednostki, która
                                    > przenosi interes własnej persony nad interes narodu czy państwa, co na jedno
                                    > wychodzi - to postawa taka żadną wadą charakteru jednostki nie jest. Jest
                                    > prawidłowością wpisaną w kodeks i klimat wychowawczy polakatolika.
                                    > Tam, gdzie chodzi o wartości duchowe kształtujące charakter członków narodu,
                                    > tam nie może być żadnych niedomówień, przemilczeń, a co gorzej - zakłamań.
                                    > Ogólnej niewydolności charakteru polakatolika nie wolno bezmyślnie zwalać na
                                    > zabory, okupację, komunę itd. Trzeba, jak uczył Stachniuk, zerwać czapkę
                                    > niewidkę z właściwego sprawcy: z katolicyzmu. Trzeba nie ustawać w wysiłkach,
                                    > by ta "Octopus Dei", ta ośmiornica potworna ukazana została bez osłonek coraz
                                    > szerszej świadomości społecznej jako przedmiot odrazy i nienawiści. Tak!
                                    > Nienawiści! Za haniebną rolę katolicyzmu w naszych dziejach; za to, że jest
                                    > obrzydzenie budzącym skażeniem człowieczeństwa. Trzeba nie ustawać w
                                    > wysiłkach, by błogosławiona, uzdrowicielska nienawiść rodziła się z miłości.
                                    > Musimy upowszechniać przeświadczenie, że dla Polaka jedynym kryterium w
                                    ocenie
                                    > wszech rzeczy jest kierowany rozumem patriotyzm. Nasz naród - oto jest dla
                                    nas
                                    > wartość najwyższa, absolutna. Patriotyzm jest źródłem naszych gorących
                                    > pragnień, myśli i celów życiowych. Wszelkie moralizowanie, "poprawianie"
                                    > skażonej mentalności polakatolika jest zajęciem jałowym. Przyjdzie nowy
                                    > człowiek, ukształtuje go ideomatryca polska, powoła do czynu mit polski, co
                                    go
                                    > wieści Zadruga. Będzie to typ ludzki zdolny sprostać wymogom, jakie na tym
                                    > świecie stawia nam współzawodnictwo narodów. Wieścimy mit polski wezwaniem:
                                    >
                                    > Odkatoliczyć, unarodowić, dowartościować Polaka!


                                    Swarożycu Miły -
                                    i co z Tobą zrobić po takim wywodzie?
                                    Czy Ci przyszło do głowy, że Polakami są np. ewangelicy? I co z ich
                                    chrześcijańską naturą zrobisz? Odprotestantujesz, unaorodowisz? A co zrobisz z
                                    Polakiem, który urodził się i wychował w latach młodości na Zachodzie a dzisiaj
                                    ma swój dom np. w Szczecinie i nie jest katolikiem?
                                    Moim zdaniem nieco wszystko za mocno upraszczasz. Znam zatwardziałych ateistów,
                                    którzy na stare lata uciekali się do Absolutu i była to ucieczka przed
                                    nieuchronną śmiercią, która nadchodziła z każdą obumarłą u nich komórką w
                                    starzejącym się ciele. Spróbuj zrozumieć umierających i ich protest wobec tego
                                    faktu.
                                    Znam tęgie mózgi naukowców, którym nagle zaświtała boskość w meandrach
                                    wszechświata czy teoriach kwantowych.
                                    Więc chyba to sprawa bardzo osobista, intymna wręcz.
                                    Czy katolik zawsze dostaje w dupę? Był taki jeden, który chciał kochać
                                    wszystkich w sposób absolutny - i powiesili go na krzyżu, bo był inny. To
                                    niejaki Jeszua z Nazaretu, z grecka potem zwany Jezusem. Inny wobec utartych
                                    norm, obyczajów i tradycji.
                                    Potem był jego wyznawca, Marcin Luter z Wittembergii, który wkurzył się na cały
                                    kler frymaczący w imieniu owego Jeszuy z Nazaretu i żadający zapłaty za rzekome
                                    zbawienie i inne prezenty pod nazwą łaski.
                                    Z tego narodziła się Schizma Zachodnia i wyznanie, które wychowało pokolenia
                                    nie dające sobie dawać w dupę.
                                    Wśród nich był niejaki Max Weber, twórca m.in. zw. etyki protestanckiej, czyli
                                    zasady, że praca też jest modlitwą do tego Jeszuy z Nazaretu. Tak jakoś wyszło
                                    temu Maxowi Weberowi, że można i modlić się i pracować dla siebie i dla kraju.
                                    Potem był inny facet, który żył w kraju protestanckim, niejaki Hitler. Swołocz
                                    i kanalia. A obok niego pastor protestancki, czyli nauczyciel o życiu Joszuy z
                                    Nazaretu i etyki Webera także. Też Niemiec - Dietrich Bonhoeffer. Ponieważ
                                    uważał, że Hitler to swołocz i kanalia i trzeba coś z tym zrobić - zrobił.
                                    Był członkiem grupy która urządziła spisek na Hitlera. Nie udał się a pastor
                                    zawisł na haku w obozie we Flosenburgu, razem z gen. Canarissem. Traf chciał,
                                    że pastor mieszkał i nauczał, oraz spiskował pzreciwko Hitlerowi ongiś w ...
                                    Szczecinie-Dąbiu.
                                    Po co Ci to wszystko piszę - byś wiedział Swarożycuu - że sprawa wiary, korzeni
                                    katolickich, czy chrześcijańskich - nie zawsze idą w parze dostawania w dupę, a
                                    jeśli się już dostaje w dupę, to z bardzo różnych przyczyn.
                                    I tyle kazania na dzisiaj.
                                    One

                                    • Gość: Swarozyc Re: One IP: *.telia.com 27.03.03, 18:20
                                      Wśród nich był niejaki Max Weber, twórca m.in. zw. etyki protestanckiej, czyli
                                      zasady, że praca też jest modlitwą do tego Jeszuy z Nazaretu.
                                      '''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''
                                      Weber nie byl tworca ani kaznodzieja, lecz socjologiem ktory studiowal wplyw
                                      religii na rodzaj gospodarki.
                                      Nie bardzo rozumie dlaczego sie rozdrabniasz i piszesz o malej gromadce ok.100
                                      000 szt protestantow w Polsce? do tego niech dojdzie pare milionow, agnostykow
                                      i ateistow i co? i nic! Bez wzgledu ilu katolikow tu mieszka, panuje tu
                                      katolicki paradygmat kulturowy i wszystko jest urzadzone i funkcjonuje(?) na
                                      katolicka modle.
                                      Poza tym mowienie o wyjatkach i uproszczeniach nie wnosi nic do dyskusji o
                                      degenerujacym wplywie katolicyzmu na nasza osobowosc. w koncu we wszelkich
                                      naukach(humanistycznych jak i scislych) stosuje sie uproszczony obraz
                                      rzeczywistosci, celem jej zrozumienia i opisania. Toz samo stosowal Weber w
                                      swoich "typach idealnych" Oczywiscie rzeczywistosc jest bardziej skomplikowana
                                      niz wynika z zamieszczonego przeze mnie tekstu jednak glowny sprawca naszych
                                      nieszczesc zostal zdemaskowany.
                                      • Gość: One Re: One IP: *.szczecin.cvx.ppp.tpnet.pl 27.03.03, 20:47
                                        Gość portalu: Swarozyc napisał(a):

                                        > Wśród nich był niejaki Max Weber, twórca m.in. zw. etyki protestanckiej,
                                        czyli
                                        > zasady, że praca też jest modlitwą do tego Jeszuy z Nazaretu.
                                        > '''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''
                                        > Weber nie byl tworca ani kaznodzieja, lecz socjologiem ktory studiowal wplyw
                                        > religii na rodzaj gospodarki.
                                        > Nie bardzo rozumie dlaczego sie rozdrabniasz i piszesz o malej gromadce
                                        ok.100
                                        > 000 szt protestantow w Polsce? do tego niech dojdzie pare milionow,
                                        agnostykow
                                        > i ateistow i co? i nic! Bez wzgledu ilu katolikow tu mieszka, panuje tu
                                        > katolicki paradygmat kulturowy i wszystko jest urzadzone i funkcjonuje(?) na
                                        > katolicka modle.
                                        > Poza tym mowienie o wyjatkach i uproszczeniach nie wnosi nic do dyskusji o
                                        > degenerujacym wplywie katolicyzmu na nasza osobowosc. w koncu we wszelkich
                                        > naukach(humanistycznych jak i scislych) stosuje sie uproszczony obraz
                                        > rzeczywistosci, celem jej zrozumienia i opisania. Toz samo stosowal Weber w
                                        > swoich "typach idealnych" Oczywiscie rzeczywistosc jest bardziej
                                        skomplikowana
                                        > niz wynika z zamieszczonego przeze mnie tekstu jednak glowny sprawca naszych
                                        > nieszczesc zostal zdemaskowany.

                                        O Maxie Weberze pisałem jako o autorze rozprawy "Etyka protestancka a duch
                                        kapitalizmu".(wyd niemieckie z 1934 r. polskie z 1995 r.) To fakt, Weber nie
                                        był kaznodzieją (u mnie był to dość radykalny skrót myślowy) ani pastorem, nie
                                        mniej jednak jego prace są studiowane w ramach etyki protestanckiej. I każdy
                                        średniozorientowany ewangelik w Polsce je zna.
                                        Dlaczego piszę małej garstce protestantów w Polsce? - bo jestem Polakiem
                                        protestantem. Takim samym jak inni Polacy. I nie cierpię być utożsamiany z
                                        określeniem Polak-katolik.
                                        To że Ty akurat uważasz, ze katolicyzm w naszym kraju wpływa na degenerację
                                        społeczeństwa - to jak na takiego światłego człowieka jakim jesteś - w moich
                                        oczach jest chodzeniem na łatwiznę.
                                        Po drugie na przykładzie schizmy zachodniej chciałem Ci pokazać, że katolicyzm
                                        w swoich wynaturzeniach budzi odrazę. I stac część ludzi na nazywanie rzeczy
                                        po imieniu.
                                        Ale każda ideologia ma swoje wynaturzenia. Problem w tym, czy dla nich jest
                                        poklask. U nas - jest.
                                        Ale zło nie tkwi w katolicyźmie czy innym wyznaniu - ale w jego interpretacji
                                        na nasze codzienne życie.
                                        Bo gdyby ludzie zechcieli rzeczywiście żyć zgodnie z zasadami ewangelii -
                                        katolicyzm nie miałby tego zabarwienia "polskiego" w naszym kraju.
                                        Zastanów się raczej - co Polacy zrobili ze swego sztandarowego wyznania - bo
                                        moim zdaniem, ta cała polska wiara katolicka nic z naukami Ewangelistów nie
                                        ma wspólnego.
                                        Sam jesteś w jakimś sensie skażony tym "polskim" katolicyzmem. Gdyby było
                                        inaczej - nie mówiłbyś o moich współwyznawcach jako o nic nie znaczącej garstce
                                        ludzi. Zapewnie niewiele wiesz o ewangelikach w Polsce i ich wkładzie w polską
                                        nauke, kulturę a nawet polityke i gospodarkę naszego kraju.
                                        Paradygmyt kulturowy tworzymy sami sobie.

                                        • Gość: swarozyc Re: One IP: *.telia.com 27.03.03, 22:10
                                          Gość portalu: One napisał(a):
                                          O Maxie Weberze pisałem jako o autorze rozprawy "Etyka protestancka a duch
                                          kapitalizmu".(wyd niemieckie z 1934 r. polskie z 1995 r.) To fakt, Weber nie
                                          był kaznodzieją (u mnie był to dość radykalny skrót myślowy) ani pastorem, nie
                                          mniej jednak jego prace są studiowane w ramach etyki protestanckiej.
                                          ''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''
                                          Niech Cie kule bija! Mi zarzucasz uproszczenie a sam nazywasz webera
                                          kaznodzieja! To sie nazywa "uproszczenie"!
                                          (Praca ta ukazala sie po niemiecku po raz pierwszy w 1905r a po polsku w 1994
                                          w wyd. Text)
                                          ''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''
                                          To że Ty akurat uważasz, ze katolicyzm w naszym kraju wpływa na degenerację
                                          > społeczeństwa - to jak na takiego światłego człowieka jakim jesteś - w moich
                                          > oczach jest chodzeniem na łatwiznę.
                                          '''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''
                                          A co mialem napisac? Cala ksiazke? Po co? "Twoj" Weber juz to zrobil jak i
                                          Stachniuk!
                                          ''''''''''''''''''''''
                                          Ale zło nie tkwi w katolicyźmie czy innym wyznaniu - ale w jego interpretacji
                                          ''''''''''''''''''''''''''''''''''
                                          Mowisz jak (nie obrazajac) domorosly marksista po krotkim kursie WKP(b)
                                          " Marksizm nie jest zly, tylko jest zle interpretowany" - to juz Polacy znaja,
                                          szczegolnie po 1989r.
                                          '''''''''''''''''''''''''
                                          Bo gdyby ludzie zechcieli rzeczywiście żyć zgodnie z zasadami ewangelii -
                                          > katolicyzm nie miałby tego zabarwienia "polskiego" w naszym kraju.
                                          > Zastanów się raczej - co Polacy zrobili ze swego sztandarowego wyznania - bo
                                          > moim zdaniem, ta cała polska wiara katolicka nic z naukami Ewangelistów
                                          nie ma wspólnego.
                                          '''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''
                                          Rownie skazeni i zyjacy w nedzy materialnej i duchowej sa katolicy hiszpanscy,
                                          portugalscy, a szczegolnie potworki splodzone przez katolikow na kontynencie
                                          amerykanskim; mieszkancy ameryki pld.
                                          ''''''''''''''''''''''''''''''''
                                          > Sam jesteś w jakimś sensie skażony tym "polskim" katolicyzmem. Gdyby było
                                          > inaczej - nie mówiłbyś o moich współwyznawcach jako o nic nie znaczącej
                                          garstce ludzi. Zapewnie niewiele wiesz o ewangelikach w Polsce i ich wkładzie
                                          w polską nauke, kulturę a nawet polityke i gospodarkę naszego kraju.
                                          '''''''''''''''''''''''''''''''''
                                          najprawdopodobniej jestem skazony kultura w ktorej wzrastalem przed laty(co
                                          nie ma nic do rzeczy) a i tak powtorze to co powiedzialem w poprzednim poscie;
                                          jestescie nieznaczaca garstka zyjaca w panstwie KATOLICKIM i standarty
                                          kulurowe panujace w tym kraju dotycza was w najwyzszym stopniu. Kultura malych
                                          grup(jaka jestescie) nie ma wplywu nawet na dowolny powiat . Na Slasku
                                          cieszynskim gdzie jest was najwiecej moze jest inaczej ale tam zamieszkujecie
                                          w zwartej grupie.(niestety Pan Buzek okazal sie najbardziej katolickim
                                          protestantem- doskonaly okaz upadku moralnego i dowod jak trudno byc dobrym
                                          protestantem w katolickim otoczeniu)
                                          > Paradygmyt kulturowy tworzymy sami sobie.
                                          ????(katolik- warcholik? "Moj dom jest moim zamkiem" jak mowia moi
                                          protestantscy sasiedzi...)

                                          Odkatoliczyc, unarodowic, dowartosciowac Polaka!
                                          • Gość: One Re: One IP: *.szczecin.cvx.ppp.tpnet.pl 27.03.03, 23:21
                                            Wiesz Swarożycu Zadziorny, nie będę się z Tobą kłócić. Ale nie napisałem, że
                                            pierwsze wydanie Mxa Webera jest z 1934 r. Akurat takie mam w domu. Podałem
                                            Ci , gbyś wiedział, że mam to pod ręką i nic więcej. Widzę Nieznośny
                                            Antykatoliku , że musiałeś po półkach swej biblioteki poganiać!Pozostaję przy
                                            swoim, i ludzi będe klasyfikować po tym co robią, a nie jaką wyznają religię.
                                            Znam szubrawców protestantów i szlachetnych katolików, którzy nie afiszują
                                            katolicyzmu zdrowaśkami i koszem przywar nad którymi się znęcasz. Dla nich
                                            religia jest czymś bardzo osobistym.
                                            Zwalanie winy za życie godne pogardy na wyznawaną wiarę u bliźnich jest takim
                                            samym uproszczeniem jak inne.
                                            Jak Ty sobie wyobrażasz mnie, ewangelika, urodzonego i wychowanego na
                                            Zachodzie, mieszkajacego i pracującego w Szczecinie w procesie odkatoliczania,
                                            unarodowienia itp. A w czymże wg Ciebie jestem nienarodowy czy katolicki? W
                                            sposobie myślenia, przecież tolerancja jest raczej obca katolicyzmowi wg Ciebie
                                            opisywanemu. A ja staram się Ci wykazać, że odrobina tolerancji jest Ci
                                            potrzebna. Choćby w sprawach wyznania.
                                            A co Tobie Swarożycu potrzeba do odkatoliczenia się i unarodowienia? Czujesz
                                            się zbyt mało Polakiem? A za dużo - katolikiem made in Poland?
                                            Nie bardzo Cię rozumiem...
                                            Powiem Ci jedno, jako człowiekowi wychowanemu w tradycyjnie protestanckim domu
                                            na Zachodzie (nie w Niemczech) po przyjeździe do Polskie najbardziej uwierał
                                            brak tolerancji, brak chęci zrozumienia innego człowieka i brak podsznowania
                                            godności bliźniego. Wychowywałem się w bogatym domu, z "kolorową" służbą i
                                            nigdy nie odważyłbym się oceniać ludzi po kolorze skóry czy wyznaniu. Mój
                                            pediatra był Senegalczykiem, niania szkodzką dziewczynią. W moim domu ludzie
                                            pracujący u nas byli takimi samymi pracownikami, jak mój opiekun w swoim biurze
                                            projektów. Zarabiali pracą na swoje utrzymanie, a ja jako gównierz musiałem
                                            szanować ich pracę. Często nawet pomagałem, jak miałem czas. W końcu dla
                                            każdego chłopaka praca przy samochodzie jest czyms fascynujacym.
                                            Szofer, pokojówka, niania czy lekarz - byli takimi pracownikami jak ekspedient
                                            w sklepie, nauczyciel w szkole czy lekarz w szpitalu. Nikt nie odważył się
                                            oceniać ich po wyznaniu. Beth - Szkotka, na pewno byłą katoliczką i jakoś
                                            nikomu to nie przeszkadzało w naszym domu.
                                            Przez całe swoje szczęśliwe szczenięce lata nie spotkałem się taką pogardą,
                                            jaką można spotkać w stosunkach międzyludzkich w naszym kraju.
                                            Przyjazd do Polski był dla mnie szokiem, który nie przeszedł mi do dzisiaj.
                                            Być moze dlatego nie bardzo rozumiem Twóich problemów z "polskim"
                                            katolicyzmem.
                                            Wybacz, jeśłi czujesz się urażóny, ale zechciej Swarozycu zauwazyc, ze w Polsce
                                            mieszkają różni ludzie i nie wszyscu pod sznurek ulegają normom o których
                                            piszesz. Mnie jakoś to nie wychodzi.
                                            • Gość: One Re: One IP: *.szczecin.cvx.ppp.tpnet.pl 28.03.03, 20:24
                                              SWAROŻYCU - czekam na ripostę, mam tak nudno zakończyć dzień?!
                                            • Gość: Swarozyc Re: One IP: *.telia.com 29.03.03, 21:53
                                              Gość portalu: One napisał(a):
                                              Widze One ze zalazlem Ci za skore i jako dobry protestant pozwalasz sobie na
                                              godziwa, protestancka "rozrywke" po pracy, wznoszeniem sie na wyzszy stopien
                                              duchowy poprzez dyskusje z bezboznikiem...

                                              szlachetnych katolików, (...) Dla nich religia jest czymś bardzo osobistym.
                                              ''''''''''''''''''''''''''''''
                                              He, he kochane One, to nie byli szlachetni katolicy, to byli zli ktolicy!,
                                              albowiem czytalem chyba z rok temu w jakiejs polskiej gazecie cytacik jakiegos
                                              katolickiego klechy ktory gromil ze " nie pozwolimy zepchnac religi do jej
                                              indywidualnego odbieraniam, toz to protestantyzm!"

                                              Jak Ty sobie wyobrażasz mnie, ewangelika, urodzonego i wychowanego na
                                              Zachodzie, mieszkajacego i pracującego w Szczecinie w procesie odkatoliczania,
                                              unarodowienia itp. A w czymże wg Ciebie jestem nienarodowy czy katolicki? W
                                              > sposobie myślenia, przecież tolerancja jest raczej obca katolicyzmowi
                                              ''''''''''''''''''''''''''''
                                              nie rozumiem o co Ci chodzi
                                              ''''''''''''''''
                                              > opisywanemu. A ja staram się Ci wykazać, że odrobina tolerancji jest Ci
                                              > potrzebna. Choćby w sprawach wyznania.
                                              > A co Tobie Swarożycu potrzeba do odkatoliczenia się i unarodowienia? Czujesz
                                              > się zbyt mało Polakiem? A za dużo - katolikiem made in Poland?
                                              > Nie bardzo Cię rozumiem...
                                              '''''''''''''''''''''''''''''''''''
                                              Jestes chyba nowy na forum, bo nie wiesz ze nie mieszkam w Polsce od
                                              kilkudziesieciu lat i chyba za bardzo jestem Polakiem bo utrudnia mi to zycie
                                              wsrod zywiolu protestanckiego i germanskiego, a poza tym, w przeciwnym razie
                                              nie niepokoilbym was swoja obecnoscia... Nie sadze abym musial sie
                                              odkatoliczac jeszcze bardziej, co, mam przesladowac swoja katolicka tesciowa ?
                                              ( w mlodosci czlonek PZPR... tacy to oni ci katopolacy)
                                              ''''''''''''''''''''''''''''''''''''''
                                              moze dlatego nie bardzo rozumiem Twóich problemów z "polskim" katolicyzmem.
                                              ''''''''''''''''''''''''''
                                              Bedac nacjonalista polskim (tak troche z oddali)odbieram katolicyzm jako
                                              zrodlo naszego upadku politycznego oraz degrengolady moralnej. Taki jest
                                              wlasnie moj problem z katolicyzmem.
                                              > Wybacz, jeśłi czujesz się urażóny, ale zechciej Swarozycu zauwazyc, ze w
                                              Polsce mieszkają różni ludzie i nie wszyscu pod sznurek ulegają normom o
                                              których piszesz. Mnie jakoś to nie wychodzi.
                                              '''''''''''''''''''''''''
                                              Znowoz to cholerne rozdrabnianie ktore zacmiewa perspektywe; jak pisalem, paru
                                              protestantow i agnostykow z piecioma ateistami nie zmieni ze w Polsce panuje
                                              katolickie pojmowanie moralnosci.
                                              Zobacz co sie dzisiaj w Polsce dzieje! Sejm - przyklad katolickich porzadkow,
                                              szkoly, wojsko, gospodarka, brak opieki socjalnej itp, itd..
                                  • Gość: Zuza Masz rację! IP: 80.51.8.* 25.03.03, 08:34
                                    Odkatoliczyć , umarodowić ,dowartościować wszystkich POLAKÓW.Takie hasło
                                    powinno wisieć w sejmie tuż pod naszym Godłem. Zgadzam się z Tobą.
                                    • Gość: Zuza Re: Masz rację! IP: 80.51.8.* 25.03.03, 09:00
                                      Przepraszam za błąd nie umarodowić a unarodowić.
                                      Ten się nie myli co nic nie robi.
                                      • Gość: swarozyc Re: smutasy, histerycy i nieroby IP: *.telia.com 25.03.03, 11:25
                                        Belzebub oprowadza delegacje Marsjan po piekle.
                                        W jednej z sal pokutnicy sie ciesza , objadaja ,wokolo tancza dziewice -
                                        kto to pyta sie gosc z Marsa, to sa muzulmanie , odpowiada diabel.
                                        W drugiej sali ludzie czytaja ksiazki ,dyskutuja ,pracuja - kto to pyta
                                        sie Marsjanin , to sa protestanci , odpowiada diabel.
                                        W trzeciej sali slychac wrzaski , krzyki, jeki i placz - a tu kto jest ?
                                        to sa katolicy .A czemu oni tak placza i krzycza ??????? pyta sie
                                        Marsjanin -No bo ....oni tak chca , odpowiada diabel.
                                        • Gość: Swarozyc Re: Protestantyzm IP: *.telia.com 29.03.03, 21:11
                                          Protestantyzm

                                          Rozkład średniowiecza pozwolił wyzwolić się znacznym połaciom Europy spod
                                          całunu chrześcijańskiego. Uwolniły się prawie wszystkie narody germańskie.
                                          Stało się to po długich stuleciach błądzeń i walk. Ostateczny podział zestalił
                                          się po wojnie trzydziestoletniej. A i wówczas zerwanie z chrześcijaństwem nie
                                          było zupełne. Mamy na myśli protestantyzm. W naszym ujęciu protestantyzm nie
                                          jest już właściwie chrześcijaństwem. Ponieważ jednak zerwanie nie było
                                          całkowite, da to znać o sobie w dalszej przyszłości, gdy wyczerpie się
                                          bohaterski poryw, który protestantyzm stworzył.
                                          Poza drugorzędnymi akcesoriami protestantyzm nie należy już do
                                          chrześcijaństwa. Jeśli ktoś ma odmienne zdanie, to w takim razie nie wiadomo,
                                          co jest chrześcijaństwem, do czego zaliczyć historię Europy w ciągu półtora
                                          tysiąca lat. Spróbujemy pokrótce udowodnić, jak dalece protestantyzm odchylił
                                          się od trzonu chrześcijaństwa i jego podstawowych instytucji.
                                          Protestantyzm odrzucił podstawową ideę chrześcijaństwa: ideę świadomego
                                          poprawienia człowieka natury za pomocą amputacji zła geniuszu człowieczego.
                                          Nie ma chrześcijaństwa tam, gdzie rezygnuje się z kosmicznego zadania -
                                          naprawienia wrodzonej ułomności człowieka drogą doprowadzenia go do zbawienia
                                          poprzez zwalczanie grzechu pierworodnego, czyli uświęcenia osobowości. Całe
                                          chrześcijaństwo opiera się na pomyśle wynalazku Chrystusowego, który ma
                                          umożliwić przeistoczenie grzesznego człowieka w "naczynie Bogu miłe",
                                          promieniejące bezgrzesznością. Naprawić zepsucie pierworodne człowieka, czyli
                                          dokonać operacji uszlachetniającej na awangardowej formie bytu, oto tytaniczne
                                          zadanie, które przyświecało wszystkim wielkim organizatorom Kościoła i
                                          porywało ich. Jeśli odrzucimy ten "zakon globowy", nie ma tym samym
                                          chrześcijaństwa.
                                          Kazuistyka będzie oczywiście negować to, co wyżej powiedzieliśmy, a sprzyja
                                          jej w tym wypadku chwiejność naczelnych pojęć w tej dziedzinie. Ale znajdzie
                                          się na to sposób. Operacja, o której mowa, czyli "zakon globowy" krzyża, jest
                                          do wykonania dzięki wynalazkowi Chrystusowemu - dzięki "automatowi świętości".
                                          Bez niego nie ma mowy o rewolucyjnym poprawianiu obciążenia grzechowego każdej
                                          osobowości. Jedno bez drugiego to coś w ogóle nie do pomyślenia. Występują
                                          zawsze razem. Z naciskiem więc podkreślamy, że protestantyzm, odrzucając
                                          naczelne powołanie chrześcijaństwa, musiał też odrzucić i narzędzie jemu
                                          służące - zanegować automat świętości. Tu sprawa jest jasna. Gdzie nie ma
                                          automatu świętości, nie ma chrześcijaństwa, gdyż bez tego wynalazku nie da się
                                          ono pomyśleć. Otóż wszyscy wiemy, że automat świętości został w całości
                                          odrzucony przez protestantyzm. O to toczyły się wojny religijne XVI i XVII
                                          wieku. Jako niepotrzebny balast wyrzucił protestantyzm wszystko to, co składa
                                          się na automat świętości, a więc zarówno transmisję zewnętrzną i wewnętrzną,
                                          jak i aparat magii.
                                          Brzmi to tak paradoksalnie, iż musimy chwilę nad tym się zastanowić, tym
                                          bardziej że sami protestanci, stojąc na stanowisku, że słowo "chrześcijaństwo"
                                          oznacza to samo co "dobrze", z taką interpretacją nie zgodzą się chętnie.
                                          Pomyślmy więc chwilę, czy podstawowy element wynalazku Chrystusowego -
                                          transmisja zewnętrzna - jest przyjęty przez protestantyzm czy też nie. Znaczy
                                          to: czy potoki zła płynące przez świat są wykorzystane jako siła napędowa ku
                                          cnotom Chrystusowym? Czy protestantyzm wziął do serca przykazanie Chrystusowe
                                          o błogosławieństwie ubóstwa, niesprzeciwianiu się złu, podążaniu ku
                                          utrapieniom, nędzy, chorobom, upokorzeniom jako czemuś, co uszlachetnia
                                          człowieka? Każdy wie, że jest inaczej. Ożywione protestantyzmem mieszczaństwo -
                                          w swoim bohaterskim okresie - wyznawało zasadę wręcz przeciwną: błogosławieni
                                          bogaci; bogactwo: pomyślność, powodzenie w interesach było świadectwem
                                          przymierza danej jednostki z Bogiem. Na tej podstawie została zbudowana
                                          pomyślność i wielkość gospodarcza krajów protestanckich, ich w XVII wieku
                                          ciągle rosnące bogactwo, co trwało aż do naszych dni. Świat protestancki
                                          stanowczo odrzucił kult ubóstwa, upatrywanie w nędzy znaku
                                          wyższości "moralnej".
                                          Tym samym unieruchomił turbinę utrapień, która nadawała rozmach całemu
                                          szeregowi cnót. Bo skoro człowiek rezygnuje z cnoty pokory, skoro nie poddaje
                                          się fali zła, bijącej w niego udrękami w postaci głodu, zimna, złości
                                          ludzkiej, chciwości, gwałtu - czy taki człowiek może wznieść się do cnoty
                                          miłości? Dla protestanta, żyjącego we względnym nawet dobrobycie, dążącego do
                                          zdobycia majątku, nie ma właściwie pola do praktykowania cnoty pokory i cnoty
                                          miłości. Pokora i miłość są to cnoty doskonale rozwijające się u istot
                                          podległych, zdeptanych, niewolniczych. Gdzież tu mogło być podobieństwo do
                                          etyki skrzętnych kupców, przedsiębiorców, precyzyjnych rzemieślników? A skoro
                                          nie przyjęło się udręk z nędzy wykwitających, czy można było się spodziewać,
                                          że w duszy "zmaterializowanej" zaświta brzask cnoty nadziei i wiary, że udręki
                                          zostaną skompensowane stokrotnie, i wobec tego tych udręk jako cennej waluty
                                          należy skwapliwie szukać? Cenną walutę udręk "tu" zdobywamy za pomocą
                                          specyficznych uzdolnień osobistych - cichości, rezygnacji, małych pragnień,
                                          unikania sprawności zawodowej, bezruchu itd. Są to dyspozycje wręcz przeciwne
                                          tym, które hodował protestantyzm, domagający się "skutecznego powołania
                                          zawodowego", dynamiki osobistej, precyzji pracy, zimnej kalkulacji rzeczowej,
                                          nastawionej na materialny sukces, gdyż to było dowodem łaski Bożej. Mamy tu
                                          pełne przeciwieństwo, krańcowe przeciwstawienie kierunków ewolucji.
                                          Zupełnie podobnie wygląda sprawa transmisji wewnętrznej. Zdławienie zła
                                          wewnętrznego drogą rozniecenia bólu duchowego i uruchomienia w ten sposób
                                          przerzutu na miłość, nadzieję i wiarę chrześcijaństwo najlepiej przeprowadzało
                                          w matecznikach klasztorów. Jak wiemy, protestantyzm instytucji klasztorów w
                                          ogóle nie zna. Ten sam los spotkał magię liturgiczną. Msza święta przestała
                                          być "krwawiącym ciałem Jezusa", "nieustającą ofiarą cierpień krzyża" itd. Nie
                                          spełnia więc magia liturgiczna zadania "przypomnienia" udręk Chrystusowych,
                                          które wzmagają wydajność pracy transmisji zewnętrznej i wewnętrznej,
                                          pracy "automatu świętości". Biorąc rzecz całościowo - protestantyzm pozbył się
                                          prawie bez reszty wynalazku Chrystusowego, wszystkich jego subtelnych
                                          mechanizmów. Nic w tym dziwnego, gdyż odrzucił ideę, której ten wynalazek miał
                                          służyć.
                                          To nie koniec następstw odwrócenia się od fundamentalnych instytucji krzyża.
                                          Skoro zanegowano kosmiczny cel chrześcijaństwa, a następnie i potężny
                                          wynalazek Chrystusa, nie do utrzymania się stała instytucja Kościoła. Odpaść
                                          musiało natchnione kierownictwo, instytucja kapłaństwa, która kierowała
                                          operacją naprawiania grzechu ludzkości, a tym samym i wszystkie atrybuty
                                          magii. Rozwiało się zadanie - marsz od przyrodzoności do nadprzyrodzoności
                                          przez fabrykę przetwórczą, w której furczał automat świętości.
                                          Wszystkie wątki prowadzą do fundamentów wspakultury, do pierwiastków. I tu
                                          odkrywamy, że protestantyzm w okresie swego złotego wieku nie posiadał
                                          właściwie oparcia w pierwiastkach wspakultury. Nie znajdujemy u jego podstaw
                                          ani personalizmu, ani moralizmu, ani nihilizmu, ani hedonizmu. Istnieje wiara -
                                          z pozoru więc spirytualizm. Ale podążanie "tam" odbywa się nie drogą
                                          wyrzeczenia się, kontemplacji, lecz poprzez czynną, wytężoną działalność.
                                          Spirytualizm protestantyzmu niewiele ma wspólnego z wspakulturą. Dopiero
                                          znacznie później, właściwie w naszych czasach, sugestie wspakultury rozpoczną
                                          przesączać się do kręgu protestantyzmu. To samo z "miłością" bliźniego. Nie
                                          nosi ona w protestantyzmie znamion chęci rozbrojenia "złych" mocy, lecz raczej
                                          cechuje ją aktywna solidarność z geniuszem człowieczym w innej jednostce,
                                          znajdującej się w kłopotach. Pomoc człowiekowi jako protestancka miłość
                                          bliźniego oznaczała wolę uchowania geniuszu człowieczego od
                                          • Gość: swarozyc Re: Protestantyzm, cdn IP: *.telia.com 29.03.03, 21:21
                                            Protestantyzm cdn
                                            Spirytualizm protestantyzmu niewiele ma wspólnego z wspakulturą. Dopiero
                                            znacznie później, właściwie w naszych czasach, sugestie wspakultury rozpoczną
                                            przesączać się do kręgu protestantyzmu. To samo z "miłością" bliźniego. Nie
                                            nosi ona w protestantyzmie znamion chęci rozbrojenia "złych" mocy, lecz raczej
                                            cechuje ją aktywna solidarność z geniuszem człowieczym w innej jednostce,
                                            znajdującej się w kłopotach. Pomoc człowiekowi jako protestancka miłość
                                            bliźniego oznaczała wolę uchowania geniuszu człowieczego od zatracenia w
                                            ciężkich sytuacjach. A więc i tu pełne przeciwieństwo, gdyż "miłość
                                            chrześcijańska" to dążenie do zabicia geniuszu człowieczego, jako zła, w sobie
                                            i innych.
                                            Rzecz jasna, że tak ostre przeciwieństwo stanowisk nie daje się utrzymywać
                                            stale. Hipnoza wspakultury zawsze wywiera swój zgubny wpływ, korzystając z
                                            przewagi wykończenia i potęgi zaplecza. Czy po tych pobieżnych uwagach może
                                            być uchowane mniemanie, że protestantyzm jest jeszcze chrześcijaństwem?
                                            Sądzimy, że raczej nie. A już zupełnie opaczna wydaje się myśl, że jest on
                                            wyrazem ewolucyjnego rozwoju chrześcijaństwa. Niektórzy stawiają sprawę tak,
                                            jakby pierwszą fazą tej ewolucji było chrześcijaństwo pierwotne, gdzieś do IV
                                            wieku, następnie miała nastąpić faza katolicyzmu, a w końcu trzecia faza -
                                            protestantyzm. Taki pogląd nie da się już utrzymać, z tym zastrzeżeniem, że
                                            mamy na myśli protestantyzm w jego bohaterskim okresie, a więc od połowy XVII
                                            wieku do połowy XIX wieku. Później następuje niewątpliwie rozkład i powrót do
                                            takiego lub innego wspakulturowego doznawania bytu.
                                            Protestantyzm w swym bohaterskim okresie nie ma u swych fundamentów
                                            pierwiastków wspakultury, wyjąwszy naleciałości spirytualizmu i wszechmiłości.
                                            Brak mu całkowicie personalizmu; zamiast tego mamy zdobywczy indywidualizm,
                                            który następnie stał się trwałą pozycją cywilizacji zachodniej. Brak też
                                            moralizmu. Protestantyzm uważał kontemplację za zajęcie zbyt łatwe, niegodne
                                            człowieka. Nie znajdujemy także nihilizmu i abnegacji, ani też hedonizmu,
                                            który dopiero ostatnio rozpoczyna się przesączać jako kierunek filozoficzno-
                                            społeczny.
                                            Gdy to wszystko uwzględnimy, jasne się staje, dlaczego niemożliwe byłoby
                                            przyjęcie Chrystusowego "automatu świętości" i koncepcji Kościoła jako
                                            mistycznego "ciała Jezusowego", spajanego więzią magii liturgicznej. Wielu nad
                                            tym boleje. "Nie można zaprzeczyć, że na osłabienie życia religijnego
                                            ostatnich wieków wiele złożyło się przyczyn, ale bardzo poważną rolę między
                                            nimi odegrała tu przewaga pierwiastka indywidualistycznego w pobożności
                                            wiernych, przejawiająca się w upadku liturgii" (ks. J. Woroniecki, op. cit.,
                                            s. 75).
                                            Wspaniałość i blask cywilizacji zachodniej - to dzieło protestantyzmu. Ubogo
                                            na tym tle wypadają narody chrześcijańskie. Kapłani próbują ten stan jakoś
                                            wytłumaczyć: przyczynę upadku cywilizacyjnego upatrują w wyrzekaniu
                                            się "wiary" przez zrozpaczonych ostatecznie wyznawców. A oto mamy dalszy ciąg
                                            tego rozumowania w odniesieniu do narodów protestanckich: "Uznając wielkość
                                            narodów protestanckich, i to w zakresie najszerszym, mamy wiele uwag...
                                            Naprzód to, że wielkość ową przygotowało nie co innego jeno sam Kościół. Przez
                                            tysiąc lat Anglia była katolicką. Protestancką jest dopiero od trzech stuleci.
                                            Przez ciąg owego tysiąca lat ukształtowała się ona, nabyła tych rzadkich i
                                            cennych przymiotów, które ją czynią tak wielką... Wszystko co ma ona
                                            wielkiego, ma od Kościoła. To samo trzeba powiedzieć i o Stanach
                                            Zjednoczonych..." (ks. E. Bougaud, Kościół, s. 268).
                                            Jest to argumentacja klasyczna, zawsze się powtarzająca: narody katolickie
                                            upadają dlatego, że w ostatnich czasach (XIX i XX wiek) zbyt wiele krytyki
                                            zwraca się przeciw "wychowawcy" tych narodów - przeciw Kościołowi świętemu, a
                                            niektóre narody, jak Francja, nawet wyizolowały Kościół z życia państwowego.
                                            Narody protestanckie zaś są wielkie, gdyż trzy wieki temu były jeszcze
                                            katolickie. Te żałosne argumenty są odruchem każdego wspakulturowca
                                            usiłującego obronić "wartości" przed atakiem "materialistów". Gdy jest
                                            szczery, wówczas odrzuca nonsensy tej argumentacji, stwierdzając starą prawdę,
                                            że utrapienia, nędza, uciski itp. są wykładnikiem nie niższości, lecz
                                            wyższości duchowej, zgodnej z nakazami objawiciela.


                                            Fragment ksiazki Jana Stachniuka 'Chrzescijanstwo a ludzkosc'
    • hafro Re: Dlaczego zawsze dostajemy w dupe? 31.03.03, 23:10
      Swarozyc,

      Dzieki za Twoje posty. Tli sie we mnie jeszcze nadzieja, ze sa jeszcze w Polsce
      ludzie myslacy. Zgadzam sie z Twoimi opiniami. Tylko dlaczego ja, ty i podobni
      maja tez dostawac po dupie za czyjes psychozy?

      hafro
      • swarozyc Re: Dlaczego zawsze dostajemy w dupe? 01.04.03, 15:05
        Dzieki za pochwale mojej dzialalnosci, nie wszystkim ona w smak. Musze Cie
        jednak zmartwic; jest was w Polsce mniej niz myslisz, bo ja tu tylko na
        wystepach goscinnych...
        'One' jest tu jedynym zadeklarowanym protestantem. Zbyt malo to jednak aby
        odnowe RP oprzec na fakcie jego istnienia...
        • Gość: Zołza Re: Dlaczego zawsze dostajemy w dupe? IP: 80.51.8.* 01.04.03, 16:57
          swarozyc napisała:

          > Dzieki za pochwale mojej dzialalnosci, nie wszystkim ona w smak. Musze Cie
          > jednak zmartwic; jest was w Polsce mniej niz myslisz, bo ja tu tylko na
          > wystepach goscinnych...
          > 'One' jest tu jedynym zadeklarowanym protestantem. Zbyt malo to jednak aby
          > odnowe RP oprzec na fakcie jego istnienia...
          >

          Swarożyc na prezydenta!!!hi,hi,hi
        • Gość: One Re: Dlaczego zawsze dostajemy w dupe? IP: *.szczecin.cvx.ppp.tpnet.pl 01.04.03, 23:30
          swarozyc napisała:

          > Dzieki za pochwale mojej dzialalnosci, nie wszystkim ona w smak. Musze Cie
          > jednak zmartwic; jest was w Polsce mniej niz myslisz, bo ja tu tylko na
          > wystepach goscinnych...
          > 'One' jest tu jedynym zadeklarowanym protestantem. Zbyt malo to jednak aby
          > odnowe RP oprzec na fakcie jego istnienia...
          >
          Swarożycu, przeceniasz mnie, nawet w swej jednostkowej protestanckiej
          egzystencji nie mam inspiracji odnawiania RP. Wystarczy, ze musze robić to ze
          sobą i na codzień. W każdym z nas siedzi przecież trochę drania, nieprawdaz
          Swarozycu?!
          Masz rację, jestem zupełnie nowy na tym forum, jeszcze nie wszystkich
          rozpoznaje po sposobie myślenia i pisania.
          Nie miałem zamiaru ujawniać swoich religijnych preferencji, ale Twój
          antykatolicyzm niejako sprowokował. Nadal uważam, ze jest to sparwa raczej
          intymna, bardzo osobista, jeżeli ma to miec jakąś wartośc w czyimś życiu.
          Pozdrawiam Cię gdzieś tam zagranicą. Mam nadzieję, ze odnalazłeś tam swoja małą
          ojczyznę i jesteś szczęśliwy...
          • swarozyc Re: One 03.04.03, 00:10
            Mala mam, ale do duzej tesknie i boleje nad jej upadkiem.
            Trzymaj sie!
            • Gość: Swarozyc Re: One IP: *.telia.com 07.04.03, 21:28
              powatpiwales nad moja wiedza na temat polskich protestantow; Jak zwykle
              stwierdzajac ze wiedza moja nie duza, przesylam Ci jednak wierszyk polskiego
              protestanta...

              "Dziewkę matka w kożuszek na święto ubrała

              Pilno jej przygroziwszy, by go szanowała

              I szła z nią do kościoła. W ławeczce klęknęła,

              Koszulkę i z kożuszkiem wzgórę podwinęła

              Ksiądz się często obraca Oremus śpiewając

              Choć nie trzeba, pod ławkę pilnie zaglądając".

              (Mikolaj Rej(1505-1569 , "Dziewka, co kożuszka szanowała
              • Gość: One oryginalny Re: One IP: *.szczecin.cvx.ppp.tpnet.pl 08.04.03, 14:43
                Gość portalu: Swarozyc napisał(a):

                > powatpiwales nad moja wiedza na temat polskich protestantow; Jak zwykle
                > stwierdzajac ze wiedza moja nie duza, przesylam Ci jednak wierszyk polskiego
                > protestanta...
                >
                > "Dziewkę matka w kożuszek na święto ubrała
                >
                > Pilno jej przygroziwszy, by go szanowała
                >
                > I szła z nią do kościoła. W ławeczce klęknęła,
                >
                > Koszulkę i z kożuszkiem wzgórę podwinęła
                >
                > Ksiądz się często obraca Oremus śpiewając
                >
                > Choć nie trzeba, pod ławkę pilnie zaglądając".
                >
                > (Mikolaj Rej(1505-1569 , "Dziewka, co kożuszka szanowała


                UWAGA: Ktoś bezczelnie podpisuje się moim nickiem. Na pewno nie jest to moja
                korespondencja - ONE.
                PS. Będę posługiwać się innym nickiem , mam nadzieję, ze postaracie się mnie
                poznać po stylu. Przepraszam, za to, ze Ktoś w sposób wysoce chamski próbuje
                się podszywac pode mnie.
                • Gość: ONE Re: One IP: *.szczecin.cvx.ppp.tpnet.pl 08.04.03, 14:46
                  Gość portalu: One oryginalny napisał(a):

                  > Gość portalu: Swarozyc napisał(a):
                  >
                  > > powatpiwales nad moja wiedza na temat polskich protestantow; Jak zwykle
                  > > stwierdzajac ze wiedza moja nie duza, przesylam Ci jednak wierszyk polskie
                  > go
                  > > protestanta...
                  > >
                  > > "Dziewkę matka w kożuszek na święto ubrała
                  > >
                  > > Pilno jej przygroziwszy, by go szanowała
                  > >
                  > > I szła z nią do kościoła. W ławeczce klęknęła,
                  > >
                  > > Koszulkę i z kożuszkiem wzgórę podwinęła
                  > >
                  > > Ksiądz się często obraca Oremus śpiewając
                  > >
                  > > Choć nie trzeba, pod ławkę pilnie zaglądając".
                  > >
                  > > (Mikolaj Rej(1505-1569 , "Dziewka, co kożuszka szanowała
                  >
                  >
                  > UWAGA: Ktoś bezczelnie podpisuje się moim nickiem. Na pewno nie jest to moja
                  > korespondencja - ONE.
                  > PS. Będę posługiwać się innym nickiem , mam nadzieję, ze postaracie się mnie
                  > poznać po stylu. Przepraszam, za to, ze Ktoś w sposób wysoce chamski próbuje
                  > się podszywac pode mnie.


                  PS. Swarożycu - ale wpadłem! Po prostu nie jakiegoś ONE bis. Wybacz,
                  proszę!!!!!!!!!!
                  :(
                  • swarozyc Re: One 08.04.03, 14:49
                    nie upadaj na duchu moj synu! mnie tez to dotknelo...

                    Prawdziwy i jedyny Swarozyc
                    • swarozyc Re: Dlaczego zawsze dostajemy w dupe?! 11.04.03, 13:13
                      Georg Brandes(wl.Morris Cohen), slynny dunski pisarz, krytyk i historyk
                      literatury o wplywach rowniez poza Danie. Autor m.in ksiazki "Polska".
                      przebywal w zaborze rosyjskim i austriackim w latach 1885, 1886, 1894 i 1898.

                      " Narod zapalny i niepraktyczny, szlachetny, zywy, i lekkomyslny, narod ktory
                      czuje wstret do wytezonej i dlugotrwalej pracy i zawsze mial pociag do
                      wszelkich silnych i subtelnych rozkoszy, tak zmyslowych, jak duchowych, ale
                      ktory przede wszystkiem kochal niepodleglosc do szalenstwa, wolnosc do liberum
                      veto(...).
                      Polacy sa zywego temperamentu, jak poludniowcy, ale na prozno szukalbys u nich
                      tego politycznego machiawelizmu, jakim celuja madrzy Wlosi, ktorzy pozwolili w
                      swoim czasie Francji wyciagac dla siebie kasztany z ognia. Jest to narod,
                      ktory w Legionach Napoleona setki razy krew przelewal za cudze interesa, bo
                      trzymano przed nim sztandar z bialym orlem.
                      Tego rodzaju mlodociany, a nawet dziecinny entuzjazm nie jest z pewnoscia
                      dodatnia cecha w wielkiej walce o byt, ktora sie obecnie toczy pomiedzy ludami
                      w obecnych czasach wielkiego przemyslu i militaryzmu.
                      Zazwyczaj cechy te nie ida w parze z oszczednoscia, przedsiebiorczoscia,
                      umiarkowaniem i mieszczanska rozstropnoscia(...)".
                      • Gość: Swarozyc Re: Dlaczego zawsze dostajemy w dupe?! IP: *.telia.com 04.05.03, 14:35
                        POLAK CZY KATOLIK? JANUSZ P. WALUSZKO


                        Przyzwyczajono nas do łączenia tych pojęć w jedną zbitkę słowną, mającą być
                        wyrazem nie tylko pewnej ideologii, ale i stanu faktycznego. Czy jest to
                        uzasadnione? Nie sądzę. Zacznę swój wywód od tego, że przez bycie Polakiem
                        rozumiem nie tylko mówienie po polsku czy mieszkanie w Polsce; to za mało, tyle
                        potrafi i papuga. Cóż zresztą różniłoby poza tym "Polaka - katolika"
                        od "Niemca - katolika", Murzyna - katolika" czy (hi hi) " Żyda - katolika ?!"
                        Czyż nie lepiej byłoby mówić po prostu o katoliku w ogóle, ewentualnie o
                        katoliku w Polsce, Niemczech czy Murzynii?! Jeśli zaś chcemy mówić o Polaku -
                        katoliku czy Murzynie - katoliku, to musimy znaleźć jakieś cechy kulturowe,
                        które ich różnią ot choćby, że Polak katolik je bigos i pije wódkę, a Murzyn
                        katolik gra na bębnach i śpiewa blusa na chwałę Pana. Otóż uważam, że cechy
                        wyróżniające kulturę polską spośród innych kultur są co najmniej niespójne
                        (jeśli nie sprzeczne) z katolicyzmem takim, jakim jest. A że tak jest,
                        wielokrotnie mieliśmy się okazję przekonać w ciągu naszych dziejów. I mamy
                        nadal! Przez polskość rozumiem bowiem sprawy, o które zawsze walczyliśmy: jak
                        dobro, wolność, samorządność, tolerancja dla innych, rola jednostki w
                        zbiorowości, umiłowanie pokoju (już nie za wszelką jednak cenę), patriotyzm,
                        aktywny udział w rzeczy pospolitej, a przede wszystkim przyczynę i skutek
                        powyższych - wielowymiarowość naszej kultury. To u nas nie spalono na stosie
                        Kopernika za obalenie systemu geocentrycznego, Budnego - za usunięcie z Biblii
                        rzeczy sprzecznych z rozumem, J. Wiszowatego i Przypkowskiego J za uznanie
                        objawienia za równorzędne rozumowi, a więc zbędne. To u nas - w czasie, gdy
                        Europa płonęła w ogniu wojen religijnych - podpisano akt konfederacji
                        warszawskiej (1573), gwarantujący wolność wyznania nawet skrajnie radykalny m
                        sektom; nie obalono go w okresie nawet największego "ciemnogrodu". To Polacy
                        odmówili pójścia na krucjatę (bo w Ziemi Świętej piwa brakło). To w
                        Rzeczypospolitej już w XV wieku stworzono ustrój demokracji parlamentarnej (z
                        odchyleniami ku demokracji bezpośredniej - rokosze, sejmiki). To nasza szlachta
                        odpowiedziała (hetmanowi Tarnowskiemu, mówiącemu, że nie czas radzić o
                        swobodach, gdy państwo w potrzebie, ale o podatkach na obronę), że jeśli nie ma
                        wolności w ojczyźnie, to już nie ma czego bronić! (bo ojczyzna to nie slogan,
                        ale konkretne sprawy). To, wreszcie w Sarmacji (jak nazywano Rzeczypospolitą
                        wielu narodów) żyli obok siebie Litwini i Polacy-katolicy, arianie, kalwini,
                        Bracia Czescy, Niemcy-luteranie, prawosławni Rusini i greko-katolicy,
                        muzułmańscy Tatarzy, monofizyci-Ormianie, karaimowie, Żydzi, Cyganie i wielu,
                        wielu innych. I żyli zgodnie - mieli często własny samorząd, sądy, a nawet
                        osobny sejm, podległy tylko królowi, jak żydowski Waad w Lublinie. I było tak,
                        póki nie pojawił się potrydencki katolicyzm - "pierwej kościoła i dusz ludzkich
                        bronić (trzeba) niźli ojczyzny! Jeśli zginie (ojczyzna) doczesna, przy wiecznej
                        się ostoim" wołał Piotr Skarga, nie tyle wieszcz, co współautor upadku
                        Rzeczypospolitej. I udało się, zahamowano reformy ze strachu przed absolutyzmem
                        (szlachta), lub uznaniem równouprawnienia między rozróżnionymi w wierze
                        (jezuici), nie dopuszczono do unii z prawosławiem i kozakami (co otworzyło
                        Rosji drogę do podboju Europy), zamiast powstrzymać rosnące w siłę Prusy i
                        Moskwę - wdano się w bezsensowne, choć słuszne "religijnie", wojny z
                        potencjalnymi sojusznikami - Szwecją i Turcją (tą samą Turcją, która nigdy nie
                        uznała rozbiorów Polski), napadami nienawiści religijnej odepchnięto od
                        Rzeczypospolitej nie tylko bitnych Kozaków i Tatarów czy pracowitych mieszczan
                        Prus (lutry!), lecz i uczonych kalwinów czy arian (tych ostatnich nie bez racji
                        uważa się za prekursorów oświecenia), a w końcu dano pretekst do zamordyzmu i
                        rozbiorów (szło rzekomo o nietolerancję - choć swobód, jakimi cieszyli się
                        innowiercy w Polsce, gdzie indziej doczekano się w połowie XIX wieku - w
                        rzeczywistości, zaś chodziło o stłumienie "polskiej rewolucji" 3 Maja, dziwnie
                        zbieżnej z wiekiem anty-klerykalizmu i robionej, choć to paradoks, przez
                        spadkobierców Konfederacji Barskiej). Rzeczypospolita upadła, za to Kościół
                        nigdy nie miał się tak dobrze jak teraz - od "potopu" katolicyzm zaczęto
                        utożsamiać z polskością (psychologia wrogiego otoczenia: nic to, że katolicka
                        Austria załatwiła nas szybciej niż sąsiedzi innowiercy), a w okresie nie woli
                        Kościół mógł zająć miejsce po utraconej "ojczyźnie doczesnej" . Nic dziwnego,
                        że wolał lojalizm wobec zaborców, potępiał powstania i usuwał radykalnych
                        księży. Dopiero antykościelna polityka Rosji i Prus oraz narodziny ideologii
                        nacjonalistycznej (przeciw "socyalizmowi", pod którym w XIX wieku rozumiano i
                        anarchizm) przypomniały Kościołowi o jego "polskości".
                        Tu zaraz usłyszę, że może politycznie Kościół błądził stojąc przy tronach, lecz
                        walczył też o zachowanie kultury polskiej. Owszem, ale była to polskość
                        rozumiana szczególnie, pozbawiona swej wielowymiarowości, przykrojona do
                        potrzeb politycznych kleru i grup z nim związanych. To nie kto inny jak oni
                        właśnie cenzurowali radykalnych romantyków (w czym szczególnie zasłużyli się
                        księża zmartwychwstańcy) oraz rubasznych sarmatów i sprośnych sowizdrzałów tak
                        ongiś indeksem ksiąg zakazanych, jak i potem edycjami dzieł "umoralnianymi"
                        przez wydawców, boć przecie ojcowie nasi nie mogli zajmować się rzeczami
                        płochymi i nieobyczajnymi.(...) To kler i jego wspólnicy każdą myśl nową
                        ciemnogrodzkimi oskarżeniami o zdradę, żydomasonerię, socjalizm...(a kiedy nie
                        pomagały słowa, to i pałki nie żałowali - jak endecja w 1905). To oni odpychali
                        od polskości nie-katolickich Mazurów i Ślązaków Cieszyńskich, bo "lutry". Bo
                        nie szło o polskość prawdziwą, żywą, a o polityczny slogan, o pranie mózgu, by
                        wpoić wierność wobec kleru, a do tego nikt nie nadaje SIĘ tak, jak ludzie bez
                        korzeni (bo cóż dla większości z nas znaczy "bycie Polakiem"?). Katolicyzm uczy
                        nas bierności, ugodowości, liczenia na cud i łaskę władzy. Nauczył nas też
                        swoistej schizofrenii. A nie można służyć jednocześnie dwum panom, to raz, a
                        dwa - to niezgodność słów i czynów: zaczęło się to wraz z kontrreformacją, gdy
                        kler poparł absolutystyczne dążenia do władzy. Kiedy Zygmunt, III Waza chciał
                        przeprowadzić wzmocnienie i tak już silnej monarchii - szlachta zgodziła się na
                        to stawiając za warunek uchwalenie praw przeciw tumultom i egzekucję
                        konfederacji warszawskiej, jednak sprzeciw jezuitów Bartscha i Skargi
                        doprowadził do rozejścia się sejmu bez uchwały. Protestanci, prawosławni
                        i "politycy" (starzy katolicy, spokój w kraju ceniący ponad nawracanie siłą)
                        poparli nielegalny - zdaniem króla - zjazd szlachty, który przekształcił się
                        w "rokosz Zebrzydowskiego". W 1607 do szło do starcia szlachty z wojskami
                        królewskimi (które zeszły z granic) pod Guzowem, którego efektem był trwający
                        po dziś dzień zgniły kompromis i polska schizofrenia: król i kościół, nie mogąc
                        pobić szlachty, zrezygnowali ze swych absolutystycznych tendencji, uznając
                        oficjalnie "złotą wolność" i staczając się z pozycji kierowników państwa do
                        poziomu czołowych magnatów, dbających tylko o swe prywatne interesy, zaś
                        szlachta powróciła na łono kościoła (okazując to ostentacyjnie od święta, a co
                        dzień żrąc się z klerem o dziesięcinę i uprawnienia sądowe do końca
                        Rzeczypospolitej). Obłuda polityczna, która od tego czasu w Polsce panuje, jest
                        główną przyczyną jej upadku. Zarówno dawniej jak i dziś w imię wspólnej wiary
                        zapominamy o różnicy interesów elit i społeczeństwa. Elity chcąc umocnić swą
                        władzę nie zawahały się odwołać do po mocy obcych mocarstw, przede wszystkim
                        Rosji. Nawet ta ich część, która była w opozycji przeciw władzy czy jej obcym
                        mocodawcom - nigdy nie dążyła do zmiany systemu, a jedynie ekipy rządzącej.
                        Społeczeństwu zaś mówion
                        • Gość: Swarozyc Re: Dlaczego zawsze dostajemy w dupe?! cdn IP: *.telia.com 04.05.03, 14:37
                          Społeczeństwu zaś mówiono o chrześcijańskiej solidarności i narodowej jedności
                          w obliczu wroga. Taka obłuda i dwoistość nie mogły pozostać bez wpływu na wiarę
                          i moralność. Więc także i religia stała się sloganem: paciorek, msza w
                          niedzielę, kazanie czy cuda, dla okrasy (choć to już nie te czasy, kiedy Polacy
                          na pokaz "się modlą lub mszy słuchają, chrapią lub charkają, wzdychają tak, że
                          z dala już ich słychać, upadają na ziemię, biją głową o mur i o ławki, uderzają
                          sami siebie w twarz i wyprawiają inne w tym rodzaju dziwactwa, z których się
                          papiści z innych narodów naśmiewają": dziś Wystarcza Matka Boska w klapie
                          marynarki. I wiara..., że " ksiądz ma rację zawsze", bo "nie ma zbawienia poza
                          kościołem"). W totalitarnym katolicyzmie nie ma miejsca na rozważania
                          teologiczne, a i z etyką chrześcijańską lepiej nic wyjeżdżać. Nie pytaj
                          katolika o Biblię, bo powie, żeś "Jehowy. Tak było tu zresztą zawsze: "ten
                          rodzaj mało się nabożeństwem porządnym wedle Boga bawi, okrom swych zwyczajów a
                          nałogów dawnych. A wolą do lasu iść niż do kościoła, gdy na nie za dzwonią; a
                          idą i do kościoła, tedy się cmentarzem zabawią na rozmowach, pokładszy się
                          drudzy, takieć ich nabożeństwo. A bedąli w kościele, a spytaż nich którego,
                          czego się nauczył, wnet odpowie: a zać ja ksiądz? Tak ten rodzaj niepojęty w
                          nauce bożej; nie darmo powiadano o nim: chłop w kościele głuchy", pisano w
                          sprawozdaniu z 1595 roku, a po ponad stu latach "misji wewnętrznej", w 1720,
                          wspominał jeden z księży, iż "nastawszy do kościoła godzieskiego (koło Kalisza)
                          zastałem ludzi tak bezbożnych jak w Sodomie i Gomorze (ledwo) się tak wieś z
                          nimi nie zapadła. Nie spowiadali się po lat dziesięciu, dwudziestu. O pacierzu
                          trudno było pytać i o przykazaniu boskim, bo go nie umieli...".
                          Sytuację "uratowały" rozbiory, a potem komuna. Do kościoła szło się przeciw
                          obcym, a nie szukać Boga, ale się szło. Pan Bóg stał się pistoletem, z którego
                          chcieliśmy zabić Marksa, jak pisał Gombrowicz, a "wiarę odzyskała" nawet lewica
                          laicka. (Ale czy to zwycięstwo Boga, czy Marksa?). Tak, czy owak, nie była
                          Polska Rusią, gdzie o chłopach mówiono "kriestianie", Ale cóż, my religię
                          przyjęliśmy w wersji gotowej, z Zachodu. Nikt nie chciał naszego w nią wkładu.
                          Dawna kultura szła w zapomnienie, nowa nie powstawała. Łacińsko-Niemieckich
                          księży nie zajmowało słowiańskie pogaństwo, chyba że jako obiekt ataków. Także
                          i potem polskie rozumienie chrześcijaństwa było herezją. Tak stało się i z XV
                          wiecznym koncyliaryzmern (negującym prawo cesarza i papieża do nawracania pogan
                          siła i zaboru ich ziem), i z tolerancją (w czym Zachód był wyjątkowo
                          zgodny: "sumieniom wolności dopuszczać i dozwalać, aby kto się chce gubić,
                          zginął - jest to dyjabelska nauka. Tać jest wolność dyjabelska, którą dziś
                          polską i siedmiogrodzką ziemię takimi zarazami napełniła, których by żadna
                          religija pod słońcem nie cierpiała" powtarzali za "papieżem kalwinów" -
                          Teodorem Bezą, jezuici), i z arianizmem ("sarmacką zarazą", która w ideach
                          totalitarnych Zachodu pełniła tę rolę, jaka dziś jest udziałem "żydów i
                          masonów"), ba - nawet z Kopernikiem potępionym przez lutra - Melanchtona i
                          przez papieża...!
                          Co zaś dotyczy etyki, to istnieje takie przysłowie: "Jeśliś Polak i katolik -
                          to pewne, żeś alkoholik". Bo możesz być i świnią, byle naszą polsko-katolicką.
                          Moralność katolicka jest czczą formalnością, niemal zabobonem (jeśli "pościsz
                          sprawiedliwie jużeś święty i wolnoć wszystko" mawiano na Mazowszu). Można w
                          kółko grzeszyć i spowiadać się, niczego nie zmieniając w życiu, byleby dać na
                          tacę i głosować na Lecha. (Kiedyś traktowanie przykazań bożych, zwłaszcza zaś
                          ubóstwo "śmierdziało siarką" i szczęśliwy był człowiek, o którym powiedziano
                          tylko jak o św. Franciszku w jednym z donosów, że "żyje u nas jeden wariat,
                          który czyni wszystko zgodnie z nauką Chrystusa"). O "moralności" kościół
                          przypomina sobie głównie wtedy, gdy trzeba przygotować kampanię polityczną dla
                          podtrzymania wpływów, jak w sprawie pod ręcznika życia w rodzinie, krzyży i
                          religii w szkole, czy przerywania ciąży... Na politycznej zbitce sloganów
                          polako-katolickich cierpi więc i patriotyzm i wiara. I stąd pytanie w tytule...

                          • swarozyc Re: Dlaczego zawsze dostajemy w dupe?! 06.09.03, 22:14
                            wlasnie skonczylem czytac "Bogactwo i nedza narodow".
                            Latwa, z zacieciem napisana praca z dziedziny historii ekonomi, dla kazdego.
                            Nie mam zamiaru pisac recenzji tejze ksiazki, chce jednak zasygnalizowac fakt
                            jej pojawienia sie na rynku polskim i kilku refleksji odnosnie konkluzji autora
                            odnosnie gospodarki katolickiej versus gosp. protestancka.

                            Protestantyzm mial stworzyc nowego czlowieka - racjonalnego, uporzadkowanego,
                            rzetelnego i produktywnego. Zalety te , choc nie nowe, nie byly bynajmniej
                            powszechne. Proestantyzm upowszechnil je wsrod swoich wyznawcow, ktorzy
                            oceniali sie wzajemnie wedlug tych wlasnie standartow.
                            Protestanci przywiazywali wielka wage do ksztalcenia dzieci plci obojga i
                            uczenia ich czytania i pisania. Byl to niejako produkt uboczny czytania
                            biblii. Dobrzy protestanci powinni sami czytac pismo swiete. Katolicy
                            podlegali katechezie, ale czytac nie musieli, zniechecano ich otwarcie do
                            samodzielnej lektury biblii.
                            Reformacja protestancka przyczynila sie do rozpowszechnienia umiejetnosci
                            czytania i pisania, pobudzila ruchy dysydenckie i herezje, propagowala
                            sceptycyzm i sprzeciw wobec auterytetu, bedacy podstawa tworczosci naukowej.
                            Kraje katolickie zamiast sprostac wyzwaniu, odpowiedzialy zamknieciem i
                            cenzura.
                            Posypaly sie niezliczone zakazy dotyczace nie tylko publikowania, ale i
                            czytania heretyckich tekstow.
                            W rozdziale dotyczacym krajow Ameryki poludniowej jezdzi autor po kreaturkach
                            katolickich niczym ja na tym forum...:-)

                            PS Link do powazniejszej:-)] recenzji dla ciekawskich zalaczam...

                            www.uni.wroc.pl/~turowski/frank-landes.htm
                            • swarozyc zapomnialem dodac... 06.09.03, 22:15
                              www.wne.uw.edu.pl/smil/k_1rok/morawski_landes_2000.html
                              • swarozyc Czysbysmy byli zgodni, dlaczego ? ntx 09.09.03, 21:31








                            • swarozyc Obowiazkiem pospolstwa jest cierpiec 22.09.03, 16:37
                              Z Forum Kraj;
                              Autor: Gość: Informator IP: *.gen.twtelecom.net
                              Data: 21-09-2003 12:02 + dodaj do ulubionych wątków




                              słowa Piusa X z r. 1906:
                              "Kościół jest z natury społeczeństwem zróżnicowanym;
                              zawiera on dwie kategorie osób: pasterzy i trzodę.
                              Jedynie hierarchia kieruje,....co się tyczy
                              pospólstwa, to jego obowiązkiem jest cierpieć, być
                              rządzonym i wykonywać posłusznie rozkazy tych, którzy
                              kierują"
                              • swarozyc Bez dogmatu - z dyskusji redakcyjnej... 22.09.03, 22:54
                                T. Ż.: Ale większość religii dyskryminuje kobiety. Wreszcie weźmy przykład nam
                                najbliższy: kościół katolicki. Po 89 roku nastąpiło ogromne pogorszenie
                                sytuacji kobiet, bo ograniczono dotacje do środków antykoncepcyjnych, odebrano
                                kobietom prawo do aborcji; wzmocniono propagandowe wsparcie dla tradycyjnego
                                modelu rodziny, co współgra z neoliberalnym podejściem do rynku pracy...
                                Kobiety wyrzuca się z pracy, kiedy urodzą dziecko, wymaga się od nich
                                zaświadczeń od ginekologa, że nie są w ciąży, gdy podejmują pracę itp. Zmiana
                                ta wyraźnie nastąpiła pod wpływem nacisku mizoginicznego światopoglądu
                                religijnego na państwo. W PRL-u nacisk ten był z pewnością mniejszy.
                                Klerykalizacja państwa wyraźnie przekłada się na brutalną dyskryminację
                                kobiet. To kwestia tak zwanego "piekła kobiet", podziemia aborcyjnego itp.
                                M. K.: Czy jest jakaś realna szansa na laicyzację Polski?
                                A. D.: W tej sprawie moję uwagę zwrócił ostatnio przykład Holandii. Jeszcze w
                                pierwszej połowie lat sześćdziesiątych sytuacja w tym kraju była pod wieloma
                                względami podobna do sytuacji w Polsce. Religia i oba głowne kościoły
                                chrześcijańskie trzymały się mocno. Laicyzacja dokonała się nagle. W epoce
                                powszechnego wyzwolenia, w latach siedemdziesiątych. Holendrzy nagle odkryli
                                wartości liberalne, zaczęli krytykować brak demokracji w kościołach... Można
                                to uznać za pewną podstawę do optymizmu. Okazuje się, że taki proces może się
                                dokonać i w krótkim czasie może doprowadzić do głębokich zmian w kulturze i
                                obyczajowości.
                                P. R.: Siła fundamentalizmów dzisiaj bierze się głównie z kompleksów wobec
                                Zachodu. Czy są tu jakieś reguły w tych przemianach, czy można je przewidzieć?
                                Może te komleksy stracimy po wejściu do Unii i gdy się poprawi poziom życia? W
                                Stanach fundamentalizm wprawdzie nasilił się po 11 IX, ale przypadek USA nie
                                podważa zasady ogólnej.
                                M. K.: Dawniej siłą laicyzującą społeczeństwa był marksizm. W latach 50. i 60.
                                przywódcy krajów arabskich byli sympatykami marksizmu. Dziś wpływy lewicy są
                                tam niewielkie. Ale tamte teorie, choć z pewnością nienajlepsze, są lepsze niż
                                dzisiejszy fundamentalizm islamski...
                                K. N.: Nagła i pozorna zmiana tematu z szans na laicyzację w Polsce na
                                sytuację w krajach arabskich ujawnia chyba to, co naprawdę myślimy o naszej
                                sytuacji...
                                A. D.:Warto się zastanowić nad zeświecczeniem Europy Zachodniej. Poza procesem
                                liberalizacji, który zrodził się z kontrkultury przełomu lat 60. i 70., w tym
                                samym mniej więcej okresie dokonał się tam cud gospodarczy. Nagle wzrosła
                                liczba ludzi zamożnych i umocniła się obyczajowść konsumpcyjna. Ludzie odkryli
                                przyjemność płynącą z nabywania i posiadania dóbr i uzależnili się od tych
                                doznań. To konsumpcjonizm w dużej mierze wyrwał społeczeństwa Zachodu z
                                tradycji, również religijnej. Można mieć nadzieję, że u nas zajdzie podobny
                                proces.
                                M. K.: Tak było z Quebekiem. W latach 50. skrajny klerykalizm, kilkanaście lat
                                później nic z niego nie zostało.
                                K. N.: Może to zabrzmi pesymistycznie, ale raczej nie można liczyć, że ten sam
                                proces zachodzi w Polsce. W Europie Zachodniej protestantyzm przyczyniał się
                                od dziesiątków lat do prywatyzacji a wreszcie marginalizacji religii w sferze
                                publicznej. Nasz fundamentalizm jest szczególnego rodzaju. Jest to wprawdzie
                                relikt w tym sensie, że nasze społeczeństwo nigdy nie odeszło od czegoś, co
                                Charles Taylor nazywa porządkiem paleo-durkhaimowskim, typowym dla
                                społeczeństw katolickich - nie dokonało się u nas nigdy oddzielenie sfery
                                publicznej od sfery wiary. Wiara działa właśnie w sferze publicznej, właśnie w
                                niej musi się manifestować, bo inaczej nie byłaby katolicyzmem! Z drugiej
                                strony to zjawisko wzmacniane jest dzisiaj przez jakiś neo-fundamentalizm,
                                podobny do neofundamentalizmów w islamie - jest on właśnie reakcją na
                                industrializację i modernizację. Wrogość wobec nich jest jego tożsamością.
                                Realne bogacenie się społeczeństwa i konsumpcyjny styl życia (wielu Arabów też
                                tak de facto żyje) nie przeszkadza dominacji dyskursu fundamentalnego w sferze
                                publicznej. Ta dwutorowość myślenia i działania jest trudna do usunięcia.
                                A.D. To nieprawda, że protestantyzm, zwłaszcza kalwinizm, wycofał się ze sfery
                                publicznej, zwłaszcza na szczeblu społczności lokalnych. Po dziś dzień w
                                Europie istnieją gminy, w których życie codzienne jest niemal całkowicie
                                podporządkowane kalwińskim normom obyczajowym i moralnym. Fundamentalizm jest
                                rakcją na zmiany społeczne, które zdają się religii zagrażać � tak w Polsce,
                                jak w wielu krajach arabskich. Badania nad religijnością młodzieży w Polsce
                                pokazują, że rośnie liczba niewierzących i jednocześnie � choć w mniejszym
                                stopniu � liczba głęboko wierzących. Podobna polaryzacja zachodzi także w
                                krajach arabskich, o czym mało wiadomo, bo fundamentaliści z oczywistych
                                względów bardziej rzucają się w oczy.
                                T. Ż.: W Polsce postawa religijna i skrajnie prawicowa idą ze sobą w parze,
                                myślę, że są zjawiska analogiczne do sukcesu Heidera w Austrii. Zatem
                                klerykalizacja będzie tylko narastać. Niezależnie od postępów kapitalizmu, czy
                                wzrostu gospodarczego.
                                M. K.: Europa zachodnia to dość laickie społeczeństwa. Coraz bardziej laickie.
                                Ale jest też model amerykański. On przeczy tezie, że kapitalizm wypiera
                                religię. W Ameryce wpływy kościoła są większe niż w Polsce i wszyscy tam bez
                                przerwy mówią jakimś językiem parareligijnym. Jakaś demokracja w Ameryce
                                oczywiście jest, ale jak na kraj rozwinięty, to w sumie niewielka. Z
                                religijnością Amerykanów ma związek ich wybitnie represywny system karny. Kraj
                                ma 30 000 dolarów PKB na głowę, 2 miliony więźniów i 50 mln
                                nieubezpieczonych , a w OECD jest drugi po Meksyku jeśli chodzi o ilość dzieci
                                żyjących w nędzy poniżej 5 roku życia. Czy to się nie łączy z ich typem
                                religijności?
                                K. C.: Czynników można by wskazywać krocie, trudno tu jednoznacznie
                                rozstrzygać.
                                AD. Wysoki wskaźnik religijności w USA tow dużej mierze skutek
                                wielokulturowości, której towarzyszy kultura rywalizacji między jednostkami i
                                grupami, również etnicznymi i narodowościowymi. Religia, zwłaszcza w kulturze
                                konkurencji, "wygranych i przegranych", stanowi ważny składnik tożsamości
                                grupowej i wydaje się niezbędna do jej utrzymania. W Polsce możemy mieć do
                                czynienia z podobnym zjawiskiem po wejściu do Unii Europejskiej. Katolicka
                                etykieta może się okazać jedynym źródłem grupowej wartości, czy dumy.
                                M. K.: Pozycję religii w Polsce mogłyby osłabić tylko pewne mechanizmy
                                indywidualne - nawyk krytycznego myślenia, a także poczucie, że można
                                dokonywać wolnych wyborów. Co do prognoz dla Polski cały czas jesteśmy
                                pesymistyczni.
                                K. C.: Nawet gdyby u nas modernizacja łączyłaby się z marginalizacją postaw
                                religijnych, władza polityczna, jaką zdobył w Polsce kościół jako instytucja,
                                podtrzyma cały system.
                                T. Ż.: W Polsce nie ma żadnej siły politycznej, która dążyłaby do laicyzacji,
                                nie ma republikańskich partii laickich, nie ma żadnej lewicy, nie ma
                                liberalizmu. Kościół daje silne poczucie tożsamości grupowej, wspólnoty, które
                                maskuje i zaciera różnice interesów. Podziękowania premiera Millera dla
                                papieża to ukłony w stronę Kościoła za wytwarzanie i podtrzymywanie
                                świadomości potrzebnej rządzącym do akceptacji nieegalitarnego modelu
                                społeczneństwa. W tym przejawia się sprzeczność demokracji z religią: religia
                                tworzy fałszywą świadomość, która niszczy demokrację, zastępuje prawa socjalne
                                dobroczynnością; nie potrzebujemy redystrybucji dóbr, bo mamy miłosierdzie,
                                ani wspólnoty politycznej, bo mamy wspólnotę narodu i religii.
                                M. K.: I nie potrzebujemy wolności, bo mamy prawdę.
                                T. Ż.: To jest polskie nieszczęście.


                                www.medianet.pl/~kip/dyskusja55.htm
                                • Gość: przecinack no widzisz, drogi katoliku tfaroszku... IP: *.szczecin.cvx.ppp.tpnet.pl 22.09.03, 23:28
                                  ...jak sobie cos zacytujesz, to odrazu lepiej,
                                  nie? jeszcze jeszcze!!!
                                  • swarozyc Z katolickiego zascianka... 19.10.03, 11:53
                                    "Jak malo ludzi zadaje sobie pytanie, dlaczego zyjemy i dlaczego warto zyc.
                                    Nasze spoleczenstwo nie ma sformulowanego programu[J.Stachniuk sformulowal,
                                    patrz sygnaturka. przyp. Swarozyc]. Dzialalnosci brak hartu. Cala energie
                                    zuzywa na zabawe, brak swiadomosci obowiazkow zyciowych. Kazdy zyje dla
                                    siebie. Egoizm. Lenistwo. Brak zbiorowej pracy. Energia objawia sie tylko w
                                    zabawach-rozrywkach."

                                    z notatnika anonimowej Polki, rok 1900
                                    • Gość: przecinack nic nowego... IP: 81.210.44.* 19.10.03, 17:40
                                      ...stare narzekania sprzd wielu lat...
                                      tfaroszku, nawet cytowanie cos Ci ostatnio nie idzie,
                                      zycze powrotu do jakiejkolwiek formy intelektualnej :)
                                      • swarozyc Re: nic nowego... 19.10.03, 17:52
                                        Gość portalu: przecinack napisał(a):

                                        > ...stare narzekania sprzd wielu lat...
                                        ''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''
                                        A dlaczego nic sie nie zmienilo, mimo wojen, przewrotow i rebelii?
                                        Dlaczego nie bylo TEJ rewolucji, ktoraby zrobila z nas obywateli
                                        zamieszkujacych Polske i czynnych uczestnikow (a nie gapiow-przyglupow),gry
                                        politycznej, rozwoju nauki i techniki w Europie?

                                        > tfaroszku, nawet cytowanie cos Ci ostatnio nie idzie,
                                        > zycze powrotu do jakiejkolwiek formy intelektualnej :)
                                        ''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''
                                        Ciesze sie ze za to ty, w niezmiennie swietnej kondycji intelektualnej...
                                        • Gość: przecinack rewolucja? IP: 81.210.44.* 19.10.03, 18:29
                                          swarozyc napisał:

                                          > Dlaczego nie bylo TEJ rewolucji, ktoraby zrobila z nas obywateli
                                          > zamieszkujacych Polske i czynnych uczestnikow (a nie gapiow-przyglupow),gry
                                          > politycznej, rozwoju nauki i techniki w Europie?

                                          moim zdaniem nie chodzi tu bowiem o rewolucje,
                                          ale o zwykla codzienna chec rozwoju osobistego,
                                          gdy sa i sukcesy i porazki, o cnote patriotyzmu
                                          na co dzien, a to jednak trudna sztuka, rewolucja
                                          to moim zdaniem pojscie na latwizne

                                          > w niezmiennie swietnej kondycji intelektualnej...

                                          a dzieki dzieki staram sie
                                        • hanuta1 Re: nic nowego... 03.03.04, 22:48
                                          Jak długo można pieprzyć Panowie?! Jak długo jeszcze...?(W. Młynarski)
                                          • swarozyc Do Hanii 04.03.04, 16:43
                                            "Weszla Hania na drabine
                                            udawala mandoline
                                            Jozek myslal ze to skrzypce
                                            i podrapal ja po pipce!

                                            (tradycyjna przyspiewka ludowa, autor slow - nieznany)
                                            • hanuta1 Re: Do Hanii 04.03.04, 23:37
                                              swarozyc napisał:

                                              > "Weszla Hania na drabine
                                              > udawala mandoline
                                              > Jozek myslal ze to skrzypce
                                              > i podrapal ja po pipce!
                                              Józek myślał..., a czemu Swaro go nie naśladuje, tylko przepisy=uje jakie
                                              kalwinskie (durne) teksty?!
                                              • swarozyc Re: Do Hanii 08.03.04, 12:35
                                                Haniu, jestes urocza jak jestes zla. ...I ten loczek rozsypany przez gniew po
                                                czole...sliczne!:-)
    • rozbojnik_rumcajs Re: Dlaczego zawsze dostajemy w dupe? 09.03.04, 14:56
      i jeszcze jedno

      Gdy wieczorne wstają zorze
      Zanim głowę do snu złożę
      Modlitwę moją zanoszę
      Bogu, Ojcu i Synowi
      Dopierdolcie sąsiadowi

      Dla siebie o nic nie wnoszę
      Tylko mu dosrajcie proszę
      Kto ja jestem?
      Polak mały
      Mały, zawistny i podły
      Jaki znak mój?
      Krwawe gały

      Oto wznoszę moje modły
      Do Boga, Marii i Syna
      Zniszczie tego skurwysyna
      Mojego rodaka sąsiada
      Tego wroga
      Tego gada
      Żeby mu okradli garaż
      Żeby go zdradzała stara
      Żeby mu się żona z czarnym
      I w ogóle, żeby miał marnie
      Żeby mu spalili sklep
      Żeby dostał cegłą w łeb
      Żeby miał AIDSA i raka
      Oto modlitwa Polaka

      Jeśli Polska nie zginęła
      My ją dobijemy
      Czego obca moc nie wzięła
      Sami rozgrabimy
      Jeszcze Polska
      Ojcze nasz
      Póki my żyjemy
      Nie będzie obcy pluł nam w twarz
      Sami sobie naplujemy.
      • swarozyc Re: Dlaczego zawsze dostajemy w dupe? 09.03.04, 15:02
        Przepraszam, ale to nie jest modlitwa Polaka lecz katolaka...
        • rozbojnik_rumcajs Re: Dlaczego zawsze dostajemy w dupe? 09.03.04, 15:17
          Polaka katolika

          czolgiem
          • swarozyc Re: Dlaczego zawsze dostajemy w dupe? 09.03.04, 15:22
            rozbojnik_rumcajs napisał:
            Polaka katolika
            ''''''''''''''''''
            no przeca mowie ze KATO(lika)po(LAKA)
            >
            >
    • Gość: poznaniak Bo zarozumiałe dupki jesteście! nt IP: *.szczecin.cvx.ppp.tpnet.pl 10.03.04, 21:38
      • swantevit Bracia polscy 01.06.04, 12:00
        Bracia Polscy.
        Korzenie naszej wiary
        Jakie są korzenie naszej wiary? Kim byli nasi poprzednicy na ziemiach polskich?
        Jak żyli i co głosili? Co się z nimi stało? Oto pytania na które niniejszy
        artykuł postara się odpowiedzieć.
        10 lipca 1658 r. rozpoczął w Warszawie obrady sejm - pierwszy od czasu
        rozpoczęcia wojny polsko-szwedzkiej. Na początku obrad sejmowych, jezuita
        Seweryn Karwat w swoim kazaniu wezwał do rozprawienia się z wszystkimi
        wrogami "państwa i kościoła". Największymi wrogami Kościoła Katolickiego byli
        oczywiście Bracia Polscy tzw. arianie. Całą winę za tragedię jaka spadła na
        kraj zrzucono na nich. Oskarżono ich o zdradę. Ks. Jan Pigłowski wołał w swoich
        kazaniach, że "za ich niedowiarstwo Bóg Polskę karze".
        20 lipca uchwalono ustawę, która nakazywała Braciom Polskim w ciągu trzech lat,
        albo przejść na katolicyzm, albo wyprzedaż majątków i opuszczenie kraju. Za
        niewykonanie tego rozporządzenia dekret przewidywał karę śmierci. Pozbawiono
        ich wszelkich praw politycznych i swobody wykonywania praktyk religijnych.
        Hańba tej uchwały sejmowej polegała na tym, że na wygnanie nie skazano
        przestępców politycznych, ale wyznanie religijne jako niebezpieczną herezję.
        Hańba ta jest o tyle większa, że ten sam sejm ogłosił hojną ręką amnestię dla
        wszystkich zdrajców narodu polskiego, zarówno katolickich jak i protestanckich.
        Jedynym wyjątkiem byli tylko i wyłącznie Bracia Polscy ? arianie. Dekret ten
        spowodował pierwszą w dziejach polskich Wielką Emigrację.
        Czym zasłużyli sobie ci ludzie, na takie wyjątkowe traktowanie? Jaka była ich
        wina i zbrodnia? Aby znaleźć odpowiedź na te i inne pytania oraz odkryć prawdę,
        naszą opowieść musimy zacząć od początku, od chwili kiedy wszystko się zaczęło.
        Można rzec, że symbolicznie Reformacja rozpoczęła się z chwilą przybicia przez
        doktora Marcina Lutra, 95 tez wymierzonych przeciw odpustom, do drzwi kościoła
        w Wittemberdze w 1517 roku. Sama Reformacja spowodowała powstanie silnego, ale
        zróżnicowanego ruchu religijnego, który podkreślał z całą stanowczością, że
        jedyną normą wiary, wystarczającą do zbawienia jest Pismo Święte. Takie
        twierdzenie spowodowało, że wiele oczywistych i wyznawanych powszechnie
        dogmatów katolickich zostało podważonych i obalonych, jako nie mających oparcia
        w Biblii.
        Między innymi podważano takie dogmaty katolickie jak chrzest niemowląt, Trójca
        Św., realną i fizyczną obecność Chrystusa w Wieczerzy Pańskiej, święcenie
        niedzieli i innych świąt katolickich itp.
        Michał Serwet w 1531 r. wydał swoje dzieło ""O błędach dotyczących Trójcy
        Świętej". W roku 1553 zjawił się w Genewie gdzie został rozpoznany i
        aresztowany przez zwolenników Jana Kalwina, reformatora szwajcarskiego.
        Postawiono mu wiele nieprawdziwych zarzutów, między innymi o niemoralne
        prowadzenie się. Ostatecznie jednak udowodniono mu dwie "zbrodnie": odrzucenie
        chrztu dzieci i niewiarę w Trójcę Świętą. Skazano go na śmierć. Tuż przed
        wejściem na stos zaproponowano mu życie w zamian za odwołanie swoich poglądów,
        on jednak zdecydowanie odmówił. Spłonął żywcem na stosie w Genewie, 27
        października 1553 roku. Wiele lat wcześniej wyznał: "za prawdę przyjdzie mi
        umrzeć" i nie pomylił się. Ale prawda za którą umarł wybuchła nowym i
        niespotykanym płomieniem w Polsce; i to jak na ironię w łonie kościoła gdzie
        przywódcą był Jan Kalwin.
        Już w 1556 r. na synodzie Kościoła Reformowanego w Seceminie, wystąpił minister
        tego kościoła Piotr z Goniądza twierdząc, że Bogiem Najwyższym jest tylko Bóg
        Ojciec, natomiast Chrystus jako Jego Syn jest znacznie mniejszy, ponieważ Jego
        boskość pochodzi od Ojca. Występuje także przeciwko praktyce chrztu dzieci, a
        na znak swoich pacyfistycznych przekonań przywiązał sobie do boku drewniany
        miecz. Ale Prawda Boża, jeszcze wtedy nie trafiła na podatny grunt. Mimo to z
        roku na rok przybywało zwolenników Bożej Prawdy.
        W 1557 r. minister kalwiński Szymon Zacius bije na alarm, że w Polsce nauka
        Serweta zdobywa coraz więcej zwolenników.
        W 1558 r. na synodzie zboru małopolskiego pojawiają się skargi na ministra Jana
        Falconiusa, że szerzy oficjalnie naukę Serweta dowodząc niższości Chrystusa od
        Boga Ojca i ucząc, że był On jedynie człowiekiem.
        Na synodzie pińczowskim w 1559 r. wystąpił szlachcic Remigiusz Chełmski z
        twierdzeniem, że "modlitwa do Ducha Świętego nie jest wedle Pisma Świętego i
        nie ma być we zborze czyniona". Razem z Piotrem Statoriusem, wykładowcą szkoły
        pińczowskiej, nazywał taką praktykę bluźnierstwem.
        W 1562 r. występuje Stanisław Paklepka z bardzo śmiałym twierdzeniem na temat
        Trójcy Świętej: "Wszystkie inne artykuły (wiary) zostały z wielką siłą wydarte
        z piekielnej paszczy tego potwora (papiestwa), a tylko ten jeden, na którym
        opiera się podstawa życia wiecznego, ma pozostać nietknięty? Czy należy sądzić,
        że tylko ten wyznaje Boga w należyty sposób, który zniszczył wszystkie prawa
        boskie? Jak mogło wielu z naszych zapewniać, że tylko ten jeden artykuł jest w
        papiestwie słuszny?".
        W tym samym roku Grzegorz Paweł z Brzezin kieruje do teologów szwajcarskich z
        Janem Kalwinem na czele dramatyczny apel: "Tymczasem napominam Was i
        przestrzegam abyście zwracali uwagę na chwałę Bożą, na prostotę i czystość
        Słowa Bożego; nie patrzcie na to, co inni napisali i jak wiele musieliby
        odwołać (...) Nie oglądajcie się na wrogów, na zamieszanie. Niech się wali
        świat, byleby ostała się chwała Boga i prawda Syna Jego, której bronimy (...)
        Strzeżcie się, abyście się nie stali winni rozlania krwi przez utwierdzanie
        przeciwników, bo krew rozlana będzie wołać do nieba".
        Synod w Pińczowie 2 kwietnia 1562 r. większością głosów przyjmuje wyznanie
        wiary odrzucające wiarę w Trójcę Świętą. Natomiast synod z października tego
        roku nie dopuszcza do głosu Grzegorza Pawła i wyklucza go ze zboru. Zwołany
        dokładnie rok później do Pińczowa synod generalny staje w obronie Grzegorza
        Pawła i organizuje Polski Mniejszy Kościół Reformowany. Przezywano
        ich "arianami", aby zohydzić ich w opinii kościołów chrześcijańskich. Oni sami
        nazywali siebie "chrystianami" lub po prostu "Braćmi Polskimi".
        Odrzucali dogmat o Trójcy Świętej bo Pismo Święte nic a nic o tym dogmacie nie
        mówi. Synod pińczowski z 1564 r. tak to uzasadniał: "Takowe tedy sny rozumu
        ludzkiego jako plotki i szaleństwo jasnością Słowa Bożego dobrześmy zrozumieli,
        a zrozumiawszy mocą Ducha Świętego jako te, które są szkodliwe zbawieniu
        naszemu, odrzuciliśmy precz".
        Praktykowali chrzest dorosłych przez całkowite zanurzenie w wodzie na wyznanie
        wiary dla tych, którzy porzucili swoje grzechy i rozpoczynali nowe życie. Oto
        piękne świadectwo tego: "Lubieniecki Jędrzej opuścił dwór królewski, dał się
        ochrzcić i został kaznodzieją Braci Polskich. Podobnie więc w świętych szatach
        odbywał się chrzest dorosłej Braci Polskiej w Nowym Sączu na przedmieściu, za
        rzeką Kamienicą, uroczyście z kazaniem o jedności Boga i nicości chrztu dziatwy
        nierozumnej. Katolicy, a mianowicie duchowieństwo niewymownie zgorszone
        kazaniem i obrzędem, miejsce ono zwali Piekłem. Jakoż piekłem zwie się każde
        takie miejsce chrztu dorosłych, a jest ich niemało po kraju". Z powodu chrztu
        przezywano ich pogardliwie "nurkami".
        Głosili radykalne poglądy społeczne. Paweł z Wizny wołał: "Ja tak rozumiem i
        tak wierzę, iż się wiernemu nie godzi mieć poddanych, a daleko mniej
        niewolników i niewolnic; gdyż to jest rzecz pogańska panować nad swoim bratem,
        potu jego abo raczej krwie używać. Ano Pismo Św. jaśnie świadczy, że Bóg z
        jednej krwie uczynił wszystek rodzaj człowieczy; wedle czego wszyscy jesteśmy
        sobie równi". W historii zapisał się piękny przykład praktycznej realizacji
        tych haseł społecznych. Otóż zamożny szlachcic kujawski, Jan Niemojewski, pod
        wpływem Marcina Czechowica, sprzedał swe majętności a pieniądze rozdał ubogim,
        zrezygnował z urzędu sędziego inowrocławskiego, odpasał od boku szablę,
        przywdział skromniejszy ubiór p
        • swantevit Re: Bracia polscy, cdn 01.06.04, 12:01
          ... przywdział skromniejszy ubiór plebejski i poświęcił resztę życia pracy
          kaznodziejskiej.
          Głosili równość, braterstwo, tolerancję, wolność sumienia, rozdział kościoła od
          państwa i całkowity prymat Pisma Św. w każdej dziedzinie ich życia.
          Byli pacyfistami tzn. przeciwnikami jakiejkolwiek wojny. Grzegorz Paweł
          pisał: "Ja jednak o Chrystusie czytałem coś wręcz przeciwnego, że mianowicie
          zawsze był cichy, cierpliwy, pokorny i tych właśnie zalet kazał się wiernym od
          siebie uczyć, nie żadnych wojen, jako, że sam nigdy nie toczył sporów, głosu
          jego na ulicach nie słyszano (...), a tym bardziej był daleki by czyjąś krew
          przelewać. Wisząc na krzyżu za nieprzyjaciół się modlił i obrzucony
          zelżywościami nie złorzeczył, a gdy mu zadawano męczarnie, nie odgrażał się,
          lecz sprawę swoją poruczał Bogu, pozostawiając nam przykład w tej mierze, byśmy
          szli jego śladami".
          Przestrzegali 10 Bożych Przykazań i zamiast niedzieli wielu z nich święciło
          szabat (sobotę). Zachowało się takie oto świadectwo: "Zakon nad Ewangelię
          przekładali i żydostwo wprowadzili. Z tych niektórzy już sabatowali, niektórzy
          potraw tych nie jadali, których Żydowie nie jadają".
          Praktykowali powszechne kapłaństwo wszystkich wiernych. Kaspar Wilkowski
          przeciwnik Braci Polskich pisał, że "krawcom i szewcom" dawali miejsce na
          kazalnicy i zachwalali sobie, "że się więcej jednej godziny słuchając ich
          nauczyli niż przez wszystek wiek z ksiąg".
          W 1569 r. założyli miasteczko Raków. To małe miasteczko nieco później zasłynie
          na całą ówczesną Europę. To tam powstanie znana w całej Europie słynna Akademia
          Rakowska, jedna z najbardziej światłych uczelni w owym czasie. Przybywali tam z
          całej Europy ludzie, aby na własne oczy zobaczyć to co się wśród Braci Polskich
          działo. Wielu z nich ? Niemców, Włochów,- przekonało się do Prawdy Bożej i
          pozostało w Polsce do śmierci. A wszyscy oni z dumą nazywali się Braćmi
          Polskimi.
          Wracamy do pytań, które postawiliśmy na początku; czym zasłużyli sobie na tak
          okrutne i haniebne potraktowanie, jakich to strasznych zbrodni się dopuścili,
          że bez litości wygnano z ich kraju, jak najgorszych przestępców i zbrodniarzy?
          Ludzi, którzy nigdy nikomu nie wyrządzili żadnej krzywdy, którzy woleli znosić
          zniewagi i utratę swoich majątków niż iść do armii by zabijać bliźnich, którzy
          prowadzili proste i pobożne życie. Jaka więc była ich zbrodnia?
          Kochali Pismo Święte i jak tylko potrafili żyli według niego. Duchowe życie,
          które w nich zapłonęło odtąd zaczęło szukać ujścia dla siebie i w rezultacie
          musiało płynąć pod prąd wydarzeń ogólnych. Swoimi rewolucyjnymi hasłami
          wyprzedzili swoją epokę o niemal 300 lat. Dzisiaj, takie sprawy jak; wolność
          sumienia, rozdział kościoła od państwa, pacyfizm, równość, braterstwo, które
          głosili, uważamy za rzeczy oczywiste, ale wtedy były uważane za zbrodnię.
          Przyszło im za to srogo zapłacić. Byli w owym czasie w Polsce, Bożym Światłem,
          które na krótko tylko zabłysło. Dlatego tak bardzo ich nienawidzono. Jezus
          powiedział: "A sąd polega na tym, że światło przyszło na świat, lecz ludzie
          bardziej umiłowali ciemność aniżeli światło: bo złe były ich uczynki. Każdy
          bowiem, kto się dopuszcza nieprawości, nienawidzi światła i nie zbliża się do
          światła, aby nie potępiono jego uczynków" (Jana 3,19-20).
          Wierne dzieci tego narodu, zdradzeni i opuszczeni przez wszystkich opuszczali
          kraj. "Świat nie był ich wart - i błąkali się po pustyniach i górach,
          jaskiniach i rozpadlinach ziemi" (Hebrajczyków 11,38). Mimo to nie mieli w
          sercu żadnej urazy i nienawiści.
          Jan Stoiński opuszczając kraj wołał: "Obyż Naród nasz chciał uważać czas
          nawiedzenia i swego zbawienia! ... obwaruj go pokojem i błogosławieństwem...".
          Wtórował mu Moskorzewski: "Pragniecie nas wyrzucić?...nie zdołacie odwrócić
          serca naszego od Rzeczypospolitej. Gdziekolwiek będziemy, będziemy uważali, że
          nie jesteśmy daleko od Pana naszego...Ojczyzny naszej najdroższej...Ciebie,
          Królu i Was Senatorowie, błagamy, nie uważajcie nas za synów bluźnierczych...".
          Opuszczali kraj całymi rodzinami. Straciła Polska, a zyskały inne kraje. Nigdy
          o nich nie zapomnimy. Niewinni zostali wygnani, a prawdziwi zdrajcy narodu
          polskiego pozostali. Na rezultat nie trzeba było długo czekać. Nadeszły
          czasy "targowicy", rozbiorów, powstań - okazało się kto naprawdę był zdrajcą,
          tylko, że było już za późno. Niesprawiedliwy wyrok do dzisiaj nie został
          odwołany, hańba dalej unosi się nad Polską, a prawdziwi zdrajcy wciąż nie
          ukarani żyją wśród nas.
          Leszek Sołyga
          Stronę Leszka możesz znaleźć pod adresem Wiara apostolska

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka