Gość: mechan
IP: *.internetdsl.tpnet.pl
24.02.07, 01:59
Trzeźwa opinia Panie Liskowacki. Ja - jako szczecinianin mówię najbardziej
poprawną polszczyzną w kraju, wiem o żeglarstwie więcej niż przeciętny szczur
szuwarowo-bagienny z głębi kraju, lepiej pływam i nie boję się wody. Ale ja
wychowałem się w Szczecinie gdzie były statki na plażę mieleńską, gdzie można
było skoczyć na basen pogoni albo na gontynkę, gdzie działał tor wioślarski a
nad morze było blisko i szybko wodolotem. A jeszcze kedyś to podobno był
tramwaj wodny do dąbia i produkowano paprykarz. Ale nic z tego już prawie nie
ma - a Szczecin ktoś nam zabił dechami (zwłaszcza od strony morza). I
strasznie boli, że nie ma nic w zamian. Jest kilka perełek, dla których można
wybrać się do centrum - ale dlaczego kilka? Może poszukać tych pozytywnych
przykładów - lokalnych miejsc, naszych idoli. Wykorzystać takie obiekty jak:
tor kolarski, tor wioślarski, stadion lekkoatletyczny, łasztownię, starą
olejarnię na golęcinie, stara fabrykę na kolumba, starą gazownię - pełno
pustych miejsc, gdzie nic się nie dzieje. Miasto powinno żyć - jego
mieszkańcy powinni się poruszać wybierając coś. Siedzenie w pubach zostawmy
na wieczór - mamy co robić w tym naszym Szczecinie. A co na to nasza
władzuchna kochana - musimy ich kochać - bo pomóc to chyba im nie możemy?