Dodaj do ulubionych

Jak to jest zdradzic partnera lub partnerke?

IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.07.07, 12:52
Zastanawiam sie nad zdrada.
Obserwuj wątek
    • Gość: stawros Re: Jak to jest zdradzic partnera lub partnerke? IP: *.chello.pl 28.07.07, 13:06
      Właśnie Kaczyński zdradził swoich partnerów koalicyjnych.
      Chyba o takich partnerów ci chodzi.
      Bo jak słysze określenie Partner w życiu to zawsze myślę , że to chodzi o psa
      np: Wilczóra alzackiego
      • Gość: v2 Matoł Alzacki IP: *.internetdsl.tpnet.pl 04.08.07, 10:38
        Wilczor, wilczóra ? Co to takiego ? Ja myślę, że chodzi o Matoła Alzackiego.
    • Gość: Vlad.H. hehe - to zalezy z kim zdradzasz IP: 80.53.41.* 28.07.07, 13:15
      czasem warto, czasem nie - niestety zazwyczaj dowiadujemy sie juz po zdradzie
      czy bylo warto czy nie.
    • Gość: SromotnikBezwstydn Kto zdradza?Chłop czy baba? IP: 83.168.124.* 28.07.07, 13:21
      Jeśli chłop,to tak jakbyś przez okno splunął na ulicę...
      Jeśli baba,to jakby ktoś z ulicy napluł do mieszkania...
      Ot i cała filozofia!
      • Gość: EMteC Partnerka = zona, w moim przypadku IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.07.07, 14:08
        Czuje sie podekscytowany, ale mam spore obawy, nie wiem na ile sprawdzaja sie
        przepowiednie, ze to i tak skonczy sie zle, ze i tak bede cierpial i takei tam.
        A moze czasami jest tak, ze jest ok i sie nie zaluje.
        • kamila05061987 Re: Partnerka = zona, w moim przypadku 28.07.07, 14:43
          jak nie sprobujesz to sie nie przekonasz, niewazne co kto powie i tak zrobisz
          jak zechcesz;D... a z doswiadczenia wiem, ze jezeli zalezy Ci na obecnym
          partnerze to zdrada ma gorzki gorzki smak..... sama gorycz choc ekscytująca..
          • Gość: EDEK Ta juz dostala po uszach: IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.07.07, 15:04
            www.plotek.pl/plotek/1,78646,4345092.html
    • Gość: kobieta Re: Jak to jest zdradzic partnera lub partnerke? IP: 217.153.7.* 28.07.07, 15:36
      Miałam okazję....... Dziś uważam że nie wykorzystanie jej było jedną z lepszych
      rzeczy jakie w życiu zrobiłam. Jestem wolna tzn. nie mam poczucia winy, mam
      czyste i spokojne sumienie i nikt nie może " odkryć " mojego sekretu bo go po
      prostu nie ma. Piękne uczucie.
    • swantevit Re: Jak to jest zdradzic partnera lub partnerke? 28.07.07, 16:20
      Jak z zona pijaka to mozesz hifa i swierzbu dostac..
      • xxtoja Re: Jak to jest zdradzic partnera lub partnerke? 28.07.07, 18:48
        swantevit napisał:

        > Jak z zona pijaka to mozesz hifa i swierzbu dostac..
        >
        ...
        oj to dlatego wyjechałeś az do Szwecji.
        • swantevit Re: Jak to jest zdradzic partnera lub partnerke? 28.07.07, 18:49
          xxtoja napisała:
          oj to dlatego wyjechałeś az do Szwecji.
          '''''''''''''''''
          Nie, zeby ciebie nie spotkac..
          • xxtoja Re: Jak to jest zdradzic partnera lub partnerke? 28.07.07, 18:51
            to skąd wiesz, tylko ten co doswiadczył tak gada.
            ..
            mam nadzieję, że w pn Szwecji nie jesteś.
    • Gość: zulu Re: Jak to jest zdradzic partnera lub partnerke? IP: *.internetdsl.tpnet.pl 28.07.07, 18:55
      Póki co przeżycie, później normalka.
      • Gość: zyga a fajna dupa z twarzy ? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.07.07, 00:18
        • aalissson Re: a fajna dupa z twarzy ? 04.08.07, 11:08

          Ktoś tu się Kabaretonów naoglądał;)
    • grogreg Re: Jak to jest zdradzic partnera lub partnerke? 29.07.07, 02:06
      Wymyslonej partnerki nie da sie zdradzic.
    • Gość: zdradzony Re: Jak to jest zdradzic partnera lub partnerke? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.07.07, 09:52
      Wiem jak to jest gdy dowiadujesz się, że kobieta twojego życia, którą kochasz,
      z która jesteś od wielu lat, z która masz dzieci, wspólne plany na przyszłośc
      dopuszcza się zdrady. Straszny, niewyobrażalny ból, złośc, smutek, tysiące
      myśli tłukących sie po głowie, brak snu, apetytu-schudłem w ciągu miesiaca
      ponad 10 kilo. Cały mój świat padł w gruzach. Nie warto krzywdzic drugiej
      połowy dla tych paru chwil zapomnienia
      • xxtoja Re: Jak to jest zdradzic partnera lub partnerke? 29.07.07, 10:20
        zdradzony powinien miec refleksje, dlaczego tak sie stało, a nie wchodzić w
        ambije honorowe, czy jakies tam, jaki ja biedny tyle jej dałem i teraz jestem
        skrzywdzony, tylko sie zastanowic na całą sprawą i porozmawiać z ta druga osobą.
        • Gość: empe42 Re: Jak to jest zdradzic partnera lub partnerke? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.07.07, 10:30
          Czyżby xxtoja należał(a) do tych zdradzających?? Nie ma usprawiedliwienia dla
          zdrady. Ktos mądry powiedział, ze to największa zbrodnia. Nie można już
          bardziej skrzywdzić drugiego człowieka. I bzdurą jest wyświechtane powiedzenie,
          że wina leży po obu stronach.
          • xxtoja Re: Jak to jest zdradzic partnera lub partnerke? 29.07.07, 12:40
            to chyba za malo życia doświadczyłeś. Skutek zawsze rodzi przyczynę i jeszcze
            inne sprzężenia zwrotne.Znam to i wiem, że zdrada zdradzie nie jest równa, ale
            nie jest jednolita i nie mozna tego przepisac jednej osobie. Należy zadać sobie
            pytanie do czego ona ma służyć. No widzisz zdrada jest stara jak świat,
            chociazby zdrada wobek Chrystusa. Tak więc widzisz wszystko zależy od rangi.
            • andreas.007 czy zdrada to tylko wypowiedzenie umowy czy aneks? 29.07.07, 13:59
              Nie moze byc tak, ze człowiek jest więźniem swoich słow,
              czy nawet juz nie byłych uczuć...
              Czy jezeli ktos zwiazał sie z jakąś osoba, gdy uczucia były w rozkwicie,
              ale po czasie przeszło mu, to nie ma prawa zmiany decyzji?
              Czy ma juz zyc z przeswiadczeniem, ze jest niewolnikiem tamtych chwil
              czy tamtych lat?

              Pamietajmy jednak o jednym, co rozumiemy pod słowem zdrada?
              Czy kochamy, ale chcemy sobie zrobic skok w bok,
              dla mnie to stawianie pod znakiem zapytania uczuc do kochanej osoby...
              Zdrade traktuje, jako wstep do zmiany umowy, a nawet jej zerwanie,
              w zadnym wypadku nie jako aneks zmieniajacy tresc głownej umowy!

              Ludzie radzieccy za zdrade rozstrzeliwali...
              • clementine_kruczynski Re: wypowiedzenie umowy czy aneks 29.07.07, 14:01
                Pyszna metafora!!!

                Jak to powiedział Lec:
                "Są zbliżenia, które prowadzą bardzo daleko."
              • Gość: empe42 Re: czy zdrada to tylko wypowiedzenie umowy czy a IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.07.07, 20:38
                Zgadzam się z Tobą Andreasie, że człowiek nie może być więżniem swoich słów,
                czy uczuć, ale to nie znaczy, że wstępem do zmiany umowy, jak to napisałeś,
                musi być zdrada. Możesz przeciez zerwać umowę i robic potem co chcesz. Ale też
                nie potępiam w czambuł zdradzających, bo człowiek nie jest z natury idealny.
                Chodzi mi o to, że jeśli się już popełniło zło, nalezy ponieść tego
                konsekwencje. A jeśli chodzi o Chrystusa, to przypomnijmy sobie, co się stało z
                Judaszem. Nie mógł znieść tego cieżaru.
                • andreas.007 Re: czy zdrada to tylko wypowiedzenie umowy czy a 29.07.07, 20:49
                  to jest tak, ze trzeba najpierw zdradzic,
                  by wiedziec ze chce sie zmienic umowe...
                  Bo jak zwiazek jest toksyczny i nam nie pasuje,
                  to inna zupełnie kwestia!
                  Czyli nie mozna wczesniej wiedziec, ze poznamy kogos,
                  zdradzimy i wtedy wiemy dopiero, ze chcemy zmienic partnera...

                  Co Judasza, to z najnowszych do tej pory nieodkrytych biblii
                  wynika, ze Judasz był w spisku z Jezusem i działał na jego polecenie!
                  czyli nie było zdrady, ale sfingowali to by stała sie dalsza część...

                  W dyskusji o Naturze Bell wyjasniła mi,
                  że za działania człowieka nie spotyka nas kara ze strony Natury,
                  ale jest to normalny bieg natury...
                  Tak samo tu za zdrade nie spotyka nas kara,
                  ale jest to normalna konsekwencja naszego czynu!
                  Jak zrobie sobie naciecie na skórze,
                  to nie za kare poleci krew... ;)))




                  a jak trwamy w zdradzie i zwiazku, to jest to zwiazek toksyczny!
                  forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=44789
                  Możesz mnie nie zrozumieć, ale prosze nie zrozum mnie źle! (J. Kleyff)
        • Gość: Vlad.H. Re: Jak to jest zdradzic partnera lub partnerke? IP: 80.53.41.* 29.07.07, 12:29
          no i co ma dac rozmowa? co maja dac refleksje? maja cofnac czas czy jak? - kopa
          w dupe i wypie..j - nie ma co gadac, smecic, kwekac - takie sprawy zalatwiac
          trzeba krotko bo maja tendencje do syfienia sie.
          Jak bedziesz mial noge z gangrena i trzeba ja bedzie odciac to tez bedzie
          rozmawial dlaczego sie tak stalo albo mial inne refleksje na ten temat? zmieni
          to cos? noge trzeba odciac i po klopocie.
          W swoim zyciu trzeba miec jasno okreslone punkty odniesienia i sie ich trzymac -
          proba kompromisu z samym soba w takich kwestiach jest samobojstwem.
          • xxtoja Re: Jak to jest zdradzic partnera lub partnerke? 29.07.07, 12:41
            NIe, a czy w Twoich rozważaniach lezy zrozumienie i wybaczenie?
            • Gość: Vlad.H. Re: Jak to jest zdradzic partnera lub partnerke? IP: 80.53.41.* 29.07.07, 13:43
              zrozumiec tak, nie ma klopotu, wybaczyc, moze z czasem ale ani zrozumienie ani
              wybaczenie nie oznacza ze mam byc z kims kto mnie zdradzil - zrobil raz to moze
              i kolejny to wystarczy bym z takim kims nie chcial byc.

              Po prostu i zwyczajnie mylisz pojecia probujac rozgrywac sprawy na nucie
              wspolczucia.
              • xxtoja Re: Jak to jest zdradzic partnera lub partnerke? 29.07.07, 16:13
                nie myle pojęć, tylko uważam, że z tym problemem zdrady należy sie zmierzyc, bo
                jak się tego nie zrobi, to ona (zdrada) bedzie Ciebie przesladowała w myslach
                nawet z nastepna osoba Ci bliską.
                • Gość: Vlad.H. Re: Jak to jest zdradzic partnera lub partnerke? IP: 80.53.41.* 29.07.07, 16:39
                  w zmierzeniu sie z problemem zdrady - moze w tym pomoc okreslenie pewnych
                  warunkow brzegowych i scisle ich przestrzeganie...
                  zrozumienie - tak
                  wybaczenie - moze tak
                  wspolne bycie po - nie
          • beatrix13 Re: Jak to jest zdradzic partnera lub partnerke? 29.07.07, 13:33
            Gość portalu: Vlad.H. napisał(a):

            > no i co ma dac rozmowa? co maja dac refleksje? maja cofnac czas czy jak? -
            kopa
            > w dupe i wypie..j - nie ma co gadac, smecic, kwekac - takie sprawy zalatwiac
            > trzeba krotko bo maja tendencje do syfienia sie.
            > Jak bedziesz mial noge z gangrena i trzeba ja bedzie odciac to tez bedzie
            > rozmawial dlaczego sie tak stalo albo mial inne refleksje na ten temat? zmieni
            > to cos? noge trzeba odciac i po klopocie.

            ...................
            dokładnie tak,
            było,minęło i trzeba iśc dalej,a nie brudzić rąk w g..... przeszłości


            > W swoim zyciu trzeba miec jasno okreslone punkty odniesienia i sie ich
            trzymac proba kompromisu z samym soba w takich kwestiach jest samobojstwem.

            ................................
            z ust mi to wyjąłeś
    • beatrix13 partnera lub partnerke? 29.07.07, 09:58
      ze spółki z.o.o.?
      • Gość: zyg-zag do Zdradzonego IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.07.07, 10:25
        Jakie byly dalsze konsekwencje? Byles dalej z ta kobieta ? rozwod? a jezeli
        byles, to jak jest teraz? wracacie do tego? temat tabu... przepraszam za moja
        wscibskosc, ale anonimowosc jest zachowana, wiec osmielam sie prosic o
        rozwiniecie.
    • Gość: zdradzony do zyg-zag IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.07.07, 12:50
      To jest bardzo świeża sprawa sprzed dosłownie 1,5 miesiąca więc nadal strasznie
      boli, nie mogę się pozbierac. Jednak jestem z nią, wybaczyłem, próbuję
      zapomniec i poukładac wszystko od nowa. Za dużo nas łączy i za wiele mamy do
      stracenia - dzieci, wspólne zobowiazania, plany które jeszcze tak niedawno
      snuliśmy ...
      Mimo tego co mnie spotkało strasznie ja kocham i wierzę, że znajdziemy jeszcze
      spokój w naszym związku, który trwa juz od kilkunastu lat :(
      • beatrix13 Re: do zyg-zag 29.07.07, 13:36
        Gość portalu: zdradzony napisał(a):

        > Mimo tego co mnie spotkało strasznie ja kocham i wierzę, że znajdziemy
        jeszcze spokój w naszym związku, który trwa juz od kilkunastu lat :(
        ..................

        jak można strasznoie kochać kogoś kto z premedytacja skrzywdził?
        z góry ustawiłeś się na pozycji ofiary losu
        a może byłeś łosiem przez te kilkanaście lat i tylko ostatniego wyskoku jesteś
        świadomy?
        • Gość: oliver Re: do zyg-zag IP: *.chello.pl 29.07.07, 14:20
          Sporo chłopów wyjechało za pieniądzem na zachód niektórym sie poszczęściło
          zarabiają sporo kasy, pobudowali chałupy, zabezpieczyli się finansowo,
          dzieci posłali do dobrych szkół, tylko zapomnieli ,że ich kobiety zaczęły się
          nudzić. Kiedyś dotyczyło to tylko marynarzy , każdy w domu miał swojego
          Kazika dejmana. Teraz rozszerzyło się to na inne profesje.
        • andreas.007 do Beate: zdrada co innego, a wybaczenie co innego 29.07.07, 16:24
          Beate człowiek popełnia błedy!
          Jest taki zespól wyleciało mi z głowy...
          spiewa - Tylko wielki człowiek wyrzeknie sie zemsty!
          Cos w tym jest...
          Ludzie radzieccy rozstrzeliwali zdrajców z jednej i drugiej strony,
          to znaczy tych którzy zbiegli do nich tez... bo to zdrajcy!

          Za młodu lansowałem, a teraz to realizuje,
          zeby rozpoznac dobro trzeba zaznac zło...

          Osoba, która zdradziła i wróciła,
          jest o tyle godna wybaczenia, ze wie juz co dla niej ma wartośc wieksza!

          Bodaj Jezus przestawał z prostytutkami i celnikami,
          samo dno społeczenstwa, ale wiedział,
          ze Ci którzy stoczyli sie na dno - tym bardziej cenia wartośc dobra!

          Ja jednak nie wybaczam raczej,
          no w kazdym razie pamietliwy jestem okropnie...
          a wybaczenie jest piekne!
          I dopiero to jest objawieniem prawdziwego uczucia do drugiej osoby!
          • beatrix13 Re: do Beate: zdrada co innego, a wybaczenie co i 29.07.07, 16:30
            no cóż,nie każdy jest Jezusem,
            ja zdrad i kłamstw nie wybaczam z szacunku do samej siebie
            • andreas.007 Re: do Beate: zdrada co innego, a wybaczenie co i 29.07.07, 16:32
              a moze to nie szacunek do siebie,
              ale nienawisc do innych... ;)

              Człowiek, który ma szacunek dla siebie, szanuje i innych...
              • beatrix13 Re: do Beate: zdrada co innego, a wybaczenie co i 29.07.07, 16:35
                i nadstawia policzki na kolejne razy i udaje,że to deszcz,a nie plucie w twarz?
                • andreas.007 Re: do Beate: zdrada co innego, a wybaczenie co i 29.07.07, 16:48
                  rozumiem, ze Ty jestes nieomylna i nie popełniasz błedów,
                  ja popełniam i nie chciałbym spotkac osoby,
                  która nie potrafi mi tego wybaczyc... ;)

                  Vlad ma racje piszac o róznicy akceptacji ciagłej zdrady a wybaczeniu...
                  wybaczenie jest wybaczeniem błedu, a nie akceptacja,
                  zgoda na popełnianie stałe!
                • andreas.007 Re: do Beate: zdrada co innego, a wybaczenie co i 29.07.07, 16:48
                  rozumiem, ze Ty jestes nieomylna i nie popełniasz błedów,
                  ja popełniam i nie chciałbym spotkac osoby,
                  która nie potrafi mi tego wybaczyc... ;)

                  Vlad ma racje piszac o róznicy akceptacji ciagłej zdrady a wybaczeniu...
                  wybaczenie jest wybaczeniem błedu, a nie akceptacja,
                  zgoda na popełnianie stałe!
                  • beatrix13 Re: do Beate: zdrada co innego, a wybaczenie co i 29.07.07, 17:38
                    już po pierwszym razie zrozumiałam co napisałeś,
                    mnie prostytutki,celnicy i synowie marnotrawni nie po drodze są
                    • andreas.007 Re: do Beate: zdrada co innego, a wybaczenie co i 29.07.07, 17:58
                      widocznie program sterujacy na portalu gazety miał watpliwosci,
                      co do Twoich mozliwosci percepcji przekazywanych tresci albo uznał,
                      ze moje posty sa na tyle trudne do pojecia,
                      ze nalezy je czytac minimum dwukrotnie... ;)))

                      "mnie prostytutki,celnicy i synowie marnotrawni nie po drodze są"

                      No, to moja droga pełnia zycia nie dla Ciebie...
                      tylko chodzac poza wycieczkowymi szlakami zycia poznasz jego smak,
                      w tłumie porzadnych zwiedzaczy zjesz to co wszyscy w McDonaldzie lub KFC!

                      Musisz zaryzkowac i wejsc w boczna uliczke...
                      wtedy spotkasz prawdziwych ludzi,
                      zaznasz to czego nie kupisz w zadnym hipermarkecie!

                      Zreszta tak sie zastanawiam czy wielcy filozofowie czy mysliciele,
                      bo na pewno artysci, raczej nie chadzali wytyczonymi sciezkami...
                      jak dobrze pamietam, mój ulubiony Sting
                      miał dobre kontakty z prostututklami z Hamburga, ale nie takie jakie myslisz...
                      zanim został wielkim artysta!

                      Wybacz, a bedzie i Tobie wybaczone!
                      jak Ty nie wybaczasz, to i Tobie nikt nie wybaczy...
                      • beatrix13 Re: do Beate: zdrada co innego, a wybaczenie co i 29.07.07, 18:00
                        Absolve Te
          • Gość: Vlad.H. Re: do Beate: zdrada co innego, a wybaczenie co i IP: 80.53.41.* 29.07.07, 16:41
            > Osoba, która zdradziła i wróciła,
            > jest o tyle godna wybaczenia, ze wie juz co dla niej ma wartośc wieksza!

            dalej wybaczanie mylone jest z akceptacja zdrady i przyzwoleniem na powrot.
      • Gość: zyg-zag do zdradzonego IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.08.07, 22:21
        przykra sprawa, mam nadzieje, ze pouklada Ci sie to wszystko tak ze bedziesz
        czul sie z tym dobrze. Co do uwag beatrix. Widac rozwaza wszystko w kategoriach
        rywalizacji, robienia w ch..ja. Widac kobieta po przejsciach. Nie wiem czy jej
        opinie powinny Ci mocno zaprzatac glowe. Moze jednak ma do bolu racje. Tak czy
        siak, trzymam za Ciebie kciuki, albo za udane bycie z dotychczasowa partnerka,
        albo na udane zerwanie i poszukanie innej. Sam ocenisz kiedy i co bedzie dla
        Ciebie lepsze. W pewnym sensie masz teraz pewien komfort. Moze to dziwnie
        brzmi, ale ktos zranil Cie, ale jednoczesnie dal Ci pewna swobode... jeszcze
        moze wspomnisz kiedys te slowa. Trzymaj sie dzielnie!
      • Gość: Jazon Re: do zyg-zag IP: 83.168.96.* 11.08.07, 00:05
        Jeżeli chcesz zachować szacunek do siebie i jeszcze poukładać sobie
        życie przerwij ten związek. Nigdy nie zapomnisz i tak do końca nie
        pogodzisz się z tym faktem. Bedziesz chciał zapomnieć nie uda się.
        Każda sytuacja intymna z żoną będzie ci przypominać i będziesz się
        zastanawiał jak on ją dotykał, czy rozmawiali na twój temat, co
        mogła o was jemu mówić czy mówiła itd. Nie będziesz mógł o tym
        rozmawiać nawet w b. ogólnym sensie - bo padnie z jej strony
        argument że wracasz do przeszłości, że to już przeszłośc a jak
        wracasz to znaczy że nie przebaczyłeś. To jest błedne koło. Pięć lat
        po czyms takim jestem w pukcie wyjscia jak w dniu gdy się
        dowiedziałem. Uciekaj z tego piekła jakim jest twój zwiazek po czyms
        takim. Nic nie zmienisz a zaufanie i tak do niej bedziesz miał
        ograniczone nawet przy mało istotnych sprawach, wyjsciu do kolezanki
        będziesz myslał czy to nie koleny raz. To tak działa.
    • boski.zenek Re: Jak to jest zdradzic partnera lub partnerke? 29.07.07, 18:03
      > Jak to jest zdradzic partnera lub partnerke?

      Bolą jajca.

    • Gość: AfrykaDzika Re: jak to jak ?? IP: *.chello.pl 29.07.07, 18:21
      to jest zaaaajefajne :)))
      • beatrix13 Re: jak to jak ?? 29.07.07, 18:49
        :)
        • Gość: Monofader wiem jak to jest IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.07.07, 09:38
          zastanawialem sie czy dopisac "niestety" wiem jak to jest. Pouczajace to bylo,
          rowniez radosne, pozwolilo oddychac. Pozniej byl sam gnoj i uswiadomienie
          sobie, ze ta osoba ktora miala byc tak rozna od tej od ktorej uciekalo sie,
          jest do niej nie tylko podobna... ba, rozniaca sie na niekorzysc. Moze to co
          napisalem brzmi banalnie, plytko itd. Niestety szczegolami karmic nikogo nie
          zamierzam, poniewaz mogloby to sprawic przykrosc pewnym osobom. Trwalo to mniej
          wiecej poltora roku. Dowiedzialem sie jak skutecznie klamac, jak poslugiwac sie
          specyficznym jezykiem bez obecnosci nazwy "zona". Kiedy opadly opary uczucia -
          szybciej niz mi sie wydawalo - pojawila ta "druga" (chociaz nie jestem pewien
          ktora byla pierwsza...) odarta z czaru pierwszych spotkan ukradkiem, ze swojej
          zniewalajacej mlodosci, z wrazliwosci, z tego czego niewyslawialnego, z
          zapachow, z melodii glosu. Gdy to wszystko zniknelo - pojawilo sie cos nowego -
          nienawisc, lekcewazenie, zlosliwosc, podlosc, szantaz itd. No bo cel nie zostal
          osiagniety. Wszystko obrocilo sie przeciwko mnie, osoba rzekomo mnie kochajaca
          zamienila sie w potworka. Tylko tak sie zastanawiam teraz, z perspektywy czasu
          czy to ja nie bylem potworem od poczatku. Nie wiem. W kazdym badz razie jezeli
          masz zamiar zdradzic, jezeli odczuwasz te pokuse, to pamietaj ze
          prawdopodobienstwo tego ze obudzisz sie pewnego dnia po uszy w gnoju jest
          wieksze niz Ci sie wydaje. Pozdrawiam.
          • Gość: empe42 Re: wiem jak to jest IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.07.07, 14:10
            I to jest przestroga dla tych wszystkich, którym wydaje się, ze wystarczy
            zmienić żonę (męża) na, ich zdaniem, lepszy model:):) i będzie wspaniale.
            Bardzo mądrze napisałeś Monafaderze.
            • Gość: zygmunt najwazniejsze to ruchac ruchac i jeszcze raz rucha IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 31.07.07, 12:02
              c kto nie rucha ten sam siebie oszukuje i czyni siebie nieszczesliwym
          • Gość: quink Re: wiem jak to jest IP: *.internetdsl.tpnet.pl 31.07.07, 15:19
            Monofader, łatwo Ci przychodzą pochopne osądy, a mogą wyrządzić dużo krzywdy.
            Tymczasem punkt widzenia często zależy od punktu siedzenia. Jak można poznać
            kogoś w ciągu 1,5 roku? Czasem po 15 latach ktoś bardzo bliski, za którego
            dalibysmy się pokroić, może nas negatywnie zaskoczyć, tak jakbyśmy nigdy w
            życiu się nie spodziewali.. Nikt nie jest ani dobry ani z gruntu zły. Te siły w
            kazdym z nas drzemią i nieustannie się zwalaczają. Piszesz "No bo cel nie zostal
            osiagniety" - czyj cel? Jej cel? Jaki był jej cel? A jaki był Twój cel? Hm, z
            miłości robimy rzeczy o jakie nigdy byśmy się nie podejrzewali. Może wyrzuciłeś
            ją ze swego życia jak śmiecia? Może wielkorotnie upokarzałeś? Bycie tą" drugą"
            albo jak piszesz w Twoim przypadku może i "pierwszą" to nieustanne pasmo
            upokorzeń. Ile czasu można to godnie znosić? Może nie widziałeś jej łez,
            rozpaczy, smutku, a może nie chciałeś widzieć rozpaczy i cierpienia? Być może
            nawet poznałeś tę ciemną stronę jej osobowości, o której istnieniu sama nie
            miała pojęcia? Może wstydzi się tego co robiła? Może zmieniła się zupełnie? Z
            czy Ty sobie nie masz wiele do zarzucenia? Czy stać Cię było na odwagę aby
            porozmawiać z nią naprawdę szczerze i elegancko?
            • Gość: Monofader W odpowiedzi quink IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 31.07.07, 18:30
              Dziekuje za glos. Czy osadzilem pochopnie? Ja tylko zdalem relacje z moich
              odczuc. Osadzac? Ja przede wszystkim siebie bardzo surowo osadzilem i osadzam
              do dzisiaj. Moze nawet bardziej surowo niz uczynila to ta osoba. Nie mam za zle
              ze miala pewien cel, ze postanowila zaryzykowac, moze bedziemy razem, moze
              wygram (no bo jak to rozumiec? podjela rywalizacje - moja wina ze na to
              pozwolilem!) Co do czasu wystarczajacego na poznanie... no coz. Kwestia
              niezwykle zlozona. No i mysle ze dyskusja co do tego jest bezprzedmiotowa.
              Czasami intensywne wspolzycie przez miesiac, dwa daja wiecej do myslenia niz 20
              lat. Czasami przez te dwa miesiace akurat zachodza takie zdarzenia, ze inni w
              zwiazku nie doswiadczaja ich cale zycie. To bardzo zlozona kwestia. Ja mialem
              poltora roku, no i tylko do tego czasu moge sie odwolywac. Jakby bylo, gdybysmy
              byli dluzej, bez zony itd? moze byloby pieknie, moze do dzisiaj... ale obydwoje
              podjelismy ryzyko budowania czegos na nedznych podstawach. Budowania zamku na
              piasku... przyszly fale i tyle z tego zostalo, kupka mokrego piachu. Co do
              upokarzania... bardzo czesto, to my upokarzamy siebie, a pozniej innym
              wystawiamy rachunek. Znam ludzi, ktorzy wpychali sie w zycie innych z
              buciorami, mimo ze nawet (tutaj tego nie bylo) mowia im "spadaj!", mimo
              wszystko ida w zaparte, pluja na nich (ja nie plulem!) a oni ze deszcz pada...
              a pozniej jak juz zniknie desperacja, ambicje, milosc - bog wie co jeszcze...
              pojawia sie wstyd i chec rewanzu. Zapominaja, ze to oni sami chcieli zyc tak a
              nie inaczej. To bardzo subtelne i delikatne. ...no i smutne. Oddzielny problem,
              to taki, ze moze nam sie wydawac ze nie upokarzalismy. Moze upokarzalem? nie
              wiem. Nie wiem jak odbierala to ta druga osoba. Jednak nie uznala za stosowne
              mi tego powiedziec, grala ze ok, ze w porzadku itd itp Nie mam zamiaru wchodzic
              w szczegoly, bo tutaj przyklady moglyby rozjasnic sytuacje. Jednak to bylaby
              moja - caly czas - moja wizja tego wszystkiego, relacja z tego jak ja to
              odbieralem. W kazdym badz razie moje intencje byly nastepujace: ostrzec tego
              kogos, kto mysli o zdradzie. Latwo ukrzywdzic druga osobe, trzecia i samego
              siebie. Ja teraz patrze na to inaczej, jako prosta droge do cierpienia, uslana
              rozami przyjemnosci, uniesien, fascynacji... Nie probuj mi fundowac wyrzutow
              sumienia. Mam je i bez tego. A czlowieka z ktorym ten czas dzielilem, mimo ze
              rostalismy sie bolesnie, we wspomnieniach szanuje i mysle o nim dobrze. Co do
              szczerych rozmow z mojej strony, no coz bylo i tak wiele. W kazdym badz razie
              jezeli uznales/uznalas ze trafiles na cynicznego gracza, ktory kogos bezczelnie
              wykorzystywal, swiadomy tego ze tym kims jest "na razie" to bardzo zle
              trafiles/las.
              • Gość: quink poszukuję... IP: *.internetdsl.tpnet.pl 01.08.07, 12:13
                Sam teraz poszukuję czegoś, sam nie wiem czego. Dlatego zabrałem głos w
                sprawie. Wiem, że gdy to odnajdę, to zrobię wszystko, aby może tak jak w
                przypadku Monofadera nie ziściło się przysłowie: "miałeś, chamie złoty róg..."
                Wiem, że po latach człowiek wspomina nie pracę zawodową itp. a właśnie uczucia
                i emocje, które przeżył. Może młodsza musiała być od niego ta "druga ale
                pierwsza" bo gdyby była choć troszkę dojrzalsza, to raczej zdałaby sobie
                sprawę, że pewne zachowania dla pewnego rodzaju facetów są po prostu: z b y t
                t r u d n e do realizacji. Bez osądzania w tym przypadku, którego szczegółow
                nie znam i nie chcę znać. Szkoda mi "tej trzeciej", o której zazwyczaj
                zapominają wszyscy, łącznie ze zdradzającym "zakochanym" mężem. Nawet gdyby
                wiedziała o wyrzutach sumienia to nie złagodzą jej cierpienia, które z
                pewnością przeżywa(ła) jeśli kocha(ła). No i przecież "rywalizacja" z żoną z
                góry skazana jest na zagładę, bo to niestety żona ma wszelkie atuty w ręku
                (rodzina, wspólne wygodne życie itp.) a są faceci, dla których większośc
                wydarzeń rozgrywa się w wyobraźni a nie w realu (mniejsza z tym
                dlaczego).Jeżeli jednak kobieta słyszy od mężczyzny że wzbudza w nim pewne
                uczucia to ma przynajmniej nadzieję że przybedzie po nią jak książe w bajce o
                Kopciuszku. I to tylko od rodzaju faceta zależy czy tak zrobi. Swietnym
                nielicznym przykładem byłby przypadek Tomasza Lisa i Hanny Smoktunowicz.
                Śledziłem ich losy z wielkim zainteresowaniem, bo facet wzbudził moje olbrzymie
                zdumienie i szacunek (chyba przeciwne niż u większości społeczeństwa- a przede
                wszystkim chyba żon czy moherowych beretów). On raczej tradycjonalista z dwójką
                dzieci i 12 letnim stażem związku (przedtem uwikłany owszem w związki z
                koietami) ale ponoć ustatkowany w małzęństwie i ona z dwójką dzieci i mężem.
                Potrafił zrobić to, co dla wszystkich wydawało sie nierealne: jak sam
                powiedział ostatnio: "dziękuję że rodzice wpoli mi, że niemożliwe może stać się
                możliwe". Lis i Smoktunowicz mieszkają razem, rozstali się z dotychczasowymi
                partnerami, pomimo, że przecież ubóstwiają swoje dzieci.. Inna sprawa, że
                rozwód jest dzisiaj lususem na który stać tylko bogatych facetów ale
                jednoczesnie rozwód jest dla facetów z iskrą w zyciu, którzy mają tę
                swiadomość ,ze zyje się tylko raz. Kto powiedział, że można odnaleźć swoją
                połowkę za drugim czy trzecim razem? Niektórzy mają to szczęście inni nie,
                dlatego popełniają błedy i whcodzą w coraz to nowe związki. Nie mówię tutaj o
                cynicznych graczach, którzy szukają tylko zaspokojenia popędu i traktują
                kobietę jak zabawkę. Jeżlei jednak ludzie zdradzają to znaczy, że szukają
                czegoś ,czego nie ma w ich obecnym związku. Dlatego uważam, że zdrada może byc
                początkiem wspaniałego i pieknego nowego związku. Nagle zupełnie
                niespodziewanie okazuje się, że dwoje ludzi czuje się tak jakby znali się od
                dawna, odnajduje siebie w drugiej osbobie, widzi w niej siebie, swoje wady i
                zalety, mają podobne poglądy, osobowość i przyciągają się jak magnes...ale
                jeżeli facet zdradza bez mysli o wspólnej przyszłości z kobietą to
                rzeczywiście jest potworem. A gdy rzeczywiście szanuje tę kobietę w której się
                zakochał to chyba pozostaje z nią w przyjaźni, nawet ukrytej przed całym
                światem.
                Wiesz, Monofader, jeżeli powiedziałeś wszystko, co napisałeś tutaj, na forum
                również tej kobiecie, szczerze, elegamncko i już bez emocji, po rozstaniu, to
                jesteś wielki Piszesz, że znalazłeś cierpienie. Cierpienie wpisane jest w
                miłość, która nie zawierała w sobie spełnienia.
                • beatrix13 Re: poszukuję... 01.08.07, 14:50
                  dostaniesz tyle odpowiedzi ilu jest ludzi i ich historii ,
                  to Twoje życie i żyj tak,żebyś nie żałował pod koniec przepuszczenia go przez
                  palce bylejakości i ludzkich konwenansów
                • Gość: Monofader Quink zycze Ci powodzenia w poszukiwaniach IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.08.07, 16:13
                  wytrwalosci w trwaniu, no i satysfakcji, zebys nigdy nie odczul potrzeby
                  ponownego szukania.
    • Gość: Koczkodan Re: Jak to jest zdradzic partnera lub partnerke? IP: *.globalconnect.pl 31.07.07, 13:23
      W gumce żadna zdrada
      • dyfre Re: Jak to jest zdradzic partnera lub partnerke? 31.07.07, 22:16
        też mam ochote na przygode wakacyjną ale jakoś nie mam odwagi z powodu nadwagi
        • Gość: groszek Re: Jak to jest zdradzic partnera lub partnerke? IP: *.teleton.pl 01.08.07, 14:40
          Jezu, quink to gatunek faceta chyba na wymarciu a monofader, no cóż, no
          comments..., wiem jedno, bylam ta trzecia i predzej diabla spodziewalabym sie
          ujrzec czy uslyszec niz mojego bylego faceta!
        • Gość: mister Re: Jak to jest zdradzic partnera lub partnerke? IP: *.chello.pl 01.08.07, 16:27
          Wakacje sie kończą
          • beatrix13 bo taka ludzka natura jest 01.08.07, 21:32
            l.interia.pl/ae6
            • xxtoja Miłość silniejsza od zdrady 01.08.07, 21:58
              wiadomosci.onet.pl/1428106,240,kioskart.html
              Jeśli niestety już doszło do cudzołóstwa, czy powinniśmy za wszelką cenę
              ratować swoje małżeństwo? Jak wspólnie układać swoje dalsze życie?

              Jeśli dochodzi do zdrady, to jej nieuchronną konsekwencją jest nie tylko
              dramatyczne cierpienie, ale też równie dramatyczny kryzys małżeństwa. Odkrycie,
              że jest się zdradzanym, wiąże się z ogromnym szokiem oraz powoduje długotrwały
              uraz psychiczny i moralny. Czasem poczucie krzywdy u osoby zdradzonej jest tak
              wielkie i bolesne, że nie ma raczej szans na złagodzenie tego bólu i na powrót
              do wspólnoty małżeńskiej. W takim przypadku nie pozostaje zwykle nic innego,
              jak złożenie przez osobę skrzywdzoną wniosku o separację.

              W świetle Ewangelii optymalnym rozwiązaniem jest przezwyciężenie kryzysu
              poprzez pojednanie i przebaczenie. W odniesieniu do osób nie ma bowiem sytuacji
              nieodwracalnych. Zawsze możliwa jest radykalna przemiana, nawrócenie i
              przezwyciężenie przeszłości. Przebaczenie i pojednanie to droga, którą Chrystus
              proponuje w obliczu każdego grzechu i każdej krzywdy. Droga ta nie może mieć
              jednak nic wspólnego z naiwnością czy z tolerowaniem zła. Prawdziwe pojednanie
              jest możliwe wyłącznie wtedy, gdy małżonek, który dopuścił się zdrady, uznaje
              swoją winę oraz radykalnie się zmienia. Jeśli warunek ten zostaje spełniony, to
              potrzebne jest jeszcze zadośćuczynienie wyrządzonej krzywdy i zadanego bólu.
              Najdojrzalszym sposobem wynagrodzenia zdrady nie jest ciągłe wypominanie sobie
              bolesnej przeszłości, lecz okazywanie tu i teraz dojrzałej, ofiarnej, wiernej
              miłości małżeńskiej i rodzicielskiej.
              • beatrix13 Re: Miłość silniejsza od zdrady 01.08.07, 22:05
                przedstawiłaś stanowisko kościoła nt,
                a cały artykuł jest bardziej obiektywny
                • xxtoja Re: Miłość silniejsza od zdrady 01.08.07, 22:14
                  Tak przedstawiłam sendno sprawy, bo wywiad był przeprowadzony z ksiedzem.
                  Natomiast ja widze jeszcze inne rozwiązanie, ale bardziej trudniejsze do
                  zrealizowania - takie jak uniewaznienie małżeństwa kościelnego.
    • Gość: ola Re: Jak to jest zdradzic partnera lub partnerke? IP: 217.153.7.* 02.08.07, 07:14
      Przeczytałam, że jedna z osób tu piszących pochwala zachowanie duetu Lis -
      Smoktunowicz. Ja widzę to inaczej..
      Nie mam usprawiedliwienia dla Lisa, ale co dobrego można powiedzieć o facecie
      po 40 ... ( kryzys wieku sredniego, chęć zmiany dotychczasowego życia nie ważne
      na jaki model aby tylko było inaczej i coś się działo ).Nie znamy faktów z
      życia tych ludzi ale zamienić K. Rusin na H. Smoktunowicz to naprawdę lekka
      desperacja. Bo cóż można powiedzieć o kobiecie która rozbiła 3 małżeństwa ?
      Prawda jest taka że jak kobieta chce to bardzo dużo może zrobić....te nasze
      triki i zaloty....Żelazne kobiety zawsze dochodzą do celu. To mężczyżni są
      podatni i niestety niezbyt poważni.Ulegają urokowi " nowego modelu " zostawiają
      obecne partnerki a niestety najbardziej cierpią dzieci. Jesteśmy ludżmi i
      musimy być odpowiedzialni za to co robimy. A "nowe modele", po czasie wychodzi
      że nie takie nowe, nie takie super. Trudno przyznać się do porażki.
      • Gość: empe42 Re: Jak to jest zdradzic partnera lub partnerke? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 02.08.07, 08:20
        Olu, zgadzam się z Tobą.
        • Gość: a Re: Jak to jest zdradzic partnera lub partnerke? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 02.08.07, 09:07
          Wiem ,że jestem zdradzana( nie jestem jego żoną) ta z którą zdradza nie ma
          pojęcia o moim istnieniu.Myślę ,że dobrze tak nam jesteśmy oszukiwane ona i ja.
          Tyle tylko ,że ja połapałam się w tym wszystkim a ona , młodsza brnie w
          nicoś.Nie mam nic do stacenia ze względu na wiek, jej mi szkoda za parę lat
          zostanie sama.czasami mam jej ochotę powiedzieć o wszystkim podać fakty z jej
          samotnego życia.Ale po co.Dziewczyny jak jesteście młode to zacznijcie od
          normalnych związków(te nieudane małzeństwa nie mogą robić z wAs
          ofiar).Otwórzcie szeroko oczy i zacznijcie mysleć, kojarzyć fakty.1. czy zawsze
          ma dla Was czas.2. Czy odbiera od Was zawsze tel.3. CZy podawane wymówki nie są
          wymyślane( jak słyszę co jej opowieda dlaczego nie odbierał tel. to chce mi się
          smiac)4.Czy spędza z Wami wakacje czy tylko pojedyńcze dni( wtedy kiedy jest
          wolny).5 Czy pokazuje sie z Wami publicznie. 6. Czy obiecywał ,że weżmie rozwód
          ( jeżeli jest żonaty)7. od kiedy się spotykacie i czy coś w ostatnim czasie się
          zmieniło.8 Czy zapoznał was z najbliższymi. itp Jeżeli na 1 z pytań pada
          odpowiedź negatywna to znaczy że nigdy nie będziecie razem.On zazwyczaj dużo
          starszy ona z dzieckiem czy bez czego szuka Tatausia.Myśli że nikt jej nie
          będzie chciał zamyka się i czeka na te parę chwil.Zdrada zawsze pozostanie
          zdradą. Zawsze wyryje ślad na naszym umyśle i w naszej duszy.Trzeba patrzeć na
          świat realnie i nie tracić zbędnego czasu.Nie ma wytłumaczenia dla zdrady ani
          kiedy zdradza kobieta , ani kiedy zdradza mężczyzna. Życzę otwartości spojrzeń,
          przebudzenia i prawdziwej, bez zdrad, miłości. A wszystkim którzy tak łatwo
          zdradzają, aby nie mówili jak im głupio i ciężko bo człowiek jest istotą
          rozumną i nich nie szuka pocieszenia i wybaczenia na tym forum
          • Gość: Mono-fader Nie wiem kogo mialas na mysli ale np ja nie szukam IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 02.08.07, 09:51
            ani pocieszenia ani wybaczenia. Natomiast milo byloby gdyby ktos po
            przeczytaniu mojego czy tez rowniez Twojego postu przemyslal sprawe i trzy razy
            zastanowil sie czy warto. Czy czasem nie ejst tak, ze wybor takiej drogi w 75%
            przypadkow prowadzi na wysypisko. Wole spotykac na swojej drodze zycia ludzi
            szczesliwych niz nieszczesliwych.
            • Gość: a Re: Nie wiem kogo mialas na mysli ale np ja nie s IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 02.08.07, 11:32
              Mono-Fader wiem ,że niczego nie zmienimy.I muszę przyznać że nie jest mi żal
              tych "tatusiów".Stracą trochę pieniążków za marzenia o młodości.Myślą,że ich
              starcze ciało jest sexsowne dla 30- 35 latek. A tu liczy się tylko kasa.nie
              powiem jakie to wywołuje u mnie reakcje żołądkowe.
              • Gość: Alterega moja historia IP: *.internetdsl.tpnet.pl 02.08.07, 15:10
                długo zastanawiałam się czy zabrać głos w sprawie ale skoro faceci się
                wypowiadają, niech będzie i historia widziana przez kobietę, więc pewnie
                najdłużej opisana.. Monofader pewnie nie jest tą osobą o której myślę, że
                mógłby być, choć styl ma podobny do tego, które tak bardzo był dla mnie
                rozpoznawalny. W każdym razie kto chce może szukać podobieństw do swojej
                historii, bez szczegółów, żeby kogoś nie urazić. ja nie potrafię tak ładnie
                sklasyfikować, ocenić bo trudno mi nawet opisać.. weźmy chociażby jeden
                wątek: "czy walczyłam i przegrałam"? Pewnie tak, tak to musi wyglądać.
                Rzeczywiście może podświadomie podjęłam tę nierówną "walkę" ale ja po prostu w
                każdej sekundzie chciałam być blisko Niego. Nieważne, za jaką cenę. Bo ja
                absolutnie nie planowałam się zakochać. Nie planowałam, że pierwszy raz w życiu
                poczuję smak miłości. A potrafiłam myśleć o nim całymi dniami, w każdej
                mijającej sekundzie. Cierpieniem i koszmarem była świadomość, że żona może mu
                powiedzieć, zinterpretować, wyjaśnić wszystko to, czego nie zdążyła, bo ma do
                niego dostęp przez praktycznie 24 godziny, a nie tak jak ja podczas tych
                ukradzionych chwil, których zawsze było zbyt mało. Ja od początku miałam
                poczuć, że jestem tą "gorszą" Dla Niego, bo nie traktuje naszej znajomości jako
                wstępu do wspólnej przyszłości i dla społeczeństwa, też tą "wyklętą" bo według
                konwenansów "nie mówię nie". Więc rola, która mi przypadła od początku była dla
                mnie upokorzeniem (nie licząc tych wszystkich innych, mniejszych upokorzeń, o
                których rzeczywiście rzadko śmiałam Mu wspomnieć a których część sama sobie
                fundowałam). Nie chciałam spostrzegać banalności tego, co mi proponował. TAk,
                początkowo rzeczywiscie byłam centrum jego świata. I to było cudowne. I całe
                moje zachowanie wypływało z uczucia. Nie wiem jak to sięstało i kiedy dokłądnie
                ale kompletnie straciłam głowę. I dlatego "przegrałam".
                • Gość: Alterega Re:c.d. moja historia IP: *.internetdsl.tpnet.pl 02.08.07, 15:25
                  Piszę w cudzysłowiu, niech będzie że "przegrałam", ale ja nigdy nie grałam,
                  choc paradoksalnie On właśnie to mi zarzucał: że gram. A ja postawiłam na
                  emocje, serce i żywioł. Działałam spontanicznie i pod wpływem chwili, nastroju,
                  uczuć które coraz częściej wyskakiwały ze mnie i miotały mną na wszystkie
                  strony. Teraz, z perspektywy czasu widzę, że trzeba było kalkulować,
                  porównywać, wybierać co byłoby dla mnie lepsze, chłodno analizować tak jak On
                  to robił (zabolałaby mnie teraz swiadomość, że podczas gdy ja szalałam z
                  miłości, całym sercem kochałam on mnie oceniał, porównywał, robił rankingi z
                  żoną). Teraz, kiedy przyglądam się czasem żonom i ich męzom, widzę tajemnicę
                  sukcesu żona takich mężów: pobłażliwość połaczoną z ukrywanym poczuciem
                  wyższości nad mężem, przekonaniem o swojej misji matki polki rodzicielki (więc
                  widocznie można uprawiać seks z własną matką) i wymagania... wymagania. A moje
                  wymagania - jak najczęstsze spotkania ( bo kochałam i chciałam być blisko) w
                  nie uwłaczających miejscach - były i żałosne i smutne - te moje wymagania. Bez
                  sensu przekazywałam mu marzenia o wspólnej przyszłości. Trzepotałam
                  skrzydełkami jak motyl w matni, robiąc groźne miny, które przemijały jak
                  podmuch wiatru, gdy łaskawie stawał sie dla mnie milszy. Nie wiedziałam o co
                  chodzi a przecież w wyniku prawdopodobnych porównań z żoną byłam powoli
                  detronizowana - ja nie rozumiałam co się stało. Paradoksalnie, to ja czułam
                  sie zdradzana. Potem już bez gniewu i jakichkolwiek pretencji bezskutecznie
                  błagałam Go o przyjaźn. Rzeczywiscie, lepiej jest przecież spotykać sie z
                  ludźmi szczęśliwymi a ja byłam nieszczęśliwa. Była to dla mnie bardzo smutna
                  miłośc, nie podchodziłam do niej lekko.
                  • Gość: Alterega Re: 3c.d. moja historia IP: *.internetdsl.tpnet.pl 02.08.07, 15:33
                    Do dziś czuję się emocjalnie poharatana i czasem nie potrafię odnaleźć spokoju.
                    On dzisiaj przyjmuje punkt widzenia żony, dlaczegóż miałoby być inaczej? Rzadko
                    kto a już na pewno nie zdradzajacy mąż pochyla się nad uczuciami takiej jak ja.
                    Myślę o sobie w najgorszych kategoriach. Spojrzałam w lustro i nie podoba mi
                    sie to co zobaczyłam. Szkoda, że Monofader woli dawać anonimowe porady na forum
                    niż porozmawiać szczerze z osobą z którą był kiedyś tak blisko. A może
                    porozmawiał? Ja wiem, że potrzebowałabym takiej szczerej rozmowy,i jej w pewnym
                    monmencie w tej mojej historii zabrakło.To kwestia szacunku do drugiego
                    człowieka. Pomimo tego, wracam myślą do początków tamtej znajomości i widzę Go
                    takim jakim Go wtedy widziałam. Czasem jeszcze muszę sobie tłumaczyć, że On tak
                    naprawde to mnie nie opuścił i stanowi część mego serca. On nie wie, że nie
                    umiałabym żyć bez Niego. Jestem spokojna o szczście Quink, bo wiem, że z takim
                    podejściem nie skrzywdzi żadnej kobiety i to w tym wszystkim powinno być chyba
                    najwazniejsze. Jeżeli chcecie zdradzać, to zdradzajcie, czasem to jedyne
                    wyjście. Uważajcie tylko na uczucia. One są najbardziej zdradliwe.
                    • Gość: Alterego Bis Twoja historia jest moją IP: *.centertel.pl 12.08.07, 14:09
                      Przeżyłem dokładnie to samo. Tyle, że to Ona wyssała ze mnie wszystko i na
                      koniec rzuciła. Boli do dzisiaj. Nie chciałem uczuć. Namówiła. A kiedy się
                      pojawiły, odeszła.
                • Gość: jeszcze nie zdrad Re: moja historia IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 02.08.07, 23:12
                  W moim, dosyć długim starzu małżeńskim było wiele okazji do zdrady. Jednak
                  nigdy do niej nie doszło. Zawsze na "przeszkodzie" stawał rozsądek, albo zwykłe
                  zastanowienie - czy tak można? Po pewnym czasie, przychodzi refleksja - dobrze,
                  że nie doszlo do tego, bo teraz, po upuszczeniu chwilowej fascynacji zdradą -
                  jak to będzie z obcą kobietą, przychodzi refleksja - kocham swoja drugą połowę,
                  a to co mnie z nią lączy to coś czego nie doświadczę z kimś obcym - seksualnie.
                  Myślę , że seks to coś co uatrakcyjnia miłość. A miłość to niezbędny dodatek do
                  seksu, aby wogóle był atrakcyjny. A zatem, zdradzają jedynie ci co nie
                  odczuwają uczucia milości do osoby zdradzanej. Natomiast ci którzy zdradzają z
                  zemsty, muszą odzcuwać chyba jedynie uczucie beznadziejności samej zdardy.
                  innego .
                  • Gość: a Re: moja historia IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.08.07, 12:03
                    nie wiem jak Wy ale czasami marzy mi sie świat iealny z zakochanymi parami,
                    błękitnym niebem i wielką życzliwością.Wiem że to bajki ale może kiedyś spotkam
                    księcia dla którego najważniejsza bedzie przyjaźń i miłość. Bez oszustw,
                    kretactw i zdrady.
                    • Gość: i Re: moja historia IP: *.internetdsl.tpnet.pl 03.08.07, 14:59
                      Czasem ktos od kogo liczyliśmy tylko na nienawisc, lekcewazenie i zlosliwosc
                      potrafi nas przyjemnie zaskoczyć, że aż nie potrafimy w to uwierzyć a ten
                      człowiek, który okazywał dojrzałą, ofiarną, wierną miłość małżeńską i
                      rodzicielską potrafi perfidnie zdradzić. Kompletny brak reguł na tym świecie.
                      • Gość: tomek Re: moja historia IP: 83.168.75.* 03.08.07, 16:22
                        no niewiem czy taki brak reguł moja narzeczona pracuje nad morzem i miała
                        przygode wakacyjną to co ja nie moge miec
                        • Gość: Znowu zdradzana Re: moja historia IP: *.opera-mini.net 03.08.07, 22:23
                          Kto raz zdradzil to zrobi to ponownie, mąż żalowal i blagal o wybaczenie, mowił że dopiero zrozumiał ze najcenniejsze w zyciu by stracił ze to ona go omotala, był znowu jak nowo zakochany, minelo troche czasu, znowu zaufałam, wybaczyłam, byłam idealna zona, ale zrobił to znowu, odkryłam przypadkiem, znowu wszyscy wiedzieli oprocz mnie bo umiał juz sie swietnie maskowac, nauczony poprzednia wpadką.
      • ronaldiino Re: Jak to jest zdradzic partnera lub partnerke? 07.08.07, 10:48
        Gość portalu: ola napisał(a):

        > Przeczytałam, że jedna z osób tu piszących pochwala zachowanie
        duetu Lis -
        > Smoktunowicz. Ja widzę to inaczej..
        > Nie mam usprawiedliwienia dla Lisa, ale co dobrego można
        powiedzieć o facecie
        > po 40 ... ( kryzys wieku sredniego, chęć zmiany dotychczasowego
        życia nie ważne
        >
        > na jaki model aby tylko było inaczej i coś się działo ).Nie znamy
        faktów z
        > życia tych ludzi ale zamienić K. Rusin na H. Smoktunowicz to
        naprawdę lekka
        > desperacja. Bo cóż można powiedzieć o kobiecie która rozbiła 3
        małżeństwa ?
        > Prawda jest taka że jak kobieta chce to bardzo dużo może
        zrobić....te nasze
        > triki i zaloty....Żelazne kobiety zawsze dochodzą do celu. To
        mężczyżni są
        > podatni i niestety niezbyt poważni.Ulegają urokowi " nowego
        modelu " zostawiają
        >
        > obecne partnerki a niestety najbardziej cierpią dzieci. Jesteśmy
        ludżmi i
        > musimy być odpowiedzialni za to co robimy. A "nowe modele", po
        czasie wychodzi
        >
        > że nie takie nowe, nie takie super. Trudno przyznać się do
        porażki.

        Olu, nie rozumiem Twojej argumentacji. Mówisz, że nie możesz znaleźć
        usprawiedliwienia dla Lisa. Dlaczego nie możesz? Może dlatego, że
        sama jesteś fajną, wierną i ciepłą partnerką dla Twoejgo faceta i
        bardzo by Cie zabolało, gdyby nagle odszedł do innej kobiety? To
        byłoby świnstwem - to logiczne. Weź jednak choć przez moment pod
        uwagę, że w związku Lisa mogłoby inaczej. Ze może jego była żona nie
        była dla niego ani fajna, ani ciepła, ani miła, ani też być może nie
        była mu wierna. Ze może wbrew temu co wszem i wobec K.R. opowiada,
        ani jemu ani dzieciom wcale nie stworzyła ciepłego domu. A może jest
        egoistką i awanturnicą? i co wtedy? Czy kazdy czlowiek nie ma prawa
        do szczęścia? Czy lepiej tkiwć w nieudanym związku i zarażać złymi
        emocjami dzieci? Nie rozumiem zresztą dlaczego Lis znalazł się w
        zwiąku o zdradzie - on miał akurat odwagę - zamiast jak wielu skakać
        na boki, zacząć życie od nowa. Co do Hanny S. - dlaczego nazywasz
        ją "nowszym modelem'? Nie myślę, by mężczyzna taki jak Lis, który
        miał tak wiele do stracenia (reputację, karierę etc) lekkomyślnie
        decydowałby się na przewrócenie swojego zycia do góry nogami bo "
        trafił się nowszy model". Takie rzeczy robi się z miłosci.

        PS - nie wiem skąd wzięłaś info , żę Smoktunowicz rozbiła 3
        małzenstwa. Z tego co czytałem, rozwód z pierwszym mężem zdarzył się
        z jego winy- facet puszczał się na prawo i lewo, wiec też swoje
        przeszła.
        • Gość: zn zdradzona Re: Jak to jest zdradzic partnera lub partnerke? IP: *.eranet.pl 09.08.07, 19:01
          Zrobiłam to podczas Toll Ships - cała przyjemność - dotykasz nowego,
          nieoswojonego człowieka, poznajesz jego zapach, całujesz się z nim
          po raz pierwszy - juz wiem dlaczego mój mąż to robił
          • Gość: intercyza gratulacje, byl orgazm? lechtaczkowy czy pochwowy? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.08.07, 21:59
    • emwu72 Re: Jak to jest zdradzic partnera lub partnerke? 03.08.07, 23:44
      chcesz sie czuć jak szmata?
      • Gość: Everybody Loves Jestes z nim nadal? Kobieta a mezczyzna - zdrada. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.08.07, 23:55
        Co do zdrady. Mimo wszystko mysle, ze jest tak, statystycznie rzecz biorac:
        - jezeli facet zdradzi kobiete a ta mu wybaczy i przyjmie z powrotem, to jest
        wieksze pawdopodobientstwo docenienia, niz
        - jezeli baba zdradzi faceta a on jej wybaczy i ja przyjmie z powrotem.

        Kobieta faceta ktorego zdradzila i ktory ja z powrotem przyjal juz szanowac nie
        bedzie, chyba ze na starosc moze, ale nie wowczas gdy bedzie sie czula
        atrakcyjna. Facet predzej doceni kobiete ktora przyjela go z powrotem. Moze
        tutaj "matczyne" watki odgrywaja role? Co wy na to?
        • Gość: Znowu zdradzana Re: Jestes z nim nadal? Kobieta a mezczyzna - zdr IP: *.opera-mini.net 04.08.07, 10:35
          Wybaczyłam choc teraz widze ze to niesprawiedliwe tak wybaczyc. Ustalilismy ze zaczynamy nowe zycie i nowa ere i ze nigdy nie wrocimy do tematu jego zdrady i to był moj najwiekszy bład. Kilka lat spokoju czułych zapewnien o najglebszej dojrzałej miłosci do mnie i dziecka, ja zaufałam i oto znowu..
          • Gość: Everybody Loves I co dalej? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.08.07, 13:10
            • Gość: Znowu zdradzana Re: I co dalej? IP: *.opera-mini.net 04.08.07, 15:47
              Spotkałam sie i pogadałam z jego kochanka on o tym nie wie a mi wiele wyjasniło, intensywnie jezdze na szkolenia zawodowe, udaje miłosc do niego i niedługo go zdradze to smieszne jak maz umie wierzyc w wiernosc zony, facet nigdy nie zorientuje sie jak ona zdradza
              • Gość: Znowu zdradzona Re: I co dalej? IP: *.opera-mini.net 04.08.07, 20:26
                Aha, nareszcie jestem szczesliwa i wesoła, maż mysli ze go uwielbiam, tez jest szczesliwy, a prawdziwa miłosc moze dac mężowi tylko kochanka i to ona cierpi a nie ja. To ja poniża mój maż żebym ja nie cierpiała!
              • Gość: Znowu zdradzona Re: IP: *.opera-mini.net 04.08.07, 20:28
                Aha, nareszcie jestem szczesliwa i wesoła, maż mysli ze go uwielbiam, tez jest szczesliwy, a prawdziwą miłosc moze dac mężowi tylko kochanka i to ona cierpi a nie ja. To ja poniża mój maż żebym ja nie cierpiała!
                • Gość: ewelka01 Re: IP: *.160.unknown.vectranet.pl 04.08.07, 23:35
                  6 lat go znalam i co? tak naprawde to dopiero teraz go poznalam,powiedzial ze
                  jedzie do pracy do niemiec a tak naprawde siedzial w szczecinie i we wroclawiu
                  znalazl sobie utrzymanke,wieczne klamstwa, oczy mi sie dopiero teraz otworzyly,
                  depresja, zalamanie,brak apetytu, brak snu,ktos kto tego nie przezyl nie
                  zrozumie,zdradzal mnie od poczatku naszego zwiazku i jeszcze sie ze mna ozenil,
                  teraz cierpienie tylko pozostalo,trzeba sie podniesc miec sile ale skad ja
                  brac...
                  • Gość: Znowu zdradzona Re: IP: *.opera-mini.net 05.08.07, 20:16
                    Udawaj dobra, miłą, kochajacą i najważniejsze - pokrzywdzoną i smutną a zobaczysz że wygrasz! Maż się nigdy nie połapie, chocby znał cie pół wieku! Jestesmy przeciez aktorkami. A kochanka nie wytrzyma nerwowo i narobi błedów, zacznie stosowac presje na niego i to bedzie jej koniec.
                    • Gość: hanka Re: IP: *.teleton.pl 06.08.07, 12:39
                      Żona rzeczywiście ma przewagę nad kochanką, bo w każdej chwili jak przełknie
                      urazoną dumę i zacznie kalkulować jak utrzymać męza przy sobie to mając dostep
                      do meza cały czas może nim manipulować. Niech on spotka się z kochanką np. i
                      dwa razy dziennie, to i tak mają zbyt mało czasu na to żeby on poznal kochankę,
                      jak ona sobie naprawdę jest, bo ona jak tutaj wcześniej ktoś opisał, działa pod
                      wpływem emocji, chce być z nim, popełnia bledy, itp. I tutaj żona ma przewagę
                      i jeszcze jak on jest wpływowy a ona cwana (a mężczyźni z reguły uwazają takie
                      żony-mamusie za nieszkodliwe bo mając wyrzuty sumienia, ze je zdradzają to
                      swoje zony za bardzo idealizują) to kochanka ma marne szanse. Znam historię z
                      opowieści żony. Cała praca zna jej meza jako zdradzającego a ona gra
                      pokrzywdzoną - nasluchalam sie np.na korytarzu jak przez telefon np. go wyzywa,
                      itp.
                      • Gość: hanka c.d. głos feministki IP: *.teleton.pl 06.08.07, 12:55
                        wszystkie bliższe i dalsze koleżanki znają go jako najgorszego h.ja, wiele razy
                        przychodził do niej do pracy tłumaczyć się, itp. a i żona to nie umiała zahować
                        dyskrecji. Wszyscy swego czasu mieli niezłą zabawę bo zona zahowywala sie co
                        najmniej prostacko, mieszając w ich historię znajomych, ktorzy chcąc nie chcąc
                        musieli wysłuchiwać brudów. Teraz trzymają sie za raczke, wszystko się
                        zapomniało. Żona grała poszkodowaną i biedną i za taką uwaza ją do dziś mąż-
                        pantoflarz. A przecież wcale za taką ją nie uwazają jej znajomi, tylko przecież
                        ani jej ani jemu tego nikt nie powie. Faceci często po prostu są tchorzami i
                        tak zawsze wróca do swoich mamusiek. Więc niech siedzą cicho w domach w swoich
                        kapciach.
    • Gość: Optymista Re: Jak to jest zdradzic partnera lub partnerke? IP: *.globalconnect.pl 10.08.07, 12:30
      Zbijam temat "głodnego" bo już nie mogę patrzec niech to już zniknie...
      • Gość: lukas moja zdrada IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.08.07, 20:16
        Moja zone po raz pierwszy zdradzilem z kolezanka z pracy w pierwszym
        roku malzenstwa. Impreza firmowa, popilismy sobie, zostalismy sami
        na korytarzu, zaczelismy sie lizac, zlapalem ja za piers, pozniej
        wsadzilem lapy w majty i poszlo. Dokonczylismy u mnie w pokoju.
        Nastepnego dnia rano mialem strasznego kaca moralnego i
        alkoholowego. Im slabszy byl ten drugi tym mocniejszy ten pierwszy.
        Kolezanka unikala mnie. Chcialem wszystko wyjasnic, ale nie chciala
        rozmawiac. Nie podejmowalem nastepnych prob. Minely dwa lata.
        Przyjechala do Szczecina moja kuzynka. Duzo mlodsza ode mnie. Ta
        kolezanka to byla rowiesniczka. Kuzynka 20 lat. Pokazywalem jej
        miasto, poszlismy do knajpy, podroz po porcie stateczkiem takie tam.
        Pozniej jeszcze na piwo poszlismy, no i ona powiedziala, ze
        chcialaby poznac takiego faceta jak ja, z ktorym mozna o wszystkim
        pogadac itd. Zlapalem ja za reke, ona jej nie zabrala, pozniej pod
        stolem wsadzilem jej lape pod spodnice nie zaprotestowala, wiec
        skonczylismy w pobliskim hoteliku. Pamietam ze po raz pierwszy w
        zyciu targalem lacha w tak ciasna dziure. Bylem w siodmym niebie,
        doznania naprawde imponujace. Nie byla juz dziewica zanim ze mna
        zaczela. Pamietam, ze po drodze wspolnie wymyslalismy historie co
        powiemy w domu, ze tak dlugo nas nie bylo i nie odbieralismy
        telefonow. Nie powiem co wymyslelismy bo zainteresowani mogliby sie
        skapowac. Pamietam tez ze szedlem po raz pierwszy takim dziwnym
        krokiem - jakby z Monty Pythona. Cos mi sie z organizmem porobilo.
        Przez jej wyjazdem jeszcze dwa razy w kiblu ja dopadlem, ale to juz
        szybkie numerki byly, ona oparta o umywalke a ja od tylu. Mialem
        pamietam przez jakis czas problemy z sikaniem po jej wyjezdzie.
        Pozniej jeszcze wspolzylem z macocha kumpla, ale on dowiedzial sie i
        sie smial, nie mial pretensji, chociaz ja sie mocno zawstydzilem.
        Pozniej konduktorke w pociagu. I to byloby - poki co - na tyle. Po
        pierwszym razie mialem kaca. Po drugim, no... zerznalem rodzine wiec
        znowu troche mialem. Pozniej znowu wyrzuty, bo to macocha. No ale
        przy konduktorce juz nie mialem. Tym bardziej ze to nie mezatka
        byla. No troche rano na dworcu w Krakowie mnie zemdlilo, bo przy
        swietle dnia, na trzezwo wygladala srednio apetycznie.
        • Gość: Einsturzende N. Kobiety IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 11.08.07, 17:42
          szanuja tego co zdradza a pogardzaja tym ktorego zdradzily i im
          odpuscil. Tak to jest. Niewolnicza mentalnosc. Rzadko ktora potrafi
          sie ponad to wzniesc. Lubia pogardzac facetami, zwlaszcza takimi
          ktorzy o nie zabiegaja. Jak nie zabiega facet, to wtedy one slinia
          sie i kwicza jak lubiezne swinie. No a jak juz sie da zlapac wtedy
          staraja mu sie odplacac. Faceta interesuje przede wszystkim
          bzykanie. Wyrucha i juz mu problemator znika. No jeszcze sa takie
          misie ktroe cos chca udowodnic, to jest prawdziwy skarb dla kobiety.
          Wycyckac takiego, wyfrajerzyc, a pozniej kopnac jak stara szmate. No
          ale taki becwal jeden z drugim i tak tego nie zrozumie, a pozostale
          becwaly beda z niego szydzily. Zalosny jest czlowiek, ale kobieta po
          dwakroc.
    • kotbehemot6 Re: Jak to jest zdradzic partnera lub partnerke? 11.08.07, 19:57
      Ze zdradą jest tak jak z każdym innym doświadczeniem, póki nie doświadczysz znać nie będziesz, a każdemu inaczej smakuje. Spodziewasz się zachęty alby zniechęcenia...????
      • Gość: kirkor Re: Jak to jest zdradzic partnera lub partnerke? IP: *.eranet.pl 12.08.07, 08:49
        wystarczy, że raz spróbujesz, jesteś skażony - już nigdy, przenigdy
        nic nie będzie takie same pomiędzy Tobą a Twoją stałą
        partnerką/partnerem. A jeżeli stała partnerka się dowie o Twojej
        zdradzie: co pewien czas wracać będą do niej w myślach obrazy jak
        dotykałeś kochankę, jak ją całowałeś, jak na Twoim ciele były ślady
        kochanki a przychodziłeś do żony itp. Nawet jeśli będziesz
        próbowałał odkupić "winę" (choć może przecież to żona się
        przyczyniła do Twojej zdrady) i nawet jeśłi to zrozumiała to baba i
        tak tego nie doceni. Będzie grała dopóki nie uzyska TWojej skruchy,
        pokajania się, czy tego co sobie zamierzyła czy czego zawsze chciałą
        a jej nie dawałeś) i potem to dopiero będziesz miał przesrane,
        bracie, po kiklu latach, jak spełnisz jej wszystkie zachcianki,
        pojawią się coraz to nowe wymagania (ukryte) bo to ty będziesz przez
        nią manipulowany (zdradziłeś a więc musisz się odkupić) no po porstu
        koszmar być z babą po zdradzie. Nawet jeśłi Ci tego nie wypomni i
        powie zę zapomniała, to kłąmie. Nawet jeśli będzie aniołem przez
        jakiś czas to tylko przez pierwsze lata, dopóki nie poczuje, że
        ostatecznie i definitywnie wygrała z kochanką. A wtedy, biedaku...
        • Gość: heniek kalkulacja IP: *.globalconnect.pl 12.08.07, 10:53
          Zanim zdradzisz zadaj sobie kilka podstawowych pytań.
          Co zyskujesz ?
          Co możesz stracić ?
          Jakie mogą być skutki zdrady ?
          Trzeba dobrze kalkulować ponoszone ryzyko.
    • metaxxa1 Re: Jak to jest zdradzic partnera lub partnerke? 12.08.07, 17:28
      czasem warto,bo pozwala przejrzeć na oczy i zobaczyć w jakim
      beznadziejnym związku ktoś jest i że jest szansa na szczęście gdzieś
      poza toksycznym układem
      • Gość: Znowu zdradzona Re: Jak to jest zdradzic partnera lub partnerke? IP: *.opera-mini.net 14.08.07, 23:47
        zawsze warto.pozostana chociaz piekne wspomnienia
        • Gość: Zyga A wyrzuty sumienia? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.08.07, 23:53
          A jezeli ten ktos sie zakocha i bedzie Ci serenady pod oknem spiewal
          i dzieci zapytaja: "mamo! a co to za Pan spiewa piosenki dla Ciebie?"
          • Gość: znowu zdradzona Re: A wyrzuty sumienia? IP: *.eranet.pl 15.08.07, 18:03
            najpiękniejszych wspomnień nie odbierze mi nikt, tym bardziej
            małżónek, więc jestem dla niego miła i zrobię wszystko co zechce
            choć on nie wie dlaczego... i to jest najpiękniejsze...moich
            wspomnień o kochanku on nigdy mi nie odbierze i nie będzie wiedział
            o czym myślę, kiedy patrzę na męża z uśmiechem w oczach i na ustach.
            Faceci tak robią żonom, spełniając ich kaprysy, to kobiety mogą tym
            bardziej mężom, wręcz powinny:)
          • Gość: Znowu zdradzona Re: A wyrzuty sumienia? IP: *.opera-mini.net 16.08.07, 22:41
            Nierealne,doswiadczony zdradzajacy zdradza tylko z takim facetem,ktory ma zone (tak jak cwani zdradzajacy faceci wybieraja zdrade z mezatkami)
            • Gość: Zyga Ty to masz "leb", nie pomyslalem o tym IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.08.07, 23:04
              jest to jakis pomysl, zonaty chce przezyc przygode, wiec nie ma
              problemu. No tak. No ale tez moze sie zakochac. To i zonatym sie
              zdarza. A spotykasz sie z nim jeszcze lub masz zamiar, czy to tylko
              jednorazowy "wyskok"? No i czy w razie sympatycznej okazji jeszcze
              raz to zrobisz, rowniez z kims innym?
              • Gość: była_żona Re: Ty to masz "leb", nie pomyslalem o tym IP: *.globalconnect.pl 16.08.07, 23:30
                moze nalezałoby rozdzielic zdrade na te fizyczna <sam sex> i te
                uczuciowa"wybacz, ale ja sie zakochałem"..bo fakt:zakochac sie moze
                kazdy i zawsze. Ja,4 lata temu,wybaczyłam te druga, dzisiaj czekam
                na pierwsza sprawe rozwodowa. Co zostało? Zal.Nie do niego..bo to
                zwykła szmata,jak sie okazało, a żal do siebie za to, ze po raz
                drugi zaufałam,ze mi "nawalił" instynkt samozachowawczy, ze nie
                posłuchałam tych, ktorzy mowili:juz nie wolno! Zal do siebie, ze
                byłam znów madrzejsza od całego swiata..bo przeciez to moj maż,
                ojciec mojego dziecka,facet, ktorego kochałam z kazdym rokiem coraz
                bardziej, ktos NAJWAZNIEJSZY. I ten żal boli najbardziej,bo zaufałam
                dwa razy..a teraz juz wiem, ze trzeciego razu nie bedzie.
                • Gość: Zyga z tego co zrozumialem zdradzil znowu... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.08.07, 23:32
                  no coz, mial szanse, nie skorzystal, pozbylas sie wszelkich zludzen,
                  tak czasami lepiej jak sadze. Gdybys go od razu po pierwszym razie
                  kopnela, moglabys sie lamac pozniej, a tak? juz masz jasnosc, a to
                  bezcenne. Pozdrawiam.
                  • Gość: była_żona Re: z tego co zrozumialem zdradzil znowu... IP: *.globalconnect.pl 16.08.07, 23:52
                    zdradzil i zdradza, cieszy sie "wolnoscia" mimo, ze wolny formalnie
                    jeszcze nie jest,nie zasluguje na uczucie, nawet mojej nienawisci-bo
                    to jednak uczucie,wiec pozwalam sie "cieszyc" :)Mam tez jasnosc, ze
                    juz nigdy nie zaufam...i to jest chyba najwiekszy dramat
                    zdradzonych,bez wzg na plec i status spoleczny,kochanki tez maja ten
                    problem..Zyga thx :) Pozdrawiam rowniez.
                    • Gość: Zyga tez tak mysle, ze kochanka jest w pozornie dobrej IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.08.07, 00:26
                      sytuacji. Tym razem "wygrala", a nastepnym razem? Mysle, ze czesto
                      takie zwiazki dostaja w leb ze wzgledu na to wlasnie. Zreszta orzy
                      najblizszej okazji wykrzyczy mu tzn zdradzajacemu, gdy juz bedzie go
                      miala no np tak: "ty szmato zone zdradzales!". Czesto podejrzewam
                      jest tak, ze sama kochanka sie brzydzi tym co on i poniekad ona
                      robia. Gdy pojawia sie proza zywota, zaczyna sie szukac winnych,
                      usprawiedliwien dla samej siebie. Kto wie, moze to kochanka,
                      ta "wygrana" ma gorzej od zdradzonej na dluzsza mete ? Kiedy juz
                      czar prysnie i pojawi sie proza zycia. No chyba ze jest kupa kasy
                      itp wtedy mozna faktycznie problemy zaszpachlowac, pod warunkiem
                      jednak ze nie za bardzo bedzie sie polyskiem swojego zycia czlek
                      przejmowal.
                      • Gość: c****ś a co z uczuciami? IP: *.gprspla.plusgsm.pl 17.08.07, 01:21
                        Może zabrzmi to trochę staroświecko ale chciałbym na wstęie
                        zacytować jednego z klasyków: "Cóż przyjdzie człowiekowi choćby cały
                        świat pozyskał, jeśli uszczerbek poniesie na swej nieśmiertelnej
                        duszy?".
                        Choćby tylko z tego powodu warto dwa razy się zastanowić zanim
                        wciągnie się flagę na maszt i pożegluje odkrywać nowe nieznane
                        egzotyczne dla nas lądy.
                        Całkowitym przeciwieństwem zdrady jest miłość. Kochamy naszych
                        parterów, ale także kochamy nasze dzieci, rodziców, krewnych. Gotowi
                        jesteśmy do poświęceń wobec niektórych przyjaciół i to także jest
                        miłość. Niestety miłość nie jest łątwa bo wiąże się z poświęceniem i
                        obdarowywaniem, nie każdy człowiek jest tak bogaty w to uczucie by
                        móc nim obdarzać wielu.
                        Łatwiej myśleć o zdradzie bo tutaj bardziej zależy nam na tym by coś
                        zdobyć, otrzymać. Zdrada jest zwykłym egoizmem, samolubstwem i nie
                        liczeniem się z uczuciami innych ludzi. Dlatego najczęściej prowadzi
                        do bólu i cierpienia, tylko że cierpi nie autor zdrady tylko inni. I
                        to jest najsmutniejsze.
                        • Gość: Zz Re: a co z uczuciami? IP: *.opera-mini.net 17.08.07, 08:55
                          A bo jezeli ktoras baba chciala zbudowac i zbudowala rodzine na cudzym nieszczesciu to szczescie ja juz ominie chocby sie zesr..a
                          • Gość: c****ś Nie do końca bym się zgodził IP: *.c148.petrotel.pl 18.08.07, 10:51
                            Jeden z wykładowców Politechniki, gdzie miałem przyjemność
                            studiować, lata temu rozszedł się z żoną aby ożenić się ze swoją
                            studentką. Z tego co wiem są bardzo szczęśliwi.
              • Gość: zz odp. do Zygi IP: *.eranet.pl 18.08.07, 23:31
                On mąż - ma dzieci, ja mężatka - też mam dzieci. Ale on to elegancki
                facet. I to nie był jednorazowy wyskok. Po prostu to jest coś
                więcej nawet niż romans - to coś, co nas łączy. Po prostu codowne
                kradzione chwile, w tej szarej codzienności, chwile, któe pozwalają
                tęcodzienność przetrwać i naset bardziej cieszyć się tą
                codziennością z mężęm. Chwile, które są świętem, bo przecież ani on
                ani ja nigdy nie będziemy razem. I tak jest dobrze. A jego elegancja
                i delikatność są czymś wspaniałym.
                • Gość: Zyga pieknie napisane, no coz nie pozostaje mi nic inne IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.08.07, 09:01
                  innego jak zyczyc zeby czar nie prysl i trwalo to co piekne jak
                  najdluzej.
                  • Gość: Znowu zdr Re: pieknie napisane, no coz nie pozostaje mi nic IP: *.opera-mini.net 19.08.07, 18:01
                    Tak,rzadko zdarza sie aby zonaty zdradzajacy facet mial w sobie tyle elegancji i szacunku do kobiety co moj,wiekszosc to cyniczni gracze,ktorzy nekani wyrzutami sumienia bo kogos zniszczyli psychicznie i fizycznie próbuja wynagrodzic zdrade źonie, najczesciej wyrzucajac na smietnik kochanke,ot,zalośni..
                    • Gość: Zyga a czy Twoj pozamalzenski partner tez zostal IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.08.07, 19:47
                      wczesniej zdradzony przez zone? Tzn czy podobnie jak Ty wczesniej -
                      zanim zaczal spotykac sie z Toba - zostal zdradzony, a tym samym w
                      pewnym sensie zwolniony z przysiegi malzenskiej?
                      • Gość: była_żona Re: a czy Twoj pozamalzenski partner tez zostal IP: *.globalconnect.pl 19.08.07, 20:14
                        przepraszam, ale uderzyły mnie slowa Zygi "zwolniony z przysiegi
                        malzenskiej", a zdrada zwalnia? bo mnie , mimo, ze nie raz zostałam
                        zdradzona, jakos nie zwolniła. Głupota to? Czy naiwnosc jedynie? A
                        moze jasno okreslony system wartosci? A moze brak
                        checi "rozmieniania sie na drobne"? A moze jeszcze cos innego? Ja
                        wiem, a kazdy i tak zinterpretuje jak bedzie chciał :).
                        • Gość: Zyga byla_zono mialem na mysli "zwolnienie" w aspekcie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.08.07, 20:33
                          subiektywnym, chodzi mi o stan w ktorym ktos "czuje sie" zwolniony z
                          przysiegi, poniewaz miala ona charakter warunkowy - w jego
                          interpretacji. Ja bym na Twoim miejscu nie okresla siebie
                          mianem "glupiej" "naiwnej" itd Po prostu inaczej na to patrzysz,
                          inaczej czujesz, inaczej chcesz to widziec itd. Nie sadze zeby
                          ktorekolwiek ze stanowisk bylo obiektywnie lepsze, nie ma szans na
                          wykazanie tego. No chyba ze spojrzymy na to przez pryzmat
                          mechanizmow ewolucyjnych i interes gatunku lub ze wzgledu na Pismo
                          Sw., ze wzgledu na tak a nie inaczej okreslony interes jednostkowy
                          itd ito, pozdrawiam
                          • Gość: Znowu zdr Re: byla_zono mialem na mysli "zwolnienie" w aspe IP: *.opera-mini.net 19.08.07, 22:07
                            Nie ma znaczenia czy byla ta formalna przysiega czy nie bo to tylko glupawy symbol a jak jest w zyciu z dotrzymywaniem przysiag to wiedza ci co dla tzw.wyzszych celów je łamia, wszystko zaleźy od osobowosci a i zycie pisze najrozniejsze scenariusze
                          • Gość: była_żona Re: byla_zono mialem na mysli "zwolnienie" w aspe IP: *.globalconnect.pl 19.08.07, 22:57
                            Zyga, zdrada rozpatrywana jest wyłacznie w aspekcie subiektywnym :)
                            Zdradzajacy jakos nie przejmuje sie cierpieniem zdradzanych.Wiem co
                            miałes na mysli :) Co do naiwnosci i głupoty-retoryka to jeno :)
                            Moze ktos kto chce zdradzic, przeczyta i pomysli przez moment
                            chociaz...ciagle wierze w ludzi, chociaz ludziom juz nie :)
                            pozdrawiam
                            • Gość: Zyga czy sie nie przejmuje cierpieniem zdradzanych IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.08.07, 23:54
                              nie jestem pewien czy to regula. Czesto liczy, ze uda mu sie byc
                              szczesliwym, w nieprzyzwoity sposob a zdradzana osoba nie dowie sie.
                              • Gość: c****ś To nie jest takie proste IP: *.c148.petrotel.pl 20.08.07, 22:35
                                Wzrok zimny a nieustępliwy, morderca!!!
                                Co sztych ostry jak brzytwa w pierś swoją wymierzył
                                I pogrążył głęboko do samego serca.
                                Jego serce zmarło, chociaż on sam przeżył.
                                • Gość: Znowu zdr Re: To nie jest takie proste IP: *.opera-mini.net 21.08.07, 08:32
                                • Gość: Znowu zdr Re: To nie jest takie proste IP: *.opera-mini.net 21.08.07, 08:34
                                  W odniesieniu do kogo? i kochanki i zony?
                                  • Gość: c****ś Re: To nie jest takie proste IP: *.c148.petrotel.pl 22.08.07, 00:23
                                    No chyba ciut dosłownie zostałem odebrany :)
                                    Może się nie znam, choć powiadają że każdy siwy włos to jedna
                                    stracona okazja a mam ich trochę :), ale odbierałbym zdradę jak
                                    zabicie czegoś co mieliśmy w sercu względem swojego wcześniejszego
                                    partnera. Oczywiście powód na swoje usprawiedliwienie zawsze można
                                    znaleźć. Zastanowił mnie jednak tekst że nikt nie może odebrać
                                    pamięci chwil spędzonych z Kochankiem/Kochanką i zrodziło się
                                    pytanie dlaczego te chwile są takie ważne? Dlaczego nie mówimy tak o
                                    tych wszystkich chwilach spędzonych z partnerem/partnerką? Jakie są
                                    przyczyny że zamiast poprawiania i doskonalenia tego co jest,
                                    ukłądania tego w taki sposób jakby nam najbardziej odpowiadało
                                    wybieramy coś co będzie całkiem nowe?
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka