felix_edmundowicz
23.11.08, 09:04
warto przypomnieć kto wspierał Jaruzelskiego czynem i mową.
Nie warto listów pisać jak można ich ukazać
prawda tow.Arłukowicz?
daliści fałszywe świadectwo,obywatele Rzeczpospolitej tego wam nie zapomną!
wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80708,5973528,Poskramiacze.html
Pierwszy 58-letni Edward A. na swoją obronę może powiedzieć, że w życiu
kierował się zasadą: zakład karny to nie przedszkole. Chciał zostać
milicjantem, ale wujek namówił go na służbę więzienną. - Ciągnęło mnie do
munduru - wspomina.
Już wówczas się zastanawiał, czy Solidarność będzie rządzić kiedyś Polską.
Naczelnik Marek G. przekonał go jednak, że nie warto zaprzątać sobie tym
głowy. My jesteśmy od tego, żeby pilnować porządku - powiedział.
Internowani zapamiętali porządek porucznika A. głównie z tego, że zwracał się
do nich: "pie...ne wałęsiaki" lub "sku...syny", dowodził akcją pacyfikacyjną
i organizował ścieżki zdrowia.
Edward A. do dziś nie może pojąć, skąd brała się w internowanych ta małpia
złośliwość. I dlaczego nie potrafili okazać minimum pokory, stanąć na
baczność, by ułatwić mu liczenie, gdy grzecznie o to prosił. - Przecież jak
wszyscy łażą po celi, to nie sposób ich dobrze policzyć - mówi i dodaje: - Ale
ci, którzy zostali wtedy poskromieni podczas liczenia, nie doznali żadnego
uszczerbku.
Błąd porucznika A. polegał na tym, że czytając wówczas Lenina nie dostrzegł w
losach internowanych pewnego podobieństwa do losu wodza rewolucji. - On też
zaczynał w więzieniu, a kończył w salonach władzy. Internowani powinni
zrozumieć, że Edward A. miał przekonania zgodne z obowiązującym wówczas
ustrojem i wykonywał swoje obowiązki. Wiadomo, że użycie pałek było
podyktowane dobrem internowanych. Bo mogło przecież dojść do większej
tragedii. - Oni nie mogli pogodzić się z tym, że ich strajki doprowadziły do
zapaści kraj i przez nich nic w sklepach nie było. Skoro parli do władzy i
chcieli obalić system, to nie mogą się dziwić, że byli tacy, którzy go bronili.
Wiele lat temu przeszedł na rentę i stał się biznesmenem - właścicielem sklepu
spożywczego w Wierzchowie. Potem przeniósł się z rodziną do osiedla domków
jednorodzinnych w Złocieńcu. Tu przed dwoma laty dopadła go zemsta.
--
Kontrola jest najwyższą formą zaufania