Gość: psycholog
IP: *.szczecin.sdi.tpnet.pl
10.11.03, 23:04
Często zdarza się nam mieć zły dzień. I bardzo chcemy się na kimś wyżyć. Tak,
to się naprawdę zdarza. Ale moim zdaniem zbyt często wyżywamy się na bliskich
i znajomych, podczas gdy o wiele lepiej jest wyładować stres na kimś zupełnie
obcym.
Postąpiłem tak pewnego dnia. Przypomniałem sobie w biurze o zaległym
telefonie, jaki miałem wykonać. Odnalazłem numer w notesie i wystukałem go na
klawiaturze telefonu. Usłyszałem, jak jakiś facet po drugiej stronie
mówi "halo!", więc zapytałem grzecznie, czy mogę rozmawiać z Anią. Facet bez
słowa rzucił słuchawką. Byłem kompletnie zaskoczony. Jak można być tak źle
wychowanym! Sprawdziłem jeszcze raz numer do Ani i wykręciłem go (okazało
się, że przekręciłem dwie ostatnie cyfry). A po zakończeniu rozmowy
postanowiłem znowu zadzwonić pod poprzedni "zły" numer i kiedy tylko tamten
facet podniósł słuchawkę rzuciłem krótkim "ty chuju!", po czym rozłączyłem
się. Zapisałem sobie jego numer na żółtej karteczce i przykleiłem na
monitorze.
Raz na kilka tygodni, kiedy coś wyjątkowo źle mi wychodziło, kiedy
płaciłem zaległe rachunki, dostałem mandat za parkowanie albo z innego powodu
miałem zły dzień, dzwoniłem do typa i kiedy tylko się zgłosił, serwowałam mu
głośne "ty chuju!". Od razu robiło mi się lepiej...
Po pewnym czasie telekomunikacja wprowadziła program identyfikacji
numeru
dzwoniącego, przez co mój nowy sposób na chandrę i stres okazał się poważnie
zagrożony. Zadzwoniłem więc do typa, przedstawiając się jako pracownik
telekomunikacji i zapytałem:
- przepraszam, czy słyszał pan może o naszej nowej ofercie w zakresie
identyfikacji numeru dzwoniącego?
- Nie! - uciął i rzucił słuchawkę.
Zadzwoniłem do niego ponownie:
- nie słyszałeś o tym programie dlatego, że jesteś zwyczajnym chujem!
Kilka dni później, kiedy na parkingu przed supermarketem próbowałem
zająć ostatnie wolne miejsce, jakiś dresiarz w BMW bezczelnie zajechał mi
drogę i wepchał się na moje miejsce. Wkurzyłem się nielicho. Na beemce była
kartka "na sprzedaż" i numer telefonu. Zanotowałem go skrupulatnie. Wieczorem
zadzwoniłem.
- Halo, czy to pan ma beemkę do sprzedania?
- Tak.
- A gdzie można ją obejrzeć?
- Stoi na podwórzu domu przy Leśnej 23.
- A kiedy pana można złapać w domu?
- No tak od 17.00 już raczej jestem.
Zapisałem numer dresiarza na żółtej karteczce, tuż poniżej numeru
faceta, do
którego miałem zwyczaj poprzednio dzwonić. Teraz miałem dwóch dupków, na
których mogłem się wyżyć. Ale po kilku dniach wydzwaniania do nich poczułem,
że nie było to już takie podniecające, jak na początku...
Wpadłem na zupełnie inny pomysł... Zadzwoniłem do tego pierwszego
faceta.
- Halo! - rzucił jak zwykle.
- Ty chuju! - krzyknąłem, ale tym razem nie odłożyłem słuchawki. - Jesteś
tam jeszcze?
- Jestem! - krzyknął. - Jestem, pieprzony palancie! Nie wiem, kim jesteś, ale
chciałbym cię dostać w swoje ręce! Gnoju, kurwa, powiedz gdzie mieszkasz, to
zaraz pojadę i ci rozjebię ten oblany ryj!
- Tak? No to mieszkam przy Leśnej 23... Poznasz po czarnej beemie
zaparkowanej w podwórzu! Czekam na ciebie, ciemny baranie z lasu!
Facet rzucił słuchawką a ja natychmiast wykręciłem numer dresiarza.
- Halo, to ty, pedale? Dzwonię do ciebie, bo mam ochotę w końcu ci
przypierdolić! Jak masz jaja to wyjdź przed dom, zaraz u ciebie, kurwino,
będę!
W chwilę potem zadzwoniłem na policję, informując o bójce w okolicach
Leśnej 23, oraz do telewizji regionalnej, wspominając coś o porachunkach
gangsterów. Na koniec podjechałem samochodem w okolice Leśnej i patrzyłem na
dwóch dupków, bijących się w światłach dwóch radiowozów i reflektorów ekipy
telewizyjnej...