as9943
03.04.09, 21:22
po co ukrywać
Grzegorz Wałęsa, żył lat cztery" - świadkowie o młodości L. Wałęsy
Lech Wałęsa
"Express Bydgoski": Lokalna prasa rozpisuje się o młodości Lecha Wałęsy.
Opinie o młodym byłym prezydencie są w jego rodzinnych stronach różne. Ksiądz
Jan Płaciszewski, proboszcz z parafialnego kościoła w Sobowie, do którego
należy Popowo, mówi: - Znam go doskonale, jak całą tę rodzinę. Kłamać przecież
nie mogę, to i nie powiem, że widywałem ich w kościele.
"Express Bydgoski" publikuje obszerny reportaż z rodzinnych stron Lecha
Wałęsy. Reporterzy dotarli do świadków wydarzeń z lat 60., wyjaśniają oni
wydarzenia, które opisał Paweł Zyzak w książce "Lech Wałęsa. Idea i historia",
m.in. sprawę nieślubnego syna i nasikania do kościelnej chrzcielnicy.
Pani Zenona przyznała, że doskonale pamięta czas, kiedy w okolicy mieszkali
Wałęsowie. - Ten Lech, co wówczas robił w POM-ie, chodził do Wandy dzień w
dzień, aż się cała ulica śmiała, że taki uparty. Dziewczyna, biedna bardzo i
skromna, mieszkała pod lasem. Gdy zaszła w ciążę, prysnął. Ja jej mówiłam:
jedź do Popowa, do starej Wałęsowej, niech wpłynie na syna. Pojechała,
spotkała się z nią, nic to nie dało. Czy Wałęsę pamiętam? Trudno zapomnieć. W
marynarce zawsze chodził i z takim wąskim krawatem. Tak samo ubrany do roboty,
jak i do niej na wieczorną wizytę. Za dnia na rowie siedział, piwo pił i
czekał wieczora - opisuje.
REKLAMA
Wandzie urodził się syn, Grzegorz - pisze "EB". Jednak, gdy Grzegorz miał 4
lata, doszło do tragedii. Zsunął się ze skarpy, wpadł do wody i utopił się.
Relacje z pogrzebu dziecka są różne. Leszek Śmichowski, dalszy krewny Wandy,
matki chłopca, mówił "EB": - Ludzie na Wałęsę strasznie pomstowali. Krzywo
patrzyli. Czemuś zostawił, gnoju?! (...) Na tabliczce przymocowanej do
krzyżyka było napisane: "Grzegorz Wałęsa, żył lat 4". Potem, gdy już Wanda
wyjechała do Lublina z mężem, krzyż i tabliczka zginęły - opowiada.
I dodaje, że gdy zniszczał nagrobek, to go odnowił. - Znalazłem jakiś krzyż
metalowy i postawiłem. Chciałem nawet napisać: "Tu leży syn Wałęsy", ale
pewnie miałbym kłopoty. Teraz się jednak nie boję, jak słyszę, że on się syna
wypiera, to mogę stanąć i powiedzieć mu prosto twarz: nie kłam!
Były prezydent odniósł się do sprawy nieślubnego dziecka. - O dziewczynie,
dzieciach i kochaniu jako dżentelmen nie wiem, co napisać. Znałem dziewczynę
bardzo mi się podobała, ale ona miała chłopaka przed poznaniem mnie, za
którego wyszła za mąż, ma swoje starsze od moich dzieci, a i chyba wnuki.
Założyła rodzinę znacznie wcześniej niż ja to zrobiłem. Widać nie była mi
pisana - pisał Wałęsa na swoim blogu.
Czy Wałęsa nasikał do kropielnicy w kościele? Na to pytanie odpowiada w
"Expressie Bydgoskim" Józef Krysztoforski, który razem z Lechem Wałęsą
przyjmował Pierwszą Komunię Świętą.
- Mieliśmy wtedy po dziewięć chyba lat. (...) Uczył nas organista Dąbrowski. W
kościele to było. Gdy on wyszedł, Wałęsa podszedł do kropielnicy, wyjął...
kranik i nasikał do święconej wody. No, nie da się ukryć, tak było. Teraz wy
to napiszecie, a mnie tu napadną. Nożowniki jedne. Ale co tam, mogę mu to w
oczy powiedzieć.
I do tej sprawy ustosunkował się były prezydent. Określił to, co napisał
historyk Paweł Zyzak, mianem "następnej potwarzy". - Człowieku, czy Ty jesteś
tej samej wiary co ja? Czy Ty wiesz, na jakiej wysokości jest chrzcielnica? Na
pewno wyżej niż 8-latka głowa - odpowiada, dodając, że byłoby to "fizycznie
nie do wykonania". Wałęsa zwraca uwagę na to, że w wiosce było 100% ludzi
wierzących i to tej samej wiary. W jego opinii, gdyby ktoś nasikał do
chrzcielnicy, to zostałby przez "rodzoną matkę ze skóry obdarty".
Na swoim blogu Wałęsa napisał, że Zyzak posłużył się w swojej książce
"zmyślonymi, obrzydliwymi, barbarzyńskimi pomówieniami".
Reportaż z rodzinnych stron Lecha Wałęsy do przeczytania w "Expressie Bydgoskim".
Burza wokół książki Pawła Zyzaka
Lokalna prasa ruszyła w rodzinne strony Wałęsów, po publikacji książki Pawła
Zyzaka. Praca "Lech Wałęsa. Idea i historia" została wydana przez wydawnictwo
Arcana, nie powstała w Instytucie Pamięci Narodowej, nie była też finansowana
przez IPN.
Praca ta jest pracą magisterską, obronioną na Uniwersytecie Jagiellońskim w
czerwcu 2008 roku.
Jej autor jest pracownikiem IPN od października 2008 r. zatrudnionym na czas
bezpłatnego urlopu innego pracownika. Termin zatrudnienia upływa w kwietniu.
Zyzak napisał m.in., że b. przywódca Solidarności był agentem SB i w czasach
młodości miał nieślubne dziecko, "sikał do kropielnicy" i "był nożownikiem z
kompleksem Edypa". B. prezydent skrytykował tę publikację i zapowiedział
m.in., że jeśli instytucje państwowe ostatecznie nie wyjaśnią zarzutów o jego
agenturalne związki z SB, zrezygnuje z udziału w uroczystościach rocznicowych,
odda nagrody, a nawet wyjedzie z kraju.
Minister nauki i szkolnictwa wyższego Barbara Kudrycka zdecydowała o
nadzwyczajnej kontroli na Wydziale Historycznym Uniwersytetu Jagiellońskiego w
związku z pracą Pawła Zyzaka o Lechu Wałęsie. Kontrola, która może się zacząć
za ok. półtora miesiąca, poprzedzona będzie raportem-samooceną dziekana
Wydziału Historycznego UJ.