Dodaj do ulubionych

Tak dochodzi do wypadków: wyprzedzał na podwójn...

14.04.10, 09:17
Debi.l... jakich nieststy wiele na naszych drogach... Do pierdla,
zabrac prawo jazdy dozywotnio.. Do prowadzenia samochodu jest
przeciez wymagana pelna sprawnosc umyslowa...?!
Obserwuj wątek
    • julo57 Tak dochodzi do wypadków: wyprzedzał na podwójn... 14.04.10, 09:17
      Pewnie. Najlepiej zwalić winę na rowerzystę. Może i "nie powinien jechać
      asfaltówką" tylko poboczem, tylko o ile wiem na wysokości wysepek
      rozdzielających pasy ruchu pobocza są zwężane do szerokości 30-50 cm, zatem
      rowerzysta nie miał innej możliwości jazdy. Na odcinkach między skrzyżowaniami
      są szersze pobocza. Tak jest na wszystkich modernizowanych szosach. Rowerzysta
      w niczym tu nie zawinił. Ciekawe, że niemal zawsze szuka się okoliczności
      tłumaczących kierowcę, nawet jeśli jedzie pod prąd, za szybko, agresywnie i
      bezmyślnie.
      • amkkmp Re: Tak dochodzi do wypadków: wyprzedzał na podwó 14.04.10, 14:06
        > Pewnie. Najlepiej zwalić winę na rowerzystę
        Tak, bo to wina rowerzysty. Gdyby kierowca wyprzedzał przepisowo (na
        odcinku bez zakazu przy 70km/h) także przejechałby nieoświetlonego
        rowerzystę, bo zobaczyłby go zdecydowanie zbyt późno - światła
        mijania po lewej stronie samochodu mają niewielki zasięg w
        porównaniu do drogi hamowania z takiej prędkości.

        > Ciekawe, że niemal zawsze szuka się okoliczności tłumaczących
        kierowcę
        Kierowcy nic nie tłumaczy, popełnił wykroczenia, których popełniać
        nie wolno.

        Natomiast znowu okazuje się, że wysepki działają przeciwskutecznie,
        to znaczy powodują, że kierowca popełniający błąd (np. zła ocena
        warunków do wyprzedzania) nie ma szansy go potem naprawić.
        • pakeroso Re: Tak dochodzi do wypadków: wyprzedzał na podwó 14.04.10, 20:39
          amkkmp napisał:

          > Tak, bo to wina rowerzysty. Gdyby kierowca wyprzedzał przepisowo(...)

          Gdyby babcia miała wąsy to by była dziadkiem. To kierowca złamał przepisy i to w sposób bardzo naganny.
          Nie pisz zatem bzdur, że to wina rowerzysty bo fantazja Cię ponosi.
          • amkkmp Re: Tak dochodzi do wypadków: wyprzedzał na podwó 15.04.10, 10:58
            > To kierowca złamał przepisy i to w sposób bardzo naganny.
            A rowerzysta jadący bez oświetlenia to może jechał przepisowo? Też
            złamał przepisy i także w sposób bardzo naganny.
            • dominikjandomin Re: Tak dochodzi do wypadków: wyprzedzał na podwó 15.04.10, 12:02
              A przepisowe oświetlenie roweru... daje słabsze światło niż światła mijania...

              Pełna wina stoi po stronie kierowcy, którego droga hamowania była większa niż
              jego widoczność.
              • amkkmp Re: Tak dochodzi do wypadków: wyprzedzał na podwó 15.04.10, 12:23
                > A przepisowe oświetlenie roweru...
                > daje słabsze światło niż światła mijania...
                Światełko rowerowe może i nie oświetli drogi na więcej niż
                kilkanaście metrów, ale spowoduje, że rower będzie widoczny z
                kilkuset metrów.

                > Pełna wina stoi po stronie kierowcy, którego droga hamowania
                > była większa niż jego widoczność.
                Pełna wina stoi po stronie rowerzysty, którego droga hamowania była
                większa niż jego widoczność.
                • dominikjandomin Re: Tak dochodzi do wypadków: wyprzedzał na podwó 15.04.10, 13:38
                  amkkmp napisał:

                  > > A przepisowe oświetlenie roweru...
                  > > daje słabsze światło niż światła mijania...
                  > Światełko rowerowe może i nie oświetli drogi na więcej niż
                  > kilkanaście metrów, ale spowoduje, że rower będzie widoczny z
                  > kilkuset metrów.

                  Kpisz sobie. Obejrzyj światełka rowerowe. A potem stań kilkaset metrów dalej i
                  zobacz, czy widać. Jeśli ten morderca nie widział wysepki - jak rozumiem, przed
                  wysepką był znak (a znaki na nowych drogach są robione z materiałów
                  odblaskowych), to miał zwrócić uwagę na słaby błysk "czegoś" po lewej stronie?

                  >
                  > > Pełna wina stoi po stronie kierowcy, którego droga hamowania
                  > > była większa niż jego widoczność.
                  > Pełna wina stoi po stronie rowerzysty, którego droga hamowania była
                  > większa niż jego widoczność.

                  Widoczności rowerzysty nie znamy (choć jest niemal pewne, że został CAŁKOWICIE
                  oślepiony światłami tego mordercy za kółkiem). Za to kierowca ewidentnie nie
                  widział.
                  • amkkmp Re: Tak dochodzi do wypadków: wyprzedzał na podwó 15.04.10, 15:04
                    > A potem stań kilkaset metrów dalej i zobacz, czy widać
                    Nie muszę nigdzie stawać - jestem kierowcą i wielokrotnie widuję rowerzystów. Oświetlonych z daleka, nieoświetlonych zbyt późno. W nocy normalne rowerowe światła widać z daleka bez żadnego problemu. Pod jednym warunkiem - że są włączone.

                    > Widoczności rowerzysty nie znamy
                    Wiemy za to, że jechał bez oświetlenia.
                    > choć jest niemal pewne, że został CAŁKOWICIE oślepiony światłami
                    Tak, to niemal pewne. Jak ktoś przebywa gdzieś po ciemku, to oko adaptuje się do ciemności i praktycznie dowolne źródło światła spowoduje oślepienie.

                    Dla mnie ktoś, kto w nocy jeździ rowerem bez oświetlenia to samobójca. A że akurat trafił na kogoś łamiącego przepisy? Żadna różnica. Jakby trafił na przepisowo wyprzedzającego kierowcę też by nie przeżył. No, może w gazetach zamiast o piracie w samochodzie, czytalibyśmy o idiocie na nieoświetlonym rowerze.
                    • dominikjandomin Re: Tak dochodzi do wypadków: wyprzedzał na podwó 15.04.10, 17:42
                      amkkmp napisał:

                      >W nocy normalne rowerowe świa
                      > tła widać z daleka bez żadnego problemu. Pod jednym warunkiem - że są włączone.

                      Tak, zwłaszcza stare lampki na dynamo... które świeca tym słabiej, im wolniej
                      ktoś jedzie...

                      A kierowca wielu rzeczy nie zauważył - w tym wysepki i znaków informujących - a
                      miał zauważyć lampkę?


                      > Tak, to niemal pewne. Jak ktoś przebywa gdzieś po ciemku, to oko adaptuje się d
                      > o ciemności i praktycznie dowolne źródło światła spowoduje oślepienie.

                      Jeżdżę z oświetleniem. porządnym, na baterie, diodowym, widocznym z daleka
                      (sprawdziłem).

                      I... jadąc w mieście nieoświetloną ulicą, jestem oślepiany światłami samochodów
                      jadących z naprzeciwka, po ich pasie. Gdyby któryś próbował we mnie uderzyć (tj.
                      akurat by jechał pod prąd z prędkością 90 km/h), pewnie bym nie zauważył i nie
                      zjechał do rowu.
        • nionio41 Re: Tak dochodzi do wypadków: wyprzedzał na podwó 14.04.10, 23:26
          > Natomiast znowu okazuje się, że wysepki działają przeciwskutecznie,
          > to znaczy powodują, że kierowca popełniający błąd (np. zła ocena
          > warunków do wyprzedzania) nie ma szansy go potem naprawić.

          Czyli według ciebie przekraczając ciągłą linię, by dokonać manewru wyprzedzania,
          to "zła ocena warunków do wyprzedzania"? Ty też widząc takie poziome
          oznakowanie, też nie domyśliłbyś się, że zbliżasz się do niebezpiecznego
          miejsca? Przyjmij do wiadomości, że gdyby ten pirat jechał z dozwoloną
          prędkością, wówczas nie wykonałby manewru wyprzedzania i w konsekwencji nie
          doprowadził do wypadku. Tacy debile powinni sami się eliminować kończąc na
          drzewach, bo są wielkim zagrożeniem dla normalnych uczestników ruchu.
          • i.gabor Re: Tak dochodzi do wypadków: wyprzedzał na podwó 15.04.10, 09:22
            Jakbym tylko CZASAMI widział ograniczenia prędkości lub linię
            ciągłą, to bym wiedział że się zbliżam do niebezpiecznego miejsca
            (tak jest na zachodzie). Ale w Polsce mamy co 50 metrów jakieś
            ograniczenia i co 15 metrów ciągłą na trasach krajowych, bo
            przystanek, stacja, sklep, droga polna itd. Po prostu znikaja
            możliwości na prostych, dozwolonych miejscach, albo akurat w tym
            momencie coś jedzie, więc kierowca często zmuszony jest wyprzedzić
            nie do końca prawidłowo (nie mówie o porządnych skrzyżowaniach,
            wysepkach, stacjach, tylko wjazd polnej drogi, przystanek po jednej
            stronie drogi) Do tego te wszystkie znaki po prostu mniejsza
            czujność kierowcy i nastąpi najgorsze co możliwe, czyli sam zaczyna
            ocenić, która tablica jest bez sensu, a która zapowiada faktyczne
            niebezpieczeństwo.
          • amkkmp Re: Tak dochodzi do wypadków: wyprzedzał na podwó 15.04.10, 11:22
            > Czyli według ciebie przekraczając ciągłą linię, by dokonać
            > manewru wyprzedzania to "zła ocena warunków do wyprzedzania"?
            Stwierdzenie było ogólniejsze. Jeśli kierowca nie jest w stanie skończyć na czas wyprzedzania (niezależnie od tego, z jakiego powodu - zła ocena warunków, usterka silnika, przyspieszenie przez pojazd wyprzedzany czy zwykła głupota), to dobrze zaprojektowana droga powinna minimalizować, a nie maksymalizować negatywne skutki tego faktu.

            Jestem bardzo daleki od "rozgrzeszania" kierowcy, ale też jestem przeciwny zbyt wąskiemu spojrzeniu na sprawę.

            > Czyli według ciebie przekraczając ciągłą linię
            W Polsce znaki wprowadzają regulację, ale nic nie znaczą. Są fragmenty tras, na których można bezpiecznie wyprzedzać tylko na odcinkach z ciągłą linią, bo robienie tego na odcinkach z linią przerywaną to skrajna głupota. Ktoś powie, że można poczekać z wyprzedzaniem, aż będzie to jednocześnie możliwe i dozwolone. W teorii wygląda pięknie, w praktyce długotrwała jazda za kopcącą wywrotką z rozsypującym się na samochód grysem jest naprawdę mniej bezpieczna od wyprzedzenia na długiej prostej z podwójną ciągłą.
    • 1szansa Tak dochodzi do wypadków: wyprzedzał na podwójn... 14.04.10, 10:03
      Przekraczanie linii osi jezdni na podwójnej linii ciągłej jest tak nagminne, że stało się dla wielu zwyczajem. Jadąc ze Skarpy w Toruniu, przez ul Lubicką i dalej w kierunku Starówki codziennie spotykam się kilkakrotnie z takim wykroczeniem. Niecierpliwość uwieńczona kilkuminutowym uzyskaniem oszczędności czasu lub tragedią własną czy innych użytkowników drogi. Każdy z nas ma te same prawa i obowiązki na drodze ale ci ludzie czuja się "wybrańcami".
      • babaqba Re: Tak dochodzi do wypadków: wyprzedzał na podwó 15.04.10, 19:06
        Namalowanie podwójnej ciągłej na wszystkich drogach podzieli nas na
        dwie grupy - praworządni wyjadą z tego kraju, reszta stanie
        się przestępcami. Więcej ograniczeń, wysepek, murków, kołków w drodze
        i potem jęk, bek i żałoba niczego nie rozumiejących "ło jezuuu! był
        wypadek! wybudujcie jeszcze ze trzy wysepki!".
        Kluczowe jest to, że gdyby nie wysepka, to kierowca nie zjeżdżałby na
        lewą stronę i nie zabił. Wina oczywiście po stronie kierowcy, ale
        organizator ruchu też jest współwinien. Niewiele mniej niż kierowca.
    • and-j1 Ewidentna wina kierowcy i to recydywisty drogowego 15.04.10, 17:50
      Nie ma się co tłumaczyć że rowerzysta nie miał oświetlenia, a tak nawiasem to
      drogi w Polsce usłane są zakazami, wysepkami etc......
      Niestety tylko drogi szybkiego ruchu i autostrady mogą rozwiązać ten problem,
      których mamy jak na lekarstwo
      • marcin.grzegorz Wysepki 16.04.10, 10:13
        Wysepki w Polsce to przeklenstwo. Jadac na trasie do Warszawy, Poznania, Pily
        mijam ich dziesiatki - z kazdej migaja do mnie znaki nakazu jazdy z prawej
        strony - czesto bardzo ostrym swiatlem spoza ktorego nie widac za bardzo, czy
        ktos stoi na wysepce, czy idzie - bo to jeszcze zaslania znak. Kierowca przy
        dluzszej trasie czuje sie jakby stal sie obiektem ataku fotoreporterow
        blyskajacych fleszami. Koszmar. Zima na wysepkach gromadzi sie snieg i lod,
        ktory nie jest usuwany przez sprzed drogowcow, bo oni tez omijaja wysepki
        szerokim lukiem - kolejne niebezpieczenstwo, przy wysepkach jest pelno slizgiej
        mazi. I do tego dochodza chore, niczym nie uzasadnione podwojne ciagle linie
        ciagnace sie kilometrami. Czesto wysepki i stojace na nich znaki - szara strona
        w strone nadjezdzajacego pojazdu sa prawie nie widoczne - bo akurat cos jechalo
        z naprzeciwka i chwilowo oslepilo, albo byl lagodny luk drogi i nagle pojawia
        sie wysepka i linia ciagla, a czego nie bylo widac przez to, ze jedzie przed
        nami jakis samochod. Poza tym fatalne oznaczenie drog i ograniczen - po co
        wysepki na trasie do Warszawy, gdy boczna droga prowadzi do pojedynczej chalupy
        lub gdy jest to po prostu tylko zjazd na pole? Po co? Sprowadza sie to do tego,
        ze kierowca w ogole nie moze plynniej jechac - wciaz hamulec i przyspieszanie,
        wyprzedzanie staje sie loteria.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka