Gość: przezorny
IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl
26.02.07, 18:47
Większość czytających i piszących osób na tym forum zachowuje
się jak ślepy w teatrze pantomimy.
Nikt głośno nie powie, że przeżycie najprostszej awarii w samolocie
jest trudniejsze niż trafienie siódemki w lotto.
Pomijam kwestie, że byle jaki piorun trafi samolot w czasie burzy,bo
pod drzewem też kogoś może trafić, jednak sytuacja, że klema w akumulatorze
Airbusa się poluzuje w żadnych innych warunkach poza samolotem nie skutkowałaby koniecznością wprowadzania żałoby narodowej.
Wiele osób lata, część z nich lata regularnie, kilka, kilkanaście razy
w roku.
Ile osób z nich jest przygotowanych na ten moment?
Chyba, że wierzą w zapięcie pasów?
Ile z nich korzysta przed lotem z sakramentu pojednania?
Kto z nich ma pozałatwiane sprawy tuna tym padole?
Czy ktoś spisał testament?
Czy ma odłożone środki na pochówek?
Ile to kłopotu może mieć rodzina z powodu beztroski osób wsiadających
do samolotu.
Warto się nad tym zastanowić zanim podejdzie się do kolejnej odprawy...