gumpel
18.03.10, 14:18
Polecam Szanownemu Koleżeństwu zamieszczony w dzisiejszej Rzepie trójgłos na
temat beatyfikacji JPII.
Strona startowa tutaj:
www.rp.pl/artykul/9157,448566_Trojglos__Spor_o_beatyfikacje_Jana_Pawla_II.html
Dla zachęty fragmenty wypowiedzi ks. Karla Stehlina duchownego z Bractwa św.
Piusa X, które to - takie odniosłem wrażenie - cieszy się pewną sympatią
niektórych forumowiczów. Myślę, że po lekturze tego tekstu może się to
zmienić, gdyż poglądy ks. Stehlin są baaaardzo krytyczne w obec JPII. Zarzuca
on mianowicie JPII naruszenie ... I Przykazania! Ale poczytajcie sami:
"Jednak nawet powierzchowna wiedza o wypowiedziach i działalności Jana Pawła
II musi rodzić bardzo poważne wątpliwości, czy należy stawiać go katolikom za
wzór do naśladowania. Przykładowo 14 maja 1999 r. Jan Paweł II przyjął w
Watykanie delegację muzułmanów z Iraku, którzy ofiarowali mu Koran, księgę
uważaną przez nich za świętą. Podczas tego spotkania papież pocałował
otrzymaną księgę, według słów katolickiego patriarchy Babilonu – na znak
szacunku. Tymczasem Koran zjadliwie atakuje Bóstwo Chrystusa Pana oraz niemal
całą doktrynę chrześcijańską, dlatego całowanie go przez Wikariusza Chrystusa
jest, niezależnie od okoliczności, absolutnie nie do przyjęcia. Wprowadza się
w ten sposób w błąd muzułmanów, utwierdzając ich w przekonaniu, że słusznie
czynią, przestrzegając nakazów Koranu, a równocześnie gorszy się katolików.
Nie wolno także zapominać o niezliczonych przykładach chrześcijan, którzy na
przestrzeni wieków woleli cierpieć męczeństwo niż okazać najmniejszy przejaw
szacunku fałszywym naukom islamu.
Sprzeczne z pierwszym przykazaniem Dekalogu zachowania zmarłego papieża nie
należały niestety do rzadkości, a zebrane razem stanowią bardzo poważną
przeszkodę dla jego kanonizacji. Można by przytoczyć liczne jego gesty
ekumeniczne, nie tylko dwuznaczne, ale i częstokroć wręcz gorszące. Na
przykład w maju 1982 r. wspólnie z anglikańskim "arcybiskupem" Runcie'em
papież modlił się publicznie w anglikańskiej katedrze w Canterbury, pośrednio
uznając w ten sposób prawomocność schizmy anglikańskiej. Uznał także milcząco
sukcesję apostolską anglikanów, udzielając wspólnego błogosławieństwa z osobą,
której święcenia Leon XIII w bulli Apostolicae curae (1896) ogłosił jako
"całkowicie nieważne i nieposiadające żadnego znaczenia".
Najbardziej gorszącym spektaklem, wprost sprzeciwiającym się pierwszemu
przykazaniu Dekalogu, było spotkanie międzyreligijne, zainicjowane i
zorganizowane po raz pierwszy przez Jana Pawła II w Asyżu 27 października 1986
r. Podczas tego spotkania przedstawiciele najróżniejszych religii z całego
świata wspólnie modlili się o pokój. Reprezentanci buddystów umieścili nawet
podczas swych obrzędów posążek Buddy na katolickim ołtarzu przy milczącej
aprobacie papieża. Podobne zgromadzenia zostały otwarcie potępione choćby
przez Piusa XI w encyklice Mortalium animos (1928), lecz oczywiście
sprzeciwiają się niezmiennemu i powszechnemu nauczaniu Kościoła od czasów
apostolskich: "Ale co poganie ofiarują, czartom ofiarują, a nie Bogu. Nie chcę
zaś, żebyście byli wspólnikami czartów" (1 Kor 10, 20).
Spotkanie w Asyżu wywołało protesty nie tylko w wielu katolickich
środowiskach, lecz także wśród najbliższych współpracowników papieża. Był
wśród nich kard. Ratzinger, ówczesny prefekt Kongregacji Nauki Wiary, który
odniósł się do tej inicjatywy bardzo krytycznie i ze zrozumiałym sceptycyzmem.
Niezależnie od osobistych zalet moralnych zmarłego papieża, a także – jak
można przypuszczać – jego subiektywnie dobrych intencji postępowanie takie
jest obiektywnie sprzeczne z pierwszym przykazaniem Dekalogu, które głosi:
"Nie będziesz miał bogów cudzych przede mną". Beatyfikacja Jana Pawła II
oznaczałaby ostateczną, autorytatywną aprobatę takich zachowań; co gorsza,
zachęcałaby do ich naśladowania. Prowadziłoby to do ośmieszenia samego procesu
kanonizacyjnego, a pośrednio również do podkopania autorytetu papiestwa.
Oficjalna aprobata praktyk potępianych w przeszłości przez papieży podałaby w
wątpliwość nieomylność Magisterium Kościoła i wiarygodność procesu
kanonizacyjnego, co w konsekwencji musiałoby prowadzić do dalszego osłabienia
wiary."
Całość tutaj:
www.rp.pl/artykul/448569.html
Bardzo ciekawi mnie jak oceniacie tego typu argumentację, bo ja - szczerze
pisząc - przestałem sobie właściwie wyobrażać powrót Lefebrystów na łono
Kościoła Rzymskiego.
G.