Dodaj do ulubionych

Poznanie Boga a nieoznaczoność kwantowa

27.06.10, 12:20
W pewnym uproszczeniu można powiedzieć, że zasadę nieoznaczoności
kwantowej obrazują eksperymenty nowoczesnej fizyki. Gdy obserwator
nie obserwuje, nie odczytuje wyniku, to on jest nieoznaczony. Wynik
eksperymentu konkretyzuje się dopiero wówczas, gdy obserwator
odczytuje wynik. To pokazuje także, że to co widzi obserwator nie
jest obiektywne. Bo wyniku nie ma, nie istnieje on w żaden
obiektywny sposób, dopóki nie zostanie odczytany. Wynik jest więc
obiektywny tylko w umyśle obserwatora.
Doskonały świat poznania, rzeczywisty świat (można to nazwać
też „Bogiem” albo "nieskończonym polem buddów", "jedyną podstawą
rzeczywistości",itd.) jest całkowicie abstrakcyjny. Nasz świat,
będący zaprzeczeniem pierwszego, jest szczegółowy, skonkretyzowany.
Cała ewolucja jest przejściem od naszego świata do rzeczywistego
świata. W naszym świecie mogą być widziane wszelkie detale,
szczegóły, odcienie niuanse, ale nie jest możliwe poznanie
rzeczywistości. W świecie poznania wszystko jest wiadome, nie zadaje
się pytań, bo wszystko jest zrozumiane, nie są zaś widziane
jakiekolwiek szczegóły. Szczegóły naszego świata (a przez to cały
świat) nie są obiektywne, gdyż ustala je wyłącznie akt obserwacji,
tak jak to dzieje się w eksperymentach fizyków. Dlatego właśnie
poznanie nie jest w nim możliwe. Bo to jest świat nieoznaczoności,
świat widziany tylko w umyśle obserwatorów. Przejście do świata
poznania opisywali niektórzy mistycy. Opisywali doświadczenie
przejścia, gdy nic nie jest wyraźnie widziane, gdy żaden konkret i
szczegół nie stabilizuje się. Dlaczego i jak powstał nasz świat może
wyjaśnię innym razem.
Celem ewolucji jest powrót świadomości/umysłu do poznania. Jest
niemal pewne, że w relatywnie niedługim czasie, za naszego życia,
iluzja naszego świat zostanie całkowicie rozwiana. Mogą wystąpić
mechanizmy opóźniające. Ale ich skuteczność jest bardzo, bardzo mało
prawdopodobna. Wchodzimy powoli w okres przejścia, transformacji.
Będzie w swoisty sposób widziana i doświadczana zasada
nieoznaczoności. Pozornie istniejąca, nieprawidłowo interpretowana,
zasada przyczynowo skutkowa będzie przestawała działać. Skutki będą
widziane jako sprzeczne z przyczynami. Jest to najprawdopodobniejszy
scenariusz przejścia, choć nie jedyny. Transformacja nie jest
związana z żadnym działaniami, czynami, czy czymkolwiek podobnym.
Jest związana tylko i wyłącznie z samopoznaniem umysłu.
Dla tych, którzy całkowicie utożsamiają się z ego, jest to być może
nawet okrutna wizja (choć dla ogromnej większości pewnie tylko
psychotyczna). Wizja zniknięcia świata. Ale nie jest ona taka. W
naszym świecie niemożliwa jest całkowita miłość, całkowita radość,
całkowite spełnienie. Gdy ktoś mówi, ale mi jest dobrze, chcę
świata, to kieruje się ego, bo nie chce pochylić się nad cierpieniem
innych, z których wielu nie ma nadziei na to by ich życie było wolne
od cierpienia. Świat poznania jest światem miłości, szczęścia i
radości dla każdego. Nie ma więc w istocie wyboru, jeśli chcemy
uwolnić naszych braci od cierpienia. A ich cierpienie jest
ostatecznie naszym cierpieniem.
Nie piszę by straszyć. Raczej jak osoba widząca młodszego braciszka,
zmierzającego na krawędź, przepaści mówi mu, nie idź tam. Idź tam i
tam, zobaczysz lepsze, kolorowe, miłe rzeczy, które Cię nie
skrzywdzą. Czepianie się ego, niezgoda na przejście, może wywoływać
niepotrzebnie niemiłe, sprawiające dyskomfort odczucia i wrażenia.
Wejście na ścieżkę porzucenia ego wyeliminuje je. To co ego może
widzieć (oczywiście ego samo wytwarza to co widzi) jako horror, jako
coś przerażającego, bez ego będzie widziane łagodnie, jako
rozwiewająca się, niegroźna iluzja. Zasada nieoznaczoności działa:
umysł, dopóki percepuje świat szczegółów i konkretów (czyli nie
poznaje), sam ustala wynik percepcji. Jeśli porzuca ego, porzuca
percepcję i wtedy poznaje niezmienną stałą, satysfakcjonującą dla
wszystkich, rzeczywistość. W okresie porzucania widzi zaś
rozwiewające się iluzje. Możecie w to nie wierzyć i pewnie nie
wierzycie. Ale być może zapamiętacie. I to wystarczy, byście tę
zapamiętaną treść w odpowiednim momencie aktywowali. Tylko o to
chodzi. Pozdrawiam serdecznie.
Obserwuj wątek
    • izk-a84 Re: Poznanie Boga a nieoznaczoność kwantowa 27.06.10, 17:27
      Czytam Twoje posty i sie zastanawiam czy masz zone rodzine i ile masz lat?
      Bo kazdy czlowiek przewaznie ma swoje klopoty zmartwienia i trudno mu zyć w oblokach kiedy na przyklad traci prace i nie ma z czego wyzywic rodzine
      Taki czlowiek bedzie rozmyslal? mowil sobie ze swiat jest piekny ,jestem szczesliwy itd?
      Co powiesz osobie, ktora z powodu raka cierpi ? powiesz jej żeby pozbyła sie ego to ból minie?>> jeśli bliska Tobie osoba cierpi to ty nie odczuwasz z tego powodu bólu bo pozbyłeś sie ego??
      Kiedy dopadnie mnie psychopata to ma sie jego nie bać tylko mysleć o tym jaka jestem szczęśliwa?
      Ja sobie myśle ,ze tylko czlowiek ktory nie ma żadnych wiekszych problemów moze żyć marzeniami ,bujać sobie w obłokach ,rozmyślać ale pewnie nie mam racji?

      Ego ma pozytywne strony bo pobudza nas do dzialania ,dzieki niemu tworzymy i jestesmy szczesliwi.pozdrawiam
      • wayout Re: Poznanie Boga a nieoznaczoność kwantowa 27.06.10, 21:47
        Mam rodzinę i zdaje się, że sporo lat więcej niż Ty. Co akurat nie
        ma znaczenia, bo rozumienie i droga poznania nie jest związana ani z
        wiekiem, ani z ze statusem społecznym, rodzinnym, itd. To co piszesz
        o cierpieniu jest stałym elementem tej samej, w zasadzie jednej
        rozmowy, którą prowadzę na forum. Nie chcę się powtarzać. Jesli masz
        ochotę, to zajrzyj na wątki "Łaska boża"(obecnie ostatni wpis jest z
        25.06) i "Czemu modlitwa nie pomaga" (ostatni wpis z 15.06). W miarę
        szczegółowo, jak na forum, odnoszę się do tej kwestii. Ego
        unieszczęśliwa, a nie daje szczęście. Tak jest. Żeby to zrozumieć
        konieczne jest poświęcenie wiele czasu na zrozumienie mechanizmów
        działania ego. Są one niewiarygodnie skomplikowane i zagmatwane,
        tak jak samo ego. Dopóki nie są zrozumiane, to wydaje się, że świat
        jest nieprzewidywalny, że mogą nas spotkać różne złe rzeczy i jest
        to niezależne od nas. Mówili o tym tak samo wszyscy, którzy nieco
        dłużej szli ścieżką rozwoju duchowego. Cały buddyzm jest o tym,
        mówił o tym Jezusw, Krishnamurti i wielu, wielu innych.
        Pozdrawiam :)
        • szczurek3 Re: Poznanie Boga a nieoznaczoność kwantowa 27.06.10, 22:10
          Nie wiem na ile rozumiem Twój przekaz ale powiedz mi co sądzisz o obcowaniu uniesieniu miłosnym
          lub np o spożywaniu smacznego jedzenia. To jest cielesne więc jest to iluzja oddala nas od poznania.
          Czyli gdyby wszyscy byli oświeceni to ludzkość ginie bo przestaje się rozmnażać i jeść. Jak to
          skomentujesz.
          • wayout Re: Poznanie Boga a nieoznaczoność kwantowa 28.06.10, 10:55
            Dokładnie tak. Osią wszystkiego co piszę jest uznanie, że jesteśmy
            umysłem, a ciało jest projekcją umysłu, czyli jednym z doświadczeń
            umysłu. W dodatku jest to niezbyt fortunne doświadczenie. Dlaczego?
            Bo projektując ciało umysł utożsamia się z ciałem, uznaje, że jest
            ciałem, przez co nie wie kim jest, jak aktor, który utożsamiłby się
            z rolą i zapomniał o swojej "codziennej" tożsamości. Ta okoliczność
            oraz mechanizm powstawania projekcji powodują wiele negatywnych
            konsekwencji. Zgadzam się, że fizyczny akt miłosny, delektowanie się
            wspaniałym posiłkiem, cudne widoki, intersująca rozmowa, itd. mogą
            być uznane za wspaniałe doznania, dla których warto żyć w ciele.
            Tyle, że doświadczenie umysłu, sam akt samopoznania "rozkoszą",
            doskonałością i radością niewyobrażalnie przewyższa wszelkie
            doznania ciała. Poza tym mechanizm projekcji jest taki, że cena za
            te miłe doświadczenia zmysłów jest ogromna. Tyle, że cena ta nigdy
            nie jest widziana w tym świecie, bo nie jest widziany rzeczywisty
            związek przyczynowo-skutkowy. Cena to: wszelki dsykomfort psychiczny
            i fizyczny, od najmniejszego do największego, wszelki dyskomfort
            psychiczny, wszelkie cierpienie doświadczane i widziane gdziekolwiek
            w świecie. Jeśli nie mylę się co do relacji umysł-ciało i takie są
            rzeczywiste konsekwencje, to czy warto być w ciele (nie pierwszy raz
            przypomnę, że ciało opuszcza się przez oświecenie, a nie śmierć)? I
            czy nie warto jednak zbadać tego, czy może być tak, że ciało jest
            projekcją umysłu? Pozdrawiam seredecznie :)
            • karbat Re: Poznanie Boga a nieoznaczoność kwantowa 28.06.10, 11:09
              wayout napisał:

              > I czy nie warto jednak zbadać tego, czy może być tak, że ciało
              >jest projekcją umysłu?

              cialo jest projekcja umyslu .... bidny ten umysl bez ciala ,
              nie ma czego projektowac :( .
              • wayout Re: Poznanie Boga a nieoznaczoność kwantowa 28.06.10, 13:11
                karbat napisał:

                >
                > cialo jest projekcja umyslu .... bidny ten umysl bez ciala ,
                > nie ma czego projektowac :( .

                Wyobraź sobie......że Twój umysł jest nieskończony, nie jest
                ograniczny żadnymi prawami czasu, przestrzeni, w związku z tym myśli
                z nieskończoną szybkością....i dlatego wiesz, po prostu
                wiesz......wyobraź sobie, że w mgnieniu krótszym od nanosekundy
                kreujesz co chcesz, a Twoja kreacja jest bezgraniczna.....wyobraź
                sobie, że rozsyłasz tylko miłość, dobro, radość i szczęście i
                wszystko co wykreujesz skrzy się w blasku radości, opromienione jest
                miłością i szczęściem i nigdy żaden smutek nie zakłóca tej
                radości................może nie jest taki bidny:)))Pozdrawiam
                serdecznie :)
            • astrotaurus Re: Poznanie Boga a nieoznaczoność kwantowa 28.06.10, 12:23
              wayout napisał:

              ** Osią wszystkiego co piszę jest uznanie, że jesteśmy umysłem, a ciało jest
              projekcją umysłu, czyli jednym z doświadczeń umysłu. **

              Założyć możemy sobie dowolny idiotyzm i wtedy dojdziemy do dowolnie idiotycznych
              idiotycznych rezultatów. Tylko po co? Żeby się popisywać elokwencją?
              Weź jednak pod uwagę, że świat jest systemem, którego założeń nie znamy i możemy
              je tylko próbować poznawać. I w naszym świecie nie masz podstaw do tworzenia
              takich łamańców umysłowych.


              **W dodatku jest to niezbyt fortunne doświadczenie. Dlaczego?
              Bo projektując ciało umysł utożsamia się z ciałem, uznaje, że jest ciałem,
              przez co nie wie kim jest, jak aktor, który utożsamiłby się
              z rolą i zapomniał o swojej "codziennej" tożsamości. **

              Ano, jak się umysłowi popieprzy czym co jest, to wyprojektowane palce mogą walić
              w wyprojektowaną klawiature byle co i wyprojektwane oczy wyprojektowanych
              odbiorców odbiorą jako pismo to co jest tylko wyprojektowane....
              A co na to lekarz?



              **czy nie warto jednak zbadać tego, czy może być tak, że ciało jest
              projekcją umysłu? Pozdrawiam seredecznie :)**

              W naszym świecie to umysł jest emanacją pewnych procesów zachodzących w ciele ,
              a raczej w jego części - mózgu.

              Gdybyśmy jednak, idąc za Twoja sugestią, byli np. programem na twardym dysku to
              i tak nie mielibyśmy możliwości tego sprawdzić. Dla nas świat naszego "ciała" i
              jego otoczenia (jego wszechświata) byłby wszystkim co moglibyśmy poznać.
            • szczurek3 Pytanie kolejne - od d... strony 28.06.10, 22:42
              Jak Ci się chce kupę albo siku, to potrafisz przetłumaczyć sobie, że to tylko
              cielesna iluzja i być ponad to?
              Może jestem prymitywny, ale chcę zrozumieć, gdzie te granice poznania się
              znajdują i jak wyzwolić się z ciała.
              Pewnie jest tak, że póki się ma ciało w porządku, to parcia nie ma, żeby się z
              niego wyzwalać, a im gorzej ciało funkcjonuje i im bardziej jest stare lub
              uszkodzone, zaczynamy kombinować, jak tu się z niego wyzwolić.
              • wayout Re: Pytanie kolejne - od d... strony 29.06.10, 07:17
                szczurek3 napisał:

                > uszkodzone, zaczynamy kombinować, jak tu się z niego wyzwolić.

                Jest wielu cierpiących ludzi, którzy marzą nie o wyzwoleniu z ciała,
                ale o jego naprawie. Niektorzy myślą o eutanazji, by przestać
                cierpieć. Cierpiący szukają ulgi od cierpeinia fizycznego. To jest
                co innego niż poszukiwanie wyzwolenia umysłu. Ludzie poszukujący,
                tak samo i ja, nie zaczynają poszukiwań dlatego, że coś ich boli
                (może tak się dzieje, ale jest to chyba wyjatkowo rzadkie). Niemal
                zawsze są to ludzie, którzy widzą jałowość świata. Jałowość świata
                polega na tym, że wciąż odgrywana jest ta sama, przewidywalna
                tragikomedia, tyle, że dla niepoznaki zmieniają się cały czas
                kostiumy i scenografia. Cały czas jest to ten sam dramat
                niespełnienia, ta sama farsa o miłości, ten sam horror o nienawiści.
                Gdy czytasz starożytnych filozofów, potem Szekspira, potem widzisz
                świat wokół, widzisz, że nic, kompletnie nic się nie zmienia. W
                pewnym momencie wszyscy ludzie stają się całkowicie przewidywalni,
                bo ich emocje są niezwykle proste (dlatego sporo osób widząc co
                nieco weszło na drogę manipulacji, bo z tej perspektywy
                manipulowanie ludźmi jest dziecinnie łatwe). W pewnym momencie widać
                jak ludzie sami stwarzają własne cierpienie, ale równocześnie non
                stop szukają winnego na zewnątrz, w świecie, w innych, w przyrodzie,
                w polityce. To wwszystko i wiele więcej powoduje, że świat widziany
                jest jako nużące, jałowe miejsce, pozbawione miłości. Wszystkie
                formy widziane są jako opakowanie, które udaje, że ma zawartość.
                widać jak forma ukrywa brak treści. W pewnym momencie jest bardzo
                widoczne, że ciało jest więzieniem umysłu. To są przyczyny, dla
                których ludzie poszukują wyzwolenia z ciała. Dopóki ktoś uważa świat
                za miejsce wartościowe, warte przebywania, ten nie będzie szukał
                wyzwolenia. Nie porzuca się czegoś, co widziane jest jako cenne.
                Pozdrawiam serdecznie:)
    • krytykantka07 założyłeś ciekawy wątek przyjacielu 28.06.10, 03:33
      Nie wiem jednak na ile uda Ci się trafić do tych ludzi, aby przestali zachowywać
      się jak chochoły i tańczyć swój chocholi taniec...
      Drogą do poznania jest przede wszystkim uczciwość wobec siebie.
      Niestety ludzie chcą się oszukiwać i chcą być oszukiwani.
      Chcą, aby mówiono im tylko to co chcą słyszeć...
      Napisałeś, że dopóki nie odczyta się wyniku to on nie istnieje, ale jeśli
      odczyta się błędny wynik, bo człowiek przecież odwołuje się zawsze do swojej
      znajomości świata, to wtedy rodzi się problem, którego nikt tak naprawdę nie
      zauważa.
      Wtedy w podobieństwach doszukujemy się różnic, a w tym, gdzie są same różnice
      doszukujemy się podobieństw.
      Od jakiegoś czasu zastanawiam się dlaczego ludzie doszukali się podobieństwa
      JHWH do Boga, o którym mówił Jezus, a nie doszukali się podobieństwa JHWH do Baala.
      I co ciekawe...
      W taki sam sposób postrzegają Baala, JHWH i Boga zarówno wierzący jak i ateiści.
      Dlatego prowadzą niekończące się dysputy...
      Nie wiem jak można nie rozumieć, że bóg pokoju nie może być synem boga wojny,
      tym bardziej, że Jezus mówił: " ja i Ojciec jedno jesteśmy " .
      Bóg wojny dzieli ludzi, a bóg pokoju ich łączy.
      Do tego nie łączy wybranych, tylko wszystkich ludzi, bo jest ojcem wszystkich.
      Słusznie rozumując, że jeśli gdziekolwiek będzie podział to wcześniej czy
      później dojdzie do wojny...
      Bogiem wojny był zatem Baal i JHWH.
      Bóg, o którym mówił Jezus był bogiem pokoju.
      Gdyby to ludzie potrafili zrozumieć to nie doszukaliby się podobieństwa pomiędzy
      JHWH a Bogiem i przestaliby się odwoływać do ksiąg " spisanych pod natchnieniem
      ducha świętego ".
      Wtedy na świecie już dawno nie byłoby cierpienia.
      I nawet ludzie nie musieliby przechodzić ewolucji, o której piszesz, a której i
      tak nie rozumieją.
      Ale cóż...
      2 tysiące lat minęło, ludzie rozwinęli się ( w swoim mniemaniu ) a są równie
      ograniczeni jak ci, którzy 2 tysiące lat temu wyjaśnili im, że JHWH to Bóg, o
      którym mówił Jezus...
      Nie wiem jak długo tego jeszcze nie pojmą.
      Jedno wiem na pewno.
      Jeśli nie pojmą, doprowadzą do katastrofy kolejne pokolenia.
      Skoro na losie ich dzieci im nie zależy, nic nie da się zrobić.
      I piszę to ze smutkiem, bo widzę, że przepowiednie muszą się spełnić, skoro do
      tego tak usilnie dążą...
      • wayout Re: założyłeś ciekawy wątek przyjacielu 28.06.10, 12:56
        krytykantka07 napisała:

        > Ale cóż...
        > 2 tysiące lat minęło, ludzie rozwinęli się ( w swoim mniemaniu ) a
        są równie
        > ograniczeni jak ci, którzy 2 tysiące lat temu wyjaśnili im, że
        JHWH to Bóg, o
        > którym mówił Jezus...
        > Nie wiem jak długo tego jeszcze nie pojmą.
        > Jedno wiem na pewno.
        > Jeśli nie pojmą, doprowadzą do katastrofy kolejne pokolenia.
        > Skoro na losie ich dzieci im nie zależy, nic nie da się zrobić.
        > I piszę to ze smutkiem, bo widzę, że przepowiednie muszą się
        spełnić, skoro do
        > tego tak usilnie dążą...
        >
        Droga Krytykantko:) Cel mamy wspólny. Czy to nie wspaniałe? Nie
        oceniam tego co piszesz, gdyż nie wiem w jaki spoób działa Bóg,
        przez kogo, jakimi słowami i do kogo dociera. Może to jak piszesz ma
        najgłębszy sens, bo istota przekazu dotrze na przykład do jednej
        osoby, do której właśnie ma dotrzeć i to włśsnie jest istotne w
        Bożym planie zbawienia. Uwierz mi więc, że nie oceniam. Zgadzam się
        z tym, że docieranie do ludzi słowami jest bardzo trudne. Utrudniają
        to wewnętrzne sprzeczności w systemach myslowych odbiorców, ale też
        niedoskonałość naszego przekazu (co z kolei pokazuje nasze
        wewnętrzne niedoskonałości). I tylko w tym kontekście dzielę się z
        Tobą moimi refleksjami. Jeśli zwracamy się do ludzi religijnych, to
        czy mówić: "stary testament obarczony jest takimi i takimi błędami,
        kościół jest niedobry, bo to i to, w nowym testamencie są takie i
        takie kłamstwa, a w rzeczywistości jest tak i tak", czy może lepiej
        odejść od wyjaśniania przez negację, i mówić: "Bóg jest miłością,z
        tym się zgodzisz, a z tego wynika to i to...". Z kolei czy z
        ateistami warto jest prowadzić dyskusje na temat co jest
        historycznym faktem, a co nie, czy raczej wskazując doniosłość i
        znaczenie nauki, pokazywać, że nie wyjaśnia wszystkiego, i że może
        jest coś więcej i można inaczej patrzeć na świat, przez
        miłość...itd. To tylko takie refleksje....:), bo w Tobie jest
        odpowiedź co do Twojego pisania, nie we mnie :) Z kolei co do
        niechęci innych do zmian, itp., to postrzegam to także w ten spsoób,
        że jest to sprawdzian mojej wiary: czy wierzę w innych całkowicie,
        czy jestem pewien ich doskonałości, tak jak Bóg jest? dlaczego nie
        wierzę w Boże dzieci, tak jak wierzy ich Ojciec? Czyżbym wiedział
        coś czego On niew wie? To niemożliwe. Wiara w innych jest więc moją
        miarą wiary w Boga. Ta miara dobrze mi robi, na moją pychę, na
        szleństwa mojego ego i na moją wiarę w ogóle, czyli na wszystko:)
        Pozdrawiam serdecznie :)
        • jeepwdyzlu wayout i krytykantka w jednym stali domu. czyżby.. 28.06.10, 13:18
          Ale cóż...
          > 2 tysiące lat minęło, ludzie rozwinęli się ( w swoim mniemaniu ) a
          są równie
          > ograniczeni jak ci, którzy 2 tysiące lat temu wyjaśnili im, że
          JHWH to Bóg, o
          > którym mówił Jezus...
          > Nie wiem jak długo tego jeszcze nie pojmą.
          > Jedno wiem na pewno.
          > Jeśli nie pojmą, doprowadzą do katastrofy kolejne pokolenia.
          ----------------------
          po pierwsze - ludzie nigdy nie byli ograniczeni
          Gdyby byli - nie pisalibyscie tu postów tylko iskali futro na
          gałęziach..
          Ludzie ZAWSZE byli ciekawi świata, zawsze chcieli WIEDZIEĆ i zawsze
          potrzebowali zmian, ruchu i wyzwań..
          Jesli dziś większość jest wygodnymi konformistami - to tylko z
          powodu modelu życia zaproponowanego przez kościół. Kościół katolicki
          precyzyjniej. Protestanci - szanujący pracę i nie uznający wymówek
          płynących z procedur spowiedzi - zbudowali jądro cywilizacji Zachodu.
          Po drugie:
          masz wayout z krytykantka wspólny cel?
          Podzielasz jej przemyślenia?Jej WIEDZĘ o tym co mówił a czego nie
          mówił Jezus? Jej przemyślenia o "roli" ateistów w planie bożym?

          Nie i jeszcze raz nie..
          jesteś - jak kazdy (z usmiechem to stwierdzam) - wrażliwy na
          pochlebstwo.. Krytykantka Cię chwali - więc sądzisz że to pokrewna
          dusza..
          Nie - jej się tylko wydaje. Ona nawet nie wie, o czym Ty piszesz.
          Wiem - to brutalne. Ale prawdziwe.
          jeep
          • wayout Re: wayout i krytykantka w jednym stali domu. czy 28.06.10, 14:22
            Wspólna wiara: przesłanie Jezusa(nieważne czy uważasz go za postać
            fikcyjną czy historyczną): jesteśmy po to by kochać siebie, by
            dostrzec swą doskonałość, by uwolnić się od ignorancji płynącej z
            interpretowania rzeczywistości, co z kolei zasłania poznanie
            rzeczywistość,by uwolnić się od ego, że miłość jest sensem i celem
            istnienia, jest przesłaniem najdoskonalszym. Możemy zresztą zostać
            przy samej miłości (bez tych interpretacji i zasłaniania) Wspólny
            cel: uświadomienie innym, że zrozumienie tego przesłania i jego
            zastosowanie w praktyce zmieni świat, nas, wszystko, w raj. I cio?
            • jeepwdyzlu Re: wayout i krytykantka w jednym stali domu. czy 28.06.10, 14:33
              Nie wayout
              Celem Twojego (i mojego istnienia)
              jest przekazywanie genów
              Nie ma innego
              Miłość - to ulotny stan Twojego mózgu - który (czasami)jest
              korzystny ewolucyjnie..
              A jezus czy bóg - to ułuda której nie ma.. Pochodna zbyt małej
              ilosci informacji docierajacej do Twojego umysłu.. Banalny model
              który wymyslili nasi przodkowie. Ze strachu..
              Odrzuć go!
              Więcej odwagi!

              I cio?

              papa
              jeep
              • wayout Re: wayout i krytykantka w jednym stali domu. czy 28.06.10, 14:58
                1. Co jest celem przekazywania genów?
                2. Gdybym uwierzył w to co piszesz, to działając spójnie i
                konsekwentnie, zwodziłbym kobiety, zapładniał ile się da, okradał
                budżet i ludzi - w dodatku to wszystko byłoby dla mnie o niebo
                łatwiejsze, bo łatwo jest manipulować ludźmi, niż karczowanie
                swojego ego - w razie zagrożenia zabijał ich, a na końcu przyszedł
                do Ciebie po pochwałę, że dobrze zrozumiałem co miałeś na myśli...:)
                3. Odwagi do czego? Do tego co w pkt 2? Do czego? Co masz na myśli?
                Do uwierzenia, że jestem opakowaniem na geny?
                4. Odwagi wymaga porzucenie wszystkich swoich poglądów,
                zakwestionowanie świadectwa zmysłów by szukać głębiej, porzucanie
                ego. Tak, więcej odwagi :))
            • krytykantka07 Re: wayout i krytykantka w jednym stali domu. czy 28.06.10, 16:05
              Dokładnie tak.
              To właśnie nas łączy: wspólna wiara i wspólny cel...
          • apersona Protestanci i katolicy 28.06.10, 18:12
            jeepwdyzlu napisał:
            "Jesli dziś większość jest wygodnymi konformistami - to tylko z
            powodu modelu życia zaproponowanego przez kościół. Kościół katolicki
            precyzyjniej. Protestanci - szanujący pracę i nie uznający wymówek
            płynących z procedur spowiedzi - zbudowali jądro cywilizacji Zachodu. "

            Oplułam monitor: cywilizacja Zachodu zaczęła się w XVI wieku!

            Poza tym żeby być wygodnym konformistą potrzebne są wygody, a z wygodami u pospólstwa do niedawna kiepsko było

            A na poważnie protestancka etyka pracy ma też swoją ciemną stronę - kalwińską nietolerację dla wszelkich rozrywek. Śpiew, taniec, gry i zabawy są niebezpiecznie spontaniczne, co może prowadzić do utraty kontroli. Najlepiej żeby śmiertelnie poważni wyznawcy ciągle zadawali sobie w duchu pytanie czy przypadkiem nie uchybili jakieś regule nie skazując się tym samym na potępienie.
            Naprawdę spowiedź nie jest konieczna żeby utrzymywać ludzi w poczuciu winy



        • krytykantka07 Re: założyłeś ciekawy wątek przyjacielu 28.06.10, 13:59
          Nie mylisz się przyjacielu.
          Cel mamy wspólny.
          Zrozumiałam to w tym wątku, w którym pokazałeś, że rozumiesz czym jest nauka
          Jezusa...
          I to faktycznie jest wspaniałe.
          Masz rację, że wierzących przekona to, że Bóg jest miłością.
          Ale w tym celu muszą zrozumieć, że Bóg, o którym mówił Jezus to nie JHWH.
          Wtedy przekonywanie ich, że Bóg jest miłością będzie miało sens, bo będą
          wiedzieli, że JHWH ludzi nie kochał jako, że był bogiem wojny.
          Przekonywanie ludzi, że Bóg jest miłością gdy kojarzą Go z JHWH większego sensu
          nie ma.
          Miłość JHWH była wszak nienawiścią czy raczej miłością sadysty.
          Dlatego dobrze by było, aby przestali mylić te uczucia...
          Negowanie dokonań nauki w przypadku ateistów rzeczywiście nie ma sensu, ale
          jeśli naukowcy nie potrafią zrozumieć, że JHWH to nie jest Bóg to jak można
          ateistom tego nie wyjaśnić?
          To, czego nauka nie wyjaśnia jest JHWH ( nie Bogiem ).
          Gdyby to, czego nauka nie wyjaśnia było Bogiem, to ateiści nie mieliby powodu do
          buntów przeciwko Bogu.

          Pozdrawiam.
          • frankafiranka1 Re: założyłeś ciekawy wątek przyjacielu 28.06.10, 14:44
            krytykantka07 napisała:
            "To, czego nauka nie wyjaśnia jest JHWH (nie Bogiem)."
            Dodałabym, tego co nauka jeszcze nie wyjaśnia.

            Tylko skąd wiesz, że to co nieznane jest bogiem, i co najlepsze - jest miłością?
            Krytykantka07 i wayout mają rzeczywiście wspólny cel - nazwać, to co nienazwane
            i dorobić ideologie, żeby poczuć się bezpieczniej. Czyli to samo co większość
            ludzi, którzy szukają ukojenia w religii. Czyli zacząć te znaną już wszystkim
            historię od początku.
            • frankafiranka1 Re: założyłeś ciekawy wątek przyjacielu 28.06.10, 14:48
              Sorki
              "Tylko skąd wiesz, że to co nieznane jest JHWH...?"
              • krytykantka07 Re: założyłeś ciekawy wątek przyjacielu 28.06.10, 15:50
                frankafiranka1 napisała:

                > Sorki
                > "Tylko skąd wiesz, że to co nieznane jest JHWH...?"

                Pytanie pierwsze było dobre i niepotrzebnie je poprawiłaś.
                Ja wiem, że to co nieznane ( czyli przez naukę do tej pory nie odkryte ) jest
                Bogiem, czyli doskonałą miłością.
                Wiem, bo o tym mówił Jezus.
                W to, że to co nieznane ( czyli przez naukę do tej pory nie odkryte ) jest JHWH
                wierzą zarówno wierzący jak i ateiści.
                Dlaczego w to wierzą?
                Bo czytając " pismo święte " i porównując ST z NT znaleźli podobieństwo JHWH do
                Boga.
                Nawet nie usiłują zrozumieć, że JHWH jest podobny do Baala żydowskiego bożka
                wojny, nieba, deszczu, burzy i płodności.
                Stąd poszukiwania arki Noego, która pochodzi z mitu o potopie zesłanym przez
                Baala...
                I o dziwo została odkryta...
                Wierzący nie obawiają się więc żadnych odkryć nauki, skoro za każdym razem, to
                co zostanie do odkrycia będzie JHWH i da im władzę.
                Ateiści liczą na to, że da się odkryć wszystko.
                Być może to kiedyś nastąpi, ale nie przy takim nastawieniu zarówno ludzi
                wierzących jak i ateistów.
                Teraz gdyby nawet ktoś chciał im odkryć nieznane, to by go szybciej nie
                rozumiejąc jego intencji - zniszczyli niż pozwolili mu na wyzwolenie świata od
                cierpienia...
                Przyjęcie, za pewnik, że Bóg, to nie JHWH prowadzi do wyeliminowania cierpienia
                na ziemi, ale dla ludzi, którzy z tego żyją jest nieopłacalne...
    • astrotaurus Re: Poznanie Boga a nieoznaczoność kwantowa 28.06.10, 10:22
      wayout napisał:

      **Bo wyniku nie ma, nie istnieje on w żaden obiektywny sposób, dopóki nie
      zostanie odczytany. Wynik jest więc obiektywny tylko w umyśle obserwatora.**

      A po co walisz z tak grubej rury nieoznaczoności kwantowej, która w dodatku
      tylko luźno wiąże się z tym co mówisz?
      A wynik obserwacji nie może istnieć obiektywnie, bo jest ściśle z obserwatorem
      powiązany i w sposób oczywisty nie istnieje bez niego. Jest jedynie obrazem
      świata,jaki obserwator tworzy na własny użytek.
      Czy obiektywnie istnieje pomarańczowa pomarańcza? Już dla daltonisty takie coś
      jest bzdurą.
      Zdarza się natomiast, że obiektywnie istnieje coś co jest pomiarowi poddawane -
      to możemy ustalić wskutek logicznej weryfikacji i konfrontacji obserwacji i
      pomiarów dokonywanych przez różnych obserwatorów. Wtedy z daltonistą możemy
      uzgodnić, że istnieje pewien określony zlepek cząstek i oddziaływań, który w
      pewnych określonych warunkach pewne fale odbija w pewien określony sposób etc.,
      etc. i taki zlepek dla dobra komunikacji zdefiniujemy jako pomarańczową
      pomarańczę właśnie. :)


      **Doskonały świat poznania, rzeczywisty świat (można to nazwać też „Bogiem”
      albo "nieskończonym polem buddów", "jedyną podstawą rzeczywistości",itd.) jest
      całkowicie abstrakcyjny. Nasz świat,
      będący zaprzeczeniem pierwszego, jest szczegółowy, skonkretyzowany.**

      Poetyckie paplanie bez sensu - świat jest jeden! To jest wszystko co nas
      (obserwatorów) otacza , wszystko co ze sobą w jakikolwiek sposób oddziałuje.
      Kłopot w tym, że my - ludzcy obserwatorzy potrafimy w naszych umysłach tworzyć
      świat fantazji niemający żadnego odniesienia do świata rzeczywistego i wielu z
      nas nie potrafi odróżnić co do którego świata należy.
      Co bardziej zawzięci w niepoznawaniu odmawiają jakiejkolwiek weryfikacji stanu
      faktycznego (dogmaty religijne tego przykładem).

      Dalszy ciąg tego paplania już trąci paranoją, zwłaszcza kiedy wspominasz o
      opisach dokonywanych przez mistyków, a nie wspominasz, że te opisy dotyczą ich
      fantazji, a nie świata rzeczywistego...

      Zauważę jednak bardzo ciekawy fragment:

      ** Dlaczego i jak powstał nasz świat może wyjaśnię innym razem.**

      Ależ człowieku! Nie zwlekaj! Zrób to natychmiast i to najlepiej od razu przed
      komitetem noblowskim! Szkoda, żeby taki geniusz marnował się na jakimś
      podrzędnym forum internetowym! :D
      • karbat Re: Poznanie Boga a nieoznaczoność kwantowa 28.06.10, 10:43
        astrotaurus napisał:

        > wayout napisał:
        > Zauważę jednak bardzo ciekawy fragment:
        >
        > ** Dlaczego i jak powstał nasz świat może wyjaśnię innym razem.**
        >
        > Ależ człowieku! Nie zwlekaj! Zrób to natychmiast i to najlepiej od
        >razu przed komitetem noblowskim! Szkoda, żeby taki geniusz marnował
        >się na jakimś podrzędnym forum internetowym! :D

        Uprzedziles mnie z propozycja noblowska :( , liczysz na rewelacje
        wayouta , myslisz, ze jest w stanie dalej sie publicznie blaznic .
        Wayout wyjasni dlaczego i jak powstal swiat ...... ja proponuje
        mature w solidnej szkole .

        • wayout Re: Poznanie Boga a nieoznaczoność kwantowa 28.06.10, 13:42
          karbat napisał:

          > Uprzedziles mnie z propozycja noblowska :( , liczysz na rewelacje
          > wayouta , myslisz, ze jest w stanie dalej sie publicznie blaznic .
          > Wayout wyjasni dlaczego i jak powstal swiat ...... ja proponuje
          > mature w solidnej szkole .
          >
          Nie podpuszczajcie mnie z tym noblem...no tak łatwo nie dam się
          sprowokować....jestem leniwy z natury......na razie nie chce mi się,
          to tyle zachodu i głupot.....jak mnie dobrze zmotywujecie, to
          rozważę propozycję...z naukowym pozdrowieniem...:)))
      • wayout Re: Poznanie Boga a nieoznaczoność kwantowa 28.06.10, 13:38
        To jest rozmowa, której oś jest cały czas ta sama. Nie chcę tutaj
        powtarzać wszystkich argumentów (chyba w wątku łaska boża, ale i w
        wielu innych, było sporo tego w rozmowach z jeepwdyzlu i tuciakiem)
        Zgadzamy się co do tego, że nauka nie wyjaśnia sensu (czy jego
        braku) świata. Czy można sensownie wyjaśnić część, nie rozumiejąc
        sensu całości? Nie, nie można. To tak jakbyś chciał wyjasnić
        funkcjonowanie wątroby, bez zrozumienia czym jest w ogóle człowiek
        (bez widzenia jego całości, itd.). Nie możesz więc powiedzieć, że to
        co piszę jest obiektywnie nieprawidłowe. Możesz napisać, że to jest
        nieweryfikowalne. Rozumiem, że uznajesz, że liczy się tylko poznanie
        poprzez zmysły. Ale to niczego nie wyjasnia w aspekcie całości.
        Dlaczego więc uznajesz, że założenie co do realności umysłu i ciała
        jako jego projekcji jest idiotyczne? Nauka ani trochę nie
        przyblizyła się poki co do wyjaśnienia istoty zjawiska
        samoświadomości. Nauka wyjaśnia bardzo cząstkowo i nie zblizyła się,
        póki co, nawet troszeczkę do zrozumienia sensu egzystencji,
        istnienia wszechświata, bo nie zblizyła się do zrozumienia całości.
        Owszem nauka przekształca rzeczywistość, ale robiły to samo
        straożytne plemiona wycinając lasy, wprowadzająć gospodarkę rolną,
        itd. Zmieniali rzeczywistość percepowaną zmysłami, ale nie
        prowadziło to do żadnego zrozumienia rzeczywistości. I pdobnie rzecz
        ma się z nauką. Tylko więc na podstawie intensywności przemian,
        które wynikają z odkryć naukowych, rościsz sdobie prawo do negowania
        jakikolwiek wyjasnień dotyczacych sensu świata. W istocie więc
        mówisz: "nie wiem, nauka nie wie, choć próbuje, a Ty nie gadaj
        głupot, bo nie możesz wiedzieć skoro ja nie wiem i nauka nie wie".
        Czy naprawdę uważasz, że to ma sens? Obiektywność dlatego, że coś
        percewpujemy wspólnie? Hmmmmm tu można dać wiele przykładów.....ile
        to ludzie mieli wspólnych omamów...naucz się świadomych snów, dobrze
        się zabawisz i dotkniesz świata snu, który jest często doświadczany
        bardziej realnie niż jawa, i tam zapytaj się postaci we śnie co
        sądzą o żółtości cytryny...obok łożka położ sobie pomarańczę i gdy
        się obudzisz popatrz na nią....ciekawe, czy wciąż, a przynajmniej w
        tym momencie, będziesz tak pewny obiektywności
        świata............Pozdrawiam miło:)
        • frankafiranka1 Re: Poznanie Boga a nieoznaczoność kwantowa 28.06.10, 14:03
          Po co umysł ma projektować ciało, żebyśmy mogli to odkryć i doznać oświecenia?
          To tak jak z tymi bogami, nie może być raju na ziemi, trzeba najpierw iść do
          nieba...
          Nie wiemy jaki jest sens istnienia wszechświata, więc doróbmy sobie jeszcze
          jedną ideologię, tak?
          • wayout Re: Poznanie Boga a nieoznaczoność kwantowa 28.06.10, 21:44
            frankafiranka1 napisała:

            > Po co umysł ma projektować ciało, żebyśmy mogli to odkryć i doznać
            oświecenia?
            > To tak jak z tymi bogami, nie może być raju na ziemi, trzeba
            najpierw iść do
            > nieba...

            To jest bardzo celne pytanie i dziwiłem się dlaczego nikt go do tej
            pory nie zadał. Powiem szczerze: to był najsłabszy punkt. Jesli
            pojawiały się jakiekolwiek watpliwości, to właśnie tu. Nie wątpię, z
            różnych powodów, w to co piszę. Gdy wątpiłem, zastanawiałem się czy
            w istocie nie jest tak, że umysł ucieka ze stanu kompletnego, ale i
            z natury abstrakcyjnego samopoznania w świat szczegółu, by zapomnieć
            o swej omnipotencji. Czsami myślałem, że to zabawa umysłu
            (cykliczna, co jest opisywane w niektórych kosmologiach). Musiałbym
            baaaaaaaaardzo długo opisywać co czytałem, co sam wymyslałem, itd.
            Dzisiaj raczej nie mam wątpliwości (raczej, bo czasami wydaje mi
            się, że to jest jednak cykliczne, z różnych powodów). Gdy rozumiem
            czym jest ego, widzę jego mechanizmy, jasno widzę, że projekcję
            poprzedza myśl by być wyjątkowym, autonomicznym, szczególnym, co nie
            jest możliwe gdy jest się całkowicie uniwersalnym i
            wszechobejmującym. A ceną za tę wyjatkowść jest utrata poznania, i
            wszelki dyskomort i cierpienie jakich możemy doświadczać i jakie
            mozemy widzieć w świecie.

            Mogę więc jeszcze czasami wahać się do do tego dlaczego umysł
            projektuje, z ktorej konkretnie przyczyny, ale przyczyny nawet te w
            miarę alternatywne są dla mnie jasne i zrozumiałe. Nie mam
            watpliwości co do tego, że wszystko percepowane jest projekcją
            umysłu.

            > Nie wiemy jaki jest sens istnienia wszechświata, więc doróbmy
            sobie jeszcze
            > jedną ideologię, tak?

            Tak samo można powiedzieć w drugą stronę: Zenek, nie rozumiesz co to
            życie, w Pana Boga nie wierzysz, nic nie rozumiesz, to kombinujesz z
            tą fizyką, weź lepiej obierz ziemniaki, nierobie, bo ta fizyka to ci
            nic nie wyjaśniła, czy wiesz Zenuś dlaczego i po co żyjesz? no to mi
            tu nie ględź z tymi strunami i smarkami...co?...skwarkami?...a
            kwarkami....co Ty pleciesz Zenuś......

            Pozdrawiam serdecznie :))
        • jeepwdyzlu Re: Poznanie Boga a nieoznaczoność kwantowa 28.06.10, 14:22
          Rozumiem, że uznajesz, że liczy się tylko poznanie
          > poprzez zmysły. Ale to niczego nie wyjasnia w aspekcie całości.
          > Dlaczego więc uznajesz, że założenie co do realności umysłu i
          ciała
          > jako jego projekcji jest idiotyczne?
          ---------------------
          poznanie tylko przez zmysły?
          nie
          juz galileusz sięgał gwiazd przez wypolerowane szkło
          a bakterii - nie obejrzysz gołym okiem
          Nie sięgniesz zmysłami gwiazd i nie polecisz na skrzydłach nawet 10
          metrów..

          --------------
          Pytasz:
          Czy można sensownie wyjaśnić część, nie rozumiejąc
          > sensu całości? Nie, nie można.
          ----------
          wyjaśnić nie można
          ale mozna próbować
          a ze świadomości że nie wiem wszystkiego - nie trzeba wyciągac od
          razu Twoich wniosków...

          Dalej wayout piszesz tak:
          Nie możesz więc powiedzieć, że to
          > co piszę jest obiektywnie nieprawidłowe. Możesz napisać, że to
          jest nieweryfikowalne.
          -----------
          Tu różnimy się całkowicie
          Z faktu, że nie potrafię udowonić, że nie ma latających zielonych
          smoków i krasoludków, nie mozna wysnuwać tezy, że istnieją i maja
          się świetnie....

          Tylko więc na podstawie intensywności przemian,
          > które wynikają z odkryć naukowych, rościsz sdobie prawo do
          negowania
          > jakikolwiek wyjasnień dotyczacych sensu świata. W istocie więc
          > mówisz: "nie wiem, nauka nie wie, choć próbuje, a Ty nie gadaj
          > głupot, bo nie możesz wiedzieć skoro ja nie wiem
          --------
          absolutnie nieprawda
          Światopogląd naukowy to świadomość niewiedzy.. Ale i niechęć do
          uznawanie JEDNEGO modelu - za obowiązujący..
          Powtórzę; wayout szanuję Twoje doznania. Więcej - nawet Ci wierzę..
          Ale równocześnie twierdzę, że to pochodna stanu Twojego umysłu.
          Twojego zdrowia. Doświadczeń. Przeżyć. radości, smutków, branych lub
          nie lekarstw :-)
          Twierdzę, że Twoje wyjaśnienia nie sa uniwersalne. Nie twierdzę, że
          sa nieprawdziwe. Twierdzę że odnosza się do Ciebie. Do mnie - już
          nie..
          Pozdrawiam
          jeep
          • wayout Re: Poznanie Boga a nieoznaczoność kwantowa 28.06.10, 21:21
            jeepwdyzlu napisał:

            > Rozumiem, że uznajesz........

            Drogi jeepwdyzlu, wiesz, że możemy tak w nieskończoność :)) Jesteś
            miłym rozmówcą i jest to ok ....hmm .... wierzę, że i tak się czegoś
            obaj uczymy, mam nadzieję :)

            > Tu różnimy się całkowicie
            > Z faktu, że nie potrafię udowonić, że nie ma latających zielonych
            > smoków i krasoludków, nie mozna wysnuwać tezy, że istnieją i maja
            > się świetnie....

            Tak, ale nie możesz uznać, że na pewno, na "milion procent" nie
            istnieją :) Może było tak: przeleciał niedaleko nas, kilka milionów
            kilometrów za Plutonem, statek obcej, niezwykle zaawansowanej
            cywilizacji. Zeskanował naszu układ planetarny, w tym umysł dziecka,
            który bardzo intesywnie wyobrażał sobie zielone smoki i krasnoludki.
            Nastepnie wskutek jakiegoś tam, nieznanego nam zjawiska, nastąpił
            wyciek informacji ze statku, w innej galaktyce, i informacja o
            smokach (w końcu wszytsko jest informacją:) zaniesiona wiatrem
            słonecznym, albo czymkolwiek, na inną planetę, weszła w reakcję z
            jakimiś ewoluującymi organizmami i one wskutek tego wyewoluowały w
            zielone smoki i krasnoludki. Ta teza jest tak samo fantastyczna jak
            nasz świat dla ludzi sprzed 1000 lat. A może mniej :) To co piszę
            nie jest aż tak fantastyczne. Bardzo wiele przekazów, ludzi z
            różnych kultur, z róznych czasów, mówi o tym samym. I wielu ludzi
            daje świadectwo doświadczeń o jakich piszę. I równie wielu wskazuje
            drogę i metody, te na które i ja wskazuję. O tym rozmawialismy też,
            możesz powiedzieć, że to jest pewien rodzaj zaburzen, albo
            czegokolwiek w chemii mózgowej. Tak samo możesz odnieść się do
            wszystkiego co może się zdarzyć lub co mogę powiedzieć ja lub inni.
            Dlatego możemy tak w nieskończoność....:) Ale po to jest nauka, by
            to wyjaśnić tym, którzy nie wierzą. I wyjaśni to. Tyle, że sposób
            finansowania nauki obecnie bardzo utrudnia zaprojektowanie
            calkowicie wolnych eksperymentów. Zresztą, to nie jest teoria
            spiskowa, rozumiesz, że jeśli eksperymenty zaczęłyby pokazywać, że
            to co opisuję jest prawdopodobne czy prawdziwe, to byłoby to
            zagrożeniem dla wszelkich, absolutnie wszelkich establishmentów. One
            okazałyby się zbędne. A to chyba nie jest dla Ciebie teorią
            spiskową, że ludzie są kosmicznie wręcz przywiązani do władzy, do
            poczucia bycia lepszym, czy wyjątkowym, opartego na przynależności
            do wszelkiej maści "elit", do pieniędzy, itd. I nagle mogłoby się
            okazać w jak żałosnym, śmiesznym, ograniczonym, smutnym świecie
            żyją. Albo może bez tych przymiotników. Nagle iluzja ich wladzy,
            wyjątkowści, itd., byłaby widoczna: wszyscy by widzieli, że król
            jest nagi. Tak by nie było, ale ci ludzie bardzo się tego boją,
            dlatego sławy nie zaprzestaja zabiegania o sławę, bogacze o
            bogactwa, a rządzący o władzę. Nie wierzę, jeśli napiszesz, że tego
            nie widzisz. Działają tu więc proste mechanizmy psychologiczne. I
            jest ich jeszce dużo więcej. Gdybyś był dysponentem finansów w
            poważnej instytucji, to czy przeznaczyłbyś fundusze na weryfikację
            ekperymentalną tego o czym piszę, nawet jeśli eksperymenty byłyby
            dobrze i sensownie zaprojektowane? Nie.Wiesz o tym. Nawet gdybyś
            uznał, że to może mieć sens, to wiesz że naraziłbyś się na ostracyzm
            środowiskowy i smieszność w oczach tych, którzy wiedzą lepiej,
            wiedzą, że nauka nie wie, ale równoczesnie wiedzą jak nie jest:)
            Ale po to sa komputery i internet. W końcu będziemy mogli mieć
            gdzieś politykę i technokrację, nie ludzi, ale szlaki i mechanizmy
            procesów decyzjyjnych, etc....

            > absolutnie nieprawda
            > Światopogląd naukowy to świadomość niewiedzy.. Ale i niechęć do
            > uznawanie JEDNEGO modelu - za obowiązujący..

            Ale skąd ta niechęć się bierze? Bo żaden model niczego jeszcze nie
            wyjaśnił, żaden nie dał odpowiedzi. Nauka mówi więc:
            zweryfikowaliśmy wiele różnych założeń, przy okazji dokonując wielu
            praktycznych odkryć, ale dalej nie rozumiemy po co jest świat,
            dlaczego, nie wiemy czym jest świadomość, po co jest człowiek. To
            jest niechę do uznania modelu, który w istocie niczego nie wyjaśnia.
            I tyle. To nie jest żaden pluralizm i umiłowanie różnorodności
            poglądów. Od tego podejścia nauka jest daleko.

            > Powtórzę; wayout szanuję Twoje doznania. Więcej - nawet Ci wierzę..
            > Ale równocześnie twierdzę, że to pochodna stanu Twojego umysłu.
            > Twojego zdrowia. Doświadczeń. Przeżyć. radości, smutków, branych
            lub
            > nie lekarstw :-)

            To nie do końca tak. Kiedyś prowadziłem bardzo zwykłe życie. miałem
            poglądy nieco podobne do Twoich + pytanie, które nigdy mnie nie
            opuściło, jaki jest sens tego wszystkiego. Miałem różne problemy,
            zdrowotne, rodzinne, etc., i cały czas badałem. Coraz bardziej i
            bardziej zbliżalem sie do tego punktu, w którym jestem (i który nie
            jest punktem końcowym). Trwalo to latami, naprawdę długo. I w miarę
            drogi co bylo kiedyś zupełnie niewidoczne, zaczęło wyłaniać się,
            mgliste, potem coraz bardziej wyraźne. I stosowanie tego w życiu,
            bardzo prostych, choć trudnych dla "zwykłego" umysłu rzeczy,
            zmieniło moje życie. Nie mam praktycznie żadnych problemów. Ale to
            to o czym piszę zaprowadziło mnie tu, a nie jest tak, że wygrałem
            milion, czy dostalem spadek i na hamaku to sobie wymysliłem. To była
            długa i czasami dla mnie trudna droga. Zresztą działa to tak, że
            jeśli trochę zanurzę się, przywrócę sobie trochę dawny sposób
            widzenia świata, to wracają i problemy i różne dyskomforty, itd. Ta
            zależność jest widoczna i oczywista. Widzą to nawet ludzie wokół
            mnie. Nie chcę tym niczego udowadniać, wskazuję Ci tylko, że jest
            odwrotnie niż piszesz: to o czym piszę daje mi pokój i radość
            umysłu, a nie jest tak, że radosny i spokojny, czy nawalony chemią,
            co sugerujesz nie tak subtelnie, umysł wymyślił to sobie w fotelu.

            Pozdrawiam Cię uśmiechając się do Ciebie miło :))
      • chasyd_666 Re: Poznanie Boga a nieoznaczoność kwantowa 28.06.10, 22:29
        astrotaurus napisał:

        > Co bardziej zawzięci w niepoznawaniu odmawiają jakiejkolwiek
        weryfikacji stanu
        > faktycznego (dogmaty religijne tego przykładem).

        No to daj przykład i zweryfikuj jakiś religijny dogmat. Śmiało ! :)
        • astrotaurus Re: Poznanie Boga a nieoznaczoność kwantowa 29.06.10, 23:15
          chasyd_666 napisał:


          ** No to daj przykład i zweryfikuj jakiś religijny dogmat. Śmiało ! :)**

          Kolejny przykład religijnej arogancji i religijnego infantylizmu. Religiant
          wydusi z siebie bełkot i pysznie mówi "udowodnij, że nie!"
          I w dodatku wcale nie ma zamiaru dyskutować - chamstwo jego jedynym celem!
          Gdybyście byli ludźmi cywilizowanymi nie trzeba byłoby się w ogóle użerać ze
          stertą bełkotu. Nie wprowadzalibyście do obiegu publicznego twierdzeń, którym
          przypisujecie wartość logiczną prawdy na podstawie jedynie widzimisię, bez
          logicznej weryfikacji.
    • jeepwdyzlu niestety muszę włożyc kij w szprychy 28.06.10, 13:03
      wayout piszesz jak zawsze ciekawie, zajmująco
      I nie odmawiam Ci prawa do takiego jak głosisz przeżywania świata i
      wniosków..
      Niemniej innych forumowiczów - nie obytych z fizyką - ostrzegam:
      zasada nieoznaczoności dotyczy świata kwantowego
      I prób wyjasniania świata subatomowego..
      Planck i Heisenberg zaproponowali ten MODEL 80 lat temu..
      Minęły lata i już dziś wiemy, że ich przemyslenia tez były pewnym
      przyblizeniem..
      Ale WYRAŹNIE zaznaczam:
      to że oberwator wpływa na badane zjawisko - dotyczy tylko niektórych
      zdarzeń.. Z grubsza - tych które zachodzą wewnątrz atomu
      WNIOSEK - że świat jest tylko projekcją - jest za daleko idący i sam
      się z nim (a oprócz mnie cała dzisiejsza nauka) fundamentalnie nie
      zgadzam.
      Wayout próbuje wyciagac wniosek z pobieżnej znajomosci prac
      Heisenberga. Obawiam się, że nie tylko nie jest fizykiem, ale nawet
      nie jest inżynierem..
      wayout - gdybys miał za soba kurs wyższej fizyki - podchodziłbys do
      złożoności wszechświata z większa pokorą.. I małbys świadomość, że
      operujemy tylko przybliżeniami. dziś satysfakcjonujacymi (z grubsza)
      Ale przyblizenia i włąsne modele - satysfkacjonowały tez 3000 lat
      temu egipskich budowniczych piramid, 2000 lat temu Pawła, 500 lat
      temu Newtona..
      i co? Mylili się?
      Nie - w ich czasach i w odniessieniu do ich świata - ich modele były
      adekwatne do stawianych pytań i do posiadanej wiedzy..
      Wayout - wierzę w Twopje doświadczenia.
      Ale jestem pewien - one nie są uniwersalne!

      jeep
      • wayout Re: niestety muszę włożyc kij w szprychy 28.06.10, 14:46
        Oczywiście. Nie twierdzę, że nauka udowadnia wygłaszane przez mnie
        tezy. Nauka nie udowadnia żadnego twierdzenia na temat świata:)
        Pokazuję pewne zbieżności. Ot tak. Tak, nauka dowodzi, że akt
        obserwacji wpływa na obserwowane na poziomie kwantowym, ale nie
        udowadnia, że to nie dzieje się na poziomie makroskopowym. Tego nie
        wie. A gdzieś jest jakaś teoria fizyków o tym, że świat jest
        projekcją z punktu, nie wiem jakie są jej losy. Ale samo istnienie
        tej teorii pokazuje, że także naukowcy analizują modele, które mają
        pewien wspólny punkt z tym co piszę.....Doświadczenia nie są
        uniwersalne, ok, ale nie możesz napisać, że nie mogą być
        uniwersalne. To jednak istotna różnica. Gdyby były to nie miałbym po
        co pisać :) Pozdrawiam :)
        • frankafiranka1 Re: niestety muszę włożyc kij w szprychy 28.06.10, 15:02
          wayout napisał:
          Wspólny punkt jest taki, że nie wiemy dlaczego coś się dzieje. Naukowcy szukają
          odpowiedzi, a ty zamiast szukać, tworzysz kolejną odlotową ideologię.
          • wayout Re: niestety muszę włożyc kij w szprychy 29.06.10, 08:09
            Pokaż jak nauka to robi. Gdzie nauka stawia pytanie o sens świata,
            projektuje eksperymenty z tym związane i szuka odpowiedz? Gdzie,
            jak? Obawiam się, że nie rozumiesz co robi nauka. Nauka przede
            wszystkim obserwuje, próbuje zrozumieć dlaczego coś się dzieje, ale
            nie jaki jest tego sens. Obserwuje zjawiska, formułuje pewne teorie
            na temat tych zjawisk, a następnie je weryfikuje. Gdy teoria w miarę
            poprawnie opisuje dane procesy, jest uznawana za przwdziwą. Teoria,
            dotyczy to obecnie KAŻDEJ teorii naukowej, tych zweryfikowanych i
            tych jeszce nie zweryfikowanych, wypowiada się na temat mechanizmów
            i procesów zachodzenia pewnych zjawisk, ale nie na temat ich sensu.
            To tak jakby ufoludki, które przemieszczają się tylko przez
            teleportację i nie znają koła i dróg, badały samochód, nie znająć
            ludzkiej cywilizacji. Mogliby badać i rozumieć, skład chemiczny
            poszczególnych części samochodu, relacje pomiędzy tymi częściami,
            itp., itd, ale nie rozumieliby po co w ogole samochód jest. I nie
            mogliby zrozumieć sensu istnienia samochodu poprez zrozumienie jego
            skłau chemicznego, albo poprez zrozumienie relacji poiędzy
            kierownicą i kołami. I tak działa nauka, jak ufoludki. Wjaśnia
            procesy, nie wiedząc nawet jak szukać sensu i zstrzegając się
            ciągle, że nie rozumie sensu i nie wie czy on jest poznawalny. Jesli
            uważasz inaczej to pokaż mi jak nauka wyjaśnia sens istnienia.
            Bardzo proszę. Jeśli naprawdę umknęło mi to, to z chęcią nauczę się
            od Ciebie. Pozdrawiam :))
        • wayout co na to fizycy :) 28.06.10, 22:45
          Kolega (yee bro, respect:) z forum podpowiedział mi odpowiedni link.
          Polecam, właśnie przed chwilą to przeczytałem. To bardzo a propos
          naszej dyskusji i ..... tego czy zjawiska kwantowe mogą być
          obserwowane w skali makroskopowej......to uśrednianiu: to chyba
          dobry opis (przez fizyków) czegoś o czym jeszcze nie rozmawialiśmy
          (ale to , opis mam na mysli, muszę przemysleć), dlaczego mamy
          wspólne halucynacje (no ale nie będę zadawał pytan za Was :))

          wyborcza.pl/1,75476,5801859,Kwantowe_dziwactwa.html
          Pozdrawiam :)
          • karbat Re: co na to fizycy :) 29.06.10, 03:12
            frankafiranka1 napisała:

            > wayout napisał:
            > Wspólny punkt jest taki, że nie wiemy dlaczego coś się dzieje.
            Naukowcy szukają odpowiedzi, a ty zamiast szukać, tworzysz kolejną
            odlotową ideologię.

            latwiej jest robic z siebie chlopskiego filozofa , ( rzucanie w kolo
            paroma pojeciami ), niz systematyczne studiowanie poznanie stanu
            np.wspolczesnej fizyki ,astronomii czy filozofii .
            Kilka osob napisalo , wskazalo wayout`owi , jaka bije piane bazujac
            na wlasnej wyobrazni. On bedzie dalej maniakalnie dowodzil swych
            racji ,bedzie spekulowal, tak juz ma .
            • karbat Re: co na to fizycy :) 29.06.10, 03:34
              wayout napisał:
              > karbat napisał:

              > > cialo jest projekcja umyslu .... bidny ten umysl bez ciala ,
              > > nie ma czego projektowac :( .
              >
              > Wyobraź sobie......że Twój umysł jest nieskończony, nie jest
              > ograniczny żadnymi prawami czasu, przestrzeni, w związku z tym
              myśli
              > z nieskończoną szybkością....i dlatego wiesz, po prostu
              > wiesz......wyobraź sobie, że w mgnieniu krótszym od nanosekundy
              > kreujesz co chcesz, a Twoja kreacja jest bezgraniczna.....wyobraź
              > sobie, że rozsyłasz tylko miłość, dobro, radość i szczęście i
              > wszystko co wykreujesz skrzy się w blasku radości, opromienione
              jest miłością i szczęściem i nigdy żaden smutek nie zakłóca tej
              > radości................może nie jest taki bidny:)))

              wyobrazic sobie mozna wszystko , kazda piramidalna bzdure i co z
              tego wynika , po co .

              Wyobraznie z ktorej niewiele wynika ... nazwalbym rojeniami .
              ----------------------------

              Wyobraznia alkoholika - przewyzsza twoja ,jest szczesliwy ,
              radosny , zaden smutek nie zakloca mu radosci ... .Ba , nigdy nie
              jestes w stanie tego wymyslic , zrobic , co czlowiek po procentach
              czy po proszkach .
              Mozna by stwierdzic , ze nie umywasz sie ze swoja wyobraznia wobec
              zwyklego pijaczka ;).
              • wayout Re: co na to fizycy :) 29.06.10, 07:53
                Cześć :) Nie wiem czy Twoje dwa posty powyżej to komentarz do
                wypowiedzi pana profesora, który wprost mówi o tym, że wyobrażanie
                sobie rzeczywistości jako obiektywnie istniejącej, niezależnie od
                naszych obserwacji, jest niewłaściwe? O to chodzi, że według Ciebie
                ta wypowiedź kompletnie, ale to kompletnie ma się nijak do tego co
                piszę? Trudno się domyślić, więc zgaduję.

                Piszesz o nauce, o nauce i o nauce. Powiedz mi jaka jest różnica:
                czym dzisiejsz nauka różni się od nauki sprzed 100 czy 200 lat,
                jeśli chodzi o wyjasnienie sensu istnienia świata, człowieka, o
                zajwisko samoświadomości? Czym? Niczym. Naukowcy 200 lat temu tak
                samo nie mieli NIC do powiedzenia na ten temat jak i nie mają
                dzisaj. I wtedy i teraz mówią: NIE WIEMY. Do czego mnie więc
                odsyłasz? O co Ci chodzi? Wyjaśnij to. Nie wiem, czy nie usłyszę
                kolejnych niby błyskotliwych, w istocie złośliwych i niekulturalnych
                komentarzy, pozbawionych treści, oprócz fukcji wyśmiewania. Więc
                spróbuje Ci pomóc. Odsyłasz mnie do ludzi, którzy na temat, o którym
                piszę, nie mają nic do powiedzenia i wiedzą o tym. Nie bij piany,
                tylko kokretnie pokaża o co Ci chodzi. Niestety nie chodzi Ci o
                nic. Nie rozumiesz sam o co Ci chodzi. Wyjaśnię Ci to precyzyjnie.
                Tylko negujesz. Negujesz i wyśmiewasz i mówisz, że to niemożliwe, by
                taka była konstrukcja świata, o jakiej piszę. Ale na podstawie czego
                to robisz? Podobno na podstawie osiągnięć nauki. Tak? Ale przecież
                nauka nic nie mówi o rzeczach, o ktorych piszę. Jesteś w stanie to
                zrozumieć? Mówię: "świat ma taki i taki sens". Ty mówisz, że to
                bełkot, błazenada i bicie piany. Opierasz to na nauce, która
                mówi: "nie mam pojęcia o sensie świata, nic o tym nie wiem".
                Pojmujesz to? To tak jakbym mówił 1000 lat temu: długo wędrowałem,
                dotarłem do takich i takich miejsc, a Ty byś odpowiadał: to
                błazenada, bicie piany, bo filozof z mojego miasta tak nie mówi.
                Zapytany filozof zaś odpowiadałby: ja nie wiem, nie wiem nic na
                temat tych miejsc, nie potrafię nic sensownego powiedzieć na temat
                ich istnienia lub nie. Twoje myslenie obarczone jest wadą
                wewnętrznej sprzeczności, której nie jestes w stanie dostrzec.
                Możesz powiedzieć, że nie wierzysz w to co piszę i to jest ok. Poza
                tym co oferujesz? Jakie wyjaśnienia? Nie zauważyłem nigdzie żadnych.
                Chcesz ludziom poszukującym sensu istnienia powiedzieć, żeby go nie
                szukali swoimi metodami, tylko naukowymi, choć nauka NIC nie ma w
                tej kwestii do zaoferowania? To jest Twoja oferta? To co słyszę
                podsumowałnym tak: " Wy wszyscy, którzy szukacie sensu życia inaczej
                niż poprzez naukę, jesteście debilami, błaznami, ignorantami. Nauka
                diała. Działają telefony komórkowe, latają samoloty. Więc nauka jest
                skuteczna. Musicie zwracać się tylko do niej. Wiem, że nauka nic nie
                wie na temat, który was interesuje, i w dodatku mówi, że nie wie czy
                kiedykolwiek będzie miała coś do powiedzenia, ale jest skuteczna,
                smaoloty latają. Jak nie rozumiecie co mówię, to wracajcie do
                szkoły." Taki z grubsza jest sens Twojego "przekazu". A jesteś przy
                tym tak pewien swych racji, jesteś w swych własnych oczach tak mądry
                i tak przewyższasz innych, że pomiatasz innymi, chesz ich ośmieszać,
                sugerujesz braki w wykształeceniu, sugerujesz, że myślący inaczej,
                to motłoch i pospólstwo. I uważasz się przy tym za bardzo otwartego,
                tolerancyjnego. Przemyśl to sobie, zanim odpowiesz kolejną garścią
                ironioczno-złośliwych-niby-inteligentnych komentarzy. Powiedz coś z
                sensem. Pozdrawiam Cię ciepło, serdecznie i z troską :)) Twój
                wayout :)




                • frankafiranka1 Re: co na to fizycy :) 29.06.10, 08:45
                  Powiedz mi jaka jest różnica:
                  > czym dzisiejsz nauka różni się od nauki sprzed 100 czy 200 lat,
                  > jeśli chodzi o wyjasnienie sensu istnienia świata, człowieka, o
                  > zajwisko samoświadomości? Czym? Niczym. Naukowcy 200 lat temu tak
                  > samo nie mieli NIC do powiedzenia na ten temat jak i nie mają
                  > dzisaj. I wtedy i teraz mówią: NIE WIEMY.

                  Stan wiedzy na dziś jest taki, że duch powstał z materii.
                  • karbat Re: co na to fizycy :) 29.06.10, 10:42
                    wayout napisał:

                    > Piszesz o nauce, o nauce i o nauce. Powiedz mi jaka jest różnica:
                    > czym dzisiejsz nauka różni się od nauki sprzed 100 czy 200 lat,
                    > jeśli chodzi o wyjasnienie sensu istnienia świata,

                    > Negujesz i wyśmiewasz i mówisz, że to niemożliwe, by
                    > taka była konstrukcja świata, o jakiej piszę. Ale na podstawie
                    czego to robisz?
                    > Podobno na podstawie osiągnięć nauki. Tak? Ale przecież
                    > nauka nic nie mówi o rzeczach, o ktorych piszę. Jesteś w stanie to
                    > zrozumieć? Mówię: "świat ma taki i taki sens". Ty mówisz, że to
                    > bełkot, błazenada i bicie piany.

                    wyjasniam , - sens zycia .
                    Celem nauki nauki przez duze N ( experymentalnej ) ,nie jest
                    zajmowanie sie , wyjasnienie sensu zycia !. Mam ci to wyjasnic ? .

                    Sensem zycia , wycieraja sobie gebe, pod swoja klientele tzw. nauki
                    kosciola ,oparte na doktrynach .

                    Sensem zycia zajmuje sie filozofia ,- mnostwo na tem temat napisano
                    madrych rzeczy . Filozofowie , najtezsze umysly , nie potrafia do
                    dzis zdefiniowac, podac jednoznacznej definicji tego pojecia ,
                    podobnie jak pojecia : prawdy czy sprawiedliwosci itd .
                    Kazda epoka , kazdy swiatopoglad , kazda religia inadczej patrzy na
                    sprawy sensu zycia .

                    Sens zycia , znajdujesz u twoich mistykow , twoj problem , twoj
                    sens zycia i NIC wiecej .
                    • karbat Re:sens zycia 29.06.10, 11:12
                      sens zycia ma rozne znaczenia .
                      wayout dreczy cie zagadnienie sensu zycia .....

                      sa rozne okreslenia tego pojecia ; teologiczne ,biologiczne ,
                      socjalno -kulturalna ewolucja tego pojecia ,- wszystko odnosnie
                      Homo Sapiens .

                      Na sens zycia sa rozne mozliwe odpowiedzi zalezney od , dziedziny
                      ktora sie tym zajmuje to spojrzysz . Zapoznaj sie z :

                      1.odpowiedzami filozofii na to pytanie , odowiedziami ;
                      a. antyku i sredniowiecza
                      b. okresu pozniejszego
                      c. modernizmu
                      d. wspolczesnosci

                      2.odpowiwdziami religii - sens zycia
                      a. chrzescijanstwa
                      b. islamu .
                      c. hinduizmu
                      d. buddyzmu
                      e. judaizmu

                      3. teologiczno - natur.filoziofizcznymi Spekulacjami
                      4. spojrzenie socjologiczne teori systemowej ( tak to brzmi ?)
                      5. odpowiedziami humanistow

                      systematyka powoduje , ze wiemy o czym sie mowi bez bicia piany o
                      wszystkim i niczym . Co cie frapuje w zagadnieniu senu zycia ,
                      zapoznaj sie z ww .

                      podkreslam nie jest celem nauki (expertymentalnej) zajmowanie sie
                      sensem zycia .
                      Podpinanie Heisenberga pod sens zycia jest blazenada .

                      Mieszasz buraki z czeresniami , spekulujesz,tworzysz swoje
                      odlotowe teorie i NIC wiecej .




                    • wayout Re: co na to fizycy :) 29.06.10, 13:21
                      karbat napisał:

                      >
                      > wyjasniam , - sens zycia .
                      > Celem nauki nauki przez duze N ( experymentalnej ) ,nie jest
                      > zajmowanie sie , wyjasnienie sensu zycia !. Mam ci to wyjasnic ? .

                      Jestes więc ogromnie niespójny, bo ja piszę o sensie życia, a Ty co
                      chwila coś mówisz o nauce, wysyłasz mnie na kursy fizyki, itd. Po co
                      więc w dyskusji o sensie życia, odwołujesz się do nauki? Jeśli zaś
                      sens życia Ciebie nie interesuje, to po co w ogóle bierzesz udział w
                      dyskusji?
                      >
                      > Sensem zycia , wycieraja sobie gebe, pod swoja klientele tzw.
                      nauki
                      > kosciola ,oparte na doktrynach .
                      >
                      > Sensem zycia zajmuje sie filozofia ,- mnostwo na tem temat
                      napisano
                      > madrych rzeczy . Filozofowie , najtezsze umysly , nie potrafia
                      do
                      > dzis zdefiniowac, podac jednoznacznej definicji tego pojecia ,
                      > podobnie jak pojecia : prawdy czy sprawiedliwosci itd .
                      > Kazda epoka , kazdy swiatopoglad , kazda religia inadczej patrzy
                      na
                      > sprawy sensu zycia .
                      >

                      Czyli cala mądrośc filozofii sprowadza sie do stwierdzenia: nie
                      wiem. Czyli mnóstwo madrości sprowadzającej się do: nie wiem.
                      Hmm...... Ale jest trochę inaczej, bo gdybys lepiej znał filozofię,
                      to wiedziałbyś, że było sporo filozofów, którzy mówili rzeczy
                      podobne do tego co piszę. Wiedziałbyś także, że buddyzm, w swojej
                      najbardziej rozwiniętej "słownie" formie, jest bardzo zaawansowanym
                      systemem filozoficznym, a to co mówię jest calkowicie spójne z
                      buddyzmem.

                      Ale cóż, Ty znasz mnóstwo madrych rzeczy, które wynikaja z filozofii
                      i sugerujesz, że jestem klientelą kościoła, który wyciera sobie
                      gębę sensem zycia. Tak wygląda z Tobą rozmowa. Każda Twoja wypowiedź
                      jest niespójna, niemal kazdy akapit, gdy wypowiedź onejmuje coś
                      więcej niż złośliwe, nieżyczliwe docinki. Ale jak Ci się to pokaże,
                      to nie odnosisz się w żaden merytoryczny sposób do tego co się do
                      Ciebie mówi. Wypowiadasz slogany o nauce, kościele, filozofii, nie
                      odnosząc tego w zaden sposób do wypowiedzi, które atakujesz.

                      Literalnie wswzytsko co piszesz to: albo złośliwe ataki na innych,
                      albo erystyka, i to niezbyt zaawansowana, widoczna gołym okiem.

                      Twój wpis, od ktorego zaczęła się ta rozmowa, był przy moim wpisie,
                      gdzie podałem link do wywiadu z profesorem fizyki. Jego wypowiedź
                      jest w "dziwny" spsoób zbieżna z tym co piszę, choć nie jest
                      tożsama, absolutnie nie. Wskazuje on na nieistnienie żadnej
                      obiektywnej rzeczywistości poza obserwatorem. To jest kierunek jego
                      sugestii i jego toku myślowego. Od dawna piszę o tym, że nie ma
                      żadnej obiektywnej rzeczywistości poza umysłem. Czy odniosłeś się do
                      tego merytorycznie w jakikolwiek sposób? Nie. Dlaczego? Po co jestes
                      na tym forum? Zeby dokuczać innym i zamieszczać nieżyczliwe wpisy?
                      Jesli jestes tak mądry to odnieś się do tego co wyżej. Odnieś się
                      merytorycznie do czegokolwiek co napisałem.

                      > Sens zycia , znajdujesz u twoich mistykow , twoj problem , twoj
                      > sens zycia i NIC wiecej .

                      To jest forum religia. Religia jest jedną z prób znalezienia
                      odpowiedzi na pytanie o sens życia. Ty nie wiesz jaki on jest i jak
                      wynika z powyższego zdania, nie interesuje Cię to. Po co tu jesteś?
                      Po co? Wyjaśnij to. Nie po to by wyjasnić innym sens życia, bo go
                      nie znasz. Nie po to by wskazać drogę jak go szukać, bo ani tego nie
                      robisz, ani nie wiesz, ani nie interesuje Cię to. Więc po co? Po co
                      te wszystkie Twoje złośliwe posty? Czemu to sluży? Mądrzy ludzie nie
                      wyśmiewają głupszych od siebie, nie dokuczają im, nie wyśmiewają,
                      tylko albo próbują ich czegoś nauczyć, a jesli jest to niemozliwe,
                      to rezygnują z kontaktu. Pozdrawiam Cię :)

                      • frankafiranka1 Re: co na to fizycy :) 29.06.10, 16:38
                        Po co, po co, żebyś mógł się popytać :)
                        • karbat Re: co na to fizycy :) 29.06.10, 18:12
                          wayout napisal :
                          karbat napisał:

                          >> Celem nauki nauki przez duze N ( experymentalnej ) ,nie jest
                          >> zajmowanie sie , wyjasnienie sensu zycia !. Mam ci to
                          wyjasnic ? .

                          >Jestes więc ogromnie niespójny, bo ja piszę o sensie życia, a Ty co
                          >chwila coś mówisz o nauce, wysyłasz mnie na kursy fizyki, itd. Po
                          >co więc w dyskusji o sensie życia, odwołujesz się do nauki? Jeśli
                          zaś sens życia Ciebie nie interesuje, to po co w ogóle bierzesz
                          udział w dyskusji?
                          ----------------

                          w ktorym miejscu odwoluje sioe do nauki - doswiadczenia i wymagam od
                          niej by wytlumaczyla sens zycia . nie bij piany , nie klam lub
                          czytaj ze zrozumieniem .

                          nie wywracaj kota do gory ogonem , to ty pierwszy przytaczasz
                          fizykow i na podstawie ich experymentow poszukujesz potwierdzenie
                          swych odlotowych teorii .
                          Napisalem , ze gdybys solidnie studiowal np . fizyke , nie wymagal
                          bys od nauki odpowiedzi o sens zycia .

                          Celem nauki nauki przez duze N ( experymentalnej ) ,nie jest
                          zajmowanie sie , wyjasnienie sensu zycia !.
                          Mam ci to wyjasnic ? czy dalej tego nie pojmujesz?


                  • wayout Re: co na to fizycy :) 29.06.10, 12:48
                    frankafiranka1 napisała:


                    > Stan wiedzy na dziś jest taki, że duch powstał z materii.
                    >
                    To jest Twoja wiara. Jeśli nie jesteś w stanie wyjaśnić zajwiska
                    samoświadomości, nie wiesz jak ona w ogole powstaje, to nie jesteś w
                    stanie jej powiązać z materią. Zgadujesz więc tylko, a zgadywanki
                    nazywasz wiedzą naukową. Jeśli twierdzisz, że duch powstał z
                    materii, to wyjaśnij to jak. Jest to niemożliwe, bo nie ma żadnej
                    zweryfikowanej teorii wyjaśnijącej powstanie i istnienie
                    samoświadomości, świadomości "jestem". Pozdrawiam
                    • frankafiranka1 Re: co na to fizycy :) 29.06.10, 13:36
                      Wszystko wskazuje na to, że świadomość jest przypadkowym skutkiem ewolucji, tak
                      samo zresztą jak wszystkie inne zjawiska na świecie.
                      Kiedyś praczłowiek pobiegł dalej za zwierzyną niż go ostrzegały czujniki w
                      mózgu, i nie umarł na udar a wręcz przeciwnie złapał zwierza i przekazał swoje
                      geny dalej. Słyszałeś o tym?
                      Nie jest to wiadomo żaden pewnik ale nauka już od dawna podąża tym tropem :)
                    • tlenek_wegla Re: co na to fizycy :) 29.06.10, 13:52
                      > samoświadomości, nie wiesz jak ona w ogole powstaje, to nie jesteś w
                      > stanie jej powiązać z materią.

                      Zanik materii = zanik samoswiadomosci..

                      Chyba, ze masz dowody.
    • jeepwdyzlu jednak arogancja 29.06.10, 15:12
      wayout długo czytałem Twoje wypowiedzi z prawdziwa przyjemnością..
      Dawały do myślenia, więcej - uwierzyłem w Twoje doświadczenia.
      Jestem pewien, że wiele osiągnąłeś i w jakis sposób przybliżasz się
      do Absolutu. Piszę z dużej litery, choć mam świadomość, że droga
      którą podążasz jest całkowicie indywidualna. Tylko Twoja. I nie
      wierzę, że ktos mógłby Cię naśladować..
      Czemu? Bo to Ty okresliłeś, co jest dla Ciebie ważne, gdzie są
      granice które chcesz przekroczyć i po co to robisz..
      Szanuje Twój wybór chociaż w całości Twój światopogląd odrzucam.
      Uważam Twoje dylematy za wydumane, sposób patrzenia na Świat i jego
      problemy całkowicie oderwany od rzeczywistości..

      Niemniej - w Twoich ostatnich wypowiedziach - zwłaszcza dotyczący
      fizyki i szerzej celów nauki - widzę - bez urazy - oznaki pewnej
      arogancji..
      Arogancji która mnie drażni u krytykantki, arogancji która jest
      powszechna u ludzi, którzy - sorry - nie mają odpowiedniej wiedzy,
      żeby zagłębiać się w kwestie szczegółowe. Karbat słusznie Ci
      napisał, że z faktu, że nauka nie odpowiada na pytanie jaki jest
      sens zycia - nie możesz wyciągac wniosków, ze światpoglad naukowy
      jest z gruntu fałszywy.. Krytykantka - wielokrotnie powołuje się na
      słowa jezusa, nie mając bladego nawet pojęcia o czasach biblijnych..
      Ty zapędzasz sie w analizę zasady nieoznaczomości - obawiam się, że
      bez znajomości rachunku różniczkowego...
      wayout - gorzej

      Piszesz np tak:
      Dlaczego i jak powstał nasz świat może
      > wyjaśnię innym razem.
      > Celem ewolucji jest powrót świadomości/umysłu do poznania. Jest
      > niemal pewne, że w relatywnie niedługim czasie, za naszego życia,
      > iluzja naszego świat zostanie całkowicie rozwiana.
      -----------
      Mieszasz mistyczne doznania z wiedzą..
      Twoja pewność dotycząca "dlaczego i po co powstał świat"
      przekracza granice pychy..
      Zmierzasz w stronę śmieszności - na co z troską i sympatią zwracam
      Ci szczerze uwagę...
      jeep
      • wayout Re: jednak arogancja 29.06.10, 20:46
        jeepwdyzlu napisał:

        Trochę arogancko odpowiedziałem karbatowi, niezbyt elegancko w
        każdym razie. Coż, oscylator ego wciąż u mnie działa, niestety,
        czego mam świadomość i nad czym pracuję.

        Zwróć uwagę na jedną kwestię. Mówię o pewnym modelu, on z założenia
        jest niewryfikowalny poprez doświadczenie, nazwijmy to zmysłowe.
        Wskazuję jak każdy w swoim zyciu może to zweryfikować, choć wymaga
        to czasu i determinacji. W świecie, w którym wszyscy mówią "nie
        wiem", albo na popracie swojego wiem przedstawiają niespójne
        wyjasnienia, moje spójne "wiem" będzie odbierane jako atak na inne
        systemy myślowe, bo spójny system, który przedstawiam, kwestionuje,
        z założenia, ze swej istoty wszytskie systemy zakładające realność
        świata. To nie jest jednak arogancją. Wiesz jak kwestionuje się
        teorie? Między innym poprzez wykazanie ich niespójności. Jesli nie
        da się jej obalić, przystepuje się do eksperymentu. Bardzo podziwiam
        Twoją postawę, ponieważ dopuszczasz w ogóle, że system, który
        opisuję może "działać" w moim przypadku, mogę mieć doświadczenia,
        które opisuję. Jest to wyjątkowa postawa w naszym świecie. Widzisz
        spójność tego co piszę, co tez jest wyjątkowe. Ale zwróć uwagę na to
        co wyżej. I powiedz, czy nie byloby zupełnie uczciwie powiedzieć, że
        nie wierzysz, ale też nie masz ochoty weryfikować tego o czym piszę
        według prostych metod, które opisuję, gdyż determinacja, wysiłek
        jaki należy w to włożyć są Twoim zdaniem zbyt duże do spodziwanych
        według Ciebie efektów (czyli żadnych, skoro nie wierzysz, choć nie
        kwestionujesz spójności teorii). To tak jakbym mówił o pewnym
        modelu, który możesz sprawdzić eksperymentalnie, ale eksperyment
        jest bardzo dłogotrwały i Ty w to nie wchodzisz, bo choć teoria jest
        spójna, to wydaje się nieprawdopodona, choć nie możesz udowodnić jej
        nieprwadziwości. Do tego momentu nie widzę arogancji. Twierdzisz, że
        arogancją jest odowływanie się przeze mnie do nauki. Czy
        rzeczywiście? Dlaczego nikt nie odniósł się w spójny, logiczny
        sposób do wypowiedzi profesora fizyki, do której link podałem? I
        który, tak na na marginesie wspomnę, wprost zaprzecza Twoim
        twierdzeniom o tym, że zjawiska kwantowe nie mogą być obserwowane na
        poziomie makroskopowym. Dlaczego nikt nie odniósł się do jego
        sugestii oczywiście zbieżnych z tym co piszę, na temat nieistnienia
        obiektywnej rzeczywistości? Uważasz za arogancję odnoszenie się
        przeze mnie do nauki, ale nie uważasz za aroganckie pomijanie moich
        wręcz próśb o odniesienie się do konkretnej wypowiedzi konkretnego
        naukowca, pomijanie wszystkich moich wyjasnień dotyczących
        metodologii nauki i zasad jej działania. Spójrz jak kończy się
        rozmowa z frankąfiranką, jak w przedszkolu. Odnosi się do tego co
        robią naukowcy, do stanu wiedzy, wysuwa kategoryczne twierdzenia, że
        stan wiedzy jest taki, że duch wynika z materii, a gdy odpisuję
        stricte merytorycznie, kończymy tak, że dołącza się do innej rozmowy
        i pisze: ziebys sie pitał. Prześledź to. Przesledź rozmowę z
        karbatem. Spójrz uczciwie gdzie jest "arogancja". Do wypowiedzi
        karbata odniosę się w innym poście, może. Widzisz spójność tego co
        piszę, ale gdy sugeuję co mógłbym powiedzieć o fizyce, kompletnie to
        ignorujesz. Nie ciekawi Cię to? Nawet żeby sie pośmiać? Nie muszę
        znać bardzo skomplikowanej i zaawansowanej matematyki, która opisuje
        kształt chmur (chyba już taka jest i może ją znasz), bym rozumiał
        ich zasadę działania. Nie jest tak, że matematyka jest ostateczną
        rzeczywistością. Ona jest narzędziem do opisu rzeczywistości. I tak
        samo nie muszę znać matematyki by rozumieć rózne rzeczy, o których
        mówi fizyka. Może to dla Ciebie jest dziwne, bo istnieje stereotyp
        myslenia, że nie mozna zrozumieć fizyki bez matematyki, ale to
        nieprawda. Nie jest konieczna znajomośc matematyki, by rozumieć
        istotę ogromnej liczby zjawisk z zakresu fizyki (w istocie wszytsko
        jest fizyką, nawet chemia:)). W przypadku zaawasnowanej fizyki jest
        to o tyle trudne, że opisuje ona zjawiska sprzeczne z codziennym
        zwykłym doświadczeniem. Zwróć uwagę, że całość tego co opisuję i co
        uznajesz za spójne, opieram na doświadczeniach, ktore całkowicie
        wykraczają poza codzienne doświadczenie. Wirzysz, że je mam (choć,
        fakt, czasami sugerujesz, że to moja choroba lub naćpanie). Może nie
        jest więc takie dziwne, że moge rozumieć istotę zjawisk opisywanych
        przez fizykę kwantową, nie znajac matematyki, tak jak ktoś mając
        doswiadczenie codziennego życia jest w stanie zrozumieć bez
        matematyki zjawisko chmur. Tak na marginesie chcesz uslyszeć jak
        wygląda czarna dziura od środka, z drugiej strony lustra? Nie
        odpowiadasz tez na moje wszystkie posty, np. na mój post stanowiący
        odpowiedż dla Twoich twierdzeń, że mój model jest za prosty, że
        swiat jest bardziej złożony.

        Powiedz uczciwie: gdzie jest arogancja?
        Pozdrawiam Cię serdecznie :)


        • wayout Re: jednak arogancja 29.06.10, 21:07
          Drogi jeepwdyzlu, jeszcze jedna kwestia. To jest oś, którą starannie
          ateiści pomijają. Nie ma światopoglądu naukowego. Wielokrotnie to
          wyjaśniałem. Takie stwierdzenie jest uznawaniem metody za
          światopogląd. Nauka bada procesy i zjawiska według pewnej
          metodologii, ale nie ma światopoglądu. Skoro nauka mówi nie wiem, to
          nie możesz tweirdzić, że to nie wiem może być podstawą
          jakiegokolwiek wiem co do istoty świata, co do jakiegokolwiek
          poglądu na świat. Może być, jesli światopogląd mialby byc spójny i
          konsekwentny, podstawą do poglądu nie wiem i nie wiem czy będę
          wiedział, ale jaki jest sens w taki razie upierania się przy swoich
          racjach? "Nie wiem, ale mówię że Ty nie masz racji, i choć to co
          mówisz jest spójne, to wiem, że Ty nie wiesz, choć sam nie wiem." To
          jest mniej więcej taka postawa. Dokładnie taka sama jak ludzi
          religii. Oni inaczej to ujmują: "Wiem, a to czego nie wiem, to
          tajemnica boża, więc wiem, że Ty nie wiesz, choć sam nie wiem, ale
          Bóg wie". Czy to nie ten sam mechanizm "dowodzenia" swoich racji
          (zresztą nie wiadomo jakich, skoro nie wiem)? Oczywiście nauka
          skutecznie przeksztalca rzeczywistość, ale gdy nie wiesz, to tak
          samo nie wiesz gdy jedziesz wozem drabiniastym, jak wtedy gdy lecisz
          samolotem zbudowanym z tworzyw kompozytowych. Czy piszesz do mnie
          list, czy maila, to jesli nie wiesz, to nic to nie zmienia w Twojej
          niewiedzy. Wiem co robisz. To niemożliwe żebyś nie był w stanie
          dostrzec spójności tego rozumowania, a więc także spójności
          wniosków, skoro widzisz spójność innych rzeczy. Pozdrawiam :)
          • astrotaurus Re: jednak arogancja 29.06.10, 23:28
            wayout napisał:

            **. To jest oś, którą starannie ateiści pomijają. Nie ma światopoglądu naukowego. Wielokrotnie to wyjaśniałem. Takie stwierdzenie jest uznawaniem metody za światopogląd. Nauka bada procesy i zjawiska według pewnej metodologii, ale nie ma światopoglądu.**

            Po pierwsze: czytanie Twoich postów to katorga. Masz śmietnik w głowie i ten śmietnik widać w Twoim piśmie.
            Bezpłciowe tasiemce bez akapitów, bez zaznaczonych myśli, sekwencji... brrrr....! Obleśne!

            Po drugie do adremu: Mieszasz pojęcia bez sensu!
            Nauka nie ma światopoglądu, ale człowiek może mieć światopogląd naukowy.


            **Skoro nauka mówi nie wiem, to nie możesz tweirdzić, że to nie wiem może być podstawą jakiegokolwiek wiem co do istoty świata, co do jakiegokolwiek poglądu na świat. Może być, jesli światopogląd mialby byc spójny i konsekwentny, podstawą do poglądu nie wiem i nie wiem czy będę wiedział, ale jaki jest sens w taki razie upierania się przy swoich racjach?**

            Nauka mówi "nie wiem" tam gdzie nie wie i mówi "wiem" tam gdzie stan bieżący czyni takie twierdzenie zasadnym. I dzięki podziałowi na "wiem" i "nie wiem" nie popełni choćby głupstwa religii, która mówi "wiem", choć to tylko chciejstwo i głupstwa wayouta, który plecie duby smalone o jakichś projekcjach umysłu, choć nie potrafi powiedzieć co mówi.

            • wayout Re: jednak arogancja 30.06.10, 00:10
              astrotaurus napisał:
              >
              > Po pierwsze: czytanie Twoich postów to katorga. Masz śmietnik w
              głowie i ten śm
              > ietnik widać w Twoim piśmie.
              > Bezpłciowe tasiemce bez akapitów, bez zaznaczonych myśli,
              sekwencji... brrrr...
              > .! Obleśne!
              >
              Erystyka. Najtańsza.

              Nie mam ochoty po raz kolejny wyjaśniać tego samego. Nie wiem nawet
              z iloma naprawdę osobami rozmawiam. Sekwencja jest podobna. W pewnym
              momencie rozmowy się urywają, nie ma odpowiedzi na konkretne
              pytania, czy odniesienia do konkretnych stwierdzeń, do konkretnego
              wywodu. Za to włączają się inni rozmówcy, którzy zaczynają na ogół
              od tego samego, epitetów, itd.

              > Nauka nie ma światopoglądu, ale człowiek może mieć światopogląd
              naukowy.

              Wyjaśnij co to jest światopogląd naukowy? Na czym polega? Jaki
              prezentuje pogląd na świat? Zajrzałem z ciekawosci w jedno miejsce:
              racjonalista, zajawka na ten temat (trudno to nazwać definicją) jest
              logicznym nonsensem. Ale Ty na pewno wyjaśnisz to lepiej. Dokonamy
              logicznego rozbioru.
              >
              >
              > Nauka mówi "nie wiem" tam gdzie nie wie i mówi "wiem" tam gdzie
              stan bieżący cz
              > yni takie twierdzenie zasadnym. I dzięki podziałowi na "wiem"
              i "nie wiem" nie
              > popełni choćby głupstwa religii, która mówi "wiem", choć to tylko
              chciejstwo

              Naukowe nie wiem = religijne "tajemnica boża".
              Nauka wyjasnia cząstkowe procesy, ale nie jest w stanie nic
              powiedzieć na temat całości, jej celu, sensu, itd. Jeśli z nieba
              spadnie dziwny przedmiot, nie wiadomo skąd, z kosmosu, etc, możesz
              poznać jego geometrię, materiały, itd., ale nie wiedzieć nic o jego
              znaczeniu, pochodzeniu i celu. Świat to ten przedmiot. Naukowe wiem,
              to znajomość wycinków, fragmentów, która nic nie wnosi do
              zrozumienia całości, jak w przykładzie.
              Niektórzy mają przebłyski, to znaczy zawsze byli to chyba fizycy,
              jak profesor, do którego wypowiedzi dałem link, do czego żaden z
              ateistów nie odniósł się choćby słowem, nic, cisza.

              Pozdrawiam :)
              • karbat Re: jednak arogancja 30.06.10, 01:19
                wayout napisał:
                > astrotaurus napisał:
                > > Nauka nie ma światopoglądu, ale człowiek może mieć światopogląd
                > > naukowy.

                > Wyjaśnij co to jest światopogląd naukowy? Na czym polega? Jaki
                > prezentuje pogląd na świat?

                swiatopoglad racjonalistyczny wez wklep to haslo i sie z nim
                zapoznaj .

                > Naukowe nie wiem = religijne "tajemnica boża".

                ja piernicze , robiac takie porownnia ... no comment .

                > Nauka wyjasnia cząstkowe procesy, ale nie jest w stanie nic
                > powiedzieć na temat całości, jej celu, sensu, itd.

                zbudowales zdanie z ktorego wynika ,- ze nauka nie zna celu i sensu
                swego dzialania ..... .Oczekujesz,ze ktos sie powaznie odniesie do
                twojego ww stwierdzenia ? bzdury .

                Naukowe wiem,
                > to znajomość wycinków, fragmentów, która nic nie wnosi do
                > zrozumienia całości, jak w przykładzie.

                chcesz wszystko wiedziec ... cierpliwosci , badaj kilka tysiecy
                lat , pracuj , dociekaj , skladaj do kupy te fragmenciki ... jest
                szansa , ze poznasz w troszke wiekszym stopniu niz dzis , ta calosc .

                Kilka tysiecy lat ... to jest pryszcz . Zauwaz , ze ludzkosc
                zbudowala dopiero przed rokiem ! , PIERWSZE swoje narzedzie
                (CERN), pozwalajace powazniej zglebiac budowe materii niz lupa ,
                ktora sie do tej pory poslugiwala .

                My nic nie wiemy ", nauka nic nie tlumaczy - tys chcial poznac
                " wszystko " w cgu kilku pokolen ? , To postawa wlasciwa dla
                arogantow , ksiedza , teologa ......
                maja gotowe odpowiedzi , recepty , zgodne ze swymi wymozdzonymi
                dogmatami .

              • astrotaurus Re: jednak arogancja 30.06.10, 14:15
                wayout napisał:


                **Erystyka. Najtańsza.**

                Erystyka. Najtańsza.
                Zamiast odnieść się do wypowiadanych przez oponenta treści wyraża się
                emocjonalna opinię.
                Gdybyś potrafił porządkować wiedzę w swojej głowie, potrafiłbyś porządkować
                wypowiedzi. Wszak wiadomo, że kto umie jasno myśleć umie również jasno mówić.
                Takie jednociągówki jak posty wayouta stosowane są czasem przez pisarzy jako
                wyraz artystyczny, ale w komunikacji na temat trudnych i ważnych treści to
                świadectwo śmietnika w głowie.



                **Nie mam ochoty po raz kolejny wyjaśniać tego samego. Nie wiem nawet z iloma
                naprawdę osobami rozmawiam. Sekwencja jest podobna. W pewnym momencie rozmowy
                się urywają, nie ma odpowiedzi na konkretne pytania, czy odniesienia do
                konkretnych stwierdzeń, do konkretnego wywodu. Za to włączają się inni
                rozmówcy, którzy zaczynają na ogół od tego samego, epitetów, itd.**

                Erystyka. Najtańsza.
                Zamiast odnieść się do wypowiedzi rozmówcy wyraża się zblazowanie i opowiada
                jakim to się jest zwycięzcą podobnych wielu rozmów.
                Nie wiem o czym tutaj prawisz; co, gdzie, kiedy wyjaśniałeś. Jeśli uważasz, że
                ma to znaczenie wyjaśnij to pokrótce tutaj, albo daj link do swojej wypowiedzi
                z owym magicznym wyjaśnieniem.
                Ja wiem, że opowieści o "projekcji ciała przez umysł" to metaforyczny bełkot i
                na pewno nie jest opisem stanu świata rzeczywistego, tylko opisem stanu umysłu
                wayouta. A że wayout nie umie tego rozróżnić - trudno, może chociaż za namową
                mądrzejszych od siebie spróbuje.



                ** Wyjaśnij co to jest światopogląd naukowy? Na czym polega? Jaki prezentuje
                pogląd na świat? Zajrzałem z ciekawosci w jedno miejsce: racjonalista, zajawka
                na ten temat (trudno to nazwać definicją) jest logicznym nonsensem. Ale Ty na
                pewno wyjaśnisz to lepiej. Dokonamy logicznego rozbioru.**

                Jajeczny z Ciebie gościu! Wayout dokonujący logicznego rozbioru to niezły oksymoron!
                Rozbierz sobie logicznie brednie o projekcji ciał przez umysł - wyjaśnij
                logicznie definicje podstawowych pojęć ze swoich wypowiedzi, a dopiero
                ewentualnie na deser możemy zająć się definiowaniem czegoś tak rozległego i
                niedookreślonego jak światopogląd naukowy, które to pojęcie dla każdego
                fana wiodącej roli nauki w poznawaniu i relacji ze światem może mieć różne
                odcienie znaczeniowe.
                Tworzysz wątek z jakąś tezą to mów o niej do rzeczy zamiast podgryzać po łydkach
                w kwestiach ubocznych.


                **Naukowe nie wiem = religijne "tajemnica boża".**

                Erystyka. Najtańsza.
                Zamiast logicznie wyjaśnić co się mówi to się próbuje zdeprecjonować naukę
                porównaniem jej do swoich bezrozumnych urojeń. Oszukasz w ten sposób siebie i
                ludzi żyjących w podobnych do Twoich omamach, ale zdrowego umysłu nie zbałamucisz.
                Nauka i religia są całkowicie rozłączne! Każde pole zajęte przez religię jest
                niedostępne dla logicznego myślenia, dla naukowego poznania, weryfikacji,
                wyjaśniania spraw. Nie da się porównać nieporównywalnego.



                **Nauka wyjasnia cząstkowe procesy, ale nie jest w stanie nic powiedzieć na
                temat całości, jej celu, sensu, itd. Jeśli z nieba spadnie dziwny przedmiot,
                nie wiadomo skąd, z kosmosu, etc, możesz poznać jego geometrię, materiały,
                itd., ale nie wiedzieć nic o jego znaczeniu, pochodzeniu i celu. Świat to ten
                przedmiot. Naukowe wiem, to znajomość wycinków, fragmentów, która nic nie wnosi
                do zrozumienia całości, jak w przykładzie. **

                Ten "przykład" to wydumany bełkot, który ma dowodzić z góry założonej tezy.
                Nauka pomaga poznawać świat, dzięki czemu mamy lepsze pojecie o całości we
                wszystkich jej aspektach.
                Takie wyrzuty są śmieszne w ustach wayouta, który nie ma pojęcia o tym jak jest
                zbudowany świat, a uzurpuje sobie prawo do bełkotu o "projekcji ciała przez
                umysł". To ma być ta "znajomość" całości z celami, sensami itp?
                Zrozum: opowiadasz bzdury, które są opisem stanu Twojego umysłu, ale nie stanu
                świata.



                ** Niektórzy mają przebłyski, to znaczy zawsze byli to chyba fizycy, jak
                profesor, do którego wypowiedzi dałem link, do czego żaden z ateistów nie
                odniósł się choćby słowem, nic, cisza.**

                A to jest jakiś test? Egzamin?
                A można cuś wygrać w tem kąkursie?

                Wayout, jeśli chcesz, aby traktować Cię poważnie to mów za siebie swoimi
                słowami. Gdybym chciał rozmawiać z profesorem z wywiadu czy z kimkolwiek innym
                poza wayoutem to zwróciłbym się do tego kogoś, a nie do wayouta.
                Skoro wayout nie potrafi w żaden sposób wytłumaczyć co mówi sam wayout, to jakim
                on jest pośrednikiem w rozmowie z kimkolwiek poza sobą?! Jak zaczniemy wyjaśniać
                co który z nas rozumie pod którym słowem profesora to nie dojdziemy nigdy do
                niczego.
                Mów za siebie, dobra?
          • jeepwdyzlu Re: jednak arogancja 30.06.10, 09:46
            Nie ma światopoglądu naukowego
            ---------
            a tu się zgadzam z Tobą w 100%
            To taka fraza potoczna..
            Zresztą - znam kilku ateistów, każdy dochodził do swojej postawy we
            własny sposób. Jedni potrzebuja na to lat, głębokiej analizy,
            śledzenia setek książek, wielu dyskusji, inni - w ogóle na sacrum w
            życiu nie zwracaja uwagi...
            j.
        • jeepwdyzlu wayout tak na szybko 30.06.10, 09:41
          Nie Ty jesteś arogancki - bo moja uwaga dotyczy nie tyle wypowiedzi -
          ile POSTAWY..
          Ale przyznam, ze może to słowo jest za mocne :-)
          Co do wypowiedzi Profesora - odniosę sie za kilka godzin..
          Od razu tylko Ci powiem - że miałem do czynienia z kilkoma
          profesorami fizyki :-) Najprzeróżniejszymi... I odnosze się nawet
          nie do osobowości - ale prezentowanych opinii
          Sczegóły wkrótce ..
          Pozdrawiam
          j.
        • agata.m4 Re: jednak arogancja 30.06.10, 14:33
          puściły ci nerwy w tym poście wayout ale ogolnie dobrze sie ciebie czyta
          Twoim zdaniem cierpienie jakie nas dotyka czego jest dowodeM
          Co sadzisz na temat samobojstwa ,potepiasz czy uwazasz ,ze wolno nam sobie
          odebrac zycie a na koniec pytanie o seks przed slubem
          Jakie ma do tego podejscie czlowiek Przebudzony, taki jak Ty ?
          • jeepwdyzlu Re: jednak arogancja 30.06.10, 14:41
            bez przesady
            seks przed ślubem?
            a co to za dylemat dla umysłu, który kreuje cały świat...
            my tu o wszechswiecie i miłości a Ty o bzykaniu przed ślubem..
            j.
            • agata.m4 Re: jednak arogancja 30.06.10, 15:19
              seks nie nalezy do milości??:)))))
              • agata.m4 Re: jednak arogancja 30.06.10, 15:21
                Ciekawi mnie co taki czlowiek mysli o seksie ,dokladnie filozofia ktora sie podpiera,co chcesz ode mnie????
                • jeepwdyzlu Re: jednak arogancja 30.06.10, 15:58
                  nic od Ciebie nie chcę
                  liczyłęm na poczucie humoru
                  widać nadaremnie...
                  jeep
                • astrotaurus Re: jednak arogancja 30.06.10, 23:38
                  agata.m4 napisała:

                  ** Ciekawi mnie co taki czlowiek mysli o seksie ,dokladnie filozofia ktora sie
                  pod piera,co chcesz ode mnie????**

                  A ja? A ja?
                  Czy nie interesuje Cię co ja myślę o seksie?
                  I czy ja mogę coś od Ciebie chcieć...? ;)
        • frankafiranka1 Re: jednak arogancja 01.07.10, 13:53
          wayout napisał:
          Spójrz jak kończy się
          > rozmowa z frankąfiranką, jak w przedszkolu. Odnosi się do tego co
          > robią naukowcy, do stanu wiedzy, wysuwa kategoryczne twierdzenia, że
          > stan wiedzy jest taki, że duch wynika z materii, a gdy odpisuję
          > stricte merytorycznie, kończymy tak, że dołącza się do innej rozmowy
          > i pisze: ziebys sie pitał.

          Hej, nie mogę ci tu zacytować wszystkich tekstów na temat biologii, psychologii
          i ewolucji, z jakimi miałam przyjemność się zapoznać w ciągu mojego życia.
          Jest pełno ciekawych książek z teoriami opisującymi powstanie i rozwój życia na
          ziemi:
          "Na początku był wodór"
          "Samolubny gen"
          "Moralne zwierze"
          "Duch nie spadł z nieba"
      • krytykantka07 widzimy to samo, a wyciągamy inne wnioski jeep 30.06.10, 17:39
        Twoje własne słowa jeep, z którymi jak najbardziej się zgadzam.
        Pytanie pozostaje otwarte: dlaczego takie, a nie inne wnioski wyciągasz z moich
        postów?
        Czym się kierujesz, że widząc moje posty odbiegające nawet od tych, z którymi
        się nie zgadzałeś - dalej się nie zgadzasz?
        Nawet jeśli ja zmieniam założenia, Ty wciąż widzisz to samo.
        Arogancji w moich wypowiedziach się doszukujesz, chociaż nawet nie wiesz, co to
        słowo oznacza.
        Dla Ciebie to słowo : " wytrych ".
        Dzięki niemu nie jest konieczne rozumienie innego światopoglądu niż Twój własny.
        Nie rozwijasz się przyjacielu i Twój światopogląd takoż.
        Co więcej - nawet rozwoju u innych nie dostrzegasz.
        Krytykantka już była na tym etapie co Ty.
        Najpierw zaufała religii, bo tak wypadało, później nauce - bo tak należy i co z
        tego?
        Skoro neguje dokonania zarówno religii jak i nauki to tylko dlatego, że na
        religii się zawiodła, a nauka na jej pytania nie odpowiedziała...
        Krytykantka nie broni nauki, bo nauka nie rozróżnia Boga od JHWH.
        Na tym polega problem.
        Krytykantka stawia różne tezy i drogą dedukcji stara się je eliminowac.
        Na początku postawiła tezę, że JHWH to wypaczony obraz Boga, po rozmowie z
        jednym ze świadków Jehowy doszła do bardziej precyzyjnego wniosku: JHWH to bóg
        wojny czyli Baal, a więc nie jest on wypaczonym obrazem Boga.
        Po prostu Bóg, o którym mówił Jezus nigdy wcześniej się nie pojawił.
        Nic na Jego temat nie wiadomo.
        NT to kontynuacja, ale nieco inna.
        To kontynuacja mitów żydowskich z Baalem w roli głównej i jego doskonalszym
        odpowiednikiem czyli JHWH.
        Ale cały czas mowa o narodzie wybranym.
        Zatem ciągle mowa o bogu wojny.
        Natomiast Bóg, o którym mówił Jezus to całkiem inna postac.
        I to należałoby zrozumiec jak się już ma wyższe wykształcenie.
        To, że tego ciemniaki nie rozumieją jest jak najbardziej zrozumiałe.
        Oni są usprawiedliwieni.
        Ludzie mający się za inteligentnych - nie.
        Dlatego rozczarowujesz mnie jeep.
        I mówię to ze smutkiem, bo długo liczyłam na to, że w końcu Coś do Ciebie dotrze
        i dlatego nie pozwalałam sobie na okazywanie innych emocji niż zrozumienie i
        cierpliwosc.
        Niektórzy ludzie, aby dojśc do ładu ze swoimi poglądami wszak potrzebują czasu.
        Ale nie wtedy gdy jak Ty są aroganccy.
        Nie wiem jakim prawem obrażasz mnie w tym wątku, ale skoro ma to podbudowac
        Twoje wysokie mniemanie o sobie - pozwolę Ci na to...
        Nie rozumiesz, że robię to, co zrobiłby Jezus?
        Oczywiście, że nie, bo osobowośc perwersyjno - narcystyczna to taka, która gdy
        nastawia sie drugi policzek tym bardziej nienawidzi...
        Każda inna, chociaż przez moment się zastanowi...
        • bez_seller Re: widzimy to samo, a wyciągamy inne wnioski jee 30.06.10, 18:10
          krytykantka07 napisała:

          > Nie wiem jakim prawem obrażasz mnie w tym wątku, ale skoro ma to
          podbudowac
          > Twoje wysokie mniemanie o sobie - pozwolę Ci na to...

          Ale przeciez jeep obraza Cie grzecznie, to po co te pretensje? :))

          • krytykantka07 Re: widzimy to samo, a wyciągamy inne wnioski jee 30.06.10, 18:29
            A co to znaczy : " obraża Cię grzecznie " ?
            Nie zrobi dziurki, a krew wypije? ;)
            Jeśli pozwalam mu na to, to znaczy, że pretensji nie mam.
            Skoro musi się podbudowac czyimś kosztem to lepiej abym to była ja, niż ktoś
            mniej wrażliwy na odczucia innych ludzi ;)

            Co znaczy taki fragment:
            " Arogancji która mnie drażni u krytykantki, arogancji która jest
            powszechna u ludzi, którzy - sorry - nie mają odpowiedniej wiedzy,
            żeby zagłębiać się w kwestie szczegółowe. Karbat słusznie Ci
            napisał, że z faktu, że nauka nie odpowiada na pytanie jaki jest
            sens zycia - nie możesz wyciągac wniosków, ze światpoglad naukowy
            jest z gruntu fałszywy.. Krytykantka - wielokrotnie powołuje się na
            słowa jezusa, nie mając bladego nawet pojęcia o czasach biblijnych..."

            Czy ja tu dyskutuję na temat o czym jeep ma pojęcie?
            Jeśli nie odróżnia JHWH od Boga to chociażby był wysokiej klasy naukowcem to dla
            mnie nim nie będzie.
            Ale tego nie powiedziałam mu wprost do tej pory.
            On natomiast uznał za stosowne powiedziec co myśli o moim powoływaniu się na
            słowa Jezusa.
            Ale nie zauważył, że ja nie tylko się na Jego słowa powołuję.
            Ja postępuję zgodnie z nimi.
            I na tym polega różnica pomiędzy mną, a wierzącymi w Jezusa.
            Do tego żadna wiedza historyczna dotycząca czasów Jezusa ( i tak zakłamana ) nie
            jest mi potrzebna.
            • bez_seller Re: widzimy to samo, a wyciągamy inne wnioski jee 30.06.10, 19:33
              krytykantka07 napisała:

              > A co to znaczy : " obraża Cię grzecznie " ?
              > Nie zrobi dziurki, a krew wypije? ;)

              Grzeczne obrazanie to zart nawiazujacy do okreslenia "niegrzeczny
              cham" autorstwa jeepa.

              Nie wiem jak mozna czuc sie obrazanym uwagami czy nawet inwektywami.
              A jak leci ptaszek i narobi Ci na glowe, to tez czujesz sie obrazona?

              Cale to tutaj przedstawianie swoich swiatopogladow, klotnie i
              dyskusje wydaja mi sie czcza gadanina. Ale moze warto jest troche
              pomlec jezykiem, zeby do tego wniosku dojsc. Wielu juz doszlo i mlec
              przestalo. Wiecej pozytku jest z rozmowy o hodowli pomidorow niz z
              rozmowy o Bogu. Wiara w Boga to bardzo intymne doswiadczenie i
              dziwie sie, ze ludzie to doswiadczenie wystawiaja na widok
              publiczny. Po co?

              • krytykantka07 Re: widzimy to samo, a wyciągamy inne wnioski jee 30.06.10, 21:47
                bez_seller napisała:

                > Cale to tutaj przedstawianie swoich swiatopogladow, klotnie i
                > dyskusje wydaja mi sie czcza gadanina.

                Zupełnie jak w sejmie czy w innej kampanii wyborczej ;).
                Ot urok demokracji...

                > Ale moze warto jest troche > pomlec jezykiem, zeby do tego wniosku dojsc.

                I co wtedy z demokracją? ;)

                > Wielu juz doszlo i mlec > przestalo.

                Nie wiem, czy z tego akurat można sie cieszyc.

                > Wiecej pozytku jest z rozmowy o hodowli pomidorow niz z
                > rozmowy o Bogu.

                Owszem i o polityce i dokonaniach nauki takoż.
                To wybierzmy na prezydenta najlepszego hodowcę pomidorów ;).
                Oszczędzi się na kampanii wyborczej.

                Wiara w Boga to bardzo intymne doswiadczenie i > dziwie sie, ze ludzie to
                doswiadczenie wystawiaja na widok > publiczny. Po co?

                Mylisz się.
                Wiara w JHWH to intymne doświadczenie i nie powinno byc wystawiane na widok
                publiczny, dlatego, że wtedy to manipulacja.
                Zresztą zgodnie z baśnią Andersena pt. " Nowe szaty cesarza "
                Natomiast wiara w Boga powinna byc jak najbardziej wystawiana na widok
                publiczny, bo to sztuka miłości bliźniego...
                Wiara w Boga nie polega na gadulstwie, ale na zastosowaniu tego, co mówił Jezus
                w praktyce.
                Ja to stosuję, wayout również.
                Poza nami nikt...
                A chodzi o to, by przesłanie Jezusa stało się udziałem jak największej ilości ludzi.
                Dlatego warto dyskutowac na forum...
                • bez_seller Re: widzimy to samo, a wyciągamy inne wnioski jee 01.07.10, 13:40
                  krytykantka07 napisała:

                  > bez_seller napisała:

                  > > Wiecej pozytku jest z rozmowy o hodowli pomidorow niz z
                  > > rozmowy o Bogu.

                  > Owszem i o polityce i dokonaniach nauki takoż.
                  > To wybierzmy na prezydenta najlepszego hodowcę pomidorów ;).
                  > Oszczędzi się na kampanii wyborczej.

                  Dlaczego takoz? Nic takiego nie powiedzialam. O polityce i
                  dokonanich nauki rozmawiac trzeba jak najbardziej, bo to sa sprawy
                  dotyczace nas wszystkich.

                  > Mylisz się.
                  > Wiara w JHWH to intymne doświadczenie i nie powinno byc wystawiane
                  na widok
                  > publiczny, dlatego, że wtedy to manipulacja.
                  > Zresztą zgodnie z baśnią Andersena pt. " Nowe szaty cesarza "
                  > Natomiast wiara w Boga powinna byc jak najbardziej wystawiana na
                  widok
                  > publiczny, bo to sztuka miłości bliźniego...
                  > Wiara w Boga nie polega na gadulstwie, ale na zastosowaniu tego,
                  co mówił Jezus
                  > w praktyce.
                  > Ja to stosuję, wayout również.
                  > Poza nami nikt...
                  > A chodzi o to, by przesłanie Jezusa stało się udziałem jak
                  największej ilości l
                  > udzi.
                  > Dlatego warto dyskutowac na forum...

                  Skad Jezus czerpal wiedze o tym innym Bogu? Dlaczego tak
                  dramatycznie wola z krzyza - Boze, czemus mnie opuscil?

                  A moze bylo tak, ze wierzyl w "swoje projekcje umyslu"? Pofatygowal
                  sie nawet na krzyz. Myslal moze, ze zastepy aniolow wyrwa go z rak
                  oprawcow? A tu klapa. Niebo milczy.

                  Zlepek mitow i legend czesto sa niespojne. Stad te sprzeczne
                  wiadomosci o Jezusie, ktore kaza Ci wierzyc, ze bylo ich dwoch, w
                  tym jeden prawdziwy. Ja moge doszukac sie trzech i gadac o tym do
                  konca swiata na forach i przekonywac Ciebie i innych.

                  Mysle, ze jesli juz szukac Boga, to przy pomocy nauki, a nie
                  opowieci sprzed tysiecy lat.
                  A co do milosci o ktorej mowil Jezus, to ani u Ciebie, ani u wayout
                  jej nie widze. Widze protekcjonalne traktowanie rozmowcow,
                  samozadowolenie i pochwaly pod wlasnym adresem.
                  • krytykantka07 Re: widzimy to samo, a wyciągamy inne wnioski jee 03.07.10, 14:43
                    bez_seller napisała:

                    > Dlaczego takoz? Nic takiego nie powiedzialam. O polityce i
                    > dokonanich nauki rozmawiac trzeba jak najbardziej, bo to sa sprawy
                    > dotyczace nas wszystkich.

                    O dokonaniach nauki w temacie tego, że nauka nie wyjaśnia kim jest JHWH można
                    rozmawiac bez końca.
                    To fakt jeśli koniecznie chce się przekonac wierzących do religii.
                    Możemy rozmawiac o tym, jak to naukowcy szukali i odnaleźli arkę Noego, czy nie
                    potrafią ocenic jak powstał całun Turyński, czy też szata Matki Bożej z Guadalupe.
                    Że o cudzie słońca w Fatimie nie wspomnę czy o wielkim wybuchu...
                    Fakt, możemy o tym mówic bez końca, aby kpic z nauki i wywyższac dzieła JHGWH.
                    A to chyba ostatnia rzecz, o którą ateistom chodzi.
                    O polityce można rozmawiac bez końca.
                    To jest również niezaprzeczalny fakt, po to tylko, aby każdego utwierdzic w jego
                    własnym zdaniu.
                    Na pewno o to chodzi w przekonywaniu? ;).
                    Wtedy bez względu na to, co się mówi rozmowa do niczego nie prowadzi.
                    Jedynie jest taki wniosek: " szanujmy się i pozostańmy przy naszych poglądach ".
                    No to po kiego dyskusję zaczynac?
                    Toż właśnie trzymanie się utartych schematów powoduje dyskusję na temat, co
                    trzeba zrobic.
                    Czyli na logikę: " na pewno nie trzymac się stereotypów w myśleniu ".

                    > Skad Jezus czerpal wiedze o tym innym Bogu? Dlaczego tak
                    > dramatycznie wola z krzyza - Boze, czemus mnie opuscil?

                    A to już wiedza tych, co spisywali ostatnie chwile Jezusa.
                    I o dziwo!
                    Jezus wołał: " Boże mój czemuś mnie opuścił ", a inny męczennik, który nie był
                    Synem Boga wołał" " widzę niebo otwarte i syna człowieczego siedzącego po
                    prawicy Boga ".
                    Zatem Szczepan był bardziej wierzący w Boga niż Jezus?
                    Chyba coś tu nie pasuje.

                    > A moze bylo tak, ze wierzyl w "swoje projekcje umyslu"? Pofatygowal
                    > sie nawet na krzyz. Myslal moze, ze zastepy aniolow wyrwa go z rak
                    > oprawcow? A tu klapa. Niebo milczy.

                    Skoro te słowa nie były słowami Jezusa to o żadnych projekcjach mowy nie było.
                    Pofatygował się na krzyż, aby pokazac, że kazdy człowiek, który jest inny od
                    reszty tak właśnie skończy.
                    I nie chodzi tu o rodzaj śmierci, ale o to w jaki sposób można poszukac
                    fałszywych świadków, którzy nie rozumieją, a wyciągają wnioski.

                    > Zlepek mitow i legend czesto sa niespojne. Stad te sprzeczne
                    > wiadomosci o Jezusie, ktore kaza Ci wierzyc, ze bylo ich dwoch, w
                    > tym jeden prawdziwy. Ja moge doszukac sie trzech i gadac o tym do
                    > konca swiata na forach i przekonywac Ciebie i innych.

                    Zlepek mitów i legend zawsze jest niespójny.
                    Dlatego ja nie o nim mówię.
                    Mówię o prawdach znanych, a niekoniecznie objawionych...
                    Ale to Kościół, który właśnie tego Jezusa wybrał na swojego przewodnika,
                    wierząc, że Jezus jest Synem Boga wymierzył sobie cios.
                    Dlatego wyjaśnił ludziom, że Jezus jest synem JHWH.
                    W tym określeniu mieściło się już to wszystko, co Kościół chciał w nie wpakowac.
                    Zatem wszystko jest w granicach normy...

                    > Mysle, ze jesli juz szukac Boga, to przy pomocy nauki, a nie
                    > opowieci sprzed tysiecy lat.

                    Nauka szybciej poprze Jezusa syna JHWH...

                    > A co do milosci o ktorej mowil Jezus, to ani u Ciebie, ani u wayout
                    > jej nie widze. Widze protekcjonalne traktowanie rozmowcow,
                    > samozadowolenie i pochwaly pod wlasnym adresem.

                    Z tym, że nie widzisz mogę się zgodzic.
                    Byc może uważasz, że nie zasługujesz na nią.
                    Dlatego jej nie dostrzegasz...
                    • jeepwdyzlu Re: widzimy to samo, a wyciągamy inne wnioski jee 05.07.10, 09:59
                      krytykantka znowu swoje...

                      O dokonaniach nauki w temacie tego, że nauka nie wyjaśnia kim jest
                      JHWH można
                      rozmawiac bez końca.
                      ---------------------------
                      Bez końca? Bez żartów - nauka nie zajmuje się ludzkimi złudzeniami i
                      nie bada przyczyn ułomnosci umysłu.... No może trochę psychiatria...

                      To fakt jeśli koniecznie chce się przekonac wierzących do religii.
                      Możemy rozmawiac o tym, jak to naukowcy szukali i odnaleźli arkę
                      Noego, czy nie potrafią ocenic jak powstał całun Turyński, czy też
                      szata Matki Bożej z Guadalupe.
                      ------------------------
                      arki noego wcale nie znaleziono
                      bez żartów
                      co raz jakieś gremium z dumą obwieszcza, że właśnie zlokalizowałao
                      arkę..
                      Ale to czyste spekulacje - nie było na ten temat ani jednego
                      poważnego opracowania ani artykułu w specjalistycznej prasie..
                      Mylisz - jak zwykle - osiągnięcia nauki od asrtykułów w "życiu na
                      gorąco"..
                      To samo całun. Juz Ci wyjaśniałem. Tam nie ma żadnej tajemnicy.
                      Całun ma 800 lat i jest obiektem manipulacji - sam Kościół o tym wie
                      i od 20 lat nie twierdzi, że skrywał jezusa....
                      Moglibysmy tak dalej, zwłąszcza o cudach w fatimie - ale nie chcę
                      sie nad Toba znęcać..
                      Powtórzę - popisujesz sie krytykantko dramatycznym brakiem
                      backgroundu, nie masz w sprawach o których piszesz - żadnego
                      pojęcia.. Luzuj bo Twoje argumenty są dobre dla 12 latków. I to ze
                      słabymi wynikami w szkole,
                      To nie to forum. Musisz szerzyć sowje przemyslenia w kole gospodyń
                      wiejskich, tu ludzie się wiloma sprawami interesują i ich wiedza
                      jest znacznie większa od Twojej...

                      Włąaśie Twoja wszystkowiedząca postawa jest arogancka. Przykre
                      jeep
        • jeepwdyzlu Re: widzimy to samo, a wyciągamy inne wnioski jee 01.07.10, 11:46
          Dlatego rozczarowujesz mnie jeep.
          ------------------------
          no cóż..
          bardzo mi przykro
          ------------------
          I mówię to ze smutkiem, bo długo liczyłam na to, że w końcu Coś do
          Ciebie dotrze i dlatego nie pozwalałam sobie na okazywanie innych
          emocji niż zrozumienie i cierpliwosc.
          -------------------
          łał, jestem pod wrażeniem.. Twojej niskończonej cierpliwości :-)


          Niektórzy ludzie, aby dojśc do ładu ze swoimi poglądami wszak
          potrzebują czasu.
          Ale nie wtedy gdy jak Ty są aroganccy.
          Nie wiem jakim prawem obrażasz mnie w tym wątku, ale skoro ma to
          podbudowac Twoje wysokie mniemanie o sobie - pozwolę Ci na to...
          --------------
          Nie chciałem Cię urazić. Powtórzę - za arogancję uważam nie tyle
          Twoje słowa i wypowiedzi, ile postawę która przwiduje że TY MASZ
          RACJĘ, a inni się mylą...

          Nie rozumiesz, że robię to, co zrobiłby Jezus?
          -------------
          No niestety - tu się różnimy..
          Uważam, że wycierasz sobie gębe jezusem (ostro ale inaczej się nie
          da)
          Nic o jezusie nie wiesz, cały Twój światopogląd NICZYM się nie różni
          od światopogladu księdza pedofila.. NICZYM! I on i Ty WIECIE co
          mówił i robił Jezus.. A to puste słowo, które nawet nie jest
          imieniem..

          krytkantko - nie próbuj mnie wychowywać.. Masz prawo mnie oceniać,
          ale zmianiać? Nie będiesz wtedy "rozczarowana"
          jeep
          • izk-a84 Re: widzimy to samo, a wyciągamy inne wnioski jee 02.07.10, 13:27
            jeepwdyzlu,jestes i tak spokojnym czlowiekiem i autor tego watku tez kulturalny opanowany czlowiek:)
        • izk-a84 mylisz sie krytykantko 02.07.10, 12:48
          w arogancji nikt ci nie dorowna
          Oceniasz ludzi i to jest w kazym niemal Twoim poscie a innych za to karcisz jak ci pisza prawde
          Po co 'karmisz' tymi swoimi iluzjami ludzi ,dwoma czy trzema Jezusami?
          Albo ilus tam Bogami??Pierwszy raz czytam takie niedorzeczności a roznych fanatykow juz czytalam:)
          • karbat Re: jednak arogancja 02.07.10, 13:02
            izk-a84 napisała:

            > w arogancji nikt ci nie dorowna

            > Po co 'karmisz' tymi swoimi iluzjami ludzi ,dwoma czy trzema
            >Jezusami?
            > Albo ilus tam Bogami??Pierwszy raz czytam takie niedorzeczności a
            >roznych fanatykow juz czytalam:)

            krytykantka robi tylko to co robi kazdy ksiadz ,kazdy szaman ,
            czarowik , przekonuje do swojej jedynej prawdy , jedynej prawdziwej
            wiary .
            Odmawiasz jej tego ;) , z jakiej racji ? .

            sa setki religii , dziesiatki sekt chrzescijanskich , tysiace bogow ,
            ich propaguja niezliczone religie .
            Co religie , ich bogowie , sludzy bogow , sa w tanie zrobic z ludzmi
            naucza historia ,niezliczone przyklady daja czasow wspolczesnych .

            Wiara laczy ludzi... mowi ksiadz , nie dodaje,ze TYLKO jego
            wiara ;) ....
            i to tez nie zawsze,-patrz chrzescijanstwo i jego odlamy sekty .
            • izk-a84 Re: jednak arogancja 02.07.10, 13:24
              nie odmawiam jej ,niech sobie pisze ,co mnie to obchodzi ale niech nie osadza ludzi,ze są aroganccy bo ona jest arogancka i nachalna ale tego u siebie nie widzi?
    • jeepwdyzlu Pitagoras, Euklides i fiz. teoret.. uwaga - NUDNE 30.06.10, 13:50
      wayout dla mnie rozmowa z Profesorem Zeilingerem wcale nie jest az
      tak ciekawa...
      wyciągasz z niej - pochopne wnioski..
      Otóż nie jest dla Ciebie tajemnicą, ze fizyka teoretyczna ekslporuje
      stany materii i energii dotychczas nam nieznane..
      badania tzw stanów splatanych
      pl.wikipedia.org/wiki/Stany_spl%C4%85tane
      są niezwykle ciekawe - pewnie prowadza nas do zaskakujących odkryć,
      pewnie wglądu w inne światy, w inne wymiary, może podróże w czasie,
      może zakrzywienia przestrzeni..
      Nie wiem
      Niemniej - to nie dowodzi istnienia Boga. Ani kreowania świata.
      Pan Profesor w rozmowie z dziennikarzem codziennej gazety musiał
      uzywac języka publicystycznego...

      dziś fizyka teoretyczna operuje tak wysokim poziomem abstrakcji =-
      że zwykłemu człowiekowi wydaje się, że dotyka spraw boskich..
      Może nawet tak jest..
      Ale sprawy boskie - okazują sie opisywalne..
      Może językiem wyższej matematyki, ale jednak..

      Popełniasz częsty błąd. Wydaje Ci się, że odkrycie np zasady
      nieoznaczoności PRZEKREŚLA fizykę Newtona..
      Nie - ten model sprawdza się w 99.99 % przypadków.
      Choć jest niedoskonały.
      Ale konstruktor budynku projektując belkę nie bawi się w
      skomplikowane dywagacje, operuje prostymi wzorami sprzed 2500 lat i
      MA RACJĘ! Bardziej złożone modele ZAWIERAJĄ w sobie modele
      wcześniejsze..
      czy wiedza, ze geometria nieeuklidesowa jest doskonalsza od odkryć
      Greków sprzed 2500 lat powoduje, ze pole trójkata liczymy inaczej?
      Albo czas spadania jabłka z drzewa który wyliczył Newton?
      Kazde odkrycie UZUPEŁNIA stan wiedzy, prawie nigdy natomiast go nie
      neguje...
      Zwróć uwagę na arytmetykę..
      Zxdezaktualizowała się? Bo znamy całki? a przeciez rachunek
      różniczkowy otworzył przed nami całkiem nowe światy i dał narzędzie
      które pozwalają budować rakiety...

      widzimy wayout to samo..
      Tylko wyciagamy rózne wnioski..
      Pozdrawiam
      j.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka