kroniken
09.12.11, 10:39
Świadomość jest istotą naszego bytu. Wszystko czego doświadczamy, doświadczamy w świadomości. Świadomości nie da się policzyć, ani zmierzyć. To czyste doświadczenie bytu. Nawet to, że inni mają świadomość, w tym świecie możemy rozpoznać tylko pośrednio. Nie jest w istocie nawet definiowalna. Każdy kto ma świadomość, wie co to jest świadomość, tylko dlatego, że jej doświadcza.
Gdy w świadomości pojawia się pojęciowe myślenie, obrazy "zewnętrznego" świata i relacje z tym "światem" (lubienie, nielubienie, dążenie do czegoś, unikanie czegoś), to wszystko staje się treścią świadomości. Treścią świadomości staje się świat. Gdy tak dzieje się, nie jest poznawana świadomość jako czysty byt.
Gdy eliminujemy pojęciowe myślenie, obrazy "świata" i relacje z nim, objawia się czysta świadomość. To jest to co jest. To jest to, co gdy wraca pojęciowe myślenie, ale jeszcze trwa "pamięć" czystego bytu, mówi o sobie "jestem, który jestem".
Świadomość nigdy nie znika, jest wieczna, niezniszczalna i wszechmocna. Nie ma innej mocy poza świadomością, bo poza świadomością nic nie istnieje. Gdy pojawiają się treści świadomość, to są to tylko treści świadomości. Nikt nigdy bezpośrednio nie doświadczył czegoś takiego jak zewnętrzny świat.
Świadomość przepełniona treściami traci świadomość samej siebie. Uznaje treści pojawiające się w niej za obiektywną rzeczywistość, choć nadal są to tylko treści w świadomości.
Gdy treści znikają, wraca samo - świadomość. Świadomość poznaje siebie samą, doświadcza siebie samej, wiek kim jest. Nazywa się to ostatecznym poznaniem, jedyną podstawą rzeczywistości.
Gdy samo-świadomość staje się krystalicznie czysta, całkowicie wolna od iluzji treści świadomości nazywa się to Bogiem, nirwaną, odwiecznym polem buddów, matką, praduchem, stworzycielem, poruszycielem. "Nazywa się" tylko wtedy, gdy świadomości zagubionej w "wyświetlanych" treściach wskazywana jest droga. Gdy jest odnaleziona i cel osiągnięty "nie nazywa" się, bo nie ma iluzyjnych treści świadomości. Wtedy, poza pojęciowym myśleniem, świadomość doświadcza siebie jako Boga, stworzyciela, nieskończoność i wieczność, alfę i omegę. Tak jak ktoś może opisywać miłość, analizować, itd., to nie jest to miłością. Gdy kocha i doświadcza miłości, to znika pojęcie, opis i analiza.
Próba uchwycenia sensu projekcji, sensu treści świadomości, świata, nie ma sensu, gdyż one nie mają żadnego immanentnego sensu i celu. Można zanurzać się w nich i doświadczać iluzji dualistycznego świata. Sama świadomość jest niedualna, gdy poza nią nie ma nic.
Wyborem jest tylko to czego chcemy doświadczać, iluzji świata czy poznania siebie samych jako ostatecznej i najwyższej rzeczywistości.
Można tylko wskazać drogę. Każdy dokonuje wyboru sam. Kto chce widzieć materialny świat jako podstawę rzeczywistości będzie to widział, gdyż świadomość jest całkowicie wolna. Skoro nie ma nic oprócz świadomości, nie ma też nic co by ją mogło zniewolić.
Kto chce wierzyć w dobro i zło, i Boga, który stworzył świat, będzie widział świat z oscylującym dobrem i złem i wierzył w takiego Boga i mogą mu się nawet "wyświetlać" objawienia maryjne.
Przekonywanie innych, że jakaś wizja świata jest bardziej prawdziwa niż inna, nie ma sensu, gdyż jest to jak spór, który ze snów, śnionych przez dwie osoby, jest bardziej prawdziwy.
W poznaniu siebie jako najwyższej samoświadomości jest całkowita błogość, szczęście, radość, miłość. Nie jest to opisywalne, gdyż żadne z doświadczeń dostępnych w iluzji świata nie jest choćby w drobnej części tak wspaniałe i doskonałe.
Śmierć prawie nigdy nie prowadzi do najwyższego samopoznania, gdyż śmierć jest tylko treścią świadomości i prowadzi do innych treści, którą może być inne życie, nicość, itd., dalsze iluzje.
To co nazywamy Bogiem jest więc bliżej niż nasza skóra, bliżej nic cokolwiek, bo jak bardzo można oddalić się od siebie samego? Tylko w iluzji.