kropidlo5
20.03.13, 21:06
Mam pytanie, ktore wlasciwie od dawna chcialem zadac wierzacej osobie, celem uzyskania wgladu w myslenie odnosnie pewnej kwestii.KWestii wolnej woli, ktora jest dla mnie podstawowa nielogicznoscia w religii.
Zacznijmy od tego- mozemy zalozyc, ze czlowiek ma wolna wole, albo jej nie ma. Nie ma form posrednich. Przy zalozeniu, ze czlowiek ma wolna wole, i ze ta wolna wola jest udzialem wszystkich ludzi, implikacja jest wniosek ze Bog nie ma wplywu na zycie ludzi. Taki wplyw bylby niezgodny z wolna wola.
Zatem, niezasadna i bezcelowa jest modlitwa- blagalna, dziekczynna, jakakolwiek. Zarazem, jesli Bog nie ma wplywu na to, co dzieje sie na ziemii, nie moze tez brac sie za rozsadzanie co jest dobre a co zle. Sad ostateczny bylby co najmniej uzurpacja. Jak bowiem sadzic ludzi, ktorym dano wolna wole, ale nie dano tych samych warunkow wyjsciowych?
Jesli Bog z kolei ma wplyw na nas, to jako ludzie nie mamy wolnej woli. A jesli jej nie mamy, to nie odpowiadamy za wlasne czyny. Nier mozemy byc ukarani ani wynagrodzeni po smierci, z tego powodu. Ta koncepcja przypomina mi koncepcje predestynacji, albo innymi slowy- MAtrix.
Przy tym zalozeniu, sad ostateczny, modlitwa, to sa pwnego rodzaju sceny teatralne, gdzie odbywa sie spektakl wedle z gory zalozonego scenariusza, z rozpisanymi rolami.
Pytanie: jak pogodzic te dwie sprzecznosci.