enrque111
06.04.15, 13:27
Od dłuższego czasu poszukiwałem idealnego ateisty, takiego który faktycznie nie miewa żadnych wątpliwości, czy Bóg istnieje, a nawet nad tym się nie zastanawia. Ateisty, który jest nim od urodzenia aż do śmierci i nic oraz nikt nie jest w stanie skłonić go do żadnego teizmu, do żadnej wiary, ani myślenia. Ateisty, którego jedynym celem jest przeżyć aż do śmierci, żyć „pełnym pyskiem” – nurzać się w jedzeniu, piciu, kopulowaniu i innych przyjemnościach cielesnych.
Wreszcie znalazłem takiego ateistę, właściwie całe ich stada, które żyją obok nas i wśród nas od niepamiętnych czasów – mogę nawet powiedzieć, że liczebnie znacznie przewyższają istoty wierzące, obdarzone duchową refleksją, potrafiące wyrwać się ponad byt materialny i obracać się w duchowym bogactwie nadprzyrodzoności. Tak, domyślacie się, owymi „ateistami doskonałymi” są zwierzęta.
Dlaczego zwierzę jest ateistą idealnym ?
Po pierwsze nie wierzy w bogów, ani w żadne byty niematerialne.
Po wtóre, całkowicie oddane jest materii, tzn. nurza się w doczesnych uciechach: kopulacji, piciu i zakąszaniu, nie myśląc co będzie po śmierci.
Po trzecie, dla zwierza życie, własne życie jest najważniejsze - dla jego podtrzymania może zrobić wszystko, dopuścić się wszelkich niegodziwości, ponieważ pojęcie „niegodziwości” jest mu obce. Ateista ludzki już taki idealny nie jest. Skażony jest zawsze jakąś wiarą (wierzy np. w różne gusła i zabobony, horoskopy, wróżby, orientalną duchowość, reinkarnację, ewolucję, powstanie życia z martwego atomu, człowieka z ameby, czy „wielki samopał”).