Dodaj do ulubionych

Fatima 1916

20.12.19, 18:12
Fatima jest maleńką i bardzo ubogą wioską w Portugalii.Ma tylko 12 chat z kościołem i cmentarzem.Troje dzieci, 10 letnia Lucia Dos Santos, 9-cio letni Francesco Marto i 7-mio letnia Giacinta Marto przez 3 razy (na wiosnę,w lecie i w jesieni) miały wizję (wspaniałego anioła) “.....Nagle podniósł się silny wiatr który zginał drzewa i natychmiast zobaczyliśmy ponad drzewami oliwkowymi figurę która zbliżała się do nas.Przypominała młodzieńca 14,15- letniego bardzo pięknego, bardziej białego od śniegu i cała postać była przeźroczysta jakby ze szkła.Byliśmy zaskoczeni i zachwyceni.Kiedy zbliżył się do nas powiedział: „Nie bójcie się.Jestem Aniołem Pokoju,Módlcie się ze mną “. I klęcząc czołem dotknął ziemi.”
To były tylko dzieci o czystych myślach, z zagubionej wioski portugalskiej, w realiach 1916 roku. Nie chodziły do szkoły, nie mialy kontaktu z zewnętrznym środowiskiem. Nie wyobrażały sobie minimalnie przyszłych interesów ekonomicznych. To co opowiedziały musiały więc widzieć.Nie mogłyby sobie wymyslić.Nie mam konkretnych podstaw aby wątpić, ergo istoty nie z tej ziemi istnieją i ukazują się.Jeśli tak to .......? Zdaję sobie sprawę, że pierwsza, ustna, originalna i leksykalnie uboga wersja dzieci została zmodifikowana w czasie licznych wysłuchań, ale to nie zmienia samej istoty faktów.
Proszę uprzejmie o konkretny konfront opini..
Obserwuj wątek
    • pocoo Re: Fatima 1916 20.12.19, 19:41
      Faktem jest, że dwoje dzieci w krótkim czasie straciło życie, a jedną dziewczynkę do śmierci zamknięto w klasztorze.Może to nagroda od tego anioła śmierci.
    • feelek Re: Fatima 1916 20.12.19, 23:51
      To niżej było w 1988 w Turcji. Grupa studentów podróżowała po Anatolii wtedy, gdy jeszcze nie krążyły tam masowo autokary z częstotliwością 1/5 minut. Akcja działa się w średniej wielkości mieście, trochę na uboczu szlaków turystycznych. Na miejscowym bazarze studenci stali się chwilową atrakcją, wszyscy ich do siebie zapraszali, stanęło na tym, że trafić mieli wieczorem na ucztę z pieczeniem barana. W pokoju hotelowym takim za 2 $, jeden ze studentów zaczął przed innymi roztaczać wizje, że to wszystko to spisek miejscowej mafii, która ma zamiar wszystkich ich na tej uczcie pogwałcić i pozabijać. Doszło do zbiorowej, napędzającej się wzajemnie psychozy strachu, wszyscy przyjęli wersję kolegi, przytaczali na potwierdzenie jego przypuszczeń własne spostrzeżenia. Na ucztę nie poszli.
      Przez następne dni sami z siebie się śmiali, że takie coś, spiskowa teoria etc.
      Po tygodniu zostali w istocie napadnięci podczas autostopu, cudem udało im się wyjść cało. No może nie tyle cudem, co własną kreatywnością w momencie zagrożenia.

      Ww. przytaczam aby unaocznić, że zdarzają się sytuacje zbiorowego kreowania rzeczywistości ponad to, co się wydarza. To dzieje się tym bardziej im rozmaite szczegóły, szczególiki układają się w jakąś całość, która nie musi być rzeczywistością. Tym bardziej, że te poskładane w całość przypuszczenia czasem ... jednak okazują się realne.

      W Fatimie, Medjugorie, tysiącach innych miejsc dzieją się rzeczy, które wielu uważa za nadprzyrodzone. W pewnym momencie nie udaje się oddzielić realnego od zmyślonego. Wokół pastuszków pojawiło się wiele osób, które w dobrej wierze pytały dzieci czy "Ta pani" nie powiedziała może tego czy tamtego. Co dzieci w dobrej wierze czasem potwierdzały nie pamiętając na końcu czy tak było czy nie.

      Czy jest stan zakłamania w dobrej wierze?
      Uważam, że tak. Osoby wierzące mimo wszystko odpychają czasem najoczywistsze fakty co im nie pasują do obrazka. Ostatnio takie coś obserwowałem przy okazji wystąpienia pewnego księdza ze stanu kapłańskiego. Spotkałem się z przypadkiem wypierania tego pomimo wszystko, w imię tego, że ten fakt burzył komuś jego wizję Świata, gdzie jest dobry Bóg, dobzi są w niego wierzący, w tym Świecie księża NIE doświadczają kryzysu swej wiary, a wszelkie informacje na ten temat to "komunistyczne kłamstwa".

      Wizje zaistnienia jakiegoś nadprzyrodzonego wydarzenia są związane z wiarą. Nie ulegają nim ludzie nastawieni sceptycznie. Wierzący dodają od siebie różne rzeczy. Zauważają szczegóły, których inni nie widzą. Ci, co niczego nie dostrzegli po jakimś czasie przypominają sobie różne rzeczy, sami już nie pamiętają skąd je usłyszeli. Biorą za SWOJE spostrzeżenia innych, którzy je usłyszeli od kogoś, a opowiadają, że sami coś widzieli.

      Ostatnio był u mnie hydraulik, który opowiedział mi o wynalazku z dziedziny fotowoltaiki: będzie w użyciu farba, którą się pomaluje dach i ten dach będzie miał cechy panelu fotowoltaicznego. Ucieszyłem się, bo sam usłyszałem o tym, ucieszyło mnie, że to nabiera realnych kształtów, skoro hydraulik mi o tym opowiada. Potem przypomniałem sobie, że sam mu to 2 miesiące temu opowiedziałem.

      Tak to działa: w pewnym momencie relacje się mnożą, nakładają, działa efekt sprzężenia zwrotnego.

      ps. ja wiem, że język jest żywy, tworzą się nowe wyrazy: dzban, iksde, jesieniara...
      ale konfront??? Litości!!
      • pocoo Re: Fatima 1916 21.12.19, 06:52
        Fatima.Prości ludzie, analfabeci .Zasób słów, którymi się posługiwali był taki, jaki był konieczny.Dzieci, pastuszkowie i cud na wieki wieków.Przecież te dzieci nie rozumiały, co się do nich mówiło.Musiałyby mieć komputerową pamięć, aby przekazać tajemnice fatimskie w takiej formie, w jakiej istnieją w katolicyzmie.
        Wiara w to, to kpina z ludzkiej inteligencji.
        • kociak40 Re: Fatima 1916 21.12.19, 12:29

          "Wiara w to, to kpina z ludzkiej inteligencji." - pocoo

          W KK na Fatimie, jedni zacierają ręce, a drudzy ślady.

          --
          -----
          "Czas spędzony z kotem, nigdy nie jest stracony"
          • mim1652avo Re: Fatima 1916 21.12.19, 17:45
            Dziękuję za interesujace komentarze z którymi mogę tylko się zgodzić.
            Wracam do samego początku tej historii, zostawiam absolutnie to co było potem i znowu pytam: czy te dzieci to wszystko – powtarzam, wracam do samego początku, 1916 rok - sobie wymyśliły? Czy, jednak coś, kogoś widziały? Może wizję niematerialną, antropomorfą, w obrębie długości fal elektromagnetycznych odpowiadających naszemu światłu? Jak podają źródła w języku portugalskim, lokalny proboszcz który był pierwszą osobą obcą do której rodzice dzieci się zwrócili wytłumaczył wizje jako zjawisko diabelskie i zabronił kontynuacji.Te dzieci jednak coś, kogoś widziały.Tak lub nie? Powtarzam, jeśli tak to znaczy że jest ewentualinie wymiar którego nie znamy?Co o tym i tylko o tym myślicie?Zapytanie raczej w obrębie ufologi niż wiary.
        • feelek Re: Fatima 1916 21.12.19, 18:08
          moim zdaniem to jest bardziej złożone.
          Relacje, fakty, zmyślenia się mnożą.
          ludzie oczekują rzeczy, które się wydarzyły, albo nie wydarzyły, nabiera to cech realnych gdy nikt nie panuje nad ilością świadectw, relacji
          Ja bym tego kpiną nie nazwał. Objawienia są odpowiedzią na oczekiwanie , że coś/ktoś wyjdzie naprzeciw
          czyjejś bezradności: chorobie, śmierci. To, co się dzieje obok objawień może, choć nie musi być cyniczne.
          Władze kościelne są powściągliwe w uznawaniu objawień. Można powiedzieć, że robią tak obawiając się konkurencji. Można też zauważyć, że jakiś urzędnik kościelny jest "stawiany pod ścianą".
          W np. sprawie objawień Matki Boskiej z Guadelupe było tak, że miejscowy biskup ogłosił, że to nie jest prawda.
          O mało nie zginął z ręki oburzonego wierzącego w nie.
        • feelek Re: Fatima 1916 21.12.19, 19:42
          pocoo: "Wiara w to, to kpina z ludzkiej inteligencji."

          to moim zdaniem uproszczenie
          był film w National Geografic (?), Discovery (?), gdzie w sposób dość wiarygodny pokazano całe zdarzenie. Nie da się tak po pocoowemu pozamiatać jednym jakimś stwierdzeniem. Ww. nie znaczy, że ja te fatimskie rzeczy przyjmuję. Jest tam więcej złożonych spraw, np. film mówi się o zdarzeniach typu, że podczas tych objawień obecni wierzący/niewierzący obserwowali jakieś zjawiska: słońce zaczęło świecić w dziwny sposób, co sceptycy potrafią wytłumaczyć, a tzw. wierzący przyjmują za cud (kościół oficjalnie).

          Ale czy tu jest atmosfera, aby o tym dyskutować? Najzwyczajniej zakończy się na kilku uproszczonych stwierdzeniach. Nie ma tu niestety klimatu do pogłębionej dyskusji. Z całym szacunkiem dla kogokolwiek. My nie jesteśmy jakimiś zgłębiającymi sprawę badaczami, a co najwyżej powtarzamy czyjeś opinie. Niech się mim nie spodziewa cudów (sic!).
          • pocoo Re: Fatima 1916 21.12.19, 20:07
            feelek napisał:

            > Nie da się tak po pocoowemu pozamiatać jednym jakimś
            > stwierdzeniem.

            Dawniej zdarzały się cuda.Nawet obcięta noga odrosła. Jeżeli te dzieci były wybrane do przekazania tych "tajemnic", to dlaczego dwoje umarło, a jedną dziewczynkę zamknięto w klasztorze i zakneblowano jej usta.To też fatimski cud.
            XXI wiek.Polska.Stoją katolicy i gapia się na chmury. Czekają na znak z nieba
            - patrz pani monstrancja,
            - no co pani, to różaniec,
            -jaki różaniec? Pani patrzy, cudowna panienka jak żywa.
            -gdzie pani to widzi...
            itd
            Polska.XXI wiek i takie cudactwa.
            • feelek Re: Fatima 1916 21.12.19, 22:29
              Ja byłem w Fatimie.
              Nie była Fatima celem mojej podróży. Jak się jest na "objazdówce"po Portugalii [Belem- Hieronimites, Fatima, Coimbra, Porto, Braga, Gimaraes, Barcelos ... inne] , trafia się i tam.
              Nie podchodzę do spraw religii pryncypialnie, nie zostałem w autobusie. Był tam przewidziany nocleg, co raczej nie było zmową kleru i firmy turystycznej. tak wypadło.

              Jest tam taki granitem wyłożony dziedziniec, coś z 200m.
              Obok jest miejsce, gdzie ludzie z różnymi dolegliwościami składają rozmaite części ciała z wosku, jak należy rozumieć- w intencji aby im Matka Boska Fatimska je - te części ciała - uzdrowiła.
              Niestety tej części ciała z wosku, która mi dolega (kręgosłup), tam nie mieli.
              Ludzie potrzebujący pomocy przemierzają ten granitowy dziedziniec na kolanach.
              Chcą aby Matka Boska im, ich bliskim pomogła.

              Jeśli Pocoo powie, że to głupcy, to w ani jedną literę z takiej jej wypowiedzi nie uwierzę.

              Moi bliscy, co nie chodzą do kościoła, ale nie są też cynicznymi antyklerykałami pokonali ten dziedziniec na kolanach w mojej intencji, o czym ja nie wiedziałem.
              Niestety Matka Boska Fatimska mnie nie uzdrowiła, na co ja ani trochę nie liczyłem. No nie obraziłbym się, gdyby jednak zmieniła zdanie i to zrobiła.
              Jednak, jak podobno stwierdziła: "Nie wszyscy będą uzdrowieni" więc pretensji nie miałem i nie mam.
              Życia tylko trochę szkoda.
              • kociak40 Re: Fatima 1916 21.12.19, 22:59

                "Moi bliscy, co nie chodzą do kościoła, ale nie są też cynicznymi antyklerykałami pokonali ten dziedziniec na kolanach w mojej intencji, o czym ja nie wiedziałem." - feelek

                Wiemy, że nie ma cudów, ale z przyjemnością w nie wierzymy.
                Nie każde pragnienie można zaspokoić wielkim piciem, dla urozmaicenia można cudami.

                --
                -----
                "Czas spędzony z kotem, nigdy nie jest stracony"
                • feelek Re: Fatima 1916 21.12.19, 23:13
                  nie cynizuj

                  q... wiedziałem, że ktoś to wyśmieje

                  może to jest przyczynek do tej tu dyskusji:
                  gdybyś wiedział ty, ateisto, że możesz spróbować pomóc nie przeszedłbyś tego dziedzińca na kolanach?
                  szansa jest właściwie żadna, ale...
                  w imię zasad i: nie?
                  ja, gdybym ani trochę nawet nie był wierzący, zrobiłbym to bez najmniejszego wahania
                  • kociak40 Re: Fatima 1916 21.12.19, 23:24

                    "gdybyś wiedział ty, ateisto" - feelek

                    Granice bezczelności przekraczasz bez paszportu.
                    Widać, że często mylisz szczerość z bezczelnością.

                    --
                    -----
                    "Czas spędzony z kotem, nigdy nie jest stracony"
                    • feelek Re: Fatima 1916 21.12.19, 23:33
                      sorry, ale: "...ateisto..." nie było do pana, a był to wołacz o znaczeniu ogólnym
                      [ja przecież nie wiem kim pan jest]
                      ja nie będąc ateistą, ani człowiekiem tzw. "wierzącym" chciałem się odnieść do całości dyskusji tego wątku
                      ----
                      pytanie jest i wisi
                      pan TEŻ może na nie odpowiedzieć, choć skierowałem je do kogokolwiek, nie tylko do ateistów
                      • pocoo Re: Fatima 1916 23.12.19, 18:04
                        feelek napisał:

                        > sorry, ale: "...ateisto..." nie było do pana, a był to wołacz o znaczeniu ogóln
                        > ym

                        > pytanie jest i wisi
                        > pan TEŻ może na nie odpowiedzieć, choć skierowałem je do kogokolwiek, nie tylko
                        > do ateistów

                        Chciałam odpowiedzieć, ale zabrakło mi słów.
                        • feelek Re: Fatima 1916 23.12.19, 19:12
                          niczego pytając nie prowokowałem

                          według mnie to jest ciekawy temat do dyskusji tutaj, dla tych, co tu przychodzą (odsiewam tych antyklerykałów, którym zależy na dowalaniu; tych antyklerykałów, którym zależy jeszcze na przemyśliwaniu różnych rzeczy pytam też).

                          Pytanie, przypominam, jest następujące:

                          Gdybyś wiedział że możesz spróbować pomóc nie przeszedłbyś tego dziedzińca [w Fatimie] na kolanach?
                          Nie wierzysz, szansa jest właściwie żadna, ale...
                          1. Pryncypialnie; Nie nie zrobię tego, w imię zasad, uważam, że takie rzeczy jak jakaś nadprzyrodzona pomoc nie istnieje,
                          2. zrobię to, choć głęboko, jak tylko potrafię uważam, że takie rzeczy, jak akcja sił nadprzyrodzonych nie istnieje, zrobię, bo widzę beznadziejną męczarnię, zrobię to z .... miłości?

                          Sam nie wiem, co o ww. myśleć, ja tu zwyczajnie opisałem zachowanie tych, co tak zrobili, pomimo, że nie praktykują, ale też nie krytykują - nie praktykują aktywnego antyklerykalizmu. Ja uważam, że to bardziej skomplikowane niż, jak tu sugerowano: wiemy, że cudów nie ma, ale w nie wierzymy.
                          • donmarek Re: Fatima 1916 24.12.19, 07:33
                            >Gdybyś wiedział że możesz spróbować pomóc nie przeszedłbyś tego dziedzińca [w Fatimie] na kolanach?
                            ABSURD. Pytanie, samo w sobie jest sprzeczne! Albo wiem, albo wierzę. Nie ma czegoś takiego jak, wiem, ale wierzę!

                            --
                            Nie religia/katecheza tylko najpierw MATEMATYKA, FIZYKA, CHEMIA!
                            I stworzył człowiek boga. Na obraz i podobieństwo swoje.
                            Więc sam sobie jestem bogiem. Mój bóg to Ja!
                            • feelek Re: Fatima 1916 24.12.19, 14:13
                              czyli pan panie donmarek "Gdybyś wiedział że możesz spróbować pomóc nie przeszedłbyś tego dziedzińca [w Fatimie] na kolanach..."
                              Pan nie zrobiłby tego?
                              Dzięki za odpowiedź.

                              Sytuacja z takim pytaniem jest akademicką dyskusją.

                              To trzeba by być w czymś takim: ktoś kogo kochasz cierpi, a ty przejeżdżasz przez Fatimę. Dowiadujesz się o uzdrowieniach. Nie wiesz czy to prawda, czy sobie tylko tak opowiadają. Nie wierzysz w to. Ale tam ktoś beznadziejnie cierpi.
                              A ty go kochasz.
                              Nie wysiadasz z samochodu, mijasz tę miejscowość. Jedziesz dalej.

                              Tak panie Donmarek? Czy dobrze zrozumiałem?
                      • kociak40 Re: Fatima 1916 23.12.19, 19:14

                        "chciałem się odnieść do całości dyskusji tego wątku" - feelek

                        Ci, którzy dali z siebie wszystko są, jak wydmuszki z jajek.

                        --
                        -----
                        "Czas spędzony z kotem, nigdy nie jest stracony"
              • snajper55 Re: Fatima 1916 23.12.19, 19:03
                feelek napisał:

                > Nie podchodzę do spraw religii pryncypialnie, nie zostałem w autobusie. Był tam
                > przewidziany nocleg, co raczej nie było zmową kleru i firmy turystycznej. tak
                > wypadło.

                A dlaczego miałbyś zostać w autobusie? Ja też bym nie został. Tak samo jak nie zrezygnowałbym że zwiedzania świątyni Zeusa czy gaju druidów.

                > Jest tam taki granitem wyłożony dziedziniec, coś z 200m.
                > Obok jest miejsce, gdzie ludzie z różnymi dolegliwościami składają rozmaite czę
                > ści ciała z wosku, jak należy rozumieć- w intencji aby im Matka Boska Fatimska
                > je - te części ciała - uzdrowiła.

                Męskie członki też mają?

                > Niestety tej części ciała z wosku, która mi dolega (kręgosłup), tam nie mieli.
                > Ludzie potrzebujący pomocy przemierzają ten granitowy dziedziniec na kolanach.
                > Chcą aby Matka Boska im, ich bliskim pomogła.
                >
                > Jeśli Pocoo powie, że to głupcy, to w ani jedną literę z takiej jej wypowiedzi
                > nie uwierzę.

                Ja powiem. No bo jak można inaczej ich nazwać? Nawet naiwność ma swoje granice, za którymi zaczyna się królestwo głupoty.

                > Moi bliscy, co nie chodzą do kościoła, ale nie są też cynicznymi antyklerykałam
                > i pokonali ten dziedziniec na kolanach w mojej intencji, o czym ja nie wiedział
                > em.
                > Niestety Matka Boska Fatimska mnie nie uzdrowiła, na co ja ani trochę nie liczy
                > łem. No nie obraziłbym się, gdyby jednak zmieniła zdanie i to zrobiła.
                > Jednak, jak podobno stwierdziła: "Nie wszyscy będą uzdrowieni" więc pretensji n
                > ie miałem i nie mam.
                > Życia tylko trochę szkoda.

                Niech wejdą na kolanach na piramidę Cheopsa, to może Cheops się wstawi za nimi do Ra i Ra spełni ich życzenia.

                S.
                --
                Symetryści uważają, że winę za gwałt ponoszą symetrycznie obie strony.
    • suender Re: Fatima 1916 24.12.19, 20:28
      mim1652avo:

      > Fatima 1916

      Pozytywne konsekwencje Fatimy:

      "Ateizm był przyczyną mojego cierpienia:
      Chciałbym poruszyć w moim liście problem, który dotknął mnie i był przyczyną wielu moich nieszczęść. Nie tylko moich - także wielu ludzi w ciągu długich wieków... Mówię o ateizmie. To rzecz straszna: całkowite oddalenie się od Boga.
      Moja wiara zaczęła podupadać w siódmej klasie szkoły podstawowej. Zacząłem zadawać wiele pytań, na które nie potrafiłem odpowiedzieć. Kto stworzył świat i po co? Jaki jest sens mojego życia? Skoro jest Bóg, to dlaczego pozwala, by na świecie działo się tak wiele złego? Odpowiedź po jakimś czasie nasunęła mi się sama - Bóg nie istnieje, nie istnieje żadna siła wyższa. Wszystko wokół tłumaczyłem sobie w sposób naukowy, jeśli to tak można nazwać. Wszechświat powstał w wyniku wielkiego wybuchu. A co było na początku? Nicość. Życie na naszej planecie? Kolejny przypadek. Uważałem za przypadek całe otaczające piękno. Wszystko starałem się tłumaczyć racjonalnie. Jednak po krótkim czasie pojawiły się wątpliwości. Na niektóre pytania nie mogłem znaleźć odpowiedzi. Powoli zacząłem nienawidzić całego świata. Ukojenia szukałem w alkoholu, który szybko przestał wystarczać. Pierwsze wzięcie narkotyków było równie łatwe, jak pierwszy łyk wina... Ach, jak lekko się człowiek czuje po tym, jak wspaniale! Jednak to trwa tylko jakiś czas. Po krótkim stanie euforii i ucieczki od wszystkich problemów przychodzi ból głowy i złe samopoczucie, a co najgorsze - rozgoryczenie i uczucie pustki, odrzucenia, bezsilności. To wszystko się cyklicznie powtarza.

      Mijał czas, byłem już w liceum. Odrzuciłem narkotyki i alkohol, ale nadal byłem odwrócony plecami do Boga. Uczucie pustki, nienawiści do całego świata i do siebie nasilało się, czułem się okropnie. Czasami siadałem w pokoju i płakałem, nie wiedząc czemu. Patrząc na wszystko, co mnie otaczało, czułem wstręt. Jakiś wewnętrzny głos mówił mi, że wszyscy ludzie mnie nienawidzą i jedyne ukojenie znajdę we własnej śmierci. Teraz wiem, że był to głos największego kłamcy i wroga człowieka - szatana. Do Kościoła czułem wstręt. Nie mogłem patrzeć na krzyż. Wywoływał on we mnie odrazę. Słowa Chrystusa w Piśmie św. uważałem za totalny nonsens i nie mogłem ich czytać. Żyłem opleciony mackami grzechu w przeróżnej postaci. Raniłem innych ludzi, śmiejąc się z ich wiary. Czułem się dobrze wśród takich jak ja. Każdy dzień mojego życia wydawał się niczym nie różnić od innych. Moje życie cechowała monotonia: szkoła, telewizja, sen, szkoła, telewizja... Nieznośna monotonia. Bezsens istnienia, życie w grzechu, codzienny samogwałt, traktowanie ludzi jak przedmioty, które można wykorzystać, a potem wyrzucić. Tak wyglądało moje życie, ale do czasu...

      Jezus chciał, żebym do Niego powrócił. Pewnego dnia, po koncercie ewangelizującej kapeli rockowej poczułem potrzebę rozmowy. Rozmawiałem z dwójką młodych ludzi zakochanych w Bogu. Miałem dość już mojego codziennego życia, pełnego bólu i rozgoryczenia. Chciałem zmiany i nie wiedziałem, że ona jest tak blisko mnie. Rozmawiając z tymi ludźmi nie czułem jakoś odrazy do ich słów wielbiących Boga. Naprawdę chciałem powrotu do Boga, tylko nie wiedziałem, jak to zrobić. Odczuwałem potrzebę, żeby ktoś przemówił do mnie językiem Jezusa, językiem Miłości, który dotrze do mnie i znów pozwoli kochać innych. Chrystus przemówił do mnie przez tamtych ludzi. Rozwiał moje wątpliwości, wszedł do mojego serca i teraz już nie pozwolę Mu wyjść za żadne skarby świata. Napełnił mnie Swoją miłością. Po tamtym wydarzeniu przyszedłem do domu i zacząłem czytać Pismo św. Już nie czułem odrazy do słów Jezusa: chłonąłem je całym sobą. Tej nocy nie mogłem zasnąć. Ciągle czułem obecność jakiegoś niezmierzonego dobra. Zrozumiałem, że przyczyną mojego wewnętrznego bólu był ateizm, za którym kryje się szatan. Wyspowiadałem się i przyjąłem Ciało Chrystusa. Po Mszy usiadłem przed ołtarzem i zacząłem płakać rzewnymi łzami. Czułem, jak Miłość Chrystusa wypełnia całą mą duszę. To był płacz szczęścia i działanie Boga... Jezus swoją Miłością wyciągnął mnie z macek szatana i przywrócił sens życia. Dzięki Ci Boże!"

      adonai.pl/swiadectwa/?id=61

      Dziękuję za uwagę i życzę przyjemnego czytania, - ot co, ...............
      • donmarek Re: Fatima 1916 25.12.19, 14:03
        Rozpłakałem się.:D :D :D Głupi czy o drogę pyta ???
        Tylko, że na co dzień oglądam KATOLIKÓW będących alkoholikami, tyranami dla swoich najbliższych, żony, dzieci, matki, ojca.

        --
        Nie religia/katecheza tylko najpierw MATEMATYKA, FIZYKA, CHEMIA!
        I stworzył człowiek boga. Na obraz i podobieństwo swoje.
        Więc sam sobie jestem bogiem. Mój bóg to Ja!
        • feelek Re: Fatima 1916 25.12.19, 16:00
          ale przecież ta relacja, nie wiadomo po co do tego wątku wklejona, ma już wiele lat, nawet tu gdzieś o tym wzruszającym przejściu na właściwą stronę mocy , w innym wątku jest.
          W jej propagowaniu specjalizuje się Fronda?
          Wklejający musi mieć podobne doświadczenia.

          Mnie podoba się inna historia.

          W szkole podstawowej w X. 10 letnia Małgosia nosiła między zeszytami obrazek Matki Boskiej.
          Jej nauczycielka odnosiła się do tego w sposób drwiący i kpiący.
          Wielokrotnie śmiejąc się pytała w czym też Matka Boska Małgosi pomogła.
          Szykanowała Małgosię, wystawiała złe oceny.
          - I co pytała Małgosię - dostałaś dwóję i Matka Boska nic na to nie poradziła.
          Nagle głos kpiącej uwiązł jej w gardle. Zachrypiała, próbowała odkaszlnąć. Bezskutecznie. Zaczęła chrypieć coraz mocniej. Nic nie pomagało. Kaszląc coraz głośniej, nauczycielka sina upadła na podłogę i po krótkim czasie udusiła się.
          Małgosia spojrzała na trupa nauczycielki i uśmiechnęła się. Z prawdziwą radością popatrzyła na święty obrazek. - Dziękuję ci Matko Boska - pomyślała Małgosia. Od tego czasu przestała się uczyć, cały czas poświęcając na modlitwę. Ukończyła studia, zawsze odbywało się to w zagadkowy sposób bo nie widziano jej z inną książką w ręku niż książeczka do nabożeństwa. W krótkim czasie została ministrem i premierem pewnego kraju średniej wielkości.
          [za: "Rycerz Dziewicy"]
          • kociak40 Re: Fatima 1916 25.12.19, 19:26

            "W krótkim czasie została ministrem i premierem pewnego kraju średniej wielkości." - feelek

            Duże problemy pozwalają na duże osiągnięcia.
            Czy nie skręciła karku, spadając z wysokości zadania?

            --
            -----
            "Czas spędzony z kotem, nigdy nie jest stracony"
      • feelek Re: Fatima 1916 28.12.19, 22:55
        Wypadki w Fatimie związane z tym, że 3 dzieci opowiadało, że spotkała pewną panią miały miejsce w istocie w 1917.
        Część ludzi uważa je za objawienia, część za wydarzenia.
        Nie mogę ich nazywać objawieniami, skoro ich za takie nie uważam.
        Nie odmawiam nikomu prawa do nazywania ich objawieniami.
        • mim1652avo Re: Fatima 1916 29.12.19, 18:00
          Feelek bardzo słusznie pisze wydarzeniach z 1917 roku.Ja zaczerpnąłem informacje ze żródeł portugalskich i włoskich i tam mówią też o faktach z 1916 roku, kiedy dzieci nie miały jeszcze licznych objawień “ pani „ i tego co potem było w 1917.Jak już pisałem, dzieci miały, miałyby, 3 razy wizję “ młodzieńca„.Po pierwszym „ukazaniu” na wiosnę 1916, najmłodsze z nich nie dotrzymało tajemnicy i wypaplało matce, która to zawołała drugie własne dziecko i ich kuzyna do wyjaśnień.Dzieci potwierdziły opowiadanie najmłodszego.Czy jest do przyjęcia, że one , za pierwszym razem, coś “nie z tej ziemi” mogły widzieć?
          • feelek Re: Fatima 1916 29.12.19, 18:28
            mim: "Czy jest do przyjęcia, że one , za pierwszym razem, coś “nie z tej ziemi” mogły widzieć?"

            no oczywiście, że jest to do przyjęcia
            na Świecie miliony dzieci widzą rozmaite rzeczy
            ale, aby doszło do wydarzeń/objawień musi być spełnionych jeszcze mnóstwo warunków.
            Nieodzowne jest, aby widzący CHCIELI coś nadzwyczajnego zobaczyć, Tam w Fatimie 100 000 ludzi objawił się "cud Słońca", które zaczęło nagle wirować jakby chciało spaść na Ziemię. Takie zjawisko jest także obserwowane gdzie indziej i związane ze specyfiką warunków atmosferycznych.
            Potrzebna była też atmosfera polityczna ówczesnej Portugalii. Rząd szykanował religijnych, a im bardziej szykanował, tym wydarzenia/objawienia były bardziej potrzebne.

            Ja nie widzę w tym niczyjego świadomego działania (że np. Kler poczuł się zagrożony i to wszystko sobie wymyślił). Myślę, że wydarzenia w Fatimie to nałożenie się rozmaitych wydarzeń wynikłych z wyobraźni dziecięcej, poczucia zagrożenia wierzących idiotycznym szykanowaniem religii przez władze, niewytłumaczalnych w tamtym momencie zjawisk atmosferycznych .

            Zjawiska objawień powtarzają się co jakiś czas w rozmaitych miejscach. Tylko czasem są "uznawane" przez Kościół. A przecież mechanizm jest zwykle taki sam i najbardziej polega na tym, że ludzie CHCĄ coś zobaczyć.
            Chcą aby ich wiara, co polega wyłącznie na przeświadczeniu, że coś jest, choć nijak tego nie daje się udowodnić, aby to coś przed sobą samym uwiarygodnić.

            Ja się nad tym nie zastanawiam bo mi to do niczego nie jest potrzebne: patrzę na Świat otwartymi oczyma i nie potrzebuję sobie niczego udowadniać.
          • kociak40 Re: Fatima 1916 29.12.19, 18:32

            "Czy jest do przyjęcia, że one , za pierwszym razem, coś “nie z tej ziemi” mogły widzieć?" - mim1652avo

            Mogły widzieć i wierzyć w to, co im pokazano. Wystarczyło ukazać się w białym prześcieradle
            i "słodkim głosem" powiedzieć: - "Jestem NMP" lub dowolną inną frazę. Małe, niepiśmienne
            dzieci uwierzą we wszystko.

            --
            -----
            "Czas spędzony z kotem, nigdy nie jest stracony"

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka