rkcb
06.09.07, 09:55
RICHARD DAWKINS
Religiol jest silnym narkotykiem oddziałującym bezpośrednio na ośrodkowy układ
nerwowy. Nawet w niewielkich dawkach może wywoływać poważne zaburzenia
zachowania, mające często charakter socjopatyczny lub autodestrukcyjny.
Zażywanie religiolu powoduje zmiany w mózgu dziecka, prowadzące do zaburzeń
myślenia w wieku dorosłym. Może być również przyczyną występowania opornych na
leczenie zespołów urojeniowych. Zamachy z 11 września 2001 r. były typowymi
przykładami zachowań pod wpływem religiolu – przed akcją porywacze zażyli
śmiertelne dawki tego specyfiku. Historycznie, uzależnienie od religiolu, tzw.
religiolizm, było główną przyczyną polowań na czarownice, prześladowań
heretyków i wymordowania przez konkwistadorów Indian w Ameryce Południowej.
Religiol był także główną przyczyną wojen w średniowiecznej Europie, a bliżej
naszych czasów – rzezi, jakie towarzyszyły rozpadowi Irlandii w 1920 r. i
Indii w 1947 r.
Wstanie odurzenia religiolem zdrowi psychicznie ludzie wycofują się z
normalnego życia i przyłączają do niewielkich, zamkniętych społeczności
nałogowych miłośników tej substancji. Głównym zajęciem tych zwykle
jednopłciowych komun jest energiczne, a niekiedy wręcz obsesyjne zwalczanie
życia seksualnego. Uporczywe dążenie do ograniczenia swobód seksualnych jest
najczęściej spotykanym symptomem tej formy uzależnienia, skądinąd dającego
najróżniejsze, niekiedy bardzo dziwaczne objawy. Wiele wskazuje na to, że
wbrew temu, czego można by się spodziewać, religiol nie obniża popędu
seksualnego u osób uzależnionych – rodzi w nich tylko przemożną potrzebę
pozbawienia innych ludzi wszelkiej, związanej z seksem przyjemności. W
ostatnich latach kompulsja ta przejawia się najczęściej w obsesyjnym
potępianiu homoseksualistów.
Tak jak w przypadku innych narkotyków, dobrze oczyszczony religiol w małych
dawkach jest niemal nieszkodliwy, a niekiedy – przy okazji takich wydarzeń jak
małżeństwa, pogrzeby lub uroczystości państwowe – bywa nawet przydatny.
Eksperci nie zgadzają się co do tego, czy to stosunkowo niewinne, towarzyskie
zażywanie religiolu może prowadzić do cięższych form uzależnienia.
Większe dawki religiolu, choć nie prowadzą do trwałego uszczerbku na zdrowiu,
mogą wywoływać zaburzenia percepcji i fałszywe przekonania, które nie tylko
nie mają podstaw w rzeczywistości, ale są także odporne na jakiekolwiek
argumenty i dowody pochodzące ze świata realnego. Pozostający pod wpływem
religiolu nierzadko wygłaszają płomienne przemowy do nieobecnych lub mamroczą
coś do siebie, najwyraźniej w przekonaniu, że dzięki temu spełnią się ich
osobiste życzenia, nierzadko kosztem innych osób lub z naruszeniem praw
fizyki. Zachowaniom tym towarzyszą tiki, gesty lub maniakalne stereotypie,
takie jak rytmiczne, wielokrotne pochylanie się przed ścianą lub też tzw.
kompulsywno-obsesyjny zespół orientacyjny (KOZO – zwracanie się w stronę
wschodu pięć razy dziennie).
Duże dawki religiolu wywołują halucynacje. Osoby odurzone słyszą głosy lub
widzą postacie, które zdają im się tak realne, że potrafią przekonać innych o
ich istnieniu. Osoby szczególnie przekonująco relacjonujące treść tych
halucynacji otoczone są czcią i traktowane jak przywódcy przez innych nałogowców.
Chroniczne nadużywanie religiolu może prowadzić do tzw. bad tripów, czyli
przykrych, a nawet przerażających halucynacji, którym towarzyszy lęk przed
torturami – nie w świecie realnym jednak, lecz w będącym produktem chorej
fantazji miejscu, do którego prowadzący życie seksualne ludzie trafiają po
śmierci. Wizjom tego rodzaju towarzyszy zwykle silne poczucie winy, tak
charakterystyczne dla tego typu uzależnień. Najczęściej spotyka się obsesyjne
lęki związane z rzekomo niedozwolonymi formami życia seksualnego.
Kultury ukształtowane pod wpływem religiolu należą do najbardziej punitywnych,
przy czym wachlarz stosowanych kar jest bardzo szeroki i obejmuje zwykłe
klapsy, chłostę, kamieniowanie (zwłaszcza za stosunki pozamałżeńskie – również
w przypadku gwałconych kobiet), odcinanie rąk, aż po fantazyjne tzw. kary
krzyżowe, gdy za grzechy popełnione przez kogoś odpowiada zupełnie inna osoba.
Ktoś mógłby pomyśleć, że tak niebezpieczną i uzależniającą substancję
umieszczono na jednym z pierwszych miejsc listy zakazanych środków
odurzających i że wszyscy, którzy przyczyniają się do jej rozpowszechniania,
będą przykładnie karani. Nic bardziej błędnego! Prawda jest taka, że obrót
religiolem jest legalny, a substancja jest łatwo dostępna na całym świecie,
nawet bez recepty. Liczni dilerzy, zorganizowani w hierarchiczne kartele,
jawnie handlują religiolem na ulicach miast lub w specjalnie w tym celu
wznoszonych budowlach. Niektórzy z nich wyspecjalizowali się w obskubywaniu
biedaków, którzy nie potrafią się oprzeć wynikłym z uzależnienia potrzebom.
Szefowie większości karteli są ludźmi bardzo wpływowymi i mogą liczyć na
życzliwość władz: królów, prezydentów i premierów. Rządy nie tylko przymykają
oczy na handel religiolem, ale wręcz wspierają go, udzielając handlarzom
zwolnień podatkowych. Co gorsza, subsydiują działalność szkół, powoływanych
specjalnie po to, by uzależniać dzieci od tej groźnej substancji.
Do napisania tego artykułu skłonił mnie widok uśmiechniętej twarzy pewnego
Balijczyka. Ów młody człowiek z ekstatyczną radością przywitał wyrok śmierci
wydany na niego za brutalne zamordowanie kilkuset turystów, których nigdy
przedtem nie spotkał i do których nie żywił osobistej urazy. Niektórzy z
obecnych na sali sądowej ze zdumieniem spostrzegli, że człowiek ten nie okazał
ani krzty poczucia winy. O żadnym poczuciu winy nie mogło być nawet mowy. Po
ogłoszeniu wyroku skazaniec wzniósł pięść do góry w triumfalnym geście. Nie
posiadał się ze szczęścia, że już wkrótce zostanie zaliczony w poczet
„męczenników” – by użyć terminu używanego w tej grupie osób uzależnionych.
Nie popełnijcie błędu! Jego promienny uśmiech, którym powitał myśl o spotkaniu
z plutonem egzekucyjnym, to uśmiech ćpuna. To klasyczny, wręcz archetypalny
wzór narkomana po zażyciu ogromnej dawki wysokooktanowego religiolu.
Cokolwiek byście myśleli o teoriach sprawiedliwej odpłaty i odstraszenia,
uzasadniających stosowanie kary śmierci, zgodzicie się zapewne, że mamy tu do
czynienia z przypadkiem szczególnym. Męczeństwo to dziwna zemsta na kimś, kto
marzy o męczeństwie. Nie tylko nikogo nie odstrasza, ale wręcz pozyskuje
nowych męczenników. A najważniejsze w tym wszystkim jest to, że sam problem
nigdy by nie powstał, gdybyśmy lepiej chronili dzieci przed zażywaniem
substancji, która ma tak fatalny wpływ na ich i nasze dorosłe życie.
Tłum. ANDRZEJ DOMINICZAK _ Przegląd _ 12 SIERPNIA 2007 r.