02.04.08, 19:09
Składamy Panu dziękczynienie za to, że dał Kościołowi tego wiernego
i odważnego sługę" - powiedział Benedykt XVI podczas mszy,
odprawionej w trzecią rocznicę śmierci Jana Pawła II. I porównał
życie swego poprzednika do życia Jezusa. Zwracając się do Polaków,
Benedykt XVI podziękował za jego życie i dzieło.
Obserwuj wątek
    • vobiska1 Re: 21.37 02.04.08, 19:25
      Religia


      Tadeusz Szawiel/01.04.2008 14:42
      Czas na charyzmatyków
      Gwałtowne i głębokie procesy modernizacji w Polsce nie wywarły
      praktycznie wpływu na poziom praktyk religijnych
      Europejskie chrześcijaństwo także nie jest przeszłością zamkniętą w
      muzeum.
      REKLAMA
      Czytaj dalej



      Polska to najbardziej religijny, obok Irlandii i Włoch, duży kraj
      Unii Europejskiej. Od początku lat 90. dokonują się w nim jednak
      radykalne zmiany ustrojowe, polityczne i gospodarcze. Wiadomo, że
      procesy modernizacji zwykle pociągają za sobą zmiany w wartościach.
      Setki tysięcy młodych ludzi wyjeżdżają – na dłużej lub krócej – do
      krajów Europy Zachodniej.

      I jeszcze jedna kwestia: odszedł Jan Paweł II. Jego śmierć zamknęła
      pewną epokę i stała się okazją do nowego spojrzenia na siebie.
      Spowodowała, po pierwsze, zmiany w samoświadomości; jednym z
      rezultatów jest pojawienie się określenia "pokolenie JP2". Po
      drugie, trwa proces instytucjonalnego upamiętniania i dokumentowania
      dziedzictwa Jana Pawła II, choć trudno powiedzieć, na ile będą to
      inicjatywy żywe i kreatywne. Można powiedzieć, że istnieje potencjał
      i oczekiwanie, brakuje natomiast "formuły", która by spięła jedno z
      drugim. Być może, jak to ujął Benedykt XVI, potrzebni są "przede
      wszystkim charyzmatycy – ci, którzy potrafią rozpalić życie". Na to
      jednak nie mamy wpływu.

      Wiara mimo Europy

      Wiara religijna to nie tyle rodzaj przekonań i odpowiadające mu
      zachowania, ile pewien sposób życia. A życie jest także, a może
      przede wszystkim, tym, co się z nami dzieje i kim się staliśmy poza
      horyzontem naszych wyborów i samoświadomości. To, w jakim kraju i w
      jakiej rodzinie się urodziliśmy, jaki język jest naszym językiem,
      nie jest sprawą naszych wyborów. Podobnie wiara. Szansa, że ktoś,
      kto urodził się w Dreźnie, będzie osobą wierzącą, wynosi 27 proc.,
      ale jeżeli urodził się w Krakowie, to z prawdopodobieństwem ponad 90
      proc. będzie osobą wierzącą.

      Od początku polskich przemian formułowano obawy, że wraz z
      polityczną, gospodarczą i kulturową obecnością procesów, które w
      wielu krajach Europy Zachodniej doprowadziły do osłabienia
      religijności i Kościołów, odchodzenie od wiary i praktyk będzie
      miało miejsce również u nas. W Hiszpanii, z którą często się
      porównujemy, na początku lat 80. XX w. praktykowało regularnie (co
      najmniej raz w tygodniu) ponad 40 proc. dorosłej ludności, 25 lat
      później, w 2006 r. już tylko 19 proc., a wśród młodzieży (18-24
      lata) tylko 4 proc. Podobnie w Irlandii, gdzie w 1990 r.
      praktykowało regularnie 81 proc. dorosłych, niespełna 15 lat później
      (2004 r.) już 56 proc., a wśród młodzieży (18-24 lata) spadek
      praktyk był jeszcze wyraźniejszy: z 70 proc. do 26 proc.

      W Polsce w latach 1992–2006 wiara i praktyki pozostawały na
      stabilnym poziomie we wszystkich grupach wiekowych. Wśród młodzieży
      (18-24 lata) praktyki co najmniej raz w tygodniu oscylowały w
      zależności od badań wokół 40-50 proc., wśród starszych (powyżej 29
      lat) wokół 55 proc. Procesy modernizacji nie wywarły tu więc
      praktycznie żadnego wpływu. Można nawet powiedzieć więcej: kolejne
      grupy wiekowe Polaków urodzonych w okresie od końca lat 50. do
      początku lat 80. (a więc na przestrzeni ponad 30 lat) cechują się
      podobnym poziomem praktyk religijnych.

      Religijność jedno, wartości drugie

      Europa stanowi dla Polski kontekst, ale i problem, a wiara i religia
      to dobry tego przykład. O ile nikt poważny nie kwestionuje roli
      chrześcijaństwa i Kościołów w historycznym i kulturowym
      ukształtowaniu Europy, o tyle najbardziej rozpowszechniony obecnie
      stereotyp to zlaicyzowany kontynent "pustych kościołów".
      Chrześcijaństwo miałoby być przeszłością zamkniętą w muzeum.

      Oba twierdzenia nie są prawdziwe. Kraje Unii są zróżnicowane pod
      względem wiary i więzi z Kościołami, i te różnice się utrzymują. To
      prawda, że szczególnie od początku lat 60. spada odsetek wierzących
      i praktykujących w Europie Zachodniej. Ale np. w Wlk. Brytanii,
      Włoszech czy Grecji poziom religijności jest w długim okresie
      stabilny. Nawet gdyby założyć, że wszystkie kraje Unii będą kiedyś
      krajami postindustrialnymi, a więc takimi, w których procesy
      modernizacji są najbardziej zaawansowane, to obecnie w takich
      krajach regularnie praktykuje średnio 20 proc. ludności, 26 proc.
      modli się co najmniej raz dziennie i ponad dwie trzecie wierzy w
      Boga.

      Autorzy nowej wersji teorii modernizacji (Ronald Inglehart,
      Christian Welzel), opartej o dane z kilkudziesięciu krajów z lat
      1981–2001, piszą, że zmiana kulturowa jest zależna od
      ścieżki: "Fakt, że społeczeństwo było historycznie ukształtowane
      przez protestanckie, konfucjańskie czy muzułmańskie tradycje
      kulturowe, pozostawia trwały wpływ, który nadal warunkuje kolejne
      fazy rozwoju – nawet jeżeli obecnie bezpośredni wpływ instytucji
      religijnych jest niewielki. Chociaż niewiele dziś osób praktykuje w
      kościołach protestanckiej Europy, to społeczeństwa, które zostały
      historycznie ukształtowane przez protestantyzm, nadal manifestują
      wyraźnie odrębny zespół wartości i przekonań. To samo dotyczy
      społeczeństw historycznie katolickich oraz muzułmańskich,
      prawosławnych czy konfucjańskich".

      Jeżeli więc Europa ma chrześcijańskie korzenie, to chrześcijaństwo
      nadal jest w niej obecne i jest to obecność nie powierzchowna, ale
      wyraźnie i trwale określająca wartości i przekonania. Laicka Europa
      z chrześcijaństwem zamkniętym w muzeum to raczej szeroko
      rozpowszechniony przesąd niż rzeczywistość społeczna.

      1

      W pierwszej lidze

      Badacze z European Social Survey pytali o poziom wiary poprzez
      samookreślanie się respondentów na skali od zera ("w ogóle
      niereligijny") do dziesięciu ("bardzo religijny"). Średnia z
      odpowiedzi wskazuje, że najbardziej religijni są Polacy, Włosi i
      Irlandczycy, a następnie Hiszpanie i Niemcy. Ale tylko we Włoszech i
      w Polsce nie występuje wyraźna różnica między ogółem ludności a
      młodzieżą.

      Podobnie z praktykami: Irlandia, Polska i Włochy to kraje, gdzie od
      jednej trzeciej do połowy dorosłej ludności praktykuje regularnie
      (co najmniej raz w tygodniu), ale wśród młodzieży (18-24 lata) tylko
      w Polsce praktykuje regularnie 40 proc., w Irlandii dużo mniej, bo
      26 proc., a we Włoszech 14 proc.; w pozostałych krajach praktykuje
      regularnie jedynie kilku na stu młodych ludzi.

      Kiedy bierzemy pod uwagę modlitwę, obraz jest podobny. W Irlandii i
      w Polsce co najmniej raz dziennie modli się co druga osoba, we
      Włoszech i w Hiszpanii co czwarta. Polska młodzież modli się
      najczęściej (33 proc. co najmniej raz dziennie), z taką samą
      intensywnością modli się co piąty młody Irlandczyk i Włoch.

      To skrótowe spojrzenie pokazuje, że Europejczycy nie przestali być
      religijni. W takich krajach jak Włochy, Irlandia i Polska znaczna
      część ludności jest nie tylko przywiązana do religii, ale też
      praktykuje regularnie i regularnie się modli.

      Czynnik papieski

      Co wyjaśnia wysoki poziom religijności polskiej po 17 latach
      przemian? Po pierwsze, rewolucja z 1989 r. nie naruszyła tego, co ma
      dla wiary wielkie znaczenie: istniejących więzi społecznych. Zmiany,
      nawet poważne, odbywały się w ramach stosunkowo stabilnych środowisk
      lokalnych, które je absorbowały i akomodowały. Struktura ludności
      według wielkości miejsca zamieszkania pozostawała w latach 1992–2005
      taka sama. Stabilny pozostawał także skład ludności w miejscu
      zamieszkania – w ciągu ostatnich kilkunastu lat Polacy stawali się
      społeczeństwem przestrzennie zasiedziałym. Drugi czynnik to
      sprawność instytucji kościelnych – przynajmniej na poziomie parafii
      Kościół pracował jak zawsze, a może i lepiej. Trzeci – to lekcje
      religii w szkole, które w skali masowej podtrzymywały, a może nawet
      pobudzały motywacje religijne.

      Trzeba też wziąć pod uwagę wpływ jeszcze jednego czynnika –
      "papieskiego". Badana młodzie
    • vobiska1 Re: 21.37 c.d artykułu 02.04.08, 19:26
      Trzeba też wziąć pod uwagę wpływ jeszcze jednego czynnika –
      "papieskiego". Badana młodzież to pokolenie, któremu w religijnych
      biografiach towarzyszył Jan Paweł II – także poprzez pielgrzymki,
      które w Polsce miały zawsze charakter narodowego i religijnego
      wydarzenia.

      Trudno powiedzieć, w jakim stopniu Polacy będą w stanie przełożyć
      dziedzictwo Papieża na instytucje i formy życia mogące być duchowym
      i kulturowym wkładem do unijnej Europy. W latach 70. i 80. Polska w
      znacznej mierze takie instytucje i formy życia "importowała" (np.
      ruchy odnowy). Czy stanie się ich "eksporterem"? Warunki temu
      sprzyjają – przede wszystkim zaplecze instytucjonalne na różnych
      poziomach i w różnych sferach. W sferze akademickiej po 1989 r.
      nastąpiło istotne wzmocnienie: od wydziałów teologicznych na
      państwowych uniwersytetach po nowe placówki akademickie związane z
      Kościołem. Do tego dochodzi działalność wydawnicza – istnieją
      periodyki poświęcone religii i jej historycznym, kulturowym i
      społecznym uwikłaniom. Poszerza się i różnicuje środowisko
      katolickich intelektualistów, których oddziaływanie ulega
      wzmocnieniu. To ostatecznie od ich kreatywności i zdolności do
      instytucjonalnej innowacji będzie zależała skuteczność
      zagospodarowania polskich religijnych zasobów.

      Tadeusz Szawiel jest socjologiem, pracownikiem naukowym Uniwersytetu
      Warszawskiego, prezesem Instytutu Badań nad Podstawami Demokracji.
      Ostatnio w wydawnictwie Scholar ukazała się zredagowana przezeń
      książka "Pokolenie JP2. Przeszłość i przyszłość zjawiska
      religijnego".

    • vobiska1 Re: 21.37 02.04.08, 20:06
      Kiosk
      Religia


      Ks. Konrad Krajewski/01.04.2008 13:33

      Świat się zatrzymał, ja płakałem
      Nieznane epizody z życia Jana Pawła II wspomina ks. Konrad
      Krajewski*, papieski ceremoniarz
      – Dzień zaczynał od leżenia krzyżem w kaplicy. Podczas ostatniej
      procesji Bożego Ciała schorowany Papież uparł się, żeby
      uklęknąć: "Tu jest Chrystus!".
      REKLAMA
      Czytaj dalej



      Kiedy umarł Ojciec Święty, chodziłem po korytarzach watykańskich i
      płakałem. Chyba pierwszy raz w moim dorosłym życiu nie wstydziłem
      się łez. Były to łzy nad samym sobą. Że nie jestem taki jak on. Że
      nie jestem świętym kapłanem. Że nie jestem całkowicie oddany Panu
      Bogu. Że nie jestem Totus Tuus.


      Papież Jan Paweł II podczas audiencji generalnej na Placu św.
      Piotra, 17 March 1999, fot. AFP



      Widziałem, jak leżał krzyżem

      Miliony ludzi są przekonane, że znały Jana Pawła II z bliska,
      osobiście. Kiedy cierpiał, odchodził, umierał, świat się zatrzymał,
      zapłakał, przyklęknął. I nie dziwię się temu. Bo Papież
      reprezentował Boga całym sobą. Dlatego ludzie tak bardzo się
      spieszyli, aby się z nim spotkać. Bo kto do niego przychodził,
      spotykał Chrystusa. Oto tajemnica jego świętości – całym sobą
      reprezentować Boga. Proces przygotowujący orzeczenie świętości to
      nic innego, jak świadectwo wielu osób o tym, że Jan Paweł II wybrał
      Boga, że ogołocił samego siebie z tego wszystkiego, co nie jest
      Bogiem, że zrezygnował ze swojej woli, ze swych słabości,
      skłonności, kaprysów, fantazji… Że uczynił z siebie wielkiego
      niewolnika Boga, stając się całkowicie wolnym, pełnym obecności
      Bożej.

      Swój dzień najczęściej zaczynał od leżenia krzyżem w prywatnej
      kaplicy. Sam na sam z Bogiem. Doskonale rozumiał, że między
      przedsionkiem a ołtarzem muszą płakać kapłani, słudzy Pańscy! Muszą
      mówić: Przepuść, Panie, ludowi Twojemu (por. Jl 2,17). Dzień
      rozpoczynał od adoracji. Bycie z Chrystusem postawił w centrum
      swoich codziennych zajęć i posług. Był "umówiony" z Nim każdego
      dnia. Ponieważ postawił modlitwę w samym centrum, potrafił radzić
      sobie z najbardziej wypełnionym programem dnia, a każdy z nich był
      na większą chwałę Boga. Widzieliśmy to w Krakowie na Wawelu podczas
      ostatniej wizyty w Polsce. Papież, jak każdy kapłan każdego dnia,
      potrzebował rozmawiać z Tym, którego reprezentuje. Nie przejmował
      się tym, że media nie znoszą ciszy. Poprosił o brewiarz i modlił się
      słowami psalmów, których używał także Jezus. Rozważał słowa Pisma
      Świętego przeznaczone na dany dzień. Tak było podczas wielu podróży
      apostolskich. Zawsze znajdował czas na prywatną rozmowę z Bogiem.
      Zanim rozpoczął rozmowę z ludźmi, najpierw napełniał się Bogiem!

      Chciałbym uklęknąć

      Ostatnia procesja Bożego Ciała, której przewodniczył Jan Paweł II.
      Już nie chodził. Wraz z arcybiskupem Marinim pomogliśmy Ojcu
      Świętemu zająć miejsce na platformie specjalnie przygotowanego
      samochodu. Na klęczniku, w monstrancji, znajdował się Najświętszy
      Sakrament. Ruszyliśmy ulicą Merulana w kierunku Bazyliki Matki Bożej
      Większej. W pewnym momencie Papież dał znak, by się zbliżyć.
      Powiedział po polsku: "Chciałbym uklęknąć". Byłem tak zaskoczony tą
      prośbą, że zupełnie nie wiedziałem, co odpowiedzieć. Zdawałem sobie
      sprawę, że fizycznie jest to niemożliwe. Z wielką delikatnością i
      drżącym głosem tłumaczyłem, że samochód bardzo trzęsie i będzie
      trudno uklęknąć. W odpowiedzi usłyszałem dobrze mi znane: mmm… Kiedy
      byliśmy na wysokości Uniwersytetu Antonianum, Papież powtórzył
      jeszcze raz: "Chcę uklęknąć". Nieśmiało powiedziałem, że lepiej
      jeszcze trochę poczekać, że może jak będziemy bliżej bazyliki. I
      znów usłyszałem znajome: mmm…

      Kiedy mijaliśmy kościół redemptorystów, powiedział stanowczo i
      głośno: "Tu jest Chrystus! Proszę!". Nie odważyłem się sprzeciwić.
      Arcybiskup Marini domyślił się, o co chodzi. Od ponad 20 lat znał
      dobrze Papieża. Spojrzeliśmy na siebie i bez słowa pomogliśmy Ojcu
      Świętemu uklęknąć. Z wielką trudnością trzymał się oburącz
      klęcznika, na którym stała monstrancja. Trwało to tylko kilkanaście
      sekund, choć wydawało mi się, że cały wiek. Musiał usiąść, bo kolana
      nie były w stanie utrzymać ciała w pokornym skłonie.

      Uczestniczyliśmy z mistrzem celebracji papieskich w wielkim
      świadectwie wiary. Choć ciało było już słabe, a cierpienie nie do
      zniesienia, wiara pozostawała silna i zawsze gotowa do składania
      świadectwa. Na nic podpowiedzi, że taki gest jest już niemożliwy i
      nawet ryzykowny. Kiedy jest się przed Bogiem, trzeba zawsze być
      pokornym. Nawet kiedy ciało odmawia posłuszeństwa, powinno razem z
      sercem taką właśnie postawę wyrażać.
      niosłem Ewangeliarz...

      Po śmierci Jana Pawła II, godzinę przed rozpoczęciem egzekwii,
      arcybiskupi Dziwisz i Marini zakryli jego twarz jedwabną chustą.
      Jakby na znak, że całe jego życie zostało zasłonięte i ukryte w
      Bogu. Tak o tym geście mówi odmawiana wtedy modlitwa: "Jego oblicze,
      w którym zabrakło światła tego świata, niech będzie opromienione
      zawsze prawdziwym światłem, które w Tobie ma niewyczerpane źródło.
      Jego oblicze, które poznawało Twoje drogi, by ukazywać je
      Kościołowi, niech zobaczy teraz Twoją Ojcowską Twarz. Jego Oblicze,
      które zostaje ukryte przed naszym wzrokiem, niech kontempluje Twoje
      Piękno i poleca całą Owczarnię Tobie, Wieczny Pasterzu, który żyjesz
      i królujesz przez wszystkie wieki wieków".

      Podczas zakrywania twarzy Papieża stałem przy trumnie, trzymając
      Ewangeliarz. Jan Paweł II nie wstydził się Ewangelii. Ona
      porządkowała całe jego życie. Miał ją nieustannie w pamięci. Według
      niej żył. Zgodnie z nią rozwiązywał wszystkie problemy świata i
      Kościoła. Według niej urządził całe swoje życie wewnętrzne i
      zewnętrzne.

      Nie pamiętam, co myślałem, kiedy niosłem Ewangeliarz przed papieską
      trumną. Chciałem jedynie nieść go godnie. Tak jak się niesie
      najważniejszą Księgę swojego życia. Księgę życia Jana Pawła II. Tę
      najważniejszą Księgę świata kładłem na jego trumnie, czując, że nie
      jestem godzien czynić tego gestu. Czułem się mały i grzeszny.
      Prosiłem Pana Boga, bym mógł ją nieść w moim życiu, tak jak to
      czynił Jan Paweł II. I żebym jej nigdy nie zamknął.

      Spowiedź w Godzinie Miłosierdzia

      Od czasu odejścia Ojca Świętego do domu Ojca, każdego dnia o godz.
      15 chodzę spowiadać do kościoła Ducha Świętego in Sassia. To Godzina
      Miłosierdzia… Kościół wypełnia się śpiewem Koronki do Miłosierdzia
      Bożego, po niej jest Droga Krzyżowa. Zdarzyło mi się wielokrotnie
      sugerować wielu osobom, by poszli do Grot Watykańskich i polecili
      swoje problemy Bogu za pośrednictwem Jana Pawła II, ponieważ on
      pokazał, jak można przezwyciężać samego siebie. Pokonywał cierpienia
      własnego ciała. Kiedy ukazywał się w oknie – chociaż nie mógł już
      mówić – dobrze wiedzieliśmy, co nam chciał powiedzieć. Gdy z
      trudnością podnosił drżącą dłoń, natychmiast czyniliśmy znak krzyża.
      Bo on nam zawsze błogosławił.

      Wiele osób mi wtedy odpowiadało: ale ja właśnie przychodzę od grobu
      Jana Pawła II i dlatego się spowiadam, nie wiedząc, że o tej
      godzinie można przyjść do spowiedzi. Widząc światełko w
      konfesjonale, zrozumiałem, że jest to moja Godzina Miłosierdzia.

      Przez liturgiczną posługę przy Ojcu Świętym także i moje życie jako
      człowieka i jako kapłana się zmieniło. Papież nauczył mnie, że
      prawdziwym przyjacielem jest ten, dzięki któremu staję się lepszy.
      Pamiętając o tym, mogę powiedzieć, że Jan Paweł II był i jest moim
      przyjacielem.

      *Ks. Konrad Krajewski (ur. 1963) kapłan archidiecezji łódzkiej,
      doktor liturgiki. Od 1998 papieski ceremoniarz liturgiczny, najpierw
      u boku Jana Pawła II, a obecnie Benedykta XVI.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka