Dodaj do ulubionych

Cytaty ze Św. Augustyna

19.10.08, 01:59
O Bogu

"Łatwiej powiedzieć, czym On nie jest, niż czym jest. Bóg jest
niewysłowiony. Pomyślisz o ziemi - nie tym jest Bóg. O morzu - nie
tym jest Bóg. Pomyślisz o wszystkim, co jest na ziemi, o ludziach i
zwierzętach - nie tym jest Bóg. O wszystkim, co jest w morzu, o tym,
co fruwa w powietrzu - nie tym jest Bóg. O tym, co świeci na niebie,
o gwiazdach, słońcu i księżycu - nie tym jest Bóg. Pomyślisz o samym
niebie - nie tym jest Bóg. Pomyślisz o Aniołach, Mocach, Władzach,
Archaniołach, Tronach, Stolicach, Panowaniach - nie tym jest Bóg.
Czym zatem jest? To tylko mogę powiedzieć, czym nie jest. Pytasz,
czym jest? Tym, czego oko nie widziało, ucho nie słyszało ani serce
człowieka nie zdoła ogarnąć."


"Kimże Ty jesteś, mój Boże? Kimże - pytam - jeśli nie Panem Bogiem?
Któż bowiem jest Panem, oprócz Pana, kto Bogiem, poza Bogiem naszym?
Najwyższy, najlepszy, najpotężniejszy, najwszechmocniejszy,
nieskończenie miłosierny i sprawiedliwy, najbardziej ukryty i
najbardziej obecny, najpiękniejszy i najmocniejszy, niewzruszony i
niepojęty. Niezmienny, a wszystko zmieniasz, nigdy nowy, nigdy
stary, wszystko zaś odnawiasz, a na pyszałków - bez ich wiedzy -
sprowadzasz starość. Nieustannie działasz, w nieustannym spoczynku.
Zbierasz, chociaż nie potrzebujesz: przynosisz i napełniasz, i
osłaniasz, stwarzasz i żywisz, i doskonalisz, szukasz, chociaż
niczego Ci nie brakuje. Miłujesz, a to Cię nie spala; jesteś
zazdrosny, a trwasz w pokoju; żałujesz, a to Cię nie boli, gniewasz
się, a nie jesteś wzburzony. Zmieniasz dzieła, nie zmieniając
postanowienia. Przyjmujesz to, co znalazłeś, mimo że nigdy tego nie
utraciłeś. Nigdy niczego Ci nie brakuje, a cieszysz się zdobyczą.
Nie jesteś chciwy, a żądasz procentu. Dajemy Tobie jak najwięcej,
abyś był naszym dłużnikiem, a któż ma, co nie byłoby Twoim? Oddajesz
należność, choć nikomu nie jesteś winien; dajesz, a nic nie tracisz.
A czym jest to, co powiedzieliśmy, mój Boże, Życie moje, Słodyczy
moja święta? Cóż mówi ten, kto o Tobie mówi? Biada zaś tym, którzy
milczą o Tobie, bo gadatliwi stają się niemymi."


"Nie domagaj się, abym ci pokazał, jakiego czczę Boga. Nie jest On
przecież bożkiem, abym mógł wyciągnąć palec i powiedzieć ci: Oto
Bóg, którego czczę! Ani ciałem niebieskim - gwiazdą, słońcem czy
księżycem - abym mógł pokazać palcem w niebo i powiedzieć: Oto ten,
którego czczę. Jego wskazuje się nie palcem, ale duszą."


"Ktoś powiada: Jakże mam uwierzyć w to, czego nie widzę? Zaczynam
przypuszczać, że duszę twoją można zobaczyć! Niemądry! Ciało twoje
jest widzialne, duszy nie da się zobaczyć. Zatem jeśli tylko ciało
twoje można zobaczyć, dlaczego nie robią ci pogrzebu? Zdziwi się
taki i odpowie (tyle bowiem rozumie): Ponieważ żyję! Skąd wiem, że
żyjesz, jeśli nie widzę twojej duszy? Skąd to wiem? Odpowiesz:
Ponieważ mówię, chodzę, działam. Niemądry! Z dzieł ciała poznaję, że
żyjesz, a ty z dzieł stworzenia nie możesz poznać Stwórcy?"


"Chcesz zobaczyć Boga? "Błogosławieni czystego serca, albowiem oni
Boga oglądać będą" (Mt 5,8). Zatem najpierw pomyśl o tym, żeby serce
oczyścić: to niech będzie twoją troską, do tego się uciekaj, do tego
się przyłóż. To, co chcesz zobaczyć, jest czyste; to, czym chcesz
zobaczyć, jest nieczyste. W sercu twoim są cielesne wyobrażenia,
serce twoje zawiera nieczystość. Wyrzuć to! Gdyby ziemia zasypała ci
oczy i chciałbyś, abym ci pokazał światło, przedtem trzeba by ci
oczyścić oczy. Mówisz mi: Pokaż mi swojego Boga! A ja ci powiadam:
Przypatrz się nieco swojemu sercu! Wyrzuć z niego wszystko, co tam
zobaczysz, że się nie podoba Bogu. Sam Bóg chce przyjść do ciebie.
Posłuchaj, co mówi Pan, sam Chrystus: "Ja i Ojciec przyjdziemy do
niego i mieszkanie u niego uczynimy" (J 14,23). Oto Boża obietnica.
Gdybym ja obiecał ci przyjść do twojego domu, zabrałbyś się do
sprzątania. Oto sam Bóg chce przyjść do twojego serca, a tobie się
nie chce oczyścić dla Niego mieszkania?"


" Boga będziemy oglądać przez całą wieczność. Tylko tyle. A będzie
to coś tak wielkiego, że w porównaniu z tym wszystko okaże się
nicością. Nauczamy w Kościele, że będziemy żyli, będziemy ocaleni od
wszelkich niebezpieczeństw i wolni od wszelkich braków, że nie
będziemy doznawać głodu ani pragnienia, nie będziemy podlegać
zmęczeniu, nie będzie nas gnębiła senność. Czymże jest to wszystko
wobec tego szczęścia, że Boga będziemy oglądać?"

"Trzeba miłością stanąć przy Nim i przylgnąć do Niego, gdyż obecność
Tego, który nas stworzył, dopełnia nas; gdyby zaś był nieobecny, nie
moglibyśmy nawet istnieć. Obecnie "wiara nas prowadzi, a nie
oglądanie" (2 Kor 5,7), jeszcze nie oglądamy Boga twarzą w twarz.
Jeśli jednak nie ukochamy Go już obecnie, nigdy nie będziemy Go
oglądać. Ale jak można ukochać to, czego się nie zna? Znać coś i nie
kochać jest rzeczą możliwą, ale nie da się kochać tego, czego się
nie zna. Toteż nikt nie może kochać Boga, dopóki Go nie pozna.
Poznać zaś Boga znaczy zobaczyć Go duszą i mocno Go tą duszą objąć.
Nie jest On przecież ciałem, aby można Go było zobaczyć cielesnymi
oczyma. Ludzie czystego serca mogą Boga zobaczyć i Go obejmować, tak
jak może być poznany i objęty. Nie osiągniemy jednak tego, dopóki Go
nie ukochamy przez wiarę. Dopiero wówczas serce będzie się
oczyszczać i stanie się zdolnym do oglądania Boga."


"Nie szukaj Boga w jakimś miejscu cielesnym, bo nie jest On ciałem.
Ani nie sądź, że zbliżysz się do Boga, jeśli wejdziesz na szczyt
góry. Wprawdzie jest to Pan Najwyższy, ale pochyla się nad tym, co
niskie, na to zaś, co wysokie spogląda z daleka (Ps 137,6). Jeśli
Jego wzniosłość tak Go oddziela od tego, co wysokie - mógłby ktoś
powiedzieć - tym więcej oddziela Go od tego, co niskie. Otóż to nie
jest tak. Jest to Bóg Najwyższy i spogląda na to, co bliskie ziemi.
W jaki sposób to czyni? Bliski jest Pan wszystkim skruszonym w sercu
(Ps 33,19). Zatem nie szukaj Go na wysokiej górze i niech ci się nie
wydaje, że zbliżysz się do Niego w ten sposób. Jeśli się wynosisz,
oddala się od ciebie; kiedy się uniżasz, pochyla się nad tobą.
Celnik stał z daleka, toteż Bóg tym bardziej się do niego zbliżył;
nie śmiał oczu podnieść ku niebu, i od razu przyszedł do niego Ten,
który jest Sprawcą nieba."

"Wszechmogący nie zezwoliłby na zło, gdyby w swojej najwyższej
dobroci nie mógł go wykorzystać do dobrego. Gdyby bowiem nie
potrafił wyprowadzić dobra nawet ze zła, można by stąd wnioskować,
że jest słaby i za mało dobry.
Podobnie jak niegodziwcy źle używają dobrych dzieł Bożych, tak Bóg -
przeciwnie - złymi czynami niegodziwców posługuje się ku dobremu.
Wielkim dobrem są członki ciała, które tak ułożyć mógł jeden tylko
Rzemieślnik - Bóg. Rozpusta jednak używa oczu do wielkiego zła,
kłamstwo zaś źle posługuje się językiem. Natomiast dobry Bóg
wykorzystuje do dobrego nawet nasze zło. Czy był ktoś gorszy od
Judasza? Tylko jemu spośród tych, co złączyli się z Mistrzem, tylko
jemu spośród Dwunastu została powierzona kasa i troska o ubogich.
Nie zważając na to dobrodziejstwo i zaszczyt, niewdzięczny złakomił
się na srebrniki i utracił sprawiedliwość: śmiertelny zdradził
Życie; jak nieprzyjaciel zdradził Tego, za którym poszedł jako
uczeń. Judasz postąpił całkowicie źle, ale Pan dobrze wykorzystał
jego zło. Pozwolił się zdradzić, aby nas odkupić. I tak zło Judasza
obróciło się w dobro."

"Nieustannie przychodziłeś, Boże, miłosiernie srożąc się nade mną i
zakrapiając dojmującą goryczą wszystkie moje niedozwolone radości -
abym zaczął szukać radości bezgrzesznych. A kiedy stawałem się do
nich zdolny, nie znajdowałem nikogo, oprócz Ciebie, Panie, którego
przykazania sprawiają ból: bo zadajesz rany, aby uzdrowić, i
zabijasz nas, abyśmy bez Ciebie nie pomarli.
Rozmawiamy o Bogu - cóż dziwnego, że nie całkiem pojmujesz? Gdybyś
wszystko zrozumiał, nie byłby to już Bóg. Lepiej jest z p
Obserwuj wątek
    • kaczy.i.indyczy O Bogu cd. 19.10.08, 02:03
      "Wszechmogący tego tylko nie może, czego nie chce. Przecież nie może
      sprawiedliwość chcieć czynić niesprawiedliwości, nie może mądrość
      chcieć głupoty, a prawda - fałszu. Toteż Bóg wszechmogący nie tylko
      tego nie może, o czym mówi Apostoł: "Nie może się zaprzeć samego
      siebie" (2 Tm 2,13), ale wielu innych rzeczy nie może. Bóg
      wszechmogący nie może umrzeć, nie może się zmienić, nie może kłamać,
      nie może popaść w nieszczęście, nie może zostać zwyciężonym.
      Niemożliwe, aby takie i tym podobne rzeczy mógł Wszechmogący. Nie
      tylko można wykazać, że Wszechmogącym jest Ten, który takich rzeczy
      nie może, ale musimy uznać, że nie jest wszechmogącym, kto takie
      rzeczy może. Bóg bowiem chce wszystkiego, czym jest, zatem chce być
      wieczny, niezmienny, prawdomówny, szczęśliwy, niezwyciężony."

      " Ty, Boże, nie wyprzedzasz czasów czasem, bo wówczas nie
      wyprzedzałbyś wszystkich czasów. Ale wyprzedzasz całą przeszłość
      nieskończonością nieustannie obecnej wieczności. I przewyższasz całą
      przyszłość, bo to co przyszłe, kiedy nadejdzie, przeminie, Ty zaś
      jesteś Ten sam i lata Twoje nie przemijają. Lata Twoje nie nadchodzą
      ani nie mijają, nasze zaś lata nadchodzą i mijają, aż wszystkie
      przeminą. Lata Twoje trwają wszystkie nieustannie, ponieważ trwają i
      nadchodzące nie usuwają mijających, ponieważ żadne nie przemijają.
      Nasze zaś lata wówczas się dopełnią, kiedy już wszystkie przeminą.
      Lata Twoje to jeden dzień, a dniem Twoim nie jest każde co dzień,
      ale dzisiaj, ponieważ Twoje dzisiaj nie ustępuje jutru ani nie
      następuje po dniu wczorajszym. Twoim dzisiaj jest wieczność. Toteż
      Współwiecznym jest Ten, którego zrodziłeś i któremu
      powiedziałeś: "Jam dzisiaj Cię zrodził" (Ps 2,7; Hbr 5,5).
      Wszystkie czasy stworzyłeś i jesteś przed wszystkimi czasami, nawet
      przed tym czasem, kiedy nie było czasu."


      "Pismo Święte, chcąc nas od tego, co ziemskie i ludzkie doprowadzić
      do rozumienia tego, co Boże i niebieskie, posuwa się aż do takich
      słów, jakich używają nawet najgłupsi. Toteż święci mężowie, przez
      których przemawiał Duch Święty, nie zawahali się - bardzo słusznie -
      przypisać Bogu uczucia, jakim nasz duch podlega, a które są jak
      najdalsze od Boga, co rozumie już ktoś w mądrości początkujący. Na
      przykład, trudno sobie wyobrazić człowieka, który wymierza
      sprawiedliwość bez gniewu, i chociaż wymierzanie sprawiedliwości
      przez Boga dokonuje się bez śladu takiego poruszenia, święci pisarze
      uznali, że należy je nazwać gniewem. Z kolei zazdrość pobudza
      zazwyczaj mężów do czuwania nad czystością małżonki, toteż tę Bożą
      opatrzność, poprzez którą Bóg wydaje przykazania i działa, aby dusza
      nie uległa zepsuciu i nie prostytuowała się, idąc za coraz to nowymi
      bogami, nazwano Bożą zazdrością. W ten sposób moc, którą Bóg działa,
      nazwano ręką Bożą; zaś moc, dzięki której Bóg nad wszystkim czuwa i
      panuje, nazwano stopami Bożymi. Uszami lub oczyma Boga nazwano moc,
      którą On wszystko poznaje i pojmuje; obliczem zaś Boga - moc, dzięki
      której się objawia i odsłania. I tak dalej"


      "Pomyślcie, bracia, jak On jest piękny. Wszelkie piękno, jakie
      oglądacie i kochacie, On uczynił. Jeśli rzeczy stworzone są piękne,
      jakim jest On sam? Jeśli one są wielkie, jak wielki On jest? Niech
      zatem to, co tutaj kochamy, pobudza nas do tym większej za Nim
      tęsknoty."

      • kaczy.i.indyczy O Chrystusie 19.10.08, 02:22
        "Dla nas - aby nas odnowić i uczynić uczestnikami swojego Bóstwa,
        zdolnymi do życia wiecznego - Syn Boży stał się uczestnikiem naszej
        śmiertelności. Mówił o tym Apostoł: "On, chociaż istniał w postaci
        Bożej, nie uważał za przywłaszczenie być równym Bogu, lecz
        wyniszczył samego siebie, przyjmując postać sługi. Stał się podobny
        do ludzi i był uważany za człowieka" (Flp 2,6n). W postaci Bożej
        jest więc równy Ojcu, przyjął zaś postać sługi, w której był
        mniejszy od Ojca. O jednym i drugim poucza w Ewangelii: "Ja i Ojciec
        jedno jesteśmy" (J 10,30) - to dotyczy Jego postaci Bożej; "Ojciec
        większy jest ode Mnie" (J 14,28) - to odnosi się do Jego postaci
        sługi."


        "Nie było innej przyczyny przyjścia Chrystusa Pana, jak tylko ta,
        aby zbawić grzeszników. Gdzie nie ma chorób, gdzie nie ma ran, tam
        nie ma potrzeby leczenia. Przyszedł Wielki Lekarz z nieba, bo wielki
        chory położył się i zalegał ziemię. Tym chorym jest ród ludzki."

        "Wszystko przez Niego zostało stworzone (J 1,3), a więc również
        Maryja, z której się narodził, przez Niego została stworzona.
        Urodził się tak jak wszyscy ludzie, ale jest Stwórcą matki, z której
        się urodził.
        Nie wierz, jeśli ci mówią o jakimś człowieku, że się w ten sposób
        urodził. Jeśli jednak Bóg stał się człowiekiem, urodził się z tej, z
        której chciał, i w sposób, w jaki chciał. Niech twoje zdumienie
        budzi raczej fakt, że Słowo przyjęło ludzką naturę."

        "Ubóstwo Chrystusa nie wzbogaciło nas o pieniądze, lecz o
        sprawiedliwość. Skąd zaś pochodzi Jego ubóstwo? Stąd, że stał się
        śmiertelny. A zatem prawdziwym bogactwem jest nieśmiertelność. Tam
        jest prawdziwy dostatek, gdzie nie ma żadnego braku. Ponieważ zaś
        nie moglibyśmy stać się nieśmiertelnymi, gdyby Chrystus nie stał się
        dla nas śmiertelny, więc "stał się ubogim, choć jest bogaty". Nie
        powiedziano: "choć był bogaty", ale: "choć jest bogaty". Przyjąwszy
        ubóstwo, nie utracił bowiem bogactwa. Wewnątrz bogaty, na zewnątrz
        ubogi. Ukryty Bóg, pełen bogactw, ujawnił się jako ubogi człowiek.
        Spójrz na Jego bogactwa: "Na początku było Słowo i Słowo było u
        Boga, i Bogiem było Słowo. Wszystko przezeń się stało" (J 1,13).
        Któż jest bardziej bogaty niż Ten, przez którego wszystko się stało?
        Bogacz może posiadać złoto, nie może go stworzyć. Zobaczywszy
        bogactwo Chrystusa, spójrzmy na Jego ubóstwo: "A Słowo ciałem się
        stało i mieszkało między nami" (J 1,14). Tym Jego ubóstwem
        zostaliśmy wzbogaceni: bo dzięki krwi, która wypłynęła z Jego ciała,
        rozdarty został wór naszych grzechów. Dzięki Jego krwi odrzuciliśmy
        szaty niegodziwości, aby się przyoblec w szatę życia wiecznego."


        "Jeśli jesteś chciwy, Bóg tobie powiada: "Bądź chciwy! Bądź chciwy,
        jak tylko potrafisz. Lecz w chciwości swojej o Mnie się ubiegaj!"
        Szukasz złota? On je stworzył! Biegasz za srebrem? On jest jego
        Stwórcą! Zależy ci na rodzinie? Od Niego ona pochodzi! Pragniesz
        dobytku? On go daje! Tęsknisz za majątkiem? Przez Niego on
        stworzony! Dlaczego szukasz jedynie tego, co On stworzył? Ubiegaj
        się o Tego, który stworzył! Pomyśl, jak bardzo On cię umiłował!"

        "Chrystus nie musiał umrzeć. Skąd się wzięła śmierć? Ojcem śmierci
        jest grzech. Gdyby nie było grzechu, nikt by nie umierał. Ten, który
        żył bez winy, nie dlatego umarł, że obciążała Go wina: On wziął
        udział w naszej karze, nie uczestnicząc w winie. Karą za grzech jest
        śmierć. Pan Jezus Chrystus przyszedł, żeby umrzeć, nie - żeby być
        grzesznikiem. Przyjąwszy wraz z nami karę, choć nie był winny,
        zniósł zarówno winę, jak karę. Jaką karę zniósł? Tę, która nam się
        należała po tym życiu. Dlatego został ukrzyżowany, aby na krzyżu
        objawić koniec naszego starego człowieka. Zmartwychwstał zaś, aby w
        swoim życiu objawić nasze nowe życie. Taka jest bowiem nauka
        apostolska: "Został wydany za nasze grzechy i zmartwychwstał dla
        naszego usprawiedliwienia" (Rz 4,25)."


        " Milczał, aby się wypełniło proroctwo: "Jak baranek nie otworzył
        ust swoich wobec strzygących Go" (Iz 53,7). Trzeba było, aby milczał
        podczas Męki Ten, który nie będzie milczał podczas Sądu. Teraz
        bowiem przyszedł, aby Go sądzono, ale kiedyś przyjdzie, aby sądzić.
        I z wielką mocą będzie sądził Ten, który z wielką pokorą poddał się
        sądowi."

        Ten, który uciszył burzę na morzu i wskrzeszał umarłych, mógł nie
        pozwolić się zabić. On zaś cierpliwie znosił szyderstwa wrogów,
        którzy Mu obiecywali, że uwierzą w Niego, jeśli zstąpi z krzyża.
        Przecież On rzeczywiście mógł zstąpić z krzyża!

        "Oczywiście, że mógł. Co bowiem jest większe: zstąpić z krzyża czy
        powstać z grobu? Lecz On znosił szyderców, bo podjął krzyż nie dla
        okazania swej potęgi, ale żeby dać przykład cierpliwości. Tam
        uleczył twoje rany, gdzie długo swoje znosił. Tam wybawił cię od
        śmierci wiecznej, gdzie sam raczył przyjąć śmierć doczesną. I umarł,
        ale w Nim śmierć umarła! Jego Śmiercią śmierć została zniszczona!"


        "Diabeł nas zniewolił, Chrystus uwalnia. Niewoli uwodziciel Ewy,
        uwalnia Syn Maryi. Niewoli ten, który przez żonę dotarł do męża;
        uwalnia Ten, który urodził się z Małżonki nie znającej męża. Niewoli
        ten, który pobudził kobietę do szukania rozkoszy; uwalnia Ten, który
        bez rozkoszy począł się w Kobiecie. Tamten potrafił zniewolić
        wszystkich przez jednego Adama i nikt nie może uwolnić się spod jego
        panowania, poza tym Jednym, którego tamten zniewolić nie potrafił."


        "Jako Bóg, Syn nie potrzebuje pomocy. Jest bowiem wszechmogący na
        równi z Ojcem i jako taki pomaga człowiekowi. "Albowiem jak Ojciec
        wskrzesza umarłych i ożywia, tak również i Syn ożywia tych, których
        chce" (J 5,21). To nie jest tak, że innych ożywia Ojciec, innych Syn
        albo inaczej Ojciec, inaczej Syn: albowiem Syn czyni to samo i tak
        samo. Bóg Ojciec wskrzesił więc z martwych Syna Bożego jako
        człowieka; ponieważ zaś jest Bogiem, sam zmartwychwstał."

        "Niech nie unika trudu i w ten sposób "idzie za Mną". Jeśli bowiem
        zacznie "Mnie naśladować" w moich obyczajach i zachowując moje
        przykazania, wielu mu się będzie sprzeciwiać, wielu mu będzie tego
        zakazywać, odradzać - to nawet spośród tych, którzy towarzyszą
        Chrystusowi. Ci, którzy zakazywali ślepym wołać do Chrystusa,
        należeli do Jego orszaku. Jeśli więc chcesz iść za Chrystusem, włóż
        na krzyż wszystkie groźby, pochlebstwa, zakazy; znoś je, dźwigaj,
        nie upadaj. W słowach tych Pan wzywa do męczeństwa. Jeśli nastąpi
        prześladowanie, czyż dla Chrystusa nie należy wszystkim wzgardzić?
        Kochamy świat, ale bardziej należy kochać Tego, przez którego świat
        został stworzony. Wielki jest świat, ale jego Stwórca jest większy.
        Piękny jest świat, ale piękniejszy jest jego Stwórca. Miły jest
        świat, ale słodszy jest jego Stwórca."

        "Pan Jezus powiedział kiedyś: "Kto pożywa moje Ciało i pije moją
        Krew, trwa we Mnie, a Ja w nim" (J 6,56). A zatem spożywać ten
        pokarm i pić ten napój - to tyle samo, co trwać w Chrystusie i mieć
        Go trwającego w sobie. Kto zaś nie trwa w Chrystusie ani Chrystus w
        nim nie trwa, z całą pewnością nie spożywa Jego Ciała ani nie pije
        Jego Krwi, choćby nawet cieleśnie i widzialnie połykał sakrament
        Ciała i Krwi Chrystusa. Taki spożywa i pije ten wielki sakrament
        raczej na sąd nad sobą, gdyż odważa się - mimo że jest nieczysty -
        przystąpić do sakramentów Chrystusa."

        • kaczy.i.indyczy O Duchu Świętym 19.10.08, 02:33
          "Że Duch Święty jest Bogiem, woła Pismo słowami Apostoła: "Czyż nie
          wiecie, że jesteście świątynią Boga i że Duch Boży w was mieszka?"
          (1 Kor 3,16) Bóg bowiem mieszka w swojej świątyni. Nie jako sługa
          mieszka Duch Boży w świątyni Bożej. Jeszcze wyraźniej mówi się o tym
          w innym miejscu: "Czyż nie wiecie, że ciała wasze są świątynią Ducha
          Świętego w was, którego macie od Boga, i że już nie należycie do
          siebie? Za wielką bowiem cenę zostaliście nabyci. Chwalcie więc Boga
          w ciele waszym" (1 Kor 6,19n)."

          "Powiada Pismo Święte: "Bóg jest miłością" (1 J 4,8) oraz że jest
          ona "z Boga" (w. 7) i że w nas sprawia to, iż "trwamy w Bogu", a "On
          w nas" (w. 12n), a ponadto, że "udzielił nam ze swego Ducha" (w.
          13). Sam Duch jest Bogiem Miłością. Jeśli wśród darów Bożych nie ma
          nic większego ponad miłość i jeśli nie ma większego daru Bożego niż
          Duch Święty, wynika stąd, że On sam jest miłością - On, który jest
          zarówno Bogiem, jak z Boga. I jeśli miłość, jaką Ojciec kocha Syna,
          a Syn Ojca, objawia niewysłowioną wspólnotę Ich Obu, to godzi się
          przyjąć, że właściwą nazwą Tego, który jest wspólnym Duchem Ich Obu,
          jest Miłość. Wprawdzie zdrowa wiara i rozum każą pamiętać o tym, że
          w Trójcy nie tylko sam Duch Święty jest miłością, jednakże - idąc za
          powyższymi argumentami - nie jest pomyłką nazywać Go w sposób
          właściwy Miłością. Podobnie nie On jeden jest w Trójcy duchem
          świętym, gdyż zarówno Ojciec jest duchem, jak Syn, a również świętym
          jest Ojciec i Syn, a jednak nie jest pomyłką nazywać Go w sposób
          właściwy Duchem Świętym."

          "W niewidzialnej i niezniszczalnej Trójcy, którą wyznaje i głosi
          wiara nasza i Kościół katolicki, Bóg Ojciec jest Ojcem nie Ducha
          Świętego, lecz Syna; zaś Bóg Syn jest Synem nie Ducha Świętego, lecz
          Ojca; natomiast Bóg Duch Święty nie jest Duchem samego tylko Ojca
          ani samego tylko Syna, lecz Ojca i Syna. Toteż przez Tego, który
          jest wspólny Ojcu i Synowi, mamy budować wspólnotę wzajemną oraz
          wspólnotę z Bogiem. Przez ten Dar, który jest jeden od Nich Obu,
          mamy łączyć się w jedno, a jest nim Duch Święty - Bóg i Dar Boży. W
          Nim bowiem dokonuje się nasze pojednanie z Bogiem i nasze radowanie
          się Bogiem."


          "Spójrzcie, co czyni dusza w ciele. Ożywia wszystkie członki: oczyma
          widzi, uszami słyszy, nosem odbiera zapachy, językiem mówi, rękoma
          pracuje, nogami chodzi. Jest jednocześnie we wszystkich członkach,
          aby je ożywiać. Życie daje wszystkim członkom, zadania
          poszczególnym. Oko nie słyszy, ucho nie widzi, nie widzi język; ucho
          ani oko nie przemawia, a jednak żyje. Żyje ucho, żyje język; różne
          są zadania, ale życie wspólne. Tak samo jest z Kościołem Bożym: w
          jednych świętych czyni cuda, w innych naucza prawdy, w innych
          strzeże dziewictwa, w jeszcze innych - małżeńskiej skromności. W
          jednych czyni to, w drugich tamto, każdy ma swoje zadania, ale życie
          jest wszystkim wspólne. Otóż czym dusza dla ciała, tym Duch Święty
          dla Ciała Chrystusowego, którym jest Kościół. Duch Święty sprawia w
          całym Kościele to, co dusza we wszystkich członkach jednego ciała.
          Ale chciałbym was ostrzec, zwrócić waszą uwagę, wskazać, czego macie
          się bać. Jeżeli od ciała ludzkiego odciąć jakiś członek, np. rękę,
          palec, stopę - czyż dusza biegnie za tym, co odcięte? Kiedy członek
          ten należał do ciała, ona go ożywiała; odcięty traci życie. Podobnie
          chrześcijanin jest katolikiem, dopóki żyje w ciele; odcięty staje
          się heretykiem. Duch nie podąża za odciętym członkiem. Jeśli zatem
          chcecie mieć życie od Ducha Świętego, zachowujcie miłość, kochajcie
          prawdę, tęsknijcie za jednością, a osiągniecie życie wieczne."

          "Apostoł powiada: "Gdybym mówił językami ludzi i aniołów, a miłości
          bym nie miał; gdybym miał dar prorokowania, a miłości bym nie miał,
          niczym jestem, nic mi nie pomoże" (1 Kor 13). Wynika stąd, że może
          się zdarzyć, iż ludzie niegodni życia wiecznego i Królestwa Niebios
          zostaną pokropieni jakimiś darami Ducha Świętego. Nie mają miłości,
          a bez niej dary te nie są wprawdzie niczym, ale nic im nie pomogą.
          Dar proroctwa nie prowadzi przecież do Królestwa Bożego, jeśli
          zabraknie miłości, miłość zaś bez daru proroctwa z pewnością tam
          prowadzi"

          "Nie bez pomocy Ducha Świętego zapowiadali prorocy przyszłe
          wydarzenia. Tak samo dzięki Duchowi Świętemu rozpoznali Pana w
          Dziecięciu starzec Symeon i wdowa Anna (Łk 2,26n). Również
          Zachariasz i Elżbieta przez Ducha Świętego wygłosili tak wiele
          rzeczy o Panu już poczętym, ale jeszcze nie narodzonym (Łk 1,41n
          67n). Jednakże "Duch jeszcze nie był dany" (J 7,39), tzn. nie
          została jeszcze udzielona ta pełnia łaski duchowej, dzięki której
          zgromadzeni Apostołowie mówili wszystkimi językami i stali się w ten
          sposób zapowiedzią przyszłego Kościoła. Dzięki tej łasce duchowej
          ludy się łączą w jedno, grzechy są odpuszczane wzdłuż i wszerz całej
          ziemi i tysiące tysięcy ludzi jedna się z Bogiem."

          "Dlaczego Pan postanowił dać Ducha dopiero po swoim
          zmartwychwstaniu? Przecież od Niego otrzymaliśmy największe dary,
          gdyż dzięki Niemu miłość Boża rozlana jest w sercach naszych (Rz
          5,5). Jaki sens się za tym kryje? Otóż Pan postanowił tak dlatego,
          aby nasza miłość rozgrzała się w zmartwychwstaniu i oddzieliła się
          od miłości świata, tak, aby cała dążyła do Boga. Tutaj bowiem
          rodzimy się i umieramy, i to, co jest tutaj, nie jest warte naszej
          miłości. Zatem wznieśmy się miłością, zamieszkajmy naszą miłością na
          wysokości, tą miłością, którą kochamy Boga. W naszej ziemskiej
          pielgrzymce zważajmy tylko na to, że tutaj nie będziemy przebywać
          wiecznie, dobrym zaś życiem przygotujemy sobie mieszkanie tam, skąd
          nigdy nie odejdziemy. Albowiem Pan nasz Jezus Chrystus po swoim
          zmartwychwstaniu "już nie umiera, śmierć nie ma już nad Nim władzy"
          (Rz 6,9). Oto co mamy kochać. Oto dlaczego Pan nie chciał udzielić
          Ducha, dopóki nie został uwielbiony: chciał bowiem w swoim ciele
          objawić życie, którego jeszcze nie mamy, ale którego spodziewamy się
          w zmartwychwstaniu"


          I zaraz po swoim zmartwychwstaniu Chrystus "tchnął na nich i
          powiedział im: Weźmijcie Ducha Świętego: którym odpuścicie grzechy,
          są im odpuszczone, a którym zatrzymacie, są im zatrzymane" (J
          20,22n).

          "Tchnął na nich". Uczynił to Ten, który tchnieniem ożywił pierwszego
          człowieka; podniósł go z błota, kiedy tchnieniem udzielił członkom
          duszy. Teraz również tchnął na nich, aby powstali z błota i wyrzekli
          się brudnych czynów.







    • amm06 Re: Cytaty ze Św. Augustyna 19.10.08, 02:23
      Czesc, nigdy jeszcze nie mialam okazji poczytac Sw. Augustyna,
      bardzo chetnie poczytam, dzieki_Tobie, pozdrawiam :)
      • kaczy.i.indyczy Re: Cytaty ze Św. Augustyna 19.10.08, 02:46
        Cześć,prawdę mówiąc łatwiej byłoby podać "linkę" ,ale dawno nie
        czytałem i postanowiłem troszke posortować i wkleić tylko niektóre
        fragmenty.O dziwo uzbierało się tego trochę wiecej niz myślałem,a i
        to myślę,że nie koniec :)
        Tu link do strony,z której to czerpię owe cytaty,także jeśli
        chciałabys zaczerpnąć ze żródła to proszę bardzo :)
        www.nonpossumus.pl/biblioteka/jacek_salij/rozmowy/
        Pozdrawiam :)

        • kaczy.i.indyczy O Piśmie Świętym 19.10.08, 02:57
          "Z tego Miasta, do którego dążymy, list przyszedł do nas. Jest nim
          Pismo Święte, które nas wzywa do dobrego życia. Co ja zresztą mówię,
          że list przyszedł? Sam Król zstąpił, aby stać się nam Drogą w tej
          pielgrzymce: jeśli tej Drogi będziemy się trzymać, nie zbłądzimy ani
          nie osłabniemy, nie wpadniemy też w ręce zbójców, ani nie damy się
          złapać w zasadzki"

          "Mądrość Chrystusa zawsze obecna była w Piśmie Świętym. Ale było ono
          zamknięte, nikt go nie rozumiał. Kiedy Pan został ukrzyżowany,
          stopniało ono niby wosk, tak że mogą je rozumieć wszyscy chorzy i
          słabi. Również zasłona świątyni rozdarła się i odsłoniło się to, co
          było zakryte."

          "Pismo Święte nie mogłoby nas podnosić, gdyby się do nas nie
          zniżyło. Tak jak Słowo, stawszy się ciałem, zniżyło się do nas, aby
          nas podnieść"

          "Pismo Święte w ten sposób przemawia, że wszystkim jest dostępne,
          chociaż nieliczni mogą je zgłębić. Kiedy poucza otwarcie, jest jak
          bliski przyjaciel, który w prostych słowach rozmawia z prostaczkami
          i uczonymi. Tajemnic zaś, jakie w sobie ukrywa, nie podnosi w
          wyniosłych słowach, gdyż wówczas umysł nieporadny i niewykształcony
          nie odważyłby się do nich przystąpić, tak jak biedak nie śmie
          przystąpić do bogacza. Lecz wszystkich pokornie zaprasza, aby
          karmili się zarówno jawną prawdą, jak wprowadzali w czyn prawdę
          ukrytą. Prawda bowiem zawiera się zarówno w tym, co w Piśmie Świętym
          jawne, jak w tym, co ukryte. Żeby nie znudziły się prawdy jawne,
          tęsknimy za ukrytymi, aby nas odnowiły i słodko przeniknęły. Przez
          nie dokonuje się zbawienna naprawa tego, co wypaczone, one są
          pokarmem maluczkich i radością uczonych. Toteż ten tylko jest
          nieprzyjacielem Pisma Świętego, kto w swoich błędach nie poznał jego
          zbawczej mocy albo w chorobie znienawidził lekarstwa."

          "Nie trzeba się niepokoić tym, czego w Piśmie Świętym jeszcze nie
          rozumiecie. To zaś, co rozumiecie, niech was nie nadyma pychą. Lecz
          to, czego nie rozumiecie, ze czcią przechowujcie, to zaś, co
          rozumiecie, wypełniajcie z miłością
          Uszanuj Pismo Święte, uszanuj słowo Boże, nawet jeśli go nie
          rozumiesz. Niech pobożność wyprzedza rozumienie. Nie oskarżaj
          pochopnie Pisma o zawiłość ani o przewrotność. Nie ma w nim nic
          przewrotnego. Jeśli zaś jest w nim coś ciemnego, to nie tobie na
          złość, lecz żebyś się ćwiczył w umiejętności jego przyjmowania.
          Zatem jeśli jest w nim coś ciemnego, Lekarz to sprawił, abyś stukał;
          chciał, abyś się ćwiczył w stukaniu, chciał, aby stukającemu zostało
          otworzone (Mt 7,7). Przez stukanie nabierzesz doświadczenia,
          rozszerzysz się, staniesz się zdolny do przyjęcia daru. Nie złość
          się więc, że Pismo jest przed tobą zamknięte, bądź cichy, łagodny.
          Nie denerwuj się na to, co ciemne. Nie mów: Lepiej by było, gdyby to
          tak było napisane. Od kiedy masz prawo mówić i sądzić, jak powinno
          być napisane? Tak zostało napisane, jak powinno być napisane."


          "Czytamy w Psalmie 7, że Pan przygotuje do swego łuku nie tylko
          strzały ogniste, ale również śmiertelne pociski. Albowiem heretycy,
          zamiast kierować ku ludziom ogniste strzały zapalające miłością,
          atakują ludzi wyciągniętymi z tego samego Pisma zatrutymi, zgubnymi
          pociskami. Zresztą nawet to należy przypisać Bożej Opatrzności: nie
          czyni ona ludzi grzesznikami, ale wprowadza porządek, kiedy ludzie
          grzeszą. Kto bowiem w złej woli i w grzechu czyta Pismo, musi je źle
          rozumieć i na tym tu polega kara za grzech."


          "Jeśli ktoś wyciągnie z tych naszych Ksiąg rzeczy przeciwne wierze
          katolickiej, to albo wykażemy cały ich fałsz, albo będziemy
          niewzruszenie wierzyć, że jest to fałsz. Trzymajmy się mocno naszego
          Pośrednika, w którym ukryte są wszystkie skarby mądrości i wiedzy,
          abyśmy nie dali się zwieść wymownością fałszywej filozofii ani
          zastraszyć przesądowi fałszywej religii. Kiedy zatem znajdujemy w
          boskich Księgach wielość prawdziwych sensów, które zawierają się w
          nielicznych słowach, a zdrowa wiara katolicka je potwierdza, ten
          sens wybierzmy przede wszystkim, który wynika w sposób pewny z
          przeczytanego tekstu. Jeśli jest on ukryty, wybierzmy ten, który nie
          sprzeciwia się kontekstowi Pisma i zgadza się ze zdrową wiarą. Jeśli
          zaś nawet z kontekstu nie da się go wydobyć, idźmy przynajmniej za
          tym sensem, jakiego domaga się zdrowa wiara. Czym innym bowiem jest
          nie rozpoznać tego, o co przede wszystkim chodziło natchnionemu
          autorowi, czym innym zaś odejść od zasad pobożności."


          "Bóg chciał, abyśmy mieli Jego Pismo. Czasem powiadasz komuś, komu
          coś obiecujesz: daję ci to na piśmie. Pokolenia przychodzą i
          odchodzą, a Pismo Boże powinno trwać. Jest ono pisemnym
          zobowiązaniem Bożym, aby wszyscy, którzy przechodzą przez to życie,
          przeczytali je i weszli na drogę Jego obietnicy. A jak wiele już
          wypełnił Bóg z tego pisemnego zobowiązania! Wahają się ludzie, czy
          wierzyć w Boga co do zmartwychwstania umarłych oraz przyszłego
          życia, bo tylko to jedno pozostało do wypełnienia. Mógłby ci Bóg
          powiedzieć: Masz w ręku moje zobowiązanie, w którym obiecałem Sąd,
          rozdzielenie dobrych od złych, wieczne królowanie wierzącym, a ty
          nie chcesz wierzyć? Przeczytaj wszystkie moje obietnice zawarte w
          tym zobowiązaniu i wejdź w spór ze Mną. Na podstawie tego, co
          wypełniłem, uwierz, że wypełnię to, co jeszcze pozostało. Znajdziesz
          w tym pisemnym zobowiązaniu obietnicę, że dam wam Syna Jedynego i że
          Go nie oszczędzę, ale Go za was wszystkich oddam - zapisz to wśród
          tego, co wypełnione. Czytaj pisemne zobowiązanie: obiecałem, że
          przez mojego Syna dam wam zadatek Ducha Świętego - zapisz to wśród
          tego, co wypełnione."

          "
          Kiedy przyjdzie Pan nasz Jezus Chrystus, rozświetli - jak powiada
          Apostoł Paweł - to co ukryte w ciemnościach i ujawni zamiary serc,
          aby każdy otrzymał pochwałę od Boga (1 Kor 4,5). W tym Dniu nie będą
          potrzebne pochodnie: nie będziemy słuchać proroków, otwierać pism
          apostolskich, niepotrzebne nam będzie świadectwo Jana, nawet
          Ewangelii nie będziemy już potrzebować. Całe Pismo zostanie spośród
          nas wzięte. W nocy obecnego świata zapalono je nam jako pochodnię,
          abyśmy nie pozostawali w ciemnościach. Gdyby obecnie nam je wzięto,
          pod pozorem, że nie potrzebujemy jego światła, gdyby wzięto nam
          mężów Bożych, przez których dokonuje się posługa Pisma, którzy wraz
          z nami to światło prawdziwe i jasne oglądają - co byśmy wówczas
          mogli widzieć? Czym karmiłaby się nasza dusza? Gdzie znaleźlibyśmy
          radość dla naszych oczu?"

          "Cała wielkość i szerokość słów Bożych mieści się w miłowaniu Boga i
          bliźniego. Poucza nas o tym jedyny niebieski Nauczyciel: "Będziesz
          miłował Pana Boga swego z całego serca, z całej duszy i ze
          wszystkich myśli, a bliźniego swego jak siebie samego. Na tych dwóch
          przykazaniach polega całe Prawo i prorocy" (Mt 22,37-40). Zatem,
          jeśli brak ci czasu na studiowanie wszystkich świętych stronic, na
          wyjaśnianie wszystkich zawiłości w zawartych tam naukach, na
          zgłębianie wszystkich tajemnic biblijnych - zachowuj miłość, na
          której wszystko polega. W ten sposób zachowasz to, czego się tam
          nauczyłeś, a również to, czego się jeszcze nie nauczyłeś. Jeśli
          bowiem znasz miłość, wiesz trochę, na czym i to polega, czego
          jeszcze nie znasz. To, co w Piśmie rozumiesz, jaśnieje miłością; w
          tym, czego nie rozumiesz, miłość jest ukryta. Tak więc, kto
          zachowuje miłość w obyczajach, zachowuje i to, co w Piśmie Świętym
          jest jasne, i to, co w nim ukryte."

          "Apostoł Jakub wzywa nas, abyśmy byli wytrwałymi słuchaczami słowa
          Bożego: "Bądźcie wykonawcami słowa, a nie słuchaczami tylko,
          oszukującymi samych siebie" (Jk 1,22). Bo nie oszukujecie Tego,
          który dał wam słowo, ani tego, przez którego posługę ono do was
          przychodzi, ale samych siebie oszukujecie"


          • kaczy.i.indyczy O człowieku 19.10.08, 03:13
            "Powiem odważnie, ale prawdziwie: Dwa są życia - jedno ciała, drugie
            duszy. Podobnie jak życiem ciała jest dusza, tak życiem duszy jest
            Bóg. Ciało umiera, kiedy dusza je opuści. Tak samo umiera dusza,
            kiedy opuści ją Bóg."

            "Jako obraz jesteś naśladowcą Boga, ale nie jesteś takim obrazem,
            jakim jest Syn. Bo również w świecie ludzkim są różne obrazy. Syn
            człowieka nosi w sobie obraz swojego ojca i jest tym, czym jego
            ojciec, gdyż jest człowiekiem, tak jak jego ojciec. Natomiast obraz
            twój w lustrze nie jest tym, czym ty jesteś. Inaczej bowiem obraz
            twój znajduje się w twoim synu, inaczej w lustrze: w synu obraz twój
            jest substancjalnie równy, w lustrze zaś niewiele ma
            substancjalności, a jednak jest jakimś twoim obrazem, choć nie
            takim, jakim jest substancjalny twój obraz w twoim synu. Również w
            stworzeniu obraz Boży nie jest tym, czym jest w Synu, który jest
            równy Ojcu i jest Słowem Bożym, przez które wszystko się stało."

            "Bóg pragnie uczynić cię podobnym do siebie. Niech Bóg ci się
            spodoba takim, jaki jest, a nie takim, jakim ty byś Go sobie życzył.
            Jesteś wypaczony i życzysz sobie Boga, jakim sam jesteś, a nie jakim
            On jest. Gdyby On ci się spodobał takim, jaki jest, poprawiłbyś się
            i przyłożyłbyś do tej miary swoje serce. Miary tej obecnie nie
            stosując, uległeś wypaczeniu."

            "Zaczęło się od występnego pragnienia, żeby stać się jak Bóg, a
            skończyło się na podobieństwie do zwierzęcia. Toteż - odarci ze swej
            pierwotnej szaty - ludzie śmiertelni zasłużyli na to, że musieli
            przyodziać się w zwierzęce skóry. Prawdziwa cześć i godność
            człowieka jest w podobieństwie i obrazie Bożym, które zachować
            winniśmy przez zjednoczenie się z Tym, który je wycisnął. Natomiast
            chęć wypróbowania swej władzy sprawia, że człowiek jakby z własnej
            woli spada do swojego tylko poziomu. A dalej, chcąc być jak Bóg, bez
            nikogo nad sobą, za karę zostaje strącony ze swojego pośredniego
            stanowiska na sam dół, to jest do poziomu tych rzeczy, które
            zwierzętom sprawiają rozkosz. I tak, gdy godność jego stanowiło
            podobieństwo do Boga, to hańbą jego stanie się teraz podobieństwo do
            zwierzęcia"

            "Człowiek został stworzony sprawiedliwym, nie uczynił siebie
            sprawiedliwym. Wiemy, czym uczynił sam siebie: wypadł z ręki
            Garncarza i rozbił się. Rządził nim Ten, który go stworzył, ale on
            postanowił Go porzucić. Bóg zezwolił na to, jak gdyby mówiąc: Niech
            Mnie porzuci i niech szuka siebie, a nieszczęście będzie mu dowodem,
            że niczego beze Mnie nie może"


            Ale dlaczego Pan Bóg dał nam zdolność wybierania między byciem z Nim
            i bez Niego? Przecież mógłby nas tak stworzyć, że sama możliwość
            takiego wyboru nie wchodziłaby w rachubę!

            "Bo lepiej, żeby człowiek był dobry z wolności niż z przymusu."

            Czy to się odnosi również do Pana Boga?

            "Widzę, że chciałbyś powiedzieć, jakoby Bóg był zmuszony
            koniecznością do tego, żeby nie grzeszyć: skoro On nie może chcieć
            ani nie chce móc grzeszyć. Można się z tym zgodzić, jeśli
            koniecznością nazwiemy to, że coś jest lub dzieje się koniecznie.
            Błogosławiona jest ta konieczność, kiedy koniecznie życie jest
            szczęśliwe i koniecznie się w nim nie umiera, koniecznie nie zmienia
            się na gorsze. Tą koniecznością święci aniołowie nie są przymuszeni,
            ale jej zażywają. Będzie ona również naszą koniecznością, ale nie
            obecnie."

            Chyba rozumiem, Ojcze: Jest konieczność wykluczająca wolność,
            narzucona z zewnątrz; i jest taka pełnia wolności, aprobaty dla
            swojego istnienia, przepełnienia dobrem, że wyklucza całkowicie
            możliwość złego wyboru. Niemożliwe jest, żeby Pan Bóg powołał do
            istnienia stworzenie rozumne jako zdeterminowane do dobra
            koniecznością pierwszego typu, bo to byłoby absurdem. Natomiast
            pełnię wolności Bóg ma z samego siebie, stworzenie zaś rozumne musi
            do niej - na swoją miarę - dopiero dojść. Bo to, żeby ktoś został
            stworzony od razu w pełni wolności też byłoby absurdem: przecież
            wolność stworzenia polega na osobowym, własnym, odwewnętrznym
            ukierunkowaniu ku Bogu jako Źródłu wszelkiego dobra!

            "W Bogu nie ma swobody wyboru, bo nie może czynić zła, podobnie
            jak "nie może się zaprzeć samego siebie" (2 Tm 2,13). Również i nam
            udzieli On tego jako najwyższej nagrody, że będziemy równi wprawdzie
            nie samemu Bogu, ale Jego aniołom (Łk 20,36) i nie będziemy mogli
            grzeszyć"

            "
            Człowiek jest bardziej kruchy niż szkło. Szkło jest wprawdzie
            kruche, ale jeśli obchodzić się z nim ostrożnie, długo potrwa. Można
            spotkać kielichy pochodzące od dziada i pradziada, z których piją
            wnuki i prawnuki. Ta kruchość może trwać przez lata. Nasza ludzka
            kruchość nie tylko jest narażona codziennie na różne wypadki, bo
            choćby nagłe wypadki się nie zdarzały, nie jesteśmy w stanie żyć
            długo. Całe życie człowieka jest krótkie, całe, od dzieciństwa aż do
            późnej starości jest krótkie."

            "Nawet długie życie człowieka jest tak krótkie w skali wszechświata,
            że można je porównać do jednej kropli w całym morzu. Bo czym jest
            życie człowieka, nawet to, które nazywamy długim? Długim nazywamy
            życie, które na tym świecie jest tak krótkie i przepełnione jest
            jękiem aż do sędziwej starości. Dlaczego jednak tak się ludzie za
            nim uganiają? Tyle starań, trudu, troski, czujności, pracy wkładają
            ludzie w to, żeby żyć tutaj długo i zestarzeć się. Czym jest długie
            życie, jeśli nie biegiem do kresu? Przeżyłeś dzień wczorajszy,
            chcesz jutra. Kiedy jednak przeminie jutro, będziesz miał o jeden
            dzień mniej. Pragniesz jutra, a w ten sposób zbliżasz się do tego
            dnia, którego nie chciałbyś doczekać. Zapraszasz przyjaciół na
            urodziny, przyjmujesz życzenia: "Obyś żył wiele lat!", i pragniesz,
            aby się one spełniły. Czego ty pragniesz? Żeby przychodziły lata i
            lata, a nie chcesz, aby nastąpił koniec lat? Twoje pragnienia są w
            sobie sprzeczne: pragniesz iść, a nie pragniesz dojść'

            "Sam zobacz swoją głupotę i przewrotność. Powiadasz, że ważniejsze
            jest życie niż mieszkanie, a wolisz żeby raczej twoje mieszkanie
            było dobre niż życie. Swoją łapczywością i złą pożądliwością
            urządziłeś sobie dobre mieszkanie, a ponieważ kradłeś, twoje życie
            stało się złe. Gdyby cię jednak zapytano, co wolisz utracić: dobre
            mieszkanie czy złe życie, gotów byłbyś raczej mieszkanie utracić.
            Dlaczego więc nie kochasz tak życia, żeby również ono było dobre,
            skoro nawet złe życie stawiasz ponad wszystkie swoje dobra?
            Pragniesz, aby ono było długie, choćby złe. Staraj się raczej o to,
            żeby było dobre i nie lękaj się jego krótkości."

            "Jeśli boisz się śmierci, ukochaj zmartwychwstanie. Żyjmy na tym
            świecie jak pielgrzymi. Pamiętajmy o tym, że przemijamy, a mniej
            będziemy grzeszyć. Raczej dziękujmy Panu Bogu naszemu za to, że
            ostatni dzień naszego życia nastąpi i niedługo, i nie wiadomo kiedy.
            Bardzo krótka jest odległość między pierwszym dzieciństwem i sędziwą
            starością. Gdyby Adam umarł dopiero dzisiaj, cóż by mu z tego
            przyszło, że żył tak długo? Czy jest długim to, co ma koniec? Nikt
            nie przywróci dnia wczorajszego, dzień jutrzejszy bardzo szybko
            przyjdzie i przeminie. Żyjmy dobrze na tym krótkim odcinku, abyśmy
            tam doszli, gdzie nie będziemy przemijać. Słowa ulatują i godziny
            mijają. I tak cały nasz wiek, wszystkie nasze czyny i dostojeństwa,
            i biedy, i doczesne szczęście. Wszystko przemija. Ale się nie
            lękajmy: Słowo Pana trwa na wieki."

            "Jak długo jesteś gliną, nie jesteś jeszcze w pełni synem, bo
            jeszcze nie zaczerpnąłeś w całej pełni łaski, dzięki której dana
            jest nam moc, abyśmy się stali synami Bożymi (J 1,12). Wówczas
            usłyszysz: "Już nie nazwę was sługami, ale przyjaciółmi" (J 15,15).
            Obecnie kimże ty jesteś, że chcesz się spierać z Bogiem i znać Jego
            zamiary? Gdybyś chciał poznać zamiary równego sobie człowieka, zanim
            byś się z nim nie zaprzyjaźnił, byłbyś bezczelny. Zatem tak, jak
            nosiliśmy obraz ziemskiego człowieka, nośmy obraz niebieskiego (1
            Kor 15,49), zrzućmy z siebie starego człow
            • kaczy.i.indyczy O miłości 19.10.08, 03:25
              "Boga mam kochać z całego siebie, bliźniego jak siebie samego. A z
              czego mam kochać siebie, z czego mam kochać ciebie? Chcesz wiedzieć,
              z czego? Z tego, że Boga kochasz z całego siebie. Czy sądzisz, iż
              Bóg na tym korzysta, że Go kochasz? Że coś Mu z tego przychodzi, iż
              Go kochasz? Że gdybyś Go nie kochał, byłby na tym stratny? Jeżeli
              kochasz, ty na tym korzystasz: znajdziesz się tam, gdzie nie
              zginiesz. Może zapytasz: To samego siebie mam nie kochać? W ogóle
              nie kochasz siebie, jeśli nie kochasz Boga, który cię stworzył.
              Nienawidzisz siebie, sądząc, że się kochasz. "Kto kocha nieprawość,
              nienawidzi swojej duszy" (Ps 10,5)."

              "Najpierw nakazano ci Boga kochać, następnie bliźniego. Boga jednak
              nie widzisz, miłością bliźniego oczyszczasz swoje oczy, abyś mógł
              zobaczyć Boga. "Jeżeli nie miłujesz brata, którego widzisz, jakże
              możesz miłować Boga, którego nie widzisz?" (1 J 4,20) Ale żebyś nie
              sądził, że w ogóle nie możesz zobaczyć Boga, powiedziano: "Bóg jest
              miłością, a kto trwa w miłości, w Bogu trwa" (1 J 4,16). Zatem
              kochaj bliźniego, a rozpoznasz w sobie przyczynę, dzięki której go
              miłujesz: zobaczysz Boga."

              "Kochaj grzesznika nie jako grzesznika, ale jako człowieka. Jeśli
              kochasz chorego, prześladujesz chorobę, bo jeśli oszczędzasz
              chorobę, nie kochasz chorego"

              "Nawet róża ma kolce. Niektóre dzieła miłości wydają się przykre,
              surowe. Ale są potrzebne, bo dyktuje je miłość. Zatem jedno tylko
              krótkie przykazanie otrzymujesz: Kochaj, i czyń, co chcesz! Jeśli
              przemilczysz błąd, z miłości przemilczysz. Jeśli nakrzyczysz, z
              miłości nakrzyczysz. Jeśli ukarzesz, z miłości ukarzesz. Jeśli
              oszczędzisz, z miłości oszczędzisz. Korzeń miłości jest wewnątrz
              człowieka i tylko dobro może z niego wyrosnąć."

              "Jeśli kochasz niegodziwość, powiem ci otwarcie: Nienawidzisz
              siebie! "Kto kocha nieprawość, nienawidzi swojej duszy" (Ps 10,5). A
              cóż powiedzieć o ciele, które jest mniej wartościową częścią
              człowieka? Jeśli ktoś duszy swojej nienawidzi, miałby kochać ciało?
              Przecież ci, którzy kochają nieprawość i nienawidzą swojej duszy,
              obchodzą się bez żadnej czci ze swoim ciałem. Zatem jak tobie, który
              miłujesz nieprawość, można powierzyć bliźniego? Przecież będziesz go
              kochał jak siebie samego! A siebie ty gubisz, człowiecze! Zgubisz
              więc i tego, którego kochasz jak siebie samego. Lepiej zatem nikogo
              nie kochaj, lepiej sam tylko idź ku zgubie! Albo napraw swoją
              miłość, albo porzuć wspólnotę z ludźmi!"

              "Im mniej w człowieku niegodziwości, tym więcej powinno być
              łagodności. Jeśli nie skruszą nas słowa Pana: "Kto z was jest bez
              grzechu, niech pierwszy rzuci w nią kamieniem" (J 8,7), to
              naśladujmy Jego przykład. Choć sam bez grzechu, powiada owej
              kobiecie: "I Ja cię nie potępiam, idź i więcej nie grzesz". Mogła
              grzesznica obawiać się, że po odejściu tych, którzy ze względu na
              swoje grzechy nie ukarali grzechu cudzego, zostanie
              najsprawiedliwiej potępiona przez Tego, który sam był bez grzechu.
              Lecz On - nie z lęku przed własnym sumieniem, ale pełen
              przebaczenia - powiada: "I Ja cię nie potępiam". Jeśli grzesznicy
              cię oszczędzili, tym bardziej nie lękaj się Niewinnego. Żeby zaś nie
              wydawało się, iż pochwala winy Ten, który je przebacza, dodaje: "Idź
              i więcej nie grzesz".

              "Miłość rozdaje się zupełnie inaczej niż pieniądze. Nie tylko
              dlatego, że rozdawanych pieniędzy ubywa, a rozdawanej miłości
              przybywa. Kiedy dajemy pieniądze, nasza życzliwość jest większa,
              jeśli nie żądamy zwrotu. Natomiast nie można prawdziwie dawać
              miłości, jeśli nie będziemy życzliwie oczekiwać, że ten, komu
              dajemy, sam będzie miłość czynił. Pieniądze przychodzą do tego, kto
              je otrzymuje, ale odchodzą od tego, kto daje. Miłość zaś rośnie,
              jeśli ten, kto ją daje, żąda, aby dawał ją ten, kto odbiera. Ten
              zaś, kto przyjmuje miłość, wtedy zaczyna ją posiadać, gdy ją daje."

              "Władca nasz woła: "Przyjdźcie do Mnie wszyscy, którzy utrudzeni i
              obciążeni jesteście" (Mt 11,28). Nie zdołacie przyjść, jeśli nie
              porzucicie przeklętego trudu, jaki nakazują wam wasze pożądliwości.
              Chcecie do Mnie przybiec, ale obciążeni brzemieniem grzechów nie
              potraficie. "Przyjdźcie do Mnie, a Ja was orzeźwię". Wybaczę wam
              grzechy, usunę to, co zalewało potem wasze oczy; uzdrowię rany na
              waszych ramionach. Zdejmę wasze brzemiona, ale nie pozostawię was
              bez brzemion. Zdejmę brzemiona złe, nałożę dobre. Powiada bowiem
              Pan: "Weźcie jarzmo moje na siebie". Byliście obciążeni niszczącym
              brzemieniem pożądliwości, teraz będzie was uzdrawiająco obciążała
              miłość."

              "Czytamy w Psalmie: "Umiłowałem przykazania Twoje ponad złoto"
              (18,11). Oto co sprawia łaska. Przykazania, których nie dało się
              zachowywać nawet pod strachem, są wypełniane z miłości. Usiłowano je
              zachowywać ze względu na ziemską i cielesną nagrodę, ale się nie
              udawało. Nie miłowano bowiem przykazań, ale co innego miłowano.
              Toteż nie przyjmowano ich dobrowolnie, ale raczej jako ciężar wbrew
              woli. Jeśli zaś miłujemy Boże przykazania ponad złoto i drogie
              kamienie, wszelka ziemska nagroda za ich zachowanie traci wartość. I
              żadnych innych dóbr ludzkich nie da się porównać z tymi dobrami,
              dzięki którym człowiek staje się dobry."

              "Różnicę między miłością nakazaną przez Chrystusa a wszelką miłością
              świecką wskazują te słowa: "tak jak Ja was umiłowałem". On zaś
              umiłował nas w ten sposób, że Boga w nas umiłował. Nie jakobyśmy Go
              mieli, lecz abyśmy Go mieli."

              "Słuchajcie, co sam Pan obiecuje w Ewangelii: "Kto Mnie miłuje, ten
              będzie umiłowany przez Ojca mego, a również Ja będę go miłował" (J
              14,21). A jeśli Go zapytamy: Co dasz temu, kto Cię miłuje?,
              odpowie: "Objawię mu siebie". Tęsknijmy za Nim, a ukochamy Go,
              pożądajmy Go, jeśli jesteśmy Jego oblubienicą. Oblubieniec jest
              nieobecny, zatem oczekujmy Go, bo nadejdzie Ten, za którym tęsknimy.
              Niech się oblubienica nie lęka, że zostanie porzucona. On zostawił
              dowód miłości, o którym nie zapomni. Jaki dowód miłości? Krew swoją
              przelał. Jaki dowód miłości? Ducha Świętego posłał. O takich
              dowodach miłości mógłby zapomnieć ten Oblubieniec? Gdyby nie kochał,
              takich dowodów by nie dawał. On już teraz kocha! Obyśmy tylko my
              mogli tak kochać! "Nikt nie ma większej miłości niż ten, kto życie
              swoje daje za przyjaciół swoich" (J 15,13)."

              "Kochając Boga, już Go posiadasz. Tego, co się kocha w brudnym
              pożądaniu, często się nie posiada. Czy tym samym jest kochać złoto i
              mieć złoto? Wielu kocha, a nie ma. Czy tym samym jest kochać
              zaszczyty i ich dostępować? Wielu, co ich nie ma, pali się do ich
              posiadania. Szukają ich i często śmierć wcześniej po nich przyjdzie
              niż je znajdą. Bóg odwołuje się do naszej interesowności, woła:
              Miłujcie Mnie, a będziecie Mnie mieli, bo nawet nie moglibyście Mnie
              kochać, gdybyście Mnie już nie mieli."
        • amm06 Re: Cytaty ze Św. Augustyna 19.10.08, 03:19
          Dzieki, chetnie poczytam tutaj i tam. Tyle jest swietnych lektur
          jeszcze do odkrycia, czasem chcialabym byc w stanie poswiecic temu
          duzo wiecej czasu niz obecnie moge. Tez lubie wracac do
          przeczytanych ksiazek, przedziwnie jest to zawsze sa w nich nowe
          madrosci do wyluskania, chociaz to tylko my zapewne sie zmieniamy a
          one zawsze tam byly :)
          • kaczy.i.indyczy Re: Cytaty ze Św. Augustyna 19.10.08, 03:48
            Przyznam,że odczuwam sentyment do tego autora, w jakiś sposób darzę
            Go sympatią i szacunkiem ,bo był chyba pierwszym autorem , w którego
            dziele zaczytywałem się niebawem po nawróceniu (rzecz jasna poza
            Biblią).Mowa tu o jego słynnych "Wyznaniach" ,które to zostały
            wymienione przez obecnego papieża jako jedna z dwóch pozycji(obok
            Pisma Świętego) ,które zabrałby na bezludną wyspę...
            Nie spodziewałem się wówczas,ze to aż taki hicior :)
            Dobranoc,kolorowych snów :)
            • amm06 Re: Cytaty ze Św. Augustyna 19.10.08, 03:58
              Dzieki, Tobie tego samego. Moja lista lektur do przeczytania znowu
              urosla :)
    • kaczy.i.indyczy O Eucharystii 19.10.08, 04:05
      Byłoby oczywiście absurdem przeciwstawiać sobie pokarm Słowa Bożego
      i pokarm Eucharystii.

      "Słowo Boże to jest nasz chleb codzienny, ale nie dla żołądka, tylko
      dla duszy. Teraz, kiedy pracujemy w winnicy, jest on nam niezbędny.
      Jest pokarmem, nie nagrodą. Robotnika dwie rzeczy sprowadzają do
      winnicy: pokarm dla podtrzymania życia oraz nagroda, która sprawi mu
      radość. Naszym codziennym pokarmem na tej ziemi jest słowo Boże,
      które w kościołach jest rozdawane codziennie, nagrodą naszą po
      trudach jest życie wieczne"

      "Na ołtarzu widzicie Chleb i Kielich. Otóż oczy wasze temu się
      sprzeciwiają, ale żąda tego wasza wiara: Chleb jest Ciałem
      Chrystusa, w kielichu jest Krew Chrystusa. Dlatego zaś, bracia,
      nazywa się to sakramentem, bo co innego widzimy, a co innego
      przyjmujemy. To, co widzimy, ma postać cielesną; to, co przyjmujemy,
      owocuje duchowo."

      "Pan powiedział: "Jeżeli nie będziecie spożywali mego Ciała i nie
      będziecie pili Krwi mojej, nie będziecie mieć życia w sobie" (J
      6,53). Powiedział to Ten, który sam jest Życiem. Śmiercią byłoby dla
      człowieka sądzić, że Życie skłamało. Otóż kiedy Pan to powiedział,
      zgorszyli się Jego uczniowie, wprawdzie nie wszyscy, jednak liczni,
      i pomyśleli sobie: "Twarda jest ta mowa, któż jej słuchać może?" (J
      6,60) Kiedy Pan to poznał, odpowiedział na nie wyrażone głośno
      zarzuty: "To was gorszy? A gdy ujrzycie Syna Człowieczego, jak
      będzie wstępował tam, gdzie był przedtem?" Oto co chciał przez to
      powiedzieć: Sądzicie, że to ciało moje podzielę na części, i członki
      pokroję i dam wam? A co będzie, jeśli ujrzycie Syna Człowieczego,
      jak wstępuje tam, gdzie był przedtem? Ten, który cały wstąpił do
      nieba, z pewnością nie może być strawiony. Zatem dał nam zbawczy
      posiłek swojego Ciała i Krwi, a zarazem rozwiązał pytanie o swoją
      integralność. Niech więc spożywają ci, którzy spożywają, niech piją
      ci, którzy piją, niech łakną i pragną - bo Życie spożywają, bo Życie
      piją. Spożywać je, to znaczy się wzmocnić, ale kiedy się wzmocnisz,
      nie słabnie to, czym się wzmacniasz. Pić je, to tyle samo, co żyć.
      Spożywaj Życie, pij Życie, a będziesz miał Życie i całością jest
      Życie. Wówczas to się stanie, to znaczy życiem dla każdego będzie
      Ciało i Krew Chrystusa. W sakramencie spożywamy je widzialnie, w
      rzeczywistości duch nasz spożywa i pije."

      "Pan nasz Jezus Chrystus chciał zostawić nam zbawienie w swoim Ciele
      i Krwi. Dlaczego zaś każe nam spożywać swoje Ciało i Krew? Bo jest
      pokorny. Gdyby nie był pokorny, nie moglibyśmy Go spożywać ani pić.
      Patrz na Jego nieskończoność: "Na początku było Słowo i Słowo było u
      Boga i Bogiem było Słowo" (J 1,1). Oto Pokarm wiekuisty: lecz
      spożywają Go aniołowie, spożywają moce najwyższe i duchy niebieskie.
      Spożywając, nabierają mocy, a Ten, który obdarza ich nasyceniem i
      radością, pozostaje nie naruszony. Otóż, co człowiekowi do tego
      Pokarmu? Kto znajdzie serce dostosowane do takiego Pokarmu? Zatem w
      mleko się On przemienił i dostosował do maluczkich. Oto w jaki
      sposób Mądrość Boża karmi nas tym Pokarmem: "Słowo ciałem się stało
      i zamieszkało wśród nas" (J 1,14). Patrzcie, co za pokora! "Dałeś im
      Chleb z nieba, Chleb aniołów spożywa człowiek" (Ps 77,24). Słowo
      Przedwieczne, którym żywią się aniołowie, równe Ojcu, jest spożywane
      przez człowieka. Ponieważ "istniejąc w postaci Bożej, nie skorzystał
      ze sposobności, aby być na równi z Bogiem" - takim właśnie żywią się
      aniołowie - "lecz ogołocił samego siebie" - aby człowiek mógł
      spożywać Chleb aniołów - "przyjąwszy postać sługi, stawszy się
      podobnym do ludzi. A w zewnętrznym przejawie uznany za człowieka,
      uniżył samego siebie, stawszy się posłusznym aż do śmierci, i to
      śmierci na krzyżu" (Flp 2,6-8) - abyśmy z krzyża otrzymali Ciało i
      Krew Pańską jako nową ofiarę."

      A więc to nie jest żadna metafora, kiedy Syna Bożego dającego się
      nam spożywać pod postaciami chleba i wina nazywasz Chlebem aniołów.

      "Napisano w Psalmie: "Dałeś im Chleb z nieba, Chleb aniołów spożywał
      człowiek" (77,24n). Któż jest tym Chlebem z nieba, jeśli nie
      Chrystus? Aby człowiek mógł spożywać Chleb aniołów, Pan aniołów stał
      się człowiekiem. Gdyby to się nie stało, nie mielibyśmy Jego ciała,
      nie spożywalibyśmy Chleba z ołtarza. Śpieszmy się do dziedzictwa, bo
      otrzymaliśmy już stamtąd wspaniały zadatek. Bracia moi, pragnijmy
      życia Chrystusowego, bo jako zadatek otrzymaliśmy śmierć Chrystusa.
      On, który wycierpiał nasze nieszczęścia, miałby nam nie dać swojego
      szczęścia?"

      "Pan własnymi rękami uświęcił Wieczerzę i dał uczniom, ale nas na
      tamtym posiłku nie było. A jednak tę samą Wieczerzę spożywamy w
      wierze codziennie. I nie sądźcie, że byłoby czymś wielkim być
      obecnym bez wiary na tej Wieczerzy, którą On własnymi rękami
      podawał: lepiej później spożywać w wierze niż wówczas w sposób
      wiarołomny. Pawła, który uwierzył, wówczas nie było; był natomiast
      Judasz, który zdradził. Również dzisiaj liczni biorą udział w tej
      Wieczerzy, mimo że nie widzieli tamtego stołu, nie widzieli też ani
      nie smakowali Chleba, który Pan trzymał wówczas w rękach. Jednakże
      również dzisiaj liczni na tej Wieczerzy wyrok sobie jedzą i piją (1
      Kor 11,29), gdyż jest to ta sama Wieczerza."









    • kaczy.i.indyczy O wierze 19.10.08, 04:46
      "Niemożliwe, aby Bóg nienawidził w nas tego, czym jako Stwórca
      wywyższył nas ponad zwierzęta. To byłby absurd, gdyby wiara
      odrzucała lub podważała rozum. Przecież nie moglibyśmy nawet
      wierzyć, gdybyśmy nie mieli rozumnej duszy. Jednakże w niektórych
      sprawach dotyczących zbawczej nauki, których nie możemy jeszcze
      ogarnąć rozumem (niektórych tylko do czasu), wiara wyprzedza rozum.
      Zresztą rozum się wówczas tego domaga, aby wiara oczyszczała serce,
      tak by człowiek mógł uchwycić i znieść światło Tego, który jest
      Wielkim Rozumem."

      "Ja głoszę wiarę, aby uwierzyli ci, którzy jeszcze nie wierzą. A
      przecież, jeśli nie zrozumieją tego, co mówię, nie mogą uwierzyć.
      Zatem w pewnym sensie prawdziwą jest zasada: "Chcę zrozumieć, aby
      uwierzyć". Ale kiedy powiadam za Prorokiem: "Uwierz, abyś zrozumiał"
      (Iz 7,9; wg Septuaginty), prawdę mówię. Zatem zrozum, abyś uwierzył;
      uwierz, abyś zrozumiał. Jedno nie sprzeciwia się drugiemu. Zrozum
      moje słowo, abyś uwierzył. Uwierz, abyś zrozumiał słowo Boże"


      "Kto chciałby rozwiązać wszystkie pytania dotyczące Ksiąg świętych
      zanim uwierzy, wcześniej skończy mu się życie, niż zdoła przejść ze
      śmierci do życia. Jest ich przecież bez liku i nie da się skończyć z
      nimi przed przyjęciem wiary, raczej życie się skończy bez wiary. Ale
      rzecz jasna, kiedy już wiarę się przyjęło, należy je z całą
      starannością badać, aby serca wierzących napełniały się pobożną
      radością. To, co się w tych problemach wyjaśniło, należy bez pychy
      przekazywać innym; to zaś, co pozostało nie rozwiązane, trzeba bez
      uszczerbku dla zbawienia znosić."

      "Kiedy słyszysz, że trzeciego dnia zmartwychwstał, może wątpisz,
      może się miotasz. Łatwiej ci uwierzyć w to, co ludzkie: że się
      urodził, cierpiał, został ukrzyżowany, umarł i że Go pogrzebano.
      Kiedy zaś słyszysz, że trzeciego dnia zmartwychwstał, zaczynasz
      wątpić. Człowiecze, przecież chodzi tu o Boga, o Wszechmogącego - i
      przestań wątpić. Jeśli mógł ciebie, którego nie było, stworzyć z
      niczego, dlaczego nie mógłby człowieka, którego już stworzył,
      wskrzesić?"

      "Wiara jest fundamentem, ale pomyśl o gmachu, jaki na nim zostanie
      zbudowany. Im niższy fundament, tym wspanialszy szczyt będzie. Wiara
      ma w sobie coś z pokory, ale oglądanie Boga i nieśmiertelność, i
      życie wieczne nie ma w sobie pokory, lecz wspaniałość, wzniosłość,
      żadnego braku, wieczną trwałość, żadnego zagrożenia od
      nieprzyjaciół, żadnego lęku przed zepsuciem. Wielka to rzecz, która
      zaczyna się wiarą, choć niektórzy nią gardzą. Dyletanci gardzą
      fundamentem. Jest to wielki dół, w który rzuca się kamienie; nikt
      ich nie wygładza, nikt nie troszczy się o ich piękno. Podobnie jest
      z korzeniami w drzewie: nie są one piękne, a jednak wszystko, co cię
      w drzewie raduje, wyrasta z korzenia"

      "Wierzyć, że On jest Chrystusem, a wierzyć w Chrystusa - to wielka
      różnica. Nawet demony uwierzyły, że On jest Chrystusem (Jk 2,19),
      ale nie uwierzyły w Chrystusa. Ten bowiem uwierzył w Chrystusa, kto
      w Nim położył nadzieję i Go kocha. Albowiem kto ma wiarę bez nadziei
      i bez miłości, wierzy, że jest Chrystus, ale nie wierzy w Chrystusa.
      Kto zaś w Chrystusa wierzy, przychodzi Chrystus do niego i jednoczy
      się z nim w taki sposób, że staje się członkiem w Jego ciele. Bez
      nadziei i miłości jest to jednak niemożliwe."

      "Toteż ten jeden grzech nie podoba się Bogu bardziej niż inne, gdyż
      to z jego powodu inne nie zostają odpuszczone - pyszny człowiek nie
      chce bowiem uwierzyć w pokornego Boga. Dlatego napisano: "Bóg
      pysznym się sprzeciwia, a pokornym łaskę daje" (Jk 4,6).

      "Jezus spał w łodzi i dlatego była miotana wichrami. Gdyby Jezus
      czuwał, łódź byłaby bezpieczna. Kiedy czytamy o Bogu, że śpi, chodzi
      o to, że my śpimy; kiedy mówi się o Nim, że powstał, znaczy to, że
      to my się przebudziliśmy. Łodzią twoją jest twoje serce, a Jezus
      przebywający w łodzi - to twoja wiara. Gdybyś pamiętał o swojej
      wierze, twoje serce nie byłoby miotane wichrami. Jeśli zapomniałeś o
      wierze, Chrystus zasnął i spodziewaj się rozbicia. Ale zrób to, co
      ci jeszcze pozostało do zrobienia. Obudź Go, powiedz Mu: Panie,
      przebudź się, giniemy! On uciszy wichry i w twoim sercu zapanuje
      pokój."


      "Żeby nam się nie wydawało, że wiara zależy od naszego wolnego
      wyboru i już nie potrzebuje Bożej pomocy, posłuchajmy Pana: "Ja
      prosiłem za tobą, Piotrze, aby nie ustała wiara twoja" (Łk 22,32).
      Posłuchajmy jeszcze Ewangelisty: "Dał im moc, aby się stali synami
      Bożymi" (J 1,12)"

      "Powiada Apostoł Paweł: "Sądzimy, że człowiek dostępuje
      usprawiedliwienia przez wiarę, niezależnie od uczynków Prawa" (Rz
      3,28). Zaś na innym miejscu poucza: "Wiara działa przez miłość" (Ga
      5,6). Jak to pogodzić? Posłuchajcie, bracia. Ktoś uwierzył, przyjął
      sakramenty wiary w łóżku i umarł. Nie miał czasu na działanie. Czy
      nie dostąpił usprawiedliwienia? Został, rzecz jasna,
      usprawiedliwiony, bo wierzył w Tego, który usprawiedliwia
      niegodziwców. Zatem został usprawiedliwiony, choć nie działał.
      Wypełniły się na nim słowa Apostoła o usprawiedliwieniu przez wiarę,
      niezależnie od uczynków Prawa. Łotr ukrzyżowany razem z
      Panem "sercem uwierzył ku usprawiedliwieniu i ustami wyznał, aby
      osiągnąć zbawienie" (Rz 10,10). Albowiem wiara, która działa przez
      miłość, zachowuje żar w sercu, choćby nie mogła uzewnętrznić się w
      czynach."

      "Chodź, włóż palec - powiada Zmartwychwstały do Tomasza -
      wiedziałem o ranach twojej niewiary, zachowałem dla ciebie rany na
      moim ciele". Lecz kiedy włożył rękę, wiara jego się dopełniła. Na
      czym bowiem polega dopełnienie się wiary? Że nie wierzy się w
      Chrystusa tylko człowieka ani tylko Boga, lecz w człowieka i Boga.
      Kiedy Tomasz dotknął ran swojego Zbawiciela, zawołał: "Pan mój i Bóg
      mój" (J 20,28). Dotknął człowieka, Boga rozpoznał; dotknął ciała,
      zwrócił się do Słowa, albowiem "Słowo ciałem się stało i zamieszkało
      wśród nas" (J 1,14)"

      "Powiada Jezus ojcu, który Go prosił o uzdrowienie chorego
      dziecka: "Wszystko jest możliwe dla tego, kto wierzy" (Mk 9,23).
      Ten, spojrzawszy w siebie i postawiony przed samym sobą, nie chce
      lekkomyślnie deklarować wiary. Najpierw bada sumienie i widzi w
      sobie jakąś wiarę, widzi również swą chwiejność, jedno i drugie
      widzi. Toteż jedno wyznaje, a co do drugiego prosi o pomoc: "Wierzę,
      Panie, ale zaradź memu niedowiarstwu!"


      • kaczy.i.indyczy O modlitwie 19.10.08, 10:16
        "Jakże mam wołać do mego Boga, do Boga mojego i Pana? Kiedy Go
        wzywam, przecież wołam Tego, który jest we mnie. Gdzie zaś jest we
        mnie to miejsce, do którego przychodzi we mnie mój Bóg? Do którego
        przychodzi we mnie Bóg, który stworzył niebo i ziemię? Czyżby, Panie
        Boże mój, było we mnie coś, co może Cię ogarnąć? Czyż niebo i
        ziemia, które stworzyłeś i w których mnie stworzyłeś, ogarniają Cię?
        Czy nie jest tak, że ponieważ bez Ciebie nie istniałoby nic, z tego
        co istnieje, wszystko co istnieje, potrzebuje Ciebie? Ponieważ zaś i
        ja istnieję: Błagam Cię, przyjdź do mnie, który nie istniałbym,
        gdybyś nie był we mnie!"


        "Kochajmy Boga bezinteresownie, nie oczekujmy od Niego żadnej innej
        nagrody. Kto prosi Go o inną nagrodę i ze względu na nią chce służyć
        Bogu, wyżej ceni to, co chce otrzymać, niż Tego, który ma to dać.
        Jak to? To u Boga nie będzie żadnej nagrody? Żadnej, oprócz Niego
        samego. Nagrodą Boga jest sam Bóg. Tę Nagrodę kochajmy, Tę
        obejmijmy. Kto kocha co innego, nie ma w nim czystej miłości"


        "Chwalę Boga i sama Jego chwała mnie cieszy i nie będę się jej
        wstydził. Jest z nią zupełnie inaczej, niż kiedy kibice chwalą
        jeźdźca albo poskramiacza zwierząt, albo aktora: jedni chwalcy
        pociągają za sobą innych i zagrzewają się, aby wołać wspólnie. A
        kiedy tak wszyscy krzyczą, częstokroć - jeśli ten zostanie
        zwyciężony - wszyscy się wstydzą. Inaczej jest z Bogiem naszym.
        Chwalimy Go w wolności, kochamy Go miłością, bezinteresownie kochamy
        Go i chwalimy. Co to znaczy bezinteresownie? Ze względu na Niego
        samego, a nie dla czego innego. Jeśli chwalisz Boga w tym celu, żeby
        dał ci co innego, nie kochasz Go bezinteresownie. Byłoby ci wstyd,
        gdyby żona kochała cię ze względu na twoje bogactwa; i gdyby
        przypadkiem przyszło na ciebie ubóstwo, myślała o kim innym. Skoro
        więc ty chcesz być kochany przez żonę bezinteresownie, sam będziesz
        Boga kochał ze względu na co innego? Jaką nagrodę zamierzasz wziąć
        od Niego, chciwcze? Nie ziemię, ale samego siebie chce ci dać Ten,
        który stworzył niebo i ziemię!"
        Ilekroć chwalicie jakieś stworzenie, to dlatego, że jest dobre. Jest
        na bakier z mądrością, kto chwali coś niedobrego. Jeśli chwalisz
        niegodziwca, dlatego że jest niegodziwcem, czyż sam nie stajesz się
        niegodziwy? Jeśli chwalisz złodzieja, dlatego że jest złodziejem,
        czyż nie bierzesz na siebie współudziału? Jeśli chwalisz
        sprawiedliwego za jego sprawiedliwość, czyż nie zyskujesz sobie z
        nim cząstki? Przecież nie chwaliłbyś sprawiedliwego, gdybyś go nie
        kochał; nie kochałbyś, gdybyś nie miał z nim nic wspólnego. Zatem,
        jeśli chwalimy jakieś stworzenie, dlatego chwalimy, że jest dobre.
        Nie znajdziesz większej i lepszej, i mocniejszej przyczyny, dla
        której chwalisz Boga niż to, że jest dobry. "Chwalcie Pana, albowiem
        jest dobry" (Ps 134,3). Któż pojmie i ogarnie sercem, jak dobry jest
        Pan?"

        "Należy odróżnić dobrodziejstwa doczesne i wieczne. Doczesne to
        zdrowie, majątek, dobre imię, przyjaciele, dom, dzieci, żona oraz
        inne właściwe dla tego życia, w którym jesteśmy pielgrzymami.
        Wieczne dobrodziejstwa to przede wszystkim samo życie wieczne,
        niezniszczalność i nieśmiertelność ciała i duszy, wspólnota z
        aniołami, Miasto niebieskie, godność niczym nie zagrożona, Ojciec i
        ojczyzna, On nieśmiertelny, ona nie mająca wrogów. Pragnijmy tych
        dobrodziejstw z całą żarliwością, prośmy o nie z całą wytrwałością -
        nie chodzi o wielomówstwo, świadkiem niech będzie nasz jęk.
        Pragnienie modli się nieustannie, choćby język milczał. Jeśli
        nieustannie pragniesz, nieustannie się modlisz. Kiedy modlitwa ulega
        uśpieniu? Wówczas, kiedy ziębnie pragnienie. Zatem z całą
        łapczywością starajmy się o dobra wieczne, szukajmy ich całą swoją
        dobrą postawą, prośmy o te dobra bez obawy. Posiadanie ich zawsze
        przynosi korzyść, one szkodzić nie mogą. Dobra doczesne niekiedy są
        pożyteczne, niekiedy szkodzą. Dla wielu ubóstwo było korzyścią, a
        zaszkodziło im bogactwo; korzyścią było prywatne życie, a
        zaszkodziło wysokie stanowisko. Z kolei dla innych pieniądze i
        zaszczyty okazały się pożyteczne. Kto ich dobrze używa, ma z nich
        korzyść. Tym, którzy źle z nich korzystają, więcej szkodzą, i
        lepiej, żeby je utracili. Toteż, bracia, o rzeczy doczesne prośmy z
        umiarem. Bądźmy pewni, że jeśli je otrzymamy, daje nam je Ten, który
        wie, co dla nas jest pożyteczne. Prosiłeś, a nie otrzymałeś tego, o
        co prosiłeś? Uwierz Ojcu, że dałby ci to, gdyby ci to wyszło na
        pożytek"

        Ludzie wzywają, tylko że nie Boga. Wzywasz to, co kochasz. Wzywać,
        to znaczy przywoływać do siebie. Jeśli więc po to wzywasz Boga, aby
        przyszły do ciebie pieniądze, spadek, świecka godność, to tych
        właśnie rzeczy wzywasz i przywołujesz je do siebie. W Bogu zaś
        widzisz pomocnika twoich pożądliwości, a nie Tego, który wysłuchuje
        pragnienia. Bóg jest dobry, jeśli da ci to, czego chcesz. A jeśli
        chcesz źle? Czy nie jest bardziej miłosierny, że ci tego nie daje?
        Idźmy dalej: Jeśli ci nie dał, już masz Boga za nic. Powiadasz: Tyle
        się modliłem, tak często się modliłem i nie zostałem wysłuchany! O
        co się modliłeś? Może o śmierć twojego nieprzyjaciela? Co jednak,
        jeśli i on się modlił o twoją śmierć? Bóg stworzył ciebie i jego,
        człowiekiem jesteś i ty, i on. Otóż Bóg jest Sędzią, słyszy obu, ale
        żadnego nie wysłuchuje. Smucisz się, że twoja modlitwa przeciwko
        wrogowi nie została wysłuchana? Ciesz się, że on nie został
        wysłuchany przeciwko tobie! Ja o co innego prosiłem - powiadasz. -
        Nie prosiłem o śmierć dla nieprzyjaciela, prosiłem o życie dla
        mojego dziecka. Czy o coś złego prosiłem? Czułeś, że prosisz o coś
        dobrego. A jeśli ono "zostało zabrane, aby złość nie odmieniła jego
        duszy"? (Mdr 4,11)"

        "Bóg jest lekarzem, zaś utrapienie jest lekarstwem ku zbawieniu, a
        nie karą zapowiadającą potępienie. Kiedy dokonywany jest zabieg
        lekarski, ciebie to piecze, boli, krzyczysz. Lekarz nie wysłuchuje
        twoich krzyków, ale wysłuchuje twojej prośby, żebyś wrócił do
        zdrowia.
        Bóg wysłuchał diabła, nie wysłuchał Apostoła - co na to powiecie?
        Prosiły złe duchy, aby je wysłał w wieprze, i pozwolił im na to.
        Prosił diabeł o to, żeby kusić Hioba i uzyskał to. Apostoł zaś nie
        został wysłuchany: "Abym zaś nie wynosił się z powodu wielkości
        objawień, dany mi został bodziec ciała, wysłannik szatana, który
        mnie policzkuje. Toteż trzy razy prosiłem Pana, aby wziął go ode
        mnie. Ale powiedział mi: Wystarczy ci mojej łaski, moc bowiem w
        słabości się doskonali" (2 Kor 12,7-9). Wysłuchał Bóg tego, którego
        wydał na potępienie, a nie wysłuchał tego, którego chciał uzdrowić.
        Również chory prosi lekarza o różne rzeczy, lecz ten nie wysłuchuje
        go, tak jak on tego chce, ale jak wymaga tego zdrowie. Zatem weź
        sobie Boga za lekarza. Proś Go o zbawienie, a On sam stanie się
        twoim Zbawieniem. Proś Go nie o zbawienie z zewnątrz, ale żeby On
        sam był twoim Zbawieniem."

        "Przypatrzcie się, co zarzucał Hiobowi nieprzyjaciel. Widział
        człowieka, który służy Bogu, jest Mu we wszystkim posłuszny, czyni
        dużo dobra. Ponieważ jednak jest bogaty i ma szczęśliwą rodzinę,
        zarzuca diabeł, że Hiob czci Boga w zamian za to wszystko: "Czyż za
        darmo Hiob czci Boga?" (Hi 1,9) Bóg widział w sercu swojego sługi
        bezinteresowną cześć dla siebie. Dopuścił kusiciela nie dlatego,
        żeby nie wiedział tego, co wiedział, ale żebyśmy my mogli się
        dowiedzieć i naśladować."

        "Proszę cię, św. Szczepanie, wyjaśnij mi - bo nie wiem - dlaczego za
        siebie modliłeś się na stojąco, a za nieprzyjaciół na kolanach (Dz
        7,59n). Może odpowiedziałby nam tak: Modliłem się za siebie na
        stojąco, bo służyłem Bogu w prostocie i ta modlitwa, i prośba nie
        sprawiała mi trudu. Łatwo jest modlić się za sprawiedliwego. Kiedy
        jednak przyszło mu modlić się za tych, którzy zabijali świętych i
        jego kamienowali, zobaczył, że trudno jest uzyskać przebaczenie dla
        tak wielkiej i przelewającej się niegodziwości."

        • kaczy.i.indyczy Re: O modlitwie cd. 19.10.08, 10:24
          "Pan nasz Jezus Chrystus modli się za nas i modli się w nas, i my
          się modlimy do Niego. Modli się za nas jako nasz Kapłan. Modli się w
          nas jako nasza Głowa. My się modlimy do Niego jako do naszego Boga.
          Rozpoznajmy zatem zarówno swoje głosy w Nim, jak Jego głosy w nas."

          "Warunek jest jasny, prawo zostało ustalone: Odpuść, tak jak ja
          odpuszczam. Zatem nie odpuści tobie, jeśli nie odpuścisz innym.
          Odpuść mi, tak jak ja odpuszczam innym. Modlitwę tę podyktował
          Prawnik niebieski, On cię nie oszukuje. Pójdź za Jego boską radą i
          módl się: Odpuść nam, jako i my odpuszczamy. I postępuj zgodnie ze
          swoimi słowami. Kto kłamie w modlitwie, nie zostanie wysłuchany. Kto
          kłamie w modlitwie, przegra swoją sprawę i otrzyma karę. Kto
          okłamuje Władcę, kłamstwo - kiedy On wróci - zostanie udowodnione.
          Jeśli kłamałeś w modlitwie, twoja modlitwa będzie świadczyć
          przeciwko tobie. Bóg nie będzie szukał świadków przeciwko tobie.
          Ten, który dał ci tę modlitwę, jest twoim Obrońcą. Jeśli kłamiesz -
          jest Świadkiem; jeśli się nie poprawisz, będzie twoim Sędzią."

          Najbardziej jednak tajemnicza w "Modlitwie Pańskiej" wydaje się
          prośba: "I nie wódź nas na pokuszenie".

          "Modlimy się w niej o to, abyśmy mogli przezwyciężyć pokusy do
          grzechu, aby Duch Boży, którego zadatek otrzymaliśmy, "przyszedł z
          pomocą naszej słabości" (Rz 8,26). Otóż ten, kto modli się: "I nie
          wódź nas na pokuszenie", nie modli się przecież o to, żeby być
          człowiekiem, bo jest nim z natury. Ani nie modli się o wolną wolę,
          którą otrzymał wraz z naturą. Ani nie modli się o odpuszczenie
          grzechów, bo tego dotyczyła prośba wcześniejsza: "Odpuść nam nasze
          winy". Ani nie modli się o to, aby Bóg mu dał przykazania. Modli się
          po prostu o to, aby wypełnić przykazania. Jeśli bowiem ulegnie
          pokusie, zgrzeszy, a to jest przeciwne przykazaniu. Zatem modli się
          o to, żeby nie grzeszył, to znaczy, nie czynił złego. O to modlił
          się dla Koryntian Apostoł Paweł: "Prosimy zaś Boga, abyście nie
          czynili nic złego" (2 Kor 13,7). Dostatecznie stąd wynika, że choć
          niewątpliwie zależy to od wolnej woli, jednak do tego, żeby nie
          grzeszyć, czyli nie czynić zła, jej moc nie wystarczy, dopóki nie
          zostanie wsparta łaską. Zatem prośba ta świadczy jasno jak słońce o
          tym, że potrzebujemy łaski."

          "Strzeż się, żeby nie zwiodła cię ufność we własne siły. Jesteś
          bowiem człowiekiem, a "przeklęty każdy, kto pokłada nadzieję w
          człowieku" (Jr 17,5). Lecz całym sercem złóż swoją nadzieję w Bogu i
          On stanie się twoją mocą, której zaufasz z oddaniem i wdzięcznością.
          Wówczas powiesz Mu pokornie i z wiarą: "Będę Cię miłował, Panie,
          mocy moja" (Ps 17,2), albowiem właśnie miłość Boża, jeśli jest
          doskonała, usuwa lęk (1 J 4,18). Rozlewa się ona w naszych sercach
          nie naszą ludzką mocą, ale "przez Ducha Świętego, który został nam
          dany" (Rz 5,5). Zatem "czuwaj i módl się, abyś nie uległ pokusie"
          (Mk 14,38). Już sama modlitwa poucza cię, że potrzebujesz pomocy
          twojego Pana i nie powinieneś pokładać nadziei na dobre życie w
          sobie samym. Modlisz się bowiem o to, abyś nie uległ pokusie.
          Człowiek nie prosiłby przecież o to, gdyby mógł to sobie zapewnić
          własną wolą. Gdyby wola wystarczyła, nie modlilibyśmy się o to, żeby
          nie ulec pokusie. Gdyby jednak woli zabrakło, to nie moglibyśmy się
          nawet modlić. Oby więc nie zabrakło w nas woli i módlmy się o
          sprostanie temu, czego chcemy - gdyż to On daje nam rozumienie tego,
          co słuszne. Ponieważ dobro już się w tobie zaczęło, masz za co
          dziękować. "Cóż bowiem masz, czego nie otrzymałeś? A jeśli
          otrzymałeś, strzeż się, abyś tym się nie chlubił tak, jakbyś nie
          otrzymał" (1 Kor 4,7), tzn. jakbyś mógł to mieć z samego siebie.
          Skoro zaś wiesz, od kogo otrzymałeś, proś Go, aby dokonało się w
          tobie to, co dzięki Niemu się rozpoczęło. "Z bojaźnią i drżeniem
          zabiegaj o swoje zbawienie. Albowiem Bóg to sprawia w tobie, że w
          dobrej woli i chcesz, i tego dokonujesz" (Flp 2,12n)."

          "Powiadamy Bogu: "Nie odwracaj ode mnie swojego oblicza" (Ps 26,9),
          ale również: "Odwróć swoje oblicze od grzechów moich" (Ps 50,11).
          Jedną osobą jest człowiek i grzesznik. Podczas gdy człowiek
          mówi: "Nie odwracaj ode mnie swojego oblicza", grzesznik
          powiada: "Odwróć swoje oblicze od grzechów moich". Inaczej mówiąc:
          Nie odwracaj swojego oblicza od tego, którego uczyniłeś; odwróć
          swoje oblicze od tego, co ja uczyniłem. Niech Twoje oko, Panie,
          rozróżni jedno od drugiego, niech z powodu wady nie zginie natura."


          "Powiada Psalmista: "Przed Tobą, Panie, wszelkie moje pragnienie"
          (Ps 37,10). Nie przed ludźmi, którzy nie widzą, co się dzieje w
          sercu, ale "przed Tobą wszelkie moje pragnienie". Niech będzie twoje
          pragnienie przed Nim, a Ojciec, który widzi w ukryciu, odda tobie.
          Bo twoje pragnienie jest modlitwą; jeśli pragnienie trwa
          nieustannie, modlitwa jest nieustanna. Apostoł nie przez pomyłkę
          powiedział: "Módlcie się nieustannie" (1 Tes 5,17). Czy mamy
          nieustannie klęczeć albo leżeć krzyżem czy wznosić ręce? Jeśli tylko
          w ten sposób rozumiemy modlitwę, sądzę, że niemożliwa jest modlitwa
          nieustanna. Jest inna modlitwa nieustanna, wewnętrzna, a jest nią
          pragnienie. Pragnienie odpoczynku wiecznego. Jeśli nie chcesz
          przerwać tej modlitwy, nie przestawaj pragnąć. Zamilkniesz, jeśli
          ustaniesz w miłości. O tych, którzy zamilkli, powiedziano: "Ponieważ
          wzmoże się nieprawość, oziębnie miłość wielu" (Mt 24,12). Oziębłość
          w miłości jest milczeniem serca, żarliwość miłości jest wołaniem
          serca. Jeśli miłość trwa nieustannie, nieustannie wołasz"



          • kaczy.i.indyczy O Kościele 19.10.08, 10:34
            "Kościołem świętym my jesteśmy. Nie mówię: my, którzy tu jesteśmy,
            którzy mnie teraz słuchacie. Kościołem jesteśmy my, wierni
            chrześcijanie, ilu nas tu jest, za łaską Bożą, w tej świątyni, w tym
            mieście, w tym regionie, w tym kraju, za morzem i na całym świecie,
            albowiem "od wschodu słońca aż do zachodu jest wychwalane imię
            Pańskie" (Ps 112,3). Takim jest Kościół katolicki, prawdziwa nasza
            matka, prawdziwa małżonka Boskiego Oblubieńca. Szanujmy ją, bo jej
            mężem tak wielki Pan. I co jeszcze mam powiedzieć? Wielka i
            szczególna jest łaskawość Oblubieńca: znalazł wszetecznicę, uczynił
            ją dziewicą. Nie powinna się wypierać swojej przeszłości, aby nie
            zapomniała o miłosierdziu swojego Wyzwoliciela. Czyż nie była
            wszetecznicą, skoro cudzołożyła z bożkami i demonami? Wszyscy
            uprawialiśmy rozpustę duchową: nieliczni czynili ją ciałem, sercem
            wszyscy. I przyszedł Zbawiciel, i uczynił nas dziewicą. Kościół
            uczynił dziewicą. Jest dziewicą przez wiarę. Niewiele jest w
            Kościele dziewic co do ciała, przez wiarę wszyscy powinniśmy być
            dziewicami, i kobiety, i mężczyźni. W wierze bowiem wymagana jest
            czystość i nieskazitelność, i świętość. Czy chcecie wiedzieć, w jaki
            sposób Kościół jest dziewicą? Posłuchajcie Apostoła Pawła, który
            jest przyjacielem Oblubieńca i był gorliwy o sprawę Oblubieńca, nie
            swoją: "Poślubiłem was jednemu mężowi, aby was przedstawić
            Chrystusowi jako czystą dziewicę" (2 Kor 11,2). Posłuchajmy
            dalej: "Obawiam się jednak, aby nie uwiódł was wąż tak jak Ewę" (w.
            3).
            Kościół jest dziewicą. Powiesz mi może: Jeżeli jest dziewicą, to
            dlaczego rodzi synów? Jeżeli zaś nie rodzi synów, to dlaczego
            zawierzyliśmy jej siebie, aby narodzić się z jej wnętrza?
            Odpowiadam: Jest dziewicą, a zarazem rodzi. Naśladuje Maryję, która
            urodziła Pana. Święta Dziewica Maryja porodziła, a przecież
            pozostała Dziewicą! Podobnie Kościół: rodzi i jest dziewicą. A jeśli
            się nad tym zastanowić - Chrystusa rodzi, gdyż to Jego członki
            otrzymują chrzest. "Wy jesteście - powiada Apostoł - ciałem i
            członkami Chrystusa" (1 Kor 12,27). Zatem rodząc członki Chrystusa,
            Kościół jest bardzo podobny do Maryi."


            A jednak w Kościele jest tak wiele zła.

            "Kościół jest arką płynącą po wodach potopu. Zbudowana jest ta arka
            z niezniszczalnego drewna, a drewnem jej są dusze świętych i
            sprawiedliwych. W jej wnętrzu są zwierzęta czyste i nieczyste, bo
            jak długo żyje Kościół na tym świecie i oczyszcza się potopem
            chrztu, musi pomieścić w sobie dobrych i złych. Ale kiedy Noe
            wyszedł z potopu, złożył Bogu ofiarę wyłącznie ze zwierząt czystych
            (Rdz 8,20). Powinniśmy stąd wyciągnąć wniosek, że chociaż w arce tej
            znajdują się zwierzęta czyste i nieczyste, po potopie Bóg przyjmie
            wyłącznie tych, którzy się oczyścili."


            "Już św. Cyprian przestrzegał, aby nie opuszczać Kościoła z powodu
            rozpoznanego w nim kąkolu. Tak pisał: "Pracujmy tylko nad tym,
            abyśmy mogli być pszenicą, i kiedy zacznie się zwozić pszenicę do
            spichrzów Pana, abyśmy uzyskali owoc naszego dzieła i pracy. Powiada
            Apostoł: W wielkim domu znajdują się naczynia nie tylko złote i
            srebrne, ale również drewniane i gliniane; jedne otoczone czcią,
            inne wzgardą (2 Tm 2,20). Przyłóżmy się do tego i w miarę możności
            pracujmy nad tym, abyśmy byli naczyniem złotym lub srebrnym. Jednemu
            tylko Panu wolno rozbić naczynia gliniane, bo Jemu przekazano
            żelazną rózgę".


            Twierdzisz, Ojcze, że przynależność do Kościoła jest aż tak ważna?

            "Nie można być trzeźwym w niezgodzie z rozumem, nie można być
            chrześcijaninem w niezgodzie z Pismem Świętym, nie można być
            człowiekiem pokoju w niezgodzie z Kościołem."

            A jeśli ktoś spodziewa się znaleźć poza Kościołem lepsze warunki dla
            swojego duchowego rozwoju?

            "Trwamy w Panu, jeżeli jesteśmy Jego członkami. On zaś trwa w nas,
            jeżeli jesteśmy Jego świątynią. Jedność nas zespala, abyśmy byli
            Jego członkami. Otóż tę zespalającą jedność sprawia miłość. Skąd zaś
            bierze się miłość Boża, zapytaj Apostoła: ,,Miłość Boża rozlana jest
            w sercach naszych przez Ducha Świętego, który został nam dany" (Rz
            5,5). Zatem "Duch jest Tym, który ożywia" (J 6,63), to Duch sprawia,
            że członki żyją. Duch zaś daje życie tylko tym członkom, które
            znajdzie w ciele, w którym przebywa. Czy twój duch, człowiecze,
            udzieli życia członkowi, który został od twojego ciała oddzielony?
            Jeśli odetniesz jeden członek, twoja dusza przestanie go ożywiać, bo
            nie jest już złączony jednością z twoim ciałem. Zatem miłujmy
            jedność, lękajmy się rozdziału. Niczego tak nie powinien bać się
            chrześcijanin, jak oddzielenia od Ciała Chrystusowego. Jeżeli bowiem
            zostanie oddzielony od Ciała Chrystusowego, przestanie być jego
            członkiem. Jeżeli zaś nie jest jego członkiem, Duch Jego już go nie
            ożywia. "Jeżeli ktoś nie ma Ducha Chrystusowego - powiada Apostoł -
            ten do Niego nie należy" (Rz 8,9).


            To niezwykle ważne, Ojcze, co mówisz. Wprawdzie może się zdarzyć, że
            to, co ludzkie jest poza Kościołem lepsze i na wyższym poziomie. Ale
            w Kościele otrzymujemy Ducha Świętego. Należąc do Kościoła, stajemy
            się członkami Ciała Chrystusa.

            Pan powiedział: "Chlebem, który Ja dam, jest ciało moje za życie
            świata" (J 6,51). Znają wierni ciało Chrystusa, jeśli nie zapominają
            o tym, że sami są ciałem Chrystusa. Niech się stają ciałem
            Chrystusa, jeśli chcą żyć Duchem Chrystusa. Tylko ciało Chrystusa
            może żyć Duchem Chrystusa. Pomyślcie, bracia moi, co zamierzam
            powiedzieć. Jesteś człowiekiem: masz ducha i masz ciało. Duchem
            określam to, co nazywa się duszą. Po tym poznać, iż jesteś
            człowiekiem, że składasz się z duszy i ciała. Masz niewidzialnego
            ducha i widzialne ciało. Powiedz mi, co czym żyje: duch twój twoim
            ciałem, czy ciało twoje twoim duchem? Każdy, kto żyje, odpowie na
            to: Ciało moje żyje moim duchem. Chcesz więc żyć Duchem Chrystusa?
            Bądź w ciele Chrystusa. Bo czy moje ciało żyje twoim duchem? Moje
            ciało żyje moim duchem, a twoje twoim. Nie może ciało Chrystusa żyć
            inaczej, jak tylko Duchem Chrystusa. Toteż Apostoł Paweł,
            wyjaśniając, czym jest ten Chleb, powiada: "Jeden jest Chleb, zatem
            my liczni jesteśmy jednym ciałem" (1 Kor 10,17). Jak wielki jest ten
            Sakrament pobożności, ten znak jedności, ten węzeł miłości!7

            Co byś jednak, Ojcze, odpowiedział człowiekowi, którego niepokoi
            pytanie, czy na pewno Duch Święty działa właśnie w Kościele
            katolickim?

            Saduceusze nie wierzyli w Ducha Świętego. Natomiast faryzeusze
            bronili przeciwko tej herezji Jego istnienia (Dz 23,8), nie wierzyli
            jednak, że jest On w Panu Jezusie Chrystusie, i sądzili, że mocą
            władzy złych duchów wyrzuca On złe duchy, podczas gdy On czynił to w
            Duchu Świętym. Podobnie heretycy wyznają Ducha Świętego, nie wierzą
            jednak, że jest On w ciele Chrystusa, którym jest jedyny Jego
            Kościół - jeden i katolicki. Są oni bez wątpienia podobni do
            faryzeuszów, którzy również wyznawali Ducha Świętego, ale przeczyli
            Jego istnieniu w Chrystusie, którego dzieła przypisywali władzy
            złych duchów.8

            Istnieją jednak chrześcijanie, którzy sądzą, że Kościół w swojej
            istocie jest niewidzialny, że jeden tylko Bóg wie, gdzie żyje i
            rośnie Jego Kościół.

            Kościół nie jest ukryty pod korcem, ale postawiony na świeczniku,
            aby świecił wszystkim, którzy są w domu. To o nim powiedziano: "Nie
            może się ukryć miasto zbudowane na górze" (Mt 5,14n).9

            Teraz pytanie szczególnie, moim zdaniem, ważne: Jak konkretnie się
            ta widzialność Kościoła wyraża?

            Przecież sam Apostoł Paweł - choć boski głos z nieba rzucił go na
            ziemię i pouczył - jednak został posłany do człowieka, aby ten mu
            udzielił sakramentów i połączył z Kościołem (Dz 9,3-7). Podobnie
            było z setnikiem Korneliuszem: chociaż anioł zwiastował mu, że jego
            modlitwy zostały wysłuchane i Pan wejrzał na jego jałmużny, jednak
            został przekazany Piotrowi, aby ten go pouczył; od Piotra przyjął
            nie tylko sakramenty, ale również usłyszał, w co nale
            • kaczy.i.indyczy Re: O Kościele cd. 19.10.08, 10:43
              Skąd jednak wiadomo, że właśnie Kościół katolicki został założony
              przez Chrystusa i jest Jego dziewiczą małżonką.

              Gdzie jest Kościół? Jedni mówią: "Oto tutaj", inni: "Oto tam". A co
              sam Chrystus? "Nie wierzcie: Powstaną fałszywi Chrystusowie i
              fałszywi prorocy, i powiedzą: «Oto tutaj» i «Oto tam»" (Mt 24,23n).
              Mówią to nie o samej Głowie, wiadomo bowiem, że Chrystus jest w
              niebie. Ale mówią to o Kościele, w którym jest Chrystus, zgodnie ze
              słowami: "Oto Ja jestem z wami przez wszystkie dni aż do skończenia
              świata" (Mt 28,20). Lecz Pan powiada: Nie wierzcie, kiedy ktoś
              mówiąc "Oto tu i oto tam" na części wskazuje, Ja całość odkupiłem.
              Niech nam to powie Ewangelia: "Trzeba było, aby Chrystus cierpiał i
              trzeciego dnia zmartwychwstał, i aby w Jego imię głoszono nawrócenie
              i odpuszczenie grzechów wszystkim narodom, począwszy od Jerozolimy"
              (Łk 24,46n).11

              Zatem powiadasz, Ojcze, że powszechność Kościoła jest znakiem jego
              wiarogodności, darem obiecanym Kościołowi przez samego Chrystusa.

              Trzymajmy się religii Chrystusa i wspólnoty Jego Kościoła, który
              jest katolicki, i katolickim nazywają go nie tylko jego członkowie,
              ale również wszyscy nieprzyjaciele. Chcą czy nie chcą, kiedy
              rozmawiają nie wśród siebie, ale z ludźmi z zewnątrz, Kościołem
              katolickim nie nazywają czego innego, tylko właśnie Kościół
              katolicki. Nie zrozumiano by ich bowiem, gdyby inną nazwą określali
              Kościół nazywany tak przez cały świat.12

              Wiem, Ojcze, jak ciężko przeżywałeś pretensje donatystów, że to oni
              są prawdziwym Kościołem Chrystusa, bo tylko oni jakoby głoszą
              nieskażoną Jego naukę. Nieustannie odwoływałeś się do argumentu:
              Jakżeż to możliwe, żeby prawdziwy Kościół Chrystusowy miał być
              zamknięty w samej tylko Afryce? Niemożliwe przecież, żeby Chrystus
              dopuścił do tego, że większość Jego wyznawców wierzy fałszywie!

              "Trzeba było, aby Chrystus cierpiał i trzeciego dnia zmartwychwstał"
              (Łk 24,46). Oto Oblubieniec. Zapamiętaj sobie o Głowie, posłuchaj o
              ciele. Wysłuchaliśmy Oblubieńca, poznajmy również Oblubienicę: "w
              Jego imię będzie głoszone nawrócenie i odpuszczenie grzechów
              wszystkim narodom, począwszy od Jerozolimy" (Łk 24,47). Oto masz
              Oblubienicę. Niech nikt ci nie wciska swoich bajek, nie przejmuj się
              pokątnym ujadaniem heretyków. Kościół rozprzestrzeniony jest po
              całym świecie. Niech nikt was nie zwodzi. To jest prawdziwy Kościół
              katolicki! Chrystusa nie widzimy, Kościół widzimy, w Chrystusa
              wierzymy. Apostołowie przeciwnie: Jego widzieli, w Kościół wierzyli.
              Widzieli Chrystusa, wierzyli w Kościół, którego nie widzieli. My
              widzimy Kościół, wierzymy w Chrystusa, którego nie widzimy.
              Trzymając się tego, co widzimy, dojdziemy do Tego, którego jeszcze
              nie widzimy. Rozpoznajmy zatem Oblubieńca i Oblubienicę.13

              Bardzo ostro się wyrażasz, Ojcze, o chrześcijanach, których nazywasz
              heretykami.

              Chcą czy nie chcą, są naszymi braćmi. Wtedy przestaną być naszymi
              braćmi, kiedy przestaną mówić "Ojcze nasz". Czytamy u Proroka: "Tym,
              którzy wam mówią: «Nie jesteście naszymi braćmi»;
              powiedzcie: «Braćmi naszymi jesteście»" (Iz 66,5; wg Septuaginty).
              Czytajcie Apostoła i przekonajcie się, że ilekroć mówi bez żadnego
              dodatku "bracia", chodzi mu o chrześcijan. Niekiedy mówią
              nam: "Odejdźcie od nas, nie chcemy mieć z wami nic wspólnego". My
              przecież mamy z wami coś wspólnego: wyznajemy jednego Chrystusa,
              powinniśmy znaleźć się w jednym Ciele, pod jedną Głową.14

              Czy znaczy to, że również poza Kościołem można czcić prawdziwego
              Boga?

              Kto sądzi, że niemożliwe jest, aby jeden i prawdziwy Bóg był czczony
              poza Kościołem przez tych, którzy Go nie znają, niech się zastanowi
              nad tym, co odpowiedzieć nie mnie, ale Apostołowi, który
              mówił: "Głoszę wam Tego, którego czcicie, nie znając" (Dz 17,23).15

              Ale to ogromnie komplikuje problem przynależności do widzialnego
              przecież Kościoła!

              Powiedziano o tych, co porzucili jedność: "Z nas wyszli, ale nie
              byli z nas. Gdyby bowiem z nas byli, przecież pozostaliby z nami" (1
              J 2,19). Wszakże jeśli w zakrytej przed nami uprzedniej wiedzy Bożej
              należą oni do nas, na pewno powrócą. Jak wielu jeszcze tych, którzy
              nie są z nas, przebywa poniekąd wewnątrz Kościoła! I jak wielu tych,
              którzy są z nas, pozostaje poniekąd na zewnątrz! Wie Bóg, kto do
              Niego należy. Ci, którzy nie są z nas, a są w środku, kiedy znajdą
              sposobność, opuszczą nas. Ci, którzy są z nas, a przebywają na
              zewnątrz, przy nadarzającej się okazji powrócą.16

              Jeszcze pytanie, jak sądzę, nie tylko językowe: Dlaczego o Kościele
              raz mówi się w liczbie pojedynczej, a kiedy indziej w liczbie
              mnogiej?

              Kościół jest jeden ze względu na łączącą go jedność: "Jedyna jest
              moja gołąbka, moja nieskalana" (Pnp 6,9). Ze względu zaś na
              braterskie wspólnoty w różnych miejscowościach, wiele jest
              Kościołów: "Kościoły Judei, które są w Chrystusie - powiada Apostoł
              Paweł - radowały się, że ten, który nas prześladował, obecnie głosi
              wiarę, którą niegdyś niszczył. I wielbili Boga z mego powodu" (Ga
              1,22-24). Mowa tu więc o Kościołach. Zaś o jednym Kościele: "Nie
              bądźcie zgorszeniem dla Żydów ani dla Greków, ani dla Kościoła
              Bożego" (1 Kor 10,32).17

              Podsumujmy może już, Ojcze, tę część naszej rozmowy, bo chciałbym
              przejść do następnego tematu.

              Owczarnią Chrystusa jest Kościół katolicki. Kto chce wejść do
              owczarni, niech wchodzi przez bramę (J 10,l.7), niech głosi
              prawdziwego Chrystusa. Ale to mało głosić prawdziwego Chrystusa:
              niech Jego chwały szuka, nie swojej. Bo wielu w pogoni za własną
              chwałą raczej rozproszyło owce Chrystusa niż je zgromadziło.
              Albowiem pokorną bramą jest Chrystus Pan. Kto wchodzi przez tę
              bramę, musi się schylić, aby nie nabić sobie guza. Kto zaś jest
              wyniosły i nie chce się upokorzyć, usiłuje przeskoczyć przez
              ogrodzenie. Wspina się w górę na ogrodzenie, żeby upaść.18

              Tyle mówiliśmy dotychczas o widzialności Kościoła. Ale przecież
              widzialny Kościół cały jest zanurzony w tym, co niewidzialne.

              Powiedział Chrystus do Natanaela: "Zobaczycie niebo otwarte i
              aniołów Bożych wstępujących i zstępujących ku Synowi Człowieczemu"
              (J 1,51). Nie powiedziałby: "wstępujących ku Synowi Człowieczemu",
              gdyby nie był w górze; nie powiedziałby: "zstępujących", gdyby nie
              był na dole. On jest w górze i na dole. W górze sam w sobie, na
              dole - w tych, co do Niego należą; w górze u Ojca, na dole w nas.
              Stąd powiada do Szawła: "Szawle, Szawle, dlaczego Mnie
              prześladujesz?" (Dz 9,4) Nie mówiłby tak, gdyby nie był w górze. A
              przecież w górze Szaweł Go nie prześladował. Nie mówiłby: "dlaczego
              Mnie prześladujesz?", gdyby zarazem nie był w dole. Lękajcie się
              Chrystusa będącego w górze, rozpoznawajcie Go na dole. Znajdź w
              górze Chrystusa udzielającego darów, rozpoznaj Go tutaj jako
              potrzebującego. Tutaj jest ubogim, tam bogatym. Że tutaj Chrystus
              jest ubogi, sam to powiedział: "Byłem głodny, spragniony, nagi,
              byłem gościem, w więzieniu" (Mt 25,35n). I powie
              jednym: "Usłużyliście Mi"; innym: "Nie usłużyliście Mi". Oto
              wskazaliśmy Chrystusa ubogiego, a bogatego Chrystusa któż nie zna?
              Nawet tutaj był On tak bogaty, że wodę w wino przemienił. Jeśli
              bogatym jest właściciel wina, to jak bogaty musi być Ten, który wino
              stwarza? Zatem Chrystus jest bogaty i ubogi: jako Bóg bogaty, jako
              człowiek ubogi. Obecnie również jako człowiek jest bogaty, wstąpił
              do nieba, siedzi po prawicy Ojca. Ciągle jednak tutaj jako ubogi
              jest głodny, spragniony, nagi.19

              Zdumiewające i aż trudne do uwierzenia jest to utożsamienie się
              Chrystusa z Kościołem. A zarazem człowieka ogarnia lęk, czy ja nie
              należę do Kościoła tylko ciałem, jeśli nie umiem rozpoznać Chrystusa
              w potrzebujących.

              Jeśli przeżyłeś zdumienie, że tak bardzo się dla swojej Oblubienicy
              upokorzył, nie dziw się już, że tak bardzo ją ze względu na siebie
              wywyższył
              • kaczy.i.indyczy Re: O Kościele cd.2 19.10.08, 10:45
                Przychodzi mi do głowy takie pytanie: Skoro obecnie Chrystus
                rozpoznaje siebie w Kościele, to czy nie utożsamiał się On z
                Kościołem wówczas, kiedy przebywał na ziemi w śmiertelnym jeszcze
                ciele? Kościoła w sensie ludu Bożego, który rozpoznaje w Nim swojego
                Zbawiciela, przecież jeszcze wówczas nie było.

                Dlaczego mamy odrzucać myśl, że głos ciała słyszy się z ust Głowy?
                Przecież Kościół w Nim cierpiał, kiedy On cierpiał za Kościół. Tak
                samo On cierpiał w Kościele, kiedy Kościół cierpiał za Niego. W
                Chrystusie usłyszeliśmy głos cierpiącego Kościoła: "Boże, Boże mój,
                wejrzyj na Mnie, czemuś Mnie opuścił?" (Mk 15,34) Tak samo w
                Kościele usłyszeliśmy głos cierpiącego Chrystusa: "Szawle, Szawle,
                dlaczego Mnie prześladujesz?" (Dz 9,4)21

                Wiadomo, że Kościół został założony przez Chrystusa Syna Bożego i
                Zbawiciela ludzi. On sam zapowiadał, że założy Kościół: "Na tej
                Opoce zbuduję Kościół mój i bramy piekielne go nie zwyciężą" (Mt
                16,18). Ale kiedy konkretnie Chrystus założył swój Kościół?

                Kiedy Pan umarł, jeden z żołnierzy otworzył bok Jego i wypłynęły
                krew i woda (J 19,30-34). Oto cena, za jaką ciebie wykupił. Cóż
                bowiem wypłynęło z Jego boku, jeśli nie Sakrament, jaki jest
                udzielany wiernym? Duch, krew i woda. Duch, którego oddał, oraz krew
                i woda, jakie wypłynęły z Jego boku. Z tej krwi i wody narodził się
                Kościół. Bo kiedyż wypłynęła z Jego boku krew i woda? Kiedy Chrystus
                już na krzyżu zasnął. Podobnie jak Adam, kiedy w Raju zasnął, z jego
                boku została mu stworzona Ewa.22

                Zarazem przecież Apostoł Paweł powiada o Kościele: "Tajemnica ta,
                ukryta od wieków i pokoleń, teraz została objawiona Jego świętym"
                (Kol 1,26).

                Bo starodawne jest miasto Boże. To o nim czytamy w
                Psalmie: "Wspaniałe rzeczy głoszą o tobie, o miasto Boże!" (86,3)
                Początek swój bierze to miasto od samego Abla, podobnie jak złe
                miasto - od Kaina. Starodawne to miasto Boże nie zadomawia się na
                ziemi, oczekuje nieba.23

                I Kościół będzie trwał aż do końca świata?

                Jak długo Kościół przebywa jeszcze na tej ziemi, jak długo ziarno
                jest zmieszane z plewą, jak długo pszenica jęczy wśród kąkolu, a
                naczynia miłosierdzia wśród naczyń gniewu, jak długo lilia jęczy
                wśród cierni - tak długo nie zabraknie nieprzyjaciół, którzy będą
                mówili: "Kiedyż on zginie i kiedyż zaniknie jego imię?" (Ps 40,6)
                Powiadają: Oto już chrześcijaństwo ma się ku końcowi; jak w pewnym
                momencie zaczęło istnieć, tak w określonym czasie się skończy. Ale
                ci, którzy tak mówią, ciągle umierają, a Kościół trwa, głosząc
                potęgę Pańską każdemu kolejnemu pokoleniu. Na końcu wreszcie
                przyjdzie On sam w swojej chwale i powstaną wszyscy umarli na Sąd.
                Dobrzy zostaną oddzieleni na prawą, źli zaś na lewą stronę.24

                Ta niezniszczalność Kościoła pochodzi oczywiście od Chrystusa, który
                Ducha Świętego zsyła na swoją Małżonkę i Ciało!

                Głowa Kościoła jest w niebie, nogi na ziemi. Nogami Pańskimi są Jego
                święci, którzy przebywają na ziemi; wszyscy głosiciele Ewangelii, w
                których Pan dociera do wszystkich narodów. Otóż zachodziła obawa,
                żeby głosiciele Ewangelii nie potykali się o kamień. Kiedy bowiem
                Głowa przebywa w niebie, to pracujące na ziemi nogi mogłyby urazić
                się o kamień. O jaki kamień? O Prawo, które zostało dane na
                kamiennych tablicach. Żeby zatem nogi należące do tej Głowy nie
                popadły w winę przeciwko Prawu, zstąpił na nie Duch Święty, który
                sprawia miłość i uwalnia od lęku. Bojaźń nie wypełniała Prawa,
                dopiero miłość je wypełniła. Kiedy ludzie żyli strachem, nie
                wypełniali Prawa; skoro zaczęli żyć miłością, wypełnili je. Bali się
                ludzie, a jednak kradli cudzą własność; przejęli się miłością i
                zaczęli rozdawać swoją. Piotr z bojaźni trzy razy się zaparł, nie
                otrzymał jeszcze bowiem Ducha Świętego. Później, kiedy Go otrzymał,
                zaczął bez lęku głosić słowo zbawienia. Ten, który wobec służącej
                trzy razy się zaparł, po otrzymaniu Ducha Świętego, biczowany przez
                książąt, wyznał Tego, którego przedtem się zaparł (Dz 5,40-42).25

                Wspomniałeś, Ojcze, Apostoła Piotra...

                Jak wiecie, Pan Jezus przed swoją męką wybrał uczniów, których
                nazwał apostołami. Spośród nich jeden tylko Piotr był godzien tego,
                żeby symbolizować cały Kościół. Ze względu na tę całość Kościoła,
                którą tylko on jeden symbolizował, zasługiwał na to, aby
                usłyszeć: "Tobie dam klucze Królestwa Niebieskiego" (Mt 16,19). Nie
                jeden człowiek otrzymał te klucze, ale jedność Kościoła.26

                Postanowiłem, Ojcze, nie przypominać tutaj Twoich wypowiedzi,
                pochodzących zwłaszcza z okresu kryzysu pelagiańskiego, w których
                wyrażasz swój szacunek dla Stolicy Apostolskiej. Kiedyś na przykład
                przytoczyłeś listę kolejnych biskupów Rzymu na dowód tego, że
                właśnie Kościół katolicki, a nie donatystyczny, pochodzi od
                Apostołów.27 Interesują mnie teraz symboliczne wymiary postaci
                Apostoła Piotra.

                Patrzcie na Piotra, który nas oznacza: raz wierzy, raz się chwieje;
                raz wyznaje Nieśmiertelnego, drugi raz boi się umrzeć. Bo w Kościele
                Chrystusa są zarówno mocni, jak i słabi. Nie może w nim zabraknąć
                mocnych, nie może też słabych; jak powiada Apostoł Paweł: "My zaś,
                którzy jesteśmy mocni, powinniśmy znosić ciężary tych, którzy są
                słabi" (Rz 15,1). Piotr, kiedy mówi: "Ty jesteś Chrystus, Syn Boga
                żywego" (Mt 16,16), oznacza mocnych. Kiedy zaś drży i chwieje się, i
                nie chce umrzeć za Chrystusa, kiedy bojąc się śmierci, nie
                rozpoznaje Życia, wówczas oznacza słabych. Zatem w tym jednym
                Apostole, w Piotrze, który jako pierwszy i szczególny wśród
                Apostołów symbolizuje Kościół, przedstawiony jest jeden i drugi
                rodzaj chrześcijan, silni i słabi. I bez jednych, i bez drugich nie
                byłoby Kościoła.28

                I zapewne ze względu na tę słabość Kościoła nazywasz go niekiedy
                wdową?

                Dlaczego Kościół jest wdową? Bo nie ma innej pomocy, jak tylko od
                samego Boga. Te, które mają mężów, mogą pysznić się ich pomocą;
                wdowy wydają się opuszczone, toteż mają pomoc potężniejszą. Zatem
                cały Kościół jest jedną wdową - zarówno w mężczyznach, jak w
                kobietach, w żonatych i mężatkach, w młodych, w starych i w
                dziewicach. Cały Kościół jest jedną wdową, samotną na tym świecie.
                Jeżeli to rozumie i zna swoje wdowieństwo, wówczas szybko otrzymuje
                pomoc.29

                Jednak bez porównania częściej nazywasz Kościół naszą Matką. Co z
                tego wynika?

                Kochajmy Pana Boga naszego, kochajmy Jego Kościół. Bóg jest Ojcem,
                Kościół Matką; Bóg Panem, Kościół służebnicą, my zaś jesteśmy
                dziećmi tej służebnicy. Wielka miłość łączy to małżeństwo i nie da
                się obrażać jednego z małżonków, a jednocześnie czcić drugiego.
                Niech nikt nie mówi: Chociaż czczę bożków i szukam rady u obcych
                proroków i świętokradców, to jednak nie opuszczam Kościoła Bożego i
                jestem katolikiem. Cóż z tego, że nie opuszczasz Matki, jeżeli
                obrażasz Ojca? Podobnie, gdybyś z całym oddaniem służył swojemu
                pracodawcy, i nie tylko go codziennie pozdrawiał, ale i uwielbiał -
                to czy odważysz się wejść do jego domu, jeśli choć jedno
                przestępstwo zarzucisz jego małżonce? Zatem trwajcie, najdrożsi,
                wszyscy jednomyślnie trwajcie przy Bogu Ojcu i Matce Kościele.30

                Na koniec, Ojcze, nie tyle pytanie, co prośba o zwierzenie. Jesteś w
                Kościele biskupem. Co znaczy dla Ciebie być biskupem?

                Biskupem jestem dla was, chrześcijaninem jestem razem z wami. Tamto
                jest przyjętym obowiązkiem, to łaską. Tamto wystawia na
                niebezpieczeństwo, to przynosi zbawienie. Kiedy w wielkim morzu
                działalności biskupiej miotają nami burze, przypominamy sobie o Tym,
                którego Krwią zostaliśmy odkupieni, i uspokojeni tą myślą wpływamy
                jakby do bezpiecznego portu. Z jednej strony trud osobistego
                obowiązku, z drugiej - odpoczynek we wspólnym dobrodziejstwie. Zatem
                im więcej cieszę się tym, że razem z wami jestem odkupiony, a nie,
                że jestem waszym przełożonym, tym pełniej chciałbym być - zgodnie z
                wolą Pana - waszym sługą, abym nie okazał się niewdzięcznikiem,
                skoro aż za taką cenę mogę
                • kaczy.i.indyczy O pokorze 19.10.08, 11:00
                  "Uczcie się ode Mnie" (Mt 11,29) - powiedział Chrystus. Czego mamy
                  się od Ciebie nauczyć? Wiemy, Panie, że jesteś Słowem, które jest na
                  początku, Słowem, które jest Bogiem, Słowem u Boga (J 1,1). Wiemy,
                  że wszystko przez Ciebie się stało, rzeczy widzialne i niewidzialne.
                  Czegóż się od Ciebie mamy nauczyć? My, Twoi uczniowie, nie stworzymy
                  drugiego świata. Jeden świat ustanowiłeś, stworzyłeś niebo i ziemię,
                  ozdobiłeś je stworzeniami i blaskiem. Czegóż się od Ciebie
                  nauczymy? "Uczcie się ode Mnie", powiada Pan. Jako Bóg na początku u
                  Boga stworzyłem was. Nie tego chcę, abyście się ode Mnie uczyli. Ale
                  stałem się własnym stworzeniem, aby nie zginęło moje stworzenie.
                  Tego uczcie się ode Mnie. "Uczcie się ode Mnie, że jestem cichy i
                  pokorny sercem". Oto dla ciebie Bóg stał się człowiekiem, a ty nie
                  chcesz przyjąć tej nauki, chociaż jesteś człowiekiem? Oto dla ciebie
                  stał się człowiekiem bez grzechu, a ty nie chcesz przyjąć tej nauki,
                  chociaż jesteś grzesznikiem? Obyś przyszedł do Tego, który
                  powiada: "Przyjdźcie do Mnie wszyscy, którzy się trudzicie i
                  jesteście obciążeni, a Ja was pokrzepię"

                  "Pokory nauczył nas Chrystus, gdyż będąc Bogiem stał się
                  człowiekiem. Nie podoba się ta pokora poganom, którzy z nas szydzą:
                  Jakiego Boga wy czcicie? Takiego, co się urodził? Boga, który został
                  ukrzyżowany? Pokora Chrystusa nie podoba się pysznym. Jeśli zaś
                  tobie, chrześcijaninowi, podoba się, naśladuj ją. Otóż taka jest
                  nauka chrześcijańska: Jeśli ktoś czyni jakieś dobro, to dzięki łasce
                  Bożej. Jeśli człowiek czyni zło, to z samego siebie. Kiedy zacznie
                  czynić dobro, niech sobie tego nie przypisuje, ale niech dziękuje
                  Temu, który go do tego uzdolnił. Czyniąc dobro, niech też nie
                  potępia tego, kto nie czyni, ani niech się nie uważa za lepszego.
                  Nie wyczerpał bowiem Bóg na nim swojej łaski, aby nie mogła ona
                  ogarnąć jeszcze kogoś innego"

                  "U różnych filozofów można znaleźć znakomite pouczenia moralne i
                  obyczajowe, ale nie znajdziesz tam nauki o pokorze. Droga pokory
                  pochodzi skądinąd: od Chrystusa. Dał ją Ten, który, choć był na
                  wysokościach, przyszedł w uniżeniu. Bo czegóż to innego nauczył nas
                  wówczas, kiedy się uniżył, stawszy się posłusznym aż do śmierci, i
                  to śmierci na krzyżu (Flp 2,8)? Czegóż innego uczył wówczas, kiedy
                  płacił, choć nie miał długu, aby nas od długu uwolnić? Albo kiedy
                  przyjął chrzest, choć nie popełnił grzechu; i został ukrzyżowany,
                  choć nie miał winy? Słusznie powiedział o sobie: "Ja jestem Drogą i
                  Prawdą, i Życiem" (J 14,6). Zatem dzięki pokorze zbliżamy się do
                  Boga, bo "Pan jest blisko skruszonych w sercu" (Ps 33,19)."

                  "Przyczyną uniżenia się Chrystusa jest twoja słabość. Byłeś chory
                  nieuleczalnie i tak wielki Lekarz aż do tego się posunął, że
                  przyszedł do ciebie. Gdybyś bowiem w chorobie mógł przynajmniej sam
                  przyjść do Lekarza, sama choroba mogłaby się jeszcze wydawać do
                  zniesienia. Ponieważ jednak nie mogłeś przyjść do Niego, On
                  przyszedł do ciebie. Przychodząc, uczył nas pokory, mocą której
                  dokona się powrót. Do życia bowiem nie pozwalała nam powrócić pycha:
                  zresztą to ona nas od życia odwiodła. Albowiem podniosło się serce
                  człowieka przeciwko Bogu i kiedy był zdrowy, zlekceważył
                  przykazania, dzięki którym mógłby zachować zdrowie, i popadł w
                  chorobę duszy. Niech więc uczy się słuchać przykazań, które prowadzą
                  do wyjścia z choroby, skoro wzgardził przykazaniami, kiedy był
                  mocny. Nędza nauczyła go, jak źle jest zdradzić Pana. Albowiem
                  odejście od Niego, który jest jedynym i szczególnym Dobrem, ku
                  rozmaitym rozkoszom, ku miłości świata i zniszczalnym wartościom
                  ziemskim, jest cudzołóstwem wobec Pana"

                  "Szukacie Chrystusa wywyższonego? Pójdźcie do ukrzyżowanego! Chcecie
                  królować i jaśnieć na tronach Chrystusa? Najpierw uczcie się
                  mówić: "Obym się nie chlubił z czego innego, jak tylko z Krzyża Pana
                  naszego Jezusa Chrystusa" (Ga 6,14). Nie jest czymś wielkim chlubić
                  się z mądrości Chrystusa, czymś wielkim jest chlubić się z Jego
                  Krzyża.
                  Któż nie chciałby iść wyżej? Wysokość raduje wszystkich, ale pokora
                  jest do niej stopniem. Dlaczego chcesz postawić nogę powyżej swojej
                  głowy? Upadniesz, zamiast wznieść się wyżej. Zacznij od stopnia, a
                  się wzniesiesz. Tego stopnia, jakim jest pokora nie zauważyli dwaj
                  uczniowie, kiedy prosili: "Panie, rozkaż, żeby w Królestwie Twoim
                  jeden z nas siedział po Twojej prawicy, a drugi po lewicy" (Mk
                  10,37). Pragnęli wysokości, nie dostrzegli stopnia. Pan zaś pokazał
                  im stopień: "Czy możecie pić kielich, który Ja mam wypić?"

                  "Chcesz być wielki? Zaczynaj od tego, co najmniejsze. Chcesz wznieść
                  wysoki gmach? Pomyśl najpierw o fundamencie pokory. Budowniczy tym
                  głębiej kopie fundament, im wyższy gmach zamierza zbudować. Podczas
                  budowy gmachu będzie się wznosił w górę, ale żeby wykopać fundament,
                  trzeba zejść na dół
                  Uwierzcie przykazaniom i czyńcie je, a da wam Bóg moc ich
                  rozumienia. Nie bądźcie zuchwali i nie stawiajcie swojej wiedzy
                  przed Bożym przykazaniem. Patrzcie na drzewo: najpierw szuka tego,
                  co niskie, aby wyróść wysoko. Pokornie umacnia korzenie, aby wznosić
                  się konarami ku niebu. Czy to by mu się udało, gdyby nie zaczynało
                  od uniżenia? Ty zaś chciałbyś bez miłości zrozumieć to, co wielkie?
                  Bez korzenia dosięgnąć nieba? Upadniesz, zamiast rosnąć"

                  "Kto sobie przypisuje mądrość, jest głupi. Niech się stanie
                  pokornym, a mądrość przyjdzie i oświeci go. Jeśli zaś uważa się za
                  mądrego, zanim przyszła do niego mądrość - taki wstaje przed świtem
                  i chodzi w ciemności. Napisano w Psalmie: "Na próżno wstajecie przed
                  świtem" (126,2). Wzeszła już Światłość nasza, Chrystus. Dobrze
                  będzie dla ciebie, jeśli wstaniesz za Chrystusem, a nie przed Nim.
                  Kto wstaje przed Chrystusem? Ci, którzy chcą być ważniejsi niż
                  Chrystus. Którzy się wywyższają tutaj, gdzie Chrystus był pokorny.
                  Zatem tutaj bądźcie pokorni, jeśli pragniecie wywyższenia tam, gdzie
                  wywyższony jest Chrystus"

                  "Nie ma przykazania: Bądź pokorny, abyś nie był mądry. Przykazano
                  ci natomiast: Bądź pokorny, abyś nie był pyszny; bądź głęboki, abyś
                  był mądry. Posłuchaj oczywistej wypowiedzi na ten temat: "Nie
                  bądźcie dziećmi w myśleniu, ale w złości bądźcie niemowlętami,
                  abyście w myśleniu osiągnęli doskonałość" (1 Kor 14,20). Wyraźnie
                  wyjaśniono tu, dlaczego Bóg chce naszej pokory, a dlaczego głębi.
                  Mamy być pokorni, aby uniknąć pychy; głębocy, aby osiągnąć mądrość
                  Kto to jest pyszny? To ten, kto nie chce w pokucie wyznać grzechów,
                  aby dzięki pokorze odzyskać zdrowie. To ten, kto niewielkie dobro,
                  jakie w sobie widzi, nie chce przypisać miłosierdziu Bożemu, tylko
                  sobie je przypisuje. To ten, który - nawet jeśli przyznaje Bogu
                  czynione przez siebie dobro - potępia tych, którzy takiego dobra nie
                  czynią i wynosi się nad nich. Faryzeusz z przypowieści
                  mówił: "Dziękuję Ci" (Łk 18,11); nie mówił: "Ja to czynię".
                  Dziękował Bogu za to, co czyni: zdawał sobie sprawę zarówno z tego,
                  że dobrze czyni, jak z tego, dzięki komu to czyni. Dlaczego więc nie
                  zyskał usprawiedliwienia? Bo potępiał celnika.
                  Faryzeusz pysznił się dobrymi czynami, celnik upokarzał się z powodu
                  złych czynów. Zobaczcie, bracia, jak bardzo Bóg nie lubi pysznych:
                  bardziej podoba Mu się pokora z powodu złych czynów niż pycha z
                  powodu czynów dobrych."

                  "Pismo Święte mówi o pysznych, że "sami sobie się podobają" (2 P
                  2,10). Dobrze jest mieć serce w górze, byleby nie kierować go ku
                  sobie - bo na tym polega pycha - ale ku Panu, co jest właściwe dla
                  posłuszeństwa, a ono jest możliwe tylko dla pokornych. Pokora w
                  przedziwny sposób podnosi serce, a wywyższanie się - obniża je. To
                  wprawdzie wydaje się sprzecznością, że kto się wywyższa, spada, a
                  pokora wynosi w górę. Ale na tym polega dobra pokora, że człowiek
                  poddaje się wyższemu od siebie, nikt zaś nie jest wyższy niż Bóg.
                  Dlatego też pokora, która poddaje człowieka Bogu, wywyższa. Kto zaś
                  wywyższa się w sposób grzeszny, gardzi p
                  • kaczy.i.indyczy Re: O pokorze cd. 19.10.08, 11:04
                    ... Kto zaś wywyższa się w sposób grzeszny, gardzi podległością i
                    odpada od Tego, od którego w niczym nie jest wyższy. W ten sposób
                    staje się niższy i spełniają się słowa Pisma: "Strąciłeś ich, kiedy
                    się wynosili" (Ps 72,18). Nie napisano: Najpierw się wynosili, a
                    potem zostali strąceni, ale: Kiedy się wynosili, tym samym zostali
                    strąceni. Bo samo wynoszenie się jest upadkiem.

                    Człowiek spuchł z pychy i dlatego zginął. "Pycha jest początkiem
                    wszelkiego grzechu" (Syr 10,13). Nie dałoby się uleczyć z opuchlizny
                    pychy, gdyby Bóg nie raczył się upokorzyć. To wstyd, żeby człowiek
                    był pyszny, skoro Bóg stał się pokorny. Człowiek złości się, kiedy
                    mu powiedzieć, że powinien się upokorzyć. Pycha też sprawia, że
                    ludzie obrażeni chcą się mścić. Chcą się mścić, bo gardzą pokorą:
                    jakby kara wymierzona drugiemu mogła komuś pomóc. Obraza i krzywda
                    budzi potrzebę zemsty: w ukaraniu drugiego szuka człowiek dla siebie
                    lekarstwa, a sprowadza w ten sposób na siebie ciężkie utrapienie.
                    Aby pokazać nam drogę, Chrystus Pan raczył się we wszystkim
                    upokorzyć. Obyśmy tylko byli godni nią iść.

                    Pycha jest źródłem wszystkich chorób. Lekarz, dopóki nie usunie
                    przyczyny, z której bierze się choroba, może uleczyć tylko
                    przejściowo: ponieważ przyczyna pozostała, choroba powróci. Dlaczego
                    w człowieku tyle niegodziwości? Wskutek pychy. Ulecz pychę, a
                    zniknie wszelka niegodziwość. Aby tę przyczynę wszelkich chorób -
                    pychę - uleczyć, Syn Boży zstąpił do nas i się upokorzył. Może ci
                    wstyd naśladować pokornego człowieka, naśladuj przynajmniej
                    pokornego Boga. Uznaj, człowiecze, że jesteś człowiekiem: na tym
                    polega pokora, żebyś uznał się za tego, kim jesteś. Jako nauczyciel
                    pokory Bóg powiedział: "Nie przyszedłem czynić mojej woli, ale wolę
                    Tego, który Mnie posłał" (J 6,38). Oto pochwała pokory: pycha czyni
                    swoją wolę, pokora czyni wolę Bożą.

                    • kaczy.i.indyczy O chrzcie 19.10.08, 11:10
                      Przytoczę list św. Cypriana, jaki wraz z sześćdziesięcioma sześcioma
                      współbiskupami napisał do biskupa Fidusa: "Co zaś do pytania o
                      dzieci, co do których powiadasz, że nie należy ich chrzcić na drugi
                      lub trzeci dzień po urodzeniu, lecz należy zważać na prawo dawnego
                      obrzezania, i nie sądzisz, żeby przed ósmym dniem po urodzeniu
                      trzeba je było chrzcić i uświęcać - na naszym synodzie wszyscy
                      osądzili rzecz zupełnie inaczej. Nikt nie zgodził się z tym, o czym
                      ty sądziłeś, że należy to czynić. Ale wszyscy orzekliśmy, że żadnemu
                      człowiekowi, który się urodził, nie wolno odmawiać łaski
                      miłosiernego Boga".

                      Ale przecież niemowlęta są nieświadome, nie mają jeszcze wiary.

                      W tej sprawie pobożnie i zgodnie z prawdą wierzymy, że niemowlę
                      zostaje ogarnięte wiarą tych, którzy je przynoszą do chrztu. Toteż
                      Kościół daje nam zbawiennie pod rozwagę, jak wiele korzyści przynosi
                      każdemu jego własna wiara, skoro wiara innych może obdarzyć
                      dobrodziejstwem tych, którzy własnej jeszcze nie mają. Zmarłemu
                      synowi wdowy nie pomogła wiara własna, bo jej nie miał; pomogła mu
                      jednak wiara matki i został wskrzeszony (Łk 7,12-15). O ileż
                      bardziej wiara drugich może pomóc niemowlęciu, któremu nie da się
                      zarzucić własnej niewierności!

                      Niektórzy ludzie nie mogą pogodzić się z tym, że już niemowlęta są
                      obarczone grzechem, który wymaga odpuszczenia.

                      Imię Jezus znaczy Zbawiciel: "On bowiem zbawi lud swój od grzechów
                      ich" (Mt 1,21). Kiedy przynosi się do kościoła małe dziecko, aby je
                      uczynić chrześcijaninem, ochrzcić, to w tym celu, aby należało ono
                      do ludu Jezusa. Jakiego Jezusa? Tego, który zbawia swój lud od ich
                      grzechów. Gdyby w dziecku nie było nic, co potrzebuje zbawienia,
                      należałoby je wynieść z kościoła. Dlaczego zatem nie mówimy
                      matkom?: "Weźcie stąd te swoje maleństwa! Jezus jest przecież
                      Zbawicielem: jeżeli w nich nie ma nic do zbawienia, weźcie je stąd!
                      Nie potrzebują lekarza zdrowi, lecz ci, którzy się źle mają". Czy
                      ktoś odważyłby się taką krzywdę robić maleństwu i mówić?: "Dla mnie
                      Syn Boży jest Jezusem, dla niego nie jest Jezusem". Nawet nie
                      powinniśmy dyskutować na ten temat, aby nie stwarzać pozoru, że
                      naszymi dyskusjami odwlekamy zbawienie małych dzieci. Należy je
                      przynosić, chrzcić, uwalniać od grzechu, obdarzać życiem.


                      To bardzo prawdziwe, Ojcze, co mówisz. Grzech pierworodny to
                      tajemnica naszej międzyludzkiej solidarności w złu. Odrzucić zaś
                      chrzest niemowląt, to tyle samo, co zakwestionować możliwość naszej
                      ogólnoludzkiej solidarności w Chrystusie.

                      W wyznaniu wiary, złożonym przez kogoś innego, niemowlę otrzymuje
                      zdrowie, gdyż grzechem kogoś innego jest zranione. Pytam: "Czy
                      wierzy w Jezusa Chrystusa?", odpowiadasz: "Wierzy". Odpowiadasz za
                      maleństwo, które nie mówi, milczy, płacze i swoim płaczem wspomaga
                      jakoś moją modlitwę - i to wystarczy. Czy wąż próbuje cię przekonać,
                      że nie wystarczy? Niech każdy chrześcijanin odrzuci taką myśl ze
                      swojego serca. Zatem za niemowlę się odpowiada i to wystarczy. Duch
                      łączy nas wspólnym tchnieniem: niemowlę wierzy w kimś innym, bo w
                      kimś innym zgrzeszyło


                      • kaczy.i.indyczy O pokucie 19.10.08, 11:35
                        Myślisz, człowiecze, że mógłbyś się nawrócić, gdybyś nie został
                        wezwany? Ten sam, który cię wezwał, kiedy byłeś odwrócony, udzielił
                        ci tego daru, że się nawróciłeś. Zatem nawet nawrócenia sobie nie
                        przypisuj, bo gdyby cię nie wezwał, kiedy uciekałeś, nie byłbyś
                        nawrócony.

                        Dopóki człowiek nosi to ciało, nie może nie mieć co najmniej lekkich
                        grzechów. Chociaż nazywamy je lekkimi, nie lekceważ ich. Lekceważysz
                        je, kiedy bierzesz je na wagę. Przerazisz się jednak, jeśli je
                        zliczysz. Wiele lekkich grzechów tworzy wielki ciężar, tak jak wiele
                        kropli tworzy rzekę, wiele ziaren czyni masę. Gdzie szukać ratunku?
                        Przede wszystkim w spowiedzi: żeby nikt nie uważał się za
                        sprawiedliwego i żeby człowiek, który jest, chociaż go nie było, nie
                        podnosił karku wobec Boga, który widzi, jakie co jest. Zatem przede
                        wszystkim spowiedź, następnie miłość, gdyż napisano: "Miłość zakrywa
                        mnóstwo grzechów" (1 P 4,8)

                        Ojcze, dlaczego tak wielką wagę przywiązujesz do spowiedzi?

                        Początkiem dobrego postępowania jest wyspowiadanie się ze złego
                        postępowania. W ten sposób czynisz prawdę i przychodzisz do światła.
                        Nie pieścisz się z sobą, nie zwodzisz się, nie schlebiasz sobie. Nie
                        mówisz: "Jestem uczciwy", podczas gdy jesteś niegodziwcem. Zaczynasz
                        czynić prawdę. Otóż "zbliżasz się do światła, aby się ujawniły czyny
                        twoje, że w Bogu zostały dokonane" (J 3,21). Albowiem również grzech
                        twój, który ci się nie podoba, podobałby ci się, gdyby Bóg cię nie
                        oświecił i nie pokazał ci, jak z twoim grzechem jest naprawdę. Kto
                        jednak, choć upomniany, kocha swoje grzechy, nienawidzi
                        upominającego światła i ucieka od niego, aby nie potępiono jego
                        złych czynów, które miłuje. Kto zaś czyni prawdę, sam oskarża się z
                        powodu swojego zła. Nie przebacza sobie, nie zapomina sobie, aby Bóg
                        mu zapomniał. Właśnie dlatego uznaje swoje grzechy i przychodzi do
                        światła, aby Bóg mu zapomniał. I dziękuje Mu za to, że pokazał jemu,
                        co ma w sobie nienawidzić.7

                        Człowiek pyszny tak się podnosi przeciwko Bogu, jak dym przeciwko
                        niebu. I tak samo niczego nie osiągnie i zginie rozproszony wiatrami
                        własnej próżności: wznosi się pyszny, nadyma nieprawdziwą
                        wielkością. Taki właśnie jest dym: widzisz wielkie kłęby, a nie ma
                        co uchwycić. Nabierzcie, bracia, wstrętu do tak karygodnej postawy i
                        nie brońcie swoich grzechów. A jeśli dotychczas to czyniliście,
                        przestańcie bronić. Poddajcie się Bogu i tak się bijcie w piersi,
                        żeby również te grzechy, jakie w was pozostały, przestały istnieć.
                        Starajcie się ich nie popełniać, a jeśli to możliwe, żadnych nie
                        popełniajcie. Jeśli zaś nie da się tego osiągnąć, żeby żadnych nie
                        popełniać, możecie się jednak pobożnie wyspowiadać. Pan okaże ci
                        miłosierdzie, jeśli starasz się, żeby wszystkie grzechy zniknęły, i
                        jeśli w miarę Jego pomocy rzeczywiście nikną. Resztę, jeśli zastanie
                        cię w drodze i przy pracy, łatwo ci zapomni: bylebyś tylko umacniał
                        się w tej postawie, nie słabnął. Jeśli nawet ostatni dzień nie
                        zastanie cię zwycięzcą, zastanie cię przynajmniej w walce, a nie w
                        niewoli i oddanego grzechow

                        Pierwszy grzesznik - jest to charakterystyczne dla pychy - nie
                        oskarża siebie, że uległ namowom kobiety, ale zrzuca swoją winę na
                        kobietę. Z przebiegłością, jaką nieszczęśnik w sobie począł,
                        subtelnie próbuje rozciągnąć winę na samego Boga. Nie mówi: "Kobieta
                        mi dała", ale: "Kobieta, którą postawiłeś przy mnie, mi dała" (Rdz
                        3,12). Nic nie jest tak bliskie grzesznikom, jak pragnienie, żeby
                        Bogu przypisać to, z czego sami są oskarżani.
                        Liczni wyznają swoją niegodziwość, ale oskarżając samego Pana Boga.
                        Widząc swoje grzechy, powiadają: Bóg tak chciał. Gdyby taki
                        powiedział: Nie zrobiłem tego; albo: To nie jest grzechem -
                        wprawdzie sam by się nie oskarżał, ale też Boga by nie oskarżał.
                        Jeśli jednak mówi: Zrobiłem to i jest to grzechem, ale Bóg chciał,
                        żebym to uczynił - oskarża w ten sposób Boga. Są tacy, którzy
                        powiadają: Tak mi było pisane; albo: Bo pod takim znakiem się
                        urodziłem. Tacy również oskarżają Boga, tyle że okrężnie. Bo cóż to
                        takiego los? Wynika on z układu gwiazd. A gwiazdy Bóg stworzył.

                        Czytamy w Psalmie: "Prawda z ziemi się narodzi" (84,12). Słowa te
                        można odnieść do spowiedzi. Byłeś grzesznikiem. Kiedy zgrzeszyłeś,
                        powiedziano ci: "Ziemią jesteś i do ziemi pójdziesz" (Rdz 3,19).
                        Ziemio, niechże narodzi się z ciebie prawda, aby sprawiedliwość
                        spojrzała na ciebie z nieba! Jakże może się z ciebie narodzić
                        prawda, skoro jesteś grzesznikiem i niegodziwcem? Wyznaj swoje
                        grzechy, a narodzi się z ciebie prawda. Bo jeśli jesteś
                        niegodziwcem, a uważasz się za sprawiedliwego, to jak prawda może
                        się z ciebie narodzić? Kiedy zaś ty, niegodziwiec, nazywasz siebie
                        niegodziwcem, oto prawda z ziemi się narodziła. Przypomnij sobie
                        celnika modlącego się w świątyni daleko od faryzeusza. Nie śmiał
                        nawet oczu podnieść ku niebu, ale bił się w piersi i mówił: "Panie,
                        bądź miłościw mnie grzesznemu!" (Łk 18,13) Wówczas prawda z ziemi
                        się narodziła, bo człowiek wyspowiadał się z grzechów.

                        Właśnie, faryzeusz to następna postać człowieka pysznego, który nie
                        umie się spowiadać.

                        Miał i faryzeusz grzechy. Ale w swojej przewrotności zapomniał, po
                        co przyszedł. Zachowywał się jak chory, który pokazuje lekarzowi
                        zdrowe członki, rany zaś ukrywa. To Bóg zakrywa rany, ty tego nie
                        rób. Jeśli bowiem ze wstydu je ukryjesz, lekarz cię nie uzdrowi.
                        Lekarz zakrywa rany i to wychodzi na zdrowie, nakłada bowiem
                        opatrunek. Kiedy lekarz zakryje ranę, będzie się goić; jeśli czyni
                        to zraniony, rana pozostaje. Zresztą przed kim ty ukrywasz? Przed
                        Tym, który wie wszystko.13 ?

                        Ciekaw jestem, Ojcze, co byś powiedział takiemu faryzeuszowi, który
                        zamiast spowiadać się z grzechów, chwali się swoimi cnotami.

                        Wyznaj swoją niegodziwość i wyznaj łaskę Bożą. Siebie oskarż, Boga
                        uwielbij. Siebie napiętnuj, Boga wychwalaj, aby - kiedy przyjdzie -
                        zobaczył w tobie mściciela twych własnych grzechów i zechciał być
                        twoim Zbawicielem. Boisz się wyspowiadać Bogu, aby wskutek twojej
                        spowiedzi cię nie potępił? Jeżeli pozostaniesz w ukryciu nie
                        wyspowiadany, jako nie wyspowiadany zostaniesz potępiony. Boisz się
                        spowiadać, chociaż i bez spowiedzi nie możesz się ukryć. Jeśli
                        będziesz milczał, zostaniesz potępiony, a mógłbyś uzyskać
                        wyzwolenie, gdybyś się wyspowiadał



                        • kaczy.i.indyczy Re: O pokucie cd. 19.10.08, 11:44
                          Ojcze, swoją interpretacją modlitwy Psalmu: "Uwolnij mnie, Panie, od
                          człowieka złego" (139,2) wiele mi pomogłeś w zrozumieniu sakramentu
                          pokuty.

                          Modlisz się: "Uwolnij mnie, Panie, od człowieka złego". Od kogo?
                          Powiesz, że od Gajusa, od Lucjusza, czy jeszcze od kogo tam. A Pan
                          ci odpowie: A o sobie samym nic nie mówisz? Jeśli mam cię uwolnić od
                          człowieka złego, najpierw trzeba cię uwolnić od samego siebie. Nie
                          chciej być złym. Niech nie panuje nad tobą chciwość, niech cię nie
                          depczą złe żądze, niech cię nie niszczy twój gniew. To są twoi
                          wewnętrzni wrogowie. Sam sobie nie czyń nic złego. Cóż ci może
                          zrobić zły sąsiad, zły zwierzchnik, zły możnowładca? Jeśli natrafi
                          na sprawiedliwego, na wiernego, na chrześcijanina, cóż ci może
                          zrobić? Cóż Szczepanowi zrobili prześladowcy? Czyniąc zło,
                          przyczynili się do dobrego. Zatem kiedy się modlisz, aby cię Bóg
                          uwolnił od człowieka złego, patrz na siebie, siebie nie oszczędzaj:
                          oby Bóg uwolnił ciebie od ciebie! Oby ci odpuścił grzechy, dał
                          zasługi, obdarzył mocą do zwalczenia pożądliwości, udzielił
                          niebieskiej rozkoszy przewyższającej wszelką rozkosz ziemską.15

                          Teraz pytanie dla wielu moich współczesnych szczególnie ważne: Po co
                          pośrednictwo księdza, kiedy chcę się wyspowiadać Bogu z moich
                          grzechów?

                          "Każdy związany jest sznurami swoich grzechów" (Prz 5,22) i tylko w
                          Kościele mogą być one rozwiązane. Temu, który nie żył już od
                          czterech dni, Pan powiedział: "Łazarzu, wyjdź na zewnątrz!" (J
                          11,43) I wyszedł z grobu, mając związane ręce i nogi. To Pan pobudza
                          do tego, żeby zmarły wyszedł z grobu. Dotyka serca, aby wyznanie
                          grzechu się uzewnętrzniło. Ale Łazarz nadal jest jakoś związany.
                          Kiedy więc wyszedł z grobu, powiada Pan do swoich uczniów - do tych
                          samych, którym powiedział: "Co rozwiążecie na ziemi, będzie
                          rozwiązane w niebie" (Mt 18,18); "Rozwiążcie go i pozwólcie mu
                          chodzić" (J 11,44). Sam wskrzesił, za pośrednictwem uczniów
                          rozwiązał.16

                          Ale ksiądz może być przecież człowiekiem niegodnym...

                          Sprzeciwia się Duchowi Świętemu, kto z rozproszenia nigdy nie
                          przyjdzie do owczarni, która otrzymała Ducha Świętego na
                          odpuszczenie grzechów. Choćby ktoś przystąpił do tej wspólnoty za
                          pośrednictwem złego księdza, nicponia i obłudnika, który jest jednak
                          duchownym katolickim, to w samym Duchu Świętym otrzymuje
                          odpuszczenie grzechów, jeśli przystępuje z sercem nieobłudnym.
                          Również w tym czasie, kiedy omłot jest wymieszany z plewą, Duch ten
                          w taki sposób działa w świętym Kościele, iż żadna prawdziwa spowiedź
                          nie zostanie odrzucona i żadnym udawaniem nie da się Go okłamać. I
                          do tego stopnia nie ma nic wspólnego z bezbożnikami, że pobożnych
                          gromadzi nawet za pośrednictwem ich posługi.

                          Kiedy słyszysz, że Pan Jezus Chrystus przyszedł nie do
                          sprawiedliwych, ale do grzeszników, nie chciej być grzesznikiem. Nie
                          mów sobie, broń Boże: Jeśli zostanę sprawiedliwym, Chrystus
                          przestanie mnie kochać; jeśli pozostanę grzesznikiem, będzie mnie
                          kochał, bo przyszedł do grzeszników, nie do sprawiedliwych. Odpowie
                          ci bowiem: Jeżeli poznałeś Lekarza, dlaczego nie przestraszyłeś się
                          choroby? Owszem, lekarz przychodzi do chorego, to oczywiste: ale po
                          to przychodzi, żeby ten przestał być chorym.19

                          Twoje słowa przypomniały mi, Ojcze, z jakim trudem dokonywał się
                          Twój własny powrót do zdrowia.

                          Nieprzyjaciel wmawiał, że chce mojego dobra. I w ten sposób łańcuch
                          na mnie sporządził i związał mnie. Albowiem przewrotna wola wydała z
                          siebie żądzę. Kiedy zaś służy się żądzy, pojawia się nawyk. Jeśli
                          znów nie zwalczać nawyku, przeradza się on w konieczność. Tymi
                          nałożonymi na siebie jakby ogniwami, które nazwałem łańcuchem, byłem
                          związany w ciężkiej niewoli. Nowa wola, która już zaczęła we mnie
                          kiełkować, abym Ciebie, Boże, jedynie pewna Radości, czcił
                          bezinteresownie i chciał Tobą żyć, nie potrafiła jeszcze
                          przezwyciężyć dawnej woli zastarzałej. W ten sposób ścierały się ze
                          sobą dwie moje wole, jedna stara, druga nowa, ta cielesna, tamta
                          duchowa - i walcząc ze sobą, rozbijały mnie wewnętrznie.20

                          Właśnie, czasem jest tak, że mimo najlepszej woli człowiekowi nie od
                          razu udaje się zerwać zupełnie ze swoim grzechem. Co wtedy robić?

                          Nie podobajmy się sobie, kiedy zgrzeszyliśmy, bo grzechy nie
                          podobają się Bogu. A ponieważ nie jesteśmy bez grzechu, przynajmniej
                          w tym bądźmy do Boga podobni, że nie podoba nam się to samo, co Jemu.

                          Wróćmy jeszcze, Ojcze, do możliwości obmycia się z grzechów
                          powszednich poza sakramentem pokuty. Nie przypominam sobie ani
                          jednego Twojego kazania poświęconego "Modlitwie Pańskiej", w którym
                          nie zwracałbyś szczególnej uwagi na znaczenie prośby: "I odpuść nam
                          nasze winy, jako i my odpuszczamy naszym winowajcom".

                          W chrzcie otrzymujemy zupełne odpuszczenie wszystkich grzechów.
                          Ponieważ jednak nikt nie może tu żyć bez grzechu - nie mówię o
                          wielkim przestępstwie, które oddziela od tego Chleba - a chrzest
                          możemy przyjąć tylko jeden raz; możliwość codziennego obmycia się
                          otrzymaliśmy w "Modlitwie Pańskiej". Prosimy w niej, aby nasze
                          grzechy były odpuszczone codziennie. Dzieje się tak, jeśli czynimy
                          wedle słów: "Jako i my odpuszczamy naszym winowajcom".22

                          Chociaż chodzi tu o grzechy drobne, przecież trudno przypuścić, że
                          do tej króciutkiej modlitwy automatycznie przywiązane jest ich
                          odpuszczenie. To byłoby niegodne Pana Boga, który okazuje nam tyle
                          szacunku.

                          Nie lekceważ grzechów drobnych. Bóg miłosierny, widząc naszą
                          ułomność, ustanowił środki zaradcze. Co to za środki? Jałmużna,
                          post, modlitwa - te trzy. Żeby twoja modlitwa była prawdziwa, musisz
                          ją dopełnić doskonałą jałmużną. Co to jest jałmużna doskonała? Z
                          tego, co ci zbywa, daj temu, który nie ma, a jeśli cię ktoś obrazi,
                          wybacz mu. Ale nie sądźcie, bracia, że można codziennie uprawiać
                          rozpustę i oczyszczać się z niej codzienną jałmużną. Nawet codzienne
                          jałmużny nie wystarczą do oczyszczenia z tak ciężkich grzechów.23

                          Nam niestety jałmużna kojarzy się głównie z monetą daną na odczepne
                          żebrakowi.

                          Jałmużna to nie tylko nakarmić głodnego, podać napój spragnionemu,
                          ubranie obdartemu, przyjąć podróżnego, ukryć zbiega, odwiedzić
                          chorego lub więźnia, jeńca wyzwolić, pomóc słabemu, odprowadzić
                          niewidomego, smutnego pocieszyć, niedołężnego pielęgnować,
                          błądzącemu pokazać drogę, komu trzeba poradzić i to, co niezbędne
                          dać potrzebującemu. Zaprawdę, jałmużny udziela również ten, kto
                          wybacza winowajcy. I kto wymierza karę temu, nad kim ma władzę albo
                          w jakiś inny sposób powściąga go od złego, a przecież z serca mu
                          wybacza to, w czym został skrzywdzony lub obrażony, i modli się o
                          to, aby Bóg mu wybaczył. Taki daje jałmużnę i świadczy miłosierdzie
                          nie tylko przez to, że wybacza i się modli, ale i przez to, że karci
                          i wymierza naprawiającą karę.



                          Dobrze żyjmy, a żyjąc dobrze, nie mniemajmy, jakobyśmy byli bez
                          grzechu. Tak żyjmy chwalebnie, abyśmy umieli prosić o przebaczenie.
                          Bo ludzie idący na zatracenie, im mniej zważają na swoje grzechy,
                          tym bardziej ciekawi są grzechów cudzych. Nie chodzi im o to, żeby
                          poprawić, ale żeby ugryźć. Ponieważ sami żyją w sposób nie do
                          usprawiedliwienia, gotowi są innych oskarżać. Otóż, bracia, grzech
                          nie może pozostać bez kary, to byłoby niesprawiedliwe. Bóg twój
                          powiada ci: Ukarz sam swój grzech albo Ja go ukarzę. Zatem karę za
                          grzech wymierza pokutujący człowiek albo Sędzia Bóg. Albo ty
                          ukarzesz swój grzech, ale nie siebie, albo Bóg go ukarze razem z
                          tobą. Czymże bowiem jest pokuta, jeśli nie gniewem na siebie samego?
                          Należy skruszyć swoje serce. Aby Bóg mógł stworzyć serce czyste,
                          należy skruszyć serce nieczyste.





                          • kaczy.i.indyczy O Bożych przykazaniach 19.10.08, 12:02
                            Bóg niczego nie nakazuje dla swojej korzyści, ale dla korzyści tego,
                            komu nakazuje. Jest naprawdę Panem, bo nie potrzebuje sługi, ale
                            sługa Jego potrzebuje.2

                            Ojcze, moje czasy są epoką demokracji i niektórych razi relacja "pan-
                            sługa" nawet w odniesieniu do Boga.

                            Uznaj obiektywny porządek i szukaj pokoju. Ty bądź poddany Bogu,
                            tobie niech będzie poddane twoje ciało. Czy jest coś bardziej
                            sprawiedliwego i pięknego? Ty podlegasz Większemu, to, co mniejsze -
                            tobie. Służ Temu, który cię stworzył, aby tobie służyło to, co
                            zostało stworzone dla ciebie. Nie mówię: Niech tobie służy ciało, a
                            ty służ Bogu; ale: Ty służ Bogu, a tobie niech służy ciało. Bo,
                            jeśli ty wzgardzisz Bogiem, nie zdołasz sprawić, aby ciało służyło
                            tobie. Jeśli nie zechcesz poddać się Panu, będziesz gnębiony przez
                            sługę. Skoro zaś najpierw poddasz się Bogu, aby następnie tobie
                            poddało się ciało, będziesz mógł powiedzieć: "Błogosławiony Pan Bóg
                            mój, który przyucza ręce moje do walki i palce moje do wojny" (Ps
                            143,1). Jeżeli bez nauki chcesz walczyć, przegrasz i zostaniesz
                            potępiony. Zatem najpierw poddaj się Bogu, następnie On nauczy cię i
                            pomoże walczyć.


                            Przypatrzmy się słowom Psalmu: " Jak dobry jest Bóg Izraela dla
                            ludzi prawego serca!" (72,1) Kim są ci ludzie prawego serca? To ci,
                            którzy nie krytykują Boga. Którzy swoją wolę przykładają do woli
                            Bożej; nie usiłują woli Bożej naginać do swojej woli. Istnieje
                            prosty sposób na to, żeby naprostować swoje serce. Chcesz mieć prawe
                            serce? Czyń to, czego chce Bóg; nie chciej, żeby Bóg czynił to,
                            czego ty chcesz. Ludzie nieprawego serca to ci, którzy siedzą i
                            dyskutują, co Bóg powinien zrobić. Nie chwalą tego, co zrobił, ale
                            krytykują

                            Do rozumienia tego, co pragniemy poznać, dochodzimy dzięki
                            zachowywaniu Bożych przykazań. Dlatego napisano: "Jeżeli pożądasz
                            mądrości, zachowuj przykazania, a Pan ci jej udzieli" (Syr 1,26) -
                            żeby nikt nie próbował osiągnąć głębi mądrości, zanim nie posiądzie
                            pokornego posłuszeństwa, gdyż można ją osiągnąć tylko we właściwym
                            porządku. Zatem posłuchaj: "Nie szukaj tego, co głębsze od ciebie, i
                            nie badaj tego, co od ciebie mocniejsze, ale nieustannie rozmyślaj o
                            tym, co nakazał ci Pan" (Syr 3,21n). Tak więc przez posłuszeństwo
                            przykazaniom dochodzi człowiek do rozumienia tego, co niewidzialne.

                            Całe Prawo polega na dwóch przykazaniach: miłości Boga i bliźniego.
                            I do tych dwóch przykazań sprowadza się Dekalog. Do pierwszego
                            przykazania należą trzy struny, albowiem Bóg jest Trójcą. Natomiast
                            drugiego przykazania - miłości bliźniego - dotyczy siedem strun.

                            Stara litera, gdyby jej zabrakło nowego ducha, raczej uświadamiałaby
                            nam nasz grzech niż od niego uwalniała. Napisano: "Gdzie wzrasta
                            wiedza, tam wzrasta i cierpienie" (Koh 1,18) - nie żeby Prawo było
                            czymś złym, ale dobro przykazania polega na pouczeniu zawartym w
                            literze, nie na duchowej pomocy. Jeżeli zaś ktoś wypełnia
                            przykazanie ze strachu przed karą, a nie z umiłowania
                            sprawiedliwości, wypełnia je jak niewolnik, dlatego w ogóle go nie
                            wypełnia. Bo nie jest to dobry owoc, który nie wyrasta z korzenia
                            miłości. Jeśli natomiast mamy wiarę, która działa przez miłość (Ga
                            5,6), nasz wewnętrzny człowiek raduje się prawem Bożym. Radość ta
                            nie płynie z litery, ale jest darem Ducha, nawet, jeśli aż dotąd
                            inne prawo obecne w członkach sprzeciwia się prawu duchowemu -
                            dopóki wszystko, co w nas stare, nie przemieni Duch w nowego
                            wewnętrznego człowieka, który rośnie z dnia na dzień, aż wyzwoli nas
                            z tego śmiertelnego ciała łaska Boża przez Jezusa Chrystusa Pana
                            naszego

                            Łaska i moc Chrystusa dokonały przełomu w zachowaniu przykazań.
                            Dlaczego więc ciągle jesteśmy tak grzeszni?

                            Kiedy chory zacznie się stosować do przykazań lekarza, nie staje się
                            od razu zdrowym, lecz długo wraca do nieopatrznie utraconego
                            zdrowia. Dzięki stosowaniu się do zaleceń lekarza choroba się nie
                            pogłębia i nie tylko że nie jest gorzej, ale nawet zaczyna się mieć
                            ku lepszemu, choć do zdrowia dochodzi powoli. Kiedy zaś coraz mniej
                            w człowieku choroby, pojawia się nadzieja na całkowite zdrowie. Tak
                            samo sprawiedliwe życie tu na ziemi: czy nie na tym ono polega, żeby
                            słuchać i czynić Boże przykazania? Czy ci, którzy je czynią, od razu
                            są zdrowi? Jeszcze nie, ale czynią, żeby stać się zdrowymi. Oby
                            tylko nie przestali czynić, gdyż powoli odzyskuje się to, co w
                            jednym momencie się utraciło. Gdyby bowiem człowiek mógł szybko
                            powrócić do utraconej szczęśliwości, grzeszny upadek w śmierć
                            potraktowałby jako zabawę.

                            Mówi Psalmista: "Miłuję Twoje przykazania bardziej niż złoto i
                            topaz" (Ps 118,127). Łaska to sprawia, że z miłości wypełnia się
                            Boże przykazania, a nie dało się ich zachować ze strachu. "Pełnią
                            Prawa jest miłość" (Rz 13,10), powiada Apostoł. W Starym Testamencie
                            nie rozumiano ukrytej łaski. Była ona jakby zasłonięta, a
                            symbolizowała to twarz Mojżesza, na którą nie byli w stanie patrzeć
                            (Wj 34,33n; 2 Kor 3,13n). Usiłowali oni zachować Boże przykazania
                            ze względu na ziemską i cielesną nagrodę. Nie udało się to im, bo co
                            innego kochali, a nie Boże przykazania. Nie mieli więc ochoty ich
                            czynić, raczej przyjmowali je jako ciężar nałożony wbrew woli. Jeśli
                            natomiast przykazania są kochane ponad złoto i drogie kamienie,
                            wszelka ziemska nagroda jest wobec nich marnością. I żadnych dóbr
                            człowieczych nie da się porównać z tymi dobrami, dzięki którym sam
                            człowiek staje się dobry.

                            Całą nadzieję złożyłem wyłącznie w bardzo wielkim Twoim
                            miłosierdziu. Uzdolnij mnie do wykonywania Twoich rozkazów, i
                            rozkazuj, co chcesz. Nakazujesz nam powściągliwość. "Wiedziałem
                            jednak, że nikt nie może być powściągliwy, jeśli mu Bóg tego nie
                            udzieli - i już to było mądrością, że wiedziałem, czyj to jest dar"
                            (Mdr 8,21). Otóż przez powściągliwość zespalamy się i powracamy do
                            Jednego, od którego różnorodnie odpadliśmy. Mniej bowiem kocha
                            Ciebie ten, kto wraz z Tobą kocha co innego, a kocha nie ze względu
                            na Ciebie. O Miłości, która nieustannie płoniesz i nigdy się nie
                            wypalasz! Boże, Miłości moja, zapal mnie! Nakazujesz powściągliwość:
                            daj to, co nakazujesz, i nakazuj, co chcesz!

                            Tam, gdzie jest miłość, wszystko staje się łatwe. Tylko dla niej
                            brzemię Chrystusa jest lekkie (Mt 11,30), a raczej ona jedna jest
                            tym ciężarem, który jest lekki. Napisano: "A przykazania Jego nie są
                            ciężkie" (1 J 5,3). Jeśli komuś są ciężkie, niech przyzna, że nie
                            mógłby Bóg powiedzieć: "nie są ciężkie", gdyby niemożliwa była taka
                            postawa serca, kiedy nie są one ciężkie. I niech prosi o to, czego
                            mu brakuje, aby wypełnił to, co ma przykazane. Zatem, jeśli każdy
                            zwróci się - jak nam nakazano - do Pana Boga swego z całego swego
                            serca i z całej duszy, przykazanie Boże nie będzie mu ciężkie. Jak
                            bowiem może być ciężkie, jeśli jest to przykazanie miłości? Albo nie
                            kocha i dlatego jest mu ciężkie, albo kocha i wtedy nie może być
                            ciężkie.
                            Ktoś na przykład zaprzyjaźnił się z chciwością i Bóg stał się mu
                            nieprzyjacielem. Bóg bowiem sprzeciwia się chciwości i niczego nie
                            chce jej oddać w posiadanie. "Ja mam być posiadany!" - woła.
                            Dlaczego chcesz, aby chciwość cię posiadła? Jej przykazania są
                            twarde, moje łagodne; jej brzemię ciężkie, moje - lekkie; jej jarzmo
                            ostre, moje - słodkie. Nie zgadzaj się na to, aby cię chciwość
                            posiadła! Nakazuje ci chciwość wyprawiać się za morze i jesteś jej
                            posłuszny; nakazuje ci, abyś się powierzył wiatrom i burzom. Ja
                            nakazuję ci, abyś przed własnym progiem wspomógł ubogiego. Ociągasz
                            się z czynieniem dobra, jakie masz w zasięgu ręki, a gotów jesteś
                            płynąć za morze.

                            • kaczy.i.indyczy Re: O Bożych przykazaniach 19.10.08, 12:04
                              Zauważ słowa Psalmu: "Boże, pieśń nową będę Ci śpiewał" (143,9).
                              Pieśnią nową jest pieśń łaski, pieśń nowego człowieka. Żeby zaś nie
                              wydawało ci się, że łaska jest odejściem od Prawa - bo raczej je
                              wypełnia - Psalmista dodaje: "grać Ci będę na harfie o dziesięciu
                              strunach". To znaczy na Prawdzie o dziesięciu przykazaniach. Na niej
                              będę Ci grał, na niej będę się radował, na niej zaśpiewam Ci pieśń
                              nową, albowiem "miłość jest wypełnieniem Prawa" (Rz 13,10). Ci, co
                              nie mają miłości, mogą nosić harfę, ale nie potrafią na niej grać.
                              Ja zaś - powiada Psalmista - pośród szumu wód zaśpiewam Ci pieśń
                              nową i huk wody nie zdoła zagłuszyć mojej harfy.18

                              Już przedtem mówiłeś, Ojcze, o przykazaniach jako o strunach i nie
                              bardzo wiedziałem, co masz na myśli. Teraz wszystko się wyjaśniło.
                              To bardzo piękne porównanie: Dekalog jako harfa o dziesięciu
                              strunach.

                              Ci, którzy są posłuszni przykazaniom tylko ze strachu przed karą, a
                              nie z umiłowania sprawiedliwości, noszą harfę, ale nie śpiewają
                              pieśni nowej. Bo przykazania dla śpiewającego tę pieśń są rozkoszą,
                              dla tego, kto boi się kary - ciężarem. Toteż stary człowiek albo ich
                              nie czyni, albo czyni ze strachu: nie dlatego, że kocha świętość, że
                              znajduje rozkosz w czystości, umiarze, miłości, ale ze strachu. Jest
                              bowiem starym człowiekiem, stary zaś człowiek może śpiewać starą
                              pieśń, nie nową. Żeby śpiewać nową pieśń, trzeba być nowym
                              człowiekiem. Jak zaś można się stać nowym człowiekiem, posłuchaj nie
                              mnie, ale Apostoła: "Porzućcie starego człowieka i przyobleczcie się
                              w człowieka nowego. Dlatego odrzuciwszy kłamstwo, mówcie prawdę" (Ef
                              4,22-25). Zatem powiedział: Zmieńcie obyczaje! Kto kochał świat,
                              niech kocha Boga. Kto kochał próżne niegodziwości i światowe
                              rozkosze, niech kocha bliźniego. Jeśli z miłości zachowujecie
                              przykazania, śpiewacie pieśń nową. Jeśli zachowujecie je ze strachu
                              przed karą, ale jednak zachowujecie, wprawdzie nosicie harfę, ale
                              jeszcze nie śpiewacie. Jeśli nawet w ten sposób ich nie
                              zachowujecie, nawet harfę odrzuciliście. Lepiej jest przynajmniej ją
                              nosić niż w ogóle porzucić.19

                              • kaczy.i.indyczy O świecie materialnym 19.10.08, 12:12
                                Zastanówcie się, Kochani: Kto tak ułożył członki komarowi i pchle,
                                iż żyjątka te mają właściwy sobie kształt, żyją i poruszają się?
                                Przypatrz się małemu żyjątku, najmniejszemu, jakiemu chcesz.
                                Zastanów się nad ułożeniem jego członków i sposobem życia: ono ma
                                coś takiego w sobie, że ucieka od śmierci, kocha życie, pożąda
                                rozkoszy, unika tego, co nieprzyjemne, używa rozmaitych zmysłów,
                                porusza się we właściwy sobie sposób. Kto dał komarowi żądło, aby
                                mógł ssać krew? Jakże delikatna jest ta trąbka, którą wciąga swoje
                                pożywienie! Któż to urządził? Któż to sprawił? Jeśli lękasz się
                                chwalić Stwórcę za dzieła najmniejsze, chwal za to, co wielkie.
                                Trzymajcie się tego, moi bracia; nie dajcie się odwieść od wiary i
                                od zdrowej nauki. Ten sam, który w niebie stworzył anioła, na ziemi
                                stworzył robaka. Jednak aniołowi w niebie wyznaczył mieszkanie
                                niebieskie, robakowi na ziemi - mieszkanie ziemskie. Rozdzielił
                                mieszkania pomiędzy mieszkańców: mieszkania niezniszczalne otrzymały
                                niezniszczalnych mieszkańców, zniszczalne - zniszczalnych. Całość
                                obejmij swoim okiem, całość podziwiaj.


                                Dobrze będzie nie pominąć następującego szczegółu. Powiedziano: "I
                                widział Bóg, że wszystko, co uczynił, było bardzo dobre" (Rdz 1,31).
                                Natomiast o poszczególnych dziełach mówi się tylko, że były dobre.
                                Wszystkie dzieła nie wystarczyło nazwać dobrymi, nazwano je bardzo
                                dobrymi. Poszczególne dzieła Boże, jeśli je kompetentnie poznać,
                                wykazują - każde w swoim rodzaju - godne podziwu proporcje i
                                rozmiary, i budowę. O ileż bardziej wszystko razem, cały
                                wszechświat, na którego jedność składają się wszystkie te
                                poszczególne dzieła! Piękno bowiem, jakie zawiera się w częściach,
                                staje się dużo bardziej godne podziwu, kiedy spojrzeć na nie w
                                całości. Weźmy ciało ludzkie: można w nim oddzielnie podziwiać oczy,
                                oddzielnie nos, oddzielnie policzki, oddzielnie głowę, oddzielnie
                                ręce, oddzielnie nogi i pozostałe jego piękne szczegóły. O ileż
                                piękniejsze jest całe ciało, któremu wszystkie członki, piękne same
                                w sobie, przydają piękna. Z drugiej strony, piękna ręka, którą w
                                ciele można podziwiać również oddzielnie, jeśli ją oddzielić od
                                ciała, i sama traci swój wdzięk, i pozostałe członki bez niej
                                brzydną. Tak wielka jest siła i potęga całości i jedności, że nawet
                                rzeczy bardzo dobre wtedy dopiero się podobają, kiedy wchodzą w
                                jakąś całość i się na nią składają

                                Cóż ty takiego kochasz, że nie kochasz Boga? Ukochaj, jeśli to
                                możliwe, cokolwiek, czego On nie stworzył! Rozglądnij się po całym
                                stworzeniu. Gdzie tylko niewoli cię jakaś pożądliwość i przeszkadza
                                ci kochać Stwórcę, zawsze chodzi o rzecz stworzoną przez Tego,
                                którego ty zaniedbujesz. Czy nie dlatego kochasz te rzeczy, że są
                                one piękne? Czy mogą jednak być tak piękne jak Ten, który je
                                stworzył? Podziwiasz je, bo Jego nie widzisz: lecz poprzez te
                                rzeczy, które podziwiasz, ukochaj Tego, którego nie widzisz! Zapytaj
                                się stworzenia: jeśli istnieje samo z siebie, pozostań przy nim.
                                Jeśli jednak od Niego pochodzi, tylko z tego powodu jest
                                niebezpieczne dla tego, kto je kocha, że zostało postawione ponad
                                Stwórcę.

                                Nie zakazuje ci Bóg kochać swoich stworzeń, ale nie kochaj ich tak,
                                jakby mogły cię uszczęśliwić ostatecznie. Doceń je i podziwiaj, abyś
                                umiłował Stwórcę. Wyobraźmy sobie, bracia, że narzeczony obdarzył
                                ukochaną pierścieniem, a ta umiłowała pierścień więcej niż tego,
                                który go jej podarował. Czy nie zarzucimy jej zdrady, chociaż kocha
                                ona coś, co otrzymała od narzeczonego? Gdyby mówiła: Wystarczy mi
                                pierścień, nie interesuje mnie jego wygląd ani zalety - któż nie
                                odwróciłby się ze wstrętem od takiej głupoty? Któż nie uznałby w tym
                                dowodu cudzołożnego ducha? Kochasz złoto zamiast męża, pierścień
                                zamiast narzeczonego. Czy dał ci zadatek nie po to, aby cię dla
                                siebie pozyskać, ale po to, żebyś się od niego odwróciła? Przecież
                                dlatego narzeczony daje zadatek, bo sam chce być w nim kochany. Otóż
                                Bóg dał ci to wszystko. Kochaj Tego, który to stworzył. Chce dać ci
                                więcej. Chce dać samego siebie, który to stworzył. Chociaż Bóg to
                                stworzył, to jeśli kochając to zaniedbujesz Stwórcę - czy twoja
                                miłość świata nie jest miłością cudzołożną?

                                Bóg powiedział: "Niech się stanie światło" (Rdz 1,4). Nie chodzi tu
                                przecież o głos wydany z płuc, za pomocą języka i zębów. To są
                                cielesne myśli, a "rozumienie według ciała prowadzi do śmierci" (Rz
                                8,6). To "niech się stanie światło" Bóg powiedział w sposób nie
                                dający się wypowiedzieć. Można się pytać, czy powiedział to Synem
                                Jednorodzonym, czy też to, co powiedział, jest Synem Jednorodzonym,
                                nazwanym Słowem Bożym, "przez które wszystko się stało" (J 1,3).
                                Byleby odrzucić bezbożną interpretację, wedle której Słowo Boże
                                Jednorodzony Syn jest słowem wypowiedzianym podobnie jak nasze
                                słowa. Otóż Słowo Boże, przez które wszystko zostało stworzone, nie
                                zaczęło istnieć ani nigdy nie przestanie, lecz zrodzone bez momentu
                                początkowego jest współwieczne Ojcu.


                                Ojcze, mówi się czasem o modlitwie kosmosu...

                                Niebo i ziemia Go wyznają. Piękno rzeczy jest jakby ich głosem ku
                                czci Boga. Woła do Boga niebo: Ty mnie stworzyłeś, nie pochodzę samo
                                z siebie! Woła ziemia: Ty mnie ustanowiłeś, nie ja sama siebie!
                                Spójrz na niebo, jakie piękne; spójrz na ziemię, jaka piękna. Jeśli
                                je wziąć razem, są bardzo piękne. On je stworzył, On nimi rządzi,
                                Jego rozkazów one słuchają; On przerzuca czasy, On ustanawia chwile,
                                osobiście ustanawia. Zatem to wszystko Go chwali: to, co stoi i to,
                                co się porusza, to, co z niskości ziemi i to, co z wysokości nieba,
                                to, co starodawne i to, co nowe. Kiedy to zauważysz i uradujesz się,
                                i odniesiesz to do Rzemieślnika i Jego niewidzialnych przymiotów,
                                umysłem zobaczysz Go przez te rzeczy, które On stworzył (Rz 1,20).


                                Dlaczego mamy chwalić Pana? Uzasadnienie jest krótkie: "Bo dobry
                                jest Pan" (Ps 134,3). Jest On dobry, ale inaczej niż dobra, jakie
                                stworzył. Albowiem wszystko, co Bóg stworzył, jest bardzo dobre (Rdz
                                1,31): nie tylko dobre, ale bardzo dobre. Jeżeli dobrym stworzył to
                                wszystko, jakim wobec tego jest On, który to stworzył? I chociaż
                                Stwórca rzeczy dobrych jest o wiele lepszy od tego, co stworzył, nie
                                da się tego lepiej wyrazić, niż powiedzieć, że "dobry jest Pan".
                                Trzeba jednak tak to rozumieć, że jest On dobry sam z siebie,
                                wszystko zaś pozostałe jest dobre dzięki Niemu. Wszystko dobre On
                                stworzył. On jest dobrem, którego nikt nie stworzył. On jest dobry
                                swoim własnym dobrem, nie bierze dobra skądinąd. On jest dobry ze
                                względu na swoje własne dobro, nie potrzebuje lgnąć do dobra kogoś
                                innego. "Mnie zaś dobrze jest przylgnąć do Boga" (Ps 73,28), który
                                nie potrzebuje nikogo, aby stać się dobrym, w przeciwieństwie do
                                wszystkich bytów, które, aby stać się dobrymi, Jego potrzebują

                                Tak bardzo podkreślasz, że wszystko, co stworzył Bóg jest dobre, a
                                nawet bardzo dobre. Jak wobec tego rozumieć słowa Pana Jezusa,
                                że "nikt nie jest dobry, tylko Bóg" (Mt 19,17)?

                                Kiedy stworzenia nazywam dobrymi, dodaję ich nazwy: niebo dobre,
                                anioł dobry, człowiek dobry. Kiedy zaś mówię o Bogu, wydaje mi się,
                                że lepiej niczego nie dodawać, tylko nazwać Go dobrym. Sam Pan Jezus
                                Chrystus powiedział: "człowiek dobry" (Mt 12,35); i On sam
                                powiedział również: "Nikt nie jest dobry, tylko Bóg". Czyż nie
                                zachęcił nas w ten sposób, abyśmy szukali i rozróżnili dobrego,
                                który jest dobry dzięki innemu Dobremu, oraz Dobrego, który jest
                                dobry sam z siebie?

    • kaczy.i.indyczy O aniołach 23.10.08, 09:31
      Zapłatą twojej wiary jest twój Bóg. Jego będziesz miał, On sam siebie
      przygotowuje jako nagrodę dla swoich czcicieli. Przypatrzcie się, najdrożsi,
      całemu stworzeniu: niebu, ziemi, morzu, wszystkiemu, co jest na niebie, na ziemi
      i w morzu. Jakie to piękne, jakie przedziwne, z jaką godnością i porządkiem
      ułożone! Czy te rzeczy was zachwycają? Na pewno. Dlaczego? Bo są piękne. Myślę,
      że zobaczywszy piękność aniołów, popadlibyście w omdlenie. A kimże dopiero jest
      Stwórca aniołów! I właśnie On jest zapłatą waszej wiary! Chciwcy, cóż was
      zadowoli, jeżeli sam Bóg was nie zadowala?

      Na początku Bóg stworzył świat, wypełnił go wszelkimi bytami widzialnymi oraz
      bytami rozumnymi. Najlepszymi w tym świecie są duchy obdarzone inteligencją,
      zdolne do kontemplowania Boga i świadome siebie. Związał je w jedną społeczność,
      którą nazywamy świętym i niebieskim Miastem. W Mieście tym rzeczywistością
      podtrzymującą w istnieniu i obdarzającą szczęściem jest sam Bóg, który jest
      życiem i pokarmem wszystkich.2

      Wiara i zdrowy rozum potępiają pogląd, jakoby jakieś stworzenie było
      współwieczne Bogu. Jeżeli więc powiem, że aniołowie nie zostali stworzeni w
      czasie, ale że byli oni przed wszystkimi czasami oraz że Bóg jest i zawsze był
      ich Panem, muszę zapytać ponadto, czy - jeżeli zostali stworzeni przed
      wszystkimi czasami - stworzenia mogły być zawsze. Na to można by ewentualnie
      odpowiedzieć: Oczywiście, że w takim razie aniołowie byli zawsze, jeśli "zawsze"
      oznacza "w każdym czasie". Ale jeśli tak odpowiem, usłyszę na to: To jakim
      sposobem nie są współwieczni Stwórcy, jeśli On był zawsze i oni byli zawsze?
      Ponadto, jakim sposobem można ich nazwać stworzeniami, jeśli sądzi się, że byli
      zawsze? Czy można powiedzieć, że byli zawsze, bo byli w każdym czasie jako ci,
      którzy zostali stworzeni wraz z czasem albo też czasy zostały stworzone wraz z
      nimi - a zatem są stworzeni? Przecież nie zaprzeczymy, że czasy zostały
      stworzone, chociaż nikt nie wątpi, że czas był w każdym czasie. Bo gdyby nie
      było czasu w każdym czasie, byłby czas, kiedy nie było żadnego czasu! Czy jest
      ktoś aż tak niemądry, żeby to mówić? Możemy bowiem zasadnie powiedzieć: Był
      czas, kiedy nie było Rzymu; był czas, kiedy nie było Jerozolimy; był czas, kiedy
      nie było Abrahama; był czas, kiedy nie było człowieka itp. Wreszcie - jeśli nie
      z początkiem czasu, ale po jakimś czasie został stworzony świat - możemy
      powiedzieć: Był czas, kiedy nie było świata. Ale powiedzieć: był czas, kiedy nie
      było czasu - byłoby czymś równie niedorzecznym, jak gdyby ktoś powiedział: był
      człowiek, kiedy nie było człowieka; albo: był ten świat, kiedy jeszcze tego
      świata nie było. Zatem podobnie jak o stworzonym czasie mówimy, że był zawsze,
      bo czas był w każdym czasie - tak samo, jeśli aniołowie byli zawsze, nie można
      stąd wnioskować, że nie są stworzeni, jako że "byli zawsze", znaczy: "byli w
      każdym czasie". A dlatego byli w każdym czasie, gdyż bez nich i samych czasów by
      nie było. Gdzie bowiem nie ma żadnego stworzenia, którego zmienność sprawia
      upływ czasu, czasy w ogóle są niemożliwe. Toteż, choćby aniołowie i zawsze byli,
      są stworzeni. I choćby byli zawsze, nie byliby współwieczni Stwórcy. On bowiem
      był zawsze w niezmiennej wieczności, oni zaś zostali stworzeni. Mówi się zaś o
      nich, że byli zawsze, bo byli w każdym czasie i bez nich nie mogłoby być czasów.
      Czas zaś, który przebiega dzięki zmianom, nie może być współwieczny z niezmienną
      wiecznością

      Święci aniołowie nie uczą się Boga za pomocą dźwięczących słów, ale przez samą
      obecność niezmiennej Prawdy, czyli Słowa Jego Jednorodzonego. Poznają zaś to
      Słowo i Ojca, i Ducha Ich Świętego więcej, niż my poznajemy samych siebie. Tak
      samo poznają, że Bóg jest nierozdzielną Trójcą i że poszczególne w niej Osoby są
      jednak substancją, a jednak nie są trzema bogami, tylko jednym Bogiem. Samo
      również stworzenie poznają lepiej w Mądrości Bożej, przez którą zostało
      stworzone, niż w nim samym. Konsekwentnie, i samych siebie poznają lepiej w ten
      sposób niż w sobie samych, a jednak również w sobie samych siebie poznają.
      Zostali bowiem stworzeni i są czym innym niż Stwórca. Zatem w Bogu poznają jak
      gdyby poznaniem dziennym, w sobie zaś jak gdyby poznaniem wieczornym.

      Wraz z aniołami czcimy jednego Boga, którego kontemplacja już teraz ich
      uszczęśliwia. Również nas nie uszczęśliwiłoby nawet oglądanie anioła. Może nas
      uszczęśliwić samo tylko oglądanie Prawdy, w której miłujemy również aniołów i
      cieszymy się z ich szczęścia. Nie zazdrośćmy im tego, że są bardziej od nas
      zdolni do uszczęśliwiającego oglądania Boga i żadne uciążliwości im w tym nie
      przeszkadzają. Ale raczej kochajmy ich, bo i my spodziewamy się czegoś podobnego
      od wspólnego nam Boga. Dlatego czcimy ich miłością, nie kultem. I nie budujemy
      im świątyń, oni bowiem nie chcą być przez nas wielbieni. Wiedzą przecież, że my
      sami, jeśli dobrzy jesteśmy, jesteśmy świątyniami Najwyższego Boga. Słusznie
      bowiem napisano, że anioł zakazuje człowiekowi siebie adorować, lecz należy
      wielbić jednego Pana, pod którym on jest naszym współsługą (Ap 22,9)

      Wszyscy święci aniołowie szukają chwały Tego, którego kochają. Wszystkich,
      których kochają, starają się porwać i zapalić do Jego czci, do Jego uwielbienia,
      do Jego kontemplacji. Jego im zwiastują, nie siebie, ponieważ są Zwiastunami.
      Jako bojownicy nie potrafią szukać innej chwały, jak tylko swojego Władcy. Gdyby
      bowiem swojej chwały szukali, zostaliby potępieni jako tyrani. Takim jest diabeł
      i demony, czyli jego aniołowie. Przywłaszczył sobie i demonom cześć boską, i
      wypełnił sobą świątynie pogańskie. Poganie mówią: My nie czcimy złych duchów,
      czcimy tych, których wy nazywacie aniołami, tych, którzy są mocami wielkiego
      Boga i posługami wielkiego Boga. Obyście chcieli ich czcić! Szybko byście się od
      nich dowiedzieli, że nie należy ich czcić. Posłuchajcie anioła, który uczy.
      Uczył jednego z uczniów Chrystusa i pokazywał mu liczne dziwy. Kiedy ten
      przeraził się przedstawionym mu cudownym widzeniem i upadł do stóp anioła, ten,
      szukając wyłącznie chwały swojego Pana, powiada: "Powstań, co robisz? Bogu złóż
      pokłon. Albowiem ja jestem współsługą twoim i twoich braci" (Ap 19,10).

      Modlimy się w Psalmie: "Ty, który zasiadasz na cherubinach, ukaż się!" (79,2)
      Cherubiny są stolicą chwały Bożej, a wyraz ten znaczy "pełnia wiedzy". Chociaż
      cherubiny są to najwyższe moce i potęgi niebieskie, jednak jeśli chcesz, możesz
      być cherubinem. Cherubiny są stolicą Bożą, a posłuchaj, co mówi Pismo: "Dusza
      sprawiedliwego jest stolicą mądrości" (Mdr 7,28). Zapytasz: Jakże mogę się stać
      pełnią wiedzy? Któż zdoła ją wypełnić? Posłuchaj, czym się ją wypełnia: "Miłość
      jest wypełnieniem Prawa" (Rz 13,10). Nie szukaj daleko i w różnych kierunkach.
      Jeśli przeraża cię rozłożystość gałęzi, uchwyć korzeń i nie myśl o wielkości
      drzewa. Niech będzie w tobie miłość, a pełnia wiedzy z pewnością przyjdzie za
      nią. Bo czegóż nie zna ten, kto zna kto miłość, skoro powiedziano: "Bóg jest
      miłością" (1 J 4,8)?

      Niegodziwiec nie zna radości sprawiedliwego: "Nie ma radości dla bezbożnych,
      mówi Pan" (Iz 48,22; 57,21). Brzemienne jest nasze serce i szuka miejsca, aby
      porodzić. Z całą pewnością Bóg mieszka w aniołach. Właśnie dlatego radość z
      rzeczy duchowych, a nie z dóbr ziemskich, pobudza nas do śpiewania Bogu i jest
      to pieśń wobec aniołów. Samo zgromadzenie aniołów jest świątynią Bożą;
      uwielbiajmy Boga, zwróceni ku Jego świątyni. Jest Kościół na dole i Kościół na
      górze. Pierwszy istnieje we wszystkich wiernych, drugi - we wszystkich aniołach.
      Ale Pan aniołów zstąpił do Kościoła na dole i aniołowie usługiwali Mu na ziemi,
      kiedy On nam usługiwał (Mt 4,11). A w czym nam usługiwał, jeśli nie w tym, co
      również dzisiaj spożywamy i pijemy? Skoro więc Pan aniołów nam usługuje, nie
      traćmy nadziei, że będziemy równi aniołom. Ktoś większy bowiem od aniołów
      zstąpił do człowieka i Stwórca aniołów stał się człowiekiem, Pan aniołów umarł
      za człowieka.
      • kaczy.i.indyczy O szatanie 23.10.08, 09:39
        Niektórzy aniołowie, których książę nazywa się diabłem, z wolnej woli uciekli od
        Pana Boga. Uciekli od Jego dobroci, która napełniała ich szczęściem, nie mogli
        jednak uciec przed Jego sądem i stali się najbardziej godnymi pożałowania

        Aniołowie, dzięki takiemu nastawieniu woli, że bardziej kochają Boga niż siebie,
        są potężni i niezmiennie w Nim trwają; czerpią z Jego majestatu i Jemu jednemu z
        całą radością są poddani. Ten zaś anioł bardziej siebie ukochał niż Boga, nie
        chciał być Mu poddany i nadął się pychą, oderwał się od Najwyższej Istoty i
        upadł. Z tego powodu stał się czymś mniej niż był, postanowił bowiem czerpać z
        tego, co mniejsze, gdyż wolał ze swojej potęgi czerpać niż z Boga. Wprawdzie nie
        był najwyższym, jako że jeden tylko Bóg jest najwyższy, kiedy jednak czerpał z
        Najwyższego, był czymś więcej. Złym jest nie dlatego, że istnieje, ale w takim
        stopniu jest złym, w jakim stał się czymś mniej niż był. W tym bowiem, że jest
        czymś mniej niż był, zmierza ku śmierci. Cóż więc dziwnego, że brak doprowadził
        go do nędzy, a nędza do zawiści, przez którą diabeł jest diabłem?

        Przypomnij sobie słowa Pana Jezusa: "Nadchodzi władca tego świata, nie ma on
        jednak nic swego we Mnie" (J 14,30), tzn. nie znajdzie on we Mnie żadnego
        grzechu. Słowa te wskazują, że diabeł jest władcą nie stworzeń, ale grzeszników,
        którzy zostali tutaj nazwani tym światem. Ilekroć pojawia się nazwa "świat" w
        złym znaczeniu, wskazuje jedynie na miłośników tego świata, o których gdzie
        indziej napisano: "Kto pragnie być przyjacielem tego świata, staje się
        nieprzyjacielem Boga" (Jk 4,4). Nie do pomyślenia jest, jakoby diabeł w tym
        sensie był władcą świata, że sprawuje władzę nad całym światem, tzn. nad niebem
        i ziemią, i wszystkim, co w nich się znajduje. O tym świecie czytamy, kiedy mowa
        o Chrystusie Słowie: "A świat przez Niego został stworzony" (J 1,10). Zatem cały
        świat od szczytu nieba aż do najniższej ziemi jest poddany Stwórcy, nie
        odstępcy; Wyzwolicielowi, nie tyranowi; Nauczycielowi, nie zwodzicielowi

        Nie udałoby mu się zwieść człowieka, gdyby ten sam w sobie, uniósłszy się pychą,
        nie odstąpił od Boga. Otóż takiego, który wynosi się przeciwko Bogu, Bóg
        opuszcza i pogrąża się taki we własnych ciemnościach. Cóż zaś dziwnego w tym, że
        w ciemnościach człowiek nie wie, dokąd iść? Przecież nie nosi światła w sobie,
        ale jest oświetlony przez Tego, który jest Światłością! Zatem zwyciężony
        człowiek jest dowodem, że Bóg jest niezmiennie niezwyciężony; bo nie zostałby
        zwyciężony, gdyby nie odszedł od Niezwyciężonego. W jaki zaś sposób zwodziciel
        jest zwycięzcą człowieka, skoro również sam siebie zwiódł? Zatem obaj zostali
        zwiedzeni - i ten, który zwiódł, i ten, który został zwiedziony. Odeszli bowiem
        od Tego, którego zwieść nie można. I obaj zostali zwyciężeni, odeszli bowiem od
        Tego, którego nie można zwyciężyć. Im dalej ktoś od Niego odejdzie, tym więcej
        jest zwyciężony; im niżej bowiem spadł, tym jest gorszy. Dlatego ten, kto
        wydawał się zwycięzcą, bo wplątał drugiego w zło, bardziej sam został
        zwyciężony, gdyż porzucił dobro. I niemożliwe, aby było mu lepiej, skoro jego
        postawa jest gorsza. I chociaż do czasu, podporządkowawszy sobie człowieka,
        diabeł wydawał się zwycięzcą, przecież dzięki naprawie człowieka został
        zwyciężony na wiek

        Sposób, w jaki człowiek został oddany pod władzę diabła, nie tak należy
        rozumieć, jakoby to Bóg nas oddał albo kazał nas oddać. On tylko dopuścił,
        sprawiedliwie jednak. Kiedy bowiem opuścił grzesznika, natychmiast wtargnął tam
        sprawca grzechu. Zresztą nie do tego stopnia Bóg opuścił swoje stworzenie, żeby
        przestał mu się dawać jako Bóg Stwórca i Ożywiciel, i chociaż je karał, również
        wielu dóbr złym udzielał. "W gniewie nie powstrzymał bowiem swojego
        miłosierdzia" (Ps 76,10). I nie wykluczył człowieka spod prawa swojej władzy,
        kiedy dopuścił na niego władzę diabelską. Sam przecież diabeł nie znajduje się
        poza władzą Wszechmocnego ani zresztą poza Jego dobrocią. Jakie by nie było to
        życie, w którym trwają źli aniołowie, to skąd je czerpią, jeśli nie od Tego,
        który wszystko ożywia?

        Ale dlaczego szatanowi tak zależy na tym, żeby nas oderwać od Boga?

        O co mu chodzi? Nie o to, żeby na wieki panować nad nami, lecz żeby razem z nami
        cierpieć na wieki potępienie. W ten sposób złośliwy bandyta składa donos na
        niewinnego. Czy dlatego, że będzie mniej płonął, sam skazany na spalenie żywcem,
        jeśli spalą ich dwóch? Czy mniej umrze, jeśli obaj umrą? Kara mu się nie
        zmniejszy, ale karmi w ten sposób swoją nieżyczliwość: "Niech umrze wraz ze mną,
        nie żebym ja miał mniej umrzeć, ale zło drugiego przynosi pociechę". Taki jest
        diabeł. Chce zwieść innych, żeby wraz z nim byli ukarani. Ponieważ zaś nie może
        oszukać boskiego Sędziego - bo nie da się u Niego złożyć donosu na niewinnego -
        chce mieć prawdziwe zbrodnie do zarzucenia, toteż zachęca do grzechów

        Kiedy diabeł do czegoś kusi, zwiąże tego, kto się na to zgadza, nie potrafi
        przymusić wbrew woli. Zwodzi i pociąga za sobą tego tylko, w którym znajdzie
        jakieś podobieństwo do siebie. I tak znajdzie w kimś jakieś pożądanie - i
        pożądanie otwiera bramę wchodzącej w człowieka pokusie diabelskiej. W drugim
        znajdzie jakiś strach. Odkrył, że ten się boi, więc wzywa go do ucieczki. Odkrył
        w tamtym pożądanie, więc wzywa go, aby je zaspokoił. Diabeł wchodzi przez te
        dwie bramy, przez pożądanie i strach. Zamknij je, a wypełnisz słowa Apostoła:
        "Nie dawajcie miejsca diabłu" (Ef 4,27). Ze słów Apostoła wynika, że chociaż
        diabeł wchodzi w człowieka i bierze go w posiadanie, to człowiek sam daje mu
        miejsce, aby mógł wejść.

        Diabeł nie wie, do jakiego dobra się przyczynia, nawet kiedy się wścieka.
        Wściekając się, wszedł w serce Judasza, dysząc wściekłością wydał Chrystusa na
        śmierć i Go ukrzyżował. A dzięki ukrzyżowaniu Chrystusa świat został odkupiony.
        Jego wściekłość jemu przyniosła szkodę, nam zaś korzyść. Bo tak bardzo się
        rozsierdził, że wypuścił tych, których trzymał w paszczy, rzucił się bowiem
        wściekle na Pana, którego Krwią ci zostali odkupieni. Podobnie wysłannik szatana
        łatwo otrzymał zgodę na to, aby policzkować Apostoła, a rzecież Apostołowi
        wyszło to na zdrowie (2 Kor 2,7-9

        Już jesteśmy odkupieni: idąc, nie lękajmy się czatujących wrogów. Pan nas
        odkupił, aby wróg nie odważył się na nas zasadzać: dopóki nie schodzimy z Drogi.
        Sam Chrystus stał się nam Drogą (J 14,6). Chcesz uniknąć rozbójników? On ci
        powiada: Wytyczyłem ci drogę do Ojczyzny, nie zbaczaj z niej. Tak ją
        wyposażyłem, że rozbójnik nie odważy się do niej przybliżyć; jeśli z niej nie
        zejdziesz, on nie waży się do ciebie przystąpić. Zatem idź w Chrystusie i
        śpiewaj radośnie. Wyprzedza cię Ten, który kazał ci siebie naśladować.

        Bardziej trzeba się bać szatana, kiedy zwodzi niż kiedy się sroży. W czasie
        prześladowań przymuszał chrześcijan, aby się zaparli Chrystusa. Wtedy
        przymuszał, teraz - poucza. Wtedy używał gwałtu, teraz - podstępu. Wtedy widać
        go było, bo ryczał, teraz trudno go zauważyć, jak się wślizguje i gdzie się
        błąka. W sposób otwarty przymuszał wówczas chrześcijan do zaparcia się
        Chrystusa. Wleczono ich, aby się Go zaparli, a ci, którzy Chrystusa wyznali,
        otrzymywali korony. Teraz zaś diabeł poucza, jak się zaprzeć Chrystusa - i tak
        zwodzi, że człowiek sam nie zauważy, iż odszedł od Chrystusa.

        Często ludzie stawiają pytanie: Jak możemy zwyciężyć diabła, jeśli go nie
        widzimy? Otóż mamy Nauczyciela, który raczył nam pokazać, w jaki sposób zwycięża
        się niewidzialnych wrogów. To o Nim powiada Apostoł: "Wyzuwając się z ciała,
        wystawił na widowisko Zwierzchności i Władze, stanowczo triumfując nad nimi w
        sobie samym" (Kol 2,15). Tam więc zwycięża się nieprzyjazne nam niewidzialne
        moce, gdzie zwycięża się niewidzialne pożądliwości. Toteż jeśli w sobie samych
        zwyciężymy pożądania rzeczy doczesnych, tym samym zwyciężymy tego, który przez
        te pożądania króluje w człowieku. Albowiem w tym samym dniu, kiedy powiedziano
        diabłu: "Ziemię jeść
        • kaczy.i.indyczy Re: O szatanie 23.10.08, 20:22
          "Ziemię jeść będziesz" (Rdz 3,14), powiedziano grzesznikowi: "Ziemią jesteś i do
          ziemi powrócisz" (Rdz 3,19). Zatem grzesznik został dany diabłu na pokarm. Nie
          bądźmy więc ziemią, jeśli nie chcemy być zjedzeni przez węża. Albowiem podobnie
          jak to, co my spożywamy, obraca się w nasze ciało, tak samo przez złe obyczaje,
          nieżyczliwość, pychę i bezbożność człowiek staje się podobny do diabła. I
          zostaje mu poddany, tak jak nam poddane jest nasze ciało.

          Przypatrzcie się temu rodzajowi zabójstwa, bracia. Diabeł nazywa się zabójcą,
          choć nie ma miecza, nie posługuje się żelazem. Przychodzi do człowieka, zasiewa
          złe słowo i w ten sposób zabija. Kiedy więc przekonujesz swojego brata do zła,
          nie sądź, że nie jesteś zabójcą. Jeśli zachęcasz brata do zła, zabijasz go.
          Zresztą posłuchaj Psalmu: "Ich zęby to włócznie i strzały, język zaś ich to
          miecz ostry" (56,5)

          Niektórzy są dziećmi tego świata, a jednak nie są synami diabła. Chociaż diabeł
          jest sprawcą i początkiem wszystkich grzechów, przecież nie wszystkie grzechy
          czynią człowieka jego dzieckiem. Grzeszą bowiem również synowie Boży, bo "gdyby
          mówili, że nie mają grzechu, sami siebie zwodzą i nie ma w nich prawdy" (1 J
          1,8). Jednak z tego powodu grzeszą, że wciąż jeszcze są synami tego świata; o
          ile zaś z łaski Bożej są synami Bożymi, w ogóle nie grzeszą, gdyż "każdy, kto
          narodził się z Boga, nie grzeszy" (1 J 3,9). Otóż dzieckiem diabła czyni
          zamknięcie na wiarę. Jest to grzech w ścisłym znaczeniu, tak że jeśli nie
          określa się, o jaki grzech chodzi, zawsze chodzi o niewiarę

          Tam gdzie nie ma wiary, są ciemności. Ludzie, którzy przez wiarę zwracają się ku
          Bogu, stają się światłością, oświetleni stamtąd, dokąd idą. Idąc naprzód, z
          wiary przejdą do oglądania. O takich powiada Apostoł: "Niegdyś byliście
          ciemnością, teraz jesteście światłością w Panu" (Ef 5,8). Natomiast diabeł i
          jego aniołowie to dla ludzi zamkniętych na Boga ciemności zewnętrzne: gdyż
          bardziej jeszcze niż oni odeszli od miłości i postąpili w pysze i
          zatwardziałości. Na Sądzie Ostatecznym Chrystus powie tym po lewicy: "Idźcie w
          ogień wieczny, przygotowany diabłu i jego aniołom" (Mt 25,41). Idźcie i złączcie
          się ze złymi duchami, potępionymi jak i wy, "idźcie w ciemności zewnętrzne" (Mt
          8,12; 22,13; 25,30), to znaczy do potępieńczej wspólnoty diabła i jego aniołów.

          Zatem nie wolno się usprawiedliwiać, że skoro bożkowie są martwi, to służba im
          jest pozorna. Jest to raczej służba demonom, a to jest bardziej niebezpieczne.
          Gdyby bowiem był to tylko kult bożków, byłby on bezużyteczny, ale nieszkodliwy.
          Ty jednak czcisz złych duchów oraz im służysz, toteż oni będą twoimi panami. A
          któż to taki, ci twoi panowie? To ci, których pożera zawiść przeciwko tobie.
          Zazdroszczą ci wolności, nieustannie chcą cię posiąść i uczynić takim, aby móc
          ciebie za sobą pociągnąć. Noszą bowiem w sobie nieżyczliwość i żądzę szkodzenia.
          Cieszą się z ludzkiego zła i karmią się naszym zakłamaniem, jeśli nas zwiodą

          Mów Bogu: ja to uczyniłem. Razem z Psalmistą: "O Panie, zmiłuj się nade mną,
          uzdrów mnie, bo zgrzeszyłem przeciw Tobie" (Ps 40,5). Nie szukam wymówki. Nie
          mówię: Taki już mój los; ani: To było mi przeznaczone; ani wreszcie: To wina
          diabła. Wprawdzie diabeł ma moc kusić, wręcz straszyć, a nawet - jeśli zostanie
          mu dozwolone - zadać ciężkie przykrości. Ale należy błagać Pana o pomoc, aby nie
          ulec pokusom i nie dać się złamać uderzeniami. Zatem nie próbuj nikogo oskarżać,
          bo sprowadzisz na siebie oskarżyciela, przed którym się nie obronisz. Sam wróg
          nasz, diabeł, cieszy się, kiedy jest oskarżony, i w ogóle chce, abyś go
          oskarżał. Chętnie zniesie, jakie tylko chcesz obwinienie, żebyś tylko ty stał
          się niezdolny do wyznania grzechów

          Kto wyda mi wojnę? Kto może mnie pozbawić mojej nadziei? Kto może mi odebrać to,
          czym mnie obdarzył Wszechmocny? Podobnie jak niezwyciężony jest Dawca, tak nie
          do odebrania jest Jego dar. Gdyby można było odebrać dar, Dawca byłby przez to
          zwyciężony. Nawet tego, co docześnie otrzymujemy, nikt nam nie może odebrać,
          chyba tylko Ten, który nam to dał. Natomiast darów duchowych On nie odbiera,
          chyba że sam je porzucisz. Odbiera zaś dary cielesne i doczesne, i nawet kiedy
          kto inny nam je odbiera, to dzięki otrzymanej od Niego władzy. Wiemy o tym z
          Księgi Hioba, że nawet diabeł, który wydaje się mieć najwyższą władzę doczesną,
          tylko z Bożego dopustu coś może. Wziął władzę nad tym, co najniższe, a utracił
          to, co największe i najwyższe. I nie jest to władza gniewnego samowładcy, ale
          kara potępieńca. Nawet on nie może mieć żadnej władzy, chyba że zostanie
          dopuszczony. Mówi o tym Księga Hioba, mówi również Pan w Ewangelii: "Tej nocy
          szatan domagał się, aby was przesiać jak pszenicę, ale Ja prosiłem za tobą,
          Piotrze, aby nie ustała wiara twoja" (Łk 22,31). Dopuszcza zaś Bóg szatana do
          władzy albo żeby nas ukarać, albo żeby nas wypróbować. Zatem ponieważ nikt nie
          może odebrać daru Bożego, jednego tylko Boga się bójmy. Jeśli cokolwiek innego
          nas przestrasza, i wynosi się przeciwko nam, nie bójmy się tego.

          • kaczy.i.indyczy O złu i o grzechu 23.10.08, 20:33
            Ojcze Czcigodny, podobno nawet w istnieniu zła widzisz dowód na istnienie Boga.

            To, co nazywamy złem, to albo zepsucie rzeczy dobrych, które poza nimi, samo w
            sobie, w ogóle nigdzie nie może istnieć, albo udręka grzechu, która wynika z
            piękna sprawiedliwości. Otóż nawet zepsucie świadczy o dobroci natur. To bowiem,
            co stało się złe wskutek zepsucia, z pewnością jest dobre z natury. Zepsucie
            jest przecież przeciwne naturze, gdyż jej szkodzi. Nie szkodziłoby zaś, gdyby
            nie zmniejszało jej dobra. Zatem zło na tym właśnie polega, że pozbawia dobra.
            Toteż nigdy nie pojawia się inaczej niż w jakiejś rzeczywistości dobrej.
            Wprawdzie nie w dobrej najwyższego stopnia, gdyż ta jest niezniszczalna i
            niezmienna, a jest nią Bóg. Wszakże tylko w dobrej rzeczywistości zło może się
            pojawić, gdyż nie inaczej szkodzi niż przez zmniejszanie tego, co jest dobre.
            Dlatego dobro może istnieć bez zła - takim jest sam Bóg, a także niektóre wyższe
            byty niebieskie - zło jednak bez dobra istnieć nie może. Jeżeli bowiem nie
            zadaje żadnej szkody, nie jest złem. Jeżeli zaś ją zadaje, to dlatego, że ciągle
            jest dobro, które ulega zmniejszeniu. Jeśli zniszczy je całe, nie pozostanie nic
            z natury, która podlega szkodzie. Wówczas i zła już nie będzie, które szkodę
            zadaje - zniknie bowiem natura, której dobro wskutek szkody ulega zmniejszeniu

            Nawet grzech świadczy o tym, że natura została stworzona jako dobra. Gdyby
            bowiem ona sama w sobie nie była wielkim dobrem, porzucenie Boga, który jest jej
            światłem, nie mogłoby stać się dla niej złem. Podobnie jak ślepota polega na
            zepsuciu oka i świadczy sobą, że oko zostało stworzone, aby oglądać światło. Oko
            nawet swoją wadliwością wykazuje, że jako organ odbierający światło przewyższa
            pozostałe członki ciała i tylko z tego powodu jego niewrażliwość na światło jest
            wadą. Tak samo człowiek, który był blisko Boga, nawet swoją ułomnością świadczy
            o tym, że został stworzony jako bardzo dobry, gdyż dlatego jest tak
            nieszczęśliwy, że nie jest blisko Boga.

            Nie natura ciała jest zła, lecz złem jest jego zepsucie. Kiedy zostanie
            uzdrowione, powróci ciało do swego pierwotnego stanu, w którym zostało
            stworzone. Wówczas nie będzie swoimi wadami obciążało duszy i nie będzie w nim
            żadnych pożądań przeciwnych duchowi. Ta niezgoda między ciałem i duszą zwiodła
            manichejczyków, tak że wymyślili jakąś obcą i złą substancję, która została
            jakoby z nami zmieszana.3

            Manichejczycy w swoim szaleństwie twierdzą, że z naturą Boga zmieszała się
            niezmienna substancja zła. W ten sposób czynią naturę Bożą raczej podatną na
            zniszczenie i chcą ją oddać w niewolę naturze obcej. Natomiast wiara katolicka
            wyznaje, że dobre, ale podległe zmianom stworzenie wskutek wolnej decyzji
            zmieniło się na gorsze i w ten sposób jego wypaczona i zepsuta natura znalazła
            się nie w niewoli obcej substancji, lecz z własnej winy w niewoli swojego
            grzechu. Stąd bardzo różnimy się w nauce na temat samego wybawcy. Manichejczycy
            bowiem powiadają, że zadaniem wybawcy jest oddzielić od nas naturę obcą, my zaś
            - że uzdrowić i ożywić naszą.

            Według manichejczyków, w ogóle nie ma grzechów. Ród ciemności nie grzeszy
            bowiem, gdyż postępuje zgodnie ze swoją naturą. Również to, co ma naturę
            światła, nie grzeszy, gdyż musi postępować tak jak postępuje. Zatem nie ma
            grzechu, który by Bóg potępiał; nie ma grzechu, który można by leczyć pokutą.
            Jeśli natomiast przyjmujemy pokutę, przyjmujemy zarazem winę; jeśli zaś winę, to
            i wolę. Jeśli zaś wola decyduje o grzechu, to nie ma tu przymusu natury.

            Nic, co byłoby uczynione z natury Bożej, nie mogłoby grzeszyć. Zresztą nie
            byłoby wówczas stworzone, ale byłoby z Niego i byłoby tym, co On. W
            rzeczywistości, takim jest Syn i Duch Święty, ponieważ z Niego są, toteż są tym,
            co On: jeden przez zrodzenie, drugi przez pochodzenie. I w taki sposób są z
            Niego, że nigdy nie był pierwszy od Nich. Toteż ta natura zupełnie nie może
            grzeszyć. Nie może bowiem porzucić samej siebie i nie ma lepszej, do której
            mogłaby przylgnąć, a porzucając ją - zgrzeszyć.

            Czym innym jest nie grzeszyć, czym innym nie mieć grzechu. Jeśli bowiem w kimś
            grzech nie króluje, taki nie grzeszy, tzn. nie jest posłuszny jego pragnieniom.
            Jeśli zaś w kimś w ogóle nie ma takich pragnień, taki nie tylko że nie grzeszy,
            ale nawet nie ma grzechu. W obecnym życiu można to wprawdzie osiągnąć w wielu
            dziedzinach, ale całkowicie osiągniemy to - taka jest nasza nadzieja - w
            zmartwychwstaniu ciała, kiedy będziemy przemienieni

            Również dzisiaj liczni ludzie żyją sprawiedliwie i święcie, a przecież nie
            kłamią, kiedy się modlą: "Odpuść nam nasze winy, jako i my odpuszczamy naszym
            winowajcom"

            Kiedy mowa o grzechach, ze względu na Pana wyłączam całkowicie z tej
            problematyki świętą Dziewicę Maryję. Nie nam wiedzieć, o ile więcej łaski
            udzielono do zwycięstwa nad jakimkolwiek grzechem Tej, która godna była począć i
            porodzić Tego, który z pewnością nie miał żadnego grzechu. Zatem wyłączywszy
            Dziewicę, gdybyśmy mogli zgromadzić wszystkich świętych i święte, kiedy żyli na
            tej ziemi, i zapytać ich, czy byli bez grzechu - jak sądzicie, co by nam
            odpowiedzieli? Czy to, co powiada Pelagiusz, czy to, co Apostoł Jan? "Jeśli
            powiemy, że nie mamy grzechu, sami siebie zwodzimy i nie ma w nas prawdy" (1 J 1,8).

            Grzech, czyli niegodziwość, nie polega na zwróceniu się ku rzeczom złym, lecz na
            porzuceniu tego, co lepsze. Powiada Pismo: "Wszystko, co Bóg stworzył, jest
            dobre" (1 Tm 4,4). Toteż i wszystkie drzewa, jakie Bóg zasadził w Raju, były
            dobre. Zatem człowiek, kiedy sięgał po zakazany owoc, nie zwracał się ku złej
            rzeczy, lecz dopuścił się czynu złego poprzez porzucenie tego, co lepsze.

            Grzech ma miejsce wówczas, kiedy albo nie ma miłości, jaka powinna być, albo
            jest mniejsza niż powinna być - i to niezależnie od tego, czy można wolą ten
            brak przezwyciężyć, czy nie. Bo jeśli można, źródłem grzechu jest wola
            teraźniejsza; jeśli nie można - wola z przeszłości. Brak miłości można jednak
            przezwyciężyć nie pyszną wolą, która polega na sobie, ale pokorną, która
            otrzymuje pomoc z góry.

            Grzech sprawia zadowolenie; gdyby go bowiem nie dawał, człowiek by nie grzeszył.
            Sprawiedliwość nie daje takiego zadowolenia; albo nie sprawia go wcale, albo
            sprawia go mniej niż na to zasługuje. Dlaczego tak jest? Bo dusza jest chora.
            Chleb jest jej przykry, a smakuje trucizna.

            Dobry jest Ten, który mnie stworzył, i On sam jest moim Dobrem. Grzeszyłem zaś
            przez to, że rozkoszy, wzniosłości, prawdy szukałem nie w Nim samym, ale w Jego
            stworzeniach, w sobie i w innych. W ten sposób popadłem w cierpienia,
            nieporządek, błędy.

            Ludzie czynią wiele zła, od którego mają wolność się powstrzymać. Nikt jednak
            nie miał takiej wolności jak pierwszy człowiek, dopóki stał przy swoim Bogu,
            który go stworzył sprawiedliwym, nie wypaczonym najmniejszą wadą. Czym innym
            jest kara za grzech, której się w ogóle nie czyni, tylko się jej doznaje. Jest
            jeszcze coś trzeciego, kiedy grzech jest zarazem karą za grzech. Do tego można
            odnieść słowa: "Czynię to zło, którego nie chcę" (Rz 7,19). Chodzi tu między
            innymi o całe zło, jakie się czyni z niewiedzy, nie dostrzegając w tym zła albo
            sądząc, że jest to dobro. Przecież gdyby zaślepienie serca nie było grzechem,
            nie byłoby tak ostro piętnowane w Piśmie Świętym.

            Jesteśmy, bo On jest dobry. I o tyle jesteśmy, o ile jesteśmy dobrzy. Ponieważ
            zaś On jest również sprawiedliwy, nie jesteśmy złymi bezkarnie. I o ile jesteśmy
            złymi, o tyle mniej jesteśmy.

            • kaczy.i.indyczy Re: O złu i o grzechu 23.10.08, 20:41
              Bóg wszystko stworzył dobrym i wszystko dobrze uporządkował. Grzechu jednak nie
              stworzył. I to jedno jest złem: nasz dobrowolny grzech. Stąd jeszcze inny rodzaj
              zła, mianowicie kara za grzech. Mamy zatem dwa rodzaje zła: grzech i karę za
              grzech. Z grzechem Bóg nie ma nic wspólnego, karę za grzech nakłada jako obrońca
              naruszonego porządku. Podobnie jak dobry jest Bóg, który wszystko ustanowił, tak
              samo jest sprawiedliwy, kiedy dokonuje pomsty za grzech. Skoro więc to wszystko,
              co obecnie wydaje się nam przeciwne, zostało doskonale uporządkowane, stało się
              takim z powodu upadłego człowieka, który nie chciał zachowywać prawa Bożego

              Czytamy w Psalmie: "Oto człowiek począł nieprawość, jest ciężarny udręką i rodzi
              niegodziwość" (7,15). Bo w każdym złym czynie jest udręka, a myśl o każdym złym
              czynie rządzi się kłamstwem. Prawda jest tylko w dobrym czynie. Dlatego wszyscy,
              którzy trwają w kłamstwie, są udręczeni. Co na to Prawda? Oto jak woła:
              "Przyjdźcie do Mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście, a Ja was
              pokrzepię!" (Mt 11,28)

              Pan mówi: "Zaprawdę, zaprawdę powiadam wam: Każdy, kto popełnia grzech, jest
              niewolnikiem grzechu" (J 8,34). O nieszczęsna niewolo! Liczni niewolnicy, kiedy
              nie mogą wytrzymać ze złymi panami, proszą, żeby ich sprzedać. Godzą się z
              niewolą, chcą przynajmniej pana zmienić. Lecz co ma uczynić niewolnik grzechu?
              Do kogo się uda? Kogo poprosi, aby go sprzedano innemu? Niewolnik człowieka,
              udręczony twardym traktowaniem, szuka odpoczynku w ucieczce. Ale dokąd ucieknie
              niewolnik grzechu? Gdzie by nie uciekł, wszędzie siebie ciągnie za sobą. Złe
              sumienie nie ucieknie od samego siebie. Gdzie by człowiek nie poszedł, pójdzie
              za nim. Grzech jest bowiem we wnętrzu człowieka. Popełnił człowiek grzech dla
              jakiejś cielesnej rozkoszy: rozkosz mija, grzech zostaje. Mija to, co sprawia
              rozkosz; zostaje to, co sprawia udrękę. O nieszczęsna niewolo!

              Nawet ciężkie i straszliwe grzechy, jeśli wejdą w zwyczaj, wydają się niewielkie
              lub nawet w ogóle nie mamy ich za grzechy. Dochodzi do tego, że nie tylko się z
              nimi nie kryją, ale sądzą, że należy je rozgłaszać i propagować. Napisano o tym
              w Psalmie: "Chełpi się grzesznik swoim pożądaniem, a ten, co czyni nieprawość,
              jest poważany" (10,3). Pismo Święte powiada, że taka niegodziwość woła: "Krzyk z
              Sodomy i Gomory wzmógł się" (Rdz 18,20). Bo nie tylko nie karano u nich czynów
              haniebnych, ale publicznie mnożyły się one jako zgodne z prawem. Biada ludziom z
              powodu grzechów, jeśli przerażają nas tylko te grzechy, które nie są popełniane.

              Zwróćmy uwagę na słabość ciała, o której przypomina nam Apostoł: "Grzech niech
              nie króluje w śmiertelnym waszym ciele" (Rz 6,12). Nie powiedział: "niech nie
              będzie grzechu", ale: "niech nie króluje". Jest w tobie grzech, bo inaczej nie
              pojawiłoby się w tobie złe upodobanie. Króluje w tobie grzech, jeśli się na
              niego zgadzasz. Upodobanie, zwłaszcza jeśli zwraca się ku rzeczom niegodziwym
              lub cudzym, należy powściągać, a nie dawać mu wolność. Należy je uśmierzyć
              decyzją, a nie podejmować decyzji po jego linii.

              Od konieczności bycia w niewoli grzechu wyzwala Ten, który nie tylko daje nam
              przykazania, ale przez Ducha Świętego obdarza nas miłością. Rozkosz miłości
              związuje rozkosz grzechu. Bez Chrystusa pozostaje ona nie do przezwyciężenia i
              człowiek musi być jej niewolnikiem. "Komu bowiem kto uległ, temu też służy jako
              niewolnik" (2 P 2,19)

              Bronisz się w taki sposób: "Jeśli pijaństwo jest grzechem, dlaczego Pan dał nam
              wino? Grzechem jest kochać złoto, ja kocham złoto, a nie Stwórcę. Jednak to Bóg
              stworzył złoto: dlaczego stworzył to, co kochać jest czymś złym?" I tak jest ze
              wszystkim, co źle kochasz, między innymi z wszelką rozpustą, polegającą na
              popełnianiu różnych czynów haniebnych. Zastanów się, popatrz, rozważ, że
              wszelkie stworzenie Boże jest dobre i nie zgrzeszysz, dopóki go źle nie użyjesz.
              Zatem posłuchaj, człowiecze. Powiadasz: Dlaczego Bóg dał mi to, co zakazuje
              kochać? Gdyby stworzenie, które źle kochasz, bo samego siebie nie kochasz, mogło
              mówić, odpowiedziałoby ci: Chciałbyś, aby mnie Bóg nie stworzył, bo wówczas byś
              mnie nie kochał. Zobacz, jak jesteś niegodziwy i twoje własne bezecne słowa cię
              zdradzają. Chciałbyś, aby Bóg, który jest większy od ciebie, stworzył cię, ale
              nie chciałbyś, aby stwarzał inne dobro. To, co Bóg stworzył dla ciebie, jest
              dobrem. Ale czym innym są wielkie dobra, czym innym małe dobra; czym innym dobra
              ziemskie, czym innym duchowe. Jednak wszystko to są dobra, bo Dobry stworzył to,
              co dobre. Toteż powiada Pismo Święte: "Uporządkujcie we mnie miłość" (Pnp 2,4).
              Bóg stworzył cię czymś dobrym. Jesteś mniejszy od Niego, ale stworzył też dobra,
              które są mniejsze od ciebie. Nie porzucaj wyższego dobra i nie schylaj się ku
              niższemu. Stój prosto

              Ludzie źli tylko takiego zła boją się doświadczyć, jak głód, choroba, wojna,
              utrata majątku, niewola, gwałtowna śmierć. Tylko to uważają za zło, co nie czyni
              człowieka złym. I nie wstydzą się chwalić dobra, choć jednocześnie sami są źli.
              Bardziej gniewa ich złe mieszkanie niż złe życie: jak gdyby najwyższym dobrem
              dla człowieka było posiąść wszystkie dobra oprócz samego siebie.

              Powołam się na przykład Apostoła Pawła. Był prześladowcą, bluźniercą,
              krzywdzicielem. Był złym człowiekiem, sam dla siebie był karą. Dyszy pragnieniem
              zabijania i pragnie krwi chrześcijańskiej ten, który w przyszłości miał przelać
              własną. Miał listy od arcykapłanów, aby uwięzić i przyprowadzić w celu ukarania,
              kogo tylko znajdzie w Damaszku jako zwolennika drogi chrześcijańskiej. I kiedy
              kroczy tak drogą okrucieństwa, nie znając litości, słyszy głos samego Pana
              Jezusa Chrystusa, mówiącego z nieba: "Szawle, Szawle, dlaczego Mnie
              prześladujesz?" (Dz 9,4) Głosem tym uderzony upadł prześladowca, a powstał
              głosiciel. Oślepł na ciele, aby zobaczyć sercem. Spadło zeń bielmo cielesne, aby
              mógł głosić z serca. Uwolniony został Szaweł od człowieka złego. Od kogo? Od
              samego Szawła! Jeśli uwolniony od człowieka złego, którym był on sam, to cóż mu
              zaszkodzi inny zły człowiek



            • kaczy.i.indyczy Re: O złu i o grzechu 23.10.08, 20:44
              Niesłusznie uważa się ktoś za zwycięzcę nad grzechem, jeśli nie grzeszy ze
              strachu przed karą. Cóż z tego bowiem, że na zewnątrz nie popełnia czynów złej
              pożądliwości, jeśli sama zła pożądliwość pozostała jako wróg wewnętrzny? Czy
              okaże się niewinnym wobec Boga ktoś taki, kto chciałby tego, co zakazane, gdyby
              tylko się nie bał? Wina jest w samej woli takiego człowieka, który chce czynić
              to, czego czynić się nie godzi, a tylko dlatego nie czyni, że nie uszłoby mu to
              bezkarnie. W rzeczy samej, taki wolałby, żeby nie było sprawiedliwości, która
              zakazuje grzechów i za nie karze. Jeśli zaś wolałby, żeby nie było
              sprawiedliwości, niewątpliwie zniósłby ją, gdyby to było w jego mocy. Wobec tego
              jak może być sprawiedliwym taki nieprzyjaciel sprawiedliwości, który by ją,
              gdyby tylko mógł, zniósł, dlatego że wydaje nakazy, grozi i sądzi? Zatem
              nieprzyjacielem sprawiedliwości jest ten, kto nie grzeszy tylko ze strachu przed
              karą. Stanie się jej przyjacielem dopiero wówczas, kiedy z miłości do niej nie
              będzie grzeszył. Dopiero wtedy będzie się prawdziwie bał grzechu. Kto bowiem boi
              się męki wiecznej, nie grzechu się boi, ale ognia piekielnego. Dopiero ten boi
              się grzechu, kto nienawidzi go jak męki wiecznej. To jest "lęk Pański czysty,
              trwający na wieki wieków" (Ps 18,10). Albowiem lęk przed karą zawiera w sobie
              udrękę i nie ma w sobie miłości, gdyż "doskonała miłość usuwa lęk" (1 J 4,18).

              W dwóch przypadkach nie zepsuje cię złe towarzystwo: jeśli nie przytakujesz
              grzechowi i jeśli mu się sprzeciwiasz. W ten sposób nie uczestniczysz w grzechu,
              nie zgadzasz się. Uczestniczy bowiem w grzechu, kto przyłącza się do tego czynu
              taką samą wolą lub aprobatą. Toteż Apostoł upomina nas: "Nie miejcie udziału w
              bezowocnych czynach ciemności" (Ef 5,11). Ponieważ jednak nie wystarczy nie
              przytakiwać, bo może wynikać stąd lekceważenie nauki Bożej, dodaje Apostoł: "a
              raczej jeszcze upominajcie".

              Kiedy ktoś, aby nie zasmucić grzesznika, patrzy wyrozumiale i z życzliwością,
              jak rosną w nim wady, tak samo nie jest miłosierny jak człowiek, który nie chce
              dziecku odebrać noża, żeby ono nie płakało, nie boi się zaś tego, że będzie
              cierpiało lub utraci życie z powodu zadanej sobie rany.

              Nic bardziej nie wskazuje na człowieka duchowego niż stosunek do cudzego
              grzechu. Myśli on o tym, żeby raczej uwolnić bliźniego niż go wyszydzić, raczej
              pomóc niż nakrzyczeć; i o ile to możliwe, bierze go w obronę. Toteż powiada
              Apostoł: "Bracia, jeśli ktoś zabrnął w jakiś grzech, wy, którzy jesteście
              duchowi, pouczcie takiego" (Ga 6,1). Następnie, żeby nikomu się nie wydawało, że
              pouczył, jeśli naskoczył na grzesznika i go wyszydził albo wzgardził nim pysznie
              jako głupcem, powiada: "w duchu łagodności, zważając na to, abyś i ty nie uległ
              pokusie". Nic bowiem tak nie skłania do miłosierdzia, jak myśl o tym, że ja sam
              znajduję się w niebezpieczeństwie.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka