Dodaj do ulubionych

cytaty świętych, błogosławionych, mistyków

    • kaczy.i.indyczy List św. Jana od Krzyża 25.05.09, 21:01
      List św. Jana od Krzyża
      DO PANI JOANNY DE PEDRAZA
      W GRANADZIE

      (Segowia, 12 października 1589)

      Niech Jezus będzie w twej duszy i dzięki Mu czynię za tę łaskę, że nie zapominam
      w ukryciu, jak ty piszesz, o biedakach. Byłoby mi bardzo trudno znieść tę myśl,
      że myślisz tak rzeczywiście, jak piszesz. Byłoby niewdzięcznością z mej strony,
      zapomnieć o tobie właśnie teraz, po tylu okazanych mi dowodach przychylności,
      gdy na nie wcale nie zasłużyłem. I pomyśl, jak można o kimś zapomnieć, kogo się
      ma tak głęboko w sercu, jak ja ciebie?

      Ponieważ jesteś wśród ciemności, pustki i ogołocenia duchowego, zdaje ci się, że
      wszystko i wszyscy cię opuścili; nie jest to zbyt dziwne, bo w takim stanie
      zdaje się nam, że i Bóg nas opuścił. Otóż nie masz potrzeby zajmować się niczym,
      nie wiesz nawet czego byś chciała i nic nie znajdziesz, bo wszystko to jest
      tylko bezpodstawnym przypuszczeniem. Kto nie pragnie innej rzeczy, tylko Boga,
      nie chodzi w ciemnościach, choćby się widział wśród największych mroków i nędzy.
      I kto nie szuka przyjemności własnej i pociech ani od Boga, ani od stworzeń i w
      niczym nie czyni własnej woli, nie ma się czego lękać ani czym przejmować.
      Dobrze więc postępujesz, wytrwaj tylko i raduj się. Kimże bowiem jesteś, by dbać
      o siebie? Okaż się odważną.

      Nigdy nie byłaś na lepszej drodze niż teraz. Nigdy bowiem nie byłaś tak pokorna
      i tak uległa, nigdy nie miałaś siebie i wszystkich rzeczy w tak małej cenie;
      nigdy też nie czułaś tak głęboko nędzy swojej a z drugiej strony dobroci Bożej i
      nigdy dotąd nie służyłaś Bogu tak całkowicie i bezinteresownie, jak to czynisz
      teraz, nie idąc w niczym za niedoskonałościami swojej woli, jak to może dawniej
      bywało. Czegóż więc chcesz? Jakichże jeszcze dróg chcesz szukać w tym życiu?
      Czymże myślisz, że można służyć Bogu jak nie unikaniem złego, zachowywaniem Jego
      przykazań i przykładaniem się o ile możności do rzeczy boskich?

      A gdy to wszystko spełnisz, czemuż miałabyś pragnąć innych poznań, innego
      światła, innych pociech stąd czy stamtąd? Wszakże w tym wszystkim pełno jest
      podstępów i niebezpieczeństw dla duszy, która się nasyca i oszukuje swymi
      chęciami i pożądaniami, a nawet własne jej władze często ją oszukują. Wielkie to
      więc dobrodziejstwo Boga, gdy zaciemnia te władze i zuboża duszę tak, że nie
      może przez nie błądzić. A gdy nie błądzisz, czegóż ci potrzeba jak tylko iść tą
      prostą drogą prawa Bożego i kościelnego i żyć w wierze mrocznej, lecz
      prawdziwej, w nadziei pewnej i w miłości istotnej? Po tamtej stronie oczekujemy
      naszego dobra, a tu żyjemy jak pielgrzymi biedni, wzgardzeni, opuszczeni,
      spragnieni, bez drogi i pozbawieni czegokolwiek, spodziewający się wszystkiego
      stamtąd.

      Ciesz się więc i ufaj w Panu, bo otrzymałaś znaki, że wszystko jest dobrze, może
      ci jeszcze Pan przyda, a jeśli nie, nie trap się zbytnio, widząc się tak
      niedołężną. Pan bowiem poprowadzi cię gdzie będzie najlepiej i zostawi cię
      zupełnie bezpieczną. Nie pragnij więc innej drogi, utrzymuj duszę w pokoju, a
      Komunię św. przyjmuj jak zwykle. Spowiadaj się, jak masz coś pewnego, a nie
      roztrząsaj tych spraw. Jeżeli będziesz miała jakie niepokoje, napisz mi, a
      napisz wnet i częściej, bo możesz przesłać list przez panią Annę, jeśli nie
      będzie można przez zakonnice.

      Czułem się trochę słaby, teraz już jest lepiej, lecz brat Jan Ewangelista jest
      chory. Polecaj go Bogu i mnie również, moja córko w Panu.

      Z Segowii, 12 października 1589.
      Br. Jan od +
    • kaczy.i.indyczy św. Faustyna 25.05.09, 21:09
      62.
      ŻYCIE SZARE I MONOTONNE JEST PEŁNE SKARBÓW
      O życie szare i monotonne, ile w tobie skarbów. Żadna godzina nie jest podobna
      do siebie, a więc szarzyzna i monotonia znikają, kiedy patrzę na wszystko okiem
      wiary. Łaska, która jest dla mnie w tej godzinie, nie powtórzy się w godzinie
      drugiej. Będzie mi dana w godzinie drugiej, ale już nie ta sama. Czas
      przechodzi, a nigdy nie wraca. Co w sobie zawiera, nie zmieni się nigdy,
      pieczętuje pieczęcią na wieki. (Dz 62)


      140.
      CZYSTA MIŁOŚĆ ZDOLNA JEST PRZEZWYCIĘŻYĆ WSZELKIE TRUDNOŚCI
      Miłość czysta zdolna jest do czynów wielkich i nie łamią jej trudności ani
      przeciwności, jak miłość mocna – wielkich trudności – tak też jest wytrwała w
      szarym, codziennym, żmudnym życiu. Ona wie, że by się Bogu przypodobać, jednego
      potrzeba, to jest, aby najdrobniejsze rzeczy czynić z wielkiej miłości, - miłość
      i zawsze miłość.

      Miłość czysta nie błądzi, ona ma dziwnie dużo światła i nic nie zrobi, co by się
      Bogu miało nie podobać. Przemyślna jest w czynieniu tego, co milsze Bogu i nikt
      jej nie dorówna; szczęśliwa gdy może się wyniszczać i płonąć, jak czysta ofiara.
      Im więcej czyni z siebie, tym jest szczęśliwsza, ale też nikt nie umie wyczuć
      niebezpieczeństw tak z daleka, jak ona; umie zdzierać maskę i wie z kim ma do
      czynienia. (Dz 140)

      145e.
      W CZASIE DUCHOWEGO SPOKOJU NALEŻY ĆWICZYC WOLĘ NA CZAS KOLEJNEJ WALKI
      W czasie spokoju dusza tak samo robi wysiłki jak i w czasie walki. Musi się
      ćwiczyć i to bardzo, bo inaczej nie ma mowy o zwycięstwie. Czas pokoju uważam za
      czas przygotowania do zwycięstwa. Musi ustawicznie czuwać – czujność, jeszcze
      raz czujność. Dusza, która się zastanawia, otrzymuje wiele światła. Dusza
      rozproszona, sama siebie naraża na upadki i niech się nie dziwi, że upada. O
      Duchu Boży, kierowniku duszy, mądry jest ten, kogo Ty wyćwiczysz. Ale, aby mógł
      Duch Boży działać w duszy – trzeba ciszy i skupienia. (Dz 145)

      275.
      PAN JEZUS KOCHA DUSZE UKRYTE
      Jezus kocha dusze ukryte. Kwiat ukryty najwięcej zawiera w sobie woni. Starać
      się o zacisze dla serca Jezusowego we własnym wnętrzu. W chwilach ciężkich i
      bolesnych nucę Ci, o Stwórco, hymn ufności, bo bezdenna jest przepaść ufności
      mojej ku Tobie, ku Twemu Miłosierdziu. (Dz 275)

      DUSZA KOCHAJĄCA BOGA JEST WOLNA BEZ LĘKU
      + Kiedy dusza szczerze kocha Boga, to nie powinna się niczego lękać w swym życiu
      duchownym. Niech się podda wpływowi laski i niech się nie ogranicza w łączeniu z
      Panem. (Dz 292)

      450.
      PAN JEZUS WYNAGRADZA TAKŻE ZA DOBRE PRAGNIENIA
      Adoracja nocna.
      Czułam się bardzo cierpiąca i zdawało mi się, że nie będę mogła pójść na
      adorację, jednak zebrałam cała siłę woli i chociaż upadłam w celi, nie zważałam
      na to, co mi dolega, mając przed oczyma Mękę Jezusa. Kiedy przyszłam do kaplicy,
      odczułam wewnętrzne zrozumienie, jak wielka Bóg nam gotuje nagrodę nie tylko za
      czyny dobre, ale i za szczere pragnienie spełnienia ich. Co to za wielka łaska
      Boża. (Dz 450)

      510.
      ŚW. FAUSTYNA ODKRYWA W EWANGELII NIEWYCZERPALNE BOGACTWO DOSKONAŁOŚCI CZYNÓW
      PANA JEZUSA
      Nigdzie ciekawie nie szukam doskonałości, ale wnikam w ducha Jezusa i wpatruje
      się w Jego czyny, jakie mam streszczone w Ewangelii i chociażbym tysiąc lat
      żyła, nie wyczerpię tego co w niej zawarte. (Dz 510)

      532.
      PAN JEZUS MA UPODOBANIE W SERCACH PROSTYCH
      Po Komunii św. ujrzałam Pan Jezusa, który mi rzekł te słowa: - Dziś wniknij w
      ducha ubóstwa Mojego i tak urządź wszystko, aby najubożsi nie mieli ci czego
      zazdrościć. – Nie w gmachach i we wspaniałych urządzeniach, ale w sercu czystym
      i pokornym podobam sobie. (Dz 532)

      589.
      MIŁOŚĆ UWALNIA OD LĘKU
      Miłość wypędza z duszy bojaźń. Odkąd umiłowałam Boga całą istotą swoją, całą
      mocą swego serca, od tej chwili ustąpiła bojaźń i chociażby mi nie wiem już jak
      mówiono o Jego sprawiedliwości, to nie lękam się Go wcale, bo poznałam Go
      dobrze; Bóg jest Miłość, a Duch Jego - jest. spokój. I widzę teraz, że czyny
      moje, które wypłynęły z miłości, doskonalsze są, niż czyny, które spełniam z
      bojaźni. Zaufałam Bogu i nie lękam się niczego, zdana jestem na Jego świętą
      wolę; niech czyni ze mną co chce, a ja Go i tak kochać będę. (Dz 589)

      800.
      PAN BÓG PATRZY NA INTENCJE NASZYCH DOBRYCH CZYNÓW
      Zasada moralna
      Jak się nie wie co lepsze, trzeba się zastanowić i rozważyć i zasięgnąć rady, bo
      nie wolno działać w niepewności sumienia. W niepewności powiedzieć sobie:
      cokolwiek zrobię, będzie dobrze, mam intencję zrobienia dobrze, Pan Bóg
      przyjmuje co my uważamy za dobre, to i Pan Bóg przyjmuje i uznaje za dobre. Nie
      martwić się, jeżeli po czasie sprawy te okażą się niedobre, Pan Bóg patrzy na
      intencję, z jaką zaczynamy i według tej będzie nagradzał. Jest to Zasada. której
      powinniśmy się trzymać.(Dz 800)

      W dzień św. Michała Archanioła widziałam tego wodza przy sobie, który mi
      powiedział te słowa: Zlecił mi Pan, abym miał o tobie szczególne staranie.
      Wiedz, że jesteś nienawidzona przez zło, ale nie lękaj się. Któż jak Bóg! - i
      znikł. Jednak czuję jego obecność i pomoc.
    • kaczy.i.indyczy sw. Josemaria Escrivá 25.05.09, 21:15
      Twoim obowiązkiem jest dążenie do świętości. - Tak, także i twoim. - Jak można
      myśleć, że jest to zadanie wyłącznie kapłanów i zakonników?

      Do każdego, bez wyjątku, Pan powiedział: "Bądźcie więc wy doskonali, jak
      doskonały jest Ojciec wasz niebieski". (Droga, 291 )

      Wierność Bogu wymaga walki. I to walki ciała z ciałem, człowieka z człowiekiem -
      człowieka starego z człowiekiem Bożym - kawałek po kawałku, bez kapitulacji.
      (Bruzda, 126 )

      Dziś nie wystarczy, by kobiety i mężczyźni byli dobrymi. - Co więcej, nie jest
      dostatecznie dobry ten, kto jedynie zadowala się tym, żeby być prawie... dobrym:
      Trzeba być "rewolucjonistą".

      Wobec hedonizmu, wobec pogańskiego i materialistycznego ciężaru, który nam się
      proponuje, Chrystus pragnie antykonformistów, buntowników Miłości! (Bruzda, 128 )

      Jeżeli nie chodzi o budowanie dzieła bardzo wielkiego, prawdziwie Bożego -
      świętość - nie warto ponosić ofiar.

      Dlatego Kościół - kanonizując świętych - ogłasza heroiczność ich cnót. (Bruzda,
      611 )
    • kaczy.i.indyczy sw. Josemaria Escrivá 25.05.09, 21:16
      Różaniec Święty to potężna broń. Używaj jej z ufnością, a skutek wprawi cię w
      zadziwienie. (Droga, 558 )

      Początkiem drogi, u kresu której odnajdziesz siebie całkowicie zatopionego w
      miłości do Jezusa, jest ufna miłość do Maryi.

      Czy pragniesz miłować Matkę Bożą? Jeśli tak, to spotykaj się z Nią. Jak? Przez
      pobożne odmawianie różańca.

      Ale - powiesz –-odmawiając różaniec, stale powtarzamy to samo... Czy aby na
      pewno to samo...? A czy zakochani nie mówią sobie ciągle o tych samych
      sprawach...? Czy może przypadkiem nie jest tak, że różaniec stał się dla Ciebie
      zbyt monotonny, ponieważ zamiast wymawiać po ludzku słowa modlitwy, mamroczesz
      coś pod nosem, będąc myślami daleko od Boga?

      Poza tym pamiętaj, że przed każdą dziesiątką wskazuje się na tajemnicę, która
      będzie rozważana.

      Czyś kiedykolwiek rozważał tajemnice różańcowe?

      Stań się małym. Chodź ze mną i - to jest najistotniejsze w tym, co chciałem Ci
      powiedzieć - będziemy razem towarzyszyć Jezusowi, Maryi i Józefowi.

      Każdego dnia oddamy im nową posługę. Będziemy przysłuchiwać się ich rodzinnym
      rozmowom. Zobaczymy, jak dorasta Zbawiciel. Będziemy podziwiać trzydzieści lat
      Jego ukrytego życia... będziemy obecni przy Jego męce i śmierci... zachwycimy
      się chwałą Jego Zmartwychwstania. Jednym słowem: porwani Jego Miłością (jedyną
      prawdziwą miłością jest ta właśnie Miłość) będziemy rozważać każdą chwilę życia
      Jezusa Chrystusa. (Różaniec święty, Do Czytelnika )

    • kaczy.i.indyczy św Franciszek Salezy 25.05.09, 21:17
      Nie tylko ci radzę, ale najusilniej zalecam: nie opuszczać żadnego dnia bez
      odmówienia różańca, ponieważ ten rodzaj modlitwy jest najprzyjemniejszy Bogu i
      Najświętszej Marii Pannie.
    • kaczy.i.indyczy Św. Teresa od Jezusa (Teresa de Cepeda y Ahumada) 25.05.09, 21:21
      Jak środkiem do najwyższego stopnia modlitwy ma być człowieczeństwo Chrystusa Pana

      Jasno to widzę i później jeszcze tego doświadczyłam, że nie inaczej służba nasza
      może podobać się Bogu i nie inaczej Bóg postanowił użyczać nam wielkich łask,
      jak tylko przez ręce tego najświętszego Człowieczeństwa, w którym jak sam to
      oznajmia w boskiej łaskawości swojej, dobrze sobie upodobał. Po niezliczone razy
      przekonałam się o tym z własnego doświadczenia i słyszałam to z ust Pańskich.
      Poznałam jasno, że przez tę bramę potrzeba nam wchodzić, jeśli chcemy, aby Boski
      Majestat Jego objawił nam swoje wielkie tajemnice.

      7. Niech, więc wasza miłość nie szuka innej drogi, chociażbyś już stanął na
      szczycie modlitwy myślnej. Tą drogą idzie się bezpiecznie. Pan nasz sam jest
      tym, przez którego wszystkie dobra nam przychodzą. On sam cię nauczy. Patrz na
      Jego życie, bo to jest wzór najlepszy. Czego jeszcze może nam brakować, gdy mamy
      przy boku takiego wiernego Przyjaciela, który nas nie opuści w naszych pracach i
      utrapieniach, jak to czynią przyjaciele światowi? Szczęśliwy, kto prawdziwie Go
      miłuje i zawsze Go ma przy sobie! Wspomnijmy na chwalebnego świętego Pawła, z
      którego ust nigdy, nie schodziło Imię Jezus, tak je miał głęboko zapisane w
      sercu. Od czasu, jak zrozumiałam tę prawdę, pilnie rozważałam życie wielu
      Świętych, a żaden z nich nie szedł inną drogą. Tak św. Franciszek, noszący na
      sobie znaki pięciu ran Chrystusowych. Tak św. Antoni, rozmiłowany w Dzieciątku
      Jezus. Tak św. Bernard, lubujący się w rozważaniu świętego Człowieczeństwa. Tak
      św. Katarzyna ze Sieny... i wielu innych, których wasza miłość zna ode mnie lepiej.

      8. Zapewne, że to odwracanie wyobraźni od wszelkiego dobra przystępnego zmysłom
      musi być rzeczą dobrą, skoro mężowie tak wysoce duchowni je zalecają. Do tego
      jednak, zdaniem moim, potrzeba duszy bardzo już wysoko posuniętej w
      doskonałości. Dopóki, kto do tego szczytu nie dojdzie, rzecz jasna, że musi
      szukać Stworzyciela za pomocą stworzeń. Wszystko to zależy od stopnia i rodzaju
      łaski, jaką Pan daje każdej duszy osobno i w to nie wchodzę. To jedno tylko
      chciałam wykazać, że najświętszego Człowieczeństwa Chrystusowego nie powinno się
      żadną miarą uważać za przeszkodę do kontemplacji. Dla należnego wytłumaczenia
      tej prawdy pragnęłabym umieć wyrazić się jak najjaśniej.

      9. Gdy Bogu się podoba zawiesić wszystkie władze duszy, jak to czyni na
      wyłożonych wyżej stopniach modlitwy, wtedy rzecz jasna, że obecność tego
      świętego Człowieczeństwa, choćbyśmy nie chcieli, od nas się usuwa. W takim razie
      nie masz w tym nic złego i owszem, szczęśliwa taka utrata, skutkiem której tym
      rozkoszniej cieszymy się tym, cośmy na pozór stracili. Wówczas, bowiem dusza
      cała przykłada się do miłowania Tego, którego rozum mozolnie poznać usiłował,
      miłuje to, czego nie zrozumiała i cieszy się tym, czym nie mogłaby tak doskonale
      się cieszyć, gdyby nie poniosła tej straty, z której jak mówiłam, większy tylko
      dla niej zysk wynika. Ale byśmy sami, rozmyślnie i samowolnie chcieli oswoić się
      z takim opuszczeniem i nie starali się ze wszystkich sił swoich zawsze -a dałby
      Bóg, by to mogło być zawsze - mieć obecne przed oczyma duszy to przenajświętsze
      Człowieczeństwo, to mówię, nie jest, zdaniem moim, rzeczą dobrą. Byłoby to, że
      użyję pospolitego wyrażenia, zawieszeniem duszy w powietrzu, bo nie miałaby
      wówczas na czym się oprzeć, jakkolwiek by jej się zdawało, że jest wysoko
      uduchowioną i pełną Boga. Niezmiernie wiele na tym zależy, byśmy póki żyjemy w
      tym ludzkim ciele, mieli przed oczyma Chrystusa Pana w Jego ludzkiej postaci.
      Ten jest właśnie drugi z dwóch powodów, o których mówiłam na początku.
      Pierwszym, jak już objaśniłam, jest pewien brak pokory, że dusza chce się
      wznieść wysoko wpierw niż Pan ją sam podniesie. Nie chce poprzestać na
      rozmyślaniu o rzeczy tak drogiej, jaką jest święte Człowieczeństwo i chce być
      Marią, choć jeszcze nie pracowała z Martą. Gdy Pan zechce, aby nią była,
      chociażby zaraz od pierwszego dnia, nie ma obawy, ale niedobrze, gdy sami siebie
      zapraszamy, jak o tym zdaje mi się, na innym miejscu mówiłam. Ten mały brak
      pokory, ten pyłek na pozór nic nie znaczący, wielką przecież szkodę wyrządza
      duszy, pragnącej postąpić w kontemplacji.
    • kaczy.i.indyczy Cyryllonas, IV w. 25.05.09, 21:33
      "Pan przywdział prawdziwe kapłaństwo i złożył pełną ofiarę. Stał i niósł siebie
      w miłości. W swych dłoniach trzymał własne Ciało, Jego prawica była świętym
      ołtarzem, Jego wzniesiona ręka – stołem łaski. Niósł siebie bez zmęczenia,
      trzymał chleb, nie odczuwając głodu. Obejmował bogactwo, nie potrzebując go
      wcale, mieszał swą krew, nie czując pragnienia. Chleb stał się Jego żywym
      Ciałem, a wino Jego świętą Krwią. Jego myśli były diakonami, Jego wszechmoc
      prawdziwym kapłaństwem. Święcił i błogosławił samego siebie, modlił się i czynił
      dzięki nad swym Ciałem. Złożył ofiarę z samego siebie, wylał swą Krew, która
      daje życie. Dokonał tego, za czym tęsknił; to wypełnił, czego pragnął; to
      ogłosił, co przyrzekł:
      „Gorąco pragnąłem pożywać z wami tę Paschę, zanim będę cierpiał.” (Łuk. 22:15)
      Przystąpcie, przyjmijcie mnie, proszę was, pożywajcie mnie, bo chcę tego! Zębami
      ognia kruszcie moje kości, cielesnym językiem pijcie moją krew gorącą! To jest
      Ciało, na które patrzeć nie mogą aniołowie dla jego blasku. To jest Chleb Boży,
      który dałem z miłości mieszkańcom ziemi. Oto największa świętość, co uświęca
      serafinów w niebie. To jest owoc, po którego spożyciu Adam zapragnął stać się
      Bogiem.
      Przystąpcie i przyjmijcie mnie, dzielcie na części Mnie, ukrytego pod
      postaciami. Dla zbawienia świata stałem się pokarmem i prawdziwym chlebem dla
      zaspokojenia głodu. Przystąpcie, uczniowie, i bierzcie Mnie! Pragnę spocząć na
      waszych rękach. Oto jestem tutaj, zupełnie prawdziwie, i wy Mnie spożywajcie
      zupełnie, prawdziwie! Nie tego spalam, kto mnie spożywa, ale tego, kto jest
      daleko ode Mnie. Mój ogień zadaje ból nie temu, kto Mnie spożywa, lecz temu, kto
      Mnie mija.
      Pójdźcie, ukochani, pijcie moją Krew! Jest ona Krwią Nowego Przymierza (Mat.
      26,28 par.). Pijcie Kielich płomienia, pijcie Krew, co zapala wszystkich
      pijących. Oto Kielich dzięki któremu doznał pociechy pierwszy Adam. Oto Krew,
      która zastąpiła krew ofiarnych zwierząt na ziemi. Oto Kielich, w którym kryje
      się ogień, jaki wzięła w drodze Tamar (Rdz. 38,14). Oto Krew, co uświęca ciało i
      dzuszę w boski sposób. Oto Kielich podobny do kielicha Józefa, z któregfo on
      wróżył (Rdz. 44:5). Oto Krew, co przywraca jedność i pokój między niebem a
      ziemią. Oto Kielich, w którym kryje się sąd i miłosierdzie, śmierć i życie. Oto
      Krew, dla której Bóg przyjdzie i zażąda krwi swych ukochanych od tych, co ją
      wylali. Bierzcie i pijcie z tego Kielicha, abyście zapomnieli o cierpieniach!
      Upijcie się nim i posiądźcie siłę, byście wobec prześladowców stali
      nieustraszeni! Pijcie z niego i napełniajcie całe stworzenie gorliwością! Jego
      siłą będziecie deptać węże, jego przyjmowaniem śmierć zwyciężycie. Starzy
      prorocy tęsknili za mną, sprawiedliwi modlili się, by Mnie widzieć. Zasnęli oni
      w żalu i smutku, bo nie mieli Mnie widzieć mimo modlitw.
      Jesteścvie szczęśliwi, moi uczniowie, żeście Mnie spożywali swymi ustami! Nie
      zapomnijcie tego wieczoru! Winien on być dla was droższy od dnia. Nie
      zapomnijcie tej chwili, w której zakosztowaliście Boskości! To wam jeszcze
      rozkazuję, moi drodzy: Pamiętajcie o mych tajemnicach! Ta pamięć nie powinna
      ustać do końca świata!
      To, moi bracia, powinniście czynić po wszystkie czasy i pamiętać o Mnie.
      Pożywaliście me Ciało, nie zapominajcie o Mnie! Piliście moją Krew, nie
      przestańcie o Mnie myśleć! Niech trwa w Kościele ma wzniosła pamiątka. Niech na
      całym świecie obchodzą tę Paschę. Niech się święci dzień dzisiejszy,
      błogosławiony, piękniejszy od innych. Niech w nim szukają ulgi wszyscy
      cierpiący. Niech w nim odetchną wszyscy uciskani. Niech w nim znajdą pociechę
      wszyscy udręczeni. Niech w nim wyjdą na wolność wszyscy uwięzieni. Niech w nim
      się uświęci chrzecielna woda, niech w nim będzie udzielany chrzest święty. Niech
      w nim się zrodzi lud doskonały. Niech w nim się odmłodzą z grzechów starcy.
      Niech w nim się rozmnożą na ziemi dzieci, niech w nim wejdą ludzie do nieba."
    • kaczy.i.indyczy św. Jan od Krzyża 25.05.09, 21:40
      Zważ, że im kwiat delikatniejszy, tym prędzej więdnie i traci swój zapach;
      dlatego strzeż się, byś nie pragnął iść drogą pociech duchowych, gdyż przez to
      nie będziesz wytrwały. Pragnij raczej ducha silnego, nieprzywiązanego do
      niczego, a znajdziesz słodycz i pokój w obfitości, smaczny bowiem owoc i trwały
      znajduje się w zimnej i twardej ziemi.

      Wejdź głębiej w swój rozum, byś wypełnił to, co ci on wskazuje na drodze do
      Boga, a to ci więcej pomoże przed twym Bogiem, niż wszystkie dzieła, które bez
      uwagi wykonujesz i wszystkie smaki duchowe, których pragniesz.
    • kaczy.i.indyczy św. Jan od Krzyża - LIST DO PEWNEGO ZAKONNIKA 25.05.09, 21:42
      św. Jan od Krzyża - LIST DO PEWNEGO ZAKONNIKA
      SWOJEGO UCZNIA, fragment

      (Segowia, 14 kwietnia 1589)

      Byłby więc bardzo nieroztropny, kto by sądził, że gdy mu brak słodyczy i
      rozkoszy duchowych, brak mu i Boga, a gdy je ma, raduje się nimi i rozkoszuje,
      ma również w nich Boga. A jeszcze bardziej byłby nieroztropny, gdyby szukał tej
      słodyczy w Bogu, radował się nią i zatrzymywał się na niej. Tym sposobem nie
      szukałby Boga wolą pogrążoną w czystej wierze i miłości, tylko smaku i słodyczy
      duchowej, co jest rzeczą stworzoną i w ten sposób szedłby za swoim smakiem i
      pożądaniem. Tak więc nie kochałby Boga wyłącznie ponad wszystkie rzeczy, co
      czyni się przez kierowanie wszystkiej siły woli do Boga, bo wola opierając się
      swym pożądaniem na tej rzeczy stworzonej nie wznosiłaby się ponad nią do Boga,
      który jest niedostępny. Jest bowiem niemożliwą rzeczą, by wola mogła dojść do
      słodyczy i rozkoszy w boskim zjednoczeniu i do odczucia słodkich i miłosnych
      uścisków Boga, jeżeli się wpierw nie wyzbędzie i nie ogołoci z wszystkiego smaku
      cząstkowego, wyższego czy niższego.
    • kaczy.i.indyczy św. Josemaria Escrivá 25.05.09, 21:48
      Każdy z was, jeśli zechce, znajdzie właściwy dla siebie sposób rozmowy z Bogiem.
      Nie lubię mówić o metodach ani formułach, gdyż nigdy nie byłem zwolennikiem
      nakładania gorsetów. Starałem się zachęcać wszystkich, by zbliżali się do Pana,
      szanując każdego człowieka takim, jakim jest, z jego indywidualnością. Proście
      Go, by wprowadził swe zamierzenia w nasze życie. Nie tylko do naszych myśli,
      lecz w głąb serc i całej naszej działalności. Zapewniam was, że w ten sposób
      zaoszczędzicie sobie wielu rozczarowań i smutków spowodowanych egoizmem,
      poczujecie się na siłach, by szerzyć dobro w swoim otoczeniu. Ileż przeciwności
      znika, kiedy powierzamy się całkowicie w ręce Boga, który nigdy nas nie
      opuszcza! W różny sposób przejawia się ta miłość Jezusa do swoich: do kalekich,
      chorych... On zapytuje: Co cię boli? Odpowiadamy: Boli mnie... I natychmiast
      przychodzi światło, albo przynajmniej pogodzenie i pokój.

      Kiedy zachęcam cię do tych poufnych spotkań z Nauczycielem, mam na myśli w
      sposób szczególny twoje osobiste trudności. Większość trudności na drodze do
      naszego szczęścia rodzi się z bardziej lub mniej ukrytej pychy. Uważamy samych
      siebie za ludzi szczególnie wartościowych i uzdolnionych, a kiedy inni tak nie
      sądzą, czujemy się upokorzeni. Jest to dobra okazja, by uciec się do modlitwy z
      myślą o wewnętrznej przemianie, z przekonaniem, że nigdy nie jest za późno na
      zmianę kierunku. Trzeba jednak zacząć tę przemianę możliwie jak najrychlej.
      (Przyjaciele Boga, 247 )
    • kaczy.i.indyczy św. Josemaria Escrivá 25.05.09, 21:54
      "Prawdziwa miłość to wyjście poza siebie samego"

      Radość chrześcijańska nie jest uczuciem fizjologicznym: jej podstawa jest
      nadprzyrodzona i jest silniejsza niż choroba i przeciwności. - Radość nie jest
      wesołością dzwoneczków, czy zabawy ludowej. Prawdziwa radość jest czymś głębszym
      czymś co zapewnia nam spokój, napełnia zadowoleniem, choć czasami twarz
      pozostaje surowa. (Kuźnia, 520 )

      Niektórzy cały dzień żyją w goryczy. U takiego człowieka wszystko budzi
      niepokój. Śpi z fizyczną obsesją, że ta jedynie możliwa "ucieczka" nie potrwa
      długo. Budzi się z wrogim i przygniatającym uczuciem, że ma przed sobą kolejny
      dzień.

      Wielu zapomina, że Pan postawił nas w tym świecie na drodze do wiecznej
      szczęśliwości; i nie myślą o tym, że mogą ją osiągnąć jedynie ci, którzy idą po
      ziemi z radością dzieci Bożych. (Bruzda, 305 )

      Prawdziwa miłość to wyjście poza siebie samego, oddanie się. Miłość niesie ze
      sobą radość, ale jest to radość, której korzenie mają kształt krzyża. Dopóki
      przebywamy na ziemi i nie osiągnęliśmy pełni przyszłego życia, nie może być
      prawdziwej miłości bez doświadczenia ofiary i cierpienia. Cierpienia, w którym
      się zasmakowuje, które jest miłe, które jest źródłem wewnętrznej radości, ale
      cierpienia rzeczywistego, ponieważ zakłada ono przezwyciężanie własnego egoizmu
      i przyjęcie Miłości jako zasady wszystkich i każdego z naszych poczynań.
    • kaczy.i.indyczy Sylwan z Góry Athos 30.10.09, 19:29
      "Zapamietaj dwie myśli i lękaj się ich. Jedna powie: "Jesteś
      święty", druga: "Nie zbawisz się". Obie te myśli pochodzą od
      Nieprzyjaciela i nie ma w nich prawdy. Ty raczej myśl tak: jestem
      wielkim grzesznikiem, ale Pan jest łaskawy, bardzo ludzi kocha i
      przebaczy mi grzechy moje."

      • kaczy.i.indyczy św. Josemaria Escrivá 30.10.09, 19:38
        Staraj się trzymać wytrwale określonego planu życia: kilka minut
        modlitwy myślnej, udział we Mszy świętej - w miarę możności
        codziennie - i częsta Komunia święta; regularne przystępowanie do
        Sakramentu Pokuty, nawet kiedy sumienie nie wyrzuca ci grzechu
        ciężkiego; nawiedzenie Jezusa obecnego w Tabernakulum; odmawianie i
        rozważanie tajemnic Różańca świętego - i tyle innych dobrych
        praktyk, które już znasz lub których możesz się nauczyć. (...)
        • kaczy.i.indyczy św. Faustyna 30.10.09, 19:50
          Jak się nie wie co lepsze, trzeba się zastanowić i rozważyć i
          zasięgnąć rady, bo nie wolno działać w niepewności sumienia. W
          niepewności powiedzieć sobie: cokolwiek zrobię, będzie dobrze, mam
          intencję zrobienia dobrze, Pan Bóg przyjmuje co my uważamy za dobre,
          to i Pan Bóg przyjmuje i uznaje za dobre. Nie martwić się, jeżeli po
          czasie sprawy te okażą się niedobre, Pan Bóg patrzy na intencję, z
          jaką zaczynamy i według tej będzie nagradzał. Jest to Zasada. której
          powinniśmy się trzymać.(Dz 800)
          • kaczy.i.indyczy Św. Katarzyna ze Sieny 30.10.09, 19:54
            Jakikolwiek urząd zajmuje się w prawie cywilnym czy w prawie Boskim,
            nie można się na nim utrzymać w stanie łaski bez świętej
            sprawiedliwości (por. Prz 16, 12)*. Kto nie jest karcony i nie
            karci, jest jak członek, który zaczyna gnić; gdy zły lekarz
            przykłada od razu tylko maść do rany, nie wypaliwszy jej przedtem,
            wtedy całe ciało zakaża się i gnije.

            To samo dotyczy prałatów i innych dostojników, którzy widzą, że
            poddany ich zakażony jest zgnilizną grzechu śmiertelnego; jeśli
            poprzestaną na przyłożeniu maści pochlebstwa, nie uciekając się do
            nagany, chory członek nie ozdrowieje nigdy, lecz zakazi inne
            członki, zjednoczone z pierwszym w tym samym ciele, pod jednym
            pasterzem. Gdyby natomiast byli prawdziwymi i dobrymi lekarzami,
            jakimi byli ci chwalebni pasterze, użyliby maści dopiero po
            wypaleniu rany ogniem nagany. Gdyby zaś członek ten upierał się przy
            swym występku, odcięliby go od zgromadzenia, aby nie zakażał innych
            zarazą grzechu śmiertelnego.

            Oni jednak tak nie postępują: udają raczej, że nic nie widzą. Wiesz
            czemu? Bo korzeń miłości własnej żyje w nich i wydaje złą odrośl
            służalczej bojaźni. Boją się utracić stanowisko, dobra doczesne i
            wysokie urzędy, więc milczą. Czynią jak ślepcy, którzy nie wiedzą,
            jak utrzymać się na stanowisku. Gdyby wiedzieli, że zachowuje się je
            tylko przez sprawiedliwość, przestrzegaliby jej. Lecz ponieważ są
            pozbawieni światła, nie rozumieją tego. Wydaje się im, że zachowają
            się przez niesprawiedliwość, nie karcąc błędów swych poddanych. Ale
            zwodzi ich własna namiętność zmysłowa, żądza władzy i przewodzenia.

            Nie karcą i dlatego, że czują w sobie te same błędy lub jeszcze
            większe. Świadomość własnych błędów odbiera im zapał i stanowczość.
            Spętani służalczą bojaźnią, udają, że nic nie widzą. A jeśli nie
            mogą nie widzieć, wstrzymują się od nagany, dając się ująć
            pochlebstwom i licznym darom, nawet sami wynajdują
            usprawiedliwienia, byle nie karać. Do nich odnoszą się słowa, które
            wyrzekła moja Prawda: Ślepi są i wodzowie ślepych; a ślepy jeśliby
            ślepego prowadził, obaj w dół wpadają (Mt 15, 14; Łk 6, 39)

            • kaczy.i.indyczy sw. Josemaria Escrivá 30.10.09, 19:56
              Bohaterstwo, świętość, odwaga wymagają stałego przygotowania ducha.
              Możesz dać innym tylko to, co sam posiadasz, a jeżeli chcesz dawać
              Boga, musisz z Nim obcować, żyć Jego Życiem, służyć Mu.
              (Kuźnia, 78 )
              • kaczy.i.indyczy św. Jan od Krzyża 30.10.09, 20:12
                Zważ, że im kwiat delikatniejszy, tym prędzej więdnie i traci swój
                zapach; dlatego strzeż się, byś nie pragnął iść drogą pociech
                duchowych, gdyż przez to nie będziesz wytrwały. Pragnij raczej ducha
                silnego, nieprzywiązanego do niczego, a znajdziesz słodycz i pokój w
                obfitości, smaczny bowiem owoc i trwały znajduje się w zimnej i
                twardej ziemi.

                Wejdź głębiej w swój rozum, byś wypełnił to, co ci on wskazuje na
                drodze do Boga, a to ci więcej pomoże przed twym Bogiem, niż
                wszystkie dzieła, które bez uwagi wykonujesz i wszystkie smaki
                duchowe, których pragniesz.
                • kaczy.i.indyczy św. Josemaria Escrivá 30.10.09, 20:16
                  "Bóg nigdy nie przegrywa bitew"

                  Jeżeli upadłeś, podnoś się z większą nadzieją. Jedynie miłość własna
                  nie rozumie tego, że błąd, kiedy się go poprawia, pomaga poznać
                  samego siebie i upokorzyć się. (Bruzda, 724 )

                  Naprzód! Niech się dzieje, co chce! Trzymaj się mocno ręki Pana i
                  pamiętaj, że Bóg nigdy nie przegrywa bitew. Jeżeli kiedykolwiek
                  oddalisz się od Niego, powróć z pokorą i zacznij od początku; bądź
                  jak powracający syn marnotrawny, codziennie, nawet wielokrotnie w
                  ciągu dwudziestu czterech godzin doby; uładź swoje skruszone serce w
                  spowiedzi, tym prawdziwym cudzie Miłości Bożej. W tym cudownym
                  sakramencie Pan oczyszcza twoją duszę i napawa cię radością i siłą,
                  byś nie osłabł w walce i niestrudzenie powracał do Boga, nawet gdyby
                  wszystko zdawało ci się ciemnością. Nadto broni cię Matka Boża,
                  która jest także naszą Matką; Jej macierzyńska opieka utwierdzi twe
                  kroki. (Przyjaciele Boga, 214 )

                  Pismo święte przestrzega, że nawet prawy siedmiokroć upadnie.
                  Ilekroć czytam te słowa, zawsze moją duszą wstrząsa miłość i ból.
                  Pan po raz kolejny wychodzi nam naprzeciw wskazując na swoje
                  miłosierdzie, swoją czułość, swoją łaskawość, które są
                  niewyczerpane. Bądźcie pewni: Bóg nie chce naszej nędzy, ale jej nie
                  pomija i posługuje się naszymi słabościami, byśmy stawali się
                  świętymi.

                  Padam przed Bogiem i przedstawiam Mu swoją sytuację. Natychmiast
                  uzyskuję pewność Jego opieki i w głębi swego serca słyszę, jak On
                  powtarza mi wyraźnie: meus es tu! - mój jesteś! Wiedziałem -i wiem -
                  jaki jesteś, ale naprzód! (Przyjaciele Boga, 215 )
                  • kaczy.i.indyczy św. Jan od Krzyża 30.10.09, 20:18
                    św. Jan od Krzyża - LIST DO PEWNEGO ZAKONNIKA
                    SWOJEGO UCZNIA, fragment

                    (Segowia, 14 kwietnia 1589)

                    Byłby więc bardzo nieroztropny, kto by sądził, że gdy mu brak
                    słodyczy i rozkoszy duchowych, brak mu i Boga, a gdy je ma, raduje
                    się nimi i rozkoszuje, ma również w nich Boga. A jeszcze bardziej
                    byłby nieroztropny, gdyby szukał tej słodyczy w Bogu, radował się
                    nią i zatrzymywał się na niej. Tym sposobem nie szukałby Boga wolą
                    pogrążoną w czystej wierze i miłości, tylko smaku i słodyczy
                    duchowej, co jest rzeczą stworzoną i w ten sposób szedłby za swoim
                    smakiem i pożądaniem. Tak więc nie kochałby Boga wyłącznie ponad
                    wszystkie rzeczy, co czyni się przez kierowanie wszystkiej siły woli
                    do Boga, bo wola opierając się swym pożądaniem na tej rzeczy
                    stworzonej nie wznosiłaby się ponad nią do Boga, który jest
                    niedostępny. Jest bowiem niemożliwą rzeczą, by wola mogła dojść do
                    słodyczy i rozkoszy w boskim zjednoczeniu i do odczucia słodkich i
                    miłosnych uścisków Boga, jeżeli się wpierw nie wyzbędzie i nie
                    ogołoci z wszystkiego smaku cząstkowego, wyższego czy niższego.

                    • kaczy.i.indyczy św. Filip Neri 30.10.09, 20:22
                      "Nic nie pomaga człowiekowi bardziej niż modlitwa"

                      Znakomitym środkiem do tego, aby nauczyć się dobrze modlić, jest
                      upokorzenie samego siebie i wiedza o własnej niegodności tak
                      wielkiego daru. Trzeba całkowicie rzucić się Panu w ramiona, aby On
                      nauczył nas modlić się"



                      "Nawet wśród tłumu można być na drodze prowadzącej do doskonałości"

                      • kaczy.i.indyczy św. Josemaria Escrivá 30.10.09, 20:25
                        Każdy z was, jeśli zechce, znajdzie właściwy dla siebie sposób
                        rozmowy z Bogiem. Nie lubię mówić o metodach ani formułach, gdyż
                        nigdy nie byłem zwolennikiem nakładania gorsetów. Starałem się
                        zachęcać wszystkich, by zbliżali się do Pana, szanując każdego
                        człowieka takim, jakim jest, z jego indywidualnością. Proście Go, by
                        wprowadził swe zamierzenia w nasze życie. Nie tylko do naszych
                        myśli, lecz w głąb serc i całej naszej działalności. Zapewniam was,
                        że w ten sposób zaoszczędzicie sobie wielu rozczarowań i smutków
                        spowodowanych egoizmem, poczujecie się na siłach, by szerzyć dobro w
                        swoim otoczeniu. Ileż przeciwności znika, kiedy powierzamy się
                        całkowicie w ręce Boga, który nigdy nas nie opuszcza! W różny sposób
                        przejawia się ta miłość Jezusa do swoich: do kalekich, chorych... On
                        zapytuje: Co cię boli? Odpowiadamy: Boli mnie... I natychmiast
                        przychodzi światło, albo przynajmniej pogodzenie i pokój.
                        • kaczy.i.indyczy Św. Grzegorz Wielki 30.10.09, 20:28
                          „Jeżeli idzie o mniejsze przewinienia, musimy wierzyć, że przed
                          dniem Sądu Ostatecznego będzie dla nich oczyszczający ogień. Ten,
                          który jest prawdą, mówi, że ktokolwiek bluźniłby przeciwko Duchowi
                          Świętemu, nie uzyska przebaczenia ani w obecnym wieku, ani w tym,
                          który nadejdzie. Z tego stwierdzenia można domniemywać, że są złe
                          uczynki, które mogą być darowane w tym wieku, ale są i takie, które
                          będą darowane w wieku przyszłym”.

                          • kaczy.i.indyczy św. Tereska od Dzieciątka Jezus 30.10.09, 20:39
                            "Odbieramy coś Bogu, kiedy niepokoimy się o przyszłość. Nie dajemy
                            Mu wolnej ręki i nie pozwalamy Mu stwarzać nas takimi, jakimi On
                            chce nas mieć"
                            • kaczy.i.indyczy św. Jan od Krzyża 30.10.09, 20:40
                              ...przed Bogiem więcej znaczy jeden czyn czy akt woli spełniony w
                              miłości, niż wszystkie widzenia i obcowania niebieskie. Nie są one
                              bowiem ani zasługujące, ani naganne i wiele dusz, chociaż nie
                              doświadcza tych rzeczy, stoi o wiele wyżej niż inne. które wiele ich
                              doznają.
                              • kaczy.i.indyczy św. Josemaria Escrivá 30.10.09, 20:43
                                Masz braki w życiu wewnętrznym: ponieważ nie obejmujesz swoją
                                modlitwą spraw ludzi najbliższych i prozelityzm; ponieważ nie
                                starasz się widzieć jasno, podejmować konkretnych postanowień i
                                realizować je; ponieważ nie masz przed oczyma sensu nadprzyrodzonego
                                studiów, pracy, swych rozmów, obcowania z innymi... Jak to jest z
                                twoją pamięcią na obecność Boga, która ma być konsekwencją i wyrazem
                                twojej modlitwy? (Bruzda, 447 )

                                • kaczy.i.indyczy Re: św. Josemaria Escrivá 30.10.09, 21:05
                                  Nie bądź rozlazłym, mięczakiem. - Najwyższy czas, ażebyś pozbył się
                                  tego osobliwego współczucia, jakim darzysz samego siebie. (Droga,
                                  193 )

                                  Mówiliśmy wcześniej o walce. Ale walka wymaga zaprawy, odpowiedniego
                                  pokarmu, szybkiego zastosowania lekarstwa w przypadku choroby,
                                  kontuzji czy ran. Sakramenty, podstawowe lekarstwo Kościoła, nie są
                                  czymś zbędnym: kiedy porzuca się je dobrowolnie, nie można
                                  postępować na drodze naśladowania Chrystusa: potrzebujemy ich jak
                                  oddechu, jak krążenia krwi, jak światła, żeby w każdej chwili
                                  dostrzec to, czego chce od nas Pan.

                                  • kaczy.i.indyczy Św. Teresa od Dzieciątka Jezus 30.10.09, 21:17
                                    Tak, czuję, że choćbym na sumieniu miała wszystkie możliwe grzechy,
                                    to i tak bym poszła, ze skruszonym z żalu sercem, rzucić się w
                                    ramiona Jezusa, gdyż wiem, jak drogi jest Mu syn marnotrawny, który
                                    do Niego powraca. To prawda, że w swym uprzedzającym miłosierdziu
                                    dobry Bóg uchronił mnie od grzechu śmiertelnego, lecz nie dlatego,
                                    wcale nie dlatego, idę ku Niemu z ufności i miłości (Rkp C 36v°).

                                    • kaczy.i.indyczy Re: Św. Teresa od Dzieciątka Jezus 30.10.09, 21:18
                                      Zapewniam cię, że dobry Bóg jest lepszy niż myślisz. Zadowala się
                                      spojrzeniem, westchnieniem miłości. Osobiście uważam, że tak
                                      naprawdę doskonałość nie jest trudna, zrozumiałam bowiem, że
                                      wystarczy ująć serce Jezusa. Spójrz na dziecko, które właśnie
                                      rozgniewało matkę swym wybrykiem czy nieposłuszeństwem. Jeśli schowa
                                      się w kącie pełne dąsów i będzie krzyczeć w strachu przed karą,
                                      matka na pewno mu kary nie daruje. Lecz jeśli wyciągnie do niej ręce
                                      i, uśmiechając się, powie: „Ucałuj mnie, już nigdy nie zacznę”, to
                                      czy matka nie przytuli go do serca i nie puści w niepamięć jego
                                      dziecinnych występków? Choć przecież wie, że przy najbliższej okazji
                                      jej maleństwo znów narozrabia. Lecz to niczego nie zmieni. Dopóki
                                      [dziecko] będzie trafiać do niej przez serce, nigdy nie ściągnie na
                                      siebie kary (LT 191).

                                      • kaczy.i.indyczy św. Jan Klimak 30.10.09, 21:26
                                        Wielu otrzymało zbawienie bez przepowiedni i olśnień, bez znaków i
                                        cudów, ale bez pokory nikt nie wstąpi do pałacu niebiańskiego.


                                        Gdy długo modlisz się i nie dostrzegasz tego płodów nie mów, iż nie
                                        otrzymałeś niczego, bowiem już samo przebywanie w modlitwie jest
                                        korzyścią. Jakie jest dobro większe od przylgnięcia do Pana i
                                        nieustannego przebywania w jedności z Nim?


                                        • kaczy.i.indyczy św. o. Pio 30.10.09, 21:29
                                          Szatan ma tylko jedną bramę, aby wejść do naszej duszy: wolę. Bramy
                                          ukryte nie istnieją. Nie ma żadnego grzechu, jeśli nie został on
                                          popełniony za zgodą woli. Skoro w grę nie wchodzi wola, to nie jest
                                          to grzech, a tylko słabość ludzka (AdFP, s. 549)




                                          Kiedy człowiek lęka się i cierpi, by nie obrazić Boga, wówczas nie
                                          obraża Go i jest bardzo daleko od popełnienia grzechu (Epist. II, s.
                                          61).

                                          W życiu duchowym trzeba ciągle iść do przodu i nigdy się nie cofać.
                                          W przeciwnym razie stanie się [z nami] tak, jak dzieje się z łodzią,
                                          która zamiast płynąć do przodu, zatrzymuje się, a wówczas wiatr ją
                                          cofa (AdFP, s. 554).


                                          Miłość jest miarą, według której Pan będzie sądził nas wszystkich
                                          (AdFP, 560).

    • kaczy.i.indyczy Św. Ambroży 09.11.09, 11:55
      Chcesz więc jeść, chcesz pić? Przyjdź na ucztę Mądrości, która
      wszystkich zaprasza głośno wołając: „Chodźcie, jedzcie mój chleb i
      pijcie wino, które wam wymieszałam”. Czy cieszą cię pieśni, które
      głaszczą pożywiającego? Słuchaj tego, co zachęca, słuchaj, jak
      śpiewa Kościół, już nie tylko pieśni, ale nawet Pieśń nad
      Pieśniami: „Jedzcie bliscy, upijajcie się bracia moi” (Pnp 5,1).
      Lecz to upicie czyni trzeźwych; to jest trzeźwe upicie, nie
      opilstwo; rodzące łaskę, a nie zataczanie się. Nie lękaj się, że na
      uczcie w Kościele braknie ci słodkich zapachów, miłych pokarmów,
      napojów różnorodnych, gości znakomitych lub godnych sług. Któż jest
      bardziej godny od Chrystusa, który na tej uczcie Kościoła zarówno
      sam służy, ale i Jemu służą. Połóż się przy boku tego Ucztującego,
      przyłącz się do Boga. Nie gardź ucztą, którą wybrał Chrystus
      mówiąc: „Wszedłem do ogrodu mojego, siostro, moja oblubienico,
      zbierałem mirrę z moim balsamem, jadłem chleb mój z moim miodem i
      wypiłem wino z mlekiem moim” (Pnp 5,1). W ogrodzie, to znaczy w
      Raju, odbywa się ta uczta Kościoła; tam znajdował się dawny Adam,
      zanim grzech popełnił, tam znajdowała się Ewa, zanim grzech zrodziła
      i na świat wydała. Tam będziesz zbierał mirrę, to jest pogrzeb
      Chrystusa, abyś z Nim przez chrzest pogrzebany na śmierć,
      zmartwychwstał tak, jak On z martwych powstał.

      (z „Eucharystia pierwszych chrześcijan”, Kraków, 1997)


      • kaczy.i.indyczy św. Grzegorz z Nyssy 09.11.09, 11:58
        68. Jeżeli zatem jesteście świadomi pożytku pokory, a także szkody,
        jaką wyrządza pycha, naśladujcie Pana, miłując się wzajemnie. Ku
        wspólnemu dobru, nie obawiajcie się śmierci ani jakiegoś innego
        doświadczenia. Idźcie do Boga drogą, która On przyszedł pośród nas.
        W jednym ciele i jednej duszy zdążajcie ku niebiańskiemu powołaniu,
        miłując Boga i siebie nawzajem. Miłość i bojaźń Pana są bowiem
        pierwszym wypełnieniem Prawa.

        69. Każdy z was powinien umieścić w swej duszy bojaźń i miłość jako
        silny i trwały fundament; i umacniać je dobrymi uczynkami i wytrwała
        modlitwą.

        Miłość względem Boga nie powstaje w nas tak po prostu i samoczynnie,
        lecz dzięki wielu trudom, usilnym staraniom oraz współdziałaniu
        Chrystusa, ajka powiedziała Mądrość: „Jeżeli szukasz jej jak
        pieniędzy, jeżeli poszukujesz jej jak skarbu, wtedy zrozumiesz
        bojaźń Pana i dojdziesz do poznania Boga” (Prz 2,4-5).

        70. Kiedy zaś dojdziesz do poznania Boga i bez trudu zrozumiesz
        bojaźń, wtedy wypełnisz także to, co następuje po tym: czyli miłość
        bliźniego. Gdy bowiem swym trudem pozyskasz pierwsze i
        największe ‘dobro’, drugie, będąc mniejszym, przyjdzie łatwiej.
        Jeśli zaś nie masz pierwszego, drugie również nie może istnieć w
        sposób czysty. Kto bowiem nie miłuje Boga całym swoim sercem i całym
        swoim umysłem, jak może należycie i szczerze wypełniać miłość wobec
        braci? Przecież nie ma miłości do Boga, ze względu na którego winien
        myśleć o bliźnich.

        71. Kto tak postępuje, czyli nie oddaje Bogu całej duszy oraz nie
        staje się uczestnikiem Jego miłości, ten jest bezbronny wobec
        wynalazcy grzechu, który z łatwością go opanuje i pokona
        przewrotnymi myślami: raz sprawi, że przykazania Pisma wydają się
        ciężkie, a służba braciom nieznośna, innym razem wynosi go aż do
        chełpliwości i pychy, biorąc za powód tę samą służbę wobec
        współsług. Albo też przekonuje go, że wypełnił przykazania Pana i
        będzie wielkim w niebie. A jest to niemała krzywda.

        72. Gorliwy i życzliwy sługa powinien więc ocenę własnej dobroci
        powierzyć Bogu. A nie czynić się – w miejsce Pana – sędzią czy kimś
        chwalącym własne życie. Jeżeli stanie się sędzią lekceważącym
        prawdę, nie otrzyma nagrody. Nie czekając bowiem na swój sąd, już
        wynagrodził siebie poprzez pochwały i próżność. Zgodnie ze
        wskazaniem Pawła trzeba, by „sam Duch Boży wspierał swym świadectwem
        naszego ducha” (Rz 8,6), a nie, by samemu osądzać nasze czyny. „Nie
        ten jest bowiem wypróbowany, kto się sam przechwala, lecz ten, kogo
        uznaje Pan” (2 Rz 10,18).

        ( fragment z „O naśladowaniu Boga”, Kraków, 2001)
        • kaczy.i.indyczy Św. Maksym Wyznawca 09.11.09, 12:09
          z Rozdziałów o miłości:

          4. Kto miłuje Boga, ten ponad wszelkie Jego stworzenia stawia
          poznanie Jego samego. Swoim pragnieniem nieustannie dąży do
          obcowania z Nim.

          19. Szczęśliwy umysł, który wzniósł się ponad wszystkie rzeczy i
          nieustannie cieszy się Bożym pięknem

          23. Kto miłuje Boga, ten całym sercem kocha także bliźniego. Taki
          człowiek nie może zachowywać dla siebie tego, co posiada, ale z
          prawdziwie Bożą hojnością dzieli się z potrzebującymi

          24. Kto udziela pomocy, naśladując samego Boga, ten nie czyni
          różnicy między dobrym i złym człowiekiem, między sprawiedliwym i
          niesprawiedliwym. Wszystkich obdarowuje stosownie do ich potrzeb,
          jakkolwiek, ze względu na prawość, bardziej ceni człowieka dobrego
          niż niegodziwca.

          26. Miłość wyraża się nie tylko w rozdawaniu mienia, ale jeszcze
          bardziej, w dzieleniu się Bożą nauką i w osobistej posłudze
          bliźniemu.
          • kaczy.i.indyczy Symeon Nowy Teolog 09.11.09, 12:10
            Z Rozdziałów praktycznych i teologicznych:

            Wielu uważa za błogosławione życie pustelnicze, inni - życie we
            wspólnocie, a więc cenobityczne, inni zaś - sprawowanie rządów,
            wychowanie, nauczanie, zakładanie kościołów, przynosi to bowiem
            pożytek duszy i ciału różnych ludzi. Ja natomiast nie przekładam
            jednego rodzaju życia nad drugi, ani też nie mówię, że jeden jest
            godny pochwały, drugi zaś wzgardy. Jakiejkolwiek więc byłyby czyny i
            dzieła, błogosławione jest życie dla Boga i według Boga.

            Egzystencję człowieka wypełniają różne rodzaje wiedzy i
            umiejętności. Każdy zajmuje się określoną dziedziną i spełnia swoja
            rolę. Ludzie żyją w ten sposób, ze służą jedni i drugim i pomagają
            sobie nawzajem, zaspokajając wszelkie potrzeby. Podobnie jest w
            sprawach ducha. Ktoś praktykuje jeden rodzaj cnoty, drugi zaś inny.
            Drogi życia bywają różne. Wszyscy jednak zmierzaj do tego samego
            celu.

            Celem tych, którzy żyją i trudzą się dla Boga, jest podobanie się
            Chrystusowi, naszemu Bogu, pojednanie z Ojcem przez wspólnotę Ducha
            Świętego, a przez to osiągnięcie zbawienia. Na tym właśnie ono
            polega, w odniesieniu do każdego człowieka. Jeżeli jednak ten cel
            nie został osiągnięty, ludzkie wysiłki staja się próżne, wszelkie
            działania zaś daremne. Bez pożytku też jest każda droga życia, która
            kroczących nią ludzi nie prowadzi do zbawienia.

            („Filokalia.. Teksty o modlitwie serca”, Kraków, 1998.)
            • kaczy.i.indyczy Św. Jan od Krzyża 09.11.09, 12:14
              Śpiew duszy, cieszącej się poznaniem Boga przez wiarę

              Znam dobrze źródło, co tryska i płynie
              Choć się dobywa wśród nocy.

              1.Wiem gdzie swe wody ma ten zdrój kryniczny
              Ukryty w głębi tajemnic i wieczny,
              Choć się dobywa wśród nocy.

              2.Początku jego nie znam, bo go nie ma,
              Lecz wiem, że każdy byt swą mocą trzyma,
              Choć się dobywa wśród nocy.

              3.Wiem, że nie może być nic piękniejszego,
              Że wszelka piękność pochodzi od niego,
              Choć się dobywa wśród nocy.

              4.Wiem, że w nim nie ma nic z ziemskich istności,
              Że nic nie zrówna jego wszechmocności,
              Choć się dobywa wśród nocy.

              5.Blask jego światła nigdy nie zachodzi,
              Bo wszelka światłość od niego pochodzi,
              Choć się dobywa wśród nocy.

              6. A tryskające z niego życia wody
              Zraszają otchłań, niebiosa, narody,
              Choć się dobywa wśród nocy.

              7. Potok istności w tym źródle wezbrany
              W potędze swojej jest niepowstrzymany,
              Choć się dobywa wśród nocy.

              8. To wieczne źródło znalazło ukrycie
              W Chlebie Żywota, aby nam dać życie,
              Choć się dobywa wśród nocy.

              9. A potok, który od tych dwóch pochodzi,
              Żadnej istnością swoją nie przechodzi,
              Choć się dobywa wśród nocy.

              10. I stąd podnosi głos, wzywa stworzenia,
              By się syciły w zdrojach Utajenia,
              Co się spełniły wśród nocy.

              11. To jest to źródło, którego pożądam,
              To jest Chleb życia, który tu oglądam,
              Choć się dobywa wśród nocy.

              (Św. Jan od Krzyża, Dzieła, Kraków, 1986.)
              • kaczy.i.indyczy Tomasz a Kempis 09.11.09, 12:18
                O życiu cichym ( fragment ).

                Jakim to dzieje się sposobem: że koniecznie chcemy kimś być i coś
                znaczyć. Nie pozostajemy jednak w prawdzie, cokolwiek sami o sobie
                mniemamy. Czemuż chcesz uskarżać się wiele i biegać tędy i owędy;
                dokądkolwiek podążysz i pójdziesz, nie wszystko znajdziesz
                pomyślnym: ponieważ wszędzie musi się trochę cierpieć. I jeśli z
                tego nie potrafisz się cieszyć, możesz jednak wszystko znosić i w
                taki sposób pozyskać spokój: ostatecznie wszystko cierpliwością
                przezwyciężać. Wszystko na nic się zda: jeśli nie zaprzestaniesz
                szukać samego siebie pośród stworzenia. Dopokąd tu żyjesz, winieneś
                z samym sobą walczyć i znosić przeciwności.[...] Bądźże przeto
                cierpliwszy: jeśli chcesz podobać się Bogu i wiele otrzymać.
                Albowiem wszystko będzie ci przemienione w dobro: jeśli z ręki Boga
                przyjmiesz wszelkie nieszczęście jako zysk dla duszy. Najpewniejsza
                droga do nieba: być cierpliwym ze względu na Boga. W pokornym
                cierpieniu: poznaje się życie mężne i mądrość niebieską.

                • kaczy.i.indyczy Św. Katarzyna ze Sieny 09.11.09, 12:21
                  Z listu do króla Ludwika Węgierskiego (nr 357)
                  Prawdziwa miłość kocha to, co Bóg kocha, a nienawidzi tego, czego
                  Bóg nienawidzi. Kto posiądzie taką miłość, porzuca ubiór starego
                  człowieka, to znaczy szaty grzechu (jest on tak nienawistny i
                  wstrętny Bogu, że pomścił go na ciele swego Syna), a przyobleka się
                  w nowego człowieka, czyli w Chrystusa, słodkiego Jezusa. Bez względu
                  na to, jakiego jest stanu i jaki urząd sprawuje, przestrzega nauki
                  Chrystusa i naśladuje Go. Kochający człowiek zawsze idzie śladami
                  Chrystusa. Gardzi światem ze wszystkimi jego rozkoszami, ceniąc je
                  według ich prawdziwej wartości, czyli jako rzeczy nietrwałe i
                  zmienne. Posiada je i używa jako rzeczy wypożyczone, a nie swoje
                  własne, gdyż widzi i wie, że albo mu zostaną odebrane, albo sam je
                  porzuci w godzinę śmierci.
                  Miłość sprawia, że człowiek staje się łagodny i miłuje swoich
                  nieprzyjaciół, bo chociaż świat za takowych ich uważa, to w
                  rzeczywistości nimi nie są. Prawdziwymi nieprzyjaciółmi człowieka
                  są: świat, szatan oraz słabe ciało i ludzka natura. Buntują się oni
                  stale przeciwko duchowi.

                  (Św. Katarzyna ze Sieny, Miasto duszy, Poznań, 2001.)


                  • kaczy.i.indyczy Izajasz Pustelnik 09.11.09, 12:23
                    Z Rozdziałów o straży umysłu
                    Proszę cię, byś nie przestawał strzec swego serca, dopóki żyjesz.
                    Rolnik nie może pokładać nadziei w plonie, który jeszcze rośnie na
                    polu. Do czasu, gdy nie zgromadzi go w swych spichlerzach, nie wie,
                    co może się zdarzyć. Tak też nikt, dopóki ma oddech w sobie (Hi
                    27,3), nie powinien ustawać w czuwaniu nad myślami. Do ostatniego
                    tchnienia nie wie, jaka choroba go spotka. Także jak długo żyje, nie
                    może zaprzestać strzec swego serca. Zawsze natomiast powinien wołać
                    do Boga, prosząc Go o pomoc i zmiłowanie.
                    Bacz na siebie samego, aby nic nie oddaliło cię od miłości Boga.
                    Kontroluj swe serce i nie ulegaj zniechęceniu, mówiąc: "Jakże mogę
                    go strzec, będąc grzesznym?" Gdy człowiek porzuca swe występki i
                    zwraca się ku Bogu, przez nawrócenie odradza się i staje się nowym.

                    ( z: Filokalia. Teksty o modlitwie serca, Kraków, 1998.)
                    • kaczy.i.indyczy Św. Marek Eremita 09.11.09, 12:25
                      Z traktatu O prawie duchowym
                      Mocna wiara to wieża warowna (Ps 61,4). Chrystus zaś dla człowieka
                      wierzącego jest wszystkim.
                      Wszelkie twoje zamierzenia rozpoczynaj z Tym, który jest początkiem
                      wszelkiego dobra, tak by twe plany realizowały się zgodnie z wolą
                      Boga.
                      Zawiłego problemu nie próbuj rozwiązać, z uporem stawiając na swoim,
                      lecz przez to, co nakazuje prawo duchowe (Rz 7,14): cierpliwość,
                      modlitwę i trwałą nadzieję.
                      U początków każdej cnoty znajduje się Bóg, jak słońce u początku
                      dnia.
                      Gdy dokonałeś cnotliwego dzieła, pomyśl o tym, który powiedział:
                      Beze Mnie nic nie możecie uczynić (J 15,5).

                      (z: Filokalia. Teksty o modlitwie serca, Kraków,1998)
    • kaczy.i.indyczy Dietrich von Hildebrand 12.11.09, 06:44
      Pokora jest nie tylko warunkiem autentyczności i prawdziwości
      wszystkich cnót, lecz także warunkiem przemienienia w Chrystusie.
      Ale ma ona w sobie samej wysoką wartość, nadaje człowiekowi
      szczególne piękno.
    • s-7 Re: cytaty świętych, błogosławionych, mistyków 09.12.09, 21:42
      "Albowiem o ile jesteś w Bogu, o tyle jesteś w pokoju, a o ile
      jesteś poza Bogiem, o tyle jesteś poza pokojem. Jeśli coś jest tylko
      w Bogu, to ma pokój. O ile w Bogu, o tyle w pokoju. To, jak dalece
      jesteś w Bogu, jak też to, czy tak nie jest, poznawaj po tym, czy
      żyjesz w pokoju czy w niepokoju. Albowiem gdzie żyjesz w niepokoju,
      tam z konieczności musisz żyć w niepokoju, gdyż niepokój pochodzi od
      stworzeń, a nie od Boga. Również nie ma w Bogu niczego, czego
      należałoby się bać; wszystko, co jest w Bogu, można tylko kochać.
      Podobnie nie ma w Nim niczego, czym należałoby się smucić." - Mistrz
      Eckhart, Mowy Pouczajace
      • kaczy.i.indyczy bł. Maria od Jezusa Ukrzyżowanego (1846 - 1897) 08.01.10, 16:52
        "Modliłam się z Jezusem na pustyni. Kiedy tam wchodziłam, zobaczyłam
        nagą ziemię, wyschnięte drzewa. Jak tylko Jezus się zjawił, ziemia
        okryła się zielenią; na drzewach pojawiły się liście, kwiaty i
        owoce. Zwierzęta poznały swego Boga; ptaki zaczęły śpiewać, ponieważ
        widziały smutek Jezusa. Całe stworzenie starało się Go rozweselić i
        pragnęło zatrzymać Jezusa. Każde stworzenie zastanawiało się, jak Mu
        sprawić przyjemność; tylko kamienie trwały niewzruszone. Ani
        światło, ani ciepło, ani rosa, ani deszcz nie mogły mieć na nie
        dobrego wpływu...

        Jezus mówił, patrząc na kamienie: Grzesznicy, tak właśnie
        wyglądacie. Posyłam wam wodę mojej łaski, a wy nie korzystacie z
        niej, tak jak te kamienie.

        Dusze wierne mówiły Jezusowi: Panie, daj nam ducha modlitwy, abyśmy
        mogły zdobyć dusze, które będą Ci służyły tak jak ziemia służy Ci na
        pustyni. Panie, jesteśmy nagie, okryj nas Twoją miłością. Zachowaj
        nas zawsze w Twojej obecności, abyśmy zawsze mogły Cię sławić, by
        rozweselić Twe serce. Spraw, byśmy wydawali kwiaty i owoce dla
        Kościoła.

        Jezus pokazał mi na pustyni małe drzewka ciężkie od owoców i
        powiedział mi: Popatrz na te małe drzewka; zobacz, jak woń tych
        owoców napełnia pustynię. One są obrazem duszy pokornej i małej w
        jej oczach. A teraz popatrz na te wyniosłe drzewa. Mają one same złe
        owoce, a zapach ich owoców też jest przykry: one są obrazem duszy
        wyniosłej...

        Jezus powiedział mi jeszcze: Popatrz na te dwie osoby. Jedna z nich
        szanowana jest przez wszystkich; ma wszystkie dary natury; jest
        piękna, bogata. Znajduje upodobanie sama w sobie; szuka przyjemności
        ziemskich; ale jej dusza jest brzydka przed Bogiem. Druga osoba jest
        biedna, chora, pogardzana; ale jej serce jest zawsze przy Mnie; ona
        szuka jedynie, jak mi się spodobać, jak czynić moją wolę. Och! Jak
        bardzo ta dusza jest piękna i bogata w moich oczach! Jaka chwała
        czeka na nią w niebie!...

        Słyszałam, jak Jezus powiedział jeszcze: "Grzesznicy, nie pytam was,
        dlaczego zgrzeszyliście", ale dlaczego w ogóle się nie nawracacie.
        Nie będę patrzeć już na waszą przeszłość, jeśli tylko przyjdziecie
        do Mnie. Mój Ojciec stworzył dla was, niebo i ziemię; przyjdźcie, Ja
        was zbawię..."
        • kaczy.i.indyczy Słowa Pana Jezusa do św. Faustyny 08.01.10, 16:54
          Napisz: Wszystko, co istnieje, jest zawarte we wnętrznościach mojego
          miłosierdzia głębiej niż niemowlę w łonie matki. Jak boleśnie rani
          mnie niedowierzanie mojej dobroci. Najboleśniej ranią mnie grzechy
          nieufności (Dz. 1076).

          Niech pokładają nadzieję w miłosierdziu moim najwięksi grzesznicy.
          Oni mają prawo przed innymi do ufności w przepaść miłosierdzia
          mojego. Córko moja, pisz o moim miłosierdziu dla dusz znękanych.
          Rozkosz mi sprawiają dusze, które się odwołują do mojego
          miłosierdzia. Takim duszom udzielam łask ponad ich życzenia. Nie
          mogę karać, choćby ktoś był największym grzesznikiem, jeżeli on się
          odwołuje do mej litości, ale usprawiedliwiam go w niezgłębionym i
          niezbadanym miłosierdziu swoim. Napisz: Nim przyjdę jako Sędzia
          sprawiedliwy, otwieram wpierw na oścież drzwi miłosierdzia mojego.
          Kto nie chce przejść przez drzwi miłosierdzia, ten musi przejść
          przez drzwi sprawiedliwości mojej... (Dz. 1146).
          • kaczy.i.indyczy św. Faustyna Kowalska (1905 - 1938) 08.01.10, 16:56
            Wyznał mi szatan, że jestem przedmiotem jego nienawiści. Powiedział,
            że: Tysiąc dusz mniej mi robi szkody aniżeli ty, kiedy mó­wisz o
            miłosierdziu wielkim Wszechmocnego. Najwięksi grzesznicy nabierają
            ufności i wracają do Boga, a ja - mówi duch zły - tracę wszystko,
            ale nadto mnie samego prześladujesz tym niezgłębionym miłosierdziem
            Wszechmocnego. - Poznałam, jak bardzo szatan nienawidzi miłosierdzia
            Bożego, nie chce uznać, że Bóg jest dobry. (Dz. 1167)
    • kaczy.i.indyczy Ojcowie pystyni 09.01.10, 20:03
      Ktoś zapytał abba Pojmena o twardość serca. On odpowiedział:

      „Woda z natury jest miękka, a kamień twardy: ale jeśli zawiesić
      naczynie nad kamieniem, wyciekające krople drążą kamień. Tak też i
      słowo Boże jest miękkie, a nasze serca twarde: ale jeżeli człowiek
      często słucha słowa Bożego, serce mu się otwiera na bojaźń Bożą”.

      • kaczy.i.indyczy Re: Ojcowie pystyni 09.01.10, 20:04
        „ Starzec rzekł: Jeśli ktoś straci złoto lub srebro, może zdobyć na
        nowo inne w zamian za to, które stracił. Ten zaś kto stracił czas,
        nie może niczym wyrównać tej straty”
        • kaczy.i.indyczy Re: Ojcowie pystyni 09.01.10, 20:08
          Pewien starzec opowiadał, że którejś nocy zaczął się modlić na
          pustyni swojej duszy, gdy nagle usłyszał donośne granie rogu, jak
          gdyby wezwanie do walki.
          Zdziwił się, mówiąc sobie, że pustynia jest pusta i nie ma tam
          żadnego człowieka. Skąd więc pochodził dźwięk rogu na takim
          pustkowiu? Czyżby toczyła się tu wojna? Wówczas zjawił się przed nim
          szatan i powiedział: „Tak, mnichu, to jest wojna. Jeśli chcesz,
          walcz, jeśli nie, poddaj się twoim nieprzyjaciołom”.
          • kaczy.i.indyczy święty Franciszek Salezy 09.01.10, 20:14
            „Święty Paweł w jednej chwili został oczyszczony oczyszczeniem
            doskonałym jak święta Katarzyna Genueńska, święta Magdalena, święta
            Pelagia i inni. Jednak ten sposób oczyszczenia jest tak cudowny i
            nadzwyczajny w porządku łaski, jak zmartwychwstanie umarłych w
            porządku natury, dlatego nie powinniśmy się go spodziewać dla
            siebie. Zwykle oczyszczenie i uleczenie tak ciała, jak i duszy
            odbywa się powoli, stopniowo, krok za krokiem, z trudem – i
            potrzebuje czasu. Aniołowie na drabinie Jakubowej mają skrzydła, ale
            nie latają, tylko wstępują i zstępują kolejno szczebel po szczeblu.
            Duszę, która przechodzi od grzechu do pobożności, porównuje Pismo
            Święte do jutrzenki, która wschodząc, nie rozprasza ciemności w
            jednej chwili, ale z wolna (por. Prz 4,18]. Uleczenie dokonujące się
            stopniowo zawsze jest pewniejsze – mówi przysłowie. Choroby duszy a
            także ciała przybywają konno i to galopem, a ustępują pieszo krok za
            krokiem.”

            • kaczy.i.indyczy Re: święty Franciszek Salezy 09.01.10, 20:16
              „Jest możliwe, ze jakaś siostra, która często upada i popełnia wiele
              błędów, jest bardziej cnotliwa i milsza Bogu od innej, mającej tuzin
              cnót wrodzonych lub nabytych. Wysiłki i praca tej drugiej są
              mniejsze, a w konsekwencji także jej odwaga i pokora mogą nie
              dorównywać odwadze i pokorze pierwszej siostry, którą uważamy za tak
              slabą. Tamta bowiem zachowuje odwagę w obliczu swoich braków, nie
              trwożąc się nimi ani nie niepokojąc, dzieki pokorze, którą
              uksztaltowały w niej okoliczności lub też dzięki umiłowaniu swojej
              nędzy. Święty Piotr został wybrany na pierwszego spośród apostołów
              chociaż miał wiele wad i popełnial błędy nawet po otrzymaniu darów
              Ducha Świętego. Jednak mimo swych wad zachował wielką odwagę i nie
              dziwił się temu, że nasz Pan uczynił go swoim namiestnikiem i
              wyróżnił go spośród innych, tak że nikt nie mógł powiedzieć, iż nie
              zasłużył on na postawienie go ponad świętym Janem oraz innymi
              apostołami”
              • kaczy.i.indyczy św. Teresa Benedykta od Krzyża (Edyta Stein) (1891 09.01.10, 20:20
                Chrystus jest mocą Boży i Bożą mądrością nie dlatego, że jest
                wysłannikiem Boga, Jego Synem i że sam jest Bogiem, lecz szczególnie
                dlatego, że jest ukrzyżowany. Albowiem śmierć krzyżowa jest w
                niezgłębionej mądrości Bożej pomyślana jako środek odkupienia. Aby
                okazać, że ludzka siła i mądrość nie są zdolne dokonać zbawienia,
                dał Bóg zbawczą moc temu, który według kryteriów ludzkiego sądu
                okazuje się słaby i głupi; który sam z siebie okazuje się niczym,
                lecz pozwala w sobie działać samej mocy Bożej; który
                siebie "opróżnił" i "stał się posłusznym aż do śmierci krzyżowej".

                • kaczy.i.indyczy sługa Boży Dolindo Ruotolo ( 1882 – 1970) 09.01.10, 20:27
                  Jezus mówi do duszy:

                  "Dlaczego zamartwiacie się i niepokoicie? Zostawcie mnie troskę o
                  wasze sprawy, a wszystko się uspokoi. Zaprawdę mówię wam, że każdy
                  akt prawdziwego, głębokiego i całkowitego zawierzenia Mnie wywołuje
                  pożądany przez was efekt i rozwiązuje trudne sytuacje. Zawierzenie
                  Mnie nie oznacza zadręczania się, wzburzenia, rozpaczania, a później
                  kierowania do Mnie modlitwy pełnej niepokoju, bym nadążał za wami;
                  zawierzenie to jest zamiana niepokoju na modlitwę. Zawierzenie
                  oznacza spokojne zamknięcie oczu duszy, odwrócenie myśli od udręki i
                  oddanie się Mnie tak, bym jedynie Ja działał, mówiąc Mi: Ty się tym
                  zajmij.

                  Sprzeczne z zawierzeniem jest martwienie się, zamęt, wola
                  rozmyślania o konsekwencjach zdarzenia. Podobne jest to do
                  zamieszania spowodowanego przez dzieci domagające się, aby mama
                  myślała o ich potrzebach gdy tymczasem one chcą się tym zająć same,
                  utrudniając swymi pomysłami i kaprysami jej pracę. Zamknijcie oczy i
                  pozwólcie Mi pracować, zamknijcie oczy i myślcie o obecnej chwili,
                  odwracając myśli od przyszłości jak od pokusy.

                  Oprzyjcie się na Mnie wierząc w moją dobroć, a poprzysięgam wam na
                  moją miłość, że kiedy z takim nastawieniem mówicie: „Ty się tym
                  zajmij”, Ja w pełni to uczynię, pocieszę was, uwolnię i poprowadzę.

                  A kiedy muszę was wprowadzić w życie różne od tego, jakie wy
                  widzielibyście dla siebie, uczę was, noszę w moich ramionach,
                  sprawiam, że jesteście jak dzieci uśpione w matczynych objęciach.
                  To, co was niepokoi i powoduje ogromne cierpienie to wasze
                  rozumowanie, wasze myślenie po swojemu, wasze myśli i wola, by za
                  wszelką cenę samemu zaradzić temu, co was trapi.

                  Czegóż nie dokonuję, gdy dusza, tak w potrzebach duchowych jak i
                  materialnych, zwraca się do mnie mówiąc: „Ty się tym zajmij”, zamyka
                  oczy i uspokaja się! Dostajecie niewiele łask, kiedy męczycie się i
                  dręczycie się, aby je otrzymać; otrzymujecie ich bardzo dużo, kiedy
                  modlitwa jest pełnym zawierzeniem Mnie. W cierpieniu prosicie, żebym
                  działał, ale tak jak wy pragniecie... Zwracacie się do Mnie, ale
                  chcecie, bym to ja dostosował się do was. Nie bądźcie jak chorzy,
                  którzy proszą lekarza o kurację, ale sami mu ją podpowiadają. Nie
                  postępujcie tak, lecz módlcie się, jak was nauczyłem w
                  modlitwie „Ojcze nasz”: Święć się Imię Twoje, to znaczy bądź
                  uwielbiony w tej moje potrzebie; Przyjdź Królestwo Twoje, to znaczy
                  niech wszystko przyczynia się do chwały Królestwa Twego w nas i w
                  świecie; Bądź wola Twoja jako w niebie tak i na ziemi, to znaczy Ty
                  decyduj w tej potrzebie, uczyń to, co Tobie wydaje się lepsze dla
                  naszego życia doczesnego i wiecznego.

                  Jeżeli naprawdę powiecie Mi: „Bądź wola Twoja”, co jest równoznaczne
                  z powiedzeniem: „Ty się tym zajmij”, Ja wkroczę z całą moją
                  wszechmocą i rozwiąże najtrudniejsze sytuacje. Gdy zobaczysz, że
                  twoja dolegliwość zwiększa się zamiast się zmniejszać, nie martw
                  się, zamknij oczy i z ufnością powiedz Mi: „Bądź wola Twoja, Ty się
                  tym zajmij!”. Mówię ci, że zajmę się tym, że wdam się w tę sprawę
                  jak lekarz, a nawet, jeśli będzie trzeba, uczynię cud. Widzisz, że
                  sprawa ulega pogorszeniu? Nie trać ducha! Zamknij oczy i mów: Ty się
                  tym zajmij!”. Mówię ci, że zajmę się tym i że nie ma
                  skuteczniejszego lekarstwa nad moją interwencją miłości. Zajmę się
                  tym jedynie wtedy, kiedy zamkniesz oczy.

                  Nie możecie spać, wszystko chcecie oceniać, wszystkiego dociec, o
                  wszystkim myśleć i w ten sposób zawierzacie siłom ludzkim albo –
                  gorzej – ufacie tylko interwencji człowieka. A to właśnie stoi na
                  przeszkodzie moim słowom i memu przybyciu. Och! Jakże pragnę tego
                  waszego zawierzenia, by móc wam wyświadczyć dobrodziejstwa i jakże
                  smucę się widzę was wzburzonymi.

                  Szatan właśnie do tego zmierza: aby was podburzyć, by ukryć was
                  przed moim działaniem i rzucić na pastwę tylko ludzkich poczynań.
                  Przeto ufajcie tylko Mnie, oprzyjcie się na mnie, zawierzcie Mnie we
                  wszystkim. Czynię cuda proporcjonalnie do waszego zawierzenia Mnie,
                  a nie proporcjonalnie do waszych trosk.

                  Kiedy znajdujecie się w całkowitym ubóstwie, wylewam na was skarby
                  moich łask. Jeżeli macie swoje zasoby, nawet niewielkie lub staracie
                  się je posiąść, pozostajecie w naturalnym obszarze, a zatem
                  podążacie za naturalnym biegiem rzeczy, któremu często przeszkadza
                  szatan. Żaden człowiek rozumujący tylko według logiki ludzkiej nie
                  czynił cudów. Lecz na sposób Boski działa ten, kto zawierza Bogu.

                  Kiedy widzisz, że sprawy się komplikują, powiedz z zamkniętymi
                  oczami duszy: Jezu, Ty się tym zajmij! Postępuj tak we wszystkich
                  twoich potrzebach. Postępujcie tak wszyscy, a zobaczycie wielkie,
                  nieustanne i ciche cuda. To wam poprzysięgam na moją miłość."
                  • kaczy.i.indyczy sługa Boży o. Bernard Kryszkiewicz (1915 - 1945) 09.01.10, 20:30
                    Jezus mówi do duszy:


                    "Cieszyć się pociechami, kiedy serce moje daje ci je, dobrze jest,
                    ale zbyt natrętnie ich szukać, i potem niepokoić się, kiedy ich
                    zabraknie, jest wielkim błędem, w który niestety wiele dusz nawet
                    spośród bliskich mi często wpada. Uczucia serca są najważniejsze,
                    nie dlatego że dają pociechę sercu twemu, ale tylko dlatego, że
                    naglą wolę do pracy nad sobą. Czy wiesz, synu mój, którzy są moi
                    najlepsi przyjaciele? Ci, którzy na modlitwie pociech mają bardzo
                    mało, albo wcale ich nie mają, a jednak nad sobą pracują ciągle.
                    Tacy kochają mnie dla mnie. Ci zaś, którzy szukają pociech, kochają
                    nie mnie, ale moje pociechy - kochają siebie..."
                    • kaczy.i.indyczy św. Faustyna Kowalska (1905 - 1938) 09.01.10, 20:34
                      W pewnej chwili usłyszałam te słowa: Córko moja, mów światu całemu o
                      niepojętym miłosierdziu moim. Pragnę, aby święto Miłosierdzia, było
                      ucieczką i schronieniem dla wszystkich dusz, a szczególnie dla
                      biednych grzeszników. W dniu tym otwarte są wnętrzności miłosierdzia
                      mego, wylewam całe morze łask na dusze, które się zbliżą do źródła
                      miłosierdzia mojego; która dusza przystąpi do spowiedzi i Komunii
                      św., dostąpi zupełnego odpuszczenia win i kar; w dniu tym otwarte są
                      wszystkie upusty Boże, przez które płyną łaski; niech się nie lęka
                      zbliżyć do mnie żadna dusza, chociażby grzechy jej były jako
                      szkarłat. Miłosierdzie moje jest tak wielkie, że przez całą
                      wieczność nie zgłębi go żaden umysł, ani ludzki, ani anielski.
                      Wszystko, co istnieje, wyszło z wnętrzności miłosierdzia mego. Każda
                      dusza w stosunku do mnie rozważać będzie przez wieczność całą miłość
                      i miłosierdzie moje. Święto Miłosierdzia wyszło z wnętrzności moich,
                      pragnę, aby uroczyście obchodzone było w pierwszą niedzielę po
                      Wielkanocy. Nie zazna ludzkość spokoju, dopokąd nie zwróci się do
                      źródła miłosierdzia mojego (Dz. 699).

                      Niedziela Przewodnia, czyli święto Miłosierdzia Pańskiego,
                      zakończenie Jubileuszu Odkupienia. Kiedyśmy poszły na tę
                      uroczystość, serce mi biło z radości, że te dwie uroczystości z sobą
                      są tak ściśle złączone. Prosiłam Boga o miłosierdzie dla dusz
                      grzesznych. Kiedy się kończyło nabożeństwo i kapłan wziął
                      Przenajświętszy Sakrament, aby udzielić błogosławieństwa, wtem
                      ujrzałam Pana Jezusa w takiej postaci, jako jest na tym obrazie.
                      Udzielił Pan błogosławieństwa i promienie te rozeszły się na cały
                      świat. Wtem ujrzałam jasność niedostępną na kształt mieszkania
                      kryształowego, utkanego z fal jasności nieprzystępnej żadnemu
                      stworzeniu ani duchowi. Do tej jasności trzy drzwi - i w tej chwili
                      wszedł Jezus w takiej postaci, jako jest na tym obrazie, do onej
                      jasności - w drzwi drugie, do wnętrza jedności. Jest to Jedność
                      Troista, która jest niepojęta, nieskończoność. Wtem usłyszałam głos:
                      Święto to wyszło z wnętrzności miłosierdzia mojego i jest
                      zatwierdzone w głębokościach zmiłowań moich. Wszelka dusza wierząca
                      i ufająca miłosierdziu mojemu dostąpi go. - Cieszyłam się
                      niezmiernie dobrocią i wielkością Boga swego(Dz. 420).
                      • kaczy.i.indyczy Św. Josemaría Escrivá 09.01.10, 20:39
                        Najwyższa władza Biskupa Rzymu i jego nieomylność, kiedy mówi ex
                        catedra, nie są wymysłem ludzkim: zasadzają się na wyraźnej woli
                        założycielskiej Chrystusa. Zupełnie bezpodstawnym jest w tym
                        kontekście przeciwstawianie rządów Papieża, rządom biskupów, czy też
                        uzależnianie prawomocności Nauki papieskiej od uznania wiernych! Nic
                        bardziej mylnego jak pojęcie równowagi władz; choćby schematy
                        ludzkie były atrakcyjne i praktyczne nie służą nam. Nikt w Kościele
                        nie cieszy się przez siebie samego władzą absolutną, jako człowiek;
                        w Kościele nie ma innego zwierzchnika jak Chrystus; i to Chrystus
                        chciał ustanowić swojego Zastępcę – Biskupa Rzymu – dla swojej
                        Oblubienicy pielgrzymującej na tej ziemi. (...)

                        Przyczyniamy się do tego, aby uczynić apostolskość bardziej widoczną
                        dla wszystkich oczu, okazując z największą wiernością jedność z
                        Papieżem, która jest jednością z Piotrem. Miłość do Biskupa Rzymu
                        powinna być naszą piękną namiętnością ponieważ w nim widzimy
                        Chrystusa. Jeżeli obcujemy z Panem w modlitwie, będziemy kroczyć ze
                        spojrzeniem nieskrępowanym, które pozwoli nam poznawać działanie
                        Ducha Świętego, także w wydarzeniach, których czasem nie rozumiemy
                        albo które powodują nasz płacz lub ból. (Kochać Kościół)

                        • kaczy.i.indyczy Jan z Karpatos 09.01.10, 20:44
                          „Z całych swoich sił strzeż się, by nie upaść. Upadek nie przystoi
                          bowiem temu, który jest silny i walczy. Jeśli jednak to ci się
                          zdarzy, natychmiast się podnieś i na nowo podejmij dobrą walkę.
                          Gdybyś nawet upadł niezliczoną ilość razy i utracił łaskę, to
                          niezliczoną ilość uczyń to samo: podnieś się z upadku. I tak aż do
                          śmierci. Napisano bowiem: Siedmiokroć upadnie sprawiedliwy – to
                          znaczy w ciągu całego życia – to i siedmiokroć powstanie (Prz 24,16)…
                          Rozpacz jest czymś gorszym niż grzech. Gdy bowiem Judasz zdrajca,
                          małoduszny i niedoświadczony w walce, popadł w rozpacz, wróg rzucił
                          się na niego i założył mu sznur na szyję. Gdy Piotr natomiast, owa
                          mocna skała, doznał straszliwego upadku, jako doświadczony w walce,
                          nie uległ ani nie poddał się rozpaczy, ale poderwał się i z sercem
                          skruszonym i pokornym płakał gorzkimi łzami. Kiedy dostrzegł to nasz
                          przeciwnik, jakby porażony gwałtownym ogniem, natychmiast wycofał
                          się i straszliwie krzycząc uciekł daleko.” Sto rozdziałów zachęt 84-
                          85
                          • kaczy.i.indyczy Św. Josemaría Escrivá 09.01.10, 20:46
                            “Módl się o prawdziwą pokorę”

                            Pokora rodzi się z poznania Boga i poznania siebie samego. (Kuźnia,
                            184)

                            Depresja z tego powodu, że widzisz swoje wady, albo że inni je
                            odkrywają, nie ma żadnych podstaw...
                            — Módl się o prawdziwą pokorę. (Bruzda, 262)

                            Uciekajmy od tej fałszywej pokory, która nazywa się wygodą. (Bruzda,
                            265)

                            Panie, zrób mi prezent: daj mi Miłość... Miłość, która mnie oczyści.
                            Ach i jeszcze coś: znajomość siebie samego, która napełni mnie
                            pokorą. (Kuźnia, 185)

                            Świętymi są ci, co walczą do końca swego życia: ci, którzy zawsze
                            potrafią podnieść się po każdym upadku, by dzielnie iść dalej z
                            pokorą, z miłością, z nadzieją. (Kuźnia, 186)

                            Jeśli błędy twoje sprawiają, że stajesz się bardziej pokorny, jeśli
                            prowadzą cię do usilniejszego szukania pomocnej Bożej dłoni,
                            stanowią drogę do świętości: felix culpa! – błogosławioną winę! –
                            jak śpiewa Kościół. (Kuźnia, 187)

                            Pokora pomaga każdej duszy nie zniechęcać się własnymi błędami.
                            – Prawdziwa pokora prowadzi... do prośby o przebaczenie! (Kuźnia,
                            189)
                            • kaczy.i.indyczy Re: Św. Josemaría Escrivá 09.01.10, 20:47
                              "Pycha... u ciebie? — Z jakiej racji?"

                              „Pycha... u ciebie? — Z jakiej racji?” (Droga, 600)
                              Kiedy duszę opanuje pycha, za nią, jak w zaprzęgu, zwykły iść
                              wszystkie inne wady: skąpstwo, wszelkiego rodzaju nieumiarkowanie,
                              zawiść, niesprawiedliwość. Człowiek pyszny usiłuje w bezsensowny
                              sposób zdetronizować Boga, który jest miłosierny, by sam, okrutny do
                              głębi serca, mógł zająć Jego miejsce.

                              Musimy błagać Boga, by nie pozwolił nam ulec tej pokusie. Pycha jest
                              grzechem najgorszym i równocześnie najbardziej ośmieszającym. Ten,
                              którego omami, zaczyna żyć coraz bardziej w świecie złudzeń, próżny,
                              puszy się jak owa ropucha z bajki, która w swej chełpliwości tak się
                              nadęła, że w końcu pękła. Pycha jest odrażająca także z czysto
                              ludzkiego punktu widzenia. Kto uważa siebie za wyższego od
                              wszystkich i wszystkiego, zapatrzony jest tylko w siebie i lekceważy
                              innych, ten spotyka się wreszcie tylko z kpiną na widok swej głupiej
                              próżności. (Przyjaciele Boga, 100
                              • kaczy.i.indyczy św. Katarzyna ze Sieny (1347 - 1380) 09.01.10, 20:54
                                Bóg Ojciec do świętej Katarzyny:


                                Nikt nie powinien się bać walki z diabłem, czy jego pokusy, bo
                                uczyniłem wszystkich silnymi. Dałem im męstwo woli, umocnionej w
                                krwi Syna mojego. Woli tej żaden diabeł, ani żadna moc stworzona nie
                                może zmienić. Jest ona wasza, tylko wasza, dana przeze mnie wraz z
                                jej wolnością.


                                Jeśli człowiek nie wydaje diabłu tego miecza woli, to jest, jeśli
                                nie przystaje na pokusy i nalegania jego, nigdy pokusa nie dotknie
                                go i nie uczyni winnym grzechu. Raczej umocni go ona, otwierając oko
                                umysłu jego, aby widział miłość moją, która pozwala mu poznać, że
                                tylko z miłości dopuszczam was kusić - dla doprowadzenia was do
                                cnoty i wypróbowania jej.


                                Istotnie zdarza się często, że diabeł wybiera właśnie czas modlitwy,
                                aby niepokoić duszę i napastować ją. Stara się w ten sposób
                                zniechęcić ją do modlitwy, mówiąc często: - Modlitwa twa nic nie
                                jest warta, bo nie powinnaś myśleć o niczym innym, ani zważać na nic
                                innego, prócz tego, co mówisz. Diabeł poddaje jej takie myśli, aby
                                doszła do zniechęcenia, zamętu ducha i zaniechania modlitwy. Bo
                                modlitwa jest orężem, którym dusza broni się od wszelkich
                                nieprzyjaciół, jeśli trzyma go ręka miłości i jeśli walczy nim ramię
                                wolnej woli, kierowane światłem najświętszej wiary.


                                Wiesz, że pycha diabła nie może znieść widoku pokornego ducha, tak
                                samo jak wielkość mej dobroci i miłosierdzia mego, w których dusza
                                prawdziwie pokłada nadzieję, jest nieznośna dla jego rozpaczy.
                                Diabeł bada, co dusza skłonna jest przyjąć i daje jej to, czego ona
                                pragnie. ... Wtedy diabeł przybiera w tej duszy postać światłości.
                                Już to przyjmuje kształt anioła, już to mej Prawdy, już to postać
                                moich świętych. A czyni to, aby złowić tę duszę na wędkę radości
                                duchowej, której ona szuka w widzeniach i rozkoszach ducha. Jeśli
                                dusza nie podniesie się wtedy przez prawdziwą pokorę, odpychając z
                                pogardą wszystkie ofiarowane jej radości, złowi się na tę wędkę i
                                wpadnie w ręce diabła. Odrzucając natomiast z pokorą tę radość,
                                jeśli z miłością wybierze mnie, który jestem dawcą, a nie darem,
                                diabeł nie będzie mógł w swej pysze znieść ducha, który jest pokorny.


                                Prawda, że diabeł nie śpi nigdy. Niech to będzie nauką dla
                                niedbałych, przesypiających czas, z którego mogliby tak bardzo
                                korzystać. Ale czujność jego nie może szkodzić duszom doskonałym,
                                gdyż nie może on znieść żaru ich miłości, ani woni zjednoczenia,
                                którego dokonali ze mną, oceanem pokoju. Dusza nie może być
                                oszukana, dopóki trwa w zjednoczeniu ze mną; diabeł ucieka od niej,
                                jak mucha od kipiącego na ogniu garnka, z obawy, by się nie sparzył.
                                Lecz gdyby garnek był letni, mucha nie bałaby się i wleciałaby do
                                środka, ale często z niego ucieka, znajdując w nim większe gorąco,
                                niż sobie wyobrażała. Podobnie dzieje się z duszą, która nie doszła
                                jeszcze do stanu doskonałości. Diabeł sądząc, że jest letnia, wnika
                                w nią przez liczne i rozmaite pokusy. Lecz dusza poznając właśnie w
                                tej chwili siebie i gorąco żałując za grzechy, stawia opór i aby nie
                                ulec, zakuwa się wolą w pęta nienawiści grzechu i miłości cnoty.


                                Niech się raduje wszelka dusza, która czuje te liczne napaści, gdyż
                                to jest droga, która prowadzi do tego słodkiego i chwalebnego stanu.
                                Rzekłem ci już, że przez poznanie siebie i nienawiść do siebie i
                                przez poznanie mej dobroci dochodzicie do doskonałości. Dusza nigdy
                                nie poznaje lepiej, czy jestem w niej, jak w chwili tych walk.


                                Diabeł zaprasza ludzi do wody śmierci, jedynej jaką posiada; oślepia
                                ich rozkoszami i zaszczytami świata; na wędkę przyjemności chwyta
                                ich pozorem dobra. W inny sposób nie mógłby tego uczynić; ludzie
                                schwytać by się nie dali, gdyby nie znajdowali tam czegoś dobrego
                                lub przyjemnego, bo dusza z natury swojej zawsze pragnie dobra.
    • kaczy.i.indyczy bł. Maria od Jezusa Ukrzyżowanego (1846 - 1897) 03.05.10, 11:25
      Jezus powiedział mi jeszcze: Popatrz na te dwie osoby. Jedna z nich
      szanowana jest przez wszystkich; ma wszystkie dary natury; jest
      piękna, bogata. Znajduje upodobanie sama w sobie; szuka przyjemności
      ziemskich; ale jej dusza jest brzydka przed Bogiem. Druga osoba jest
      biedna, chora, pogardzana; ale jej serce jest zawsze przy Mnie; ona
      szuka jedynie, jak mi się spodobać, jak czynić moją wolę. Och! Jak
      bardzo ta dusza jest piękna i bogata w moich oczach! Jaka chwała
      czeka na nią w niebie!...

      Słyszałam, jak Jezus powiedział jeszcze: "Grzesznicy, nie pytam was,
      dlaczego zgrzeszyliście", ale dlaczego w ogóle się nie nawracacie.
      Nie będę patrzeć już na waszą przeszłość, jeśli tylko przyjdziecie
      do Mnie. Mój Ojciec stworzył dla was, niebo i ziemię; przyjdźcie, Ja
      was zbawię..."
      • kaczy.i.indyczy św. Faustyna Kowalska (1905 - 1938) 03.05.10, 11:27
        KORONKA DO BOŻEGO MŁOSIERDZIA

        476.
        PAN JEZUS DYKTUJE ŚW. FAUSTYNIE KORONKĘ DO MIŁOSIERDZIA BOŻEGO
        Na drugi dzień rano, kiedy weszłam do naszej kaplicy, usłyszałam te
        słowa wewnętrznie: - Ile razy wejdziesz do kaplicy – odmów zaraz te
        modlitwę, której cię nauczyłem wczoraj. Kiedy odmawiałam te
        modlitwę, usłyszałam w duszy te słowa: Modlitwa ta jest na
        uśmierzenie gniewu Mojego, odmawiać ja będziesz przez dziewięć dni
        na zwykłej cząstce różańca w sposób następujący: najpierw odmówisz
        jedno Ojcze nasz i Zdrowaś Maryjo i Wierzę w Boga, następnie na
        paciorkach Ojcze nasz mówić będziesz następujące słowa: Ojcze
        Przedwieczny, ofiaruje ci Ciało i Krew, Duszę i Bóstwo Najmilszego
        Syna Twojego, a Pana naszego Jezusa Chrystusa na przebłaganie za
        grzechy nasze i świata całego; na paciorkach Zdrowaś Maryjo,
        będziesz odmawiać następujące słowa: dla Jego bolesnej Męki miej
        miłosierdzie dla nas i świata całego. Na zakończenie odmówisz
        trzykrotnie te słowa: Święty Boże, Święty Mocny, Święty
        Nieśmiertelny – zmiłuj się nad nami i nad całym światem. (Dz 476)

        687.
        PAN JEZUS WZYWA SW. FAUSTYNĘ DO NIEUSTANNIE ODMAWIANIA KORONKI DO
        BOŻEGO MIŁOSIERDZIA
        W pewnej chwili, kiedy przechodziłam korytarzem do kuchni,
        usłyszałam w duszy te słowa: odmawiaj nieustannie tę koronkę. której
        cię nauczyłem. Ktokolwiek będzie ją odma­wiał, dostąpi wielkiego
        miłosierdzia w godzinę śmierci. Kapłani będą podawać grzesznikom,
        jako ostatnią deskę ratunku; chociażby był grzesznik
        najzatwardzialszy, jeżeli raz tylko zmówi tę koronkę, dostąpi łaski
        z nieskończonego miłosierdzia Mojego. Pragnę, aby poznał świat cały
        miłosierdzie Moje; niepojętych łask Pragnę udzielać duszom, które
        ufają Mojemu miłosierdziu. (Dz 687)

        810.
        ŚW. FAUSTYNA ODMAWIA KORONKĘ PRZY KONAJĄCYM
        Na drugi dzień już po dwunastej, kiedy weszłam na salę, ujrzałam
        osobę konającą i da wiedziałam się, że agonia zaczęła się w nocy.
        Kiedy stwierdziłam - była ta wtenczas, kiedy mnie proszona a
        modlitwę. Nagle usłyszałam w duszy głos: - odmów tę koronkę, której
        cię nauczyłem. Pobiegłam po różaniec i uklękłam przy konającej i
        zaczęłam z całą gorącością ducha odmawiać tę koronkę, Nagle konająca
        otworzyła oczy i spojrzała się na mnie i nie zdążyłam zmówić całej ­
        koronki, a ona już skonała z dziwnym spokojem. Gorąca prosiłam Pana,
        aby spełnił obietnicę, którą mi dał za odmówienie tej koronki. Dał
        mi Pan poznać, że dusza ta dostąpiła łaski, którą Pan mi
        przyobiecał. Dusza ta była pierwsza, która doznała obietnicy
        Pańskiej. Czułam, jak moc miłosierdzia ogarnia tę duszę. (Dz 810)

        811.
        PAN JEZUS PRZYPOMINA O WIELKIEJ DUCHOWEJ MOCY KORONKI
        Kiedy weszłam do swej samotni, usłyszałam te słowa: każdą duszę
        bronię w godzinie śmierci, jako swej chwały, która odmawiać będzie
        tę koronkę, albo przy konającym inni odmówią, jednak odpustu tego
        samego dostępują. Kiedy przy konającym odmawiają tę koronkę,
        uśmierza się gniew Boży, a miłosierdzie niezgłębione ogarnia duszę i
        poruszą się wnętrzności Miłosierdzia Mojego, dla Bolesnej Męki Syna
        Mojego.O, gdyby wszyscy poznali, jak Wielkie jest miłosierdzie
        Pańskie, ale jak bardzo my wszyscy potrzebujemy tego miło­sierdzia, a
        szczególnie w tej stanowczej godzinie.(Dz 811)

        847-848.
        PAN JEZUS PRZYPOMINA SWOJE OBIETNICE ZŁOŻONE TYM, KTÓRZY ODMAWIAĆ
        BĘDĄ KORONKĘ
        Na drugi dzień Świąt, był u nas Ojciec Andrasz ze Mszą św., podczas
        której także widziałam małego Jezusa. Po południu byłam u spowiedzi,
        na pewne pytania nie dał mi Ojciec odpowiedzi, które dotyczyły
        dzieła tego, powiedział: jak będziesz zdrowa, to wtenczas konkretnie
        pomówimy, a teraz ­staraj się wykorzystać te łaski, których ci Bóg
        udziela i staraj się wrócić do zupełnego zdrowia - a resztę ty
        wiesz, jak się masz kierować i czego się trzymać w tych rzeczach. Za
        pokutę zadał mi Ojciec abym odmówiła tę koronkę, której mnie nauczył
        Jezus. Wtem usłyszałam głos podczas odmawiania tej koronki:O, jak
        wielkich łask udzielę duszom, które odmawiać będą tę koronkę,
        wnętrzności miłosierdzia Mego poruszone są­ dla odmawiających tę
        koronkę. Zapisz te słowa, córko Moja, mów światu o Moim
        miłosierdziu, niech pozna cała ludzkość niezgłębione miłosierdzie
        Moje. Jest to znak na czasy ostatecz­ne, po nim nadejdzie dzień
        sprawiedliwy. Póki czas niech uciekają się do źródła miłosierdzia
        Mojego, niech korzystają z Krwi i Wody, która dla nich wytrysła. - O
        dusze ludzkie, gdzie się schronicie w dzień gniewu Bożego?
        Uciekajcie teraz do źródła miłosierdzia Bożego, O, jak wielką widzę
        liczbę dusz widzę - uwielbiły miłosierdzie Boże i śpiewać będą pieśń
        chwały na wieki.(Dz 847-848)

        1035.
        ŚW. FAUSTYNA KORONKĄ I ZNAKIEM KRZYŻA WYPROSIŁA PEWNEJ OSOBIE
        SPOKOJNĄ ŚMIERĆ
        + Dziś wieczorem umierał pewien człowiek młody jeszcze, ale
        strasznie się męczył. Zaczęłam za niego tę koroneczkę, której mnie
        nauczył Pan. Zmówiłam całą, jednak konanie się przedłuża, chciałam
        zacząć litanię do Wszystkich Świętych, ale nagle usłyszałam te
        słowa: odmawiaj tę koronkę. Zrozumiałam, że dusza ta potrzebuje
        wielkiej pomocy modlit­wy i wielkiego miłosierdzia. Zamknęłam się w
        swojej separatce i padłam krzyżem przed Bogiem i żebrałam
        miłosierdzia dla tej duszy; wtem odczułam wielki Majestat Boży i
        wielką sprawied­liwość Bożą. Truchlałam z przerażenia, ale nie
        przestawałam błagać Boga o miłosierdzie za duszę tą i zdjęłam
        krzyżyk z piersi swoje[j], krzyżyk ten jest ślubny i położyłam go na
        piersiach konającego, i rzekłam do Pana: Jezu, spójrz się na tę
        duszę z taką miłością, z jaką się spojrzałeś na moją całopa1ną
        ofiarę w dzień ślubów wiecznych i przez moc obietnicy, jakoś mi
        przyrzekł dla konających, którzy będą wzywać miłosierdzia Twego za
        nimi, i przestał się męczyć, skonał spokojnie. O, jak bardzo
        powinniśmy się modlić za konających, korzystajmy z miłosierdzia,
        póki czas zmiłowania.(Dz 1035)

        1541.
        KORONKĄ DO BOŻEGO MIŁOSIERDZIA MOŻNA WYPROSIĆ WSZYSTKIE ŁASKI
        Córko Moja. zachęcaj dusze do odmawiania tej koronki, którą ci
        podałem. Przez odmawianie tej koronki podoba Mi się dać wszystko o
        co mnie prosić będą. Zatwardziali grzesznicy, gdy ją odmawiać będą,
        napełnię dusze ich spokojem., a godzina śmierci ich będzie
        szczęśliwa. Napisz to dla dusz strapionych; gdy dusza ujrzy i pozna
        ciężkość swych grzechów. gdy się odsłoni przed jej oczyma duszy cała
        przepaść nędzy w jakiej się pogrążyła, niech nie rozpacza ale z
        ufnością niech się rzuci w ramiona Mojego miłosierdzia, jak dziecko
        w objęcia ukochanej matki. Dusze te mają pierwszeństwo do Mojego
        litościwego Serca, one mają pierwszeństwo do Mojego miłosierdzia.
        Powiedz, że żadna dusza, która wzywała miłosierdzia Mojego nie
        zawiodła się, ani nie doznała zawstydzenia. Mam szczególne
        upodobanie w duszy, która zaufała dobroci Mojej. Napisz, gdy tę
        koronkę przy konających odmawiać będą, stanę pomiędzy Ojcem, a duszą
        konającą nie jako Sędzia sprawiedli­wy, ale jako Zbawiciel miłosierny.
        (Dz 1541)

        797.
        PAN JEZUS PROSIŁ ŚW. FAUSTYNĘ, BY PRZEZ ODMAWIANIE KORONKI POMOGŁA
        MU ZBAWIAĆ DUSZE
        Dziś wszedł do mnie Pan i rzekł: - Córko Moja, dopomóż Mi zbawiać
        dusze. Pójdziesz do konającego grzesznika i będziesz odmawiać tę
        koroneczkę, a przez to wyprosisz mu ufność w Moje miłosierdzie, gdyż
        już jest w rozpaczy.(Dz 1797)

        źródło:
        www.jezuufamtobie.pl/dzienniczek.php
    • kaczy.i.indyczy święty Franciszek Salezy 03.05.10, 11:33
      „Święty Paweł w jednej chwili został oczyszczony oczyszczeniem
      doskonałym jak święta Katarzyna Genueńska, święta Magdalena, święta
      Pelagia i inni. Jednak ten sposób oczyszczenia jest tak cudowny i
      nadzwyczajny w porządku łaski, jak zmartwychwstanie umarłych w
      porządku natury, dlatego nie powinniśmy się go spodziewać dla
      siebie. Zwykle oczyszczenie i uleczenie tak ciała, jak i duszy
      odbywa się powoli, stopniowo, krok za krokiem, z trudem – i
      potrzebuje czasu. Aniołowie na drabinie Jakubowej mają skrzydła, ale
      nie latają, tylko wstępują i zstępują kolejno szczebel po szczeblu.
      Duszę, która przechodzi od grzechu do pobożności, porównuje Pismo
      Święte do jutrzenki, która wschodząc, nie rozprasza ciemności w
      jednej chwili, ale z wolna (por. Prz 4,18]. Uleczenie dokonujące się
      stopniowo zawsze jest pewniejsze – mówi przysłowie. Choroby duszy a
      także ciała przybywają konno i to galopem, a ustępują pieszo krok za
      krokiem.”

      • kaczy.i.indyczy sługa Boży Dolindo Ruotolo ( 1882 – 1970) 03.05.10, 11:37
        Jezus mówi do duszy:

        "Dlaczego zamartwiacie się i niepokoicie? Zostawcie mnie troskę o
        wasze sprawy, a wszystko się uspokoi. Zaprawdę mówię wam, że każdy
        akt prawdziwego, głębokiego i całkowitego zawierzenia Mnie wywołuje
        pożądany przez was efekt i rozwiązuje trudne sytuacje. Zawierzenie
        Mnie nie oznacza zadręczania się, wzburzenia, rozpaczania, a później
        kierowania do Mnie modlitwy pełnej niepokoju, bym nadążał za wami;
        zawierzenie to jest zamiana niepokoju na modlitwę. Zawierzenie
        oznacza spokojne zamknięcie oczu duszy, odwrócenie myśli od udręki i
        oddanie się Mnie tak, bym jedynie Ja działał, mówiąc Mi: Ty się tym
        zajmij.

        Sprzeczne z zawierzeniem jest martwienie się, zamęt, wola
        rozmyślania o konsekwencjach zdarzenia. Podobne jest to do
        zamieszania spowodowanego przez dzieci domagające się, aby mama
        myślała o ich potrzebach gdy tymczasem one chcą się tym zająć same,
        utrudniając swymi pomysłami i kaprysami jej pracę. Zamknijcie oczy i
        pozwólcie Mi pracować, zamknijcie oczy i myślcie o obecnej chwili,
        odwracając myśli od przyszłości jak od pokusy.

        Oprzyjcie się na Mnie wierząc w moją dobroć, a poprzysięgam wam na
        moją miłość, że kiedy z takim nastawieniem mówicie: „Ty się tym
        zajmij”, Ja w pełni to uczynię, pocieszę was, uwolnię i poprowadzę.

        A kiedy muszę was wprowadzić w życie różne od tego, jakie wy
        widzielibyście dla siebie, uczę was, noszę w moich ramionach,
        sprawiam, że jesteście jak dzieci uśpione w matczynych objęciach.
        To, co was niepokoi i powoduje ogromne cierpienie to wasze
        rozumowanie, wasze myślenie po swojemu, wasze myśli i wola, by za
        wszelką cenę samemu zaradzić temu, co was trapi.

        Czegóż nie dokonuję, gdy dusza, tak w potrzebach duchowych jak i
        materialnych, zwraca się do mnie mówiąc: „Ty się tym zajmij”, zamyka
        oczy i uspokaja się! Dostajecie niewiele łask, kiedy męczycie się i
        dręczycie się, aby je otrzymać; otrzymujecie ich bardzo dużo, kiedy
        modlitwa jest pełnym zawierzeniem Mnie. W cierpieniu prosicie, żebym
        działał, ale tak jak wy pragniecie... Zwracacie się do Mnie, ale
        chcecie, bym to ja dostosował się do was. Nie bądźcie jak chorzy,
        którzy proszą lekarza o kurację, ale sami mu ją podpowiadają. Nie
        postępujcie tak, lecz módlcie się, jak was nauczyłem w
        modlitwie „Ojcze nasz”: Święć się Imię Twoje, to znaczy bądź
        uwielbiony w tej moje potrzebie; Przyjdź Królestwo Twoje, to znaczy
        niech wszystko przyczynia się do chwały Królestwa Twego w nas i w
        świecie; Bądź wola Twoja jako w niebie tak i na ziemi, to znaczy Ty
        decyduj w tej potrzebie, uczyń to, co Tobie wydaje się lepsze dla
        naszego życia doczesnego i wiecznego.

        Jeżeli naprawdę powiecie Mi: „Bądź wola Twoja”, co jest równoznaczne
        z powiedzeniem: „Ty się tym zajmij”, Ja wkroczę z całą moją
        wszechmocą i rozwiąże najtrudniejsze sytuacje. Gdy zobaczysz, że
        twoja dolegliwość zwiększa się zamiast się zmniejszać, nie martw
        się, zamknij oczy i z ufnością powiedz Mi: „Bądź wola Twoja, Ty się
        tym zajmij!”. Mówię ci, że zajmę się tym, że wdam się w tę sprawę
        jak lekarz, a nawet, jeśli będzie trzeba, uczynię cud. Widzisz, że
        sprawa ulega pogorszeniu? Nie trać ducha! Zamknij oczy i mów: Ty się
        tym zajmij!”. Mówię ci, że zajmę się tym i że nie ma
        skuteczniejszego lekarstwa nad moją interwencją miłości. Zajmę się
        tym jedynie wtedy, kiedy zamkniesz oczy.

        Nie możecie spać, wszystko chcecie oceniać, wszystkiego dociec, o
        wszystkim myśleć i w ten sposób zawierzacie siłom ludzkim albo –
        gorzej – ufacie tylko interwencji człowieka. A to właśnie stoi na
        przeszkodzie moim słowom i memu przybyciu. Och! Jakże pragnę tego
        waszego zawierzenia, by móc wam wyświadczyć dobrodziejstwa i jakże
        smucę się widzę was wzburzonymi.

        Szatan właśnie do tego zmierza: aby was podburzyć, by ukryć was
        przed moim działaniem i rzucić na pastwę tylko ludzkich poczynań.
        Przeto ufajcie tylko Mnie, oprzyjcie się na mnie, zawierzcie Mnie we
        wszystkim. Czynię cuda proporcjonalnie do waszego zawierzenia Mnie,
        a nie proporcjonalnie do waszych trosk.

        Kiedy znajdujecie się w całkowitym ubóstwie, wylewam na was skarby
        moich łask. Jeżeli macie swoje zasoby, nawet niewielkie lub staracie
        się je posiąść, pozostajecie w naturalnym obszarze, a zatem
        podążacie za naturalnym biegiem rzeczy, któremu często przeszkadza
        szatan. Żaden człowiek rozumujący tylko według logiki ludzkiej nie
        czynił cudów. Lecz na sposób Boski działa ten, kto zawierza Bogu.

        Kiedy widzisz, że sprawy się komplikują, powiedz z zamkniętymi
        oczami duszy: Jezu, Ty się tym zajmij! Postępuj tak we wszystkich
        twoich potrzebach. Postępujcie tak wszyscy, a zobaczycie wielkie,
        nieustanne i ciche cuda. To wam poprzysięgam na moją miłość."

        źródło:
        www.katolicki.net/wsparcie_ducho ... ajmij.html

        • kaczy.i.indyczy sługa Boży o. Bernard Kryszkiewicz (1915 - 1945) 03.05.10, 11:43
          sługa Boży o. Bernard Kryszkiewicz (1915 - 1945)

          Jezus mówi do duszy:

          "Cieszyć się pociechami, kiedy serce moje daje ci je, dobrze jest,
          ale zbyt natrętnie ich szukać, i potem niepokoić się, kiedy ich
          zabraknie, jest wielkim błędem, w który niestety wiele dusz nawet
          spośród bliskich mi często wpada. Uczucia serca są najważniejsze,
          nie dlatego że dają pociechę sercu twemu, ale tylko dlatego, że
          naglą wolę do pracy nad sobą. Czy wiesz, synu mój, którzy są moi
          najlepsi przyjaciele? Ci, którzy na modlitwie pociech mają bardzo
          mało, albo wcale ich nie mają, a jednak nad sobą pracują ciągle.
          Tacy kochają mnie dla mnie. Ci zaś, którzy szukają pociech, kochają
          nie mnie, ale moje pociechy - kochają siebie..."

          źródło:
          www.pasjonisci.v-net.pl/bernard.html
          • kaczy.i.indyczy Św. Josemaría Escrivá 03.05.10, 11:51
            “Jedność z Papieżem jest jednością z Piotrem”

            Kochaj i czcij Ojca Świętego, módl się i umartwiaj się w jego
            intencji – z coraz większym oddaniem – gdyż jest On fundamentalną
            opoką Kościoła. Przez wieki i do końca naszych czasów kontynuuje
            wśród ludzi owo dzieło uświęcenia i rządzenia, jakie Jezus powierzył
            Piotrowi. (Kuźnia, 134)

            Najwyższa władza Biskupa Rzymu i jego nieomylność, kiedy mówi ex
            catedra, nie są wymysłem ludzkim: zasadzają się na wyraźnej woli
            założycielskiej Chrystusa. Zupełnie bezpodstawnym jest w tym
            kontekście przeciwstawianie rządów Papieża, rządom biskupów, czy też
            uzależnianie prawomocności Nauki papieskiej od uznania wiernych! Nic
            bardziej mylnego jak pojęcie równowagi władz; choćby schematy
            ludzkie były atrakcyjne i praktyczne nie służą nam. Nikt w Kościele
            nie cieszy się przez siebie samego władzą absolutną, jako człowiek;
            w Kościele nie ma innego zwierzchnika jak Chrystus; i to Chrystus
            chciał ustanowić swojego Zastępcę – Biskupa Rzymu – dla swojej
            Oblubienicy pielgrzymującej na tej ziemi. (...)

            Przyczyniamy się do tego, aby uczynić apostolskość bardziej widoczną
            dla wszystkich oczu, okazując z największą wiernością jedność z
            Papieżem, która jest jednością z Piotrem. Miłość do Biskupa Rzymu
            powinna być naszą piękną namiętnością ponieważ w nim widzimy
            Chrystusa. Jeżeli obcujemy z Panem w modlitwie, będziemy kroczyć ze
            spojrzeniem nieskrępowanym, które pozwoli nam poznawać działanie
            Ducha Świętego, także w wydarzeniach, których czasem nie rozumiemy
            albo które powodują nasz płacz lub ból. (Kochać Kościół)

            Św. Josemaría Escrivá
            • kaczy.i.indyczy św. Faustyna Kowalska (1905 - 1938) 03.05.10, 11:52
              W pewnej chwili usłyszałam te słowa: Córko moja, mów światu całemu o
              niepojętym miłosierdziu moim. Pragnę, aby święto Miłosierdzia, było
              ucieczką i schronieniem dla wszystkich dusz, a szczególnie dla
              biednych grzeszników. W dniu tym otwarte są wnętrzności miłosierdzia
              mego, wylewam całe morze łask na dusze, które się zbliżą do źródła
              miłosierdzia mojego; która dusza przystąpi do spowiedzi i Komunii
              św., dostąpi zupełnego odpuszczenia win i kar; w dniu tym otwarte są
              wszystkie upusty Boże, przez które płyną łaski; niech się nie lęka
              zbliżyć do mnie żadna dusza, chociażby grzechy jej były jako
              szkarłat. Miłosierdzie moje jest tak wielkie, że przez całą
              wieczność nie zgłębi go żaden umysł, ani ludzki, ani anielski.
              Wszystko, co istnieje, wyszło z wnętrzności miłosierdzia mego. Każda
              dusza w stosunku do mnie rozważać będzie przez wieczność całą miłość
              i miłosierdzie moje. Święto Miłosierdzia wyszło z wnętrzności moich,
              pragnę, aby uroczyście obchodzone było w pierwszą niedzielę po
              Wielkanocy. Nie zazna ludzkość spokoju, dopokąd nie zwróci się do
              źródła miłosierdzia mojego (Dz. 699).

              Niedziela Przewodnia, czyli święto Miłosierdzia Pańskiego,
              zakończenie Jubileuszu Odkupienia. Kiedyśmy poszły na tę
              uroczystość, serce mi biło z radości, że te dwie uroczystości z sobą
              są tak ściśle złączone. Prosiłam Boga o miłosierdzie dla dusz
              grzesznych. Kiedy się kończyło nabożeństwo i kapłan wziął
              Przenajświętszy Sakrament, aby udzielić błogosławieństwa, wtem
              ujrzałam Pana Jezusa w takiej postaci, jako jest na tym obrazie.
              Udzielił Pan błogosławieństwa i promienie te rozeszły się na cały
              świat. Wtem ujrzałam jasność niedostępną na kształt mieszkania
              kryształowego, utkanego z fal jasności nieprzystępnej żadnemu
              stworzeniu ani duchowi. Do tej jasności trzy drzwi - i w tej chwili
              wszedł Jezus w takiej postaci, jako jest na tym obrazie, do onej
              jasności - w drzwi drugie, do wnętrza jedności. Jest to Jedność
              Troista, która jest niepojęta, nieskończoność. Wtem usłyszałam głos:
              Święto to wyszło z wnętrzności miłosierdzia mojego i jest
              zatwierdzone w głębokościach zmiłowań moich. Wszelka dusza wierząca
              i ufająca miłosierdziu mojemu dostąpi go. - Cieszyłam się
              niezmiernie dobrocią i wielkością Boga swego(Dz. 420).

              • kaczy.i.indyczy re 03.05.10, 11:55
                Pewnego dnia św. Antoniego, w czasie pobytu w pustelni, opanował
                smutek i cały gąszcz przykrych myśli. Zwrócił się wtedy do Boga: "O,
                Panie! Chcę wyrwać się z tego nastroju, ale myśli mi na to nie
                pozwalają. Cóż mam począć w moim udręczeniu?" Nagle, przechyliwszy
                się nieco na bok, zobaczył kogoś, kto podobnie jak on siedział i
                pracował, zaraz jednak przerwał pracę, wstał i pomodlił się, potem
                znów wstał i zabrał się do splatania sznurka, a potem znów wstał i
                modlił się. Był to anioł przysłany przez Boga, aby pouczyć św.
                Antoniego i dodać mu otuchy. Usłyszał bowiem Antoni słowa
                anioła: "Rób to samo co ja i uwolnisz się". Na te słowa doznał
                wielkiej radości i nabrał odwagi; zrobił to samo i uwolnił się od
                smutku."

                "Gdy Sara dręczona jakąś pokusą "weszła do celi, aby sie pomodlić",
                ukazał się jej duch kuszący ją i rzekł: "pokonałaś mnie, Saro". A
                Sara natychmiast odpowiedziała: "Nie ja cię pokonałam, lecz mój Pan,
                Chrystus"

                żródło:
                Andrzej Tomkiel OFMCap. "Ojcowie Kościoła uczą nas modlitwy" Wyd.
                Sióstr Loretanek, Warszawa 1995
                • kaczy.i.indyczy Jan z Karpatos 03.05.10, 11:56
                  „Z całych swoich sił strzeż się, by nie upaść. Upadek nie przystoi
                  bowiem temu, który jest silny i walczy. Jeśli jednak to ci się
                  zdarzy, natychmiast się podnieś i na nowo podejmij dobrą walkę.
                  Gdybyś nawet upadł niezliczoną ilość razy i utracił łaskę, to
                  niezliczoną ilość uczyń to samo: podnieś się z upadku. I tak aż do
                  śmierci. Napisano bowiem: Siedmiokroć upadnie sprawiedliwy – to
                  znaczy w ciągu całego życia – to i siedmiokroć powstanie (Prz 24,16)…
                  Rozpacz jest czymś gorszym niż grzech. Gdy bowiem Judasz zdrajca,
                  małoduszny i niedoświadczony w walce, popadł w rozpacz, wróg rzucił
                  się na niego i założył mu sznur na szyję. Gdy Piotr natomiast, owa
                  mocna skała, doznał straszliwego upadku, jako doświadczony w walce,
                  nie uległ ani nie poddał się rozpaczy, ale poderwał się i z sercem
                  skruszonym i pokornym płakał gorzkimi łzami. Kiedy dostrzegł to nasz
                  przeciwnik, jakby porażony gwałtownym ogniem, natychmiast wycofał
                  się i straszliwie krzycząc uciekł daleko.” Sto rozdziałów zachęt 84-
                  85
                  • kaczy.i.indyczy św. Jan Maria Vianney (1786 - 1859) 03.05.10, 12:12
                    "Podczas swego ziemskiego życia Jezus Chrystus nigdy nie przechodził
                    przez żadne miejsce bez obfitości swoich błogosławieństw, z czego
                    możemy wnioskować, jak wielkie i bezcenne winny być dary, w których
                    uczestniczą ci, co mają szczęście przyjmować Go w Komunii świętej;
                    inaczej mówiąc, największe nasze szczęście na tym swiecie polega na
                    przyjmowaniu Jezusa w Komunii świętej." (Kazanie o komuni świętej)

                    • kaczy.i.indyczy św. Jan Chryzostom (+ 407) 03.05.10, 12:13
                      "Zastanów się, jak wielki zaszczyt cię spotkał, z jakiego stołu
                      korzystasz. Karmimy sie Tym samym, na którego z drżeniem patrzą
                      aniołowie, a z powodu Jego blasku, nie odważają się spojrzeć Mu w
                      twarz, i my sami stajemy sie ciałem Chrystusa." (Homilie do
                      Ewangelii wg św. Mateusza)

                      • kaczy.i.indyczy św. Jan od Krzyża (1542 - 1591) 03.05.10, 12:14
                        Dusze podlegające temu łakomstwu przy przyjmowaniu Komunii świętej
                        starają się raczej o wywołanie uczuć i smaków duchowych, niż o cześć
                        i pokorne uwielbienie w sobie Boga i tak przyzwyczajają się do tego,
                        że gdy nie zakosztują jakiejś słodyczy czy uczucia zmysłowego,
                        myślą, że nie odnoszą żadnej korzyści. Taki sposób traktowania
                        rzeczy Bożych jest bardzo niedoskonały. Nie rozumieją te dusze, że
                        to, co zmysły odczuwają przy Komunii świętej jest najmniejszą łaską,
                        największą zaś jest łaska niewidzialna, której udziela Najświętszy
                        Sakrament. By dusza zwróciła na tę łaskę oczy wiary, Bóg pozbawia ją
                        często smaku i odczuwalnego zadowolenia. Dusze łakome chciałyby
                        odczuwać i kosztować Boga nie tylko przy Komunii świętej, ale i w
                        innych ćwiczeniach duchowych tak, jak gdyby On mógł być zrozumiały i
                        dostępny dla nas. Takie pragnienie jest wielką niedoskonałością,
                        sprzeciwia się bowiem przymiotom Boga i czystości samej wiary. (Noc
                        ciemna)
                        • kaczy.i.indyczy św. Teresa benedykta od Krzyża (Edyta Stein) 03.05.10, 12:15
                          "Jedynie moc łaski może uwolnić duszę od jej słabości, oczyścić ją i
                          opróżnić na przyjęcie życia Bożego. To boskie życie jest właśnie
                          motorem wszelkich dzieł miłości. Kto chce je trwale posiadać, musi
                          je zasilać nieustannie u źródeł, w których płynie niewyczerpanym
                          strumieniem, tj. z sakramentów św., zwłaszcza z Sakramentu Miłości.
                          (…) Kto się pozwala oczyszczać uświęcającej mocy ołtarza i sam w
                          ofierze Chrystusowej Mu się oddaje, kto Go w św. Komunii przyjmuje
                          do swego wnętrza, ten zanurza się coraz głębiej i silniej w prąd
                          życia boskiego i wzrasta w Mistyczne Ciało Chrystusa, kształtując
                          swe serce na wzór Serca Bożego".

    • kaczy.i.indyczy bł. Maria od Jezusa Ukrzyżowanego (1846 - 1878) 03.05.10, 14:17
      „Ja”

      Owo ja prowadzi świat do zguby. Ci, którzy mają swoje ja niosą ze
      sobą smutek, lęk.
      Nie można mieć jednocześnie Boga i swojego ja. Jeśli mamy swoje ja,
      nie mamy Boga; a jeśli mamy Boga, nie mamy swojego ja.
      Nie macie dwóch serc, macie tylko jedno serce...
      Wszystko się udaje temu, kto nie ma swojego ja, ze wszystkiego jest
      zadowolony...
      Tam, gdzie jest swoje ja nie ma pokory, ani łagodności, ani żadnej
      cnoty. Modlą się, błagają, ale modlitwa nie unosi się, nie dochodzi
      do Boga...
      Ten, który nie ma swojego ja posiada wszystkie cnoty, pokój i
      radość.

      Źródło:
      Błogosławiona Maria od Jezusa Ukrzyżowanego „Myśli”; tłumaczenie:
      Dorota Śliwa; Wydawnictwo karmelitów Bosych, Kraków 2005
      • kaczy.i.indyczy św. Jan od Krzyża (1542 - 1591) 03.05.10, 14:34
        Szatan cieszy się bardzo, gdy dusza pragnie objawień i jest skłonna
        do nich; ma bowiem wówczas wiele sposobności, by ją łudzić i, jak
        tylko zdoła, umniejszać wiarę. W takiej bowiem duszy, jak już
        mówiliśmy, wielka jest nieczułość odnośnie do wiary. Cierpi ona
        również rozmaite pokusy i dochodzi do różnych niedorzeczności. Droga
        na Górę Karmel
        • kaczy.i.indyczy św. Teresa Benedykta od Krzyża (Edyta Stein) (1891 03.05.10, 14:37
          "Bóg może, przez miłość do duszy, która przyjęła Go do siebie,
          przyciągnąć do siebie inną duszę… Jest to jedna z najbardziej
          niezwykłych rzeczy w życiu duchowym, że Boża wolność niejako
          podporządkowuje się woli swoich wybranych, wysłuchując ich.
          Przekracza to wszelkie zrozumienie"

          • kaczy.i.indyczy Św. Jan od Krzyża (1542 - 1591) 03.05.10, 14:40
            „…dusza idąca drogą wiary postępuje naprzód ukryta i osłonięta przed
            szatanem…” Droga na Górę Karmel


            „Wiara bowiem jest jakby szatą wewnętrzną o tak jaśniejącej
            białości, że uchodzi wzroku wszelkiego umysłu. Jeśli więc dusza
            przyodziana jest wiarą, nie widzi jej ani nie dosięga szatan, by jej
            przeszkadzać. Wiara chroni ją przed szatanem, zaciekłym
            nieprzyjacielem, bardziej niż wszystkie inne cnoty.

            Stąd też św. Piotr nie znalazł pewniejszego nad wiarę środka do
            uwolnienia się od szatana, mówi bowiem: Cui resistite fortes in
            fide; "Opierajcie mu się umocnieni w wierze" (1 P 5, 9). A przeto,
            aby zyskać łaskę i zjednoczyć się z Umiłowanym, dusza nie ma lepszej
            tuniki czy szaty wewnętrznej jak białość wiary, będącej początkiem i
            oparciem, na którym spoczywają szaty wszystkich innych cnót. "Bez
            wiary bowiem - według słów Apostoła - niepodobna podobać się Bogu"
            (Hbr 11, 6). Również niemożliwe jest, by ktoś nie podobał się Bogu
            mając wiarę, gdyż Bóg sam mówi przez proroka: Sponsabo te mihi in
            fide; "Poślubię cię sobie w wierze" (Oz 2, 20). Słowa te oznaczają
            niejako: "Jeżeli chcesz, duszo, złączyć się i zaślubić się ze mną,
            musisz się do mnie zbliżyć okryta od wewnątrz wiarą.” Noc ciemna


            „Przyczyną, dla której dusza znajdująca się w ciemnościach tej
            kontemplacji postępuje wolna i zasłonięta przed zasadzkami
            szatańskimi, jest to, że kontemplacja wlana, jaka się tu duszy
            udziela, przenika ją biernie i tajemniczo z wykluczeniem zmysłów i
            władz, zarówno wewnętrznych jak i części zmysłowej. Jest zatem
            jasne, że dusza jest tu ukryta i wolna nie tylko od przeszkód, jakie
            by jej mogły sprawiać swą naturalną słabością jej władze, lecz
            również i od szatana. Szatan bowiem nie może dosięgnąć duszy ani
            poznać, co się w niej dzieje, jeżeli to nie dokonuje się za
            pośrednictwem jej władz części zmysłowej. To wszystko zatem, co
            dusza otrzymuje bardziej duchowo, wewnętrznie i w oddaleniu od
            zmysłów, mniej jest poznawalne i zrozumiałe dla szatana.

            Wielce to więc jest korzystne i bezpieczne dla duszy, by jej
            obcowanie z Bogiem było dalekie od zmysłów jej niższej części, by
            one pozostawały w ciemności i nie kosztowały ani nie zaznawały tego.
            Przede wszystkim bowiem udzielanie się duchowe może być większe,
            jeśli nieudolność części zmysłowej nie przeszkadza swobodzie ducha.
            Po wtóre, dusza jest tu bardziej bezpieczna, gdyż szatan nie może
            przeniknąć jej do głębi. Do tego też możemy zastosować w znaczeniu
            duchowym słowa naszego Zbawiciela: "Niechaj nie wie lewica twoja, co
            prawica twoja czyni" (Mt 6, 3), czyli innymi słowy: o tym, co się
            dzieje w prawej, czyli wyższej i duchowej części duszy, niech nie
            wie lewa, czyli niższa i zmysłowa jej część. Niech to pozostanie
            sekretem pomiędzy duchem a Bogiem.” Noc ciemna



            Łoże nasze w kwieciu tonące,
            Jaskiniami lwów wokół otoczone,
            W purpurze całe,
            Pokojem wzniesione,
            Tysiącami złotych tarcz ozdobione!
            Pieśń duchowa Strofa 24

            Przez jaskinie lwów wyraża tu dusza cnoty, jakie posiada w tym
            zjednoczeniu z Bogiem. A to dlatego, że lwie jamy są niebezpieczne i
            niedostępne dla innych zwierząt. Obawiając się bowiem siły i
            wściekłości lwa przebywającego wewnątrz jamy, nie tylko nie
            ośmielają się wejść do niej, lecz nie odważają się nawet do niej
            zbliżyć. Każda cnota, jaką dusza posiada już w tej doskonałości,
            jest jakby lwią jamą, w której przebywa i odpoczywa Oblubieniec,
            Chrystus zjednoczony z duszą, w tej cnocie i w każdej innej jak
            mocny lew.
            Również i sama dusza zjednoczona z Nim w tych samych cnotach jest
            jak mocny lew. Otrzymuje tu bowiem właściwości Boga, a tym samym
            jest bezpieczna i odważna we wszystkich swych cnotach i układa się
            wygodnie na tym łożu kwitnącym zjednoczenia ze swym Bogiem, a
            szatani nie tylko nie odważają się jej nękać, lecz nawet nie śmieją
            się przed nią ukazać. Takim strachem napełnia ich ta dusza
            wyniesiona, ożywiona i odważna z powodu doskonałości cnót na łożu
            Umiłowanego. Gdy bowiem dusza jest w tym zjednoczeniu złączona i
            przeobrażona w Umiłowanego, szatani tak się jej lękają, jak Jego
            samego i nawet nie ośmielają się na nią wejrzeć. Szatan lęka się
            bardzo duszy doskonałej. Pieśń duchowa - objaśnienie Strofy 24
            (fragment)

            źródło:
            www.karmel.pl
            • kaczy.i.indyczy bł. Elżbieta od Trójcy Świętej (1880-1901) 03.05.10, 14:43
              Zdaje mi się, że najbardziej wolną duszą jest ta dusza, która
              najbardziej zapomina o sobie. Gdyby mnie ktoś zapytał o sekret
              szczęścia, odpowiedziałabym, że jest nim niezdawanie sobie sprawy z
              siebie, wyrzekanie się siebie w każdej chwili. Oto jest dobry
              sposób, by uśmiercić pychę: bierzemy ją głodem! Widzisz, pycha jest
              miłością nas samych. A więc trzeba, żeby miłość Boża była tak mocna,
              aby zgasiła wszelką miłość własną.

              źródło:
              www.karmel.pl
              • kaczy.i.indyczy św. Faustyna (1905 - 1938) 03.05.10, 14:46
                + Gdy się pogrążyłam w modlitwie i połączyłam ze wszystkimi Mszami,
                jakie się w tej chwili odprawiają na całym świecie, błagałam Boga,
                przez te wszystkie Msze św. o miłosierdzie dla świata, a szczególnie
                dla biednych grzeszników, którzy w tej chwili zostają w skonaniu. I
                w tej chwili otrzymałam Bożą odpowiedź wewnętrzną, że tysiąc dusz
                otrzymało łaskę za pośrednictwem modlitwy, którą do Boga zanosiłam.
                Nie wiemy, jaką liczbę dusz zbawić mamy swymi modlitwami i ofiarą,
                dlatego módlmy się zawsze za grzeszników.(Dz 1783)

                źródło:
                Święta s. M. Faustyna Kowalska. Dzienniczek. Miłosierdzie Boże w
                duszy mojej. Wydawnictwo Księży Marianów. Warszawa 2000

                • kaczy.i.indyczy sw. Teresa Benedykta od Krzyza (Edyta Stein) 03.05.10, 14:51
                  1) "Sprawa ta wydaje mi się dziwna. Do synagogi i kościołów
                  protestanckich, które odwiedzałam, wchodzi się wyłącznie podczas
                  służby bożej. Widząc w kościele katolickim ludzi przychodzących
                  pomiędzy jednym a drugim zajęciem, tak zwyczajnie, dla spontanicznej
                  rozmowy, zostałam tak poruszona, że nie byłam w stanie zapomnieć tej
                  sceny".

                  2) "Było to moje pierwsze spotkanie z Krzyżem, z tą boską siłą,
                  którą daje Krzyż tym, którzy go niosą. Pierwszy raz objawił mi się
                  Kościół w sposób widzialny, zrodzony z męki Chrystusa i Jego
                  zwycięskiej śmierci. W tym samym momencie rozpadła się moja
                  niewiara, judaizm zbladł w moich oczach, podczas gdy wzmagało się w
                  moim sercu światło Chrystusa. Jest to powód, dla którego po
                  przyjęciu habitu karmelitańskiego, chciałam dodać do mojego imienia
                  imię Krzyża".

                  3) "Bez wybierania, wzięłam pierwszą książkę, która wpadła mi w
                  ręce. Był to wielki tom, który nosił tytuł: Życie świętej Teresy z
                  Avila, napisane przez nią samą. Rozpoczęłam czytanie i byłam tak nim
                  pochłonięta, że nie przerwałam, póki nie doszłam do końca. Kiedy ją
                  zamknęłam musiałam sama sobie wyznać: To jest prawda!"

                  4) "Nic nie pozostało dla mnie niejasnego - mówiła - zrozumiałam
                  każdą najmniejszą ceremonię. Na koniec poszłam do księdza, do
                  zakrystii i po krótkiej rozmowie poprosiłam go o Chrzest. Patrzył na
                  mnie z wielkim zdziwieniem i odpowiedział, że dla przyjęcia na łono
                  Kościoła konieczne jest pewne przygotowanie: "Od jakiego czasu
                  uczęszcza pani na naukę wiary katolickiej? - zapytał się mnie - i
                  kto panią uczy?" W odpowiedzi byłam tylko w stanie
                  wykrztusić: "Proszę czcigodnego ojca, aby mnie przepytał".

                  5) "Scientia Crucis" (Wiedzę Krzyża) można posiąść jedynie wtedy,
                  gdy czuje się ciężar krzyża w całym jego ogromie. Jestem tego pewna
                  od pierwszej chwili i powiedziałam sobie w sercu: 'Ave crux, spes
                  unica' (Witaj Krzyżu, jedyna nadziejo)"

                  6)"Była wigilia pierwszego piątku w kwietniu i tego Roku Świętego
                  męka Naszego Pana Jezusa Chrystusa była upamiętniana z najwyższą
                  powagą. O godzinie ósmej wieczorem zebrałyśmy się w kaplicy zakonnej
                  na Godzinę Świętą...
                  Kaznodzieja mówił bardzo dobrze... ale mój duch był zajęty bardziej
                  osobistym aspektem jego słów.
                  Zwróciłam się do Odkupiciela i powiedziałam mu, że rozumiem dobrze
                  Jego Krzyż, złożony w naszym czasie na ramiona ludu żydowskiego.
                  Większa część nie mogła tego pojąć, ale ci, którzy otrzymali łaskę
                  zrozumienia, winni przyjąć go dobrowolnie w imieniu wszystkich.
                  Czułam się na to gotowa i prosiłam jedynie Pana, aby mi pozwolił
                  zobaczyć, jak powinnam to zrobić.
                  Kończąca się Godzina Święta była ostatnim zapewnieniem, że zostałam
                  wysłuchana, chociaż nie rozumiałam jeszcze, na czym miał polegać ten
                  krzyż, który został mi dany."

                  "Cierpienia nigdy nie są za wielkie, a radość za mała."

                  sw. Teresa Benedykta od Krzyza (Edyta Stein) Patronka Europy

                  www.mateusz.pl/ludzie/edyta.htm
    • kaczy.i.indyczy Św. Faustyna (1905 - 1938) 04.05.10, 22:42
      1246 16.[VIII.37]. Po Komunii św. ujrzałam Pana Jezusa w wielkim
      majestacie i rzekł mi Jezus: córko Moja, w tygodniach, w których
      Mnie nie widziałaś ani czułaś Mojej obecności, głębiej byłem z tobą
      zjednoczony aniżeli w chwilach uniesień. A wierność i woń twojej
      modlitwy dosięgła Mnie.

      1420 Kiedy się pogrążyłam w modlitwie, zostałam w duchu przeniesiona
      do kaplicy i ujrzałam Pana Jezusa wystawionego w monstrancji; na
      miejscu monstrancji widziałam chwalebne oblicze Pana i powiedział mi
      Pan: co ty widzisz [w] rzeczywistości, dusze te widzą przez wiarę.
      O, jak bardzo mi jest miła ich wielka wiara. Widzisz, [że] choć na
      pozór nie ma we mnie śladu życia, to jednak w rzeczywistości ono
      jest w całej pełni i to w każdej Hostii zawarte; jednak abym mógł
      działać w duszy, dusza musi mieć wiarę. O, jak miła Mi jest żywa
      wiara.
      • kaczy.i.indyczy św. Jan Chryzostom (+ 407) 04.05.10, 22:45
        św. Jan Chryzostom (+ 407)

        Jedno jest tylko nieszczęście - grzech; wszystko inne - wygnanie,
        konfiskata majątku, aresztowanie i tym podobne rzeczy są swego
        rodzaju cieniem, dymem, pajęczyną, czy jeszcze czymś bardziej
        lichym. List 29

        Nie upadek jest rzeczą najgorszą, lecz to, że ktoś po upadku leży i
        nie wstaje, trwa w złości i słabości swej woli pokrywa myślami
        zwątpienia. Do Teodora po jego upadku

        Zgrzeszyć jest rzeczą ludzką, lecz trwać w grzechu nie jest rzeczą
        ludzką, lecz wręcz szatańską. Do Teodora po jego upadku

        Nigdy nie rozpaczajmy, bo żaden oręż szatana nie jest tak silny jak
        rozpacz. Dlatego nie tak cieszymy go grzesząc, jak rozpaczając.
        Homilia na słowa "Ciasna jest brama"

        Więcej niż grzech, pobudza Boga do gniewu obojetność grzeszników.
        Wykład ewangelii św. Mateusza, homilia 14

        źródło:
        Jan Hojnowski SCJ "Mądrość Ojców Kościoła" Wydawnictwo SPES, Kraków

        • kaczy.i.indyczy Re: św. Jan Chryzostom (+ 407) 04.05.10, 22:47
          Nic nas tak Bogu podobnymi nie czyni, jak gdy złym i takim, którzy
          nam krzywdę czynią, przebaczamy, jak to Chrystus uczył mówiąc, że
          słońce jego wschodzi nad złymi i dobrymi. Wykład ewangelii św.
          Mateusza, homilia 19

          Chrześcijanin nie dbający o zbawienie bliźniego jest najbardziej
          nieczułym z ludzi. Homilie do Dziejów Apostolskich, Homilia 20

          Ci są bogatszymi od wszystkich, którzy żądzę bogactw przytłumili.
          Wykład ewangelii św. Mateusza, homilia 4

          Ziemska walka trwa krótko, a nawet i w tym krótkim czasie często
          zachodzą przerwy. Wnet bowiem noc zapada między walczących,
          nadchodzi czas posiłku, i inne rózne rzeczy dają żołnierzowi
          sposobność wytchnienia, tak że może on zdjąć zbroję i nieco
          odetchnąć, pokrzepić się pokarmem i napojem i odzyskać pierwotne
          siły. Tymczasem na wojnie ze złym duchem nigdy nie mozna złożyć
          broni, ani snem się pokrzepić, jeśli się chce wyjść z niej cało. Z
          dwóch bowiem rzeczy jedno tylko da się wybrać - zginąć bez broni,
          lub z bronią w ręku stać i czuwać. On bowiem ustawicznie stoi ze
          swym wojskiem, śledząc nasze lenistwo; i większego starania dokłada
          on dla naszej zguby, niż my dla swego zbawienia. A ponieważ jest dla
          nas niewidoczny i nagle się włamuje, dlatego tych, którzy
          ustawicznie nie czuwają, spotyka cięższa klęska w tej wojnie, niż w
          tamtej. O kapłaństwie

          źródło:
          Jan Hojnowski SCJ "Mądrość Ojców Kościoła" Wydawnictwo SPES, Kraków
          • kaczy.i.indyczy Św. Faustyna (1905 - 1938) 04.05.10, 22:49
            1701 Prosiłam dziś Pana, aby raczył mnie pouczyć o życiu
            wewnętrznym, bo sama z siebie nic rozumieć ani pomyśleć doskonałego
            nie mogę. I odpowiedział mi Pan: — Byłem twoim Mistrzem — jestem i
            będę; staraj się, aby serce twoje upodobniło się do pokornego i
            cichego Serca Mojego. Nie upominaj się nigdy o swoje prawa.
            Wszystko, co cię spotyka, znoś z wielkim pokojem i cierpliwością;
            nie broń się, gdy całe zawstydzenie będzie spadać na ciebie
            niewinnie; pozwól triumfować innym. Nie przestań być dobrą, gdy
            spostrzeżesz, że nadużywają dobroci twojej; gdy będzie potrzeba, ja
            sam się upomnę za tobą. Bądź wdzięczna za najdrobniejszą łaskę Moją,
            bo ta wdzięczność zniewala mnie do udzielania ci nowych łask.

            źródło:
            św. s. M. Faustyna Kowalska
            "Dzienniczek. Miłosierdzie Boże w duszy mojej", Wyd. Księży Marianów
            2001
            • kaczy.i.indyczy św. o. Pio 04.05.10, 22:53
              "Jestem tylko bratem, który się modli"
              • kaczy.i.indyczy św. Jan od Krzyża (1542 – 1591) 04.05.10, 22:55
                10. Młodzi miłośnicy mogą być porównani do młodego wina. Są to ci,
                którzy dopiero rozpoczynają służyć Bogu. Burzliwość wina ich miłości
                objawia się zbytnio na zewnątrz w zmysłach, gdyż męty słabych i
                niedoskonałych zmysłów nie opadły w nich jeszcze. Siła ich miłości
                leży w jej smaku zmysłowym, a i podnietą do wszelkich poczynań jest
                dla nich smak tej miłości. Na taką miłość nie należy zbytnio liczyć,
                dopóki nie opadną te fermenty i niedoskonałe smaki zmysłowości. Ta
                burzliwość i gorącość zmysłów może skłaniać dusze do dobrej i
                doskonałej miłości i być odpowiednim do niej środkiem, byle się
                oddzieliły męty jej niedoskonałości. Lecz bardzo łatwo może również
                w tych początkach i w odczuwalnej nowości braknąć wina miłości i
                zagubić się gorliwość i smak nowego. Ci początkujący w miłości
                doznają zawsze wielu udręczeń i utrudzeń zmysłowych miłości. Powinni
                zatem ograniczać picie tego młodego wina, gdyż jeśli zbyt wiele
                zaczną działać jak wino burzliwe, natura ich może się znużyć tą
                udręką i utrudzeniem miłości, to jest smakiem młodego wina. Jest ono
                bowiem, jak mówiliśmy, cierpkie i przykre, nie złagodzone jeszcze
                dostałością, w której się kończą te udręki miłości, jak to zaraz
                powiemy.

                11. To samo porównanie daje Mędrzec w Księdze Eklezjastyka,
                mówiąc: "Nowe wino, przyjaciel nowy; podstarzeje się, a z rozkoszą
                pić je będziesz" (Syr 9,15).

                Weterani miłości, wyćwiczeni już i wypróbowani w służbie Oblubieńca,
                są jak stare wino. Męty w nich są już ustane, nie podlegają więc ni
                burzliwości zmysłów, ni żadnym zewnętrznym zapałom namiętnym i
                ognistym, lecz kosztują słodyczy wina miłości już dojrzałego w samej
                jego istocie. Miłość ich nie opiera się na smakach zmysłowych, jak
                miłość młodych, lecz kosztują jej w samej głębi duszy, w słodyczy
                duchowej i w prawdzie czynów. Weterani miłości nie opierają się na
                smakach i zapałach zmysłowych i nie pragną ich, a tym samym nie
                odczuwają zniechęceń i utrudzeń. Kto bowiem idzie za pożądaniem
                uczuć zmysłowych, tym samym musi odczuwać w zmysłach i w duchu
                udręki i niesmak.

                Weterani miłości nie doświadczają już słodyczy duchowej mającej swój
                korzeń w zmysłach, a przeto nie odczuwają w tychże zmysłach ani w
                duchu udręki ani udręk miłosnych. I tacy miłośnicy chyba cudem tylko
                sprzeniewierzyliby się Bogu, wznieśli się już bowiem ponad to, co
                jest źródłem błędów, tzn. ponad zmysłowość. Wino ich miłości nie
                tylko jest wolne od mętów i ustałe, lecz jest przyprawione różnymi
                rodzajami cnót doskonałych. Cnoty te, jak mówiliśmy, nie dopuszczają
                zepsucia, które nastąpić może tylko w młodym winie.

                Taki stary przyjaciel ma wielką wartość w oczach Boga i o nim mówi
                Eklezjastyk: "Nie opuszczaj starego przyjaciela, bo nowy nie będzie
                doń podobny" (9, 14).

                źródło:
                Pieśń duchowa
                Św. Jan od Krzyża (Jan de Yepes)
                www.karmel.pl/czytelnia/piesn/index.html
                • kaczy.i.indyczy Sługa Boży Jan Paweł II (1920 - 2005) 04.05.10, 23:00
                  "Walka z szatanem, tak charakterystyczna dla Archanioła Michała,
                  jest ciągle aktualna, gdyż szatan ciągle żyje i działa wśród ludzi.
                  Istniejące w świecie zło, nieład, jaki widzimy w społeczeństwie,
                  zagubienie człowieka, wewnętrzne rozdarcie, którego jest on ofiarą,
                  są nie tylko następstwem grzechu pierworodnego, lecz także skutkiem
                  deprawującego i mrocznego działania szatana, który w sposób
                  podstępny zagraża moralnej równowadze człowieka, a którego św. Paweł
                  nie waha sie nazwać "bogiem tego świata" (2Kor 4,4), gdyż jest on
                  przebiegłym kusicielem, bowiem potrafi wpływać na nasze
                  postępowanie, aby uczynić je szkodliwym, choć pozornie zgodnym z
                  naszymi zamiarami. Dlatego Apostoł Narodów przestrzega chrześcijan
                  przed zasadzkami diabła i jego niezliczonymi pomocnikami, wzywając
                  mieszkańców Efezu: "Obleczcie pełną zbroję Bożą, byście mogli się
                  ostać wobec podstępnych zakusów diabła. Nie toczymy bowiem walki
                  przeciw krwi i ciału, lecz przeciw Zwierzchnościom, przeciw Władzom,
                  przeciw rządcom świata tych ciemności, przeciw pierwiastkom duchowym
                  zła na wyżynach niebieskich" (Ef 6,11-12)

                  Monte sant'Angelo 24 V 1987
                • kaczy.i.indyczy św. Paweł od Krzyża (1694-1775) 04.05.10, 23:02
                  "Żadnemu z członków naszego niegodnego Zgromadzenia, który został
                  wybrany do głoszenia słowa Bożego, niech nie będzie wolno posługiwać
                  się w swych kazaniach stylem tak wzniosłym lub kwiecistym, iż staje
                  się niejasny i niezrozumiały dla prostych ludzi i nieuczonych
                  umysłów. Niechże łamie chleb słowa Bożego maluczkim, stosując jasny
                  i zrozumiały sposób mówienia tak, aby jego wywody nie pozostały
                  bezskuteczne, lecz przeciwnie obfity ich owoc przyczyniał się do
                  zwiększenia chwały Bożej"
                  Reguła, rozdz. XXIII, paragr. 191

                  "... nie szukam objawień - wystarcza mi wiara. Szukanie takich
                  rzeczy, to narażanie sie własnowolnie na złudzenia podsuwane przez
                  piekielnego wroga."

                  "...prawdziwym nauczycielem modlitwy jest Duch Święty. Należy się
                  tedy modlić tak, jak jemu się podoba."

                  "Kiedy byłem jeszcze zdrów i mogłem pracować dla zbawienia bliźnich,
                  główną moją troską było nakłaniać ludzi do rozpamietywania cierpień
                  Pana Jezusa. Uderzył mnie wówczas fakt, że ci, którzy wiernie
                  oddawali sie tym rozmyślaniom, rychło osiągnęli poprawę, nawet jeśli
                  byli niegdyś bandytami, lub prowadzili rozwiązłe życie."

                  źródło:
                  Edmund Burke CP Łowca dusz. Św. Paweł od Krzyża WAM Kraków 1983
                  • kaczy.i.indyczy Św. Franciszek z Asyżu (1182–1226) 04.05.10, 23:04
                    1Tenże [br. Leonard] opowiadał, że pewnego dnia u Świętej Maryi
                    [Matki Boskiej Anielskiej] św. Franciszek zawołał brata Leona i
                    powiedział: “Bracie Leonie, pisz”. 2Ten odpowiedział: “Jestem
                    gotów”. 3Pisz - rzecze - czym jest prawdziwa radość. 4Przybywa
                    posłaniec i mówi, że wszyscy profesorowie z Paryża wstąpili do
                    zakonu; napisz to nie prawdziwa radość. 5Że tak samo uczynili
                    wszyscy prałaci z tamtej strony Alp, arcybiskupi i biskupi, również
                    król Francji i Anglii; napisz, to nie jest prawdziwa radość. 6Tak
                    samo, że moi bracia poszli do niewiernych i nawrócili wszystkich do
                    wiary; że mam od Boga tak wielką łaskę, że uzdrawiam chorych i
                    czynię wiele cudów; mówię ci, że w tym wszystkim nie kryje się
                    prawdziwa radość. 7Lecz co to jest prawdziwa radość? 8Wracam z
                    Perugii i późną nocą przychodzę tu, jest zima i słota, i tak zimno,
                    że u dołu tuniki zwisają zmarznięte sople i ranią wciąż nogi, i krew
                    płynie z tych ran. 9I cały zabłocony, zziębnięty i zlodowaciały
                    przychodzę do bramy; i gdy długo pukałem i wołałem, przyszedł brat i
                    pyta: Kto jest?. Odpowiedziałem: Brat Franciszek. 10A ten mówi:
                    Wynoś się; to nie jest pora stosowna do chodzenia; nie wejdziesz.
                    11A gdy ja znowu nalegam, odpowiada: Wynoś się; ty jesteś [człowiek]
                    prosty i niewykształcony. Jesteś teraz zupełnie zbyteczny. Jest nas
                    tylu i takich, że nie potrzebujemy ciebie. 12A ja znowu staję przy
                    bramie i mówię: Na miłość Bożą, przyjmijcie mnie na tę noc. 13A on
                    odpowiada: Nic z tego. Idź tam, gdzie są krzyżowcy i proś.
                    14Powiadam ci: jeśli zachowam cierpliwość i nie rozgniewam się, na
                    tym polega prawdziwa radość i prawdziwa cnota, i zbawienie duszy.
                    Prawdziwa i doskonała radość
                    • kaczy.i.indyczy Św. Jan Maria Vianney (1786-1859) 04.05.10, 23:06
                      Nie ma nic równie wielkiego jak Eucharystia. Gdyby Bóg miał coś
                      cenniejszego - ofiarowałby nam to.

                      Wszystkie dobre dzieła razem wzięte nie dorównują Ofierze Mszy św.,
                      gdyż są to dzieła ludzi, podczas gdy Msza św. jest dziełem Boga.

                      Pan jest tu (w Eucharystii) ukryty, czeka, byśmy Go odwiedzili i
                      przedstawili Mu nasze prośby. Popatrzcie jak jest dobry! Dostosowuje
                      się do naszej słabości... Gdyby ukazał się nam w całej swej chwale,
                      nie odważylibyśmy się zbliżyć do Niego...

                      Bez boskiej Eucharystii nie byłoby szczęścia na tym świecie, a życie
                      byłoby nieznośne. Gdy przyjmujemy komunię świętą, dostajemy i
                      radość, i szczęście.
                      • kaczy.i.indyczy Tomasz a Kempis (1380-1471) 04.05.10, 23:08
                        Tomasz a Kempis (1380-1471) O naśladowaniu Chrystusa

                        Księga I Zachęty pomocne do życia duchowego

                        Rozdział V

                        O CZYTANIU PISMA ŚWIĘTEGO


                        1. W Piśmie świętym szukajmy prawdy, a nie stylu. Biblia powinna być
                        czytana w tym samym duchu, w jakim została napisana. Winniśmy raczej
                        szukać w księgach świętych pożytku niż piękności języka. Tak samo
                        chętnie sięgajmy po książki pobożne i proste, jak po wzniosłe i
                        głębokie.
                        Niech cię nie obchodzi pozycja pisarza, czy jest wielki, czy mały w
                        sztuce pisarskiej, ale niech cię skłania do lektury samo umiłowanie
                        prawdy. Nie pytaj, kto powiedział, ale patrz, co powiedział.

                        2. Człowiek przemija, ale prawda Boża trwa na wieki. Bóg przemawia
                        do nas różnymi sposobami, nie zważając na to, czy podobają się nam
                        ludzie, przez których On mówi. Dociekliwość niekiedy przeszkadza nam
                        w czytaniu Pisma świętego, bo wolimy roztrząsać j dyskutować o tym,
                        co powinno w nas wnikać po prostu.
                        Jeśli chcesz czerpać korzyść z czytania, czytaj w pokorze, z
                        prostotą i wiarą; nie dbaj o opinię znawcy. Pytaj i słuchaj w
                        milczeniu słów świętych Pańskich, a nie lekceważ sobie wykładni
                        dawnych Ojców, bo nie były wypowiadane ot tak sobie, bez głębszej
                        przyczyny.

                        • kaczy.i.indyczy Re: Tomasz a Kempis (1380-1471) 04.05.10, 23:11
                          Tomasz a Kempis (1380-1471) O naśladowaniu Chrystusa (fragmenty)


                          Prawdziwie wielki jest ten, kto ma w sobie wielką miłość. Prawdziwie
                          wielki jest ten, kto w głębi czuje się mały i za nic ma najwyższe
                          godności. Prawdziwie mądry jest ten, kto wszystko, co ziemskie,
                          uważa za śmiecie, byleby Chrystusa pozyskać. I prawdziwie uczony
                          jest ten, kto pełni wolę Boga, a własnej woli się wyrzeka.

                          Trudno jest pozbyć się złych nawyków, a jeszcze trudniej postępować
                          wbrew własnej woli. Ale jeżeli nie zwyciężysz w rzeczach drobnych i
                          łatwych, jakże poradzisz sobie z trudniejszymi? Już na początku
                          staraj się opanować swoje skłonności i pozbyć się złych nawyków, bo
                          inaczej powoli zabrniesz w prawdziwe trudności.
                          Jeżeli to zrozumiesz, o, jaki spokój cię ogarnie, jaką radość
                          sprawisz innym, ile przybędzie ci żarliwości w nieustannym duchowym
                          doskonaleniu się.
                          • kaczy.i.indyczy Re: Tomasz a Kempis (1380-1471) 04.05.10, 23:14
                            Nie jest trudno gardzić ludzką pociechą, kiedy ma się Bożą. Ale to
                            rzecz wielka nie mieć żadnej pociechy, ani ludzkiej, ani Bożej, ale
                            dla chwały Boga chętnie dźwigać to wewnętrzne wygnanie i w niczym
                            nie szukać samego siebie ani oglądać się na własną zasługę.
                            Cóż w tym wielkiego, żeś wesoły i pobożny, gdy czujesz łaskę Bożą?
                            Wszyscy by sobie tego życzyli. Dobrze temu jechać, kogo unosi łaska.
                            I cóż dziwnego, że nie czuje się ciężaru, skoro niesie nas
                            Wszechmogący a prowadzi najlepszy Przewodnik?

                            Skąd więc mam czerpać nadzieję, komu ufać, jeśli nie wielkiemu
                            miłosierdziu Bożemu i jedynej nadziei łaski niebieskiej?
                            Bo choćby otaczali mnie sami dobrzy ludzie i bracia oddani, wierni
                            przyjaciele, święte książki, piękne rozprawy, słodkie śpiewy i
                            hymny, wszystko to niewiele pomoże ani nasyci, kiedy opuści mnie
                            łaska i stanę zdany na własną nędzę. Nie ma na to lepszego lekarstwa
                            niż cierpliwość i wyrzeczenie się swojej woli dla woli Bożej.

                            Pociecha Boża przychodzi, aby pokrzepić człowieka na przetrwanie
                            trudności. Przyjdzie i pokusa, abyś nie był zbyt pewny siebie.
                            Diabeł nie śpi, a ciało jeszcze nie umarło, dlatego nie ustawaj w
                            gotowości bojowej, bo wrogowie czyhają na prawo i lewo, a nigdy nie
                            spoczywają.

                            • kaczy.i.indyczy Re: Tomasz a Kempis (1380-1471) 04.05.10, 23:16
                              Szczęśliwy, kto zrozumiał, co znaczy miłować Jezusa i opuścić siebie
                              dla Jezusa.

                              Innych kochajmy ze względu na Jezusa. Jezusa zaś dla Niego samego.

                              Wielu ma dzisiaj Jezus tych, co kochają Jego Królestwo niebieskie,
                              ale mało takich, którzy dźwigaliby Jego krzyż. Wielu ma spragnionych
                              Jego pocieszenia, lecz mało pragnących dzielić z Nim ból. Wielu
                              znajdzie przyjaciół do stołu, ale mało do postu.
                              Wszyscy chcą się z Nim cieszyć, mało pragnie dla Niego i z Nim
                              cierpieć. Wielu idzie za Jezusem do momentu łamania chleba, lecz
                              niewielu aż do wychylenia kielicha męki. Wielu podziwia Jego cuda,
                              mało postępuje za hańbą krzyża.
                              Wielu kocha Jezusa, dopóki nie zjawią się trudności. Wielu Go chwali
                              i błogosławi, dopóki otrzymuje od Niego jakieś łaski. Gdy zaś Jezus
                              się ukryje i choć na chwilę ich opuści, skarżą się albo całkiem
                              upadają na duchu.

                              O, jak wiele może czysta miłość Jezusa bez domieszki żadnego
                              własnego dobra czy miłości!

                              • kaczy.i.indyczy Wawrzyniec Scupoli (ok. 1530 - 1610) 04.05.10, 23:18
                                Tych, którzy zdali sobie sprawę z tego, że prowadzą zepsute życie, i
                                chcieliby je zmienić, szatan zazwyczaj zwodzi i pokonuje bronią,
                                która nazywa się "później, później- łac. cras, cras" (tak kracze
                                kruk). [...] Na tę przynętę złapało się wielu i wielu nadal się
                                łapie. Powodem tego jest nasze zaniedbanie i niepokój, bo w sprawie,
                                która dotyczy zbawienia duszy i czci Boga, nie sięga się z
                                gotowością po jakże potężną broń, zwaną: "teraz, teraz".
                                Dlaczego "później"? Teraz, już! Trzeba sobie powiedzieć: "Czy gdyby
                                zostało mi udzielone >później< i >jutro<, czy drogą do zbawienia i
                                zwycięstwa może być chęć odniesienia nowych ran i spowodowania
                                nowych nieporządków?". [...] Jedynym sposobem uniknięcia tej pułapki
                                oraz pokonania wroga jest natychmiastowe posłuszeństwo Bożym myślom
                                i natchnieniom. Mówię o czynach, a nie o postanowieniach, bo tych
                                ostatnich często się nie realizuje.

                                źródło:
                                Wawrzyniec Scupoli "Walka Duchowa", Przekład: Anna Dudzińska-Facca,
                                Klub Książki Katolickiej 2002
                                • kaczy.i.indyczy św. Jan od Krzyża (1542 – 1591) 04.05.10, 23:20
                                  "Wszystkie dobra zostały mi dane, odkąd nie poszukiwałem ich dla
                                  zadowolenia miłości własnej"

                                  • kaczy.i.indyczy Św. Faustyna Kowalska (1905-1938) 04.05.10, 23:24
                                    NOWENNA DO MIŁOSIERDZIA BOŻEGO (fragment)

                                    Dzień ósmy: Dusze czyśćcowe


                                    Dziś sprowadź mi dusze, które są w więzieniu czyśćcowym i zanurz je
                                    w przepaści miłosierdzia mojego, niechaj strumienie krwi mojej
                                    ochłodzą ich upalenie. Wszystkie te dusze są bardzo przeze mnie
                                    umiłowane, odpłacają się mojej sprawiedliwości; w twojej mocy jest
                                    im przynieść ulgę. Bierz ze skarbca mojego Kościoła wszystkie
                                    odpusty i ofiaruj za nie... O, gdybyś znała ich mękę, ustawicznie
                                    byś ofiarowała za nie jałmużnę ducha i spłacała ich długi mojej
                                    sprawiedliwości.

                                    Jezu najmiłosierniejszy, kóryś sam powiedział, że miłosierdzia
                                    chcesz, otóż wprowadzam do mieszkania Twego najlitościwszego Serca
                                    dusze czyśćcowe - dusze, które Ci są bardzo miłe, a które jednak
                                    wypłacać się muszą Twej sprawiedliwości - niech strumienie krwi i
                                    wody, które wyszły z Serca Twego, ugaszą płomienie ognia
                                    czyśćcowego, aby się i tam stawiła moc miłosierdzia Twego.

                                    Ze strasznych upałów ognia czyśćcowego
                                    Wznosi się jęk do miłosierdzia Twego.
                                    I doznają pocieszenia, ulgi i ochłody
                                    W strumieniu wylanym krwi i wody.

                                    Ojcze Przedwieczny, spójrz okiem miłosierdzia na dusze w czyśćcu
                                    cierpiące, a które są zamknięte w najlitościwszym Sercu Jezusa.
                                    Błagam Cię przez bolesną mękę Jezusa, Syna Twego, i przez całą
                                    gorycz, jaką była zalana Jego przenajświętsza dusza, okaż
                                    miłosierdzie swoje duszom, które są pod sprawiedliwym wejrzeniem
                                    Twoim; nie patrz na nie inaczej, jak tylko przez rany Jezusa, Syna
                                    Twego najmilszego, bo my wierzymy, że dobroci Twojej i litości
                                    liczby nie masz . (1226-1227)

                                    Koronka do Miłosierdzia Bożego.

                                    www.faustina.ch/swieto_milosierd ... owenna.htm
                                    • kaczy.i.indyczy św. Josemaría Escrivá 04.05.10, 23:26
                                      "Jezus pozostał w Eucharystii z miłości"

                                      Częstotliwość nawiedzenia Najświętszego Sakramentu jest funkcją
                                      dwóch czynników: wiary i serca, widzenia prawdy i ukochania jej.
                                      (Bruzda, 818)

                                      Serce! Od czasu do czasu wciska się weń cień blichtru ziemskiego:
                                      głupie, smutne, "zaściankowe" wspomnienia...

                                      Przystąp natychmiast do Tabernakulum, fizycznie lub duchowo, a
                                      powrócisz do światła, do radości, do Życia. (Bruzda, 817)

                                      Zaglądaj często do kaplicy, aby powiedzieć Jezusowi: ... rzucam się
                                      w Twoje ramiona.
                                      – Pozostaw u Jego stóp, co posiadasz: swoją nędzę!
                                      – W ten sposób, niezależnie od nawału spraw, które dźwigasz ze sobą,
                                      nigdy nie stracisz pokoju. (Kuźnia, 306)

                                      Jezus pozostał w Eucharystii z miłości... do ciebie.
                                      – Pozostał wiedząc, jak ludzie Go przyjmą... i jak ty Go przyjmiesz.
                                      – Pozostał, abyś Go spożywał, abyś Go odwiedzał i abyś Mu opowiadał
                                      swoje sprawy i abyś, obcując z Nim przy Tabernakulum i przyjmując
                                      Sakrament, rozpalał się z dnia na dzień coraz większą miłością i
                                      przyczynił się, aby inne dusze – liczne! – szły tą samą drogą.
                                      (Kuźnia, 887)

                                      • kaczy.i.indyczy św. Jan Bosko (1815 - 1888) 04.05.10, 23:29
                                        "... Prawdziwą zemstą katolika jest przebaczenie i modlitwa za
                                        osobę, która nas obraża ..." :)
                                        • kaczy.i.indyczy św. Josemaría Escrivá 04.05.10, 23:30
                                          "Patrzeć czystym spojrzeniem"

                                          Jakże piękna jest święta czystość! Ale jeśli ją odłączymy od miłości
                                          nie jest ani święta, ani miła Bogu. Miłość jest ziarnem, które
                                          wyrośnie i wyda smaczne owoce jeśli nawodnimy je czystością.
                                          Czystość bez miłości jest bezpłodna a jej wyjałowione wody
                                          zamieniają dusze w trzęsawisko, w cuchnące bajoro, z którego
                                          wydobywa się odór pychy. (Droga, 119)

                                          Oczywiście, cnotą najwyższą jest miłość do Boga, ale czystość jest
                                          conditio sine qua non, czyli niezbędnym warunkiem dostąpienia
                                          zażyłego dialogu z Bogiem. Gdy się jej nie przestrzega, jeżeli się o
                                          nią nie walczy, ślepnie się; nie widzi się nic, człowiek zmysłowy
                                          bowiem nie pojmuje tego, co jest z Bożego Ducha.

                                          My jednak chcemy patrzeć czystym spojrzeniem, zachęceni nauką
                                          Mistrza: Błogosławieni czystego serca, albowiem oni Boga oglądać
                                          będą. Słowa te Kościół pojmował zawsze jako zaproszenie do
                                          czystości. Czyste serca zachowują ci, którzy mają sumienie
                                          całkowicie czyste, którzy kochają czystość — pisze św. Jan
                                          Chryzostom.— Żeby oglądać Boga, żadna inna cnota nie jest aż tak
                                          potrzebna. (Przyjaciele Boga, 175)

                                          • kaczy.i.indyczy Re: św. Josemaría Escrivá 04.05.10, 23:33
                                            "Bóg bowiem pysznym się sprzeciwia"

                                            Pewną drogą pokory jest zastanawianie się nad tym, jak nawet przy
                                            braku talentu, rozgłosu i bogactwa, możemy być skutecznymi
                                            narzędziami, jeżeli będziemy prosić Ducha Świętego, aby nam udzielił
                                            swoich darów. Apostołowie, chociaż byli nauczani przez Jezusa przez
                                            trzy lata, uciekli przerażeni przed nieprzyjaciółmi Chrystusa.
                                            Natomiast po Zielonych Świątkach pozwolili się chłostać i zamykać w
                                            więzieniach, i potrafili oddać życie swoje na świadectwo swej
                                            wierze. (Bruzda, 283)

                                            Na myśl o tej tajemnicy z ust świętego Pawła wyrywa się radosny
                                            hymn, który możemy dziś zgłębiać słowo po słowie. To dążenie niech
                                            was ożywia; ono też było w Chrystusie Jezusie. On, istniejąc w
                                            postaci Bożej, nie skorzystał ze sposobności, aby na równi być z
                                            Bogiem, lecz ogołocił samego siebie, przyjąwszy postać sługi,
                                            stawszy się podobnym do ludzi. A w zewnętrznym przejawie, uznany za
                                            człowieka, uniżył samego siebie, stawszy się posłusznym aż do
                                            śmierci — i to śmierci krzyżowej. (Przyjaciele Boga, 97)

                                            Bóg bowiem pysznym się sprzeciwia, a pokornym łaskę daje — uczy
                                            Apostoł św. Piotr. W każdej epoce historii i w każdej ludzkiej
                                            sytuacji pokora jest jedyną drogą, by żyć życiem Bożym. Czyżby Pan
                                            cieszył się z naszego upokorzenia? Nie. Cóż bowiem nasze upokorzenie
                                            dałoby Temu, który wszystko stworzył, wszystko podtrzymuje i kieruje
                                            wszystkim, co istnieje? Bóg pragnie naszej pokory jako sposób
                                            wyzwolenia się z pęt naszego własnego „ja” po to jedynie, aby mógł
                                            nas całkowicie wypełnić sobą. On chce, byśmy nie stawiali miłość
                                            żadnych przeszkód, by — mówiąc obrazowo — w naszym biednym sercu
                                            zmieściło się jak najwięcej Jego łaski. Gdyż Bóg, który chce, abyśmy
                                            byli pokorni, jest tym samym Bogiem, który przekształci nasze ciało
                                            poniżone w podobne do swego chwalebnego ciała, tą mocą, dzięki
                                            której może On wszystko co jest, sobie podporządkować. Bóg ubóstwia
                                            nas dobrym ubóstwieniem. (Przyjaciele Boga, 98 )
                                            • kaczy.i.indyczy Re: św. Josemaría Escrivá 04.05.10, 23:35
                                              "Nasze męstwo jest zapożyczone"

                                              Nie bądź rozlazłym, mięczakiem. — Najwyższy czas, ażebyś pozbył się
                                              tego osobliwego współczucia, jakim darzysz samego siebie. (Droga,
                                              193)

                                              Mówiliśmy wcześniej o walce. Ale walka wymaga zaprawy, odpowiedniego
                                              pokarmu, szybkiego zastosowania lekarstwa w przypadku choroby,
                                              kontuzji czy ran. Sakramenty, podstawowe lekarstwo Kościoła, nie są
                                              czymś zbędnym: kiedy porzuca się je dobrowolnie, nie można
                                              postępować na drodze naśladowania Chrystusa: potrzebujemy ich jak
                                              oddechu, jak krążenia krwi, jak światła, żeby w każdej chwili
                                              dostrzec to, czego chce od nas Pan.

                                              Ascetyka chrześcijańska wymaga męstwa; a to męstwo chrześcijanin
                                              odnajduje u Stwórcy. Jesteśmy ciemnością, a On najjaśniejszym
                                              blaskiem; jesteśmy chorobą, a On pełnią zdrowia; jesteśmy
                                              niedostatkiem, a On nieskończonym bogactwem; jesteśmy słabością, a
                                              On nas podtrzymuje, quia tu es, Deus, fortitudo mea, ponieważ zawsze
                                              jesteś, o Boże mój, naszą mocą. Na tej ziemi nie istnieje nic, co
                                              byłoby w stanie powstrzymać niecierpliwy strumień odkupieńczej Krwi
                                              Chrystusa. Jednak ludzka małość może przesłonić oczy, tak iż nie
                                              dostrzegą one Bożej wielkości. Stąd odpowiedzialność wszystkich
                                              wiernych, a zwłaszcza tych, którzy mają zadanie kierowania –
                                              służenia – duchowo Ludem Bożym – aby nie zamykać źródeł łaski, nie
                                              wstydzić się Krzyża Chrystusa. (To Chrystus przechodzi, 80)
                                              • kaczy.i.indyczy Re: św. Josemaría Escrivá 04.05.10, 23:41
                                                Trzeba, abyśmy często rozważali, po to, by tego nie zapomnieć, że
                                                Kościół jest głęboką tajemnicą, która nie może być nigdy ogarnięta
                                                na tej ziemi. Jeżeliby rozum zamierzał wytłumaczyć ją sam z siebie,
                                                widziałby jedynie zgromadzenie ludzi, którzy przestrzegają pewnych
                                                przepisów, którzy myślą w podobny sposób. Ale to nie byłby Kościół
                                                Święty.

                                                W Kościele Świętym my, katolicy odnajdujemy naszą wiarę, normy
                                                naszego postępowania, naszą modlitwę, znaczenie braterstwa, łączność
                                                ze wszystkimi braćmi, którzy zmarli i którzy przebywają w Czyśćcu -
                                                z Kościołem cierpiącym, i Kościołem triumfującym - tymi, co radują
                                                się już błogosławionym widzeniem - na wieki wieków miłującym Boga
                                                trzy razy Świętego Jest to Kościół, który trwa tu, a zarazem
                                                wykracza poza historię Kościół, który zrodził się pod płaszczem
                                                Najświętszej Marii Panny i nie zaprzestaje - na ziemi i w niebie -
                                                wychwalać Jej jako Matki.

                                                Utwierdźmy się w wierze w nadprzyrodzony charakter Kościoła,
                                                wyznajmy to - jeżeli trzeba - wielkim głosem, ponieważ dzisiaj wielu
                                                jest takich, którzy -choć fizycznie są wewnątrz Kościoła, a często
                                                nawet na górze - zapomnieli o tych podstawowych prawdach i usiłują
                                                kreować wizję Kościoła, który nie jest Święty, który nie jest Jeden,
                                                który nie może być Apostolski, ponieważ nie opiera się na skale
                                                Piotrowej, który nie jest Katolicki, ponieważ jest popękany w wyniku
                                                różnych nieprawidłowości będących często wymysłem zachcianek
                                                ludzkich.

                                                Nie jest to nic nowego. Odkąd Jezus Chrystus Nasz Pan założył
                                                Kościół Święty, ta Matka nasza stale cierpiała prześladowania. Być
                                                może w innych epokach napaści bywały organizowane bardziej otwarcie,
                                                jawnie, teraz w wielu wypadkach chodzi o prześladowanie ukryte. Jak
                                                wczoraj, tak dzisiaj prześladowanie Kościoła trwa.
                                                Powiem wam to jeszcze raz: ani z temperamentu, ani z przekonania nie
                                                jestem pesymistą. Jak można być pesymistą, jeżeli Pan Nasz
                                                przyrzekł, że będzie z nami aż do skończenia świata?

                                                Zesłanie Ducha Świętego uczyniło ze zgromadzenia uczniów w
                                                Wieczerniku pierwszą publiczną manifestację Kościoła.
                                                Nasz Bóg Ojciec - ten Ojciec kochający, który troszczy się o nas
                                                jak "o źrenicę swego oka" - jak to obrazowo podaje Pismo, byśmy
                                                lepiej pojęli - nie przestaje uświęcać, przez Ducha Świętego,
                                                Kościoła założonego przez Swego najukochańszego Syna. Ale Kościół
                                                przezywa obecnie trudne dni: są to lata wielkiego zamętu dusz. Wśród
                                                hałasu i wrzawy ze wszystkich stron, odradzają się wszelkie błędy,
                                                które zdarzały się juz na przestrzeni wieków.

                                                św. Josemaria Escriva de Balaguer - Kochać Kościół
                                                • kaczy.i.indyczy Re: św. Josemaría Escrivá 04.05.10, 23:43
                                                  Wiara. Potrzebujemy wiary. Jeśli patrzy się oczyma wiary, odkrywa
                                                  się, że "Kościół niesie w sobie samym i głosi wokół siebie swą
                                                  własną apologię. Kto go rozważa, kto studiuje oczyma miłującymi
                                                  prawdę, powinien przyznać, że on -niezależnie od ludzi, którzy się
                                                  nań składają, i praktycznych form działania, w których się
                                                  przejawia - niesie w sobie orędzie światła uniwersalnego i jedynego,
                                                  uwalniającego i potrzebnego, boskiego" (8 ).
                                                  Kiedy słyszymy głosy herezji - tak właśnie trzeba to nazwać, nigdy
                                                  nie lubiłem eufemizmów - kiedy obserwujemy, że atakuje się bezkarnie
                                                  świętość małżeństwa i świętość kapłaństwa, niepokalane poczęcie
                                                  Najświętszej Marii Panny Naszej Matki i jej dziewiczość wieczną ze
                                                  wszystkimi przywilejami i darami, którymi Bóg ją ozdobił; że atakuje
                                                  się cud nieustannej obecności Jezusa Chrystusa w Przenajświętszej
                                                  Eucharystii, prymat Piotra, samo Zmartwychwstanie Naszego Pana -jak
                                                  można nie czuć smutku duszy? Ale bądźmy ufni - Kościół Święty nie
                                                  może ulec zepsuciu. "Kościół zachwiałby się, gdyby jego fundament
                                                  się zachwiał, ale czy Chrystus może się zachwiać? Dopóki Chrystus
                                                  się nie zachwieje, dopóty Kościół nie osłabnie - nigdy aż do
                                                  skończenia czasów" (9).

                                                  8. Paweł VI, Przemówienie, 23 VI 1966.
                                                  9. św. Augustyn, Enarrationes in Psalmos, 103,2,5 (PL 37,1353).

                                                  św. Josemaria Escriva de Balaguer - Kochać Kościół
                                                  • kaczy.i.indyczy Re: św. Josemaría Escrivá 04.05.10, 23:43
                                                    To, co ludzkie i to, co boskie w Kościele

                                                    Tak, jak w Chrystusie są dwie natury - ludzka i boska, tak i w
                                                    Kościele, analogicznie, istnieje pierwiastek ludzki i boski. Element
                                                    ludzki nie umyka niczyjej uwadze - dla każdego jest oczywisty.
                                                    Kościół na tym świecie jest złożony z ludzi i dla ludzi. Gdy mówimy
                                                    o ludziach, to mówimy o wolności, o możliwościach wielkości i
                                                    małostkowości, bohaterstwa i upadków, jakie niesie ona ze sobą.
                                                    Gdybyśmy przyjęli tylko tę ludzką cząstkę Kościoła, nie
                                                    zrozumielibyśmy go nigdy, ponieważ nie doszlibyśmy do bram
                                                    tajemnicy. Pismo Święte używa wielu terminów wziętych z ziemskiego
                                                    doświadczenia, aby nazwać Królestwo Boże i jego obecność wśród nas,
                                                    w Kościele. Porównuje je do zagrody, do owczarni, do domu, do
                                                    nasienia, do winnicy, do pola, na którym Bóg sadzi lub buduje. Ale
                                                    wyróżnia się jedno określenie, które streszcza wszystko: Kościół
                                                    jest Ciałem Chrystusa.
                                                    "I On ustanowił jednych apostołami, innych prorokami, innych
                                                    ewangelistami, innych pasterzami i nauczycielami dla przysposobienia
                                                    świętych do wykonywania posługi celem budowania Ciała Chrystusowego"
                                                    (10). Św. Paweł pisze także, że "wszyscy razem tworzymy jedno ciało
                                                    w Chrystusie, a każdy z osobna jesteśmy nawzajem dla siebie
                                                    członkami" (11). Jak świetlana jest nasza wiara! Wszyscy jesteśmy w
                                                    Chrystusie, ponieważ "On jest Głową Ciała-Kościoła" (12).

                                                    10. Ef 4, 11-12.
                                                    11. Rz l2, 5. 12 Kor 1, 18.
                                                    13. św. Augustyn, Enarrationes in Psalmos, 56, 1 (PL 36, 662).

                                                    św. Josemaria Escriva de Balaguer - Kochać Kościół
                                                  • kaczy.i.indyczy Re: św. Josemaría Escrivá 04.05.10, 23:46
                                                    Rozumiecie teraz, dlaczego nie można rozłączyć Kościoła widzialnego
                                                    od Kościoła niewidzialnego. Kościół jest jednocześnie ciałem
                                                    mistycznym i ciałem prawnym. Przez "sam fakt, że jest ciałem,
                                                    poznaje się Kościół oczyma" (14), nauczał Leon XIII. W ciele
                                                    widzialnym Kościoła - w zachowaniu się ludzi, którzy się na niego
                                                    składają tu na ziemi - zauważamy wiele nędzy, chwiejności, zdrady.
                                                    Ale na tym Kościół ani się nie kończy, ani też tym bardziej z tak
                                                    błędnym zachowaniem się nie utożsamia. Z drugiej strony nie brakuje
                                                    tu i teraz przykładów wielkoduszności, heroicznych zachowań,
                                                    świętego życia, które bez rozgłosu spala się z radością w służbie
                                                    braciom w wierze i wszystkim duszom.
                                                    Zważcie nadto, że gdyby nawet upadki liczebnie przewyższały męstwo,
                                                    pozostawałaby jeszcze owa rzeczywistość mistyczna -
                                                    jasna,niezaprzeczalna, chociaż nie dostrzegamy jej zmysłami - to
                                                    jest Ciało Chrystusa, sam Nasz Pan, działanie Ducha Świętego, pełną
                                                    miłości obecność Ojca.
                                                    Kościół jest zatem jednocześnie ludzki i boski. "Jest społecznością
                                                    boską a przez swe pochodzenie nadprzyrodzoną ze względu na cel i
                                                    środki, które bezpośrednio do tego celu wiodą ale o tyle, o ile
                                                    złożony jest z ludzi, jest wspólnotą ludzką" (15). Żyje i działa w
                                                    świecie, ale jego cel i moc nie są na ziemi, lecz w Niebie.
                                                    Popełniają straszliwy błąd ci, którzy zmierzają do wydzielenia
                                                    Kościoła charyzmatycznego, który był tym naprawdę założonym przez
                                                    Chrystusa, od innego, prawnego czy instytucjonalnego, który byłby
                                                    dziełem ludzi i zwykłym wynikiem wypadków historycznych. Jest tylko
                                                    jeden Kościół. Chrystus założył jeden jedyny Kościół: widzialny i
                                                    niewidzialny, którego ciało jest hierarchiczne i zorganizowane,
                                                    osadzony w prawie bożym z własnym życiem nadprzyrodzonym, które go
                                                    porusza, podtrzymuje i ożywia
                                                    Trzeba więc pamiętać, ze kiedy Pan ustanowił swój Kościół, "nie
                                                    pojmował go, ani nie uformował w taki sposób, aby mieścił w sobie
                                                    mnogość wspólnot podobnych w swoim rodzaju, ale różnych i nie
                                                    złączonych owymi więzami, które czynią Kościół niepodzielnym i
                                                    jednym... I tak, kiedy Jezus Chrystus mówiło tym mistycznym gmachu,
                                                    wspominał tylko o jednym Kościele, który nazywał swoim: zbuduję
                                                    Kościół mój (Mt 16,18 ). Jakikolwiek inny Kościół, nie będąc
                                                    założonym przez Niego, nie może być Jego prawdziwym Kościołem" (16).
                                                    Jeszcze raz powtarzam: wiara. Pomnóżmy naszą wiarę prosząc o nią
                                                    Trójcę Przenajświętszą, której uroczystość dziś obchodzimy. Może
                                                    zdarzyć się wszystko, ale nie zdarzy się, ze Bóg trzy razy Święty
                                                    opuści swą Oblubienicę.

                                                    14. Leon XIII, Enc. Satis cognitum, AAS 28, s. 710.
                                                    15. Tamże, s. 724.
                                                    16. Tamże, s. 712-713.

                                                    św. Josemaria Escriva de Balaguer - Kochać Kościół
                                                  • kaczy.i.indyczy Re: św. Josemaría Escrivá 04.05.10, 23:50
                                                    W Kościele jest nasze zbawienie

                                                    Nie możemy zapominać, że Kościół jest czymś więcej niż drogą do
                                                    zbawienia: jest jedyną drogą. I nie jest to wymysłem ludzi, lecz
                                                    wyrazem woli Chrystusa: "Kto uwierzy i przyjmie chrzest, będzie
                                                    zbawiony; a kto nie uwierzy, będzie potępiony" (23). Dlatego właśnie
                                                    twierdzi się, że Kościół jest środkiem koniecznym do zbawienia. Już
                                                    w II wieku pisał Orygenes: "jeżeli ktoś chce się zbawić, niech
                                                    przyjdzie do tego domu, ażeby mógł to osiągnąć... Niech nikt nie
                                                    oszukuje samego siebie: z dala od tego domu, to jest z dala od
                                                    Kościoła, nikt się nie zbawi" (24) A Św. Cyprian mówił: "Jeśli ktoś
                                                    ocalał z potopu uciekłszy z Arki Noego, wówczas moglibyśmy przyjąć
                                                    ze ktoś, kto porzuca Kościół może uniknąć potępienia" (25).
                                                    EXTRA ECCLESIAM, NULLA SALUS. Jest to ustawiczne ostrzeżenie Ojców
                                                    Kościoła: "poza Kościołem katolickim można znaleźć wszystko -
                                                    przyznaje św. Augustyn - oprócz zbawienia. Można mieć godność, można
                                                    mieć sakramenty, można śpiewać alleluja, można odpowiadać amen,
                                                    można podtrzymywać Ewangelię, można mieć wiarę w Ojca, w Syna i w
                                                    Ducha Świętego, i głosić ją; ale nigdzie poza Kościołem katolickim
                                                    nie można znaleźć zbawienia" (26).
                                                    Mimo to, jak ponad dwadzieścia lat temu ubolewał Pius
                                                    XII, "niektórzy sprowadzają do pustej formułki konieczność należenia
                                                    do prawdziwego Kościoła dla osiągnięcia wiecznego zbawienia" (27).
                                                    Ten dogmat wiary stanowi bazę zbawczej misji Kościoła, on akcentuje
                                                    odpowiedzialność apostolską chrześcijan. Chrystus kategorycznie
                                                    podkreśla - pośród innych poleceń - konieczność włączenia się do
                                                    Jego Ciała Mistycznego przez chrzest. "I nasz Zbawiciel nie tylko
                                                    dał przykazanie, aby wszyscy wchodzili do Kościoła, ale także
                                                    postanowił, żeby Kościół był pośrednikiem zbawienia, bez którego
                                                    nikt nie może dojść do królestwa chwały niebieskiej" (28 ).
                                                    Jest obowiązkiem wierzyć, że nikt, kto nie należy do Kościoła nie
                                                    będzie zbawiony, i że nikt, kto się nie ochrzci, nie wchodzi do
                                                    Kościoła. Usprawiedliwienie "po ogłoszeniu Ewangelii, nie może mieć
                                                    miejsca bez odradzającego obmycia, lub pragnienia tego", postanowił
                                                    Sobór w Trydencie (29).

                                                    24. Orygenes, In Jesu nave hom„ 5, 3 (PG 12, 841).
                                                    25. św. Cyprian, De catholicae Ecclesiae unitate, 6 (PL 4, 503).
                                                    26. św. Augustyn Sermo ad Cassanensis ecclesiae plebem, 6 (PL 43
                                                    456)
                                                    27. Pius XII, Enc Humam genens AAS 42 s 570
                                                    28. Pius XII List S Of do abp Bostonu, Denzinger-Schon 3868
                                                    29. Deki et De lustificatione, roz 4, Denzinger-Schon 1524

                                                    św. Josemaria Escriva de Balaguer - Kochać Kościół
                                                  • kaczy.i.indyczy Re: św. Josemaría Escrivá 04.05.10, 23:52
                                                    Jest to stałe wymaganie Kościoła, które, z jednej strony, stanowi
                                                    dla naszej duszy zarzewie żarliwości apostolskiej, z drugiej,
                                                    okazuje także jasno nieskończone miłosierdzie Boże dla stworzeń.
                                                    Św. Tomasz tłumaczy to w sposób następujący: "w dwojaki sposób
                                                    rozumieć można brak sakramentu chrztu. Po pierwsze, kiedy nie
                                                    otrzymało się go ani faktycznie, ani pragnieniem; jest to przypadek
                                                    tego, kto ani się nie ochrzcił, ani nie chce się ochrzcić. Taka
                                                    postawa u osób, które osiągnęły wiek dojrzałości oznacza
                                                    lekceważenie sakramentu. I w konsekwencji, ci którzy z tej racji nie
                                                    są ochrzczeni nie mogą wejść do królestwa niebieskiego, ponieważ ani
                                                    sakramentalnie, ani duchowo nie wcielają się w Chrystusa; a jedynie
                                                    od Niego pochodzi Zbawienie. Po drugie, może brakować pewnej osobie
                                                    sakramentu chrztu, ale nie pragnienia go, jak jest w wypadku
                                                    pragnącego ochrzcić się, którego zaskakuje śmierć przed otrzymaniem
                                                    sakramentu. Człowiek ten może się zbawić nawet bez chrztu
                                                    rzeczywistego, przez samo pragnienie sakramentu, pragnienie, które
                                                    pochodzi z wiary działającej przez miłość, przez którą Bóg, który
                                                    nie związał swojej władzy z sakramentami widzialnymi, uświęca
                                                    wewnętrznie tego człowieka" (30).
                                                    Bóg nasz Pan, nie odmawia nikomu szczęścia wiecznego i
                                                    nadprzyrodzonego -jest to całkowicie darowane, to nam z żadnego
                                                    tytułu nie przysługiwało, zwłaszcza po grzechu: Jego
                                                    wspaniałomyślność jest nieskończona. "Jest rzeczą wiadomą, że ci, co
                                                    cierpią na nieprzezwyciężoną nieznajomość naszej przenajświętszej
                                                    religii, a starannie przestrzegają prawa naturalnego i jego
                                                    przepisów, wykutych przez Boga w sercach wszystkich, i są gotowi być
                                                    posłusznymi Bogu i prowadzą życie uczciwe i prostolinijne, mogą
                                                    osiągnąć życie wieczne przez skuteczne działanie światła bożego i
                                                    łaskę" (31).
                                                    Tylko Bóg wie, co się dzieje w sercu każdego człowieka i On nie
                                                    traktuje dusz jako masy, tylko każdą indywidualnie. Nikomu na tej
                                                    ziemi nie przysługuje prawo sądzenia o zbawieniu czy potępieniu
                                                    wiecznym w jakimś konkretnym przypadku.

                                                    30. św. Tomasz, S Th III, q 68, a 2
                                                    31. Pius IX Enc Quanto conficiamur moerore, 10 VIII 1863, Denzinger-
                                                    Schon 1677 (2866)

                                                    św. Josemaria Escriva de Balaguer - Kochać Kościół
                                                  • kaczy.i.indyczy Re: św. Josemaría Escrivá 04.05.10, 23:53
                                                    Ale nie zapominajmy, że sumienie może z własnej winy ulec spaczeniu,
                                                    stwardnieć w grzechu i opierać się zbawczemu działaniu Boga. Stąd
                                                    potrzeba głoszenia nauki Chrystusowej, prawd wiary i norm moralnych;
                                                    i stąd także potrzeba Sakramentów, ustanowionych przez Jezusa
                                                    Chrystusa jako narzędzie przyczynowe Jego łaski (32) i środek na
                                                    nędzę spowodowaną stanem naszej upadłej natury (33). Wynika z tego,
                                                    że korzystne jest częste przystępowanie do spowiedzi i Komunii
                                                    Eucharystycznej.
                                                    Stąd też, jasno skonkretyzowana przez rady Św. Pawła, ogromna
                                                    odpowiedzialność wszystkich w Kościele, a szczególnie
                                                    pasterzy: "Zaklinam cię wobec Boga i Chrystusa Jezusa, który będzie
                                                    sądził żywych i umarłych, i na Jego pojawienie się, i na Jego
                                                    królestwo: głoś naukę, nastawaj w porę, w porę wykaż błąd, poucz,
                                                    podnieś na duchu z całą cierpliwością, ilekroć nauczasz. Przyjdzie
                                                    bowiem chwila, kiedy zdrowej nauki nie będą znosili, ale według
                                                    własnych pożądań - ponieważ ich uszy świerzbią- będą sobie mnożyli
                                                    nauczycieli. Będą się odwracali od słuchania prawdy, a obrócą się ku
                                                    zmyślonym opowiadaniom" (34).

                                                    32. Por SW Tomasz, S Th III, q 62 a 1
                                                    33. Por Tamże, q 61, a 2 24 2 Tym 4 1
                                                    34. Por Łk 10,42

                                                    św. Josemaria Escriva de Balaguer - Kochać Kościół
                                                  • kaczy.i.indyczy św. Doroteusz z Gazy (505 – 565) 04.05.10, 23:54
                                                    Jeśli (...) sumienie nakazuje nam coś uczynić, a my nim wzgardzimy
                                                    i znowu się odzywa, a my tego nie czynimy, ale nadal je depczemy,
                                                    to ponownie zasypujemy tę iskierkę i nie może
                                                    już ona pouczać nas jasno spod ciężaru,
                                                    którym ją przysypaliśmy;
                                                    ale jak kopcąca lampa
                                                    zaczyna nam świecić ciemno i wskazywać niewyraźnie.
                                                    I tak stopniowo - podobnie jak w wodzie zmąconej błotem
                                                    nie można rozpoznać swojego odbicia, tracimy zdolność
                                                    słyszenia głosu sumienia, i w końcu prawie się nam wydaje,
                                                    że go wcale nie mamy. Ale nie istnieje człowiek,
                                                    który by go nie miał: jest ono bowiem czymś boskim, jak już
                                                    powiedzieliśmy i nigdy nie ginie,
                                                    ale zawsze przypomina nam nasz obowiązek; tylko że my już nie
                                                    słyszymy jego głosu,
                                                    bośmy nim pogardzili i podeptali je.
                                                    (...)
                                                    Pilnie więc starajmy się, bracia, strzec naszego sumienia,
                                                    dopóki jeszcze jesteśmy na tym świecie; niech ono nas o nic
                                                    nie musi upominać, ani nie gardźmy nim,
                                                    choćby chodziło o najmniejszy drobiazg;
                                                    bo wiemy, że od rzeczy małych i uważanych za nieważne
                                                    przechodzi sie do gardzenia i wielkimi.

                                                    źródło:
                                                    św. Doroteusz z Gazy "Nauki ascetyczne" ATK, Warszawa 1980
                                                  • kaczy.i.indyczy św. Josemaria Escriva de Balaguer 04.05.10, 23:56
                                                    Czas próby

                                                    Nie potrafię powiedzieć, ile razy spełniły się te prorocze słowa
                                                    Apostoła. Ale tylko ślepy nie zauważyłby, że obecnie sprawdzają się
                                                    prawie co do joty. Odrzuca się wymogi przykazań Prawa Bożego i
                                                    Kościelnego, wypacza się sens błogosławieństw, napełniając je
                                                    treścią polityczno-społeczną. I ten, kto stara się być pokornym,
                                                    łagodnym, czystego serca, jest traktowany jako ignorant albo
                                                    zacofany prymitywny obserwant. Nie wytrzymuje się jarzma czystości i
                                                    wymyśla się tysiąc sposobów, aby ominąć boskie przepisy Chrystusa.
                                                    Jest pewien symptom, który zawiera w sobie wszystkie pozostałe:
                                                    zamysł zmiany nadprzyrodzonych celów Kościoła. Przez sprawiedliwość
                                                    niektórzy nie rozumieją już życia w świętości, tylko określoną walkę
                                                    polityczną, mniej lub więcej pokrewną marksizmowi, co nie jest do
                                                    pogodzenia z wiarą chrześcijańską. Wyzwolenie nie oznacza dla nich
                                                    podjęcia osobistych zmagań w ucieczce od grzechu, tylko zadanie
                                                    ludzkie, które może być szlachetne i słuszne samo w sobie, ale dla
                                                    chrześcijanina pozbawione jest sensu, jeżeli oznacza zniszczenie
                                                    tego, co jedynie jest potrzebne - zbawienia wiecznego dusz, każdej
                                                    pojedynczo.


                                                    Z powodu ślepoty spowodowanej odejściem od Boga: "ten lud czci mnie
                                                    wargami, lecz sercem swym daleko jest ode mnie" , tworzy się obraz
                                                    Kościoła, który nie ma żadnego związku z tym, który założył
                                                    Chrystus. Nawet Święty Sakrament Ołtarza - odnowa Ofiary dokonanej
                                                    na Kalwarii - jest profanowany, albo redukowany do zwykłego symbolu,
                                                    który zwą komunią ludzi między sobą. Co stałoby się z duszami, gdyby
                                                    Nasz Pan nie był oddał się za nas aż do ostatniej kropli Swojej
                                                    drogocennej Krwi! Jak to jest możliwe, że się wzgardzą tym
                                                    nieustannym cudem realnej obecności Chrystusa w Tabernakulum?
                                                    Pozostał, abyśmy z Nim obcowali, abyśmy Go uwielbiali, abyśmy
                                                    poznawszy przedsmak przyszłej chwały raz i na zawsze zdecydowali się
                                                    iść Jego śladami.
                                                    Czasy te są czasami próby i winniśmy błagać Pana, wołaniem
                                                    nieustannym , aby je skrócił, aby spojrzał miłosiernie na swój
                                                    Kościół i udzielił na nowo nadprzyrodzonego światła duszom pasterzy
                                                    i duszom wszystkich wiernych. Nie ma powodu, aby Kościół starał się
                                                    schlebiać ludziom, ponieważ ludzie - ani pojedynczo, ani zbiorowo -
                                                    nigdy nie dadzą zbawienia wiecznego. Jedynym, który zbawia jest Bóg.

                                                    św. Josemaria Escriva de Balaguer - Kochać Kościół
                                                  • kaczy.i.indyczy św. Cyryl Jerozolimski (+387) 04.05.10, 23:57
                                                    "Pouczony o tym i pełen niezachwianej wiary, że to,
                                                    co się zdaje być chlebem, nie jest chlebami,
                                                    chociaż takie wrażenie daje smak, lecz ciałem Chrystusa,
                                                    a co się zdaje być winem, nie jest winem,
                                                    choć się tak smakowi wydaje, ale krwią Chrystusa,
                                                    umocnij serce twoje, pożywając ten chleb jako duchowy i rozwesel
                                                    oblicze twej duszy"
                                                    Św. Cyryl Jeroz., Katechezy 22,9. (Myst.4), PG 33,1103.

                                                    św. Cyryl Aleksandryjski (+444)

                                                    "Dobitnie przecież powiedział: To jest ciało moje, i to jest krew
                                                    moja,
                                                    byś tego, co widzisz, nie uważał za figurę lecz byś był przekonany,
                                                    że złożone dary zostały rzeczywiście przemienione przez Boga
                                                    wszechmogącego
                                                    w jakiś tajemniczy sposób w ciało i krew Chrystusa,
                                                    i że przez udział w nich otrzymujemy ożywczą i uświęcającą moc
                                                    Chrystusa”.
                                                    Cyryl Aleks., Kom. do Mt 26,27. PG 72,45.
    • kaczy.i.indyczy św Tomasz z Akwinu 05.05.10, 21:06
      Wszystkie łaski, owoce, przywileje i dary, które otrzymujemy z rąk
      Boga Ojca Niebieskiego pochodzą z zasług najświętszej męki i Smierci
      Pana naszego Jezusa Chrystusa, której owoce trwają w bezkrwawej
      Ofierze Mszy Swiętej.

      • kaczy.i.indyczy Sługa Boży- Kardynał Stefan Wyszyński (1901 – 1981 05.05.10, 21:07
        Sługa Boży- Kardynał Stefan Wyszyński (1901 – 1981), Zapiski
        więzienne(fragmenty)

        4.VI.1954, piątek

        Verbum Caro.

        Od chwili, gdy Słowo w łonie Dziewicy Ciałem się stało, aby
        się "Człowiek na świat narodził", Bóg tak upodobał sobie w tym
        sposobie, że wraca do wnętrza ludzkiego, jakby ziarno pszeniczne, w
        każdej Komunii świętej, by przez to ponowne wcielenie mógł się z
        Boga rodzić każdy człowiek. Odtąd Chrystus ukrywa się starannie w
        łonie ludzkim, aby się w każdym powtarzało Boże Narodzenie.
        Eucharystyczny Bóg szuka nieustannie swego Betlejem, swego żłóbka.
        Często brak dlań miejsca w gospodzie; ale kto Go przyjmie, stajnia
        jego zmienia się w świątynię, a człowiek jest ubóstwiony.

        Eucharystia rodzi nowy rodzaj ludzki. Jest kolebką nowej ludzkości -
        ciężarnej Bogiem; ludzkości rodzącej Boga światu, roznoszącej Boże
        Ciało do wszystkich zakątków życia, wnoszącej Boże życie do
        wszystkich grobów. Dlatego Eucharystia jest Zmartwychwstaniem, bo
        ona nieustannie kiełkuje w duszach ludzkich nowym życiem, które
        odwala i rozsadza zmurszałe kamienie zamierającego świata. To
        jest "Uroda życia", to jest "Przedwiośnie", to jest "Bunt
        młodych", "Rewolucja niemowląt i ssących", "Zmartwychwstanie i
        żywot".
        • kaczy.i.indyczy bł. Matka Teresa z Kalkuty (1910 - 1997) 05.05.10, 21:10
          "Wypowiadając Bogu nasze 'tak' musimy dokładnie wiedzieć, co ono
          oznacza. 'Tak' znaczy 'zawierzam' - całkowicie, w pełni, bez względu
          na cenę, bez stawiania pytań: 'Czy to w porządku? Czy to się
          opłaca?' Nasze 'tak' wobec Boga musi być bez zastrzeżeń. Na tym
          polega życie kontemplacyjne. Należę do Niego tak całkowicie, że nie
          mam zastrzeżeń. Nasze odczucia są bez znaczenia."

          "Decyzja, by być świętym, kosztuje. Wyrzeczenia, pokusy, zmagania,
          prześladowania i rozliczne poświęcenia osaczają zdeterminowaną
          duszę. Boga można kochać jedynie na własny koszt."

          "Trzeba pozwolić Ojcu, by był ogrodnikiem, by nas przycinał jak
          winorośla. Zrobi to, bądźcie spokojni. Ma swoje sposoby, by nas
          oczyścić. Pozwólmy Mu to robić."

          "Trzeba wyrzec się prób kontrolowania Bożego działania; obliczania,
          jak daleko już zaszłam w podróży, którą mi wyznaczył. Trzeba wyrzec
          się pragnienia jasnego oglądania swoich postępów na tej drodze,
          zgodzić się na niewiedzę, w którym punkcie drogi do świętości
          znajduję się obecnie. Proszę Go, by uczynił mnie świętą, ale to do
          Niego należy decyzja, jaka to będzie świętość, a tym bardziej
          środków, jakie do niej prowadzą."
          • kaczy.i.indyczy św. Maksym Wyznawca (+662) 05.05.10, 21:12
            "Ja zaś powiadam wam, miłujcie nieprzyjaciół waszych, czyńcie dobrze
            tym, którzy was nienawidzą, módlcie sie za tych, którzy was
            prześladują" - mówi Pan (Mt 5,44). Po co te przykazania? Abyś był
            wolny od zawziętości, gniewu i obmowy i stał się godny najwiekszej
            łaski, jaką jest miłość doskonała, której osiągnąć nie jest zdolny
            ten, kto nie miłuje jednakowo wszystkich ludzi. Tego wymaga
            naśladowanie Boga, który chce, aby wszyscy ludzie byli zbawieni i
            doszli do prawdy (1Tm 2,3). Księga miłości

            Nie należy się zdumiewać, że Bóg Ojciec nikogo nie sądzi, oddając
            władzę sądzenia Synowi. Syn zaś woła: "Nie sądźcie, a nie będziecie
            sądzeni" (Mt 7,1). "Nie potępiajcie, a nie będziecie potępieni" (Łk
            6,37). Podobnie apostoł: "Nie sądźcie przed czasem aż Pan przyjdzie"
            (1 Kor 4,5). "Czym bowiem sądzisz drugiego, sam na siebie wydajesz
            wyrok" (Rz 2,1). Ludzie jednak zamiast płakać nad swoimi grzechami,
            wydzierają sąd Synowi i sądzą siebie potępiając siebie nawzajem
            będąc grzesznikami. Niebo oburza się na to, ziemia się wzdryga, a
            ludzie się nie wstydzą. Księga miłości
            • kaczy.i.indyczy Re: św. Maksym Wyznawca (+662) 05.05.10, 21:14
              "Pokorny uważa swoje osiągnięcia za podarunek łaski."
              • kaczy.i.indyczy Sługa Boży ks. Michał Sopoćko (1888 - 1975) 05.05.10, 21:15
                "Możemy i musimy prosić o miłosierdzie Boże nie tylko dla siebie,
                ale dla innych ludzi, dla Kościoła, Ojczyzny, rodziny naszej itp.
                Modlitwa - to najskuteczniejsze apostolstwo. Bóg objawił pewnemu
                słynnemu mówcy, że nawrócenia, jakich dokonał, nie były dziełem jego
                talentu wymowy, lecz skutkiem modłów pewnej osoby, która w czasie
                jego kazań odmawiała 'Zdrowaśki' w celu uproszenia łaski dla
                słuchaczy"
                • kaczy.i.indyczy św. Teresa od Jezusa (1515 - 1582) 05.05.10, 21:16
                  „Kiedy słyszałam jak niektórzy mówili, iż chcieliby żyć w czasach
                  kiedy Chrystus – nasze dobro – chodził po ziemi, śmiałam się w mej
                  duszy, bo wydawało się mi, że jeśli mamy Go tak prawdziwie w
                  Najświętszym Sakramencie, to czegóż jeszcze potrzeba?”
                  • kaczy.i.indyczy bł. Maria Kandyda od Eucharystii (1884 - 1949) 05.05.10, 21:18
                    Miałam około osiemnastu lat, gdy pojęłam coś z tej tajemnicy.
                    Spóźniłam się raz na Mszę świętą i nie mogłam przyjąć Komunii
                    świętej. Ponieważ kościół był już zamknięty, chciałam zawrócić, ale
                    jakaś uboga kobieta powiedziała mi: "Dlaczego Pani nie wejdzie do
                    zakrystii, aby choć na krótko nawiedzić Pana?". Te słowa, a także
                    przykład mojej starszej siostry, naprowadziły mnie na obecność
                    Jezusa w tabernakulum i tajemnica ta przeniknęła do głębi mój umysł
                    i serce: O Miłości, Miłości! Przebywasz tam jako Więzień, bo kochasz
                    do szaleństwa i chcesz zawsze być z nami, Twymi dziećmi; pragniesz
                    pozostawać w naszych kościołach, choć jesteś często samotny i
                    opuszczony!
                    Myślą i sercem rozpoczęłam nawiedzać Jezusa w tabernakulum w ciągu
                    dnia, a także nocą. Adorowałam Go we wszystkich świątyniach świata,
                    w tych zwłaszcza, w których pozostawał najbardziej zapomniany. Nocą
                    przerywałam sen, aby Go na klęczkach uwielbiać. Widziałam w duchu te
                    ciemne kościółki i zamknięte drzwiczki tabernakulum. Mówiłam
                    Jezusowi, że u stóp każdego ołtarza stawiam moje serce jak wieczną
                    lampkę, aby nieustannie Go adorowało, dziękowało Mu, kochało Go i
                    wynagradzało. Zawarłam przymierze z Jezusem, na mocy którego w
                    każdym kościele świata katolickiego, gdziekolwiek znajdowałoby się
                    tabernakulum, gdziekolwiek przebywałby On w Sakramencie Ołtarza,
                    moje serce będzie z Nim; by Go kochać, wielbić i wynagradzać w
                    imieniu własnym i całego stworzenia, które Go opuszcza i nie chce Go
                    poznać. To przymierze miało mnie obowiązywać nie tylko przez czas
                    mojego życia ziemskiego, ale tak długo, dopóki On pozostanie w
                    Najświętszym Sakramencie, czyli aż do skończenia wieków.

                    Źródło:
                    Immakulata Adamska OCD, W zadziwieniu Eucharystią, Borne Sulinowo
                    2004
                    • kaczy.i.indyczy Św. Jan od Krzyża (1542 - 1591) 05.05.10, 21:20
                      List DO PANI JOANNY DE PEDRAZA
                      W GRANADZIE
                      (Segowia, 28 stycznia 1589) (fragment)


                      …jeśli ktoś chce kochać Boga nie dla słodyczy, jaką odczuwa, już
                      zostawia na boku słodycz, a miłość swą pokłada w Bogu, którego nie
                      odczuwa. Gdyby położył tę miłość w słodyczy i smaku, który odczuwa,
                      zatrzymując się i pozostając w nich, znaczyłoby to złożyć miłość w
                      stworzeniu lub jego przymiotach i pobudkę uczynić celem i kresem.
                      Konsekwentnie zaś działanie woli byłoby wadliwe, bo gdy Bóg jest
                      niepojęty i niedostępny, dusza, by w Nim położyć swoją miłość, nie
                      może pokładać tej miłości w tym, czego może dotknąć i pojąć
                      pożądaniem, tylko w tym, czego przez uczucie nie może pojąć ni
                      zakosztować. Z tego więc powodu wola kocha pewnie i prawdziwie, jak
                      tego wymaga wiara, również i wtedy, gdy jest opuszczona i pogrążona
                      w mrokach swych uczuć, kocha ponad wszystko, co może odczuć pojęciem
                      swych władz, wierząc i kochając ponad wszystko, co może pojąć.
                      • kaczy.i.indyczy św. Jan Maria Vianney (1786 – 1859) 05.05.10, 21:22
                        "Człowiek to biedak, który wszystko musi wypraszać u Boga."

                        "Gdy modlisz się żarliwie, twoje serce i serce Boga stają się jak
                        dwa kawałki wosku, które stapiają się ze sobą!"

                        "Wcale nie trzeba wielu słów, aby się dobrze modlić. Wiarą wierzymy,
                        że tam, w św. Tabernakulum, obecny jest dobry Bóg; jemu otwierajmy
                        serce; że nas dopuszcza do siebie, z tego się radujmy; oto najlepszy
                        sposób modlitwy"

                        „najstraszliwszą pokusą jest nie być kuszonym; jest to stan tych,
                        których diabeł przygotowuje do piekła".

                        "Gdybyśmy, mając wiarę, całkowicie zobaczyli duszę skalaną ciężkim
                        grzechem, umarlibyśmy z przerażenia"

                        "Gdyby nie było dusz bardzo niewinnych, które wynagradzają Bogu,
                        znieważanemu naszymi występkami, ileż i jakie srogie kary
                        musielibyśmy ponieść!"



                        "Czyny pokutne opływają w takie radości i w takie pociechy, że gdy
                        się ich raz dozna, nigdy nie można się bez nich obyć... Na tej
                        drodze jedynie pierwsze kroki są trudne"

                        "Jakże wielu możemy nawrócić do Boga naszymi modlitwami"

                        "Kapłaństwo jest miłością Najświętszego Serca Jezusowego"

                        "kapłan nade wszystko musi być oddany stałej modlitwie"

                        "Co nam kapłanom przeszkadza w zdobyciu świętości - to brak
                        refleksji. Mamy wstręt odwracać duszę od rzeczy zewnętrznych. Nie
                        wiemy co prawdziwie należy czynić. Nam potrzeba skupionej refleksji,
                        nieustającej modlitwy, ścisłego zjednoczenia z Bogiem".

                        "Wielkim oczywiście nieszczęściem dla nas proboszczów jest , gdy
                        duch drętwieje lenistwem i obojętnością"

                        • kaczy.i.indyczy św. Ireneusz z Lyonu (+ ok. 202) 05.05.10, 21:24
                          Skoro napój zmieszany w kielichu i zwyczajny chleb, otrzymując Słowo
                          Boże, stają się Eucharystią, to jest krwią i ciałem Chrystusa, i
                          jeśli dzięki nim wzrasta i umacnia się substancja naszego ciała, to
                          jak mogą [heretycy] zaprzeczać zdolności przyjęcia przez ciało daru
                          Bożego, jakim jest życie wieczne, skoro karmi się ono krwią i ciałem
                          Chrystusa i jest Jego częścią? Jak mówi błogosławiony Apostoł w
                          Liście do Efezjan: „gdyż jesteśmy członkami Jego ciała, z ciała Jego
                          i z kości Jego”. I nie mówi tego o jakimś duchowym i niewidzialnym
                          człowieku, „duch bowiem nie ma ani kości, ani członków ciała”, ale
                          mówi o organizmie prawdziwie ludzkim, który składa się z członków
                          ciała, z nerwów, kości. Ten właśnie organizm karmi się z kielicha,
                          który jest krwią Jego, i umocniony jest chlebem, który jest Jego
                          ciałem. I jak krzew winny zasadzony w ziemi w swoim czasie przynosi
                          owoc, a „ziarno pszenicy, padając w ziemię, rozkłada się”, ale pod
                          działaniem Ducha Bożego, który ogarnia wszystko, rozmnaża się i
                          wychodzi na powierzchnię, a potem przez Mądrość Bożą idzie na użytek
                          ludzi, zaś gdy przyjmuje Słowo Boże, staje się Eucharystią, to jest
                          ciałem i krwią Chrystusa, tak i nasze ciała, nią posilone, gdy
                          zostaną złożone w ziemi, rozkładają się wprawdzie, ale w swoim
                          czasie powstaną, gdy Słowo Boże obdarzy je zmartwychwstaniem „na
                          chwałę Boga Ojca”, który to, co śmiertelne, otoczy
                          nieśmiertelnością, a to, co zniszczalne, obdarzy za darmo
                          niezniszczalnością, ponieważ „moc Boża w słabości się doskonali”
                          Adversus haereses
                          • kaczy.i.indyczy św. Efrem Syryjczyk (+373) 05.05.10, 21:25
                            „Nazwał chleb swoim żyjącym Ciałem, napełnił Go sobą samym i swoim
                            Duchem. A kto Go z wiarą spożywa, spożywa Ogień i Ducha. Bierzcie i
                            jedzcie z tego wszyscy, spożywajcie z tym Ducha Świętego. Prawdziwie
                            bowiem to jest moje Ciało, i kto je spożywa, będzie żył na wieki”.



                            “W Twym chlebie żyje ukryty Duch; w Twym winie płonie Ogień, który
                            nie może być wypity. Duch w Twym chlebie. Ogień w Twym winie, są
                            wielkimi cudami, jakie przyjmują nasze wargi.

                            Pan zstąpił na ziemię do ludzi, czyniąc ich nowymi stworzeniami. Jak
                            aniołom tak i ludziom dał Ogień i Ducha, by się stali wewnętrznie
                            Ogniem i Duchem (...)

                            Tu nowy cud Pana: Ogień i Duch do pożywania i picia. Niegdyś spadł
                            ogień jako kara na grzeszników, teraz spada Ogień łaski i mieszka w
                            chlebie.

                            Tamten ogień palił ludzi, teraz pożywacie w chlebie Ogień, co daje
                            życie. Ogień strawił ofiarę Eliasza; Ogień miłosierdzia stał się nam
                            ofiarą życia. Ogień niegdyś pochłonął ofiarę; Twój, Panie, Ogień
                            jemy przy Twej ofierze (...)

                            Ogień i Duch był w łonie, które Cię zrodziło; Ogień i Duch był w
                            rzece, która Cię ochrzciła. Ogień i Duch są w chrzcie, jak w chlebie
                            i kielichu jest Ogień i Duch..."
                            • kaczy.i.indyczy św. Jan Bosko (1815-1888) 05.05.10, 21:30
                              Wizja sw. Jana Bosko - opowiedziana przez niego samego:

                              "Wyobraź sobie, że jesteś ze mną na brzegu morza, albo lepiej na
                              samotnej skale i że nie widzisz żadnego skrawka ziemi poza tym, jaki
                              masz pod stopami. Na rozległej toni morskiej dostrzegasz
                              niepoliczoną flotyllę okrętów ustawionych w szyku bojowym. Ich
                              dzioby są podobne do ostrych zakończeń włóczni, tak że w cokolwiek
                              uderzą, przebijają to na wylot i całkowicie niszczą. Okręty te są
                              wyposażone w armaty, na ich pokładach jest wiele karabinów, są
                              materiały zapalające i broń wszelkiego rodzaju, a także książki.
                              Zbliżają się one w stronę okrętu o wiele większego i wyższego od
                              nich i starają się uderzyć weń swymi dziobami. Próbują też go
                              podpalić albo w jakikolwiek inny sposób go zniszczyć.

                              W eskorcie tej pełnego majestatu okrętu płyną liczne mniejsze
                              statki, które otrzymują rozkazy za pomocą sygnałów i dokonują
                              manewrów mających udaremnić ataki ze strony floty nieprzyjaciela. W
                              pośrodku nieskończonej przestrzeni morskiej górują wysoko dwie
                              kolumny, znajdujące się jedna niedaleko od drugiej. Na szczycie
                              pierwszej znajduje się figura Niepokalanej Dziewicy, u której stóp
                              widnieje duża tablica z napisem Auxilium Christianorum - Wspomożenie
                              chrześcijan. Na drugiej, wiele wyższej i potężniejszej, umieszczona
                              jest Hostia proporcjonalna w swej wielkości do kolumny, a poniżej
                              widnieje inna tablica i słowa Salus Credentium - Zbawienie wiernych.

                              Dowódcą okrętu jest Najwyższy Pasterz. On to, widząc wściekłość
                              nieprzyjaciół i złych duchów, wśród których się znaleźli Jego
                              wierni, decyduje się zebrać przy sobie kapitanów mniejszych
                              jednostek, aby naradzić się, jak postąpić.

                              Wszyscy kapitanowie wchodzą na pokład i stają przy Papieżu.
                              Naradzają się, ale w międzyczasie zrywa się gwałtowny wiatr, który
                              podnosi fale, tak więc dowódcy zostają odesłani z powrotem, by zająć
                              się swymi okrętami. Sztorm na chwilę ucisza się i Papież zbiera
                              kapitanów po raz drugi; tymczasem okręt flagowy płynie cały czas
                              swoim kursem. Lecz przerażający sztorm ponownie uderza. Papież staje
                              przy sterze i wszystkie siły poświęca sterowaniu okrętu ku dwóm
                              kolumnom, z których szczytów zwisają liczne kotwice i haki połączone
                              łańcuchami.

                              Wszystkie okręty nieprzyjaciela ruszają do ataku, usiłując za
                              wszelką cenę zatrzymać okręt i zatopić go: jedni rzucają weń
                              książkami i zapalnymi materiałami, których posiadają mnóstwo. Inni
                              strzelają z karabinów i dział. Walka robi się coraz bardziej
                              zacięta. Dzioby nieprzyjaciół uderzają gwałtownie, ale ich wysiłki i
                              ciosy okazują się nieskuteczne. Próżne są ich wysiłki, przy których
                              tracą siły i amunicję; wielki okręt płynie bezpiecznie i spokojnie
                              swoją drogą. Czasem zdarza się, że pod strasznymi uderzeniami w jego
                              burtach pojawiają się głębokie dziury. Ale w tej samej chwili
                              łagodna bryza zaczyna wiać od dwóch kolumn, pęknięcia zasklepiają
                              się, a przecieki natychmiast ustają.

                              Tymczasem wybuchają działa napastników, psują się strzelby i inne
                              rodzaje broni, łamią się dzioby i wiele okrętów rozsypuje się na
                              kawałki i tonie w morzu. Wówczas oszalali nieprzyjaciele rzucają się
                              do walki wręcz, uderzają pięściami, bluźnierstwami i przekleństwami.

                              Nagle Papież pada ranny. Natychmiast ci, którzy są wokół niego,
                              spieszą mu z pomocą i podnoszą go. Papież zostaje trafiony po raz
                              drugi, znowu pada na pokład i umiera. Wśród nieprzyjaciół wybucha
                              zwycięski, pełen radości okrzyk; z ich okrętów słychać nie do
                              powtórzenia wyzwiska.

                              Ale ledwo Papież umarł, już drugi zajmuje jego miejsce. Kapitanowie
                              zebrawszy się razem wybrali Papieża tak szybko, że wieść o śmierci
                              zbiegła się z wiadomością o wyborze następcy. Nieprzyjaciele
                              zaczynają tracić ducha.

                              Nowy Papież zmusza nieprzyjaciół do rozproszenia się i pokonując
                              wszelkie przeciwności, prowadzi okręt wprost na dwie kolumny i
                              ustawia go między nimi. Zakotwicza się szybko za pomocą lekkiego
                              łańcucha, który zwisa od dziobu okrętu do kotwicy na kolumnie
                              zwieńczonej Hostią. Za pomocą drugiego lekkiego łańcucha, który
                              znajduje się na rufie przywiązuje się do drugiej kotwicy, która
                              zwisa z kolumny z Niepokalaną Dziewicą na szczycie.

                              W tym momencie następuje ogromne poruszenie. Wszystkie okręty
                              walczące dotąd z Papieżem wpadają w panikę; uciekają, a w ucieczce
                              zderzają się ze sobą, łamiąc się na kawałki. Jedne toną i próbują
                              pociągnąć za sobą inne. Tymczasem kilka małych okrętów, które
                              dzielnie walczyły po stronie Papieża śpieszą, by przywiązać się do
                              kolumn. Wiele innych, przełamawszy strach przed bitwą, ostrożnie
                              obserwuje wszystko z oddali. Gdy wraki zniszczonych okrętów unoszą
                              się na wśród wirów morskich, te, gdy przychodzi na nie kolej żeglują
                              w skupieniu ku dwóm kolumnom, a dopłynąwszy przywiązują się do haków
                              z nich zwisających, tak że są bezpieczne przy flagowym okręcie, na
                              którym stoi Papież. Nad morzem zapada wielka cisza."
                              • kaczy.i.indyczy św. Bonawentura (1221 - 1274) 05.05.10, 21:35
                                "Jeżeli chcesz znosić cierpliwie przeciwności i troski życia
                                doczesnego bądź człowiekiem modlitwy; jeżeli pragniesz mieć siłę do
                                zwalczania nieprzyjaciela duszy i natarczywości ducha, bądź
                                człowiekiem modlitwy; jeżeli chcesz umorzyć własną wolę z jej
                                skłonnościami i pożądliwościami, bądź człowiekiem modlitwy; jeżeli
                                chcesz poznać się na chytrości szatana i zniweczyć jego zasadzki,
                                bądź człowiekiem modlitwy; jeżeli chcesz być wesoły i z
                                przyjemnością pędzić życie pokutne, bądź człowiekiem modlitwy;jeżeli
                                chcesz odegnać od siebie te natrętne muchy, jakimi są próżne myśli,
                                bądź człowiekiem modlitwy; jeżeli chcesz karmić swą duszę miodem
                                słodkich pociech, mieć dobrą myśl, dobre pragnienia, bądź
                                człowiekiem modlitwy; jeżeli chcesz wzmocnić i zabezpieczyć swoją
                                odwagę w dziełach Bożych, bądź człowiekiem modlitwy; słowem: jeżeli
                                chcesz pozbyć się złych skłonności, a nabyć cnoty, bądź człowiekiem
                                modlitwy. Przez nią bowiem odbieramy łaskę Ducha Świętego
                                oświecającą nas we wszystkim..."
                                • kaczy.i.indyczy Św. Franciszek z Asyżu (1181-1226) 05.05.10, 21:36
                                  Pan mi powiedział i obdarza mnie tak wielką wiarą w kapłanów, którzy
                                  żyją zgodnie z nauczaniem Kościoła Rzymskiego, że ze względu na ich
                                  kapłaństwo, nawet gdyby mnie prześladowali, chcę się do nich
                                  zwracać.

                                  Szczęśliwy chrześcijanin, który wierzy kapłanom żyjącym godnie
                                  według zasad świętego Kościoła Rzymskiego. Ale nawet gdyby byli
                                  grzesznikami nikt nie może ich osądzać, ponieważ Bóg zastrzega sobie
                                  sąd nad nimi.

                                  Zaprawdę ich służba jest najwznioślejsza spośród wszystkich jakie
                                  istnieją, ponieważ tylko oni konsekrują i rozdzielają Ciało i Krew
                                  Pana. Tak więc ci, którzy ich nie szanują, popełniają większe zło od
                                  tego, które uczyniliby lekceważąc wszystkich innych ludzi tego
                                  świata.

                                  • kaczy.i.indyczy św. Paweł od Krzyża (1694 - 1775) 05.05.10, 21:39
                                    „Czasami na jakiś okres, Bóg odbierze tym, którzy Mu służą,
                                    wszystkie łaski pocieszenia. Czyni to, aby uczyć ich jak mają służyć
                                    czystą miłością i tą drogą oni stają się naprawdę wiernymi Jego
                                    sługami.”

                                    • kaczy.i.indyczy bł. Matka Teresa z Kalkuty (1910 - 1997) 05.05.10, 21:41
                                      Pragnę Ciebie!

                                      "Oto stoję u drzwi i kołaczę..."
                                      To prawda, stoję u drzwi Twego serca dniem i nocą. Jestem tam, nawet
                                      kiedy nie słuchasz, nawet kiedy wątpisz, że to mógłbym być Ja.
                                      Oczekuję na najmniejszy znak Twojej odpowiedzi, przynajmniej na
                                      wyszeptane zaproszenie, które pozwoli abym wszedł.

                                      Chcę abyś wiedział, że kiedykolwiek mnie zapraszasz, przychodzę -
                                      zawsze i niezawodnie. Przychodzę cichy i niewidzialny ale z
                                      nieskończoną mocą i miłością, przynosząc wiele darów MOJEGO DUCHA.
                                      Przychodzę z Moim miłosierdziem, z Moim pragnieniem przebaczenia i
                                      uzdrowienia Cię, z miłością do Ciebie ponad Twoje zrozumienia -
                                      miłością tak samo wielką jak ta, którą sam otrzymałem od Ojca ("Jak
                                      Mnie umiłował Ojciec tak i Ja was umiłowałem..." J 15,9). Przychodzę-
                                      pragnąc pocieszyć Cię i dodać Ci siły, podnieść Cię i opatrzyć
                                      wszystkie Twoje rany. Przynoszę Ci Moje światło, aby rozproszyć
                                      Twoje ciemności i wszystkie Twoje wątpliwości. Przychodzę z Moją
                                      mocą, abym mógł nieść Ciebie i wszystkie Twoje problemy; z Moją
                                      łaską, by dotknąć twego serca i przemienić Twoje życie, z Moim
                                      pokojem, by uspokoić Twoją duszę.

                                      Znam Cię na wskroś- wiem wszystko o Tobie. Policzyłem każdy włos na
                                      Twej głowie. Nie ma nic w Twoim życiu co by nie było dla mnie ważne.
                                      Przez lata podążałem za Tobą, zawsze kochając Cię, nawet w Twojej
                                      tułaczce. Znam wszystkie Twoje problemy. twoje grzechy. Jednak
                                      powtarzam, że Cię kocham nie za to co zrobiłeś, lub czego nie
                                      zrobiłeś- kocham Cię dla Ciebie samego, za piękno i godność, które
                                      Mój Ojciec Ci dał stwarzając Cię na swój własny obraz. To jest ta
                                      godność, o której często zapominałeś, to piękno, które zacierałeś
                                      grzechem. Ja Cię kocham takim jaki jesteś i przelałem nawet Moją
                                      krew, aby Cię odzyskać. Jeżeli tylko poprosisz Mnie z wiarą, Moja
                                      łaska dotknie wszystkiego co potrzebuje przemiany w twoim życiu; dam
                                      Ci również siłę byś uwolnił się od grzechu i wszelkiej niszczącej
                                      jego mocy.

                                      Wiem, co kryje się w Twoim sercu - znam Twą samotność i wszystkie
                                      Twe zranienia - odrzucenia, osądy, upokorzenia. Ja zniosłem to
                                      wszystko dla Ciebie, abyś również i Ty mógł dzielić Moją moc i
                                      zwycięstwo. W szczególny sposób znam Twą potrzebę miłości - tak
                                      bardzo pragniesz być kochany i pielęgnowany. Jakże często pragnąłeś
                                      nadaremnie, szukając tej miłości egoistycznie, starając się wypełnić
                                      wewnętrzną pustkę przemijającymi przyjemnościami bądź grzechem,
                                      który tylko pogłębiał tę pustkę. Czy pragniesz
                                      miłości ?. "Przyjdźcie do mnie wszyscy, którzy spragnieni
                                      jesteście.." (J 7,37). Ja Cię zaspokoję i wypełnię. Pragniesz być
                                      otoczony czułością?. Kocham Cię bardziej niż możesz to sobie
                                      wyobrazić - aż do śmierci na krzyżu - dla Ciebie.

                                      PRAGNĘ CIĘ. Tak, to jedyny sposób, w jaki mogę rozpocząć opisywanie
                                      Mojej miłości do Ciebie: PRAGNĘ CIĘ. Pragnę Cię kochać i być przez
                                      Ciebie kochanym - oto jak drogim Mi jesteś. PRAGNĘ CIĘ. Przyjdź do
                                      Mnie, a wypełnię Twoje serce i uzdrowię Twoje rany. Uczynię Cię na
                                      nowo i dam Ci pokój, nawet we wszystkich Twych trudnościach PRAGNĘ
                                      CIĘ. Nie wolno Ci nigdy zwątpić w Moje miłosierdzie, moją akceptację
                                      Ciebie, moje pragnienie przebaczania, pragnienie błogosławienia Ci i
                                      życia Moim życiem w Tobie. PRAGNĘ CIĘ, jeżeli czujesz się nieważnym
                                      w oczach świata- to wiedz, że jest to w ogóle bez znaczenia. Dla
                                      Mnie, w całym świecie nie ma nikogo ważniejszego od Ciebie. PRAGNĘ
                                      CIĘ. Otwórz Mi, przyjdź do Mnie, pragnij Mnie, daj Mi swoje życie- a
                                      udowodnię Ci jak bardzo ważnym jesteś dla Mojego serca.

                                      Czy nie zdajesz sobie sprawy z tego, że Mój ojciec już posiada
                                      doskonały plan przemiany Twojego życia, poczynając od chwili
                                      obecnej ? Ufaj Mi. Proś Mnie każdego dnia, abym wszedł i pokierował
                                      Twoim życiem- a uczynię to. Obiecuję Ci przed Moim Ojcem w niebie,
                                      że będę czynił cuda w Twoim życiu. Dlaczego miałbym to robić ?-
                                      ponieważ PRAGNĘ CIĘ. Wszystko o co Cię proszę to to, byś całkowicie
                                      powierzył Mi siebie. Sam natomiast zajmę się resztą.

                                      Już teraz troszczę się o miejsce, które Ojciec Mój przygotował dla
                                      Ciebie w Moim królestwie. Pamiętaj, że jesteś pielgrzymem w tym
                                      życiu zdążającym do domu. Grzech nigdy nie jest w stanie Cię
                                      zadowolić, lub przynieść Ci pokój, którego poszukujesz. To wszystko
                                      czego szukałeś poza Mną, uczyniło Cię jedynie bardziej pustym, tak
                                      więc nie trzymaj się kurczowo rzeczy tego świata. Nade wszystko
                                      jednak nie uciekaj przede Mną. Dając Mi zaś Twoje grzechy, dajesz Mi
                                      radość bycia Twoim Zbawicielem. Nie ma niczego, czego nie mógłbym
                                      przebaczyć lub uzdrowić więc przyjdź i ulżyj swojej duszy.

                                      Nie ma znaczenia jak bardzo się oddaliłeś, nie ma znaczenia jak
                                      często zapominasz o Mnie, nie ma znaczenia ile krzyży nosisz w tym
                                      życiu, Jest tylko jedna rzecz, o której chcę, abyś zawsze pamiętał,
                                      jedna rzecz, która nigdy się nie zmieni: PRAGNĘ CIĘ- takim jaki
                                      jesteś. Nie potrzebujesz się zmieniać, by uwierzyć w Moją miłość, bo
                                      to będzie Twoja wiara w Moją miłość, która Cię przemieni. Zapominasz
                                      o Mnie, Ja jednak szukam Cię w każdej chwili dnia i nocy. Stoję u
                                      drzwi twego serca i kołacze. Czy trudno Ci w to uwierzyć ? Popatrz
                                      więc na Krzyż, popatrz na Moje Serce przebite dla Ciebie. Czyż nie
                                      zrozumiałeś Mojego Krzyża ? Wsłuchaj się ponownie w wypowiedziane
                                      tam słowa, ponieważ one mówią Ci wyraźnie dlaczego zniosłem to
                                      wszystko dla Ciebie "PRAGNĘ..." (J 19,28]. Tak PRAGNĘ CIĘ- jak
                                      werset psalmu, którym się modliłem mówi o Mnie: " na współczującego
                                      czekałem, ale go nie było, i na pocieszających, lecz ich nie
                                      znalazłem" (Ps 69,21). Całe Twoje życie czekałem na Twoją miłość.
                                      Nigdy nie przestałem Cię kochać i pragnąć, aby być kochanym przez
                                      Ciebie. w poszukiwaniu szczęścia próbowałeś wielu różnych. Dlaczego
                                      więc nie spróbujesz otworzyć dla Mnie swego serca właśnie teraz, o
                                      wiele bardziej niż kiedykolwiek przedtem ?

                                      Gdy tylko otworzysz drzwi twego serca, gdy tylko podejdziesz
                                      wystarczająco blisko wówczas usłyszysz Mnie, powtarzającego ciągle
                                      nie w zwykłych ludzkich słowach, lecz w duchu: "Nie ma znaczenia to
                                      co uczyniłeś, kocham Cię dla Ciebie samego. Przyjdź do Mnie z Twoją
                                      nędzą i Twoimi grzechami, z Twoimi kłopotami i potrzebami, z całym
                                      Twoim pragnieniem bycia kochanym, Ja stoję u drzwi Twego serca i
                                      kołaczę... Otwórz Mi, ponieważ CIĘ PRAGNĘ. "

                                      "Jezus jest Bogiem, dlatego Jego Miłość, Jego Pragnienie są
                                      nieskończone. On, Stworzyciel wszechświata, prosi o miłość swoich
                                      stworzeń. On pragnie naszej miłości... To słowo PRAGNĘ- czy dźwięczy
                                      ono w naszych duszach ?"

                                      • kaczy.i.indyczy św. Hilary z Poitiers († 367) 08.05.10, 23:42
                                        Jeżeli naprawdę "Słowo Ciałem się stało", a my rzeczywiście
                                        przyjmujemy to Słowo, które Ciałem się stało, jako pokarm Pański, to
                                        czyż nie należy przyjąć, że dzięki temu Pan istotnie w nas przebywa?
                                        Bo gdy narodził się jako człowiek, przyjął na zawsze naszą ludzką
                                        naturę, zjednoczył ją z naturą Boską, dał nam ją w sakramencie Jego
                                        Ciała, który mamy przyjmować. W ten sposób stajemy się wszyscy
                                        jedno: bo w Chrystusie jest Ojciec, a Chrystus jest w nas. Chrystus
                                        jest w nas przez swoje Ciało, a my jesteśmy w Nim. Nasza zaś natura,
                                        która jest w Chrystusie, jest w Bogu.

                                        Pan sam stwierdza, jak dalece jesteśmy w Nim przez sakrament Jego
                                        Ciała i Krwi. "Ten świat nie będzie Mnie już oglądał. Ale wy Mnie
                                        widzicie, ponieważ Ja żyję i wy żyć będziecie. Ponieważ Ja jestem w
                                        Ojcu moim, a wy we Mnie i Ja w was". Gdyby Pan chciał wskazać tylko
                                        na zjednoczenie w jednej wspólnej woli, nie byłby wyliczał
                                        kolejności i stopniowania w mającej zaistnieć jedności. A jeżeli tak
                                        uczynił, to dlatego, by uwierzono, że On jest w Ojcu w jednej
                                        Boskiej naturze, my zaś w Nim dzięki Jego cielesnemu narodzeniu, a
                                        On znowu w nas przez tajemnicę sakramentu. W ten sposób zostaliśmy
                                        pouczeni o pełnej jedności, która zaistniała dzięki Pośrednikowi. My
                                        pozostajemy w Nim, a On jest w Ojcu, będąc zaś w Ojcu, pozostaje i w
                                        nas. Tak więc dana nam jest jedność z Ojcem: Chrystus pozostaje w
                                        naturze Ojca dzięki zrodzeniu Go przez Ojca; my jesteśmy w
                                        Chrystusie przez wspólną Mu z nami naturę ludzką, a przez tę samą
                                        naturę i On w nas trwa.

                                        Oto Pan świadczy, że nasza jedność z Nim opiera się na tej
                                        naturze: "Kto spożywa moje Ciało i Krew moją pije, trwa we Mnie, a
                                        Ja w nim". Nikt nie będzie w Nim trwał, jeżeli On pierwszy nie
                                        przyjdzie do niego, i tylko tego włączy w swoje Ciało, kto Ciało to
                                        będzie spożywał.

                                        Pan odkrył tajemnicę tej doskonałej jedności we wcześniej
                                        wypowiedzianych słowach: "Jak Mnie posłał żyjący Ojciec, i Ja żyję
                                        przez Ojca; a ten, kto spożywa moje Ciało, będzie żył przeze Mnie".
                                        Chrystus żyje więc przez Ojca i jak On żyje przez Ojca, tak my
                                        żyjemy przez Jego Ciało.

                                        Każde porównanie zmierza ku temu, aby wyjaśnić na przykładzie istotę
                                        rzeczy i przez przykład ułatwić jej zrozumienie. Przyczyną życia
                                        Bożego w nas jest to, że w nas, ludziach cielesnych, przebywa
                                        cieleśnie Chrystus. Dzięki temu żyjemy przez Niego tak, jak On żyje
                                        przez Ojca. O Trójcy Świętej (księga 8, 13-16)
                        • kaczy.i.indyczy Re: św. Jan Maria Vianney (1786 – 1859) 14.07.10, 01:24
                          "Pewnego razu wściekły wilk napadł na dwuletnie dziecko w naszej
                          wiosce. Chwycił je w zęby i porwał. Zauważyli to ludzie zajęci
                          przycinaniem winnicy, pobiegli za zwierzęciem i wyrwali mu zdobycz z
                          pyska. Tak też skrament pojednania wyrywa nas ze szponów demona."
    • kaczy.i.indyczy bł. Maria Angela Truszkowska (1825 - 1899) 08.05.10, 23:50
      "Prosiłam Pana, aby sam mi powiedział, co mam uważać za największą
      łaskę. I przyszło mi na myśl, że Najświętszy Sakrament jest
      największą łaską, bo w nim jest Dawca wszelkiej łaski. On jest
      źródłem, z którego wszystkie łaski wypływają."

      • kaczy.i.indyczy św. Teresa od Jezusa (1515 - 1582) 08.05.10, 23:53
        św. Teresa od Jezusa (1515 - 1582)

        „Gdy Pan zaczyna użyczać nam jakiej cnoty, koniecznie potrzeba pilne
        mieć o nią staranie i żadną miarą nie wystawiać się na
        niebezpieczeństwo jej utracenia. Sprawdza się to, jak w żadnej innej
        rzeczy, tak też mianowicie w tym, co się tyczy czci ludzkiej i
        honoru światowego. Bo wierz mi, wasza miłość, nie wszyscy, którzy
        się mają za zupełnie oderwanych od świata, są tacy w rzeczy samej.
        Potrzeba tu ciągłej i nieustannej uwagi na siebie. Ktokolwiek czuje
        w sobie najmniejsze przywiązanie do chwały ludzkiej, a chce przy tym
        dążyć do doskonałości, niech będzie pewny, że nie postąpi naprzód o
        krok, póki nie potarga tego pęta. Jest to łańcuch, którego żaden
        pilnik nie przepiłuje, tylko sam Bóg przez naszą modlitwę i wielką
        naszą natarczywość. Jest to zdaniem moim niewola, pociągająca za
        sobą przerażające następstwa i szkody. Widzę ludzi tak świętych, tak
        wspaniałymi czynami jaśniejących, że wzbudzają powszechny podziw.
        Boże wielki, czemu taka dusza lgnie jeszcze do ziemi? Czemu nie
        wzbiła się jeszcze na sam szczyt doskonałości? Co ją jeszcze
        zatrzymuje, kiedy już tak wielkie rzeczy czyni dla Boga? Ach,
        zatrzymuje ją jakiś punkt honoru...! I najgorsze to, że sama sobie
        tego przyznać nie chce, albo jak nieraz bywa, diabeł w nią wmawia,
        że o ten punkt honoru powinna dbać ze swego obowiązku.
        (…)
        Robak ten, jeśli go nie zgładzi, choć nie zniszczy jej całego drzewa
        do szczętu, bo są na nim owoce innych cnót, ale będą to owoce
        robaczywe. Nie będzie zdrowe jej drzewo, nie będzie się rozwijało i
        innym jeszcze drzewom wkoło siebie rozwijać się nie dopuści. Owoc
        dobrego przykładu, który na nim się rodzi, uszkodzony jest i szybko
        się zepsuje. Powtarzam to po wiele razy: jakkolwiek by małe było to
        przywiązanie do chwały, jest ono jakby fałszywy ton w organach,
        który całą grę rozstraja. W każdym stanie wyrządza wielkie szkody
        duszom, ale na tej drodze do doskonałości jest prawdziwie jadem
        śmiertelnym.” Księga życia
    • kaczy.i.indyczy bł. Michał Sopoćko (1888-1975) 19.06.10, 19:56
      Jak wywołać miłość ku Bogu? Przede wszystkim pamiętać trzeba, że
      miłość ku Bogu siedzibę ma nie w sercu, lecz w woli i objawia się w
      trwałym postanowieniu, aby wolę Bożą zawsze i wiernie spełniać
      (...). Wprawdzie i uczuciowa miłość jest cennym darem Bożym, bo daje
      zapał i polot, osładza trudy, łagodzi cierpienia, ułatwia wykonanie
      prac i ofiar, ale te uczucia i wzruszenia nie są istotą miłości i
      nie dowodzą jej istnienia. Często nie są darem Bożym, ale owocem
      czułej i do wzruszenia skłonnej natury. Są osoby, co się do łez
      rozrzewniają przy czytaniu żywotów świętych lub słuchaniu kazań, ale
      miłości Bożej nie posiadają, gdyż woli Bożej nie pełnią. Niejedna
      znowu osoba posiada miłość w wysokim stopniu, chociaż jej się zdaje,
      że albo Boga nie kocha, albo mało kocha, bo wola jej jest z Bogiem
      złączona, ale to złączenie pozostaje przed nią ukryte. Tak dzieje
      się w duszach nawiedzanych oschłością, lub które są z natury
      niezdolne do głębszych uczuć. bł. ks. M.Sopoćko, O wdzięczności za
      Miłosierdzie Boże, AZSJM, rps, s. 15-17a

      źródło:
      www.jezuufamtobie.pl/
    • kaczy.i.indyczy św. Jan Maria Vianney (†1859) 22.08.10, 21:24
      Pokusa to nie tylko zła myśl, którą trzeba wyrzucić, dotycząca nieczystości,
      nienawiści czy chęci zemsty, to również wszystkie zmartwienia, jakie nas dotykają.

      • kaczy.i.indyczy św. Józef Sebastian Pelczar (†1924) 22.08.10, 21:26
        Każdy winien prowadzić życie duchowe według swego stanu i powołania. Kto by
        czynił inaczej, popadłby w smutne złudzenie i chybiłby celu. Gdyby np. zakonnik,
        zamiast żyć w skupieniu, mieszał się do spraw świata, gdyby duszpasterz, zamiast
        pracować nad uświęceniem dusz, z zapałem oddawał się nauce, gdyby matka rodziny,
        zamiast troszczyć się o dzieci, całe dni poświęcała modlitwie, nie byłoby to
        doskonałością, bo nie byłoby zgodne z wolą Bożą. Życie Duchowe 1, 32

    • kaczy.i.indyczy św. Jan Maria Vianney (†1859) 22.08.10, 21:35
      "Grzech ściąga na nasz umysł straszliwe ciemności, zamykające oczy duszy."

      "Dlaczego nieczuli jesteśmy na dobrodziejstwa płynące z sakramentu pokuty?
      Dlatego, że nie poszukujemy tajemnicy miłosierdzia Bożego, które nie ma granic w
      tym sakramencie."
      • kaczy.i.indyczy św. Augustyn (†430) 22.08.10, 21:36
        Prosiłeś, a nie otrzymałeś tego, o co prosiłeś? Uwierz Ojcu, że dałby ci to,
        gdyby ci to wyszło na pożytek. Sermo. 80,7 (PL 38,497n).

        • kaczy.i.indyczy św. Jan Maria Vianney (†1859) 22.08.10, 21:37
          Szatan niewiele się lęka pobożności, której podstawą nie jest pokora, wie bowiem
          dobrze, że ją zniszczy kiedy tylko zechce.

          • kaczy.i.indyczy św. Augustyn (†430) 22.08.10, 21:41
            Chwalę Boga i sama Jego chwała mnie cieszy i nie będę się jej wstydził. Jest z
            nią zupełnie inaczej, niż kiedy kibice chwalą jeźdźca albo poskramiacza
            zwierząt, albo aktora: jedni chwalcy pociągają za sobą innych i zagrzewają się,
            aby wołać wspólnie. A kiedy tak wszyscy krzyczą, częstokroć - jeśli ten zostanie
            zwyciężony - wszyscy się wstydzą. Inaczej jest z Bogiem naszym. Chwalimy Go w
            wolności, kochamy Go miłością, bezinteresownie kochamy Go i chwalimy. Co to
            znaczy bezinteresownie? Ze względu na Niego samego, a nie dla czego innego.
            Jeśli chwalisz Boga w tym celu, żeby dał ci co innego, nie kochasz Go
            bezinteresownie. Byłoby ci wstyd, gdyby żona kochała cię ze względu na twoje
            bogactwa; i gdyby przypadkiem przyszło na ciebie ubóstwo, myślała o kim innym.
            Skoro więc ty chcesz być kochany przez żonę bezinteresownie, sam będziesz Boga
            kochał ze względu na co innego? Jaką nagrodę zamierzasz wziąć od Niego,
            chciwcze? Nie ziemię, ale samego siebie chce ci dać Ten, który stworzył niebo i
            ziemię! Enarr. in Ps 53,10 (PL 36,626).
            • kaczy.i.indyczy św. Jan Maria Vianney (†1859) 22.08.10, 21:43
              Gdy idziemy się wyspowiadać, musimy zrozumieć, co w ten sposób zrobimy. Można
              powiedzieć, że wyjmiemy gwoździe ukrzyżowanemu Panu.

              • kaczy.i.indyczy św. Katarzyna ze Sieny (†1380) 22.08.10, 21:47
                Dusza ogołocona całkowicie ze swojej woli, a przyobleczona w wolę Ojca, jest Mu
                bardzo miła. Dusza taka galopuje, jak nieokiełznany koń, od łaski do łaski, od
                cnoty do cnoty. Nic jej nie trzyma, może biec swobodnie, bo zerwała lejce
                wszelkiego nieuporządkowanego pragnienia i pożądania własnej woli, które hamują
                bieg osób pragnących poświęcić się sprawom duchowym. List do Giovanny oraz
                innych córek w Sienie, grudzień 1375

                • kaczy.i.indyczy Św. Teresa z Ávili, Twierdza wewnętrzna. 22.08.10, 21:48
                  Uśmiechniecie się może, że o takiej rzeczy mówię i pomyślicie, że to żarty.
                  Wszak na to, aby wyjść za króla, nie potrzeba, powiecie, szczególnej odwagi i
                  nie ma takiej, choćby najniższego stanu niewiasty, która by się na takie męstwo
                  nie zdobyła. — Gdyby tu chodziło o poślubienie króla tej ziemi, miałybyście
                  słuszność, ale do zaślubin z Królem nieba wielkiej, upewniam was, większej niż
                  wam się zdaje, potrzeba odwagi. Do rzeczy tak wysokiej natura nasza zbyt jest
                  nieśmiała i niska. I jakkolwiek byście czuły i rozumiały, jak bardzo takie
                  zjednoczenie z Bogiem jest rzeczą dla nas pożądaną, pewna tego jestem, że bez
                  szczególnej łaski i pomocy Boga niepodobna byłoby je osiągnąć.
                  Św. Teresa z Ávili, Twierdza wewnętrzna.

                  • kaczy.i.indyczy Re: Św. Teresa z Ávili 22.08.10, 21:54
                    Rozważmy to dobrze - a wiem, co mówię, bo sama tego na sobie doświadczyłam - że
                    gdy dusza wstąpi na tę drogę modlitwy wewnętrznej i odważnie nią idzie, gdy
                    zdobędzie się na to, by już nie troszczyć się zbytnio o pociechy i uczucia
                    pobożne - ani się zbytnio cieszyć, gdy Pan je da, ani się zbyt smucić, gdy ich
                    zabraknie - wtedy taka dusza przeszła już większą część drogi. Choć może nieraz
                    się potknie, niech się nie lęka, że cofała się wstecz, gdyż budowla, którą
                    wznosi, oparta jest na mocnym fundamencie. Miłość Boża, bowiem nie polega na
                    rozpływaniu się we łzach ani na tych pociechach i rozrzewnieniach, których
                    pragniemy i cieszymy się, gdy je mamy, ale na tym, byśmy służyli Mu w
                    sprawiedliwości, sercem mężnym i z pokorą. W pociechach zaś duchowych - zdaniem
                    moim - bierzemy tylko a nic ze siebie nie dajemy. - Księga życia

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka