z2006
25.01.09, 08:57
mateusz.pl/czytania/2009/20090125.htm
"Jezus rozpoczyna swoją nauczycielską działalność dopiero po uwięzieniu Jana
Chrzciciela. W zasadzie teraz rozpoczyna się na dobre nowa epoka – etap
realizacji zbawienia. Skończyły się czasy proroków. Teraz Bóg osobiście bierze
sprawy w swoje ręce, a raczej swoje słowa w usta Syna Bożego – Jezusa. Gdy
Jezus coś mówi – mówi to osobiście Bóg. A więc: „Czas się wypełnił”: to, na co
ludzie tak długo czekali, stało się w końcu faktem. Ale jakim faktem?
Otóż faktem nadzwyczaj normalnym i niepozornym. Nic niezwykłego się jeszcze
nie stało. Jedynie słowa zapowiadały bliskie przyjście królestwa Bożego. Ten
kto czekał na zastępy anielskie, trzęsienia ziemi i ogień z nieba, nic z tych
rzeczy nie zobaczył. Ale ten, kto miał uszy otwarte na słowo Boże, na treści
zapowiadane przez proroków w świętych księgach, na obietnice Boże, ten na
pewno napełniał się nadzieją. Albowiem Jezus głosił naukę, która bardzo
wyraźnie nawiązywała do tych obietnic. Powoływał się na Boga i głosił
spełnienie zapowiedzi zbawienia.
Właśnie w tym sensie należy najpierw rozumieć to, co głosił na początku Jezus
– Ewangelię Bożą. Otóż słowo: „Ewangelia” ma dwa znaczenia: najpierw jest to
Dobra Nowina (dosłowne tłumaczenie z języka greckiego). Nowina ta głosi, że
„Bóg tak bardzo umiłował ludzi, że posłał im swojego Syna, aby każdy, kto w
Niego wierzy nie zginął, ale miał życie wieczne” (J 3.16 – warto sięgnąć i
przeczytać sobie cały 3 rozdział św. Jana!)
Cóż, dość często to słyszymy i nie jest to już dla nas żadna nowina, raczej
oklepany zwrot kaznodziejski. Ale za każdym razem, kiedy słowa te przebiją się
jakoś przez naszą obojętność i znudzenie, towarzyszące na ogół kazaniom, wtedy
olśniewa nas nagle blask i ciepło nadziei, bijące z tych słów. Coś takiego!
Bóg mnie kocha! Pomimo mojej grzeszności, bylejakości, nieuczciwości,
(dopowiedzmy tu sobie szczerze parę swoich własnych grzechów i wad), pomimo
tego, chce mi dać życie wieczne! I w tym celu gotów był posłać na krzyż
swojego Syna? Tak! Oto Dobra Nowina – prawdziwa Ewangelia! Jeśli tylko
potrafię ją zrozumieć i przyjąć...
A w drugim znaczeniu Ewangelia jest zwrotem technicznym czy imieniem własnym
czterech ksiąg Nowego Testamentu, opisujących życie, słowa i czyny Jezusa
Chrystusa. Z tym znaczeniem dość dobrze się oswoiliśmy, nawet jeśli nie
potrafimy wymienić z pamięci czterech Autorów Ewangelii. Jednakże dla nas i
dla naszego zbawienia ważniejsze jest to pierwsze: Dobra Nowina, którą
powinniśmy przyjąć. Bo jeśli nie przyjmiemy, zbawienie przejdzie nam koło nosa!
A jak przyjmuje się Ewangelię? Przez nawrócenie i wiarę. Jednakże nie chodzi
tu o takie nawrócenie, jakie mamy na myśli przy okazji spowiedzi: „No,
spróbuję się trochę jakoś poprawić”. Autentyczne nawrócenie to nie jest tylko
postanowienie rezygnacji z jakiegoś przyjemnego grzeszku. Jest to całkowita
zmiana kierunku życia.
To nie znaczy, że mam natychmiast przestać popełniać grzeszne czyny – to się
nam chyba nigdy do końca nie uda, ale chodzi o to, byśmy sobie tę swoją
fundamentalną grzeszność uświadomili, pogodzili się z nią (zamiast z uporem
udowadniać spowiednikowi, że żadnych grzechów nie mam) i powierzyli ją Bogu.
To On znajdzie lekarstwo na mój grzech – przebaczenie. Otóż powierzenie Bogu
siebie samego – z całym swoim życiem, grzechami, dążeniami, decyzjami – w ręce
Boga i do Jego dyspozycji, to się właśnie nazywa wiara. Do tego nas wzywa
Chrystus: „Uwierzcie w Ewangelię, tzn. zaufajcie Bożej miłości i przyjmijcie
zbawienie, które Ja wam przynoszę, czyli pójdźcie za Mną!”
Praktyczną ilustrację wiary stanowi decyzja pierwszych uczniów – dotąd
rybaków. W tym momencie postawili wszystko na Jezusa, zmienili kierunek
swojego życia. Czytamy później, że jeszcze raz po raz łowili z łodzi ryby, ale
głównym celem ich życia było jednak co innego. Chodzi właśnie o ten główny
cel. Czy dla mnie jest nim Jezus?"
Ks. Mariusz Pohl