Dodaj do ulubionych

Wróciłem do mojego miasta

18.05.09, 09:19
Miło mi było przeczytać Twój wywiad Piotrze. Choć znamy sie długo,
nie wiedzialem o Tobie zbyt wiele. Że masz ciekawe życie, to wiem,
ale nie wiedziałem, że aż takie. Nie zazdroszcze Ci, ale podziwiam.
Może ten mój komentarz przeczytasz, więc Cię pozdrawiam. R.D.
Obserwuj wątek
    • Gość: W.P. Wróciłem do mojego miasta IP: 212.109.135.* 18.05.09, 10:41
      Popatrzmy merytorycznie na te opowieści. W pewnym momencie
      czytam: "...Cztery lata od 1987 r. spędziłem w Indiach, gdzie
      edukowałem specjalistów od wiertnictwa w zakresie sterowanych
      mostków tyrystorowych. Pracowałem tam przy czterech wiertniach.
      Uczyłem lokalnych elektryków."

      A co można przeczytać dzisiaj na stronie internetowej firmy Gazstal?
      No coś takiego, co choćby w odniesieniu do agregatów prądotwórczych,
      określających zasady ich doboru zostało tam przedstawione. Oto mały
      fragment:

      "UWAGA
      Moc jednofazowych agregatów prądotwórczych określamy w kW przy
      współczynniku mocy cos φ = 1. Niekiedy producenci tę moc podają w
      kVA przy współczynniku mocy mniejszym niż 1. Przy doborze agregatu
      tę moc należy przeliczyć w kW z uwzględnieniem podanego
      współczynnika mocy.

      Moc trójfazowych agregatów prądotwórczych określamy jako moc bierną
      i podajemy ją w kVA przy współczynniku mocy cos φ = 0,8. Przy
      doborze agregatu moc bierną przeliczyć na czynną podawaną w kW.
      Jeżeli np. producent podaje moc agregatu równą 10 kVA, to moc czynna
      wówczas będzie wynosić: 10 kVA x 0,8 = 8 kW."

      Przypomnę, że wg Międzynarodowego Układu Jednostek SI - MOC POZORNA
      to VA (voltampery), MOC BIERNA to var (vary), a MOC CZYNNA to W
      (waty). A dalej w tekście dziwaczna propozycja - "Przy doborze
      agregatu moc bierną przeliczyć na czynną podawaną w kW." Jaką MOC
      BIERNĄ?

      CZY TO OZNACZA, ŻE MAMY DO CZYNIENIA Z FACHOWCEM - ELEKTRYKIEM,
      który o sobie mówi: "...Cztery lata od 1987 r. spędziłem w Indiach,
      gdzie edukowałem specjalistów od wiertnictwa w zakresie sterowanych
      mostków tyrystorowych. Pracowałem tam przy czterech wiertniach.
      Uczyłem lokalnych elektryków." Jak zostali wyedukowani, to inna
      sprawa, bo w zwierzeniach nie brakuje odniesień do waluty i
      kamyczków. Ciekawsze to zapewne zainteresowania !!! Tak, Okrągły
      Stół niektórym zapewnił, że żyje im się lepiej mimo, że mylą często
      moc bierną z pozorną.
      • Gość: Paul63 Re: Wróciłem do mojego miasta IP: 195.95.234.* 08.06.09, 08:19
        Czepiasz się właśnie merytorycznie słów człowieka, który napisał co myślał!! ... Dla mnie liczy się treść a nie przerost formy nad treścią .. Takich jak Ty potrzeba nam w Parlamencie... Będą wtedy sobie tacy podobni do Ciebie dużo rozmawiali ... niestey bez skutku !!
    • Gość: W.P. Wróciłem do mojego miasta IP: 212.109.135.* 18.05.09, 13:15
      Jeszcze mały drobiazg - cos φ to WSPÓŁCZYNNIK MOCY CZYNNEJ, wyrażony
      jako stosunek MOCY CZYNNEJ (P) do MOCY POZORNEJ (S) - cos φ = P/S
      dla przebiegów sinusoidalnych. I tego się trzymajmy.
      • Gość: nnmm Re: Wróciłem do mojego miasta IP: *.ssp.dialog.net.pl 18.05.09, 13:53
        Jak to mówią : Spieprzaj dziadu z tymi amperami !
        Mysle ze moznaby zapytac jeszcze kilku (ludzi sukcesu) dlaczego
        wrócili do Zielonej Góry. Niekoniecznie polityków, księży ,
        wojskowych , lekarzy. Warto zapytac tych którzy krążyli w czasach
        komuny pomiedzy bliskim nam Berlinem a Zieloną , Rudiaka może. Tych
        autentycznych ludzi sukces.
        Pzd
        • Gość: W.P. Re: Wróciłem do mojego miasta IP: 212.109.135.* 18.05.09, 14:21
          Napisałem o faktach i do nich można się odnosić MERYTORYCZNIE. Mówię
          krótko, te opisy "autentycznych sukcesów" w połączeniu z takim oto
          kolejnym fragmentem zwierzeń:"... Najpierw byłem elektrykiem na
          statku. Potem byłem "chefem" elektrykiem i to mi bardzo
          schlebiało.... To, że byłem inżynierem, właściwie nie miało
          znaczenia." wyglądają tak, jakby liczyło się tylko to, co może
          SCHLEBIAĆ. Śmiesznie to wygląda, gdy porównamy przygotowane na
          stronie internetowej "techniczne opisy" odnoszące się do URZĄDZEŃ
          ELEKTRYCZNYCH w firmie prowadzonej przez człowieka sukcesu.
          • Gość: ryba Re: Wróciłem do mojego miasta IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.05.09, 16:09
            eche he , a bo on jest troche bufon . a snob to jeszcze bardziej .
            no ale nie czepiajmy sie ...
    • Gość: klimaszewski Niezły pożytek z pańskiego powrotu ma to miasto... IP: *.internetdsl.tpnet.pl 18.05.09, 17:57

      Lepszego piewcy Okrągłęgo Stołu i przemian nie dało się znależć:)

      Gazowa pijawka

      Data publikacji: sobota 07.06.2008
      energia.org.pl/plugins/content/content.php?content.700
      Dopiero prywatyzacja i wejście na giełdę przerwały epokę bezkarnego
      dojenia PGNiG przez prywatną spółkę. Na co dzień jesteśmy dalecy od
      spiskowych wizji Jarosława Kaczyńskiego o układach pętających
      polskie państwo, ale w zeszłym tygodniu i nas w redakcji naszły
      wątpliwości. Lektura raportu sporządzonego przez firmę Ernst & Young
      na zlecenie zarządu i rady nadzorczej PGNiG każe inaczej spojrzeć na
      mechanizmy rządzące niektórymi segmentami gospodarki. Dokument
      pokazuje jak na dłoni technologię uwłaszczania się nomenklatury na
      państwowym majątku i czerpania zysków z pozorowanej działalności
      gospodarczej. Pasożytem jest mała spółka założona przez grupę osób
      związanych z kierownictwem przedsiębiorstwa, która tylko z niego
      żyje. Do wielu dużych polskich przedsiębiorstw państwowych przyssały
      się takie spółki-pijawki. W PGNiG pasożyt nosi nazwę Gazstal.

      Przedsiębiorstwo Polskie Górnictwo Naftowe i Gazownictwo jest
      największą w Polsce firmą zajmującą się poszukiwaniem i wydobyciem
      ropy naftowej i gazu oraz przesyłem i dystrybucją gazu. A rurociągi
      i odwierty to rury, setki kilometrów rur. Przez lata PGNiG sam sobie
      je kupował. W kraju węgla i hut zdobycie rur nie jest specjalnie
      trudne. Się dzwoni, się zamawia i rury są - okładzinowe i
      wydobywcze, do wyboru, do koloru. A potem się płaci. I to jest ten
      element łańcucha pokarmowego, który zwrócił uwagę pasożyta - właśnie
      tu znajduje się życiodajne źródło, do którego należało się przyssać.

      W 1994 roku PGNiG założył spółkę córkę Gazstal w Zielonej Górze z
      kapitałem zakładowym w wysokości 100 tys. złotych. „Ojcem
      założycielem" z ramienia PGNiG był Tadeusz Kulczyk, wieloletni
      pracownik firmy, wtedy szef zielonogórskiego oddziału tego
      przedsiębiorstwa, potem wiceprezes całego koncernu. I to on
      sprawował przez lata bezpośredni właścicielski nadzór z ramienia
      przedsiębiorstwa nad Gazstalem.

      PGNiG zadowolił się 27 proc. udziałów w spółce, resztę objęły trzy
      prywatne firmy zajmujące się handlem wyrobami hutniczymi: Forem z
      Katowic, FeREX z Krakowa i Nystal ze Świętochłowic oraz jako jedyna
      osoba fizyczna - Piotr Pudłowski, inżynier z Zielonej Góry, niegdyś
      związany z PGNiG (w zielonogórskim oddziale firmy wciąż pracuje jego
      żona jako kadrowa). Udział w przedsięwzięciu i objęcie prezesury
      zaproponował mu szef Tadeusz Kulczyk.

      Firmy z Katowic, Krakowa i Świętochłowic sprzedały z czasem swoje
      udziały osobom prywatnym. I tak się jakoś dziwnie złożyło, że te
      wszystkie osoby były związane pośrednio lub bezpośrednio z
      kierownictwem PGNiG. Udziałowcem została m.in. Maria Hinderer,
      wieloletnia dyrektor pionu handlowego w centrali PGNiG SA. - No cóż,
      kupuje się udziały, raz się wygrywa, raz się przegrywa - tak Tadeusz
      Kulczyk tłumaczy dziś wejście do spółki ludzi z PGNiG. Nie widzi też
      nic niewłaściwego w tym, że współwłaścicielami prywatnej firmy,
      pracującej na rzecz PGNiG, zostali ludzie zatrudnieni w firmie i
      pełniący w niej wysokie stanowiska. - Inaczej się pracuje na etacie,
      inaczej dla siebie. To jest wyższość kapitalizmu - mówi.

      Sam Kulczyk formalnie nigdy nie był udziałowcem, choć w raporcie
      Ernsta znajdują się stwierdzenia wskazujące, że to on może stać za
      innymi udziałowcami. Oficjalnie udziały w Gazstalu w maju 2005 roku
      kupił za to jego syn Tomasz. Nabył je od wieloletniego udziałowca,
      Wandy Ulatowskiej, której zresztą prezes Pudłowski, jak twierdzi,
      nigdy przez U lat prezesowania nie widział, co sugeruje, że mogła
      być tylko tzw. słupem, za której udziałami w rzeczywistości stał
      ktoś ^^ inny. A kto? No właśnie.

      Tak oto Gazstal stał się spółką osób prywatnych i jednego dużego
      udziałowca - PGNiG. Marka tego dużego przedsiębiorstwa była swoistą
      rekomendacją, otwierającą spółce drzwi w hutach i bankach. Ta mała
      firemka zatrudniająca w sumie 13 osób, w tym jednego handlowca,
      mieszcząca się w niewielkim budyneczku, z małym magazynem i
      niewielkim placem składowym, stała się monopolistą w dostawach rur
      dla PGNiG.

      Jej zyskiem była marża. Jak ustalili audytorzy, Gazstal kupował
      towar bez rabatów i upustów i odsprzedawał je PGNiG nawet z blisko 9-
      procentową marżą. Dla porównania - w niewielkiej liczbie kontraktów,
      jakie Gazstal zawierał z innymi odbiorcami niż PGNiG, marże sięgały
      najwyżej 3 procent.

      Dostawy były ogromne, więc i zyski niemałe. Na przykład w 2004 roku
      Gazstal sprzedał PGNiG rury za ponad 30 mln złotych, a w 2005 roku
      za ponad 60 mln.

      Gazstal i druga spółka Gazstal Sanok, w której występują ci sami
      udziałowcy, zdominowały przetargi na dostawy rur okładzinowych i
      wydobywczych dla PGNiG. Wielokrotnie do przetargów stają tylko one w
      różnych konfiguracjach - osobno, wymiennie czy wspólnie jako
      konsorcjum. I zawsze któraś z nich wygrywa. Później okazało się, że
      obie firmy ze sobą współpracowały przy przetargach, co umożliwiało
      ich ustawianie. Raport Ernst &Young cytuje jednego z uczestników
      tych przetargów, który mówi, że gdy przez jakiś czas spółki były
      skłócone i przestały ze sobą współpracować w dojeniu PGNiG, ceny rur
      momentalnie spadły.

      W marcu ubiegłego roku do Andrzeja Arendarskiego, szefa rady
      nadzorczej PGNiG, wpłynęła skarga od firmy spoza układu, która
      przegrała przetarg. Firma informowała, że ceny, jakie PGNiG płaci
      Gazstalowi, są zawyżone o blisko 30 procent, a przetargi mają
      korupcjogenny charakter. Sprawę od razu przekazano do zbadania
      Departamentowi Kontroli PGNiG. Kontrola trwała aż pięć miesięcy - do
      sierpnia 2005 roku i potwierdziła wiele spośród stawianych zarzutów.

      Jednak zanim to nastąpiło, w PGNiG nastąpiło trzęsienie ziemi -
      firma zaczęła się przygotowywać do prywatyzacji i wejścia na giełdę
      23 września 2005 r. Władze PGNiG musiały zdawać sobie sprawę, że
      Komisja Papierów Wartościowych starannie prześwietli całe
      przedsiębiorstwo, ujawniając przyczepionego do niego pasożyta.
      Trzeba było pomóc kolegom w zrobieniu ostatniego skoku na kasę.

      11 maja 2005 roku zarząd PGNiG podjął niezwykle łaskawe dla Gazstalu
      decyzje. Po pierwsze, spółka otrzymała gigantyczny kontrakt na 50
      mln zł, mimo że wcześniej PGNiG zamierzał wydać na rury 11 mln zł
      mniej. Po drugie PGNiG postanowił szybko sprzedać udziały w
      Gazstalu. Teraz Komisja Papierów Wartościowych mogła sobie kopać i
      przeświedać, co chciała - nie ma udziałów, nie ma pasożyta, nie ma
      problemu. Na tym samym posiedzeniu 11 maja 2005 roku zarząd PGNiG
      gotów już był sprzedać udziały w Gazstalu. Rzecz jasna swoim
      ludziom. 1 po okazyjnej cenie. 20 proc. udziałów za 228 tys.
      złotych. W spółce, która w 2005 r. przyniosła 4 mln złotych zysku.
      Do transakcji zapewne by doszło, gdyby nie wtrącił się dyrektor
      Departamentu Kontroli PGNiG, który zaczął kręcić nosem, że to coś za
      tanio. Wtedy uczestnicy posiedzenia odłożyli sprawę „do ponownej
      analizy".

      Wrócili do niej w sierpniu 2005 roku. 27 proc. udziałów kupił od
      PGNiG Piotr Pudłowski za 700 tys. zł. W ten sposób w jego rękach
      znalazło się już 52 proc. udziałów. I pewnie cisza by zapadła, gdyby
      się wspólnicy nie pokłócili. Tadeusz Kulczyk poczuł się oszukany i
      zaczął głośno protestować przeciw sprzedaży udziałów Pudłowskiemu.
      Stwierdził, że inni udziałowej' nie mieli w tej walce równych szans,
      i złożył doniesienie do prokuratury, a jego prawnicy poprosili o
      nadzór nad śledztwem ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobrę.

      Tadeusz Kulczyk sugeruje, że zakup udziałów przez Pudłowskiego jest
      wynikiem jego układów i politycznego poparcia. - Pewnych rzeczy mogę
      się domyślać, bo jeżeli ktoś kupuje akcje i na drugi dzień mianuje
      szefem rady nadzorczej Piotra Czyżewskiego, ministra skarbu
    • Gość: mojito Re: Wróciłem do mojego miasta IP: *.internetdsl.tpnet.pl 18.05.09, 19:08

      Panie Pudłowski, któremu z tych 2 bardziej jesteś Pan "wdzięczny":

      www.youtube.com/watch?v=6RAJ53gZ03g&eurl=http%3A%2F%2Fkpgizbo%2Esalon24%2Epl%2F105813%2C1989%2D2009%2D20%2Dlat%2Dodcinek%
      2D1&feature=player_embedded
    • Gość: ///////// Gazowa pijawka IP: *.zgora.dialog.net.pl 18.05.09, 22:39
      Dopiero prywatyzacja i wejście na giełdę przerwały epokę bezkarnego
      dojenia PGNiG przez prywatną spółkę.

      Na co dzień jesteśmy dalecy od spiskowych wizji Jarosława
      Kaczyńskiego o układach pętających polskie państwo, ale w zeszłym
      tygodniu i nas w redakcji naszły wątpliwości. Lektura raportu
      sporządzonego przez firmę Ernst & Young na zlecenie zarządu i rady
      nadzorczej PGNiG każe inaczej spojrzeć na mechanizmy rządzące
      niektórymi segmentami gospodarki. Dokument pokazuje jak na dłoni
      technologię uwłaszczania się nomenklatury na państwowym majątku i
      czerpania zysków z pozorowanej działalności gospodarczej. Pasożytem
      jest mała spółka założona przez grupę osób związanych z
      kierownictwem przedsiębiorstwa, która tylko z niego żyje. Do wielu
      dużych polskich przedsiębiorstw państwowych przyssały się takie
      spółki-pijawki. W PGNiG pasożyt nosi nazwę Gazstal.

      Przedsiębiorstwo Polskie Górnictwo Naftowe i Gazownictwo jest
      największą w Polsce firmą zajmującą się poszukiwaniem i wydobyciem
      ropy naftowej i gazu oraz przesyłem i dystrybucją gazu. A rurociągi
      i odwierty to rury, setki kilometrów rur. Przez lata PGNiG sam sobie
      je kupował. W kraju węgla i hut zdobycie rur nie jest specjalnie
      trudne. Się dzwoni, się zamawia i rury są - okładzinowe i
      wydobywcze, do wyboru, do koloru. A potem się płaci. I to jest ten
      element łańcucha pokarmowego, który zwrócił uwagę pasożyta - właśnie
      tu znajduje się życiodajne źródło, do którego należało się przyssać.

      W 1994 roku PGNiG założył spółkę córkę Gazstal w Zielonej Górze z
      kapitałem zakładowym w wysokości 100 tys. złotych. „Ojcem
      założycielem" z ramienia PGNiG był Tadeusz Kulczyk, wieloletni
      pracownik firmy, wtedy szef zielonogórskiego oddziału tego
      przedsiębiorstwa, potem wiceprezes całego koncernu. I to on
      sprawował przez lata bezpośredni właścicielski nadzór z ramienia
      przedsiębiorstwa nad Gazstalem.

      PGNiG zadowolił się 27 proc. udziałów w spółce, resztę objęły trzy
      prywatne firmy zajmujące się handlem wyrobami hutniczymi: Forem z
      Katowic, FeREX z Krakowa i Nystal ze Świętochłowic oraz jako jedyna
      osoba fizyczna - Piotr Pudłowski, inżynier z Zielonej Góry, niegdyś
      związany z PGNiG (w zielonogórskim oddziale firmy wciąż pracuje jego
      żona jako kadrowa). Udział w przedsięwzięciu i objęcie prezesury
      zaproponował mu szef Tadeusz Kulczyk.

      Firmy z Katowic, Krakowa i Świętochłowic sprzedały z czasem swoje
      udziały osobom prywatnym. I tak się jakoś dziwnie złożyło, że te
      wszystkie osoby były związane pośrednio lub bezpośrednio z
      kierownictwem PGNiG. Udziałowcem została m.in. Maria Hinderer,
      wieloletnia dyrektor pionu handlowego w centrali PGNiG SA. - No cóż,
      kupuje się udziały, raz się wygrywa, raz się przegrywa - tak Tadeusz
      Kulczyk tłumaczy dziś wejście do spółki ludzi z PGNiG. Nie widzi też
      nic niewłaściwego w tym, że współwłaścicielami prywatnej firmy,
      pracującej na rzecz PGNiG, zostali ludzie zatrudnieni w firmie i
      pełniący w niej wysokie stanowiska. - Inaczej się pracuje na etacie,
      inaczej dla siebie. To jest wyższość kapitalizmu - mówi.

      Sam Kulczyk formalnie nigdy nie był udziałowcem, choć w raporcie
      Ernsta znajdują się stwierdzenia wskazujące, że to on może stać za
      innymi udziałowcami. Oficjalnie udziały w Gazstalu w maju 2005 roku
      kupił za to jego syn Tomasz. Nabył je od wieloletniego udziałowca,
      Wandy Ulatowskiej, której zresztą prezes Pudłowski, jak twierdzi,
      nigdy przez U lat prezesowania nie widział, co sugeruje, że mogła
      być tylko tzw. słupem, za której udziałami w rzeczywistości stał
      ktoś ^^ inny. A kto? No właśnie.

      Tak oto Gazstal stał się spółką osób prywatnych i jednego dużego
      udziałowca - PGNiG. Marka tego dużego przedsiębiorstwa była swoistą
      rekomendacją, otwierającą spółce drzwi w hutach i bankach. Ta mała
      firemka zatrudniająca w sumie 13 osób, w tym jednego handlowca,
      mieszcząca się w niewielkim budyneczku, z małym magazynem i
      niewielkim placem składowym, stała się monopolistą w dostawach rur
      dla PGNiG.

      Jej zyskiem była marża. Jak ustalili audytorzy, Gazstal kupował
      towar bez rabatów i upustów i odsprzedawał je PGNiG nawet z blisko 9-
      procentową marżą. Dla porównania - w niewielkiej liczbie kontraktów,
      jakie Gazstal zawierał z innymi odbiorcami niż PGNiG, marże sięgały
      najwyżej 3 procent.

      Dostawy były ogromne, więc i zyski niemałe. Na przykład w 2004 roku
      Gazstal sprzedał PGNiG rury za ponad 30 mln złotych, a w 2005 roku
      za ponad 60 mln.

      Gazstal i druga spółka Gazstal Sanok, w której występują ci sami
      udziałowcy, zdominowały przetargi na dostawy rur okładzinowych i
      wydobywczych dla PGNiG. Wielokrotnie do przetargów stają tylko one w
      różnych konfiguracjach - osobno, wymiennie czy wspólnie jako
      konsorcjum. I zawsze któraś z nich wygrywa. Później okazało się, że
      obie firmy ze sobą współpracowały przy przetargach, co umożliwiało
      ich ustawianie. Raport Ernst &Young cytuje jednego z uczestników
      tych przetargów, który mówi, że gdy przez jakiś czas spółki były
      skłócone i przestały ze sobą współpracować w dojeniu PGNiG, ceny rur
      momentalnie spadły.

      W marcu ubiegłego roku do Andrzeja Arendarskiego, szefa rady
      nadzorczej PGNiG, wpłynęła skarga od firmy spoza układu, która
      przegrała przetarg. Firma informowała, że ceny, jakie PGNiG płaci
      Gazstalowi, są zawyżone o blisko 30 procent, a przetargi mają
      korupcjogenny charakter. Sprawę od razu przekazano do zbadania
      Departamentowi Kontroli PGNiG. Kontrola trwała aż pięć miesięcy - do
      sierpnia 2005 roku i potwierdziła wiele spośród stawianych zarzutów.

      Jednak zanim to nastąpiło, w PGNiG nastąpiło trzęsienie ziemi -
      firma zaczęła się przygotowywać do prywatyzacji i wejścia na giełdę
      23 września 2005 r. Władze PGNiG musiały zdawać sobie sprawę, że
      Komisja Papierów Wartościowych starannie prześwietli całe
      przedsiębiorstwo, ujawniając przyczepionego do niego pasożyta.
      Trzeba było pomóc kolegom w zrobieniu ostatniego skoku na kasę.

      11 maja 2005 roku zarząd PGNiG podjął niezwykle łaskawe dla Gazstalu
      decyzje. Po pierwsze, spółka otrzymała gigantyczny kontrakt na 50
      mln zł, mimo że wcześniej PGNiG zamierzał wydać na rury 11 mln zł
      mniej. Po drugie PGNiG postanowił szybko sprzedać udziały w
      Gazstalu. Teraz Komisja Papierów Wartościowych mogła sobie kopać i
      przeświedać, co chciała - nie ma udziałów, nie ma pasożyta, nie ma
      problemu. Na tym samym posiedzeniu 11 maja 2005 roku zarząd PGNiG
      gotów już był sprzedać udziały w Gazstalu. Rzecz jasna swoim
      ludziom. 1 po okazyjnej cenie. 20 proc. udziałów za 228 tys.
      złotych. W spółce, która w 2005 r. przyniosła 4 mln złotych zysku.
      Do transakcji zapewne by doszło, gdyby nie wtrącił się dyrektor
      Departamentu Kontroli PGNiG, który zaczął kręcić nosem, że to coś za
      tanio. Wtedy uczestnicy posiedzenia odłożyli sprawę „do ponownej
      analizy".

      Wrócili do niej w sierpniu 2005 roku. 27 proc. udziałów kupił od
      PGNiG Piotr Pudłowski za 700 tys. zł. W ten sposób w jego rękach
      znalazło się już 52 proc. udziałów. I pewnie cisza by zapadła, gdyby
      się wspólnicy nie pokłócili. Tadeusz Kulczyk poczuł się oszukany i
      zaczął głośno protestować przeciw sprzedaży udziałów Pudłowskiemu.
      Stwierdził, że inni udziałowej' nie mieli w tej walce równych szans,
      i złożył doniesienie do prokuratury, a jego prawnicy poprosili o
      nadzór nad śledztwem ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobrę.

      Tadeusz Kulczyk sugeruje, że zakup udziałów przez Pudłowskiego jest
      wynikiem jego układów i politycznego poparcia. - Pewnych rzeczy mogę
      się domyślać, bo jeżeli ktoś kupuje akcje i na drugi dzień mianuje
      szefem rady nadzorczej Piotra Czyżewskiego, ministra skarbu w
      rządzie Leszka Millera, to nie jest przypadek - mówi Kulczyk. Gdy o
      tej nominacji napisała prasa, Czyżewski odszedł, a jego miejsce w
      radzie nadzorczej Gazstalu zajął Krzysz

      W Newsweeku też był na ten temat artykuł. Gzie są oragny kontroli?
      np. NIK?


      Ab
    • Gość: W.P. Bajarz pospolity IP: 212.109.135.* 19.05.09, 08:44
      Spróbujmy spojrzeć na tekst wnikliwiej,

      CYTAT nr 1:
      "Teraz się manipuluje historią, mówi się, że ten był Bolek, a tamten
      to inny TW. A ci ludzie zrobili najlepszą robotę. Łatwo jest teraz
      przypinać łatki, ale trudniej było wtedy widzieć światło w tunelu i
      widzieć wyjście."

      A JA WIEM, ŻE SIĘ MANIPULUJE MÓWIĄC TO ZAWIERA CYTAT nr 1 !!!

      CYTAT nr 2:
      "Nie ma takich rzeczy, których bym żałował. Dziś mi się dobrze żyje.
      Zawdzięczam to personalnie również panu Wałęsie, za którym nawet nie
      przepadałem. Wydawało mi się, że porwał się na rządzenie Polską, nie
      mając kwalifikacji w tym kierunku. Ale jak dziś na to patrzę, to mój
      stosunek do niego nie był uzasadniony. Oczywiście głosowałem na
      Wałęsę, bo na kogo miałem głosować, jak do wyboru był jeszcze
      Tymiński."

      JA TEŻ GŁOSOWAŁEM NA WAŁĘSĘ, PRZYZNAJĘ ZE SKRUCHĄ - NIE WIEDZIAŁEM
      WTEDY, ŻE TO ZWYKŁY KAPUŚ. TAK MANIPULOWANO PRZEKAZ DO
      SPOŁECZEŃSTWA, TAK KŁAMANO, ŻE DZISIAJ MAM ODRUCH WYMIOTNY, GDY
      SŁYSZĘ CO MÓWI I ROBI TW BOLEK.

      CYTAT nr 3:
      "I dziś cieszę się, że przemiany się odbyły - może nie powiem, że
      małym kosztem, bo zginęli górnicy - ale to były jedyne ofiary. W
      końcu oddano tę władzę bez strzałów, no to jest ewenement. Cokolwiek
      by dziś nie mówić i jakkolwiek by opluwać dziś te osoby, to one
      jednak zmieniły nasze życie. Zupełnie! Z takiego zastraszonego
      systemu dziś żyjemy w wolnej Polsce. Sam jako obywatel nie życzę
      sobie, żeby ludzi Okrągłego Stołu opluwano. Jestem wdzięczny tym, co
      ustrój zmienili. To nie było przecież łatwe dla obu stron. Dla tych,
      co mieli władzę - oddać ją, i dla ruchu Solidarności - przyjąć."

      TO KORESPONDUJE W PEŁNI Z TYM, CO PODANO W TEKŚCIE "Gazowa pijawka"
      Z DNIA 07.06.2008.

      Jeżeli ten sentyment do "naczelnego elektryka" - człowieka Okrągłego
      Stołu, jest wyrażany tak BEZKRYTYCZNIE, to pewnie przez szacunek dla
      jego osiągnięć zawodowych. Jak wykazałem wcześniej, na podstawie
      obecnych informacji technicznych z strony internetowej, prezes firmy
      Gazstal, merytorycznie w dziedzinie ELEKTRYKI prezentuje zbliżony
      POZIOM WIEDZY do Lecha Wałęsy. Ten sławny TW Bolek zaczynał
      przycinać kable w POM-ie, a w Stoczni Gdańskiej tylko oprawiał
      końcówki kabli z izolacji, no i już wtedy KABLOWAĆ NAUCZYŁ SIĘ
      DOSKONALE. Tak można powiedzieć BRATNIE DUSZE - lubią opowiadać
      BAJKI.
    • Gość: ??? A co robi w Gazstalu Urbaniak? IP: *.zgora.dialog.net.pl 20.05.09, 06:07
      W oświadczeniu za 2007 roku Urbaniak jest członkiem Rady Nadzorczej
      Gazstalu z wynagrodzeniem rocznym ok.20000 zl. Co może nam Urbaniak
      powiedzić na temat związków PGNiGe z Gazsstalem? Co nam powie o
      transparentnych interesach?
      • Gość: !!! Re: A co robi w Gazstalu Urbaniak? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.05.09, 13:06

        Dobre odkrycie.
        Radny Urbaniak - niezłe, niezłe.
        Ale przecież mówili że chodzi tylko o lody i żeby im się żyło lepiej!
        No i prawda.
        • Gość: ??? Re: A co robi w Gazstalu Urbaniak? IP: *.zgora.dialog.net.pl 24.05.09, 10:07
          Czy sprawdzono już sposób powstania Gazstalu?
          • Gość: rura Re: A co robi w Gazstalu Urbaniak? IP: *.zgora.dialog.net.pl 26.05.09, 20:08
            Urbaniak w Gazstalu? Kto jeszcze z PO ?
    • Gość: W.P. Wróciłem do mojego miasta IP: 212.109.135.* 25.05.09, 10:09
      Obecnie pojawiły się na stronie internetowej firmy Gazstal zmienione
      informacje w zakładce: "Dobór agregatu w zależności od wielkości
      obciążenia". Prezes zapewne dotarł do wiedzy podręcznikowej szkół
      zawodowych i stwierdził, że NIE UCHODZI być w takiej odległości od
      szkolnej wiedzy z PODSTAW ELEKTROTECHNIKI. Może nie warto tak się
      obnosić ze swoimi "kwalifikacjami" w wywiadach, bo te wszystkie
      OFICJALNE teksty techniczne firmy OBNAŻAJĄ NIEKOMPETENCJĘ - głównie
      prezesa. Niestety pozostał tylko TUPET - wiedzy zabrakło już dawno.
      Ale trzeba się liczyć, że są tacy co czytają TAKIE GNIOTY
      TECHNICZNE. Te nowe zapisy w omawianym tekście stanowią tzw.
      bezpieczny poziom ogólnikowego prezentowania problemu, i tu
      spuszczam nad tym co tam podano ZASŁONĘ ŻYCZLIWEGO MILCZENIA.
      • Gość: ele uwaga !!! Re: Wróciłem do mojego miasta IP: *.aster.pl 26.05.09, 21:29
        Pytanie ! kto to jest Kubicki Bis ? jak myslicie ?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka