ania_m66
25.12.10, 22:52
dwukrotnie usilowalam sie przebic z westfalii do polski w nieomal ostatniej chwili przed wigilia, niestety aura wygrala z tutejszy transportem :(
coz bylo robic, zostalam - na dodatek do jutra jako slomiana wdowa. bez ceregieli zostalam jednak zaadoptowana przez tutejszych znajomych, przez co mam po raz pierwszy od czasu kiedy tu zamieszkalam okazje przyjrzec sie niemieckim swiatecznym obyczajom kulinarnym na zywo.
i wiecie co? alez oni maja fajnie!
w wigilie nie ma w niemczech ogolnonarodowej tradycji, przewazaja jednak dwa warianty kulinarne: albo jakies mega wypasione luksusowe menü np z dziczyzna, albo... salatka kartoflana i parowki.
ta salatke i parowki tlumaczy sie tym, ze gospodynie domowe, ktore napracowaly sie na swieta robiac zakupy, gotujac na nastepne dwa dni i sprzatajac nalezy w ten dzien odciazyc i skoncentrowac sie na byciu razem z rodzina.
wlasnie w takim domu bylam wczoraj. saltka ziemniaczana wlasnej roboty, niezla zreszta, z dressingiem z oleju, octu winnego i mocnego bulionu, parowki od rzeznika. parowki w niemczech nie ciesza sie tak zla slawa jak w polsce btw. na deser resztka ciasteczek adwentowych wlasnej produkcji i tzw " weihnachtsstollen" (nie mam pojecia jak toto sie po polsku nazywa, w niemczech slynie z ich wypieku drezno) z cukierni, kawa, herbata. alkoholu nikt nie pil.
i juz. przyjemna atmosfera, zadnych stresow w kuchni, przeladowanych stolow i zoladkow itp itd. po 22giej dziadek pani domu udal sie do knajpy na grzanca z kumplami z ktorymi gra w karty, rodzice poszli do domu po drodze zahaczajac o przyjaciol, a srednie i mlodsze pokolenie udalo sie do klubu w celach bardziej towarzyskich niz tanecznych.
dzisiaj wlasnie wrocilam po swiatecznej obiado - kolacji. tym razem tradycyjna pieczona ges, knedle z surowych ziemniakow z turyngii ("ciasto" kupuje sie gotowe i formuje samemu knedle po czym gotuje) i czerwona kapusta (mrozonka firmy igloo - zupelnie ok). na deser marcepanowy tort zamowiony w cukierni - bardzo dobry. i koniec. i znowu zrelaksowana pani domu, najedzeni goscie - pomimu braku dziesieciu przekasek i tylez samo ciast na deser. bez stresow w kuchni i z mnostwem czasu dla rodziny i przyjaciol.
a jutro wszyscy idziemy do restauracji, gdzie kazdy wybierze sobie to na co ma ochote z karty przygotowanej na swieta. robi to tradycyjnie wiekszosc niemcow. niektorzy ida z rodzinami w wigilie (wtedy nie wstystkie restauracje sa czynne), inni w pierwszy, wiekszosc wlasnie w drugi dzien swiat.
oczywiscie miejsca trzeba rezerwowac na dlugo przedtem.
mozliwe, ze opisane wszystko nie robi takiego wrazenia, ale to tutejsze dosc luzackie podejscie do kulinarnego aspektu obchodow swiat bozego narodzenia baaardzo mi sie podoba.