Dodaj do ulubionych

Nienawidzę gotować :-(

    • mhr2 masz czasami apetyt na cos, 31.12.11, 11:33
      Gość portalu: Rena napisał(a):

      > Witam,
      >
      > Proszę o pomoc wszystkich w odpowiedzi na pytanie - Jak polubić gotowanie? Od k
      > ilkunastu lat nie potrafię polubić tej czynności; każdorazowo czuję ogromną nie
      > chęć i znudzenie wymyślaniem a potem przygotowywaniem potraw. Co prawda czasami
      > robię obiady ale bardziej z przymusu niż z przyjemności.

      co bys tylko dla siebie zrobila?
      • Gość: anuczka Re: masz czasami apetyt na cos, IP: *.dynamic.mm.pl 01.01.12, 18:34
        No i jak nie lubisz to się nie zmuszaj :) Teraz mamy tysiące zamienników, gotowych produktów i tak dalej :) Nie jestem najlepsza w gotowaniu, dlatego często jem na mieście o ostatnimi czasy nawet skorzystałam z opcji pol na pol, jest taka marka jak yogen fruz i ona popularyzuje samodzielne komponowanie tego co lubisz na bazie gotowych już produktów na miejscu, w ich punkcie. :)
    • Gość: kwaśna śmietana Re: Nienawidzę gotować :-( IP: *.home.aster.pl 01.01.12, 19:05
      Moim zdaniem aby polubić gotowanie należy:
      1. podchodzić do sprawy na luzie;
      2. obejrzeć kilka programów kulinarnych, których prowadzący są na luzie i udowadniają, że gotowanie może być niezłą zabawą (programy Jamiego Olivera, Nigelli Lawson, Michaela Smitha- "Domowy kucharz) i wcale nie musi zajmować całego dnia. Ponadto nie zawsze trzeba fanatycznie trzymać się przepisu;
      3. zaangażować do pomocy domowników;
      4. wybierać przepisy i dania łatwe do przygotowania, typu "obiad w 30 minut", dania w kwadrans itp;
      5. pomagać sobie dobrymi półproduktami- np. warzywami na patelnię, umytą mieszanką sałat, warzywami w puszkach, gotowymi ciastami (francuskie, drożdżowe);
      6. kupić sobie kilka kuchennych "ułatwiaczy", które jednak nie są skomplikowane w obsłudze i trudne do umycia, np. prosty blender z przystawkami do siekania, miksowania, szatkowania itp;
      7. pamiętać o dobrym, wygodnym, ostrym nożu :).
    • Gość: zadumana po prostu KIERAT IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 02.01.12, 13:03
      A ja sądzę, że najgorsza strona gotowania dotyka te osoby, które siedząc w domu (czy nawet czasem pracując zawodowo) dotknięte są syndromem nieuchronności gotowania. Bo rodzina czeka, bo jest śniadanie, obiad, kolacja. Przeraźliwy kierat. Nieodwołalny. I nikt, a zwłaszcza panowie, nie rozumie na ogół jak to strasznie działa. Bo trudno dostrzec powietrze, przecież po prostu jest.

      Każdą pracę tradycyjnie męską można odłożyć na jutro. A obiadu nikt nigdy nie odłoży. To jest naprawdę niewyobrażalnie przytłaczające. Stwarza presję, w której można się pogubić, a próby rozsmakowania się w gotowaniu spełzają na niczym - mają zbyt kruche psychologiczne podstawy. Głupio zażartuję przytaczając jakieś ponoć chińskie porzekadło, w myśl którego - jak cię gwałcą to się nie szarp, bo może chociaż będziesz miała wtedy z tego przyjemność.
      Łatwo powiedzieć, ale trudniej to zrealizować. Czeka śniadanie, obiad kolacja, śniadanie, obiad... i człowiek się jednak wewnętrznie szarpie. A praktycznie nikt wokół tego nie widzi.

      Gotowanie składa się z nieuchronnego gotowania i planowania "co na obiad". Zaskoczyło mnie kiedyś, gdy (we wspólnym gospodarstwie) uwolniłam od gotowania obarczoną wnukiem moją mamę (organizując pomoc domową), po czym byłam pełna zachwytu nad sobą i moim organizacyjnym zmysłem (a dociążona byłam wtedy pracą zawodową nieprzytomnie). Zapytana przypadkiem po kilku miesiącach moja mama "no i jak ci teraz", odpowiedziała - tak, nie muszę wreszcie gotować, ale mam ciągle na głowie dobijające "co jutro na obiad". Zatkało mnie w pierwszej chwili. Nie ukrywam, że zdecydowanie oczekiwałam w odpowiedzi dziękczynnej owacji. Mama miała niezrównane życiowe poczucie humoru, więc było dużo śmiechu, dramatu nie było, ale nagle zobaczyłam - gdzie jest pies pogrzebany...

      Bardzo lubię jeść. To powoduje, że lubię gotować. Perspektywa gotowania codziennego wytrąca mnie jednak z równowagi. Naprawdę - wszystko można odłożyć, ale jeść trzeba. Nawet wyjście z domu do knajpy trzeba jakoś ująć w plan... Dziecko, czy dzieci muszą jeść regularnie i nikt rozsądny nie zrobi z tego parodii gospodarowania życiem dziecka, nie mówiąc o żołądkach starszych. Kierat działa niezawodnie.

      Mam skalę porównawczą. Nikt mi nie nie będzie opowiadał bajek o wielkim zarządzaniu wielkimi biznesami. Zaskoczę pewnie zapracowanych do nieprzytomności panów (i część potężnie zapracowanych zawodowo pań nie mających dzieci) - praktycznie marne małe gospodarstwo domowe, na tylko kilka osób, potrafi stwarzać życiową presję porównywalną z wysokimi stanowiskami dużych korporacji. Nawet w wielkim biznesie można nagle rzucić hasło - no to dzisiaj zamiast pracy relaks, jedziemy do knajpy za miasto (żeby nas pracownicy nie widzieli) i robić coś głupiego przez resztę dnia. A w gospodarstwie domowym - nie ma mowy. Kierat, kierat, kierat... Dopiero po wieloletnich obserwacjach rycerzy biznesu i obserwacji tego co mam we własnym domu stwierdziłam z ogromnym zaskoczeniem, że biznesmeni mają o niebo łatwiej. Jak się ktoś wypali zawodowo może sobie odpuścić... Kto sobie odpuści śniadanie, obiad, kolację...? Kto sobie odpuści resztę tzn. sprzątanie, pranie, wywiadówki ?

      Niektórzy polubili gotowanie i nie robią dramatu. Szczerze? Ja się dziwię, że w tak stresujących i pełnych rodzinnej presji warunkach ktoś gotowanie lubi.
      A co zrobić, żeby polubić? Może spojrzeć na to z boku. Poszukać lubianych przez "kucharkę" potraw. Może tak jak ja - skreślić w początkach krupnik, a poszukać w książkach kucharskich, internecie i tv czegoś bardziej niby-ambitnego, żeby nie czuć się jak ten marny i niedoceniany zaopatrzeniowiec pracujący nie w wielkiej korporacji na dnie, tylko we własnej rodzinie na samym szczycie zarządzania piekielną domową kuchnią. Kuchnią, której domownicy często nie doceniają, bo to przecież tylko kuchnia a nie wielki świat problemów biznesu.

      To jest jednak wielki świat problemów. Mały? Ale diabeł siedzi w szczegółach.
      Nie dajmy się. Rozsmakujmy się i nie traktujmy tego wszystkiego jak niewoli i horrendalnego przymusu. Może wtedy naprawdę będzie przyjemniej??????? Nikt i nic nie zmieni tego, że jest śniadanie, obiad, kolacja...
      :)
      • 83kimi Re: po prostu KIERAT 02.01.12, 13:30
        Gość portalu: zadumana napisał(a):

        >
        >
        > Mam skalę porównawczą. Nikt mi nie nie będzie opowiadał bajek o wielkim zarządz
        > aniu wielkimi biznesami. Zaskoczę pewnie zapracowanych do nieprzytomności panów
        > (i część potężnie zapracowanych zawodowo pań nie mających dzieci) - praktyczni
        > e marne małe gospodarstwo domowe, na tylko kilka osób, potrafi stwarzać życiową
        > presję porównywalną z wysokimi stanowiskami dużych korporacji. Nawet w wielkim
        > biznesie można nagle rzucić hasło - no to dzisiaj zamiast pracy relaks, jedzie
        > my do knajpy za miasto (żeby nas pracownicy nie widzieli) i robić coś głupiego
        > przez resztę dnia. A w gospodarstwie domowym - nie ma mowy. Kierat, kierat, kie
        > rat... Dopiero po wieloletnich obserwacjach rycerzy biznesu i obserwacji tego c
        > o mam we własnym domu stwierdziłam z ogromnym zaskoczeniem, że biznesmeni mają
        > o niebo łatwiej. Jak się ktoś wypali zawodowo może sobie odpuścić... Kto sobie
        > odpuści śniadanie, obiad, kolację...? Kto sobie odpuści resztę tzn. sprzątanie,
        > pranie, wywiadówki ?
        >
        Trochę przesadzasz. Zawsze można zamówić pizzę czy nie posprzątać. Nic się nie stanie jak kilka dni podłoga będzie brudna. Tu chyba najważniejsze jest nastawienie. I podział obowiązków. Przecież gotowanie nie jest czynnością typowo kobiecą, mężczyźni też gotują. Najważniejsze to wyzbyć się myślenia "muszę", "jak nie zrobię zupy, to świat się zawali" itp.
      • Gość: ojtakojtak Re: po prostu KIERAT IP: *.play-internet.pl 09.04.13, 18:51
        Zadumana dobrze prawi. Wódki jej dać. Kierat, pieprzony kierat, rutynka i sie należy.

        Mam nadzieję że dożyję dnia, w którym na śniadanie, obiad i kolację dam domownikom po kapsułce z niezbędnymi składnikami odżywczymi a jak będą mieli ochotę popieścić podniebienie to do roboty!
    • Gość: kaśka 2012 Re: Nienawidzę gotować :-( IP: *.sta.asta-net.com.pl 07.08.12, 13:08
      ja mam tak samo gdy to przeczytałam to tak jak bym ja to pisała słowo w słowo nie cierpię nienawidzę i nigdy nie polubię!!! a jestem żoną mam dziecko i robie posiłki bo muszę a nie bo chcę :(
      • mhr2 to tak duzo nasz jest, hura 07.08.12, 13:36
        Gość portalu: kaśka 2012 napisał(a):

        > ja mam tak samo gdy to przeczytałam to tak jak bym ja to pisała słowo w słowo n
        > ie cierpię nienawidzę i nigdy nie polubię!!! a jestem żoną mam dziecko i robie
        > posiłki bo muszę a nie bo chcę :(
    • aagnes Re: Nienawidzę gotować :-( 11.08.12, 22:34
      Tak jak ktos wczesniej napisal - najgorszy jest kierat i permanentne kombinowanie co, komu z czego, za co itd...
      Przede wszystkim trzeba sobie zdac sprawe, ze facet tez ma rece, kuchenka to nie rakieta kosmiczna, kazdy obsluzyc potrafi. zatem zakladamy ze glodny cos sobie zrobi. dziecko - dopoki jest malutkie i z nami -wtedy trzeba sie przemoc i cos tam pichcic, zdrowo i madrze, ale stopien trudnosci nie jest zbyt duzy na szczescie. Dziecko idzie do przedszkola - wtedy jest sielanka, wystarczy zrobic jeden posilek dziennie dla wszytskich hurtem (obiado-kolacje), najlepiej co drugi dzien i tyle. tak to mniej wiecej rozwiazuje. kiedys obliczylam, ze w dni kiedy jestesmy wszyscy w domu gotuje (czy po prostu szykuje jedzenie) z 8 razy. to przelalo czare goryczy.
      z czasem wypracowalam sobie zestaw potraw, ktore mi wychodza, lubimy zjesc i nie sa czasochlonne, robie je odruchowo. zamrazarka to moj przyjaciel, wszelkie sloiki od mamy czy tesciowej sa witane okrzykami radosci. zamrazaj, kupuj w miare mozliwosci przyzwoite skladniki, wtedy nawet najprostszy chleb z maslem i pomidorem stanowi zacny posilek. makarony to rowniez wdzieczny temat, w zasadzie komponuja sie ze wszystkim, gar starcza na dwa dni.
    • Gość: zuzkapowietak Re: Nienawidzę gotować :-( IP: *.dip.t-dialin.net 14.08.12, 14:24
      Może zaczniesz pić
    • croyance Re: Nienawidzę gotować :-( 14.08.12, 21:33
      Ja nie lubie gotowac i nie gotuje.
      A jak juz musze, to kupuje dwa kawalki lososia, wstawiam na tacke z pokrojonymi warzywami, piekarnik, i obiad gotowy.
      Kup sobie moze rice cooker, wtedy tylko wsypujesz ryz i gotowe.
      • mojemieszkanie24 Re: Nienawidzę gotować :-( 17.08.12, 15:11
        Ja też nie lubię gotować.... Boże.. Gotowanie mnie nudzi naprawdę. Najchętniej bym nie gotowała ale niestety nieraz muszę...
    • jolunia01 Re: Nienawidzę gotować :-( 17.08.12, 17:01
      Rena, mnie się wydaje, że powinnaś (nie traktuj tego w kategoriach przymusu, bo to zabija chęć do wszystkiego) znaleźć sobie - najlepiej poza miejscem zamieszkania - jakiś kilkudniowy turnus z kursem gotowania, takim prowadzonym przez prawdziwego kucharza, który nie proponuje pomidorówki z ryżem, ziemniaków ze schabowym i mizerią, tylko np. jakieś przystaweczki, owoce morza, sałatki, carpaccio, ślimaczki.... wiesz, COŚ INNEGO. Potem można wrócic do jarzynowej, ryżu i morszczuka ze świadomością, że potrafisz fajne rzeczy. A wtedy i takie codzienne moga sie okazać mniej frustrujace.
      • referee Re: Nienawidzę gotować :-( 10.04.13, 16:13
        Można polubić gotowanie, stać koneserem kucharzenia na przykład biorąc udział w różnych kursach, seminariach, poprzez media. A banalnie jak się założy rodzinę albo na przykład wyprowadzi od rodziców.
        Polecam kursy, seminaria i lekturę gastronomiczną
    • Gość: gosc Re: Nienawidzę gotować :-( IP: *.dynamic.chello.pl 11.04.13, 20:09
      O,znów ta żebrająca nachalna trollica,jeszcze to to nie zdechło??Badziewny serwisik nadal wymaga żałosnego spamu??Jaki żal
    • Gość: Wstrętne gotowanie Re: Nienawidzę gotować :-( IP: 87.204.11.* 02.09.14, 22:46

      Również nie cierpię gotować! Muszę wykonywać tę niewolniczą pracę od kilkunastu lat, Dzieci, wspólny posiłek, choć ten raz jeden dziennie i pełna świadomość, że to scala rodzinę i jest wzorcem niejako bezpiecznym domem! Tego nie da się polubić po kursie, ani też z biegiem upływających lat! Zazdroszczę tym którzy mają tzw. babcię, ugotuje, spojrzy na dzieci... . Nie narzekajcie - docencie Je! Wspólny podział obowiązków - w ilu rodzinach się sprawdza bez sprzeczek i nie potrzebnego oddalania się od siebie? Lepiej czas spędzić z dzieckiem, mężem czy z książką, w zamiast cierpieć z każdym podejściem do ,,pichcenia''
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka