Dodaj do ulubionych

bakalie, czyli 12-ste danie wigilijne

IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.12.12, 11:50
Jest banalnie proste staropolskie tradycyjne danie, będące nawet na liście potraw wigilijnych i świątecznych u Ćwierczakiewiczowej.
Dzisiaj jest super proste w realizacji:
1. bierzemy ładny talerz, raczej płaski lub tackę metalową (może srebrną?)
2. układamy jakby sektorami obok siebie po garstce orzechów łuskanych włoskich, laskowych, pekan, itp. plus po garstce suszonych owoców kolorowych ananasów, bananów itp. plus po garstce suszonych fig, daktyli plus duże rodzynki i plus ja na koniec dokładam połamaną jedną tabliczkę gorzkiej czekolady.
3. stawiamy na stole i nie zabieramy przez całe święta a może i do Nowego Roku.
4. czasem uzupełniamy, bo cudów nie ma - danie zaczyna topnieć w wigilię:))))

Moja mama i babcia z uporem maniaka w prl-u przygotowywały to "danie" każdego roku. Jakby nigdy nic... Mordowały się, żeby zdobyć coś ponad polskie orzechy. Można było wtedy dostać takie sprasowane chyba daktyle, albo figi. Patrzyłam wtedy na ich upór z rezygnacją we wzroku. Dziś widzę to inaczej:))))
No i dziś to naprawdę super danie, które cieszy się powodzeniem u wszystkich, dużych i małych:)
A jak łatwo przygotować... A jak się ładnie prezentuje... A jak tradycyjnie...
Obserwuj wątek
    • ania_m66 wow coz za odkrycie! nobla ci dac! 12.12.12, 12:02
      jak boga kocham nie znam domu w ktorym by taki talerz nie stal i to przynajmniej od lat 70tych.
      w ogole odnosze wrazenie, ze albo jestes b. mocno leciwa, albo jakoz zylam w rownoleglym wszechswiecie za PRL-u
      to w sumie smutne, ze forum kuchnia staje sie dla niektorych polem do prezentowania swoich pogladow politycznych :(
      • Gość: zadumana Re: wow coz za odkrycie! nobla ci dac! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.12.12, 12:16
        Odkrycie? Z Ćwierczakiewiczowej:)
        Znam dzisiaj wiele domów bez bakalii. No jakoś tak wyszło.

        Żyjemy w kraju, w którym polityka przez lata rządziła zawartością talerza. Skoro nawet na tym forum ktoś pisze, że Ćwierczakiewiczowa to jakieś opowieści bez zastosowania... ?
        Niestety wyjaśnianie skąd się wzięły takie czy inne tradycje i dlaczego uległy po 1945 roku zaburzeniom nie daje się ubrać w słowa idealnie apolityczne.
        A siadając do stołu warto wiedzieć jaka jest historia tego co na talerzu szczęśliwie mamy.
      • Gość: sylwia Re: wow coz za odkrycie! nobla ci dac! IP: *.rzeszow.vectranet.pl 12.12.12, 15:09
        u mnie nigdy nie stał:)
        • godiva1 Re: wow coz za odkrycie! nobla ci dac! 12.12.12, 16:04
          U mnie tez nie stal, a ania-m66 jest niegrzeczna.
          • Gość: ania Re: wow coz za odkrycie! nobla ci dac! IP: *.dynamic.chello.pl 12.12.12, 19:20
            U mnie też nie stał, ale stanie, dziękuję za pomysł.
            • jackk3 Re: wow coz za odkrycie! nobla ci dac! 12.12.12, 23:50
              Kiedys to byl 'cymes'. A dzisiaj? Przeciez te rzeczy jemy na codzien. Co innego swieze figi na przyklad.
              • Gość: en Re: wow coz za odkrycie! nobla ci dac! IP: *.static.chello.pl 13.12.12, 00:15
                Jemy, ale przecież nie stawiasz sobie na co dzień talerza z bakaliami i nie wsuwasz po obiedzie! U mnie w domu i u dziadków zawsze po kolacji wigilijnej łuskało się orzechy, jadło suszone owoce (z własnego ogrodu), figi, pomarańcze. I popijało domowe wino owocowe i nalewki. Teraz też tak robię. Świeże figi dostępne w Polsce są niesmaczne; zresztą zima i święta to pora suszonych owoców, pomarańczy i mandarynek.
      • selica Re: wow coz za odkrycie! nobla ci dac! 13.12.12, 12:36
        Ani w moim domu nigdy nie było talerza z bakaliami, ani w żadnym innym domu, który odwiedzałam w okresie okołoświątecznym, takiego talerza nie zauważyłam. To w odpowiedzi na post Ani.

        W tym roku też takiego talerza sobie nie postawię, dlaczego? Dlaetego, że potrawy świąteczne to dla mnie rzeczy, które jem tylko raz w roku, z okazji świąt właśnie. Pierogi - na co dzień owszem, ale nie z kapustą, barszcz - jasne, ale bez uszek etc. Bakalie jem w zasadzie dość często, to żaden rarytas, więc choć w domu w okresie świątecznym bedę mieć różne, różniste, to na stole ich nie poukładam. Poza tym wysychają, nie mówię o orzechach of course - te z kolei wietrzeją :)
      • beverly1985 Re: wow coz za odkrycie! nobla ci dac! 13.12.12, 15:27
        U mnie nie stal, pierwszy raz o tym slyszę. Bakalie były z makiem i kluskami ;)
    • Gość: miu Re: bakalie, czyli 12-ste danie wigilijne IP: *.fbx.proxad.net 13.12.12, 00:31
      To bardzo przypomina swiateczny zwyczaj z poludnia Francji, konkretnie z Prowansji, gdzie jest tradycja 13 deserow. Wygladaja np. tak:
      media.paperblog.fr/i/400/4007122/13-desserts-noel-provence-L-z1QfQZ.jpeg
      www.cocineraloca.fr/wp-content/uploads/2011/12/Avent-Split-2011-21.jpg
      www.coeur-de-provence.org/IMG/cache-400x300/13-deserts-400x300.jpg
      Moze Twoja rodzina w XIX wieku lub wczesniej podrozowala i przywiozla ten zwyczaj?
      • Gość: en Re: bakalie, czyli 12-ste danie wigilijne IP: *.static.chello.pl 13.12.12, 00:56
        Sądzę, że to zwyczaj dość powszechny, wynikający z pory roku. Są wtedy orzechy, śliwki i wiśnie suszone na zimę, bakalie kupowane do ciast, nalewki i wino nastawiane latem akurat są do picia.
        • Gość: zadumana Re: bakalie, czyli 12-ste danie wigilijne IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 13.12.12, 10:27
          W pierwszym linku załączonym przez miu wyżej jest talerzyk wskazujący mniej więcej jak rzecz podać.
          A zwyczaj pewnie wynika z tego, że od 200 lat co najmniej (uczty królewskie od zawsze ) każde eleganckie przyjęcie musi się kończyć owocami. W Polsce o tej porze były owoce głównie suszone, więc bakalie to zestaw owoców suszonych.
          Teraz są owoce wszelkie, ale suszone też, co umożliwia łatwe zmajstrowanie czegoś tradycyjnego, bardzo malowniczo i stylowo wyglądającego na talerzu lub na ładnej tacy. Każdy znajdzie tutaj coś dobrego i bez obrzydzenia danie zaliczy:)
          Wygląda i smakuje:)))
          • pmk_pmk Re: bakalie, czyli 12-ste danie wigilijne 16.12.12, 10:56
            Weź się nie wygłupiaj pisaniem że „każde eleganckie przyjęcie musi się kończyć owocami”. Co za brednie! Przyjęcia kończą się kawą lub alkoholem na trawienie. Jedzenie surowych owoców po solidnym posiłku jest niezdrowe.

            Nikt też - już od kilkudziesięciu lat - nie podaje całych owoców do jedzenia na eleganckim przyjęciu! Natomiast sałatki owocowe podaje się latem, gdy posiłek jest lekki i raczej na przyjęciach mniej eleganckich, czyli np. w ogrodzie.

            Na eleganckich przyjęciach zasiadanych deser, nawet "owocowy", jest o wiele bardziej wyrafinowany. Po nim, tak jak po każdym deserze podaje się kawę, często z małymi ciasteczkami. Zatem owoce jako owoce nigdy nie kończą posiłku.
            • ania_m66 Re: bakalie, czyli 12-ste danie wigilijne 16.12.12, 11:12
              pmk_pmk napisała:

              > Weź się nie wygłupiaj pisaniem że „każde eleganckie przyjęcie musi się ko
              > ńczyć owocami”. Co za brednie! Przyjęcia kończą się kawą lub alkoholem n
              > a trawienie. Jedzenie surowych owoców po solidnym posiłku jest niezdrowe.
              >
              > Na eleganckich przyjęciach zasiadanych deser, nawet "owocowy", jest o wiele bar
              > dziej wyrafinowany. Po nim, tak jak po każdym deserze podaje się kawę, często z
              > małymi ciasteczkami. Zatem owoce jako owoce nigdy nie kończą posiłku.

              wez zasun ta rewelacje kucharzowi z palacu buckingham :)))
              obamafoodorama.blogspot.de/2011/05/menu-state-banquet-in-honor-of.html
              btw. kawe (i pewnie nawet jakies drobne ciasteczka) podaje sie na naprawde eleganckim przyjeciu po obiedzie tradycyjnie w innym pomieszczeniu, np bibliotece, pokoju kawowym itp.
              Gesslerowa w kosciele
              • pmk_pmk Re: bakalie, czyli 12-ste danie wigilijne 18.12.12, 01:02
                I co z tego, że jest podawana w innym pomieszczeniu? Kończy posiłek.
        • Gość: miu Re: bakalie, czyli 12-ste danie wigilijne IP: *.fbx.proxad.net 13.12.12, 22:36
          en napisał(a): > Sądzę, że to zwyczaj dość powszechny...

          Wrecz przeciwnie. Jak wynika z tego co napisano powyzej twojego wpisu zwyczaj... wcale nie jest znany.
    • 0yotte Re: bakalie, czyli 12-ste danie wigilijne 13.12.12, 15:24
      u mnie taki talerz, choć z mniejszym wyborem bakalii, stoi na codzień :)
      najbardziej lubię zestaw morele+ rodzynki złociste+orzechy laskowe+migdały :)
    • misiu_jeden Re: bakalie 14.12.12, 17:00
      Gość portalu: zadumana napisał(a):

      > 3. stawiamy na stole i nie zabieramy przez całe święta a może i do Nowego Roku.

      A nie kurzy się?
      • Gość: zadumana Re: bakalie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.12.12, 19:11
        :))))))))))))
        Nie zabieramy... talerza, tyko dokładamy, dokładamy... aż do wyczerpania sił i zapasów.
    • mhr2 Re: bakalie, czyli 12-ste danie wigilijne 14.12.12, 17:28
      Gość portalu: zadumana napisał(a):

      > Moja mama i babcia z uporem maniaka w prl-u przygotowywały to "danie" każdego r
      > oku. Jakby nigdy nic... Mordowały się, żeby zdobyć coś ponad polskie orzechy. M
      > ożna było wtedy dostać takie sprasowane chyba daktyle, albo figi. Patrzyłam wte
      > dy na ich upór z rezygnacją we wzroku. Dziś widzę to inaczej:))))

      mama ma to od babci, a babcia od prababci i tak dalej, to zalezy gdzie sie "wychowaly",
      u nas bylo to normalne, co ma to wpolnego z tym "prl-u ",
      • ania_m66 Re: bakalie, czyli 12-ste danie wigilijne 14.12.12, 18:02
        mhr2 napisała:

        > Gość portalu: zadumana napisał(a):
        >
        > > Moja mama i babcia z uporem maniaka w prl-u przygotowywały to "danie" każ
        > dego r
        > > oku. Jakby nigdy nic... Mordowały się, żeby zdobyć coś ponad polskie orze
        > chy. M
        > > ożna było wtedy dostać takie sprasowane chyba daktyle, albo figi. Patrzył
        > am wte
        > > dy na ich upór z rezygnacją we wzroku. Dziś widzę to inaczej:))))
        >
        > mama ma to od babci, a babcia od prababci i tak dalej, to zalezy gdzie sie "wyc
        > howaly",
        > u nas bylo to normalne, co ma to wpolnego z tym "prl-u ",
        >

        jeezu, mordowaly sie zeby zdobyc bakalie? kiedy do cholery? w czasie wojny - to nawet rozumiem, w latach 50 tych?
        gdzie ty zylas w tej polsce? w bieszczadach?
        mhr dobrze pisze, ta "tradycja" a raczej przejaw inwencji i zmyslu dekorowania stolu i jadalni nie ma nic wspolnego z PRL-em a z tym, co czlowiek wyniosl z domu. jedni potrafia estetycznie poukladac zwyczajne rzeczy na talerzu i je ladnie przozdobic bez kawioru, platkow zlota ani roz, a inni nie maja wyobrazni ani fantazji.
        i bez przesady na milosc boska, orzechy wloskie i laskowe, sliwki i ogolnie suszone owoce jak jablka, gruszki i morele byly zawsze. sprasowane swiete figi i daktyle o ktorych piszesz tez. przewspaniala skorke pomaranczowa robilo sie w domu suszac na kaloryferach pomaranczowe obierki i gotujac je potem w syropie. gotowala ja latami moja mama i wszystkie znane mi panie. a migdaly i rodzynki "rzucali" w sklepach za gierka od jesieni. byly i sklepy prywatne, hale targowe, rynki... byli sasiedzi z krewnymi za granica i swiatecznymi paczkami i kwitl handel wymienny :)
        na pewno egzotyczne bakalie nie byly tanie jak barszcz, ale bez przesady, nie kupowalo sie ich kilogramami i jesli nie mowimy o rodzinach skrajnie patologicznych, naprawde nie trzeba sie bylo z tego powodu mordowac.
        • Gość: zadumana Re: bakalie, czyli 12-ste danie wigilijne IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.12.12, 19:04
          Dzięki, Aniu. Precyzyjnie to "mordowanie się" pań z mojej rodziny opisałaś.
          Świetnie streściłaś stan ówczesnego rynku. Nic dodać nic ująć.
          Każdy produkt, który trafiał wtedy na paterę z bakaliami miał swoją historię polowania na niego, a i w końcu niestety nie zawsze był sukces. I tak w wigilię asortyment domowych bakalii to była połowa tego co mam bez wysiłku dzisiaj.
          Ja nie lubiłam słodyczy, więc uważałam, że w całym tym kretyńskim prl-owskim handlu można sobie to odpuścić, a skupić się na rybach. Stąd byłam zdania, że mama traci czas na to idiotyczne polowanie i morduje się kolekcjonując tygodniami coś co miało być w końcu i tak namiastką dla mnie znanej tylko z opowiadań przedwojennej wigilii.
          No, ale tradycja...:)

          Wydaje mi się, że różnica między nami jedynie polega na tym, że dla Ciebie cały ten prl-owski handel był ok i po prostu wszystko było. A że nie w sklepie za rogiem tylko na zasadzie: "byli sąsiedzi z krewnymi za granicą"... No i ten "handel wymienny". Bajka. Po prostu.

          Raz w roku robiłam zakupy w latach 80-tych przy ul. Polnej w Warszawie. To był jedyny wówczas bazar-sklep, który miał tzw. wszystko. Na zapleczu migały mundury pracowników LOT-u, którzy dzielnie również brali udział w niezbyt legalnym dostarczaniu tego "wszystko". Ceny były przekraczające przeciętne możliwości, przekraczały zresztą również wszelkie ludzkie pojęcie.
          Dziś mogę kupić pełne wypasione bakalie w sklepie przy mojej ulicy. I tak w zasadzie każdy w każdy polskim mieście. Chyba 5 minut max z wybraniem i płaceniem.
          I wiesz co to moim zdaniem znaczy? To znaczy, że kiedyś nic w sklepach nie było, tylko mordęga z zakupami była.
          • momas Re: Trochę OT (Polna) 18.12.12, 17:00
            Do dzisiaj pamietam moj wstrza pochodzay z pierwszej połowy lat 80-tych... Przyszła szwagierka mojej przyjaciółki, wraz z przyszłym męzem robili zakupy na Polnej w Warszawie. Był rok 83? moze 84...(aha, rodzce przyjaciólki do majętnych się zaliczali, jako prywatna inicjatywa). Pamietam produkty - np śledzie w sosie smietanowym, takie jak dzisiaj do kupienia Lisnera. Jakas nutella, troche owoców. Ilosc produktów nie oszałamiała. Oszołomiła mnie kwota wydana na te produkty. Wyniosła więcej niz miesięczne zarobki mojego ojca, który pracowal w szanowanej instytucji panstwowej (naukowej, ale Istytut był branzowy, jak to sie teraz nazywa), o której sie mówilo, ze zarobki nie sa wcale najniższe...
            :)
            Przepraszam za wtret, ale gdy słyszę "Polna" - zawsze mam ten obrazek przed oczami :D
        • jackk3 Re: bakalie, czyli 12-ste danie wigilijne 15.12.12, 21:06
          Aniu, nie zawsze bylo tak rozowo. Nawet jak byly te artykuly to byly podlej jakosci ale wtedy nie mialo to znaczenia. Tylko te domowej roboty skorki byly fajne (dopoki nie dowiedzielismy sie ze w sumie pryskane pomarancze sie to tgo srednio nadaja).
          • mhr2 Re: bakalie, czyli 12-ste danie wigilijne 16.12.12, 11:10
            jackk3 napisał:

            Tylko te domowej roboty skorki byly fajn
            > e (dopoki nie dowiedzielismy sie ze w sumie pryskane pomarancze sie to tgo sred
            > nio nadaja).

            myslisz ze teraz sa osoby kture to wiedza?, glupota
    • wielkie_kosmiczne_oko bakalie 16.12.12, 12:03
      Bakalie mogą stanowić doskonałą "przegryzkę" w każdej chwili :)
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka