Dodaj do ulubionych

Pseudochińskie knajpy

27.07.04, 13:43
Błagam, pomóżcie orientalnemu smakoszowi, czyli mnie! Naprawdę stęskiłam się
za chińską kuchnią z prawdziwego zdarzenia (no, może pieska to bym nie
spróbowała);-P Mam dość lokali gdzie taka klasyka jak zupa z płetwy rekina,
kurczak z migdałami bądź orzechami cashew, zupa kwaśno-pikantna, ryż po
kantońsku, smażone algi, pierożki na parze lub przystawka z grzybów moong,
pędów bambusa i smażonego sojowego makaronu jest postrzegana jako burżuazyjna
fanaberia. Knajpom serwującym mrożone mintaje z górami kapuścianych surówek i
mającymi z Chinami tyle wspólnego co musztarda z szarlotką, mówimy stanowcze
NIE! Tak wiem, rozbestwiłam się za granicą. Jednak nadal nie wiem gdzie w
stolicy mogę skosztować ponownie tych wspaniałości. Cesarski Pałac odpada.
Pomimo znakomitej kuchni zraziłam się do wybiórczego, snobistycznego
traktowania klientów. Ponadto nie wiem czy Mekong Kręglickiej jeszcze żyje.
Kilka lat temu stołowałam w Szanghaju na Marszałkowskiej i odniosłam bardzo
pozytywne wrażenia. Niestety nie wiem jak jest teraz:-(((
Obserwuj wątek
    • nobullshit Re: Pseudochińskie knajpy 27.07.04, 16:53
      sigrun napisała:

      >>>Ponadto nie wiem czy Mekong Kręglickiej jeszcze żyje.
      Umarł, przeszedł reinkarnację i jest teraz Absyntem z kuchnią francuską.

      A w Maharadża Taj na Szerokim Dunaju byłaś? Zasadniczo to kuchnia tajska,
      nie chińska, ale b. smacznie i "burżuazyjnie" (pomijając wystrój a la gospoda
      GS-u, ale można usiąść w ogródku).

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka