Dodaj do ulubionych

Stosunek do jedzenia okresla podejscie do zycia...

IP: *.158.240.220.dsl.comindico.com.au 07.08.04, 00:42
Zainspirowala mnie ivu, bo napisala cos z czym sie w zupelnosci zgadzam:


"Podobno stosunek do jedzenia sporo mówi o podejściu do życia w ogóle. "

i dalej :
"Znałam
kiedyś faceta, który był bardzo kapryśny, prawie niczego nie jadł (z
wyjątkiem
pizzy), wszystko niedobre - chociaż nigdy nie próbował. We wszystkich innych
dziedzinach był dokładnie taki sam."

Ja tez tak sadze. i z niektorymi nowopoznanymi ludzmi nie mam ochoty
przestawac.. no moze utrymywac bliskich kontaktow juz po trzecim wspolnym
posilku.

A co Wy na ten temat sadzicie?
Obserwuj wątek
    • ziemiomorze Re: Stosunek do jedzenia okresla podejscie do zyc 07.08.04, 00:47
      Ta?
      Istnieje poglad, ze stosunek do jedzenia mowi wiele o podejsciu do seksu i tego
      bym sie raczej trzymala.
      W kazdym razie - do swiata zmyslow na pewno. Te panny, ktore z niechetna mina
      grzebia widelcem w kopczyku salaty bez oliwy, ci panowie, ktorzy jedza tylko
      to, co juz znaja...hehe

      I ci wszyscy rozkoszni smakosze, ktorzy wiedza co i jak ;-)

      zet
      • Gość: senin Re: Stosunek do jedzenia okresla podejscie do zyc IP: *.158.240.220.dsl.comindico.com.au 07.08.04, 01:04
        a czy podejscie do seksu/swiata zmyslow nie mowi wiele o podejsciu do zycia?

        tylko jak to (podejscie do zycia) sprawdzic kierujac sie kryterium seksu w
        codziennych kontaktach towarzyskich?


        Ja tam od tygodnia chyba przyjelam wierze w "powiedz mi jak i co jesz a powiem
        ci kim jestes" ;)
    • Gość: Liska Re: Stosunek do jedzenia okresla podejscie do zyc IP: 81.210.125.* 07.08.04, 00:50
      zgadzam się w 100%. Ludzie, którzy celebrują posiłek, celebrują też życie.
      Chodzi o to, żeby umieć wypić herbatę delektując się nią, a prostą kanapkę
      podać tak, by smakowała jak w najlepszej restauracji.
      Jak widzę ludzi w hipermarketach z wózkami wypełnionymi śmieciowym jedzeniem -
      pudłami z pizzą za 5 zł, ketchupem i gazowanymi napojami we wszystkich kolorach
      tęczy, zastanawiam się, jak wygląda ich życie. Pewnie podobnie.
      • Gość: fairy Re: Stosunek do jedzenia okresla podejscie do zyc IP: *.drizzle.com 07.08.04, 00:52
        moze wyglada teczowo
        • Gość: Liska Re: Stosunek do jedzenia okresla podejscie do zyc IP: 81.210.125.* 07.08.04, 00:55
          Tak tęczowo, jak obraz kontrolny w telewizorze nad ranem;)
      • ramshe Re: Stosunek do jedzenia okresla podejscie do zyc 07.08.04, 15:44
        Gość portalu: Liska napisał(a):

        > zgadzam się w 100%. Ludzie, którzy celebrują posiłek, celebrują też życie.
        > Chodzi o to, żeby umieć wypić herbatę delektując się nią, a prostą kanapkę
        > podać tak, by smakowała jak w najlepszej restauracji.
        > Jak widzę ludzi w hipermarketach z wózkami wypełnionymi śmieciowym jedzeniem -
        > pudłami z pizzą za 5 zł, ketchupem i gazowanymi napojami we wszystkich kolorach
        >
        > tęczy, zastanawiam się, jak wygląda ich życie. Pewnie podobnie.
        ZGADZAM SIĘ Z TOBĄ W 100% :)
    • nobullshit Re: Stosunek do jedzenia okresla podejscie do zyc 07.08.04, 01:12
      "Powiedz mi, co jesz, a powiem ci, kim jesteś" - Brillat-Savarin
      w "Fizjologii smaku". Howgh i amen.

      Liska, jesteś przecudnie złośliwa :))) Wywołałaś uśmiech na twarzy osoby
      siedzącej przy kompie jakąś 14 godzinę (minus przerwy na jedzenie,
      rzecz jasna)
      • Gość: Cynamoon Re: Stosunek do jedzenia okresla podejscie do zyc IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.08.04, 01:19
        O, tak. Zgadzam sie, ze stosunek do jedzenia mowi bardzo wiele o czlowieku!
        Mam wrazenie, ze ludzie, ktorzy nie dbaja o przyjemnosc zmyslowa wynikajaca z
        jedzenia, sa zbrakowani w jakis sposob. Albo zblokowani.

        Ja tez zawsze obserwuje co maja ludzie w koszykach i zgaduje jacy sa :-)

        • Gość: szopen Re: Stosunek do jedzenia okresla podejscie do zyc IP: 204.79.89.* 07.08.04, 04:47
          Po prostu nie sposob sie nie zgodzic.

          Jako, ze jedzenie jest nieodlaczna czescia zycia stosunek do jedzenia duzo mowi
          o czlowieku.
          Ale to chyba dziala w druga strone.
          Jakie podejscie do zycia takie podejscie do jedzenia.

          A teraz szybki "test psychologiczny": Jakie jest wasze podejscie do jedzenia i
          czy naprawde tacy sami jestescie w zyciu?
          O sobie.
          Bardzo lubie dobre jedzenie,
          gotuje zawsze cos nowego,
          cos inaczej,
          nie za bardzo przejmuje sie zgodnoscia z przepisami to tylko inspiracje,
          potrafie spedzic bardzo duzo czasu gotujac cos na co mam akurat ochote,
          do gotowania podchodze w sposob analityczno-naukowy to znaczy dobieram
          parametry/temparatury/czas/skladniki wg posiadanej wiedzy,
          uzywam sporo nowoczesnego sprzetu kuchennego,
          nawet jesli mam prawie pusta lodowke potrafie ciut pokombinowac i wyczarowac
          cos odlotowo dobre.

          W zyciu: inzynier.
          Chyba pasuje.
          • nobullshit Re: Stosunek do jedzenia okresla podejscie do zyc 07.08.04, 09:55
            Gość portalu: szopen napisał(a):


            > A teraz szybki "test psychologiczny": Jakie jest wasze podejscie do jedzenia
            > czy naprawde tacy sami jestescie w zyciu?

            Właściwie nie lubię gotować "na oko". Wolę mieć przepis
            i dokładnie podane ilości.
            Zawód wyuczony: bibiotekarz
            Zawód wykonywany: tłumacz
            Więc też - przynajmniej to - by się zgadzało :)
        • Gość: Pichciarz Re: Stosunek do jedzenia okresla podejscie do zyc IP: *.proxy.aol.com 08.08.04, 01:49
          Na szczęście "ci ludzie" nie gotują - w naszym sensie tego terminu.
          Ja jednak sądzę, że aby naprawdę gotować trzeba być artystą, mieć wyobraźnię,
          poczucie humoru, spotykać innych z uśmiechem.
    • Gość: senin Re: Stosunek do jedzenia okresla podejscie do zyc IP: *.158.240.220.dsl.comindico.com.au 07.08.04, 09:04
      sobota pozne po poludnie, jestem po dorym obiedzie zakropionym niezlym
      chardonnay, tak mi blogo, ze moge sie troche odkryc - znaczy sie dac wyraz
      wszystkim moim uprzedzemiom i zrzedliwosciom:

      1.nie lubie gdy ludzie "w gosciach" wydlubuja z potrawy kawalki, ktore im nie
      pasuja, albo zostawiaja na talerzu calosc potrawy. (zdarzylo sie to dwa razy
      moim gosciom, a wlasciwie gosciowi, bo byla to ta sama osoba). No kurde, chyba
      mozna w siebie troche wmusic nawet jak nie jet to "Ritz".

      Mysle sobie, taka to nie bedzie zwazac czy ci na odcisk nadepnie, czy nie, byle
      by tylko jej osobiste upodobania byly zaspokojone. (sprawdzilo sie w zyciu)

      2.nie lubie gdy ludzie rzucaja sie na najlepsze kaski na polmisku, nie
      zwracajac uwage czy wystarczy dla innych nakladaja na talerz ogromne ilosci, a
      po dziobnieciu widelcem raz czy dwa zostawiaja na talerzu 70%. Obserwowalam to
      w zyciu pare razy ( nie, nie byly to potrawy przeze mnie gotowane ;))) i byly
      bardzo smaczne)

      Dla mnie to sugeruje nieokrzesana chciwosc i chocby taka osoba nie wiem jak
      slodka w innych sytuacjach byla, przypuszczam, ze gdy przyjdzie do sytuacji
      prawdziwie podbramkowej w zyciu nie bedzie miala zadnych skrupulow by uzyc
      innych jako podnozka.


      lubie:
      Gdy ludzie jedza z radoscia i iskrami w oczach, nawet jak troche przy tym
      mlaskaja ;))

      2. lubie gdy zapominaja sie przy jedzeniu... co tam , ktory widelczyk do tego
      czy tamtego, mozna nawet rekami, lubie spontanicznosc

      3. Lubie gdy zjadaja wszystko, co JA przygotuje. Raz nawet polubilam
      dziewczyne, ktora probowala uwodzic mojego meza, tylko za to ze zjadla caly
      garnek curry, ledwieco dla nas zostawiajac ( mial starczyc na trzy posilki;)))

      zdanie o niej oczywiscie zmienilam na drugi dzien :)))

      o sobie napisze pozniej, bo wlasnie spojrzalam w lustro, rozczarowana ze moje
      super spodnie ZNOW sie nie dopinaja... chyba musze zmienic podejscie do jedzenia

      na razie nie lubie jesc ;((
      • iwu Re: Stosunek do jedzenia okresla podejscie do zyc 07.08.04, 10:32
        Widzę, że debatujecie o tym, co napisałam wczoraj, więc się przyłączę.
        Muszę przyznać, że jako dziecko byłam potwornym niejadkiem, nie wiem jak udało
        mi się przebrnąć przez dzieciństwo ;-) ale za to teraz lubię dobrze zjeść,
        lubię gotować i lubię patrzeć jak inni wsuwają to co ugotuję. Na ogół ludziom
        smakuje. Może z niejadków wyrastają smakosze? Albo przynajmniej ludzie, którzy
        wiedzą czego chcą i nie zadowolą się byle czym? Ciekawe co o tym sądzicie.
        Co do teściku: lubię improwizować, ale gdy robię coś po raz pierwszy, wolę
        trzymać się przepisu, ważę produkty, nic nie dosmaczam po swojemu i gdy ta
        wersja mi odpowiada, to się jej trzymam. Ale lubię też otworzyć lodówkę i
        zastanowić się co można zrobić z tego co już jest, bo to żadna sztuka polecieć
        do sklepu z listą zakupów. Zawsze coś wymyślę.
        Nie lubię tych wszystkich kurczaków i mięsiw, które "można wziąć do ręki i
        obgryźć". Zdecydowanie wolę jedzenie bezproblemowe, bezkostne, z którego nic
        już nie trzeba wydłubywać, tylko jeść wszystko. Sztućcami. Ryba, ma się
        rozumieć, jako filet. Tak, jestem wygodna, czy jak kto woli wygodnicka.
        W restauracjach zawsze zamawiam coś, czego wcześniej nie jadłam, albo potrawy,
        których z różnych przyczyn nie robię w domu.
        A jeśli chodzi o zawód, to uczę w liceum, jestem po filologii angielskiej.
        Muszę się jeszcze wypowiedzieć na temat tych kolorowych, wypchanych wózków w
        hipermarketach. Też się temu przyglądam, ale nie z obrzydzeniem, a raczej ze
        smutkiem. Myślę, że ci ludzie w większości nie mają wyboru i kupują po prostu
        to, co jest tanie. Takie czasy. Tu w Łodzi jest potworne bezrobocie i nic
        dziwnego, że większość ludzi nie je kiełbasy chorizo tylko parówki marki Tesco.
        Ale chyba jest też tak dlatego, że ludzie są jacyś bez polotu, nie starają się
        pomyśleć, że dobrze jeść to nie znaczy drogo. I tu kółeczko się zamyka, bo jak
        się nie ma pracy, to nie ma się ochoty fantazjować kulinarnie, stąd chyba to
        przygaszenie i ładowanie do koszyka tego, co akurat jest w promocji.
        • Gość: Cynamoon Re:Test IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.08.04, 11:13
          A ja najczesciej improwizuje.
          Uzywam dziwnych polaczen, czasem zaskakujacych dla tradycjonalistow.
          Nie istnieje dla mnie tabu i zasady: tego nie laczy sie z tym. Ja lacze.
          Chytam w locie jakis przepis, nie doczytam i juz wiem, co chce z nim zrobic.
          Wychodzi swietnie zazwyczaj.
          Kazdy ekspertment jest ciekawy.
          Bardzo lubie tez przerabiac przepisy- wychodzi cos zupelnie innego.
          Rzadko trzymam sie scisle receptury i proporcji (poza pewnymi wyjatkami, gdzie
          trzeba) Sa tez rzeczy proste i nie szalone ktore uwielbiam (makarony z sosami)
          i robie czesto.

          Zawod wyuczony?
          Koncze studia arytsyczne ;-)wiec jestem jakas tam arystyczna dusza ;-)
          • jottka luuuuu 07.08.04, 11:28
            dzie, a nie prościej napisać 'tacy już, kurde, fajni jesteśmy, ale ci inni to
            dziwni są, nie?' :)

            no ale rozumiem, że trzeba sie czasem po głowie pogłaskać, a te spodenki,
            senin, to wyrzuć, to zły materiał jest, w praniu sie zbiegł :)
            • emka_1 e 07.08.04, 13:29
              tam zaraz fajni;) ja to wiem, że wredna jestem, a przerost formy nad treścią
              działa jak płucka na kwaśno :(

              ani nie nie jem aby żyć, ani nie żyje aby jeść.
          • i.nes Re:Test 07.08.04, 11:41
            Hm... Ciekawa sprawa z tym testem. Zobaczmy...

            Jak piekę ciasta, to trzymam się sztywno receptur i przesądów, typu "w wilgotny
            dzień biszkopt nie wychodzi" - bo faktycznie nie wychodzi ;)

            Jak robię obiad w tygodniu, to nie myślę nad proporcjami. Zaglądam do lodówki i
            robię potrawę "na-winie" - czyli "co się na-winie". Mam żelazny zestaw suchych
            składników /ryż, kuskus, kasze/, przypraw i mrożonego miesa, więc w połaczeniu
            z toną warzyw w lodówce zawsze coś się uda.

            Uwielbiam pasjami czytać przepisy i oglądać zdjęcia potraw. Sycę nimi oczy i
            wyobraźnię. Na nowe przepisy muszę mieć spokój i czas. Ważne jest dla mnie
            skupienie i `wdrukowanie' wrażeń. Kiedyś nowe przepisy wykonywałam dokładnie wg
            podanej receptury, ale wraz z doświadczeniem nauczyłam się ufać instynktowi i
            na bieżąco modyfikuję.

            Podobnie jak Senin, nie znoszę gdy ludzie cos wydłubują z dania. Mam koleżankę,
            która wydłubuje cebulę z sałatki greckiej.

            Uwielbiam, gdy ludzie umieją celebrować posiłek. Cieszy ich atmosfera, nigdzie
            się nie spieszą, komentują potrawę.

            Zawód wyuczony: ekonomista
            Zawód wykonywany: lektor & tłumacz
          • qubraq Re:Test 07.08.04, 12:51
            Gość portalu: Cynamoon napisał(a):

            > A ja najczesciej improwizuje.
            > Uzywam dziwnych polaczen, czasem zaskakujacych dla tradycjonalistow.
            > Nie istnieje dla mnie tabu i zasady: tego nie laczy sie z tym. Ja lacze.
            > Chytam w locie jakis przepis, nie doczytam i juz wiem, co chce z nim zrobic.
            > Wychodzi swietnie zazwyczaj.
            > Kazdy ekspertment jest ciekawy.
            > Bardzo lubie tez przerabiac przepisy- wychodzi cos zupelnie innego.
            > Rzadko trzymam sie scisle receptury i proporcji (poza pewnymi wyjatkami,
            gdzie
            > trzeba) Sa tez rzeczy proste i nie szalone ktore uwielbiam (makarony z
            sosami)
            > i robie czesto.
            >
            > Zawod wyuczony?
            > Koncze studia arytsyczne ;-)wiec jestem jakas tam arystyczna dusza ;-)

            Cześć, piszę do Ciebie bo trochę się juz znamy. Czy na podstawie kilku
            wiadomości o jedzeniu z wątku "Poznajmy sie" mogłabyś mi coś o mnie powiedzieć
            czego jeszcze nie wiem lub nie czuję, co może mi jeszcze "przed wyłączeniem
            prądu w środku dnia" pomóc być lepszym. Jeśli z Twojego testu wyniknie, że
            jestem niezły skurczybyk to mimo tego wal prawdę prosto w oczy.
            Andrzej
            • Gość: Cynamoon Re:Czy ... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.08.04, 13:47
              ...chodzi Ci o jakies inspiracje, bo nie bardzo zrozumialam?
              Sprecyzuj prosze.
              Btw,od dluzszego czasu pisze do Ciebie email w sprawie tych grafik
              (pamietasz?), tylko cos go skonczyc i wyslac nie moge :-)ale moze wieczorem mi
              sie uda.

              pzdr

      • Gość: Liska Re: Stosunek do jedzenia okresla podejscie do zyc IP: 81.210.125.* 07.08.04, 12:44
        A ja najbardziej nie lubię, kiedy ludzie rzucają się na jedzenie, nie czekając
        aż gospodarz/gospodyni zasiądą do stołu.
        Mam takich jednych znajomych. Niby "na poziomie". Przyjeżdżają do mnie z
        daleka, a moja radość pryska za każdym razem, kiedy usiądą do nie do końca
        nakrytego stołu... Bo kiedy stawiam na nim ostatnią rzecz i chcę zacząć jeść,
        okazuje się, że już nic nie ma albo w momencie siadania (sic!), pan gość pyta,
        czy mógłby prosić o dokładkę caprese, bo właśnie się skończyła...
        • i.nes Re: Stosunek do jedzenia okresla podejscie do zyc 07.08.04, 14:13
          Straszne :( Ja wiem, że przystawki są smakowite i czasem jadam taką caprese po
          prostu jako kolację, ale to co piszesz jest po prostu straszne. Dla takich
          znajomych nie warto się wysilać. Zupa, drugie, bukiet surówek. I chwatit.
        • Gość: Ela Re: Stosunek do jedzenia okresla podejscie do zyc IP: *.w83-114.abo.wanadoo.fr 08.08.04, 13:21
          Liska,

          Pomylislas sie, ci "na poziomie" sa "dno absolutne".

          Radze Ci podawac inaczej, tak jak, np. we Francji.
          Nakryty stol znaczy telerze i sztucce, szklanki, i serwetki.
          Puste.

          Goscie przychodza, gadu-gadu, polaza, a gdy uwazasz ze jest moment gotowy, to
          pros zeby usiedli (zastanow sie takze jak ich chcesz posadzic, kto obok kogo).
          Wiekszy efekt zrobi gdy Twoj przyjaciel/maz z ktorym przyjmujesz gosci
          powie "Madame est servie" - konwencjonalne zdanie z holdem dla pani domu ze
          mozna siadac do stolu.

          Kazde danie podajesz Ty kazdemu na talerz - czyli narobisz sie, ale jest pewne
          ze nikomu nie zabraknie. Mozesz takze wtedy sie pytac czy wszyscy wszystko
          lubia - jesli nie, to nie kladz (kiedys wam opowiem historie o obiedzie kiedy
          wykrylismy ze jedni znajomi sa Mormoni).
          Mozesz takze powiedziec przed obiadem co przygotowalas i w jakiej kolejnosci
          podasz.

          Pozdrawiam

          <quote> Liska napisala:
          A ja najbardziej nie lubię, kiedy ludzie rzucają się na jedzenie, nie czekając
          aż gospodarz/gospodyni zasiądą do stołu.
          Mam takich jednych znajomych. Niby "na poziomie". Przyjeżdżają do mnie z
          daleka, a moja radość pryska za każdym razem, kiedy usiądą do nie do końca
          nakrytego stołu... Bo kiedy stawiam na nim ostatnią rzecz i chcę zacząć jeść,
          okazuje się, że już nic nie ma albo w momencie siadania (sic!), pan gość pyta,
          czy mógłby prosić o dokładkę caprese, bo właśnie się skończyła...
          </quote>

    • pocztufka Re: Stosunek do jedzenia okresla podejscie do zyc 07.08.04, 12:13
      oj, oj a co z tymi, co w ogóle nie gotują, a kuchnie traktują jak przedpokój
      albo i jeszcze gorzej??? a jedzenie jak dostarczanie organizmowi energii???
      • i.nes Re: Stosunek do jedzenia okresla podejscie do zyc 07.08.04, 12:22
        Jeżeli jedzenie jest częścią życia, to brak radości z jedzenia jest zubożeniem
        życia. Tacy ludzie tracą wiele :_(
        • Gość: szopen test IP: 218.20.67.* 07.08.04, 14:56
          Z tym testem to ot tak mi przyszlo do glowy napisac.
          Wyszlo dosc ciekawie.
          Zastanawiajac sie nad wlasnym stylem gotowania jedzenia mozna czuc sie jakby
          przegladajac sie w lustrze.

          W sumie ciekawe.

          I w dodatku pasuje.
          • Gość: Cynamoon Re: test IP: *.it / 62.233.189.* 07.08.04, 15:15
            Naokolo "psychologii kuchennej" to w czasie studiow wynajmowlalam czesto pokoje
            kolezankom z roku i stwierdzilam, ze duzo mowi o osobowosci sposob smarownaia
            chleba a wlasciwie sposob nabiarania masla lub margaryny. Jedni dziubia
            koncowka noza,tak, ze tworza sie kreski i katy ostre inni wybieraja ze srodka
            pojemnika, inni naokolo az na srodku tworzy sie coraz mniejszy walec lub stozek
            itd...
            Ale kazdy robi to inaczej!
            :-)))
            • szycha80 Re: test 10.08.04, 12:35
              a jak sie niczym nie smaruje to co?
        • myshen82 Re: Stosunek do jedzenia okresla podejscie do zyc 07.08.04, 15:27
          Mam mnostwo znajomych ktorzy jedza nie dlatego ze jedzenie jest przyjemne, ale
          dlatego ze "muszą"... Muszą, bo jedzenie dostarcza energii itp. Kazdy posilek
          to dla nich przykry obowiazek...
          Jesli chodzi o mnie, uwielbiam jesc... pierwszą rzeczą o ktorej mysle kiedy
          wstane jest śniadanie: nie ma dla mnie większej przyjemności niż celebrowanie
          śniadanka....
          Bardzo lubię gotować, ale przez to ze mam dużo pracy raczej trudno mi znaleźć
          czas na pichcenie czegoś skomplikowanego...
          najbardziej lubię jak ludzie jedzą coś co zrobiłam i im smakuje...
    • marcia.m Re: Stosunek do jedzenia okresla podejscie do zyc 07.08.04, 15:43
      prawie wszyscy tutaj są zgodni w opiniach :).
      pod tym ze stosunek do jedzenia sporo mowi o podejsciu do zycia podpisuje sie
      rekami i nogami :), wypowiedzi powyzej wystarczajaco to wyjasniaja wiec
      musialabym sie powtarzac.
      uwielbiam gotowac, jesc juz nie tak bardzo (zawsze po gotowaniu nie jestem juz
      zbyt glodna bo sie tyle naprobuje i podjem). a w szczegolnosci gotowac dla
      kogos :). zreszta, ktos kiedys powiedzial o jedzeniu chyba (nie jestem pewna)
      ze mysl o tym ze gotuje sie dla kogos, myslenie o tym kims w trakcie gotowania
      poprawia smak, dodaje sie do niego uczucia po prostu :).
      a jeszcze lepiej sie gotuje z ta druga polowka, czas spedzony razem w kuchni na
      eksperymentowaniu jest bezcenny. mam szczescie bo mojemu facetowi odkad
      jestesmy razem bardzo spodobalo sie gotowanie, nawet niechcacy wywolalismy mode
      wsrod naszych znajomych na wspolne przygotowywanie jedzonka ;).
      dla mnie kuchnia to najwazniejsze miejsce w domu, wokol stolu toczy sie
      zycie :).
      pytanie czy wole spac dluzej czy wstac rano przed praca pol godziny wczesniej
      zeby razem usiasc przy kawie i sniadaniu (nawet jesli to nie do konca jest
      sniadanko, tylko kawa i ew jogurt) nie jest zadnym dylematem :).
      pozdrawiam :)
      • Gość: pianissima Re: Stosunek do jedzenia okresla podejscie do zyc IP: *.adsl.proxad.net 08.08.04, 00:51
        Uwielbiam jesc (dlatego czesto zagladam na to forum)! Jedzenie sprawia mi
        ogromna przyjemnosc (waga w normie :D, choc pilnuje i czasem sie odchudzam ) .
        Lubie odkrywac nowe smaki, dania :))) Lubie kosztowac cos, czego jeszcze nie
        jadlam :))) Naprawde niewiele rzeczy uznaje za niejadalne. Lubie celebrowac
        posilki. Lubie gotwac, ale dla kogos. Jesli sama - posilki sa prostsze.
        Ogromnie cenie dobre wino.... kuchnie wyrafinowana (nouvelle cusine!)... Nie
        pamietam kiedy jadlam schabowego z kapusta... Najbardziej cenie kuchnie:
        francuska, wloska, chinska (ale nie majaca wiele wspolnego z budkami) i
        indyjska.
        zawod wyuczony: ekonomista, teoretyk literatury, dziennikarz
        zawod wykonywany: dziennikarz (polityka miedzynarodowa)
    • Gość: lu Re: Stosunek do jedzenia okresla podejscie do zyc IP: *.adsl.proxad.net 08.08.04, 00:29
      Senin, zgadzam sie w 100%: stosunek do jedzenia i sposob jedzenia mowia duzo o
      czlowieku. Juz samo zachowanie przy stole... Dlatego chetnie i z duza
      przyjemnoscia wychodze z ludzmi cos zjesc. :))))
    • mamadwojga Re: Stosunek do jedzenia okresla podejscie do zyc 08.08.04, 09:42
      Eeeeeeeeeeeeeee tam.........
      Wynikałoby z tego że najlepsi i najbardziej kreatywni, łakomi na życie ludzie
      to GRUBASY, OBŻARCIUCHY, ŁAKOMCZUCHY.
      Osoby z dobrym apetytem, typu zjem wszystko i w każdej ilości - takie osoby
      miały by być najlepszymi kochankami? Bo mogą dużo i często i w każdej
      konfiguracji??
      Mam kilkoro znajomych którzy uwielbiają gotować, usta im się nie zamykają,
      ciągle coś żują, gotują wymyślnie i z polotem a wżyciu są smętnymi,
      nieruchawymi grubasami, które najchętniej spędzają czas przed komputerem i
      telewizorem.
      Coś mi nie działa teza łączenia upodobań kulinarnych i podejścia do życia.
      • Gość: Cynamoon Re: Stosunek do jedzenia okresla podejscie do zyc IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.08.04, 09:46
        Alez chodzi o to, tych, ktorzy czerpia z jedzenia zmyslowa przyjemnsoc a nie
        zazeraja sie na smierc!
        Chodzi o to, by sie delektowac i celebrowac. Aby jedzenie bylo uczta dla wielu
        zmyslow, nie tylko smaku.
        To tak jak z Francuzami, uznanymi za najwiekszych smakoszy a zarazem
        najszczuplejszy narod!
        • mamadwojga Re: Stosunek do jedzenia okresla podejscie do zyc 08.08.04, 10:16
          Ależ grubasy też się delektują, oblizują tłuste paluszki, celebrują. Jakby
          mogli to by z kuchni nie wychodzili :-)

          A jeśli jak piszesz " chodzi o to, tych, ktorzy czerpia z jedzenia zmyslowa
          przyjemnsoc a nie zazeraja sie na smierc!" to w takim razie jak
          scharakteryzować tych o których napisałam? W końcu oni mają wręcz nabożny
          stosunek do jedzenia. Hi hi.

          Ja się niestety całe życie odchudzam bo tyję od samego patrzenia na jedzenie i
          wskutek tego nie lubię i nie potrafię dobrze gotować. Jedzenie jest dla mnie
          utrapieniem bo kojarzy mi się również z tym że spędzam przy garach pół dnia.
          Moje dzieci niestety mają duży apetyt i szczególnie teraz, w wakacje bardzo
          mnie męczą karząc sobie smażyć naleśniki, gotować budynie, piec bułeczki. Moim
          marzeniem jest jadanie poza domem. Gdybym mogła to nie miałabym kuchni w domu.
          To może się niektórym wydać straszne ale ja jestem UDRĘCZONA wymyślając menu,
          gotując, dzień po dniu, bez przerwy. Niestety nie stać mnie na restauracje,
          gotowe potrawy są niezbyt zdrowe szczególnie dla dzieci. Pozostało mi się
          męczyć dalej.

          Według kryteriów "stosunek do jedzenia a podejście do życia" powinnam być więc
          osobą zgorzkniałą, bojaźliwą, leniwą, udręczoną życiem. A tak nie jest. Jestem
          bardzo wesoła, otwarta na zmiany, kończę drugie studia o kierunku 180 stopni
          różnym od pierwszych (filologia - inżynieria środowiska), chętnie robię wiele
          rzeczy ale akurat GOTOWANIE i JEDZENIE to nie jest mój świat.

          I co? Jestem chyba tym "wyjątkiem od reguły" :-)))
          Pozdrawiam



          • Gość: senin Re: Stosunek do jedzenia okresla podejscie do zyc IP: *.158.240.220.dsl.comindico.com.au 08.08.04, 10:36
            to chyba die nie zrozumialysmy...

            ale powiedz, gdyby cie bylo stac na chodzenie do restauracji, i to roznych, to
            jakbys tam jadala?

            jedna i ta sama potrawe w okreslony dzien tygodnia?
            probowalabys nowinek?
            jakichs kuchni regionalnych, czy bylyby to: eee to pewnie kot, czy pies, fe!
            nie bede jadla?

            co do rumianych tlustych policzkow - swiat sie od nich nie zawali, zwlaszcza
            jak sie do mnie usmiechaja
            • mamadwojga Re: Stosunek do jedzenia okresla podejscie do zyc 08.08.04, 10:52
              Aaaaaaaaaaaaa, teraz rozumiem :-)
              Chodzi o taki stosunek do jedzenia niezaburzony codzienną egzystencją i dietą.

              Aaaaaahaaaa

              W takim przypadku zjem z ochotą wszystko co nie zawiera w sobie ryb. Tych nie
              znoszę. Co do ryb to próbowałam się przekonać milony razy. Ale nawet ślicznego
              różowiutkiego łososia żułam i rósł mi w ustach.
              Reszta może być. Nie mam uprzedzeń i spróbowałabym nawet ogórka z miodem.
              Pozdrawiam
              • Gość: Cynamoon Re: Stosunek do jedzenia okresla podejscie do zyc IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.08.04, 11:29
                ogorek z miodem jest cool ;-)
                podobnie jak z ziemnymi orzeszkami lub maslem z tychze :-)))
                pzdr
                • Gość: szopen zamilowanie do jedzenia = nadwaga? IP: 204.79.89.* 09.08.04, 02:37
                  Sa osoby ktore musza duzo jesc.
                  Jesli ja nie jem naprawde duzo to mi waga spada bardzo szybko.

                  Po zastanowieniu sie przyszlo mi do glowy naprawde sporo znanych mi ludzi
                  ktorzy tez jedza bardzo duzo, kochaja jedzenie a "spodnie na nich wisza".

                  Moze to i niesprawiedliwe ale tak juz jest.
                  (zona mi troche zazdrosci)
    • hania55 Re: Stosunek do jedzenia okresla podejscie do zyc 09.08.04, 09:57
      Po latach obserwacji mam taką teorię: ludzie, którzy nie lubią ani ryb ani
      owoców morza (tzn. wszystko, co z wody budzi w nich wstręt) zazwyczaj mają
      paskudne charaktery. Wierzcie mi lub nie, ale każdy wybrzydzający na ryby
      okazywał się, prędzej czy później, nieciekawym typem (dotyczy to obojga płci,
      rzecz jasna).
      • Gość: giezik Re: Stosunek do jedzenia okresla podejscie do zyc IP: *.tpnet.pl / *.tpnet.pl 09.08.04, 10:11
        wszelkie generalizowanie nie jest najlepszym podejsciem (mua żonka nie przepada za rybami - znaczy ufa tylko mi jesli chodzi o ich przygotowanie :).

        Mysle jednak, ze w watku nieniejszym nie ma sensu porównywac - smakosz jest ok w zyciu (pewnie bywaja upierdliwi dla otoczenia), a za to, niejadek jest negatywistą.
        Chodzi chyba o radosc z zycia, prostych przyjemnosci. I pewnie często jest tak, ze Ci ktorym jedzenie (i przygotowanie go) sprawia radosc latwiej ciesza sie z drobnostek w zyciu, zas Ci dla których gotowanie to udreka (trzeba, dla męża dzieci itp) tez do innych rzeczy tak podchodzą. Ale gdy nauczyc ich, ze gotowanie to nie cierpienie polegajace na staniu 10 godzin przy garch moze i przelozy sie to na inne dziedziny zycia.
        • Gość: senin pal szesc gotowanie... IP: *.158.240.220.dsl.comindico.com.au 09.08.04, 10:35
          no wlasnie, pal szesc gotowamnie, (niektorzy wola malowac, a jeszcze inni
          zmywac naczynia...

          ... ale kiedy jedzenie staje sie problemem nie do pokonania (mowie o sytuacji,
          gdy odmowienie potrawy laczy sie z dotknieciem gospodzra) to widac, ze jest
          spooory problem.

          (psychologiczny???/osobowosciowy???)
      • Gość: senin :))))) IP: *.158.240.220.dsl.comindico.com.au 09.08.04, 10:16
        ;))) (czyli z przymruzeniem oka, ale cos w tym jest)


        chyba sie zgodze,Haniu,
        tytlko, ze ja moge to odwrocic : wsrod paru nieciekawych typow, ktore znalam,
        wiekszosc kreci nosem na owoce morza...

        co gorsze wg zasady "nie lubie, bo/choc nigdy nie probowalam" - taka kuchenna
        ksenofobia
        • hania55 Re: :))))) 09.08.04, 10:47
          Z przymrużeniem oka, rzecz jasna, ale Ci, co robią "Fuuuu, rybyyyyy!",
          albo "Fuuuu, krewetkaaaaa!!!".... No coś zawsze z nimi jest nie tak ;-)

          PS. Gieziku, Twoja żona przynajmniej je ryby, które Ty przyrządzasz, czyli nie
          jest tak, że nie je ryb co do zasady, ale boi się jeść źle przyrządzonych ryb i
          tu ją całkowicie rozumiem :-)
          • Gość: giezik Re: :))))) IP: *.tpnet.pl / *.tpnet.pl 09.08.04, 10:51
            czyli po prostu ciekawosc swiata. Ja mowie fuuu flaki, fuuuu zimne nózki. I pewnie dla niektorych jest ze mna coś nie tak (no na pewno nawet)
            • Gość: senin Re: :))))) IP: *.158.240.220.dsl.comindico.com.au 09.08.04, 11:02
              moja polowka zimnych nozek do ust nie wezmie, ani majonezu
              (olej+jajka=kalorie),
              ani kurzych lapek ...
              za to wciagnie w calossci niemal rybia glowe wraz z ...

              (wrazliwi zolodkiem nie czytac)....z oczami ;(((

              nie ruszy natomiast skory z kurczaka.. a jest czlowiekiem chwytajacym zycie za
              rogi...ale!!! z wieloma uprzedzeniami (co by potwierdzalo teorie poczatkowa)

              niektore jednak "wady" dodaja kolorytu na tyle by "love them (naszych
              ukochanych) to pieces" mimo uprzedzen. Ichnich i naszych.
            • myshen82 Re: :))))) 10.08.04, 15:27
              ja to samo co ty, + jeszcze fuuuuu śledzie (rodzina mnie co roku próbuje
              przekonać, ale ja jakoś nie mogę.. może kiedyś... kto wie: kaszę gryczaną
              polubiłam dopiero na studiach - wcześniej też była fu;))))
          • qubraq Re: :))))) 09.08.04, 11:01
            hania55 napisała:

            > Z przymrużeniem oka, rzecz jasna, ale Ci, co robią "Fuuuu, rybyyyyy!",
            > albo "Fuuuu, krewetkaaaaa!!!".... No coś zawsze z nimi jest nie tak ;-)

            Krzywdzisz ludzi! Czy dlatego, że każdej chwili na Twoje zawołanie polecę do
            Ciebie na Twoje gołąbeczki (z półlitrówką dzięgielówki na udobruchanie Twojego
            Pana i Władcy!) to jestem OK a dlatego, że nie znoszę czegokolwiek z owocow
            morza, móżdżku, flaków, płucek, studzieniny i śledzi w octowej zalewie itd,itd
            a przepadam za smażonym serem zgliwiałym to mam być zaraz [ashol] albo inny
            [sanawebicz] nawet z przymrużeniem oka - Owszem jestem nieźle porąbany i tu i
            tam ale żeby zaraz tak po oczach kwasem nukleinowym, no wiesz!
            Uściski
            Andrzej
        • brunosch Re: :))))) 10.08.04, 12:54
          ale jak się ma alergię na frutti di mare, to co wtedy?
          Nie mogę - staram się nie kręcić nosem, tylko wybierać inne potrawy, ale jakbym
          tylko spróbował, to chyba zadrapałbym się na śmierć.
          Jestem nudziarzem :(
          • hania55 Re: :))))) 10.08.04, 15:29
            Brunosch, na pewno nudziarzem nie jesteś!!!

            A poza tym to chyba nie jest tak, że wszyscy, którzy nie jedzą ryb ani owoców
            morza to nudziarze, ale jest tak, że wszyscy nudziarze nie jedzą ryb ani owoców
            morza, ale oprócz tego jest zbiór nie-nudziarzy, którzy nie jedzą ryb ani
            owoców morza. Ufffff.... Mam nadzieję, że nie zapętliłam się w tych zbiorach
            logicznych!!!

            Miłych wakacji :-)
    • giezik troche wątek poprowadze inna sciezka 09.08.04, 11:16
      nieco dluzszy cytat (czy tez raczej wybór) (troche sie skupi na pewnej sferze życia, ale tak wyszło )

      "największe wrażenie robia na nas, kobietach, mężczyźni biegli w arkanach sztuki kulinarnej, coś co w przypadku odwrotnym nie funkcjonuje. Gotujący mężczyzna jest sexy, kobieta nie - być może dlatego, że nazbyt wtapia się w domowy archetyp.[...]
      smakosze, ktrzy umieją wybrać danie z francuskiego menu, wzbudzają w kobiecie podziw, który łatwo może przekształcić się w wilczy, seksualny apetyt. Nie mamy siły oprzeć się tym, którzy potrafią gotować. Nie chodzi mi o tych partaczy przyodzianych w błazeńskie czapeczki, którzy chcą uchozić za ekspertów i ze znawstwem przypalają na popdwórzu kiełbase na rożnie, ale o autentycznych epikurejczyków, któryz z lubości wybierają najświeższe i najbardziej zmysłowe produkty, przyrządzają je z wyczuciem i ofiarowujw w darze zmysłom i duszy; o tcy, którzy [...] o soczystości, kolorze, delikatności i fakturze filet mignon mówią takim tonem, jakim - tu, przypuszczamy - za chwilę zaczną opisywać nasze wdzięki."


      uffff
      • nobullshit Re: troche wątek poprowadze inna sciezka 09.08.04, 11:24
        Jako eks-bibliotekarka poproszę o źródło cytatu :)
        Z którym się zresztą zgadzam.

        Tylko jak pogodzić "kobieta nie jest sexy w kuchni"
        z mądrością ludową "przez żołądek do serca mężczyzny"? Chyba że po prostu
        WYŁĄCZNIE do serca...
        • giezik Re: troche wątek poprowadze inna sciezka 09.08.04, 11:29
          osz w morde, zapomnialem.
          I Allende "Afrodyta". 320 stron humoru, rozrywki i epikureizmu
          • Gość: Nobullshit Do G: dzięki, właśnie szukam czegoś na urlop n/t IP: *.spray.net.pl / *.spray.net.pl 09.08.04, 11:52
            • giezik polecam 09.08.04, 12:21
              polecam polecam (i napisz swoje wrazenia), bo ja sie wysmienicie bawilem (nie do czytania w komunikacji miejskiej - ze wzgledu na format i nieoczekiwane wybuchy smiechu)
      • karmilla Re: troche wątek poprowadze inna sciezka 09.08.04, 12:11
        cytat ciekawy, ale albo nie zgodny z rzeczywistością albo ja jestem nietypowa,
        bo dla mnie uiejętności kulinarne faceta nie mają absolutnie żadnego wpływu na
        sexapil.
        a co do: przez żołądek do serca mężczyzny i aseksualności kobiety gotującej -
        nie pokazywać się w kuchni facetowi, jak przyjdzie za wscześnie albo my się nie
        wyrobimy na czas z posiłkiem, niehc czeka na koorytarzu, aż jedzenie zostanie
        podane na stół, a my będizemy odpowiednio wyszykowane - dopiero wówczas może
        wejść i konsumować ;-))
        • i.nes Re: troche wątek poprowadze inna sciezka 09.08.04, 12:21
          > nie pokazywać się w kuchni facetowi,

          U mnie niewykonalne, bo mam kuchnię otwartą na salon i przedpokój. Mąż wchodzi
          do domu, wita się ze mną i... zagląda w gary, co tak ładnie mu pachnie :)))
      • Gość: marcia.m Re: nie zgadzam sie :) IP: *.ibs.com.pl 09.08.04, 12:19
        cytat ciekawy, aczkolwiek sie nie zgodzam z nim. po pierwsze, "mężczyźni biegli
        w arkanach sztuki kulinarnej" wcale nie robia na mnie az tak wielkiego
        wrazeenia zeby od razu wilczy, seksualny apetyt. ;) robia na mnie wrazenie
        OSOBY ktore znaja sie na kuchni bardzo dobrze, ale nie ma znaczenia plec i nie
        jest to zwiazane z pozadaniem :).
        po drugie, nie do konca tak jest ze kobieta w kuchni nie jest sexy. pewnie, ze
        czesto tak, szczegolnie np uwalona sosem ;), ale w kuchni kobieta moze byc
        bardzo sexy. to krojenie, probowanie palcami, oblizywanie ;), itd. bardzo latwo
        jest z kuchni wyladowac w sypialni, a najlepsze jest wspolne gotowanie :).
        a moze ja mam po prostu takiego cudownego faceta, nie wiem :)
        • giezik Re: nie zgadzam sie :) 09.08.04, 12:25
          allende pisze z takim lekkim przymrużeniem oka. Poza tym wybrany cytat był tendencyjny (chetnie zacytowal bym jeszcze jeden, ale jest przydługawy - oddeje jednak styl pisania i ten usmieszek z tyłu)
          • Gość: marcia.m Re: nie zgadzam sie :) IP: *.ibs.com.pl 09.08.04, 12:29
            no pewnie ze byl z przymruzeniem oka, ale niestety czesto takie cytaty sa brane
            przez facetow zbyt serio, chociaz nie tylko przez facetow.
            ja tak z przymruzeniem oka (juz nie miedzy wierszami ale w postaci symbolu ;))
            sobie odpowiedzialam na prowokacje :).
            a jakby ci sie chcialo jednak to zacytuj ten drugi tez :)
            pozdrawiam
            • giezik Re: nie zgadzam sie :) 09.08.04, 12:53
              no dobra to pojade - dalsza czesc dywagacji na temat gotowania przez meżczyzn(troche mi to zajmie) - przepraszam za literówki z góry
              "niedawno zadzwonil do mnie z Nowego Jorku Jason, jeden z moich pasierbów, żeby mi oświadczyć, że poznał kobietę swojego życia; jeśli dobrze liczę, to ta będzie siedemnasta. Potrzebował pilnie instrukcji na pierwszą randkę. Jego budżet jest rwnei szczupły, jak jego doświadczenie, nie miało więc sensu polecanie mu dobrej sztuki teatralnej, marokańskiej restauracyjki, a naukoronowanie wieczoru jazdy dorożką, czy jam sessions w Harlemie. Z drugiej strony popdpowiadanie mu, aby sam przygotował kolację dla wybranki, oznaczało wydanie na nią wyroku śmierci. Przypomniałam sobie wówczas tort czekoladowy i przyszło mi do głowy, że okazja taka jak ta usprawiedliwia małe oszustwo; nie zawsze warto być uczciwym, czasem lepiej wykazać się weną twórczą. Tort czekoladowy jest zbyt skomplikowany, żebym mogła bawić się w jego przygotowanie, wiodąc tak niespokojny żywot, dlatego też, gdy oczekuję ważnych gości, kupuję go zawsze w najlepszej cukierni w okolicy, usuwam dekorację, przekładam na talerz z naszego seriwsu, po czym w podskokach okrążam trzy razy stół, aż tort opadnie na tyle, by zyskać wygląd domowego wypieku. Na kupnych tortach, tak jak na głowie prosto od fryzjera, znać dodtyk ręki zawodowca, ale po energicznych podskokach i wstrząsach schodzą do poziomu ciasta domowej roboty"

              i dalej dalsze rady dla jasona :)
              • Gość: marcia.m Re: IP: *.ibs.com.pl 09.08.04, 13:00
                dzieki ze ci sie chcialo to przeklepac takie dlugie! :)
                patent z "w podskokach okrążam trzy razy stół" warty wyprobowania ;-).
                • Gość: Nobullshit Re: IP: *.spray.net.pl / *.spray.net.pl 09.08.04, 13:14
                  Coś mi się zdaje, że przeczytam jeszcze przed urlopem (wyjazd dopiero 27.08).
                  Poza tym widzę, ze chyba lepiej czytać tę książkę w domu,
                  gdzie można zmienić bieliznę osobistą, kiedy człowiek ze smiechu...
                  no wiecie.
                  • giezik :))) 09.08.04, 13:19
                    dwa dni wolnego i po książce. Zwłaszcza że mimo braku akcji jakos nie mozna (a przynajmniej ja nie moglem) sie od niej oderwac
                    • egipcjanka15 Re: :))) 10.08.04, 12:18
                      Ksiazke I Allende rozniez polecam jak najbardziej. Fascynujaca lektura i
                      natchnienie kuchenne. I jakos tak humor poprawia i skrzydel dodaje.
                      Ja sie z teza seksownosci mezczyzny w kuchni zgadzam z autorka na 100%. Nie
                      mowie, ze facet ma non stop w tej kuchni siedziec, ale dla mnie mezczyzna,
                      ktory niczego nie potrafi ugotowac a kuchnie omija jak najszerszym lukiem jest
                      nie meski. No, brakuje mu czegos. W zyciu bym takiemu nie zaufala.
                      • Gość: Cynamoon Re: :))) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.08.04, 13:04
                        O, mnie tez bardzo kreci jak faceci gotuja...
                        Bardzo!
                        • Gość: Nobullshit Re: :))) IP: *.spray.net.pl / *.spray.net.pl 10.08.04, 13:41
                          Mnie generalnie kręci, jak facet się na czymś ZNA (może pomijając sport
                          i samochody). Może to być nawet jakaś totalna abstrakcja typu automatyka
                          przemyslowa i telemetria. Bo moją najbardziej erogenną strefą jest mózg.

                          Oj. Chyba jest za gorąco. To nie to forum. Idę wziąć prysznic.
                          • Gość: marcia.m Re: :))) IP: *.ibs.com.pl 10.08.04, 15:13
                            Gość portalu: Nobullshit napisał(a):

                            > Mnie generalnie kręci, jak facet się na czymś ZNA (może pomijając sport
                            > i samochody).

                            ha ha :DDD. fajnie to zabrzmialo, zeby nie powiedziec "feministycznie" ;).

                            >Może to być nawet jakaś totalna abstrakcja typu automatyka
                            > przemyslowa i telemetria

                            a jak takie cos czytam to sie usmiecham szczerze i szeroko, bo ja to walsnie
                            sie za chwileczke bronie na wydziale mechanicznym politechniki
                            pozdrawiam :)
    • Gość: zytka golonka IP: *.internetdsl.tpnet.pl 10.08.04, 14:58
      mój mąż zakumplował się z mężem mojej koleżąnki, bo spodobało mu się, że tamten
      też uwielbia goloneczke... lubią podobne potrawy i mają baaardzo zbliżone
      charaktery, pogodni jak diabli
    • Gość: b Re: Stosunek do jedzenia okresla podejscie do zyc IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.08.04, 17:49
      • pinkink Re: do cynamona - co z dziobaniem?? 10.08.04, 20:18
        Cynamon zaintrygowal, pouwodzil i porzucil /watek/.
        Jak dziubanie masla sie interpretuje, bo mnie ciekawosc zre? Prosze dac
        wykladnie, bo kazdy dziubie i chce wiedziec w koncu kim jest, prawda?
        Nie wolno tak zostawiac ludzi na pastwe niepewnosci. ;)






        • Gość: Cynamoon Re:Dziubanie masla :-) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.08.04, 21:31
          Otoz Cynamoonowa maslana psychologia amatorska:

          Osobnik ktory dziubie koncem noza tworzac nerwowe dziurki na calej powierzchni
          masla jest lekko zahamowana, niesmiala i zakompleksiona.

          Osobnik ktorego maselniczka wyglada jakby nigdy nie byla uzywana, choc masla
          ubywa ale jest zesmarowywane od scianki do scianki, niemal bez sladow noza,
          jest pedantyczny, drobiazgowy, o sklonnosciach do umartwiania sie (co czyni go
          cynicznym i zlosliwym), sklonny do tyranii i naglych wybuchow a nawet moze miec
          sklonnosci psychpoatyczne

          Osoba, ktora bierze maslo na chybil trafil, tworzac chaotyczne wzory, robi w
          dziury w niektorych miejscach, umazuje nim pudelko nawet na zewnatrz, ma
          sklonnosci arytstyczne, magalomanskie a jednoczesnie spore kompleksy, jest
          niestabilna emocjonalnie i fizycznie, zmienna, znerwicowana, nieco szalona, o
          bogatej fantazji,podatna na depresje, nieco aspoleczna, ogolnie odbiega od
          normy, nie potrafi
          funkcjonowac w przewidywalny sposob.

          Osoba, ktora wybiera maslo tylko z jednego konca po czym stopniowo przesuwa sie
          ku koncowi pudelka jest silnie zblokowana, cierpi na brak poczucia wlasnej
          wartosci, przerazaja ja zmiany. Z drugiej strony latwo sie uzaleznia i
          ptrzyzwyczaja, ma sklonnosci do paranoicznych stanow lekowych.Nie lubi
          analizowac, swientnie funkcjonuje w przewidywalnym srodowisku i pracy od do.

          Osoba, ktora zatacza kregi wybierajac maslo wzdluz pudelka na okolo ma
          sklonnosci do odkladania wielu spraw na pozniej, do zycia na pol gwizdka, ale
          rowniez do popadania w skrajnosci. Wybieranie masla na okolo moze swiadczyc tez
          o bezradnosci wobec zyciowej sytuacji i umiejetnosci przeczekiwania trudnosci i
          zbierania sil na przyszlosc ale rowniez o sklonnosci do popadania w skrajnosci.

          Ufff...
          I jak, Pikniku?
          • Gość: 100 Re:Dziubanie masla :-) IP: *.internetdsl.tpnet.pl 10.08.04, 21:45
            To strrrrrrrraszne , co piszesz . Na szczęście nie znalazłam tu opisu mojego
            użytkowania masła : wybieram ze środka i po pewnym czasie robią się dwie
            połówki . Jestem wyjątkowa czy wszystkiego po trochu :)))
          • qubraq Re:Dziubanie masla :-) 10.08.04, 22:19
            Gość portalu: Cynamoon napisała:

            > Otoz Cynamoonowa maslana psychologia amatorska:
            > Osobnik ktory dziubie koncem noza tworzac nerwowe dziurki na calej
            > powierzchni masla jest lekko zahamowana, niesmiala i zakompleksiona.
            > Osobnik ktorego maselniczka wyglada jakby nigdy nie byla uzywana, choc masla
            > ubywa ale jest zesmarowywane od scianki do scianki, niemal bez sladow noza,
            > jest pedantyczny, drobiazgowy, o sklonnosciach do umartwiania sie (co czyni
            > go cynicznym i zlosliwym), sklonny do tyranii i naglych wybuchow a nawet moze
            > miec sklonnosci psychpoatyczne....

            Cześć C, a co powiesz o facecie który żre masło łyżeczką i to zarówno na słodko
            z czekoladą w proszku lub kakałkiem i śmietaną 36%ową jak i na słono zagryzając
            frankfurterką!
            Andrzej
            • Gość: Cynamoon Re:Dziubanie masla :-) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.08.04, 22:21
              Ze fajny jest!
              • Gość: Cynamoon Re:Dziubanie masla :-) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.08.04, 22:27
                100, z czyms takim sie nie spotkalam, musze sie zastanowic jak to przelozyc na
                maslany horoskop :-)))

                Andrzeju, za szybko mi sie wyslalo, mialo byc, ze fajny jest, ze kocha zycie,
                ze nie boi sie zmian i ze ma sklonnsci do ekstremalnych przezyc i ze odroznia
                dobre od zlego.
                • Gość: pinkink Re:Dziubanie masla :-) IP: *.oc.oc.cox.net 10.08.04, 22:49
                  Tos cynamonie, chiiiiiiiitry!
                  Najlepiej przestane w ogole masla zazywac, bo rozpracuja mnie, jak nic!

                  A co mowisz o swintuchach, ktore wezma , rozsmaruja a potem nadmiar z noza
                  oddadza do maselniczki? Brzydko, prawda?
                  Chyba jakies pedofile beda abo co...

                  Jak mnie nazwalas? pikpik?
                  no niech Ci bedzie, galko muszkatulowo))
                  • pinkink Re:Dziubanie masla :-) 10.08.04, 22:51
                    wpadlam we wlasne sidla. Przepraszam cynamOOn.
                    smacznego maselka))
                  • Gość: Cynamoon Re:Dziubanie masla :-) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.08.04, 22:55
                    A gdzie ja pikpik napisalam? :-)

                    Te swintuchy to nie pedofile a skapcy nazywajacy siebie oszczednymi.
                    I maja oni jeszzce sklonnosci do podjadania i jedzenia resztek w imie tego, co
                    by sie nie "zmarnowalo"
                    A jedynymi dewiantami sa Ci co wogole nie smaruja, nawet oliwa, tylko wszytsko
                    light jedza i zero procent tluszczu
                    ;-))))))
                    • pinkink Re:Dziubanie masla :-) 10.08.04, 23:05
                      tak, to straszne swinie! Lajtowcom mowimy gromkie NIE!

                      A napisalas piknik. Drobiazg.))
                      • Gość: Cynamoon Re:Dziubanie masla :-) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.08.04, 23:25
                        a, sorki. Ale to dlatego, ze piwkiem sie raczylam piszac to ;-)

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka