Dodaj do ulubionych

zachcianki małomiasteczkowej koleżanki :)

IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 02.09.04, 15:29
Poużalam się troszkę, ale myślę że to strawicie:) Uch jak czytam wasze
posty to odruchowo łapię na portmonetke i torbę i chcaiałabym lecic do
sklepu i kupować produkty by sobie przyrządzic coś smakowitego....no i
niestety często na wywieszonym jęzorze się konczy bo...w moich sklepikach
nie uświadczysz wielu rzeczy. Mieszkam w małym miasteczku i dostać tu np.
avokado graniczy z cudem. Ba, kilka lat temu nawet z oliwą z oliwek był
kłopot. Zawsze robię hurtowe zakupy tego co sie da jeśli jestem w
jakims markecie, no ale na codzień nie zastąpi to czegos co musi byc
swieże. Uch jakie ja przechodzę katusze jak ma ochotę na dobrą rybkę, a
w sklepie jest tylko mrożona kostka z morszczuka, albo paluszki rybne,
uch.A jak jestem na dłużej w wiekszym mieście to wpadam w trans gotowania
z wykorzystaniem tego czego u siebie nie mogę kupic. Ciekawa jestem czy
ktoś z was ma podobnie, małomiasteczkowi smakosze wypowiedzcie się:)
Obserwuj wątek
    • brunosch Re: zachcianki małomiasteczkowej koleżanki :) 02.09.04, 15:50
      Gość portalu: dusia napisał(a):

      > Mieszkam w małym miasteczku i dostać tu np.
      > avokado graniczy z cudem. Ba, kilka lat temu nawet z oliwą z oliwek był
      > kłopot.

      - Znam miasto (byłe wojewódzkie, czyli z pretensjami do high-lifu) w którym
      jest tak samo. Nawet dobrego sera (polskiego! nie importowanego) nie
      uświadczysz, bo ekspedientka "tego nie je", więc nie sprowadza. Gusta pozostały
      niezmienione od lat - mięso, wędlina, mięso, ryba w post, ale "postna" czyli
      mrożony morszczuk w kostkach. Łosoś też mrożony.
      Pytanie w samoobsługowym o oliwki kończy się odesłaniem do regału z olejem, "no
      bo pan przecież pytał o oliwkę, a tu stoi" (olej rzepakowy, szlachetny, ale
      jakby nie o to chodzi). O kapary nawet nie pytam, bo jak wiadomo karpie są
      tylko przed Bożym Narodzeniem ;)
      W pokazowym sklepie w centrum, owoce trochę bardziej egzotyczne niż banany są
      twarde, niedojrzałe i nic dziwnego, że nie mają nabywców. Gniją więc sobie na
      boku.
      W sezonie nie ma naszych owoców (śliwek, jabłek, wiśni, malin) za to są
      nieśmiertelne pomarańcze i kiwi. Te mają wzięcie cały rok, więc po co
      sprowadzać jabłka? Żaden honor...
      • marghot Re: zachcianki małomiasteczkowej koleżanki :) 02.09.04, 15:57
        Ja mieszkam co prawda na wsi, ale nie dalej jak 30km od Poznania. Tak więc w
        stolicy Pyrlandii robię zakupy.
        Moi rodzice mieszkają w byłym wojewódzkim. Wielu artykułów być może w
        osiedlowym sklepiku się nie uświadczy, ale w Piotrze i Pawle, owszem.
        Także ja narzekać nie mogę.

        Pozostaje Ci pewnie robienie większych zakupów w mieście, a takich do
        codziennego użytku u siebie.
        A nie możesz dogadać się ze swoim sklepikarzem, aby zamówił dla Ciebie
        konkretne produkty? My tak zrobiliśmy z naszym wiejskim sklepem. Krok po
        kroczku i teraz po 3 latach mamy na wsi: oliwki, oliwe extra verg., pomidory w
        puszcze valfrutta, dobre mrożonki, kilka win etc.
        • Gość: dusia Re: zachcianki małomiasteczkowej koleżanki :) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 02.09.04, 16:18
          Oj to moi sklepikarze coś bardzej są oporni. Kiedyś wypytywałam w jednym
          sklepie o oliwę z oliwek , to w końcu przywieźli ..olej z pestek winogron i
          wmawiali mi ze to oliwa i to najlepsza. A zawsze jak się pytalam o wanilię
          w lasce to panie proponowały cukier waniliowy. Ale i tak jest coraz lepiej,
          2 tygodnie temu wcinałam pysznego melona z osiedlowego sklepiku gdzie do tej
          pory z owoców były tylko jabłka i banany:)
    • Gość: giezik Re: zachcianki małomiasteczkowej koleżanki :) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 02.09.04, 16:19
      mozna tylko wspolczuc. Wyjezdzajac raz na jakis czas do rodziny do bylego miasta wojewodzkiego, w ktorym na potege otwierane sa nowe supermarkety mam deja vu. Zaopatrzenie w tych sklepach przypomina to co bylo w latach 80'.
      Skojarzenie tym mocniejsze,z e czesc z tych "dyskontow" powstala w miejscu dawnych SuperSamow.
      Roznica tylko taka, ze zamiast polek z octem i herbata, sa palety z sokami "identycznymi z naturalnymi", ciagnace sie rpzez caly sklep
    • krasnowo Re: zachcianki małomiasteczkowej koleżanki :) 02.09.04, 17:00
      Mieszkam na wsi i borykam się z podobnymi problemami, trochę lepiej jest w
      sezonie turystycznym - bo wtedy w sklepach pobliskiego miasteczka pojawiają
      się oliwki, bryndza i sery typu blue - niestety te ostatnie tylko pakowane - na
      wagę zapomnij :) podejrzewam że wieś jest z dwojga złego lepsza niż małe
      miasteczko, ale nie wiem jakie masz możliwości - ja postanowiłam zapewnić sobie
      to - do czego ludzie w miastach mają utrudniony dostęp i w ten sposób
      zrekompensować sobie braki, właściwie byliśmy do tego zmuszeni bo nasze dzieci
      są alergikami, w tym dwójka uczulona na gluten i nabiał.
      Założyliśmy i uprawiamy metodą biodynamiczną ogród i sad, znalazłam panią,
      która robi ser i masło, kupujemy mleko "od krowy", robimy jogurty, jajka też
      kupuję od Pani kur, które żywią się nie tylko paszą ale też robaczkami i
      zieleninką (niedługo będę miała własne) a mój mąż znalazł nowe hobby - założył
      pasiekę - zdaję sobie sprawę, że to wszystko brzmi jak sielanka, kosztuje nas
      jednak bardzo dużo dodatkowej pracy i wyrzeczeń, ale warto. Zakupy egzotyczne i
      serowe robię przy okazji odwiedzin w mniejszych lub większych miastach i w
      sklepach internetowych - tu niestety można się naciąć. Ostatnio zauważyłam, że
      moje uparte, by nie powiedzieć upierdliwe pytania o żadkie produkty w sklepie
      (ale bez przesady żadkie oczywiście) owocują wzbogaceniem zaopatrzenia - w
      miasteczku kupuję już oliwki, oliwę, przyzwoitą kawę, makarony z semoliny. Z
      rybą są problemy, czasem uda się namówić syna Pani od serów, albo kupujemy
      podczas wypraw do Suwałk - 40 km, nie jadamy prawie wcale owoców morza, b.żadko
      łososia i tuńczyka, owoce egzotyczne bywają, ale po kilku próbach zaniechałam,
      bo są albo kompletnie niedojrzałe, albo podpsute. Wiadomo nie każdy ma
      możliwość posiadania ogrodu, ale z mniejszego miasteczka łatwiej nawiązać
      kontakty z wsią, a na wsi można znależć prawdziwe skarby :) Najgorzej ubolewam
      nad jakością chleba, który się bardzo tu popsuł, są w pobliży chleby litewskie,
      ale taki codzienny chleb razowy jest dużo gorszy niż był parę lat temu, więc
      chleb też piekę przeważnie w domu.

      • Gość: Camille Re: zachcianki małomiasteczkowej koleżanki :) IP: *.snvacaid.dynamic.covad.net 02.09.04, 17:55
        Poniewaz jestem swiezo po wizycie w Polsce, czuje sie na silach wypowiedziec
        na powyzszy temat- nie jest latwo zrobic cos "nie-polskiego" w malym
        miasteczku. Moi rodzice mieszkaja w takowym na poludniu Polski, i powiem Wam
        niezle sie natrudzilam. Duzo kilometrow zrobilam, zeby znalezc skladniki do np.
        guacamole. Aby zdobyc avocado, "zwiedzilam" 3 supermarkety. W ostatnim byly 2,
        wzielam oba, ale byly zupelnie twarde i musialam przesunac zrobienie guacamole
        o 2 dni. Juz nawet nie wspomne, ze w zadnym nie sprzedawali kukurydzianych
        chipsow i skonczylo sie zjedzeniem powyzszego z chipsami
        ziemniaczanymi....brrrrrr....Kazdy Meksykanin dostalby w takim momemncie
        palpitacji serca. I jak juz ktos powyzej wspomnial, ze duzo zalezy od tego co
        lubi sprzedawczyni - to absolutna prawda. Najwiecej szukanych przeze mnie
        produktow znalazlam w markecie, ktorego wlasciciele mieszkali kilka lat we
        Francji i mieli dzieki temu tzw. rozszerzone poglady kulinarne.
        Nauczona smutnym doswiadczeniem, od lat przed wyjazdem planuje co im
        przyrzadzic i po prostu przywoze w walizce wiekszosc skladnikow. Ale
        wszystkiego przywiezc sie nie da i wtedy zaczyna sie problem.
        • krasnowo Re: zachcianki małomiasteczkowej koleżanki :) 02.09.04, 18:05
          zaskoczyłaś mnie - południe Polski zawsze kojarzyło mi się z tą
          bardziej "uświadomioną" kulinarnie i nie tylko połową, często sobie myślałam,
          że trzeba było wyprowadzić się na wieś, ale na południe.
          • Gość: Camille Re: zachcianki małomiasteczkowej koleżanki :) IP: *.snvacaid.dynamic.covad.net 02.09.04, 18:21
            Krakow na pewno jest swietnie rozwiniety kulinarnie-juz nie moge sie doczekac,
            kiedy bede tam miala swoja wlasna kuchnie! Niestety, male miasteczka na
            poludniu to ciagle kuchnia polska i baaaardzo powoli rozwijajaca sie
            swiadomosc, ze mozna jesc /i pic/inaczej. Coz, w wiekszosci domow w ktorych
            jestem przyjmowana, nikt nie chce mi wierzyc, ze mozna lubic wytrawne wino....

          • Gość: dusia Re: zachcianki małomiasteczkowej koleżanki :) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 02.09.04, 19:06
            Ja też jestem z południa i to bardzo bliskiego zachodniej granicy i jak widać
            nawet wielu Niemców odwiedzających nasze tereny nie zmieniło w mojej
            mieścinie przyzwyczajeń kulinarnych . Ciekawe jest dla mnie to, że jak
            czasem jadę do pobliskiej wioseczki położonej już w Czechach to w ich
            sklepikach jest więcej różnorodnych produktów niż u mnie w mieście.Tam np.
            zawsze kupuję kapary. A wioska liczy może z 200 mieszkańców , nie więcej. Nie
            wiem czy czesi są bardzej" rozwojowi" czy tylko klienci z Polski spowodowali
            to, że umieli się przystosować do wymagań kupujących. W każdym razie to ich
            wielki pozytyw.
            A Twój post Krasnowo czytałam z duzym zainteresowaniem i naprawdę szczerze
            podziwiam, warto się czasem potrudzic i stworzyc sobie taki malutki raj:)
      • Gość: makneta Re: zachcianki małomiasteczkowej koleżanki :) IP: *.suwalki.sdi.tpnet.pl 02.09.04, 19:16
        krasnowo to co piszesz wzbudza mój podziw. Mieszkam we wspomnianych przez
        ciebie Suwałkach i mam niewielki ogródek koło domu - chciałabym zapewnić
        szczególnie swojemu najmłodszemu zdrowsze warzywka, ale nie bardzo mi to
        wychodzi. W nawale obowiązków w domu i pracy, na ogród nie zostaje zbyt wiele
        pracy i chęci - szczególnie gdy nie wszystko rośnie tak jak by się chciało.
        Boleje najbardziej na tym, że wyrosły mi piękne krzaki dyni, mają kwiaty ale
        żadnych owoców.

        Na mojej ulicy (główna ulica Suwałk) niemal za każdym razem słyszę taki tekst:
        to jest za drogie, tego nie mamy bo się nie sprzedaje, nie ma na to kupców. A
        ja to co, pies? Więc chodzę kilka przecznic dalej na bazarek lub do
        delikatesów ew. jeżdże do marketu, gdzie choć niektóre z tych produktów mogę
        kupić. Za każdym razem w sklepie obok próbują wcisnąć mi makaron ala mamałyga i
        choć proszę np. o Malmę nigdy jej nie ma.
        • krasnowo Re: zachcianki małomiasteczkowej koleżanki :) 02.09.04, 19:47
          O! to jesteśmy prawie sąsiadkami :) Ogród pochłania rzeczywiście masę czasu i
          pracy, ale można wybrać opcję minimalną - choć trudno - my co roku obiecujemy
          sobie, że w tym roku ograniczymy repertuar i nie wychodzi :) tym bardziej, że
          zawsze trzeba wliczyćpogodowe i szkodnikowe wpadki...Dyniami się nie
          zniechęcaj - wten rok był dla dyń wyjątkowo niekorzystny, bo dynie to
          ciepłolubne stworzonka (warto też im zrobić podwyższoną grządkę). Dobry makaron
          zawsze jest w tym sklepie (przy parkingu) na przeciw Banku PKO BP, firmy
          Arrighi, jak również cukier trzcinowy w całkiem przyzwoitej cenie. Acha! Kwiaty
          dyni wykorzystaj do faszerowania (znajdziesz na pewno w dziale kuchennym
          gazety, był taki artykuł) bo dynie i tak już nie zdążą wyrosnąć - zawsze jakiś
          porzytek :)
          • Gość: makneta Re: zachcianki małomiasteczkowej koleżanki :) IP: *.suwalki.sdi.tpnet.pl 02.09.04, 20:04
            dzięki za rade dotyczącą kwiatów - spróbuję. Sklep o którym piszesz znam i
            często tam robię zakupy. Czasami jeżdżę do Jedynki na Reja (to dość nowy sklep)
            w którym są różne sosy np. pesto, czy ajwar. Jednak jest to dość drogi sklep
            jak na moją kieszeń.
            Pozdrowienia
            M.
            • Gość: krasnowo Re: zachcianki małomiasteczkowej koleżanki :) IP: *.sejny.sdi.tpnet.pl 02.09.04, 21:01
              Ten makaron polecam - jest równie dobry jak Malma i do tego nieco tańszy. A
              nowy sklep odwiedzę może mnie będzie ratował w momentach kompletnej posuchy :)
            • Gość: giezik Re: zachcianki małomiasteczkowej koleżanki :) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 02.09.04, 21:14
              Magdo - kwaiaty dyni, pewnie jak cukinii albo faszerowane, albo w ciescie
    • Gość: lomas Re: zachcianki małomiasteczkowej koleżanki :) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.09.04, 00:47
      Ja z małego miasteczka na południu 34 km (hehe tyle mam na bilecie) od Krakowa
      donoszę że u mnie jest dziwnie tzn. własciwie większość "egzotycznych fanaberii
      kuchennych " {cytuję właścicielkę niereformalnego sklepiku najbliższego mojego
      domu- gdy poprosiłam o umieszczenie w repertuarze sklepu oliwek i włoskiego
      makaronu -czysta egzotyka ) mogę u siebie dostać (ostatnio nawet wodorosty się
      pojawiły fiu fiu) ale za to nie można się zaopatrzyć w dobre warzywa i owoce.
      No normalnie ręce co roku mi opadają jak nie mogę kupić sałaty (zwykle pakowana
      w folię sprowadzana z Holandii-a co my własnej nie mamy!!!), szpinaku (świeży
      szpinak, no co pani trawę będzie jadła, nie no nikt tego mi nie kupi), brokułów
      (chyba że wstanę raniutko i będę się bić o nie ), zioła świeże to marzenie,
      jabłek dwa gatunki i stale likwidowane sklepy jarzynowe.
      Sa jakieś warzywa w Albercie ale takie biedniutkie zwiędnięte, pomidorki
      bledziutkie słońca to chyba nigdy nie widziały.Ale za to mają 15 cm cukinię :)
      Choć musze przyznać ze zaobserwowałam w tym roku małą poprawe (ale ciii zeby
      nie zapeszać)Choć po szpinak i tak musiałam do Krakowa jeździć.
      Całe szczęście Kleparz krakowski nie jest tak potwornie daleko , choć to jest
      uciążliwe.

      A wracając do "egzotyki"- dobrobyt pojawił się niedawno ale jest ok. Czasem
      tylko trudno jest dostać produkty lepszej jakości ( ach ten mój cet balsamiczny
      ostatnio), ale generalnie nie jest źle.
      Żeby tylko świeże warzywka można było bez problemów kupić to ja byłabym
      całkiem zadowolona.

      A dodam tylko ze mamy pyszne chleby: razowy na miodzie i razowy z rodzynkami,
      mokre cięzkie z chrupiącą skórką -pyszne.
      pozdrawiam z mojej małej mieścinki :)
      • Gość: Sqka A Kurdesz? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.09.04, 09:40
        W Myślenicach (równiutkie 34 km od Kra)? Czy w odwrotną stronę? Bo dla mnie
        Kurdesz to super przykład dbałości o klienta. Tam jest prawie wszystko (oprócz
        świeżych ryb), różne dziwadełka, o dziwo z aktualną datą przydatności do
        spożycia.
        • Gość: lomas Kurdesz the best :) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.09.04, 13:59
          Tak dokładnie Myślenice i dokładnie Kurdesz jest tym sklepem który zapewnia
          dostęp do egzotycznej kuchni :) ale warzywa ma nie najlepsze , chodzi mi o te
          najzwyklejsze polskie warzywka, bo cała reszta ( avokado, mango itp są ok)
          No ale tak to jest zawsze ktoś na coś będzie narzekał :)
          Ale Kurdesz jest the best :) (na prośbę klientów zaczęli mozzarelle Galbaniego
          przywozić-to nic ze kupiona w trójpaku i rozdzielona i pojedyncza za cenę tego
          trójpaka sprzedawana :) najważniejsze ze jest i że inne fajne rzeczy tam są.
          Chociaż nie mogę się doprosić o powrót na półki masła irlandzkiego z ziołami
          wiem ze mozna samemu sobie zrobić ale tamto było pyszne .
          Pozdrawiam ze słonecznych dziś Myślenic :)
      • coralin Re: zachcianki małomiasteczkowej koleżanki :) 03.09.04, 17:42
        Gość portalu: lomas napisał(a):

        > > nie można się zaopatrzyć w dobre warzywa i owoce.

        To mnie wkurza w Polsce, że w marketach okrągły rok królują pomarańcze i
        banany, a żeby kupić pyszne jesienne jabłka i śliwki trzeba wyprawy na targ
        warzywny. Tylko to jest problem tych wiekszych miast również. Ale u mnie na
        osiedlu nie jest najgorzej. Jest fajny sklep Społem, w którym bywa
        taka "egzotyka" jak olej z pestek dyni, Ajvar Podravki. Nie mają za to nigdy
        bakłażanow(na szczęście jest w innym sklepie nieopodal)
    • ampolion Re: zachcianki małomiasteczkowej koleżanki :) 03.09.04, 01:15
      A czy sądzisz, że my, pichciarze wielkomiejscy, nie mamy podobnych frustracji?
      Zajrzj na takie fora jak "Czego wam brakuje w Polsce", albo forum odwrotne,
      czego nam "Polonii" brakuje polskiego po świecie. Albo nawet co tak
      sentymentalnie wspominamy z PRLu. Zapewniam, zawsze bedzie nam czegoś brakować.
      Zarazem, popytaj się starszych osób tam gdzie mieszkasz o lokalne przepisy i
      podziel się nimi z nami. Bo nam też brakuje tego do czego ty może masz dostęp.
      "Jak się nie ma co się lubi..." Rzecz w tym by pamiętać o tym co się ma. I
      dzielić się tym.
      • Gość: Ola Re: zachcianki małomiasteczkowej koleżanki :) IP: 195.26.24.* 03.09.04, 10:49
        Z dużym zainteresowaniem przeczytałam Wasze posty i poczułam się dziwnie.
        Mieszkając w Warszawie i nie mając rodziny "w Polsce" nie zdawałam sobie
        sprawy, że w sklepie może nie być...oliwek, oliwy.... I wiecie co? Nie bedę już
        więcej narzekać, że czegoś nie moge kupić. Człowiek inaczej patrzy na
        swoje "problemy zakupowo-żywnosciowe" kiedy uświadomi sobie, że będąc w sklepie
        przechodzi obok makaronów o róznych kształtach i kolorach, winach z całego
        świata, oliwek z, bez pestek, nadziewanych itp., bez zastanowienia - przyjmując
        to za rzecz oczywistą, a tymczasem gdzieś indziej tych produktów po prostu nie
        ma.
        • mojave Re: zachcianki małomiasteczkowej koleżanki :) 03.09.04, 11:02
          jak poprzednicka - nie mogę narzekac bo wszystko co chcę dostaję bez problemu.
          Mieszkam na południu ale nie w małm miasteczku ale tez nie w Krakowie ani
          Katowicach, co więcej, juz niraz znajomi ze wspomnianych wyżej miast a takze z
          Wawy byli w szoku jaki u nas wybór w sklepach:) Może to zależy od mentalnosci
          mieszkańców danego miasta.
          • Gość: siostra Heli na Slasku jest wszystko! IP: 157.25.138.* 03.09.04, 11:48
            Przeprowadzilam sie kilka lat temu z Katowic na wies i czytam wszystkie posty
            jak egzotyke. Caly Slask jest zabudowany hipermarketami, w kazdym miescie jest
            ich kilka. W kazdym gminnym sklepie jest mnostwo towarow z calego swiata, duzy
            wybor herbat, makaronow, oliwek, chinszczyzny. Moze nie wszedzie mozna kupic
            awokado czy karambole, ale tez bywa. Robimy zakupy copdziennie w sklepiku,
            ktory miesci sie w garazu, zawsze pelny wybor pysznych wedlin z malych
            wytworni, wybor win, piw i alkoholi imponujacy, warzywa i owoce wszystkie
            (zawsze swiezy szpinak, szparagi, bob, fasolka, kilka rodzajow pomidorow, wiele
            odmian jablek), oliwek roznych, kaparow itp nie brakuje. No, harisy nie ma.
            • Gość: Hela Re: na Slasku jest wszystko! IP: *.bb.online.no 05.09.04, 21:17
              Bo harisa sie zle komponuje z krupniokiem.
              • Gość: siostra heli harisa z krupniokiem IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.09.04, 21:59
                jutro sprobuje, ale mysle, ze to strza w dziesiatke.
    • Gość: zadumana Re: zachcianki małomiasteczkowej koleżanki :) IP: 213.17.230.* 03.09.04, 14:38
      Ja z niby dużego miasta obserwuję, że rzecz cała w mentalności mieszkańców i
      bezwzględnych zasadach marketingu. Jak w okolicy nie ma licznych chętnych na
      jakiś produkt, to go nie ma w sklepach. To dla smakoszy trudna bariera.
      A upodobania indywidualne pani zza lady też stanowią w małym sklepie nie lada
      barierę dźwięku. Moment kiedy jej zwykła handlowa chytrość weżmie górę nad
      brakiem tolerancji dla cudzego smaku wydaje się być czasem dość odległy...
      • Gość: siostra heli Re: zachcianki małomiasteczkowej koleżanki :) IP: 157.25.138.* 03.09.04, 15:11
        Wynikaloby z tego, ze Slaski jest zaglebiem smakoszy? To chyba niezgodne z
        powszechnym mniemaniem o Slazakach, ktorzy jawia sie jako zjadacze krupniokow
        (w innych czesciach Polski zwanych kaszanka).
        • Gość: krasnowo Re: zachcianki małomiasteczkowej koleżanki :) IP: *.sejny.sdi.tpnet.pl 03.09.04, 16:28
          Właśnie to miałam na myśli mówiąc o lepiej zaopatrzonym południu - pamiętam jak
          podróżując po górnym i dolnym Śląsku zachwycałam się nie tylko różnorodnością
          towaru w małomiasteczkowych sklepach ale też samymi sklepami - w mojej okolicy
          żadko występują sklepy nabiałowe lub cudowne piekarnio-cukiernie, właściwie
          jedynym rodzajem wyspecjalizowanych sklepów są warzywniaki, które w naszej
          mieścinie, jak stwierdziłam po lekturze Waszych postów, są całkiem nieźle
          zaopatrzone.
    • Gość: Maleńka Re: zachcianki małomiasteczkowej koleżanki :) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.09.04, 20:19
      Pamiętam jak któregos lata pojechłam do kuzynki na wieś, niedaleko Kutna. Wies
      liczyła zaledwie kilkuset mieszkanców, dlatego tez w poblizu był tylko jeden
      sklepik, taki z jednym rodzajem masła, soków itp. Poprosiłam pana sprzedawce o
      serek homogenizowany, a on do mnie na to, że nie wie o co mi chodzi. Zaczełam
      więc mu tłumaczyć, że to taki serek lub twarożek (jak kto woli) w kubeczku,
      smakowy. Ale on niestety nie zrozumiał i musiałam obejść się smakiem...
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka