Dodaj do ulubionych

Kalorycznosc, szkodliwosc...

13.09.04, 13:04
Czy jak planujecie jakies dania to mysliscie o ich kalorycznosci czy tez
szkodliowsci ? Czy przez to zrezygnowaliscie z konsumpcji jakichs specyfikow ?
Ja staram sie myslec o kalorycznosci w taki sposob, ze jesli dzisiaj na obiad
jest cos o duzej zawartosci kkcal to jutro bedzie cos lekkiego. Szkodliwe
dania ograniczam do minimum, dlatego np frytki jem bardzo rzadko, tylko wtedy
jesli czuje, ze musze je zjesc i nic innego szczescia mi nie przyniesie. A
chipsow nie ruszam.
Obserwuj wątek
    • hania55 Re: Kalorycznosc, szkodliwosc... 13.09.04, 13:08
      Działam podobnie, tzn. jeśli jednego dnia na obiad jest coś ciężkiego,
      śniadanie i kolacja tego dnia są bardzo delikatne. I odwrotnie - jeśli na
      śniadanie jest wielka jajecznica albo egg benedicts, to na obiad sałatka czy
      lekka zupa. Chemię staram się w ogóle eliminować z kuchni, tzn. uważnie czytam
      etykietki. Nie jestem w stanie sprawdzić, co jest w jarzynach i mięsie, które
      kupuję, więc chociaż tam, gdzie mogę świadomie kształtować swój wybór, robię
      to.
    • emka_1 Re: Kalorycznosc, szkodliwosc... 13.09.04, 13:16
      nie:) znaczy grzybków nieznanych nie zjem,na wszelki wypadek, jagódek
      nieznanego pochodzenia też nie, ale np. nie zrezygnuje z dodatku octu
      spirytusowego do niektórych dań czy marynat, bo niezdrowy.
      kalorycznością się nie zajmuję zupełnie.
      • eirinn Re: Kalorycznosc, szkodliwosc... 13.09.04, 18:03
        Żadnych kalorii nie liczę, czego nie widać tego nie ma. Ograniczyłam dość
        drastycznie spożycie wieprzowiny i wołowiny do nie częściej niż raz na miesiąc
        czy dwa. Octu nie używam, bo nie znoszę smaku i zapachu, no chyba że się rzucam
        na grzybki w occie. Poza tym uwielbiam gęstą śmietanę i majonez i pcham do
        czego się da.
    • Gość: Hanna Re: Kalorycznosc, szkodliwosc... IP: 64.213.237.* 13.09.04, 18:11
      Ja staram sei obserwowac jedno i drugie. Wiec najczesciej nie jem ziemniakow i
      ryzu, makaronow , ciast i slodyczy. Za to duzo warzyw i owocow. A z tluszczy
      glownie oliwka z oliwek lub olej slonecznikowy w malych ilosciach. Mieso
      chude!! I staram sie jesc jak najmniej przetwarzane jedzenie, i bardziej
      zblizone do natury tym lepiej. Odpadlo mi mnostwo gotowania!! A kiedys
      pichcilam, pichcilam..... Teraz tylko jak mlodziez zjezdza do domu to gotuje
      wiecej.
      • Gość: Camille Re: Kalorycznosc, szkodliwosc... IP: *.snvacaid.dynamic.covad.net 13.09.04, 18:57
        Ogolnie ograniczam-sobie i rodzinie-weglowodany i cukier. Jedynie w weekendy
        mozna zobaczyc u nas jakis chleb, makaron czy ziemniaki. Slodkosci tylko w
        czasie imprezy.
        Jezeli chodzi o owoce i warzywa, to kupuje je glownie na targu. Mam za to
        absolutna awersje i za zadne skarby nie kupie owocow i jarzyn z Meksyku-maja
        bardzo zla opinie jesli chodzi o nawozenie-wiele osob sie ciezko pochorowalo,
        bo nawozili....ludzkim g.
        Ocet uzywam rzadko, glownie balsamico/chociaz mam ich pol szafki/, ale
        najbardziej smakuje mi cytryna z wlasnego drzewka.
        Z olejow uwielbiam wrecz oliwe z oliwek. Ostatnio uslyszalam, ze swietny jest
        olej z orzechow macadamia-rzadki i drogi, ale podobno najzdrowszy!
        Zainwestowalam wiec w butelke/1/4l $10/...i na razie czuje sie rownie dobrze
        jak przedtem.
        • bynight_one Jesli nie makarony, ryz i ziemniaki to co? miesko? 13.09.04, 20:47
          Jesli ograniczylas weglowodany to w taki razie napisz mi, jesli mozesz i masz
          ochote, menu z jednego tygodnia zycia Twojej rodziny. Co prawda u mnie w domu
          bulki czy chleb sa rowniez tylko na weekend, ale maczne rzeczy(makaron, kluski,
          nalesniki itd) , ryz, ziemniaki sa u mnie prawie na przemian. czyli dzisiaj cos
          z ryzem albo ryzu, jutro cos z maki (kluchy, makaron, nalesniki, tortillas itd),
          a jutro cos z ziemniakow (pieczone ziemniaki, podsmazane, zapiekanka na bazie
          kartofelkow itd).Oczywiscie to tego jest stos warzyw podgotowywanych i/lub
          swiezych. A mieso pojawia sie raz, dwa razy w tygodniu i przewaznie w polaczeniu
          z ryzem.
          • maja101 Re: Jesli nie makarony, ryz i ziemniaki to co? mi 14.09.04, 12:13
            Ja moge się podpisać pod wypowiedzią Camilli, więc moge ci też napisać co mniej
            więcej jadamy... Jeśli o nas chodzi to nie ograniczamy się jakoś drastycznie -
            jak mamy chęć na pizze to ją robię, ale na cieniutkim cieśćie (zreszta tylko
            taką lubię). Aby ograniczyć węglowodany chleb w kanapkach zastępuję pieczywem
            chrupkim Chaber. Smakuje jak flipsy :) a najczęściej jem w ogóle bez pieczywa -
            np. parówkę (ale nie taką za 5 zł/kg) jem z ketchupem, albo pomidorem. Jesli
            chodzi o dania obiadowe, to w danaich typu kurczak i potrawy "kotletowate"
            można sobie darować ziemniaki czy kluski - ja podaję dużo sałatki. I można się
            najeść a na dodatek w ogóle nie czuje sie tego "na żołądku". Trochę gorzej z
            sosami - tu zależy. Czasem robię kopytka (uwielbiam), a czasem nawet makaron
            (ależ ze mnie grzesznica ;). Z tym że makaron mozna zastąpić takim ciemnym
            makaronem (wygląda jak dla psa ;) a ryż biały brązowym. I juz jest zdrowiej :)
            Nie myślcie że jestem jakąś zwariowaną maniaczką. Znam ludzi którzy poszukują
            tylko takich przepisów gdzie nie ma w ogóle tłuszczu. Ja aż tak się tym nie
            przejmuję. A co do zdrowego żywnienia to myślę że przede wszystkim nalezy
            unikać wysoko przetworzonych produktów. Tak więc sos pomidorowy robie w miarę
            możności z pomidorów, a nie z puszki itd.
            • bynight_one Re: Jesli nie makarony, ryz i ziemniaki to co? 14.09.04, 12:23
              No ja postepuje podobnie jak Ty, ale z tresci postu Camille wywnioskowalam, ze
              zeimniaki, ryz i produkty maczne sa tylko na weekend. Ty piszesz, ze uzywasz
              ryzu makaronu, klusek itd, ale w "zdrowszej" odmianie. Chcialabym uslyszec od
              Camille co podaje w zamian ? No w koncu moge sobie wyobrazic (co sama robie)
              patelnie podgrzanych warzyw a do tego, albo i nie, kawal ryby albo mieska. Ale
              nie robie tego codziennie. Moze Camille ma jakies ciekawe zastepniki :-)
              • Gość: Camille Re: Jesli nie makarony, ryz i ziemniaki to co? IP: *.snvacaid.dynamic.covad.net 14.09.04, 17:25
                Niestety, oryginalna nie bede. Odkad bylam na wiosne na diecie South Beach, to
                zauwazylam, ze proteiny bardzo szybko mnie "zapychaja", a jednoczesnie gubie
                wage. Przy weglowodanach, coz, po talerzu makaronu czy kanapce czulam sie
                jakbym nic nie zjadla. Oczywiscie postawilam tez na ruch i po tym jak schudlam,
                postanowilam utrzymac rezim w ciagu tygodnia, a cieszyc sie zyciem w ciagu
                weekendu. Odkrylam tez produkty z pelnego ziarna-ryz, bulgur, couscous,
                chleb. Mozna je jesc nawet na wyzej wspomnianej diecie, tylko w nieduzych
                ilosciach.
                Fakt, ze trzymam niektore "zakazane" produkty, glownie w zamrazarce, bo jednak
                mam jeszcze meza i nastolatka w domu ktorzy czasem maja ochote jesc troche
                inaczej niz ja. Z tym, ze maz jada w domu tylko obiado-kolacje ok. 18tej, a
                dziecku jeszcze robie lunch do szkoly typu wlasnie kanapka lub jakies resztki z
                obiadu.
                Co gotuje na obiado/kolacje- glownie mieso i warzywa. Duzo griluje, wymyslam
                przerozne salaty. Czasem robie po prostu kazdemu wielka miche salaty z roznymi
                jarzynami i np. kawalkami lurczaka z rozna, oczywiscie tez z jakim sosem, np.
                vinegrette. Uzywam tez duzo jajek-np. robie "bogaty" omlet, tzn z wielka
                iloscia skladnikow plus miska zielonej salaty.Bardzo wszystkim smakuja golabki-
                z mala iloscia nieluskanego ryzu i duza iloscia jakiegos chudego mielonego
                miesa i sosem grzybowym/bez zageszczaczy typu zasmazaka, a do tego z b. chuda
                smietana/. Czasem zrobie jakas "konkretniejsza" zupe typu grochowke/ostatnio
                odkrylam czerwony groch i robie kapitalna grochowke turecka/ czy zupy-kremy np.
                z brokulow. Nadchodzi sezon bigosu i fasolki po bretonsku/bo i temperatura
                powoli spada/. Dzisiaj np. mam resztki grilowanej wieprzowej poledwicy z
                niedzieli-zrobie wiec w woku tzw. chinski ryz- z jajkiem, brokulami, imbirem,
                resztka w/w miesa, groszkiem...co mi wpadnie pod reke.
                Generalnie modyfikuje potrawy ktore gotuje od zawsze, starajac sie dokladac cos
                nowego, zreszta bardzo czesto dzieki temu forum.
                • bynight_one Re: Jesli nie makarony, ryz i ziemniaki to co? 14.09.04, 18:58
                  No to rozumiem juz. Myslalam, ze skoro wyrzucilas wszystkie weglowodany to ryz
                  rowniez.
                  Ja powiem, ze nigdy nadwagi nie mialam. Maz po slubie schudl, bo mial okolo 20
                  kg nadwagi. Niecaly rok po slubie i 10 kg mniej. Nie glodzac sie, tylko
                  rezygnujac z bulek i pieczywa w ciagu tygodnia oraz chodzac na basen, grajac w
                  badmintona i jezdzac na rowerze. Nie zrezygnowalismy z kartofli, ryzu ani z
                  makaronu czy innych klusek ale jemy ogromne ilosci warzyw.
                  • Gość: Camille Re: Jesli nie makarony, ryz i ziemniaki to co? IP: *.snvacaid.dynamic.covad.net 14.09.04, 19:29
                    Bo ryz tzw. brazowy mozna jesc, tylko rzadko i w niewielkiej ilosci/wielkosc
                    pilki golfowej max/. Prawde mowiac to go generalnie robie tylko na weekend,
                    chyba, ze wypadna golabki czy taki ryz chinski jak dzisiaj, ale to sie czesto
                    nie zdarza. Natomiast w 100% odstawilam ryz bialy czyli luskany.
                    Nie wspomnialam tez o rybach, te staram sie robic 2x w tygodniu.
            • karmilla Re: Jesli nie makarony, ryz i ziemniaki to co? mi 15.09.04, 11:57
              maja101 napisała:

              > Z tym że makaron mozna zastąpić takim ciemnym
              > makaronem (wygląda jak dla psa ;) a ryż biały brązowym. I juz jest
              zdrowiej :)
              pewnie tak, ale jakoś nie wyobrażam sobie jedzenia ciemnego makaronu z tym, z
              czym jadam biały (to samo dotyczy ryżu). Jak dla mnie to składniki na zupełnie
              różne posiłki.
              aha, czy przez ryż brązowy rozumiesz ryż biały niełuskany, czy dziki
              afrykański, autentycznie brązowy? bo jeśli to pierwsze, to faktycznie, też
              uważam, że z powodzeniem może zastąpić biały. Tego brązowego brązowego (który
              podobno wcale ryżem nie jest, choć się tak nazywa ;-) nie jadłam, ale nie wiem,
              czy się da to jeść zamiast białego.
    • karmilla Re: Kalorycznosc, szkodliwosc... 14.09.04, 11:45
      różnie
      jak mam ochotę na karpatke czy napoleonkę, ale tak, że to nie ma prawa być nic
      innego, to to jem (chć ostatnio wolę kupić w cukierni kawałek, niz piec całą
      blachę tego). Generalnie jestem uzalęzniona od słodyczy i nie usiłuę z tym
      walczyć, tylko ewentualnie racjonalizoać - czyli ostatnio u mni ehiem sezonu są
      ciasteczka ziarenkowe. Z racji problemów z przewodem pokarmowym unikam potraw
      ciężkich, więc jak już zgrzeszę, to później z konieczności musi być lekko. I w
      miarę możliwość staram się unikać tłuszczu zwierzęcego, a oliwę ograniczać.
      Ryby to jednak lubie tłuste, a że i zdrowsze od chudych, to tym lepiej.
      Staram sie unikać chemii w jedzeniu, więc raczej czytam etykietki i staram się
      nie kupować półproduktów (tudzież całych gotowych produktów).
      • monia_77 Re: Kalorycznosc, szkodliwosc... 14.09.04, 12:39
        No ja powinnam zwracac uwage na kalorycznosc bo zrzucilam wiele kg i musze sie
        pilnowac, ale zrzucilam nie stosujac diety tylko nie jedzac kolacji i na noc
        wiec mysle ze dam rade;-) Natomiast ostatnio dzien taki dlugi a mi sie jesc
        chce po pracy i zaczelam znowu te kanapki i pomidory wiec mysle ze znowu
        przejde na posilki tylko do 18. Uwazam ze to najlepsza metoda i trwala. No bo
        dlaczego mam sobie odmawiac makaronu w sosie z czterech serow? Czy jezeli mam
        chec pajde pysznego chleba z maselkiem? Zrezygnowalam z jedzenia majonezu,
        slodyczy nie lubie i jem bardzo rzadko. Uwielbiam wloska kuchnie, ktora jest
        tuczaca, ale jak je sie pol porcji to nic zlego z figura sie nie stanie.

        Nie wyobrazam sobie spozywania chleba tylko w weekendy. Jem chleb kiedy najdzie
        mnie ochota, ale bulek nie ruszam;-)
        • karmilla Re: Kalorycznosc, szkodliwosc... 14.09.04, 13:03
          ha, czasem po pracy idę połazić po sklapach albo do czytelni, czy jeszcze
          gdzieś i w domu jestem po 18.00, więc jakoś trudno mi sobie wyobrazić, że
          ostatni posiłek jem przed 18.00. Raczej staram się (choć z różnym skutkiem)
          przestrzegać: najpóźniej 4 godizny przed snem (czyli niekiedy bywa to 22.00 ;-)
          a coś bliżej o tym sosie z 4 serów możesz powiedzieć?
          • monia_77 Re: Kalorycznosc, szkodliwosc... 14.09.04, 17:01
            Karmilla ja tez po pracy nie wracam prosto do domu, ale nie wcinam tez
            hamburgerow czy innych "pysznosci" typu fast food. Ja po prostu przynosze sobie
            do pracy obiad i dziele go na pol. Jedna polowke zjadam o godz. 12:30 a reszte
            po 16 przed wyjsciem z pracy. Czasem jak obiad jest niemozliwy do
            przepolowienia bo taki pyszny ;-) to wcinam ok. 14 i juz do sniadania nic nie
            jem, a jak mocno ssie w brzuchu to zagryzma sobie slonecznika badz jakis owoc.
            Obiecuje, ze jesli chcesz schudnac to jest najtrwalsza metoda. Oczywiscie ruch
            tez jest potrzebny i np. jak chodze na basen to po basenie koniecznie wcinam
            jakis owoc badz jugurt. Nie wykluczylam tak calkowicie kolacji (jedynie kiedy
            mocno chcialam schudnac) i teraz daje sie zaprosic na romantyczne kolacje badz
            wspolne wieczorne gotowanie z przyjaciolmi. Martwiace jest ze jesz o 22 to
            stanowczo za pozno. Organizm powinien miec co najmniej 12 godz na strawienie
            ostatniego posilku, a ze sniadan nie powinnas rezygnowac.

            Sos z czterech soso robie tak:

            Rozpuszam ser lazur pokrojony w kosteczke na patelni (teflonowej), wlewam
            troche smietanki firmy Lowicz 18 %, dorzucam starta na tarce mozarelle i
            przyprawiam bialym pieprzem czasem dosalam bo smietanka jest slodka. W
            miedzyczasie gotuje moj ukochany makaron pappardelle. Wrzucam makaron na
            patelnie do sosu i dodaje ricotte (mozna tez dodac mascaropone ale jest zbyt
            tuczacy wiec w tym mozu kalorii takie male oszustwo) no i dyzdam to razem,
            wykladam na talerze i obficie tre parmezan na moje kluchy. No i mam wtedy odlot!


            karmilla napisała:

            > ha, czasem po pracy idę połazić po sklapach albo do czytelni, czy jeszcze
            > gdzieś i w domu jestem po 18.00, więc jakoś trudno mi sobie wyobrazić, że
            > ostatni posiłek jem przed 18.00. Raczej staram się (choć z różnym skutkiem)
            > przestrzegać: najpóźniej 4 godizny przed snem (czyli niekiedy bywa to 22.00 ;-
            )
            > a coś bliżej o tym sosie z 4 serów możesz powiedzieć?
            • karmilla Re: Kalorycznosc, szkodliwosc... 15.09.04, 11:53
              monia_77 napisała:

              > Karmilla ja tez po pracy nie wracam prosto do domu, ale nie wcinam tez
              > hamburgerow czy innych "pysznosci" typu fast food.
              tego typu "pyszności" też zasadniczo nie jadam (wyjątkowo zapiekanki albo
              tosty, ale z wypróbowanych tostorni/barów czy jak to tam zwał)

              > Ja po prostu przynosze sobie do pracy obiad i dziele go na pol. Jedna polowke
              zjadam o godz. 12:30 a reszte po 16 przed wyjsciem z pracy.
              no, ja nie bardzo mam w pracy warunki do jedzenia obiadu, więc wolę sobie
              przyjść do dom i zrobić.

              > Czasem jak obiad jest niemozliwy do przepolowienia bo taki pyszny ;-) to
              wcinam ok. 14 i juz do sniadania nic nie jem, a jak mocno ssie w brzuchu to
              zagryzma sobie slonecznika badz jakis owoc.
              no, owoców to - ze względu na żołądek - prawie nie jadam. i chyba bym nie
              wytrzymała, nawet gdybym miała możliwość jedzenia obiadu w pracy.

              > Obiecuje, ze jesli chcesz schudnac to jest najtrwalsza metoda.
              a nie, ja już dawno uznałam, że nie umiem rezygnować z przyjemności. Więc
              raczej wcielam w życie przysłowie: otyli żyją krócej, ale szczęśliwiej.
              Stanowczo za dużo niezdrowych rzeczy lubię, żebym umiała z nich zrezygnować.

              > Martwiace jest ze jesz o 22 to stanowczo za pozno. Organizm powinien miec co
              najmniej 12 godz na strawienie ostatniego posilku, a ze sniadan nie powinnas
              rezygnowac.
              nie rezygnuję - po prostu od kiedy muszę rano wstawać (czyli gdiześ tak od 5.
              klasy szkoły podstawowej nie jem rano śniadań - jakoś mi nie chcą przejść
              przez gardło. Teraz to dopiero w pracy, gdiześ tak między 8 a 10, w zależności
              od tego o której uznam za niezbędne wypicie kawy.

              > Sos z czterech soso robie tak:
              > Rozpuszam ser lazur pokrojony w kosteczke na patelni (teflonowej), wlewam
              > troche smietanki firmy Lowicz 18 %, dorzucam starta na tarce mozarelle i
              > przyprawiam bialym pieprzem czasem dosalam bo smietanka jest slodka. W
              > miedzyczasie gotuje moj ukochany makaron pappardelle. Wrzucam makaron na
              > patelnie do sosu i dodaje ricotte (mozna tez dodac mascaropone ale jest zbyt
              > tuczacy wiec w tym mozu kalorii takie male oszustwo) no i dyzdam to razem,
              > wykladam na talerze i obficie tre parmezan na moje kluchy. No i mam wtedy
              odlot!
              brzmi uroczo. Któregoś dnia będę musiała spróbować.
    • Gość: oczytana Re: Kalorycznosc, szkodliwosc... IP: 213.17.230.* 14.09.04, 13:19
      A we wrześniowym Twoim Stylu jest artykuł o odżywianiu i dietach, z którego
      wynika, że wg jakiegoś naukowca z Harvardu jest niemal obojętne co jemy, a
      istotny jest codzinny ruch. Gość przebudował kompletnie piramidę żywieniową
      dając jej całkiem nową podstawę, która nie ma żadnego związku z zawartością
      talerza. I bądź tu mądry...:)
      • hania55 Re: Kalorycznosc, szkodliwosc... 14.09.04, 13:27
        Akurat w to, że najlepszą dietą jest jedzenie wszystkiego po trochu i ruch,
        wierzę bez zastrzeżeń :-) Przynajmniej jakoś to u mnie działa.
      • linn_linn Re: Kalorycznosc, szkodliwosc... 14.09.04, 13:57
        No skladniki sa jednak wazne. Organizm ma swoje wymagania, a co do ruchu...
        Pewnie. Najwazniejsze, aby zjadajac 5000 kalorii dziennie rekompensowac to
        ruchem. Niestety raczej na to nie mamy ochoty, wiec kalorie musimy ograniczac.
        • hania55 Re: Kalorycznosc, szkodliwosc... 14.09.04, 15:33
          linn_linn napisała:

          > Najwazniejsze, aby zjadajac 5000 kalorii dziennie rekompensowac to
          > ruchem. Niestety raczej na to nie mamy ochoty, wiec kalorie musimy ograniczac.

          Ty nie masz ochoty, czy uogólniasz?
          • linn_linn Re: Kalorycznosc, szkodliwosc... 14.09.04, 15:45
            Znasz takich? Gdyby bylo wielu chetnych na takie sporty, slowo "dieta"
            znikneloby z gazet, netu, TV itp.
            • hania55 Re: Kalorycznosc, szkodliwosc... 14.09.04, 16:07
              No, znam. Siebie, swojego męża, swoją mamę... Mam dalej wymieniać? 5000 kalorii
              nikt z nas nie pochłania, bo by chyba pękł, ale mnie jest wsio ryba czy zjem
              1500, 2000 czy 2500, bo i tak spalę. Tak naprawdę, nawet nie wiem, ile kalorii
              dziennie pochłaniam. Bardziej zwracam uwagę na to, żeby nie jeść często
              tłustych rzeczy, ale to ze względu na to, żeby nie obciążać nadmiernie wątroby.
              Nie chodzi o "takie sporty" tylko, żeby zamienić windę na schody, samochód na
              spacer, a wieczór przed telewizorem na wieczór na rowerze, pogranie w piłkę z
              dzieckiem albo pójście na basen.
              • linn_linn Re: Kalorycznosc, szkodliwosc... 14.09.04, 17:15
                2500 to nie 5000, jednak. Chodzilo o to, ze niewane ile sie je. Jednak wazne.
                Spalic 5000 kalorii raczej trudno / to tylko przyklad /.
                • hania55 Re: Kalorycznosc, szkodliwosc... 14.09.04, 17:18
                  Rany, ale kto normalny jest w stanie zjeść 5000 kalorii?! Może zdarza mi się
                  tyle zjeść w Święta, ale wtedy jest zimno i ciemno, a poza tym kiedy już
                  człowiek ruszy się od stołu to idzie na 2-3 godzinny spacer po mrozie.
                  Podejrzewam, że przy większym popuszczaniu pasa zjadam ze 3-3.5 tys. kalorii,
                  ale jakoś udaje mi się zachować od lat tę samą wagę i jestem (w/g przemądrych
                  idndeksów BMI) na granicy anoreksji.
                  Myślę, że trochę przesadzasz.
      • Gość: Mycha Re: Kalorycznosc, szkodliwosc... IP: *.zefa.pl 14.09.04, 14:12
        zgadzam sie w 100%
        od kiedy zaczelam sie naprawde sporo ruszac w ciagu miesiaca zjechałam na wadze
        w dół o prawie 4 kg.... a przeciez miesnie waza wiecej niz tłuszcz... widze
        fenomenalna roznice w lustrze i po ubraniach...
        jem codziennie pieczywo, słodycze, makarony lub ziemniaki...
        uwielbiam frytki i ziemniaki zapiekane... mieso jem kiedy tylko mam ochote,
        wszystko zalewam sosami nie patrze na kalorie tylko na smak i chudne....

        basen + aerobik + duzo duzo roweru.... i mozna jesc co sie chce
    • Gość: G. Re: Kalorycznosc, szkodliwosc... IP: *.sg.fr.studentenwohnheim-bw.de 14.09.04, 19:00
      a ja od miesiaca b.ciezko pracuje, caly dzien na stojaco, nie mam czasu jesc,
      tzn. zywie sie glownie jogurtami, owocami, do pracy codziennie jezdze rowerem,
      po miescie ogolnie tez i nie chudne, a jeszcze mam wrazenie, ze tyje. jak to
      jest mozliwe?????
      • linn_linn Re: Kalorycznosc, szkodliwosc... 15.09.04, 09:51
        Owoce maja duzo kalorii, jogurty owocowe tez kolo setki. Podsumuj ktoregos dnia
        kalorie: takie pojadanie w czasie pracy czy przy komputerze moze dostarczac
        wiecej kalorii niz prawidlowe posilki.
    • Gość: oczytana Do G. IP: 213.17.230.* 15.09.04, 08:55
      Może w Twojej diecie jest nagle za dużo cukru? A może masz tylko wrażenie, że
      nie chudniesz i za jeszcze miesiąc lub dwa sprawa będzie oczywista. Na razie
      organizm reaguje jakoś na zmianę. Miesiąc to jednak chyba za krótko.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka