mysiulek08
26.09.04, 03:47
dlugo to w lozeczku ja nie polezalam:)Goraczka postanowila sie zrownac z
poziomem 38,9 czyli norma jak dla mnie a opryszczka po solidnych aplikacjach
zoviraxu i uderzeniowych dawek vit C jakby zaczynala kapitulowac:)A juz
normalnie nie wytrzymalam, gdy sasiadka obdarowala mnie po raz kilkoma
kilogramami cytryn z wlasnego drzewa ze slowami: spadaja mi na trawe, robi
sie nieporzadek, to zerwalismy juz wszystkie a ze od Was dochodza tak piekne
zapachy z kuchni a to ostatnie ciasto bylo dobre wiec macie:) No i mamy:)
Zapach jaki roznosily dorodne cytryny nagrzane sloncem pognal mnie do kuchni,
co maglam wyczarowac? Oczywista, ze tarte:) Wlasnie probuje stygnac ale jakos
coraz mniej masy wlasnej ma do tego stygniecia.Esz znow sie rozpedzilam a
mialo byc o pianie, ale juz sie poprawiam:) Otoz meczy mnie problem, wlasnie
kruchej piany z bialek, takiej bezowej, lekko trzaskajacej przy krojeniu:)
Jak osiagnac owa nirwane ja sie pytam???? Zawsze, ale to zawsze na
jakimkolwiek ciescie zamiast doskonalej kruchosci mam ciape:((.Jakich ja
eksperymentow nie dokonywalam, cukier raz puder, raz typowy, zmienialam
ilosci, dosypywalam to budyniu, to kisielu, regulowalam temperatura
piekarnika, otwieralam drzwiczki, ba nawet ucieralam na parze a raz zdarzylo
sie nawet, iz zaparzylam nieszczesna lukrem ugotowanym wg wzorca Kuchni
Polskiej do "nitki" i NIC, zawsze to samo! Miekka, lepiaca sie do noza masa
pianowa. Dobre to w smaku, ale ja chce, kruchutka, bezikowa, leciutka pianke!
JAK TEGO DOKONAC!!!!